niedziela, 3 listopada 2019

NÓWKA SZTUKA WYZWOLENIA Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy


Spektakl WYZWOLENIA Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy zaprasza widzów do przyjrzenia się sobie samym, Polakom, w przeciętnym polskim domu, którym jest mieszkanie w blokowisku, duszna, ciemna, klaustrofobiczna klitka pamiętająca jeszcze czasy PRL-u. Zużyte wyposażenie kuchni, przygnębiająca kiczowata meblościanka, kanapa, stolik, sztuczny kwiat w dużym pokoju, proste łóżko w sypialni, stary sprzęt AGD, czajnik z gwizdkiem, skromny prysznic i wc, mały balkon z zasuszonymi kwiatkami  wypełniają przestrzeń życiową "dwadzieścia kroków wzdłuż i wszerz", mentalny współczesny anturaż biedy, zastoju, marazmu. Oto Polska właśnie. Tu rodzi się pragnienie ucieczki, chęć zmiany. Wielkiej przewrotki. Wyzwolenia.

Nadciąga korowód Polaków szaraków, jak monolit, jednia, skała. Personifikacja polskości. Zbliża się do szkieletu tego, co winno być ogniskiem rodzinnym, schronieniem, ostoją a jest wrogą norą.  Pozbawiona ścian, okien straszy ale właśnie dlatego może pomóc otworzyć się na nowe. To nie miejsce ani przeszłość ale kim się jest, czego się chce, po co się żyje, dla kogo zdecyduje o przyszłości. Byt określa świadomość, historia fantasmagorie.  Źle, jeśli się utknęło. Gorzej, jeśli się nie wie co i jak robić, by mieć odwagę na zmianę.

Pierwsza część spektaklu to przedstawienie postaci, figur, póz typicznych, retorycznych. W mowie, ruchu i śpiewie. Cytatach. Formie komicznej. Lekkiej, prostej, ironicznej. Groteskowej. Celna charakterystyka wiecznej polskiej niemożności. Gęby. Pozy. Ubezwłasnowolnienia woli, braku działania. Obraz ograniczeń, udręczenia. Otumanienia. Ksenofobii, rasizmu, hipokryzji, uzależnienia od kościoła.

Druga część to status quo wyzwolenia poprzez samookreślenie. Ci sami aktorzy w roli Masek pytają, badają, sprawdzają Kobietę Obsadzoną jako Konrad, Magdalenę Drab, autorkę tekstu sztuki. Dokonują brutalnego przesłuchania. Stawiają konkretne zarzuty. Są natarczywe, dociekliwe, nieustępliwe. Bezwzględne. Zmuszają młodą kobietę do rezygnacji z frazesów, pustosłowia, sloganów, stereotypów, porzucenia barw ochronnych,  by dotrzeć do prawdy gdy padną słowa: "Posypałam się. Pogubiłam. Popadłam w patos. Poległam. Poraniłam się. Pogardzam kim popadnie...Ale odwaga to wszystko, co mam. Wszystko, co mam! Nie jestem lepsza. Warchoły to my! Warchoły to my! Ja nie chcę trzymać palca w dziurawym sercu!"  

W finale wracamy do początku. Korowód się zbliża do mieszkania, Polski, w którym/w której się nic nie zmieniło. To w Polakach, ich umysłach, sercach, wyobraźni, marzeniach najpierw musi pojawić się impuls przemiany.  Prawdziwe wyzwolenie. Czy odwagę przekują w czyn? Czy stanie się głównym orężem? Historia, jak zapętlające się sceny w tym spektaklu, lubi się, niestety, powtarzać.

