sobota, 18 maja 2024

CASTING TEATR COLLEGIUM NOBILIUM

 

Spektakl Teatru Collegium Nobilium pod tytułem CASTING w reżyserii Mateusza Atmana i Agnieszki Jakimiak charakteryzuje nowoczesna forma konstrukcji wypowiedzi scenicznej mająca na celu przepracowanie tematu kreacji w możliwie wszechstronnym ujęciu, atrakcyjnej odsłonie. Jest prezentacją pomysłów, talentów, umiejętności bardzo młodych ludzi, studentów Akademii Teatralnej w Warszawie, którzy są aktywnymi współtwórcami tego wydarzenia, moderowanego przez doświadczonych, uznanych twórców ale i ich asystentów. 

Casting to procedura, w której, w tym wypadku, konfrontuje się aktor ze swoją propozycją roli w całokształcie swego przygotowania(potencjału intelektualnego, warsztatowego, osobowego) z zadaniami, oczekiwaniami odbiorców. Spektakl pokazuje jak niezmiernie złożony i bardzo trudny a jednocześnie niezmiernie fascynujący i nieprzewidywalny a przez to zaskakujący w swym wymiarze końcowym jest to proces(twórczy, organizacyjny, koncepcyjny). Bo wielość różnych perspektyw wszystko jeszcze bardziej gmatwa i komplikuje. Z jednej strony aktor grając swoją rolę winien zaprezentować się z jak najlepszej strony, a więc zachowując swój indywidualizm wypełnić zadanie na określony temat przez osobę odpowiedzialną za cały projekt(reżyser, dramaturg, itd.), a jednocześnie zadowolić ostatecznego odbiorcę, który wyniesie ze scenicznej aktorskiej propozycji coś interesującego.  I jeszcze musi zwrócić na siebie uwagę krytyków. Wydaje się, że jest to cel w praktyce niemożliwy do osiągnięcia. Ambitne ryzykowne, fascynujące wyzwanie. Walka, by zostać zauważonym, docenionym, wybranym.

Ale przecież każdy człowiek, nie tylko aktor czy inny twórca, ujmując brutalnie, jest interaktywnym produktem gotowym spełniać oczekiwania  innych, by osiągnąć pożądany cel. Musi się wyróżniać, rozwijać, być kreatywny, wydolny, szukać sposobu na optymalne sprzedanie siebie, swej propozycji. Rzeczywiście, umiejętności gry aktorskiej są w tym przypadku nie do przecenienia. Gdy chce się nie grać a być Hamletem, nauczycielem, politykiem, kogokolwiek innego trzeba znać zasady, zsynchronizować się z postacią, wejść w rolę, kontekst, wiedzieć kim się jest, nie zatracić kontaktu z prawdziwym sobą, rzeczywistością. Nie wystarczy spełniać wymogów stereotypu, wypracowanych przez innych interpretacji, znać granic, by osiągnąć zamierzony cel. Trzeba umieć być, by móc pokazać co znaczy nie być. Bo może być i nie być to nie alternatywa tylko dopełniająca się jednia. Aktorzy wizualizują widzom swoje propozycje. Raz są aktorami uczestniczącymi w castingu, raz są tego castingu organizatorami. Różnorodność i jej atrakcyjność jest fascynująca. Z coraz większą częstotliwością zamieniają się rolami-to wyznaczają zadania, to następne wykonują. Wypracowują efekt never ending castingu jako stylu życia. W swych eksperymentach nie ustają. Performują. Zaskakują, prowokują, eksperymentują. Nawiązują kontakt face to face z widzami. I krok po kroku indywidualizują, wyróżniają się, różnicują. W żadnym momencie nie nudzą, nie nużą.

Spektakl jest bardzo ciekawie skonstruowany, precyzyjnie wyreżyserowany, co było naprawdę bardzo trudne. Daje wszechstronną prezentację umiejętności i przygotowania studentów, ujawnia ich indywidualny potencjał, kreatywność, zdolności. Umożliwił uczniom wpływ na jego treść i formę, co oznacza ogromne zaufanie, jakim obdażyli ich profesorowie. Razem przygotowali i wykonali projekt artystyczny na szóstkę. I dobrze, by był nadal grany, bo jest dla każdego nie tylko atrakcyjną teatralną propozycją, ale i lekcją. Dla Emilii Florczak, Macieja Karbowskiego, Michała Kaszyńskiego, Kamila Książka, Heleny Rząsy, Igi Szubelak, Hanny Wojtóściszyn też dyplomem. Egzaminem. Castingiem. Wszak wkraczają w swoje życie zawodowe. Czekają na nich ważne role życiowe. Wszystko, co najlepsze. Powodzenia!



