niedziela, 26 listopada 2023

ŚMIERĆ KOMIWOJAŻERA TEATR LUDOWY W KRAKOWIE XI FESTIWAL POLSKA W IMCE

 

Ten spektakl przywraca wiarę w potęgę artystycznej ekspresji w teatrze. W siłę prostej historii prostych ludzi. W mocne aktorstwo psychologiczne. Tak silnie działa. Tak chwyta za serce.

Studium człowieka przegranego, przemielonego przez tryby kapitalizmu u kresu kariery, życia, mężczyzny zawiedzionego przez własne nadzieje, aspiracje, marzenia,  ojca rozczarowanego przez dorosłe dzieci pokazuje kruchość ludzkich wysiłków w zapewnienie godnego bytu, szczęścia rodzinie, jej członkom. Plany Willy’ego Lomana, który ciężko pracował przez całe życie ufając systemowi, przełożonym, najbliższym, własnym wyobrażeniom, jak się okazało, całkowicie niekompatybilnym z twardą rzeczywistością, legły w gruzach. Błędne rozpoznanie własnych możliwości, wiara w ambicje rozbudzone przez system, ignorowanie sygnałów ostrzegawczych doprowadziło  do punktu gdy musiał zmierzyć się z prawdą. Słaby, wypalony, na skraju wyczerpania nerwowego w poczuciu klęski w ostatnich godzinach życia jednak nadal walczy. Miota się jeszcze między pragnieniem a niemożnością jego zaspokojenia, bo nadzieja umiera ostatnia. Na próżno. 

Smutne jest bezowocne zmaganie człowieka z nieprzyjaznym losem, własnymi niedoskonałościami, chronicznym niedostatkiem. Gdy trudno mu związać koniec z końcem. W nieustającym biegu, w znoju codzienności, w wirze ciężkiej pracy. Nie sposób pogodzić się z porażką, zaakceptować upływ czasu, co osłabia, degraduje, niszczy ciało i duszę, wszelkie relacje. A ludzi przegranych nikt nie lubi, nie akceptuje, nie chce zatrudniać gdy priorytetem jest pogoń za sukcesem, pieniędzmi, władzą. O tym wszystkim Willy nigdy nie zapomniał. Nie znajdując wyjścia, nowych sposobów zabezpieczenia przyszłości synów cierpi, miota w desperacji, w końcu ociera się o szaleństwo. Rozziew między tym, czego wymaga świat a tym, co jest w stanie Willy mu dać pozostaje tak wielki, że podejmuje decyzję o samobójstwie. Ma mało czasu. Jest rozżalony, chwyta się każdej okazji, by nie stracić ostatecznie gruntu pod nogami.  Stąd te kłótnie z dziećmi, żoną, przełożonym. Napastliwość, niecierpliwość, rozdrażnienie. Rozmowy z nieżyjącym bratem, który odniósł finansowy sukces. Życie na napędzie iluzji, wspomnień. Niegasnącej troski i miłości. Marzenia.

Piotr Pilitowski wspaniale zagrał Willy’ego Lomana. Budzi podziw wypracowane znaczącym gestem, ruchem ciała, głosem  ekstremalnie dwubiegunowe napięcie wyrażające stan psychiczny jego bohatera. Rosnąca irytacja, tłumiona agresja w końcu raz po raz wybucha. Stan przygnębienia kontrastuje z momentami euforii. Dowody miłości z aktami agresji. Stany panicznego lęku z niepokojącym spokojem. Kocha dzieci, martwi się o Biffa, do końca ma nadzieję, że mu się uda ułożyć życie. Doskonale przy tym wie, że wszystko stracone. Nie potrafi mu pomóc. Pogłębia tylko dotychczasowe problemy. Willy traci wszystko. Czuje się bezsilny, wyczerpany, skończony. Nie może jednak się z tym pogodzić. Aktor buduje postać głęboko tragiczną. Z potężniejącym lękiem leżącym u źródeł wszelkich jej działań. 