Tekst Magdaleny Drab, reżyseria Piotra Cieplaka, ruch sceniczny Leszka Bzdyla, scenografia Andrzeja Witkowskiego, muzyka Pawła Czepułkowskiego i Michała Litwińca stworzyły przedstawienie pokazujące, jak silnie stare, zmurszałe, niezrozumiałe dziś treści, zachowania stadne, zakorzenione są w polskiej mentalności Jak trudno przychodzi się przyznać przed samym sobą, kim się naprawdę jest. Odwaga chyba nie wystarczy, to za mało, by cokolwiek w narodzie zmienić. Potrzeba  przekonywujących motywacji, potężnych stymulatorów, nowej narracji, strategii, wizji.
Nawiązanie do historii literatury poprzez przepisanie WYZWOLENIA Stanisława Wyspiańskiego jest kontynuacją, starym tropem, słuszną diagnozą, ale nie rewolucją. Przeglądamy się w tym obrazie, rozpoznajemy i, niestety,  dołączamy do korowodu wkraczającego do domu dwadzieścia kroków na dwadzieścia. Pociągają nas dobrze znane zapachy, odgłosy, idee, gdy nic sami nie jesteśmy w stanie wypracować, stworzyć. Choć tak bardzo się staramy, tak wiele mamy możliwości. Świat stoi przed nami otworem a my ciągle gnieździmy się, grzęźniemy w ciasnej, ograniczonej, gnuśnej mentalności. Nie wszyscyśmy jacy tacy. Ale ta garstka nie umie porwać milionów, nie potrafi. I to byłby dobry temat dla dramaturgii współczesnej. Wielki. Nie byle jaki.

Zespół Teatru Modrzejewskiej w Legnicy w partyturze scenicznej Magdaleny Drab i Piotra Cieplaka: Magda Skiba, Ewa Galusińska, Magda Biegańska, Zuza Motorniuk, Małgorzata Urbańska, Katarzyna Dworak, Małgorzata Patryn, Gabriela Fabian, Anita Poddębniak, Paweł Palcat, Bogdan Grzeszczak, Bartosz Bulanda, Robert Gulaczyk, Rafał Cieluch, Mateusz Krzyk gra, tańczy, śpiewa, performuje doskonale, bawi, wzrusza. Daje do myślenia. To, czy spowoduje widzów działanie, trudno przesądzić. Sztuka jest gładka, życie chropowate. Sztuka jest przewidywalna, życie nigdy. A gdy dochodzi czynnik ludzki, zachowawczy, zalękniony, podporządkowany, prognoza jest skomplikowana, nie do przewidzenia. Jak się od siebie samego uwolnić? Jak wyzwolić od niewidzialnych więzów? Nie chodzi już o to, by zwykłych zjadaczy chleba w anioły przerobić ale pozwolić im być, jakimi tylko zechcą. Tymczasem proces kształtowania jednostki, wychowania narodu, wtłaczania go do struktury o z góry określonym wymiarze, systemie wartości, z pozornie wolną wolą, samostanowieniem to cel każdego systemu.  On nie zrezygnuje z hodowli nowych żarliwych wyznawców, niewolników. Posługiwania się manipulacją, propagandą, nośną wizją.  Dlatego nie ma wyzwolenia. Nadziei. Bo kolejne wyzwolenie jest początkiem nowego zniewolenia.

WYZWOLENIA  MAGDALENA DRAB
reżyseria: Piotr Cieplak
scenografia: Andrzej Witkowski
ruch sceniczny: Leszek Bzdyl
muzyka: Paweł Czepułkowski i Michał Litwiniec
obsada:
Dekoracja/Maska 5 - Magda Skiba
Kobieta Obsadzona Jako Konrad - Magda Drab
Początek/Maska 8 - Ewa Galusińska
Tężyzna/Maska 7 - Magda Biegańska
Dystynkcja/ Maska 12 - Zuza Motorniuk
Sytość / Maska 10 - Małgorzata Urbańska
Łezka w kąciku/ Maska 6 - Katarzyna Dworak
Wróżba/Maska13 - Małgorzata Patryn
Cud / Maska 4 - Gabriela Fabian
Firanka/Maska 11 - Anita Poddębniak
i !/Maska 9 - Paweł Palcat
Aktor, który miał zostać obsadzony jako Konrad, ale tak się nie stało/ Maska 1 - Bogdan Grzeszczak
Krew/Maska 15 - Bartosz Bulanda
Struna / Maska 2 - Robert Gulaczyk
Reklamacja/Maska 3 - Rafał Cieluch
Dygot / Maska 14 - Mateusz Krzyk