CASTING

reżyseria: Mateusz Atman i Agnieszka Jakimiak
scenariusz: Emilia Florczak, Maciej Karbowski, Michał Kaszyński, Kamil Książek, Helena Rząsa, Iga Szubelak, Hanna Wojtóściszyn, Agnieszka Jakimiak, Mateusz Atman
choreografia: Oskar Malinowski
przestrzeń: Mateusz Atman i Nina Sakowska
kostiumy: Nina Sakowska
opracowanie muzyczne: Marek Zawadzki
asystentury: Aleksandra Bratkowska, Agata Krolow, Dominik Rubaj


W tekście wykorzystano fragmenty “Hamleta” Williama Szekspira w przekładach Jarosława Iwaszkiewicza i Stanisława Barańczaka oraz fragment “Hamletamaszyny” Heinera Müllera w przekładzie Mateusza Borowskiego i Małgorzaty Sugiery.

Fot. Zuzanna Mazurek

sobota, 11 maja 2024

MEN'S TALK TEATR COLLEGIUM NOBILIUM

 

Tego spektaklu już nie można obejrzyć. Tak jak nie można go zapomnieć. Zakończył swój byt sceniczny. Rozpoczął swój dlugodystansowy żywot w pamięci tych, którzy go widzieli. Pewnie i jego autorzy/wykonawcy są już innymi ludźmi. Rzeczywistość się zmienia. MEN'S TALK pojawił się jako wynik wspólnej pracy trzech facetów, przyjaciół, studentów IV roku Akademii Teatralnej w Warszawie: Macieja Łączyńskiego, Dominika Rubaja i Adama Szustaka(ich prawdziwe imiona użyte były w spektaklu), tworzących GRUPĘ KALIFORNIA, którzy byli w dobrych rękach Katarzyny Warnke(dramaturgia i reżyseria),pozostałych doświadczonych i nabierających dopiero doświadczenia twórców. Są autorami, podmiotami tego teatralnego dzieła i dzięki temu autentyczni, prawdziwi, wiarygodni. Wprowadzają nas w świat swojego życia. Zastanawiają się, kim są, co chcieliby robić. Co myślą, czują poprzez to, co przedstawiają. Rozkminiają swoją tożsamość, drążą, próbują, łączą fantazję, swoje wyobrażenie świata, w nim siebie, przywołują wspomnienia, oceniają własne możliwości. Próbują, tworzą, sprawdzają. Dużo w tym spontaniczności, radości, uwodzenia. A może i zwodzenia widza, kto wie? 

Rzecz się dzieje na małej scenie, panuje luzacka atmosfera, wszyscy wydają się być sobie bliscy. Osobiste tematy, bezpośredniość przekazu buduje intymny klimat dla dywagacji na temat szkoły, relacji, kultury(interpretacje klasyki-ORESTEJA Ajschylosa, znanych piosenek-Fronczewskiego, FRANKA KIMONO, scen filmowych -GORĄCZKA), stosunku do autorytetów(np. Holoubek), stepowanie i chippendales, o tym, co niedobrego dzieje się w środowisku artystyczno-edukacyjnym. Widzom udziela się entuzjazm, energia, zapał młodości, którym emanuje scena. Nastraja to optymistycznie. Przeszłość nie jest obciążeniem, traumatyczną spuścizną a sezamem pełnym bogactw, z którego można bez końca czerpać,uczyć się i dobrze bawić. Chłopaki tu na pewno nie płaczą, chłopaki tu ryczą ze śmiechu, wyją ze szczęścia jeszcze wolni, niczym nie obciążeni. Szaleją, szaleją, jak tylko może szaleć młodość. Opalają się-nie myślcie jednak o słońcu, choć na leżakach polegują. Tworzą bardzo zmysłowy układ choreograficzny skąpani w płonącej czerwieni światła-bezpruderyjni, otwarci, ekspresyjni. Jakby świat cały należał do nich, jakby go dopiero zaczynali próbować, smakować, sobą napełniać, po swojemu wyrażać. 

Trzeba mieć czas na podsumowanie, reset, naładowanie baterii, by móc wejść na wyższy poziom, zacząć kolejny etap życia. Chłopaki szansę wykorzystali. Udowodnili, że można to przepracować na wesoło. A to jest bezcenne. Bo nie ma smętu związanego z końcem jednej epoki, jest napęd na następną. Bez znieczulenia, bez wyczerpania. Szał wspólnego odkrywania, próbowania, przeżywania przepracowali na scenie. Oto wartość dodana. Bilans nie wychodzi na zero. Pokazuje duży potencjał. Bada granice, otwiera nowe możliwości. Pokazuje perspektywy twórczego życia, które może być trampoliną do skoków wzwyż a nawet wykonywania skomplikowanych figur akrobatycznych. Z korzyścią dla nas, widzów. Bo im wierzymy, gdy na koniec z determinacją śpiewają: "nic, naprawdę nic, nie pomoże, jeśli Ty nie pomożesz dziś miłości". Bo już to wiedzą. Już to znają. Powodzenia:)