Katastrofa koncepcji na życie ojca nie byłaby tak wiarygodna i mocna gdyby nie postać Biffa kreowana przez Piotra Frasanowicza. Starszy syn Willy'ego nie godzi się na wyidealizowany obraz siebie, stworzony przez ojca. Walczy z nim, zdenerwowany, rozdrażniony gwałtownie reaguje. Z trudem panuje nad sobą. Konsekwentnie potwierdza swym zachowaniem ,działaniem, jaki jest naprawdę. Nie ma złudzeń co do rzeczywistości i na swój sposób szuka dla siebie recepty na życie(farma). Aktorowi udaje się pokazać w sposób subtelny a dobitny, że jest młodszą wersją  ojca. Dlatego tak bardzo irytują go mrzonki Willy'ego co do jego talentów. możliwości. 

Równie interesująco Beata Schimscheiner z Leną Schimscheiner grają Lenę, żonę Willy'ego Lomana. Przedstawiają kobietę dobrą, kochającą męża, łagodną, zatroskaną matkę. Wchłaniającą humory męża, tłumaczącą jego zachowanie synom nieudacznikom. Cierpi w ciszy, kontroluje wyrażanie emocji. Dba o dom, najbliższych. Nie narzeka, nie awanturuje się, zawsze obecna czeka. Po śmierci męża nie rozpacza, bo wszystkie łzy wypłakała przez całe życie. Nic jej nie zostało. Oprócz pustego domu, który jest już spłacony, oprócz wolności, która jest jej niepotrzebna. Gdy ci, których nadal kocha, odeszli. Samotność to nie wolność a pustka, której nie wypełni trwanie bez uczuć. Gdy walka z samym sobą, szarpanie z życiem zakończyła śmierć Willy'ego, kobieta siedzi przed domem bez sił, bez woli. Bez pomysłu na ciąg dalszy. Nie jest ofiarą, bo nie może nią być ktoś, kto kochał, kocha nadal. Nie poświęciła się tylko zwyczajne żyła życiem rodziny. Teraz też musi się przystosować. Gorzko jednak brzmią jej słowa o wolności. Myśli bardziej o mężu, chłopcach niż o sobie. Jej udręka się nie skończyła, nie umarła razem z Willym. Będzie w niej żyć aż do jej śmierci. Willy i Linda to awers i rewers tego samego losu, bolesna jednia znoju życia.

Małgorzata Bogajewska tworzy spektakl o mężczyźnie, głowie rodziny w potrzasku przeciętności, odrealnionej manią wielkości, w śmiertelnym uścisku wspomnień, ambicji, marzeń, bo tylko to może Willy Loman mieć na pewno. Na zrealizowanie planów zabrakło mu talentu, siły, szczęścia. Ciężka praca to o wiele za mały kapitał na sukces. Ale nie można zarzucić mężowi, że pragnie zapewnić godny byt rodzinie, ojcu, że usiłuje dbać o to, by dzieci radziły sobie, choćby w dalekiej przyszłości, człowiekowi, który marzy i stara się swoje plany zrealizować, bo chce, jak wszyscy wokół niego, osiągnąć cokolwiek więcej. Tymczasem do końca żyje w klaustrofobicznym pudełku, wśród kartonów jak bezdomny, jak biedak (doskonała scenografia Justyny Elminowskiej). Ma stary poobijany samochód i przegrane życie. I wydawałby się żałosnym głupcem gdyby nie wzbudzał litości jako zwykły, w gruncie rzeczy dobry, z gruntu nieszczęśliwy człowiek. Dzięki koncepcji reżyserki, dzięki mistrzowskiemu aktorstwu.

To wspaniale, że trwa XI FESTIWAL POLSKA W IMCE, dzięki któremu można było obejrzeć ten głęboki, piękny spektakl, tak bliski człowieka, życia. 