data premiery:16 marca 2019

nagroda za najlepszy tekst 25. OKnWPSP

niedziela, 27 października 2019

DAMASZEK 2045


Tytuł spektaklu DAMASZEK 2045 pozornie jednoznacznie określa miejsce i czas akcji. To political sci- fi sztuka o bardzo realnych zagrożeniach stosowania inżynierii społecznej. Dokładniej, na szeroką skalę dokonanej manipulacji, mającej na celu stworzenie oficjalnie obowiązującej wersji historii  poprzez zbrodnię. wymazywanie pamięci indywidualnej i w konsekwencji zbiorowej, tworzenie spójnej, wiarygodnej narracji na podstawie wybiórczych, wygodnych, wyselekcjonowanych faktów. Oczywiście wszystko to przeprowadzono oficjalnie w tak zwanej dobrej wierze, dla niedopuszczenia do pamiętania o okrucieństwach wojny, zmniejszenia bólu i cierpienia spowodowanego traumami pojawiającymi się za jej sprawą, zwłaszcza po stracie najbliższych, zamordowanych, zaginionych w tragicznych okolicznościach. Pokusa poprawiania przeszłości, stosowanie propagandy, reklamy, nauczania,  tworzenie sprofilowanych miejsc pamięci z jednoznaczną, jedynie słuszną wersją historii jest ludzkości znana od zawsze. Po prostu nie wiadomo dotąd jak tłumaczyć absurdalność wojny, jak dezawuować obronę gloryfikowania jej słuszności, jak obalać mit o bohaterstwie, heroizmie walki i pięknie śmierci w obronie ojczyzny. Nie wiadomo, jak uniknąć zemsty, która generuje kolejne wojny, Jak nie dopuścić do stresu pourazowego, traum, jak je skutecznie leczyć, z nimi walczyć. Dalej, po wojnie, w miarę możliwości spokojnie, szczęśliwie, normalnie żyć.

Sztuka pokazuje jak niebezpieczne, bezprawne, zbrodnicze mogą być próby modyfikowania historii. Ujawnia ich skutki. Dowodzi, ze to droga, która prowadzi donikąd. Prawda wyjdzie na jaw. Prędzej czy później trzeba będzie stawić jej czoła. Tymczasem polityka historyczna, zafałszowana, zakłamana, wybiórcza, dostosowana do obowiązującej ideologii, jest równie zbrodnicza jak sama wojna, ma na sumieniu kolejne niewinne ofiary. Jest nią zwykły człowiek, społeczność, naród, ale też sztuka, którą cynicznie, instrumentalnie, metodycznie wykorzystuje przy zarządzaniu emocjami.

Akcja sztuki toczy się w Muzeum Pamięci Wojny w Damaszku w 2045. Po wojnie w Syrii, która dziś nadal trwa. W niewyjaśnionych okolicznościach zostaje zniszczona instalacja złożona ze zdjęć ofiar wojny. Rozpoczyna się dochodzenie. Doprowadzi ono do ujawnienia przyczyn występowania wśród ludności coraz liczniejszych  aktów agresji, depresji, samobójstw, uciążliwej bezsenności, powracania w snach niezrozumiałych scen, które nie dają spokoju, są uciążliwie emocjonalne, silnie realistyczne. Biel, uporządkowanie sterylnej przestrzeni sprzyja trwającemu w laboratoryjnych warunkach śledztwu. Prawda nie wyzwoli, nie uwolni bohaterów od niepokoju, dręczących wątpliwości, podejrzeń, lęków lecz ich pogrąży w nasilającym się bólu, ostatecznie zniszczy. Nie ma przed nią ucieczki. I jak manipulacja skutecznie zatarła na początku portret małego chłopca, tak w finale na powrót go silnie wyostrzy. Jakby przywracała życiu. Światu, rodzinie, pamięci.  Stanie się wyrzutem, oskarżeniem, dowodem fiaska eksperymentu wymazywania niewygodnych faktów, zdarzeń. Unieważniania indywidualnych historii, przeżyć, istnień ludzkich.