MEN'S TALK

dramaturgia i reżyseria: KATARZYNA WARNKE
współpraca dramaturgiczna i reżyserska: MACIEJ JASZCZYŃSKI (II WR)
współpraca reżyserska i ruch sceniczny: TOMASZ WYGODA
reżyseria światła: JACQUELINE SOBISZEWSKI
muzyka: LUBOMIR GRZELAK
scenografia: KATARZYNA WARNKE i MAGDALENA KANIK
kostiumy: MMC
step: AGNIESZKA BRAŃSKA
projekcje: JACQUELINE SOBISZEWSKI, ALEKSANDRA HOUDA, MICHAŁ MAZUREK, ZUZANNA MAZUREK

obsada (GRUPA KALIFORNIA):
MACIEJ ŁĄCZYŃSKI
DOMINIK RUBAJ
ADAM SZUSTAK

Przy spektaklu GRUPA KALIFORNIA pracowała pro publico bono ze względu na zaistniałą sytuację polityczną i finansową Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie.

fot. Zuzanna Mazurek

czwartek, 2 maja 2024

PANNY Z WILKA.RAPSOD TEATR im. STEFANA JARACZA W ŁODZI


Spektakl PANNY Z WILKA.RAPSOD  w reżyserii Anny Gryszkówny w Teatrze im. Jaracza w Łodzi jest impresją nostalgii mężczyzny dojrzałego, który rozczarowany, zmęczony, wypalony nudą, marazmem a może niespełnionym życiem wraca do wspomnień, które wznieciłyby w nim ponownie żar pożądania, ciekawości, uniesień, emocji. Tchnęły w niego nową energię. Tak, by się czuł jak odkrywał wszystko po raz pierwszy i oszołomiony odsłaniającym się w nim bogactwem doznań był szczęśliwy. Po latach, gdy nie ma z czego czerpać inspiracji, pozostaje mu powrót do przeszłości, który odbudowałoby w nim wolę i radość życia. Stałyby się zarzewiem odrodzenia. Udaje się więc w sentymentalną podróż, która okazała się rozliczeniowym, jednak gorzkim podsumowaniem. No cóż, z upływającym czasem wspomnienia zacierają się, zmieniają. Są obrazem zniekształconym, wypaczonym, niepełnym. Pamięć jest zawodna i wymazuje, co jest mniej ważne, bolesne, traumatyczne a idealizuje gdy przeżycie jest silne, niezwykłe, głęboko emocjonalne. A więc kłamie, mami, oszukuje. Ale pragnienie przeżycia czegoś wyjątkowego, o czym się wie, że na pewno istnieje, bo już kiedyś się go doświadczyło, kusi. Podświadomość ciągle szuka, nadal drąży. Tworzy nowe wizje. Kolejne warianty. Interpretacje. Jaka jest prawda, trudno ociec. Nie do końca jest ważna. Liczy się emocjonalny odlot. Zanurzenie się w przyjemnym uczuciu marzeń, przypuszczeń, spekulacji, co by było gdyby. Tak jest i tym razem.

Bohater ni to w błogim śnie, ni to w rzewnym marzeniu, ni to z potrzeby serca i ducha, przywołuje utracony szczęśliwy czas, kiedy zmysły się rozbudzały, niczym nie skrępowana wyobraźnia burzyła wszelkie zasady, normy, ograniczenia. A dorosłe życie się dopiero zaczynało. Nawiązywały się subtelne, intymne, zmysłowe relacje Wiktora z pannami z Wilka, które być może, w sumie stanowiły ideał kobiety jakiej pragnął, jakiej potrzebował. Może dlatego żadnej nie wybrał, z żadną nie ułożył sobie życia. Fakt, był jeszcze bardzo młody, oszołomiony, zauroczony. Zadurzony. 

Panny z Wilka grają: Iwona Dróżdż Zosię, Urszula Gryczewska Jolę, Iwona Karlica Julcię, Anna Sarna Kazię i Zofia StafiejTunię. Każda jest juz kobietą z inną historią, temperamentem, urodą. Magnetyzmem. Każda efemeryczna, nieuchwytna, tajemnicza. Każda fascynowała go z innego powodu, poruszyła w nim coś nowego. Bardzo intensywnie, mocno. Ruben przez całe swe życie pozostawiał swe młodzieńcze doznania nierozwinięte, niespełnione. Kochał później wiele razy ale nigdy już z taką intensywnością, zaangażowaniem, niewinnością. 