 ŚMIERĆ KOMIWOJAŻERA  Arthur Miller

Reżyseria: Małgorzata Bogajewska
Scenografia: Justyna Elminowska
Muzyka: Bartłomiej Woźniak
Asystent reżysera: Tadeusz Łomnicki
Współpraca dramaturgiczna Jan Łuć

Obsada:

Willy Loman: PIOTR PILITOWSKI
Linda, jego żona: BEATA SCHIMSCHEINER
Młoda Linda: LENA SCHIMSCHEINER (gościnnie)
Happy, młodszy syn Willy’ego: PAWEŁ KUMIĘGA
Biff, starszy syn Willy’ego: PIOTR FRANASOWICZ
Wuj Ben: KAJETAN WOLNIEWICZ
Charley, przyjaciel Willy’ego: TADEUSZ ŁOMNICKI
Howard Wagner: WOJCIECH LATO

Chłopiec : ALAN WOJTUSIK (gościnnie) / MACIEJ UHRUSKI (gościnnie)
fot. Jeremi Astaszow / mat. teatru

sobota, 25 listopada 2023

PRZYPADKOWA ŚMIERĆ ANARCHISTY TEATR POWSZECHNY W WARSZAWIE

 

PRZYPADKOWA ŚMIERĆ ANARCHISTY to spektakl Teatru Powszechnego w Warszawie wyreżyserowany przez Michała Zadarę na podstawie sztuki Dario Fo. Akcja przenosi nas na komisariat policji gdzie dokonuje się dekonstrukcja okoliczności śmierci, jak policja twierdziła, samobójczej anarchisty Giuseppe Pinellego, który został aresztowany w związku z zamachem bombowym. Przez trzy dni był przesłuchiwany, w końcu wyrzucony przez okno z czwartego piętra po tym jak się podobno przyznał  do stawianych mu zarzutów. Bardzo poważny temat  opresji, przemocy władzy,  jej mataczenia w wyjaśnianiu sprawy zabójstwa, bezsilności mediów przedstawiony jest na scenie przewrotnie komediowo a nawet farsowo. Bezkarny system działający według wariackich zasad obnażony jest przez osobę z wariackimi papierami. Ha, to czyste wariactwo! Ale demaskujące z zimną krwią.

Ale może w tym szaleństwie jest metoda. Tylko przypadkowo rozpoczęte śledztwo, przesłuchiwanie funkcjonariuszy policji przez mitomana,  osobę uznaną za niepoczytalną, outsidera nie podlegającego zwyczajowym przepisom prawa, w dodatku kobietę, która z impetem przejmuje inicjatywę może doprowadzić do odkrycia przerażającej prawdy. Paradoksalnie jej patologiczne kłamstwa, zaburzona osobowość, wchodzenie w rolę ofiary, manipulacyjne umiejętności wpływania na ludzi, wywierania na nich presji przyczyniają się do rozwiązania zagadki śmierci Pinellego. Pokazują w końcu wykolejony, chory, zdegenerowany mechanizm sprawowania władzy, która zamiast strzec porządku, dbać o bezpieczeństwo doprowadza do chaosu, anarchii, bezprawia. Jest zepsuta, szkodliwa, zbędna. Nieprofesjonalna. 
 
W roli przypadkowej anarchistki, która za nic ma obowiązujące przepisy, jak kameleon zmienia osobowości narzucając swój punkt widzenia,  z psychopatycznym zacięciem rozgrywa kolejne starcia, wdziera się szturmem w system i go rozsadza, z impetem śmieszy, tumani, przestrasza świat męski jest Barbara Wysocka. Schodzi ze sceny po to tylko, by zmienić kostium i natychmiast w nowej postaci przejąć rząd dusz. Podsuwa pomysły, zmienia argumenty, sugeruje alternatywne przebiegi zdarzeń, nowe narracje, zmusza policjantów do wyznań, które były dotąd tajemnicą. Jest przekonująca, uparta, napastliwa. Ta wymagająca, złożona, bogata rola- wymarzona chyba dla każdego aktora- jest doskonała. Przypadkową śmierć anarchisty przedzierzga w przypadkową śmierć anarchistki.

Barwną postać dziennikarki, Dominiki Wielowieyskiej, stworzyła Karina Seweryn. W czerwonym płaszczu, z włączonym mikrofonem uporczywie stara się zarejestrować wyznania zdezorientowanych, plączących się w swych wersjach policjantów, nastrój chaosu, mataczenia, potężniejącego absurdu. Jak czerwona kropka celownika laserowego namierza cele do likwidowania zła.