Bohaterowie sztuki, ale chyba i my na widowni, nadal nie wiemy, jak poskładać świat, który rozpada się najpierw w chaosie absurdu wojny a potem w chaosie budowania pokoju. Co jednostka/system ma robić, jak ma sobie radzić, by dalej bez kłamstwa, matactwa, manipulacji żyć, współistnieć. Czy w ogóle jest szansa na poznanie, akceptację, uszanowanie prawdy? Radzenie sobie z jej nieludzkim obliczem,wydaje się, że niemożliwymi do zaakceptowania skutkami. Jak mamy uczyć się na jej błędach, wypaczeniach, doświadczeniach?

Spektakl jest klarowny, jasny, przejrzysty. Dobrze zagrany. Nowoczesny/instalacja, efekty wideo, futurystyczny hologram/ dla analizy, zrozumienia starych ludzkości problemów. Trudnych, związanych z wojną, każdą wojną, jej konsekwencji, traum. Emocjonalnych, psychologicznych i życiowych skutków.

WOJNA POLSKO-RUSKA POD FLAGĄ BIAŁO-CZERWONĄ Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie Małopolski Ogród Sztuki

Przestrzeń pokryta bielą jak obrusem na stole, prześcieradłem na łóżku, lukrem na cieście, całunem na martwym ciele jest zabałaganiona, zabrudzona, zbrukana. Róże, które z niej wyrastają są sztuczne, czerwone. Powyrywane, porozrzucane, zniszczone. Nic dziwnego. Tak wygląda pole bitwy po WOJNIE POLSKO-RUSKIEJ POD FLAGĄ BIAŁO-CZERWONĄ z umiejscowionym w centrum symbolem miasta, schronem, domem, ruiną. Tym razem walczyły kobiety, nie tak jak zawsze, mężczyźni. To one, ubrane w swoje kiczowate, lumpeksowe, jak zbroje stroje, z przerysowaną charakteryzacją, mega git fryzurami są żołnierzami. Jakby grały w Doroty Masłowskiej/Pawła Świątka wersji MAD MAXA z nową, wyłącznie WOMEN  FUCK wersją, współczesną kobiecą perspektywą. 

Rozczarowana Silnym dziewczyna z sąsiedztwa, Barbie, mężczyzn zabawka, Magda(Katarzyna Zawiślak-Dolny), gotycka vega dziewica Andżela (Anna Paruszyńska), agresywna dresiara, kumpel Natasza (Marta Waldera), ruda przyjaciółka Magdy Arleta (Natalia Strzelecka), infantylna, dziecięca, zagadująca wszystko Ala (Karolina Kazoń)-pięć podwórkowych lalek, póz księżniczek z Matką Silnego, Matką Polką i Matką Boską w jednej osobie, matroną (Marta Konarska)- przedstawiają świat według mentalnego mętliku wulgarnego, pogubionego w rzeczywistości Polaka szaraka, który jednak swój rozum a więc i rację ma i z niej nie zrezygnuje. Wszystko się w tych postaciach splątało i przez nie przemawia, krzyczy. Aktorki są jednocześnie narratorem, zwyczajnymi młodymi kobietami, mężczyznami, którzy budzą ich zainteresowanie, czy po prostu pojawiają się w ich życiu, figurami  tematycznymi: dziecka, dziewczyny, przyjaciółki, kumpeli, wampa, matki.  