Anna Gryszkówna wyreżyserowała piękny transowy seans teatralny. Z oniryczną atmosferą, metafizycznym klimatem w rustykalnym, nastrojowym, ciepłym wnętrzu(scenografia i kostiumy stylizowane na okres międzywojenny Martyny Kander, ważne światło Karoliny Gębskiej, projekcje wideo Jagody Chalcińskiej, muzyka Michała Lamży). Otwarty na różne asocjacje, inspirowane jednak głównie prozą Jarosława Iwaszkiewicza. Wiktor Ruben, grany przez Michała Staszczaka, z mgły się wyłania i w nią powraca. Nie sam a z drugim pojawiającym się/znikającym mężczyzną. To Jurek Karola Puciatego, atrakcyjny, nieopierzony, atrakcyjny bardzo młodzieniec, z powodu przedwczesnej śmierci którego bohater przybył do Wilka. Chyba że jest to jego homoseksualne mężczyzny zwizualizowane pragnienie lub sam młody Ruben a więc możliwa personifikacja nawet trzech mężczyzn w jednym. Spotyka nie tyle prawdziwe postacie kobiece, co jego o nich wyobrażenia. Kontakt z każdą z nich  ma inny odcień emocjonalnego zaangażowania, seksualnego pobudzenia, zmysłowego doznania. To bardzo interesująca projekcja-widzenie przede wszystkim siebie w innych. Taka interpretacja rozszerza wiedzę na temat głównego bohatera, mówi wiele o człowieku, działaniu pamięci w ogóle. Niewątpliwie jest to spektakl bardziej o mężczyźnie niż o kobietach. To na nim skupiona jest uwaga. Dla niego toczy się akcja. Kobiety dominują nie tylko swą zwielokrotnioną obecnością ale przede wszystkim dojrzałością, dystansem, siłą. Urokiem i pewnością siebie, wynikającą ze znajomości swych atutów. Doskonale panują nad uczuciami, wspomnieniami, życiem. Przeżywają a nie, jak on, rozpamiętują. Mimo że Wiktor przybywa do Wilka z ogromną muszlą z wielkimi czarnymi perłami- symbolami mocy i miłości, radości i szczęścia, sukcesu i powodzenia-prezentem dla każdej z pań, jest już na wszystko za późno.  Podświadomie więc obdarowując je przeprasza, wstydliwie wyznaje winę, że zawiódł ich nadzieje ale życzy wszystkiego, co najlepsze. Wybacza tak naprawdę sam sobie. Nic dziwnego, bo on również wywarł na pannach z Wilka wielkie wrażenie. Bardziej lub mniej otwarcie każda się w nim kochała. Piękna to metafora ich relacji. Miłości i wybaczenia. Pogodzenia.

Spektakl zaprasza widzów do spotkania jawy z podświadomością, rzeczywistości wyzwalającej prgnienie ze zmysłmi budzącymi pożądanie. Otwiera rewir bezpiecznej konfrontacji terażniejszości z przeszłością. Pokazuje piękno doświadczenia miłości w fazie jej narodzenia  i pogodzenia się z faktem, że jest tak naprawdę nieosiągalna i nierzeczywista. Pozostaje nigdy nie zspokojonym pragnieniem. Marzeniem.

PANNY Z WILKA.RAPSOD  Jarosław IWASZKIEWICZ

adaptacja i reżyseria: Anna GRYSZKÓWNA
scenografia i kostiumy: Martyna KANDER
muzyka: Michał LAMŻA
projekcje wideo: Jagoda CHALCIŃSKA
analiza psychologiczna postaci i relacji: Anna SZULC-RUDZIŃSKA
reżyseria światła: Karolina GĘBSKA

Iwona Dróżdż(Zosia)
Urszula Gryczewska(Jola)
Iwona Karlicka(Julcia)
Anna Sarna(Kazia)
Zofia Stafiej (Tunia)
Karol Puciaty(Jurek)
Michał Staszczak(Wiktor)

fot.:mat.teatru



wtorek, 30 kwietnia 2024

CZŁOWIEK Z PAPIERU. ANTYOPERA NA KREDYT TEATR POWSZECHNY W WARSZAWIE PRZEGLĄD PIOSENKI AKTORSKIEJ


"Jak wygląda świat, kiedy życie staje się tęsknotą? Wygląda papierowo, kruszy się w palcach, rozpada. Każdy ruch przygląda się sobie, każda myśl przygląda się sobie, każde uczucie zaczyna się i nie kończy, i w końcu sam przedmiot tęsknoty robi się papierowy i nierzeczywisty."
DOM DZIENNY, DOM NOCNY Olga Tokarczuk

CZŁOWIEK Z PAPIERU. ANTYOPERA NA KREDYT w reżyserii Jakuba Skrzywanka w Teatrze Powszechnym w Warszawie to dzieło teatralne z odwagą sięgające po ideę i formę teatru Bertolda Brechta, śmiało czerpiące ze spuścizny filmów Andrzeja Wajdy CZŁOWIEKA Z .., z premedytacją wykorzystujące reportaże interwencyjne, dotyczące brutalnej likwidacji nielegalnego obozowiska romskich imigrantów oraz fragmenty z posiedzenia rady miasta stołecznego Warszawy, formę operową, poprewiową, by skomponować wysadzający z wygodnego fotela zadowolonego z siebie Polaka spektakl publicystyczny, mocno zaangażowany społecznie. Podejmuje tematy współczesne, kontrowersyjne, niewygodne. Trudne. Dla wielu bardzo ważne, bo decydujące o jakości i godności życia jednostek i rodzin, społeczności. Stara się je przedstawić w sposób pełen empatii i humoru. Upomina się o najsłabszych, wykluczanych, krzywdzonych przez podstępny system bankowy, agresywny rynek deweloperów, działający ekspansywnie przy niewydolnym budownictwie komunalnym, przez firmy brutalnie wyrzucająe lokatorów z mieszkań, układy dysydentów, biznesmenów, polityków. Piętnuje brak reakcji państwa, jego instytucji na pogarszającą się kondycję życia zwykłych ludzi, błędy i wypaczenia młodej polskiej demokracji. Zakres oskarżenia jest więc ogromny. Sztuka w efekcie buduje atmosferę dyskusji, która winna prowadzić do porozumienia, rozwiązywania problemów. Nie pozbawia więc wiary w możliwość zmiany na lepsze, nie porzuca nadziei, że sztuka nie tylko informuje, komentuje ale też może wspomagać korektę systemu, który jest (celowo?) bezskuteczny wobec silnego gracza rynkowego. Sankcjonuje niesprawiedliwość społeczną(pogłębiające się podziały klasowe). Prowadzi do tragedii(wątek frankowiczów).