Arkadiusz Brykalski, Grzegorz Falkowski, Artem Manuilov, Oskar Stoczyński z powodzeniem kreślą metamorfozy portretów mentalnych policjantów  z różnych szczebli władzy. Obnażają niekompetencję, brak profesjonalizmu, infantylizm grupy zawodowej, która solidarnie ukrywa prawdę. Sztuka zamiast się oburzać ośmiesza. Krok po kroku zdziera maski obłudy, kłamstwa, słabości władzy, która tracąc kontrolę sama się unieważnia. Musi odejść. 

Michał Zadara wyreżyserował bardzo dobry spektakl, na co zapracował temat, zawrotne tempo, nagłe zwroty akcji, kumulujący się absurd i humor, aktorstwo w rejestrach różnorodnych osobowości. Wykorzystując fakty, które wydarzyły się we  Włoszech w 1969 roku, stanowiące  bazę sztuki Dario Fo, wydobył ich ponadczasowy potencjał dla nakreślenia uniwersalnego charakteru zdegenerowanej władzy poprzez działanie jej instytucji, funkcjonariuszy. Akcja dzieje się tu i teraz, w Polsce ale przecież też może wydarzyć się zawsze i wszędzie. Widz rozpoznaje mechanizmy systemowego przyzwolenia stosowania przemocy, wywierania presji, bezprawnego używania siły, co doprowadza do tragedii. Podążając za autorem reżyser, z nim twórcy i aktorzy, wykorzystali sarkazm. Głównym demaskatorem ośmieszanego systemu jest osoba zaburzona z glejtem nietykalności, poczuciem siły, stygmatem psychopaty, która paradoksalnie pokazuje sposób(umówmy się, że mocno kontrowersyjny) w jaki można z  nim walczyć. Barbara Wysocka udowodniła, że nie trzeba wariatką być, można ją wspaniale wiarygodnie zagrać. Sztuka to potęga!

 

PRZYPADKOWA ŚMIERĆ ANARCHISTY DARIO FO
reżyseria – Michał Zadara
adaptacja, tłumaczenie – Michał Zadara
tłumaczenie, dramaturgia – Maksymilian Nowak
scenografia – Robert Rumas
kostiumy – Julia Kornacka
muzyka – Andrzej Smolik
reżyseria światła – Artur Sienicki
asystent reżysera – Maksymilian Nowak
konsultacje merytoryczne – Krzysztof Boczek
inspicjentka – Sylwia Mączarowska

obsada – Arkadiusz Brykalski, Grzegorz Falkowski, Artem Manuilov, Karina Seweryn, Oskar Stoczyński, Barbara Wysocka

fot. Krzysztof Bieliński


sobota, 18 listopada 2023

ANTYGONA TEATR POLSKI W WARSZAWIE

 

ANTYGONA  Sofoklesa w reżyserowana przez Piotra Kurzawę w Tatrze Polskim w Warszawie  to sztuka wystawiona klasycznie-jasno, zrozumiale, przejrzyście. Nie zaskakuje, nie szokuje, nie przekracza granic dotychczasowych interpretacji. Wystawiona w scenografii nawiązującej do architektury greckiej, w kostiumie współczesnym, łączy przeszłość z teraźniejszością.  Postawy bohaterów są wyraziście nakreślone, racje współcześnie wyartykułowane, tak że nie ma wątpliwości co do ich charakteru, intencji, przekonania. Nie ma ambiwalencji w zachowaniu postaci scenicznych. Każda osoba jest monolitem w swej roli bez skazy, szczelin, wątpliwości. Zacietrzewienie w rozmowie, zatwardziałość serca i rozumu w wypełnianiu swych powinności, nieustępliwość w raz podjętej decyzji wyklucza wszelki kompromis.  Nie chodzi o porozumienie,  znalezienie wyjścia z konfliktu pełnionych ról społecznych ale o zamanifestowanie racji, postawieniu na swoim, co z resztą  z żelazną konsekwencją jest realizowane.  Każdy z bohaterów to figura jednoznacznej funkcji, nieprzejednanej postawy, niewzruszonej decyzji. Na zabój. Po kres. Bez względu na skutki, które są a priori przewidywalne, nieodwołalne, tragiczne. Ważne jest, co ostatecznie robi Kreon i Antygona. Następstwa są przez nich ignorowane. Nie mają żadnych wątpliwości, nie prowadzą negocjacji, nie zmieniają zdania. Właściwie tylko przedstawiają i konfrontują wykluczające się racje: Ismena z Antygoną/siostra z siostrą/, Antygona z Kreonem/prawa boskie a prawa ludzkie/, Kreon z Hajmonem /ojciec z synem/, Tejrezjasz z Kreonem/mądrość kontra siła/, Koryfeusz z Kreonem/skutki z przyczynami/.