Język, który u Masłowskiej jest naczelnym kreatorem narracji w inscenizacji Świątka staje się równorzędnym narzędziem artystycznej ekspresji. Przesądza o tym niezwykle zróżnicowana gra aktorska, bezpretensjonalny wulgaryzm mentalny, charakterystyczne, wyraziste osobowości bohaterek, konwencja karykaturalnej groteski, przerysowania kontrastów, dosadność, rozśrodkowanie indywidualnych logorei postaci, indywidualne tempo, wsobne rytmy wypowiadanych solówek. Zamysł reżyserski Pawła Świątka i konsekwencja dramaturgiczna Mateusza Pakuły, sugestywnie metaforyczna scenografia Marcina Chlandy decyduje o tym, że powstało pyszne, smakowite, nie pozbawione humoru dzieło o współczesnym kołtunie polskim, jego frustracjach, pragnieniach, fobiach. Zaściankowym, ubogim, blokowiskowym życiu  ludzi, których potrzeby nie są wyszukane, oczekiwania wygórowane a mimo to pozostaną nieosiągalne. Mają kiełbie we łbie, zlepek nie własnych myśli, idei, kombinację przypadkowych poglądów, medialnych wzorców, obcych sobie cytatów jak żyć. Są wizualizacją dziwnych zachowań, wynaturzonych stylistyk, mód, trendów, które  tworzą skrzywdzone maszkarony wykrzykujące pokaleczonym językiem, karykaturalnym wyglądem, irracjonalnym zachowaniem swój ból i lęk. Całkowicie go nie rozumiejąc. Instynktowna chęć sprostania wyzwaniom rzeczywistości, której pułapek się nawet nie domyślają, jej mielizn nie rozpoznają, wywołuje w nich stan zaskoczenia, zdziwienia. Po czym dalej brną w nieszczęście.   

Mężczyzny tu nie ma, przemykają tylko majaczące rozczarowania z nim związane. Jest nieobecny, bo niewiele znaczy, niewiele a właściwie nic nie może dziewczynom dać. Nie rozumie ich. Zdobywa je i porzuca. Pozostał jego szkielet, o nim wspomnienia. Silny to tylko słowo, eufemizm miernoty. Zdzisław Sztorm cwaniaka, głupoty. Tak naprawdę mężczyzna to taka sama figura osobowościowa jak bohaterki.  Równie zagubiona, wchodząca w nieswoje role, środowiskowo ukształtowana, mentalnie udziwniona. Dziewczyny wiedzą, że w jakimś kościele dzwonią, tylko nie mają pojęcia w którym. Coś się im majaczy, czegoś chcą ale są bez cienia szansy, by to zdobyć, by to mieć. Są samotne, pozostawione sobie. Zdezorientowane, sfrustrowane, zalęknione. Wchodzą w życie z rozpędu, idą na oślep, szukają po omacku. Desperacko chwytają każdą okazję.  Chcą się dostosować. Nic dobrego z tego nie wychodzi. Budzą politowanie, nie jest nam ich żal. 

Biedny dom, zgrzebne podwórko, ciasny umysł funduje wojnę z życiem, której nie można wygrać. Toczy się ją z samym sobą, z wydumanym wrogiem. Ścierają się marzenia z rozczarowaniem, pragnienia z niespełnieniem. Jest wulgarnie, brutalnie, śmiesznie. A nawet śmiertelnie poważnie. Strasznie.

WOJNA POLSKO-RUSKA POD FLAGĄ BIAŁO-CZERWONĄ  Dorota Masłowska
adaptacja, dramaturgia Mateusz Pakuła
reżyseria Paweł Świątek
scenografia, kostiumy Marcin Chlanda
muzyka Dominik Strycharski

obsada:

Katarzyna Zawiślak-Dolny
Anna Paruszyńska
Natalia Strzelecka
Marta Waldera
Karolina Kazoń
Marta Konarska