Jakub Skrzywanek nie zaskakuje pomysłem konstrukcji spektaklu: opierając się na niepodważalnych faktach, zaczerpniętych z obszarów niewygodnych, wstydliwych, wypieranych a jego zdaniem ważnych, tworzy mocny fundament do wypowiedzi natury ogólnej. Oczywiście za każdym razem zmienia temat i dostraja do niego formę, co czyni jego intencje czytelne, dzieło rzetelne i wiarygodne(np.:SPARTAKUS.MIŁOŚĆ W CZASACH ZARAZY, ŚMIERĆ JANA PAWŁA II).  W tym spektaklu dokumentalne cytaty filmowe wyświetlane na wielkim ekranie, pokazujące stan faktyczny, przeniesione na scenę teatralną(obozowisko z prawdziwą koparką), budują obraz metaforyczny. Pozwala to na postrzeganie problemów wysiedlonych Romów z nielegalnego obozowiska we Wrocławiu w 2015 roku w rozwinięciu tematu hegemonii deweloperskiej na wyższym poziomie syntezy, uogólnienia, emocji.  Temat z przeszłości, rozbudowany w sztuce o dodatkowe wątki, stał się  krytyką współczesnego, z premedytacją i okrucieństwem braku empatii wdrażanego w życie kapitalizmu(jego pazerności, zachłanności, obojętności).  Przedstawiony w spektaklu głęboko niepokoi, bo może w niesprzyjających okolicznościach, dotyczyć każdego. Mówienie dziś w teatrze o ciemnej stronie mocy funkcjonowania systemu z konkretnym, obciążającym wskazaniem personalnym jest odważną prowokacją, mającą skłonić zainteresowanych do działania. Spektakl otwarcie poruszając temay krzywdy słabszych i mniej zaradnych, wtrąca się w strefę mafijnych interesów. Przeciwnik jest potężny i doskonale zorganizowany. A spektakl upomina się o zapewnienia każdemu człowiekowi, rodzinie, społeczności minimum szczęścia  (swój kąt do godnego życia, pomoc gdy jest potrzeba), budzi nadzieję na rozwiązanie problemów(sytuacje dramatycznego zadłużenia), odwołuje się do solidarności, rozsądku, przyzwoitości.  Ale przełknąć werystyczne obrazy trudów życia współczesnego, potrzebującego wsparcia człowieka, który wymaga konkretnej pomocy, jest bardzo trudno. 

Zachęcić do tego winna druga część spektaklu przekształcającego się w antyoperę i to na kredyt. Muzyka Karola Nepelskiego, tak naprawdę do musicalu z suportującym operowym wtrętem wokalnym Olgi Rusin, kolaborującego z songami zaangażowanymi społecznie performowanymi przez aktorów jest tą aspiracją kultury  popularnej, która chce odwoływać się do czegoś więcej niż sama sobą reprezentuje. Jak zaspokojenie podstawowych potrzeb każdego człowieka. I to jest piękne-wyrażanie siebie w zakresie możliwym do osiągnięcia, w sytuacji jaka jest- bez skrępowania, bez poczucia wstydu. Kostiumy Tomasza Armanda na oczach widzów przekształcane z typowo luzackich, codziennych na oszałamiająco cekinowe, świetliste, mieniące się dobitnie ten proces przemiany podkreślają.  Niemałą rolę pełni choreografia dostosowująca  ruch sceniczny do amatorskiego, spontanicznego wykonania. Scenografia Agaty Skwarczyńskiej staje się równie jaskrawo mieniąco-świecąca jak w musicalu czy kabaretowym show, komponuje się z kostiumami. Wszystko to po to, by przełamać smutek, pokazać, że nic nie jest dane na zawsze, że są sytuacje, gdy się wszystko traci(nawet głos-mowa o śpiewaczce Ewy Skibińskiej). Na człowieka współczesnego, w dodatku biednego, czyha wiele niebezpieczeństw, pułapek(niskie płace, chwilówki, spirala zadłużenia, kredyty we frankach). Marzenia, nawet te przyziemne, powszednie(mieszkanie) nie zawsze się spełniają. CZŁOWIEK Z PAPIERU ma byt i status niepewny, łatwy do zniszczenia, bo jest z materii lichej, nietrwałej, kruchej. Bo stanowi tyle, co jest na papierze(w dokumencie, umowie, innym akcie prawnym) napisane, a to w efekcie może złamać każdego, zrujnować, a nawet doprowadzić do śmierci. W wizji czasów wszelkiej niepewności spektakl staje się ostrym oskarżeniem. Interwencją. Głosem sztuki o rozsądek, przyzwoitość, działanie.