W spektaklu wyreżyserowanym przez Piotra Kurzawę aktualne są dylematy, co jest ważne, właściwie, słuszne. Tragedia ostatecznie tłumaczona jest fatum. Bez względu na to, co bohater wybierze, co zrobi, zawsze poniesie klęskę. Wobec losu człowiek, kimkolwiek by nie był, pozostanie bezsilny.  Zamanifestowanie swojej racji, trzymanie się jej do końca, jest jedynym momentem, gdy wybiera, testuje i sprawdza się w akcie niezależności, wolności, człowieczeństwa. Tu wygrywa. Tylko to się liczy, choć wie, że i tak nie będzie happy endu. 

Współczesność jest bardziej bezwstydna, elastyczna w czynach i narracjach. Wyrafinowanie kreatywna. Tak wyraziste opozycje, z jakimi mamy do czynienia w tragedii Sofoklesa, dziś nie istnieją. Wszystko jest pozanormatywnie skomplikowane, splątane, zagmatwane. Wszystkie strony mogą mieć rację. Ważna jest skuteczność i interes. Skrupuły, poczucie winy, kara to pojęcia obce.

Sztuka ta mówi o tym, że uporczywe trzymanie się swojej powinności: jako króla, siostry(brata się ma raz na zawsze), jest rezygnacją z kompromisu. Kreon przegrywa, bo nie słucha wiernych, doświadczonych, mądrych doradców i nie znajduje wyjścia z kryzysu, którego sam jest autorem, Antygona nie kocha Hajmona lecz brata, to dla niego ryzykuje i umiera, Hajmon kocha swoją dumę i po decyzji Antygony, nie znajdując ratunku dla ukochanej u ojca, zabija się, jego matka nie kocha męża a kocha syna toksyczną miłością, bo na wieść o jego śmierci popełnia samobójstwo. Ismena nie potrafi przekonać Antygony, choć z zaciekłością walczy z nią o zmianę decyzji. Podobnie Tejrezjasz i Korfeusz chcą ratować króla Kreona-bezskutecznie. Nie miłość do ludzi jest tu ważna ale pycha miłości własnej. Potęga władzy, moc siły.

Antygona Bernadetty Statkiewicz niesie rolą nie młodzieńczą pasję, nie bunt wynikający z niezgody, nie emocje, ale twardą, zimną determinację. Nieugięte trwanie przy określonych wartościach. Jakby wszystkie uczucia, emocje, czyny wynikały z tego, kim się jest a nie co czuje. Nie ma w tej postawie giętkości, sprytu, kalkulacji. Cierpienia, wahania, słabości.  Można jej przyznać rację lub się z nią nie zgodzić ale czy jest mi jej żal? Na podobnej konstrukcji logicznej budowana jest motywacja postawy Kreona. Ale Szymon Kuśmider zagrał go z pasją, głębią, dramatem. Podobnie Tejrezjasz Henryka Niebudka, z tym że dodatkowo wzrusza jego bezradność wobec nieustępliwości Kreona. Bardzo przejmująco, wiarygodnie gra Dorota Bzdyla. Ismena mnie przekonała. Jej argumentom, sugestiom, radom będąc Antygoną bym uległa. Rola Elizy Borowskiej robi wrażenie siłą tragizmu-jej Eurydyki niemy krzyk wyraził cały ból, rozpacz. A Hajmona Jakuba Kordasa, który przegrał jako syn, zakochany mężczyzna, następca tronu było mi prawdziwie żal. Chór, zbiorowa persona, wycisza emocje. Porządkuje myśli, komentuje, wyjaśnia. Uspokaja. Działa jak balsam na zbolałą duszę, udręczone ciało. Godzi z losem.