premiera 2 marca 2019

niedziela, 20 października 2019

CAPRI-WYSPA UCIEKINIERÓW TEATR POWSZECHNY

CAPRI-WYSPA UCIEKINIERÓW, spektakl Krystiana Lupy w Teatrze Powszechnym, przenosi akcję do symbolicznego miejsca spotkania osób, które utknęły w nim na zawsze jak burżuazja przybyła na wystawną kolację w filmie Anioł Zagłady Luisa Buñuela. To azyl z najpiękniejszym krajobrazem na świecie i betonowym domem, który jest schronieniem, więzieniem, jaskinią. A może grobem. Komorą gazową w obozie zagłady skompromitowanych idei, bezsilności sztuki, instytucji kościoła i państwa,  bogów stworzonych na obraz i podobieństwo słabych, miernych ludzi, karmiących się bezwstydem, pychą i pogardą. Gdzie możliwa jest tylko projekcja wspomnień, niedokończonych projektów i planów, narodzin i agonii totalitaryzmów/nazistowski i komunistyczny/, dowodów zbrodni poza zrozumieniem, poza wybaczeniem, poza pamięcią/burdel w Soroce/. Gdzie człowieczeństwo zredukowano do bezpłodnej myśli, okrutnego czynu, antonimu miłości. W permanentnej wojnie.  Polityka jest narzędziem zbrodni/totalitaryzmy/, religia kontroli nad ciałem, zniewoleniem ducha, sztuka sama dla siebie wydaje łabędzi śpiew/nie uczy, nie zmieni świata=tu Godard, Lang, Buñuel, może i sam Lupa/, liczy się konsumpcjonizm/ pełna micha spaghetti/, zresetowane sumienie/ brak winy, kary, odpowiedzialności/, święty spokój. Ogólnie marazm, manipulacja, kopulacja.

Krystian Lupa ze swej artystycznej perspektywy dowodzi, że nie ma nadziei. Osobiście komentuje głosem znużonym, zeźlonym, zdartym. Mówi do nas, widzów, znajdujących się w teatrze, o społeczeństwie, narodzie, cywilizacji Zachodu. O tym, że historia się powtarza i również dziś każdy przejaw działalności jest opresją, zniewoleniem, upodleniem. Samolubnym, egoistycznym, głupim samo uprzedmiotowianiem ludzi. Prowadzącym do destrukcji, rozpadu, klęski. I dzieje się to od zawsze i wszędzie. Cokolwiek, ktokolwiek się rodzi, niewinny i w swej naturze prosty, podąża, jak stado owiec w Aniele Zagłady na ucztę życia, by utknąć w jej pułapce na zawsze. Nie może się wyzwolić z uwięzienia. Życie i śmierć pozbawione są sensu. Bunt i demonstracja wolności karykaturalna, groteskowa, amoralna.  Ludzie to barbarzyńcy obleczeni w nośną treść, wtłoczeni w atrakcyjną formę. Jak hitlerowcy w Hugo Bossa piękne mundury.
 
Dzisiejszy świat jest w agonii, martwy, przyczajony. Wampiryczny. Gotowy do zmartwychwstania. Nowego wcielenia. Jak zawsze i wszędzie. Również tu i teraz w Polsce. Genialna to wypowiedź artysty. Uniwersalna. Mądra i czuła. Plastyczna. Bogata. Wykorzystująca harmonijnie wszelkie środki wyrazu/ literatura, film, mit, poezja, rzeźba, video, performance/ dla artystycznej komunikacji w maestrii kompozycji teatralnego obrazu. Szczodrze pojemnej. Metaforycznej. Opowiadającej nieludzką historię człowieczego świata. Wplata Adama i Ewę, ich grzech pierworodny, praprzyczynę nieposłuszeństwa, od którego całe zło się zaczęło. Przemyka po doświadczeniu holokaustu, pomysłach ulepszania rodzaju ludzkiego/rasizm, eugenika/, ośmiesza śniącego sny o potędze Franka /w Polsce o Polsce i Polakach/, uzmysławia niezrozumienie tego, co się w Europie, na świecie tak naprawdę dzieje/renesansowa kolacja, obraz filmowy zniszczonego miasta na Bliskim Wschodzie/, demaskuje rytuały tożsamościowe/homoseksualizm/, ruchy emancypacyjne/ kobiet/, by pokazać hipokryzję, głupotę/dziecięcość, brak świadomości, naiwność/. Niemoc, by ten korowód samobójczej zagłady powstrzymać/kobiety grające w karty/. Bo wszystko zawodzi, zwodzi i nie działa. Szybko się wyczerpuje. Kompromituje. Zmusza do ucieczki. Na przykład na Capri. Wyspę uciekinierów: Jezusa, Lenina, Godarda, Langa, hitlerowców i proletariuszy, socjalistów, obrońców demokracji, Malapartego, Franka, kurew i gejów.