Reżyser z twórcami i aktorami poruszają temat hipokryzji cywilizacji sukcesu, szalejącego bezprawia i akceptacji niesprawiedliwości. Nieuzasadnionego wyzysku słabszych, bezbronnych, biednych przez sprytnych, bezwzględnych,  bogatych. Podkreślają różnice, które coraz bardziej dzielą ludzi, na trwałe ich wykluczają.  A przecież nie zawsze status poszkodowanych jest wyłącznie ich winą. Proponowanie tematu walki ze złem  zawsze jest ryzykowne, wymaga hartu ducha, siły woli i determinacji. Może się nie podobać,na przykład gdy na widowni zasiądą beneficjenci hossy deweloperskiej/bankowej/itp. hegemonii, więc między innymi ci, którzy nie dopuszczają do wiadomości, że sami mogą się stać ludźmi w potrzebie jak ci przedstawiani na scenie. Instynktownie odrzucają wizję porażki, niepowodzenia. Niespodziewanego zwrotu sytuacji. Gdy będą musieli zrezygnować z opery a będą mogli uczestniczyć tylko w bieda operze, w dodatku na kredyt. Gdy papier, który konstytuuje ich status  rozpadnie się w pył, spłonie, zmieni swe znaczenie(w sądzie, poprzez nowe prawo, itp.). Wbrew pozorom CZŁOWIEK Z PAPIERU -nietrwały, kruchy, niestabilny-może przestac istnieć w jednej chwili.

Na pasku informacyjnym, umieszczonym nad sceną, umieszczono apel, by (szczególnie) młodzi ludzie brali życie w swoje ręce. Mają potencjał, czas i siłę. Mogą kształtować rzeczywistość, swój los. Mają szansę naprawić błędy. Jeśli tylko zechce im się chcieć. Inaczej zrobi to za nich Putin. To realna groźba gdy zdezerteruje się z walki o siebie i innych, gdy z egoizmu, krótkowzroczności, zaniechania odda się wszystko tym, którzy bardzo chętnie i bardzo szybko zagospodarują całe dotychczas wypracowane bogactwo materialne i duchowe, i zrobią na nim świetny interes. 

Ostatnie doniesienia o problemach  Teatru Powszechnego z deweloperami inwestującymi w jego bliskości, polegające na braku kontaktu, współpracy i porozumienia, dowodzące zasadności obaw o zabezpieczenie jego dotychczasowych praw dowodzą, że Jakub Skrzywanek antycypował tematykę swego spektaklu, inaczej mógłby włączyć do niego ten wątek. Wszystko wskazuje na to, że jest to przypadkowa koincydencja. Rzeczywistość brutalnie dopisała, potwierdzający bardzo ważną wymowę sztuki, gorzki epilog. W liście otwartym *Teatr Powszechny apeluje o zrozumienie jego argumentów i przywrócenie właściwej komunikacji między wszystkimi zainteresowanymi stronami. Jak sprawa się skończy, czas pokaże. A może kolejny spektakl. 


 
CZŁOWIEK Z PAPIERU. ANTYOPERA NA KREDYT

reżyseria – Jakub Skrzywanek
libretto – Piotr Grzymisławski, Jakub Skrzywanek
teksty songów – Jaś Kapela
muzyka – Karol Nepelski
scenografia i światła – Agata Skwarczyńska
choreografia – Agnieszka Kryst
kostiumy – Tomasz Armada
przygotowanie wokalne – Anna Serafińska
wideo – Artur Sienicki
reżyseria dźwięku – Kuba Sosulski
inspicjentka i asystentka reżysera – Sylwia Mączarowska/Bazhena Shamovich

obsada – Karolina Adamczyk, Klara Bielawka, Arkadiusz Brykalski, Michał Czachor, Anna Ilczuk, Andrzej Kłak, Olga Rusin (gościnnie), Ewa Skibińska, Oskar Stoczyński

*https://www.powszechny.com/aktualnosci/list-otwarty.html  

Koprodukcja Teatru Powszechnego im. Zygmunta Hübnera w Warszawie i Przeglądu Piosenki Aktorskiej.

fot. Magda Hueckel

piątek, 26 kwietnia 2024

XXX MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL SZTUK PRZYJEMNYCH I NIEPRZYJEMNYCH PEWNEGO DŁUGIEGO DNIA STARY TEATR


Życie pisze najlepsze scenariusze. Nic go nie przebije. I tak jest tym razem. Eugene O'neill napisał swój autobiograficzny, genialny, współczesny dramat w kontekście piekła, jakie roznieca swym funkcjonowaniem, ba, samym istnieniem rodzina. Luk Perceval go wyreżyserował, Stary Teatr wystawił a XXX Międzynarodowy Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych do Łodzi zaprosił. Widzowie mieli szansę zobaczyć spektakl nad spektaklami: nowocześnie klasyczny, wstrząsająco aktualny, fenomenalnie dobrze zagrany. Jednym słowem: uczta. Ale uczta przenicowująca widzów wrażliwość. Wstrząsająca.