W ANTYGONIE jeden dylemat moralny(prawo boskie czy prawo ludzkie)  stał się próbą dla każdego bohatera, prowadzi do zguby wszystkich. Nikt nie przetrwa zadowolony, szczęśliwy. Jakby głównym przesłaniem sztuki był dowód na niedoskonałość człowieka, znikomość ludzkich wysiłków. Jakby życie było komedią omyłek wiodącą ludzi ku nieuniknionej porażce, tragicznej śmierci. 


ANTYGONA  Sofokles

Reżyseria: Piotr Kurzawa
Scenografia i kostiumy – Małgorzata Pietraś
Muzyka – Paweł Szamburski
Reżyseria światła – Jarosław Wardaszka
Efekty pirotechniczne – Tomasz Pałasz
Asystent reżysera – Michał Świechowski
Asystent /Inspicjent – Mateusz Karoń
Suflerka – Małgorzata Ziemak/ Iwona Mierzwa
Producentka wykonawcza – Justyna Kowalska


OBSADA:
Antygona – Bernadetta Statkiewicz
Ismena – Dorota Bzdyla
Kreon – Szymon Kuśmider
Strażnik – Paweł Krucz
Hajmon – Krzysztof Kwiatkowski / Jakub Kordas
Tejrezjasz – Henryk Niebudek
Eurydyka – Eliza Borowska
Posłaniec – Tomasz Błasiak
Koryfeusz – Dominik Łoś
Chór – Marta Alaborska, Hanna Skarga, Katarzyna Skarżanka, Michał Kurek, Maksymilian Rogacki

fot. Karolina Jóźwiak

niedziela, 12 listopada 2023

JAK NIE ZABIŁEM SWOJEGO OJCA I JAK BARDZO TEGO ŻAŁUJĘ TEATR IM. STEFANA ŻEROMSKIEGO W KIELCACH ŁAŹNIA NOWA W KRAKOWIE


Najpierw była książka, potem spektakl JAK NIE ZABIŁEM SWOJEGO OJCA I JAK BARDZO TEGO ŻAŁUJĘ Mateusza Pakuły (dramaturga, pisarza, reżysera) -cały czas przeżywana choroba ojca i żałoba po jego śmierci. Niezgoda na ból, cierpienie, brak właściwej opieki nad chorym, później umierającym, bezradność wobec sytuacji, która przerosłaby każdego. Nie sposób tę gehennę analizować, a szczególnie obiektywnie ocenić zarówno przez najbliższych chorego, jak i zupełnie obce osoby. Można jedynie współczuć rodzinie, cieszyć się, że Mateusz Pakuła miał w ogóle siłę pisać, co pomogło mu rozładować napięcie, negatywne emocje, znajdować w tym szaleństwie czasu choroby i umierania kochanej osoby pozytywy. W ten sposób radził sobie z niezwykle trudną rodzinną sytuacją, z  głębokim cierpieniem. Z rzeczywistością, która może  doprowadzić zdrowych ludzi na skraj załamania nerwowego. Niektórzy wykorzystują sztukę do walki o legalizację eutanazji. Czy słusznie? 

Spektakl z oczywistych względów jest osobisty, intymny. Szczery i bolesny. Prawdziwy. Dosadnie i szczegółowo relacjonuje objawy i przebieg choroby, proces umierania, okres po śmierci ojca. obserwacje, emocje, uczucia artysty, członków rodziny. Otoczenia. Nie unika opisu drastycznych scen, wzruszających momentów relacji z ojcem, wspomnień, refleksji, niepowściągniętej furii wobec całkowitej bezsilności.  Scenariusz jest właściwie monologiem wewnętrznych przeżyć rozpisanym na wielogłos sceniczny. Różnorodność środków wyrazu zwielokrotnia jego siłę oddziaływania. Monochromatyczna scenografia, jednakowe kostiumy (czarne garnitury, krawaty, białe koszule) Justyny Elminowskiej, muzyka Zuzanny Skolias-Pakuły, Antonisa Skoliasa, Marcina Pakuły oraz światło Pauliny Góral z udziałem Andrzeja Plata,  Jana Jurkowskiego, Szymona Mysłakowskiego, Marcina Pakuły tworzą monolit, który jest gniewnym, wściekłym głosem w sprawie legalizacji eutanazji, która skróciłaby męki nieuleczalnie chorego.