Może ciebie i mnie. W teatrze i w życiu. Na jawie i w śnie.

Aktorzy grają jak w transie, są doskonali. Scenografia zmienia się, zaskakuje, zachwyca. Pomysł łączenia filmów/wycieńczeni więźniowie obozu koncentracyjnego pojawiają się w scenie wyuzdanego seksu hitlerowca z blondynką/, synchronizacja planu żywego ze sfilmowanym hipnotyzuje i w zestawieniu z wypowiadanymi tekstami, grą aktorską wypracowuje diagnozę, tworzy wieloznaczny komunikat. Taniec proletariuszy do Symfonii Leningradzkiej Szostakowicza zdumiewa, ale jest celny. Reżyser i jego obrazy sceniczne, nastrój marazmu, zastygnięcia, zawieszenia w  mentalnym więzieniu, stawiają trudne pytania, budzą silne emocje. Mocno angażują, dają do myślenia. Zwłaszcza gdy na widowni zapala się światło.  Podróż w czasie i przestrzeni Malapartego staje się i widzów doświadczeniem. Drogą przetrwania, przystosowania, wędrówką przez ziemskie, ludzkie piekło. Gorzką nauką. Teatralnym katharsis. Ucieczką tak naprawdę donikąd.

W pierwszych scenach spektaklu Odyseusz w filmie Langa wraca do Itaki. Ale tak naprawdę w wielką pustkę. Świat, który opuścił, nie istnieje. Doświadczenie życiowe, wiedza, jaką zdobywał przez lata, nie przyda się do przeprowadzenia zmian w ojczyźnie. Stoi i w nicość patrzy. Wszystko było po nic. Na nic. Nie ma dalszego rozwoju akcji, brakuje pomysłu, motywacji, narracji. W podobnym stuporze pozostają bohaterowie sztuki: rozmemłane kobiety oczekujące na instrukcje, zdegenerowane  towarzystwo zgromadzone w willi, niezdecydowane postacie snujące się pomiędzy światem realnym i metaforycznym jakby błądziły poza czasem, nadzy aktorzy w zbiorowym portrecie jaskiniowym gotowi do przybrania nowych szat króla, pana, władcy. I sam Lupa.

Ciekawe, po której stronie lustra dziś, my-widzowie, Polacy, Europejczycy, obywatele świata-myślimy, że jesteśmy. W którym momencie triumfu własnej bezsilności. I ofiary, i kaci walki z samym sobą. Syte nienasyceniem midasowe dzieci.



CAPRI-WYSPA UCIEKINIERÓW
na podstawie utworów KAPUTT i SKÓRA Curzia Malapartego

reżyseria, scenariusz i scenografia: Krystian Lupa

główna asystentka reżysera: Michalina Żemła
muzyka: Bogumił Misala
kostiumy: Piotr Skiba
wideo: Natan Berkowicz, Adam Suzin
pomoc dramaturgiczna, asystent reżysera: Maksym Teteruk
obsada: Karolina Adamczyk, Grzegorz Artman, Jacek Beler, Michał Czachor, Anna Ilczuk, Michał Jarmicki, Andrzej Kłak, Magdalena Koleśnik, Mateusz Łasowski, Vova Makovskyi (gościnnie), Monika Niemczyk (gościnnie), Filip Orliński (gościnnie), Halina Rasiakówna (gościnnie), Maria Robaszkiewicz, Nikodem Rozbici (gościnnie), Piotr Skiba (gościnnie), Ewa Skibińska, Julian Świeżewski, Paweł Tomaszewski (gościnnie), Wojciech Wójcik (gościnnie), Julia Wyszyńska, Michał Zieliński (gościnnie), Wojciech Ziemiański (gościnnie), Michalina Żemła, ,
statyści: Karol Helewski, Maciej Kobiela, Ignacy Martusewicz, Tomasz Mechowicki, Olaf Staszkiewicz, Mariusz Urbaniec, Filip Warot,
aktorki i aktorzy występujący w nagraniach wideo: Ryszard Abraham, Alicja Czerniewicz, Marta Fidura, Mikołaj Gajowy, Michał Iwaszkiewicz, Gustaw Kowalczyk, Natalia Pucek, Łukasz Rochna, Adam Rosa, Piotr Sędkowski, Iga Skolimowska, Julia Szewczyk, Maciej Szkutalski, Monika Szwajnos, Adam Wietrzyński