Początek spektaklu przedstawia normalną rodzinę ale z upływem czasu wypełzają zmory przeszłości, rozpad teraźniejszości i objawy mającej nadejść wkrótce katastrofy. Wszystko co umarło dominuje nad życiem, które w ojcu, matce, braciach w dramatycznym wymiarze gaśnie. Osłabieni totalną walką, pozwalają na to. Poddali się, ulegli. I to znamienne przyzwolenie na słabość, bezsilność wobec niej, która ma ich usprawiedliwiać jest ich największą winą. Oskarża każdego najdotkliwiej. Pogrąża coraz bardziej wpędzając w zdziwaczenie, które wyostrza starość (ojciec), pogłębia szaleństwo, którego źródłem jest totalna klęska życia (matka), konstytuuje zdziecinnienie braci(niesamodzielni, niedojrzali mimo wieku, przegrywający każdą walkę, jeśli w ogóle ją podejmują). Brak komunikacji, zrozumienia, chęci, determinacji, siły, by zatrzymać ten pęd do samozniszczenia przypieczętowuje przegrana. Oznacza brak możliwości wyjścia z sytuacji permanentnego poczucia niespełnienia, zawodu, straty, zmęczenia. bo brak jest napędu do zrobienia czegokolwiek, do zmiany we własnym życiu, jakby na wszystko było już za późno. Stąd to zniecierpliwienie, drażliwość, nieumiejętność unikania konfliktów czy zażegnania ich, jeśli już wystąpią. Jakby eskalacja stanów, w jakich się znajdują bohaterowie, miała na nich zwrócić szczególną uwagę, umożliwiając interwencje z zewnątrz, ratunek-sam sobie nie są w stanie pomóc. To zafiksowanie we wszystkim, co zabija w nich chęć do życia, działania, zmiany jest porażająca. Życie boli, nie oszczędza nikogo ale w tym wypadku skutecznie zabija wolę przetrwania. I to ze szczególnym okrucieństwem. Premedytacją gdy się mu poddają. Rodzina Tyrone jest jak zdegenerowana, skazana na zagładę burżuazja w ANIELE ZAGŁADY Luisa Buñuela, wykluczająca się sama, uwięziona w swym zużytym statusie, mentalnym rozpadzie. Nie ma dla nikogo ratunku. Ani wyjścia.

Reżyser w sposób mistrzowski buduje atmosferę klinczu patologii relacji rodzinnych. Ze szczególnym znawstwem kumuluje emocje wynikające z głęboko ukrywanych pokładów uwarunkowań psychologicznych, historycznych, społecznych jako przyczynę stanów mentalnych bohaterów.  Demaskuje całą złożoność i intensywność, zaciekłość niewzruszalności postaw. To robi ogromne wrażenie, bo efekt jest wstrząsający. Niesłychanie sugestywny i wiarygodny. Szczery i prawdziwy. Twórcy z aktorami dotykają istoty problemów, z jakimi zmaga się każdy członek rodziny. Pozwala to prześledzić i zrozumieć ich relacje, narracje i przede wszystkim głęboko poczuć ich cierpienie, ale i przyczynę upadku, i skutek klęski.  Udziela się atmosfera oskarżeń, pretensji, przekonywań, sporów, kłótni. Zawodu i rozczarowania. Dezercji z walki o siebie. Sytuacja jest jasna, zrozumiała, ale i beznadziejna.  Co mocno angażuje i porusza. Przeraża ale budzi głębokie współczucie.