Spektakl nie pozwala na dystans. Tak bardzo zbliża się do bolesnej prawdy o stracie, że nie można z nią dyskutować. Dlatego tak silnie działa. Niezwykle sugestywnie emocjonalnie osacza i więzi dając tylko krótki oddech w scenach zabarwionych poczuciem humoru. Jest przecież świadectwem. Szczególnie dramatycznym, bo autor jest osobą niewierzącą-nie może zdać się na miłosierdzie, boską interwencję i obietnicę życia wiecznego, nie może zrzucić  swego bólu na Boga, zawierzyć jego wyrokom, planom, ani oczekiwać u niego pocieszenia. Oskarża o nieludzkie traktowanie chorego i rodziny niewydolny, skorumpowany system, instytucje państwa, służbę zdrowia, Kościół katolicki, konkretnych ludzi. Obarcza je winą, odpowiedzialnością. z całą mocą niepodważalnych argumentów, furią swojego bólu . Ten świat jest opresyjny, nieludzki, bezduszny; bez krzty empatii, bez cienia zrozumienia i zwykłej przyzwoitości.  Uzmysławia to, jak bardzo terminalnie chory, jego rodzina jest samotna, bezsilna, słaba w momencie kryzysu, gdy musi stawić czoła nieuniknionemu losowi ale i niezrozumiałej podłości ludzkiej(kumulacja obojętności, bezduszności, braku empatii, świadomego chamstwa i nieprofesjonalizmu) . Może liczyć tylko na siebie, bo pomoc nie nadejdzie ani od Boga, ani od człowieka. 

Zarówno książka, jak i sztuka teatralna dotyczy faktów ale zabarwionych ekstremalnym emocjonalnym indywidualnym doświadczaniem sytuacji granicznych. Żal, gorycz, wściekłość, pochodne bezsilności, są uzasadnione i trudne do zniesienia. Można tylko mieć nadzieję, że czas je osłabi; zneutralizuje strach przed cierpieniem, zagłuszy lęk przed śmiercią. Miłość stłumi świadomość, że człowiek nie ma na wszystko wpływu, nie jest Superbohaterem. Jednak w efekcie sztuka ta dobitnie wskazuje współodpowiedzialność za dokonane/dokonujące się zło uporczywego utrzymywania przy życiu osób nieludzko cierpiących bez nadziei na przeżycie. Działa jak elektrowstrząsy: zadaje ból, daje pocieszenie, przewartościowuje dla nadziei uzdrowienia. W gruncie rzeczy z powagą mówi o każdym z nas. Choć nie bez czułości, ciepła, poczucia humoru. Również o mnie jak nie zabiłam ojca Mateusza Pakuły i jak bardzo tego żałuję. Eutanazja w Polsce nadal jest nielegalna.




JAK NIE ZABIŁEM SWOJEGO OJCA I JAK BARDZO TEGO ŻAŁUJĘ 
Mateusz Pakuła
 
adaptacja i reżyseria: Mateusz Pakuła
scenografia i kostiumy: Justyna Elminowska
muzyka: Zuzanna Skolias-Pakuła, Antonis Skolias, Marcin Pakuła
reżyseria światła: Paulina Góral
wideo: Olga Balowska
wokale: Zuzanna Skolias

obsada: Andrzej Plata,  Jan Jurkowski(gościnnie), Szymon Mysłakowski(gościnnie), Marcin Pakuła(gościnnie)

Prapremiera koprodukcji Teatru Łaźnia Nowa w Krakowie i Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach 20 stycznia 2023.