premiera: 12.10.2019

zdjęcie: Natalia Kabanow

sobota, 19 października 2019

GROCHÓW SCENA PRZODOWNIK


GROCHÓW, spektakl Sceny Przodownik, przygotowany pod artystyczną opieką Agnieszki Glińskiej na podstawie prozy Andrzeja Stasiuka, jest teatralną próbą wypełnienia białych plam pamięci. Przestrzeń jest tu sterylnie czysta, laboratoryjnie neutralna, całkowicie na początku nieprzenikniona, tajemnicza. Tabula rasa. Ekran, na którym pojawiać się będą powiększone projekcje dotyczące przeszłości. Aktorzy, ubrani w białe fartuchy, stają się poszukiwaczami, badaczami, naukowcami. Archeologami wspomnień. W sposób metodyczny odkrywają to, co jest zapomniane, ukryte. Ciągle czegoś szukają. Dociekają. Przywołują świat zaprzeszły, umarły, zabyły. Dawno pogrzebany. Wydawać by się mogło już nieistotny, wyczerpany. Jego zapachy, smaki, dźwięki. Powidoki. Wszystko, co czas unieważnił, transformacja systemowa zmieniła. Wracają do czasów PRL-u z jego niewolniczą pracą, biednym życiem, smutkiem ducha zniewolonego ciała. W momencie określania własnej tożsamości, budzącej się świadomości, krytycznej oceny świata i ludzi, zmagania się ze śmiercią przyjaciela. Są to skrawki emocjonalnych obrazów, fragmenty map miejsc, buntownicze terytoria młodości, krajobraz Grochowa, Warszawy, życia jakiego już nie ma. Wchodzenia w dorosłość bez znieczulenia.

Wiwisekcja pamięci nigdy w skali jeden do jednego nie przywraca prawdy o czasie i świecie utraconym. Siebie utraconym w wymazywaniu, które zaciera, zniekształca lub wyolbrzymia obraz przeszłości, nadaje mu nowe znaczenia. Przywoływane  z perspektywy dojrzałości, która po latach tęskni za młodzieńczymi emocjami odkrywania świata, jest zdumiona, że wszystko tak bardzo skarlało. Rekwizyty są małe, niegroźne, oswojone, zużyte. To tylko zabawki, artefakty, które już nie straszą, nie przerażają.  Całkowicie odkryte, oświetlone uświadamiają zmiany, które zachodzą w czasie pomniejszającym ich wagę, znaczenie. Po latach znów można się przyjrzeć temu z laboratoryjną precyzją, naukową dociekliwością, choć zawsze będzie to tylko wyimek.

Trzech aktorów, Marcin Bartnikowski, Marci Bykowski, Łukasz Lewandowski , jak trzy wcielenia autora czy grupa najbliższych przyjaciół ma rozpisany tekst na komplementarne narracje. W gruncie rzeczy, to on jest najważniejszy, najbardziej znaczący. Przykuwa uwagę. Uwodzi. Prowadzi. Ma moc uruchamiania teatralnego imaginarium, które Stasiukowe obrazy GROCHOWA implementuje w widzach na nowo, by żyły dłużej, inaczej, dalej.

GROCHÓW  ANDRZEJ STASIUK
opieka artystyczna: Agnieszka Glińska
scenariusz: Łukasz Lewandowski
przestrzeń: Monika Nyckowska
lalki: Marcin Bikowski
muzyka: Igor Nikiforow

Obsada:
Marcin Bartnikowski
Marcin Bikowski
Łukasz Lewandowski

Koprodukcja z Teatrem MALABAR HOTEL
Premiera: 11.10.2019r.

zdjęcie: Tomasz Ostrowski
zdjęcie plakatowe: Piotr Smoliński