To nic, że scenografia była zredukowana do abstrakcyjnego obrazu, bo tym więcej znaczyła, tym więcej była warta. Ogromny biały ekran, jak tabula rasa, jest jak rewir więzienia rodziny Tyrone, z którego nie mogą/nie chcą się wydostać jej członkowie. Stary zużyty fotel wydaje się być miejscem oparcia, wytchnienia, męki. I jeszcze tylko ukryta przestrzeń za ekranem, zakazana, intymna, bez możliwości wglądu pozostaje miejscem chronionym, intymnym, niedostępnym. Strażnicą niewidocznego, niewyrażalnego. Tajemnicy.  Nie zmieniając się wcale, uruchamiała wyobraźnię przez akcję, doskonale spełniała rolę materii-ekranu, na którą każdy mógł dokonywać projekcji własnych doświadczeń, przeżyć, skojarzeń. Stapiała się tym sposobem sztuka i indywidualne życie każdego widza. Była abstrakcyjno- realistyczną jednią. Stymulowana przez poruszane tematy: niedojrzałości emocjonalnej, braku odpowiedzialności mężczyzn za siebie, rodzinę, łagodnej uległości kobiety bluszczu, której jedyną winą była miłość, która ją ubezwłasnowolniła i poprowadziła ku zgubie samej siebie, do uzależnienia jako antidotum na egzystencjalny ból, który zabija (praca, spuścizna traum rodzinnych, paraliżująca bezradność po stracie-szczególnie dziecka, niedojrzałość dorosłości). Życie łamie ludziom kręgosłupy, czyni ich ofiarami samych siebie, swego pochodzenia, okoliczności. Rodzina  może generować zło, które infekuje jej członków, jest dziedzictwem kolejnych pokoleń. I tak jest w tym przypadku. Winy rodziców stygmatyzują traumą dzieci. Ćwiczą je w pogrążaniu się w bezsensie, bezcelowości życia. Wpychają je w koleiny własnych błędów, uzależniając od siebie. Degenerują. A ci ulegają, poddają się, nie znajdują impulsu. który wybił by ich na niezależność, mimo emocjonalnego garba spuścizny błędów rodziców. Ci z kolei zdają sobie sprawę z coraz większych spustoszeń, jakie czynią-w sobie i dzieciach. Poczucie winy rośnie jak spadająca w dół ku przepaści kula śnieżna, która przytłacza i ubezwłasnowolnia wszystkich. Temu służą używki(alkohol, narkotyki)-wyłączają świadomość, tępią poczucie winy, zagłuszają niedający się znieść ból. Znieczulają coraz większą dawką. 

Spektakl ten jest dowodem na to, że sztuka jest potęgą, która ogniskuje istotę indywidualnie przeżywanego nieszczęścia, niemożność pogodzenia różnych światów, wzajemnego zrozumienia istnień niekompatybilnych a priori(mężczyzna -kobieta, matka-ojciec-dzieci, młody-stary człowiek), fatamorganę szczęścia, by jego mgnienie wystarczyło na całe życie, uległość wobec słabości, rezygnacji z  mądrości, tej, co zneutralizuje cierpienie, unieważni zło, poczucie winy i przywróci pewność, że miłość to obowiązek, szacunek, odpowiedzialność, poświęcenie, wybaczenia sobie i winnym. 

Gdy się rodzimy nikt nam nie obiecuje, że będziemy szczęśliwi. Nie ma przepisu na sukces. Gotowych procedur na przetrwanie. Gwarancji na spełnienie. Ale to nieprawda, że rodzina a priori funduje piekło. Nie wiem jak wyjaśnić, że przed tym, co nas niszczy, unieważnia, uprzedmiotawia bronić musimy się sami. Niestety osobni, waleczni, niezłomni, sami. Dramat jest tego przekonania negatywem. Zaprzeczeniem. Nie da się już nikogo uratować; rany są ciągle rozdrapywane, krzywdy i błędy wypominane, cierpienie rozpamiętywane. Jakby się napęd życia, uczuć, działania, walki w bohaterach wyczerpał, skończył, zużył dawno, dawno temu. W paraliżującym wolę cierpieniu ostatecznie zatracił. Oglądamy więc zbiorową agonię przegranego życia. Zmarnowanego potencjału miłości, bliskości, zrozumienia. Wybaczenia.

Siła życia zaklęta w sztuce Eugene'a O'neilla, geniusz inscenizacyjny Luka Percevala  i niesłychanie intensywne, głęboko uzasadnione psychologicznie aktorstwo Romana Gancarczyka, zjawiskowej w seansach zatracania się w szaleństwie Małgorzaty Zawadzkiej stworzyły arcydzieło o krystalicznym kształcie, szczerej, autentycznej wymowie wyrażające niewyrażalne dzięki sile uwalnianych emocji pochodzących od człowieka, od wypowiedzianej o nim prawdy.


PEWNEGO DŁUGIEGO DNIA 

na podstawie Long Day’s Journey into Night EUGENE'A O'NEILLA

reżyseria, adaptacja i scenariusz: Luk Perceval
dramaturgia: Roman Pawłowski
scenografia: Philip Buβmann
kostiumy: Katharina Beth
reżyseria światła: Mark Van Denesse
muzyka: Wojciech Blecharz
przekład scenariusza: Karolina Bikont
asystent scenografa i kostiumografa: Jerzy Basiura
asystent reżysera / tłumacz: Maja Wisła-Szopińska
asystent reżysera: Jakub Zalasa
asystent reżysera ds. multimediów: Tadeusz Pyrczak (AST)

Obsada:
Roman Gancarczyk-James Tyrone
Paulina Kondrak- Cathleen Tyrone
Mikołaj Kubacki- Edmund Tyrone
Łukasz Stawarczyk- Jamie Tyrone
Małgorzata Zawadzka- Mary Tyrone