fot. Klaudyna Schubert - mater. prasowe

sobota, 11 listopada 2023

ZAPOWIADA SIĘ ŁADNY DZIEŃ TEATR IM.H.MODRZEJEWSKIEJ W LEGNICY w INSTYTUCIE TEATRALNYM


ZAPOWIADA SIĘ ŁADNY DZIEŃ to tytuł intencjonalny monodramu z Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy autorstwa Anny Podczaszy, wykonany przez Joannę Gonschorek
w ramach cyklu Mono w Instytucie. Nasuwa się od razu myśl dlaczego nie piękny tylko przeciętny, normalny, przyjemny. co brzmi optymistycznie ale jednak ostrożnie, asekuracyjnie. Jakby pozytywne nastawienie na przeżywanie świata gasił lęk, że nic się dobrego nie może zdarzyć, że a priori nie można marzyć o czymś więcej.

W takiej sytuacji jest bohaterka monodramu. Potrzebuje pomocy, wsparcia, zainteresowania. Dobrego słowa. Rozmowy. Obecności ludzi. Pozostaje samotna do końca. Kobieta-ubrana w czarną suknię, uwięziona w solidnym, rustykalnym, skórzanym fotelu-siedzi przed ścianą ekranów telewizorów wyświetlających różnorodne obrazy. Natłok informacji, projekcja wspomnień, gonitwa myśli wizualizuje chaos, zaburzenie oglądu świata, ludzi, siebie. Wydaje się, ze ulega katatonicznej dezintegracji. Wycofania, zagubienia. Nieistnienia. Gdy wstaje, cała drży. To ciało sygnalizuje zagrożenie. Wyraża stan psychiki.

Może dzieje się tak z powodu doświadczeń życiowych, trudności w kontaktach z ludźmi. Może obawy kobiety przed sytuacjami granicznymi(choroba, umieranie, śmierć) zniszczyły jej pewność siebie, osłabiły poczucie bezpieczeństwa. Lęki egzystencjalne zgasiły radość życia, zatarły jego sens. Rozczarowanie przekształciło się we frustrację, wzmogły jej złość, furię, szaleństwo. Samotność pozbawiła ją dystansu do rzeczywistości. Nadal zawodzą i drażnią ją ludzie, instytucje (NFZ, OJOM), system, może przede wszystkim ona sama. Odczuwa boleśnie brak komunikacji międzyludzkiej, zrozumienia, zanik empatii. Potężnieje w niej bunt przeciw oziębłości relacji, braku ludzkiej życzliwości. Nie może znieść ucieczki człowieka przed bliskością, czułością, więzią. Odpowiedzialnością. Nie umie się z tym pogodzić. A może, w zaciekłości wszelkiej negacji nie chce.

Przejmujący jest refren grany przez Joannę Gonschorek z coraz większym bólem, agresją, napastliwością. Refren- wyrzut, pretensja, oskarżenie, w końcu rozdzierający krzyk- upominający się o spotkanie człowieka z człowiekiem. Powracająca fraza potężnieje, w końcu staje się obrazem szaleństwa bezradności życia wobec śmierci człowieczeństwa.

Sytuacja zmienia się gdy kobieta wyłącza emisję ekstremalnych uczuć, gasi erupcję skrajnych emocji, wycisza negatywne myśli. Czarną sukienkę zmienia na czerwoną, nakłada niebieski sweter, przenosi się na łono natury, rozkłada nie jeden a dwa lekkie, nowe leżaki. Jest swobodna, radosna, uśmiechnięta. Odprężona. Uwalnia pozytywną energię, cudownie afirmatywną wyobraźnię. To wtedy pojawia się wizja nie pięknego a ledwie ładnego dnia. Nastawienia, które buduje, daje nadzieję. Oczyszcza duszę, uspokaja umysł. I pozwala cieszyć się każdą chwilą. Po nieuniknioną śmierć.


ZAPOWIADA SIĘ ŁADNY DZIEŃ

Tekst: Anna Podczaszy
Rreżyseria i scenografia: Magda Skiba
Muzyka: Amadeusz Naczyński i Marek Litwin
Projekcje wideo: Karol Budrewicz

Obsada: Joanna Gonschorek

Fot. Karol Budrewicz/ mat. teatru