poniedziałek, 7 maja 2018

2118. ANNA KARASIŃSKA NOWY TEATR


Anna Karasińska lekko, naturalnie, prosto ale bardzo konsekwentnie reżyseruje. Proponuje widzom spektakle teatralne skoncentrowane i oparte wyłącznie na człowieku/jednostce/aktorze i światach przez niego osobiście wykreowanych w przestrzeni surowej, pustej, zastanej, w kostiumie, który jest prywatnym ubraniem. Sama obecność aktora, to co mówi, pokazuje, przedstawia na scenie ma tworzyć wystarczająco mocne, sugestywne, nasycone znaczeniem komunikaty. Zazwyczaj w powściągliwej, spontanicznej tylko interakcji. Jakby reżyserka podkreślała dobitnie, że to każdy z osobna jest autorem rzeczywistości doświadczanej i wyrażanej, aktywnym, sprawczym w niej obrazem siebie. Wypadkowej opowieści, wywołanego wrażenia, ukrytej osobistej sugestii, która jest uzależniona od indywidualnej wrażliwości, kondycji, intencji, wyobraźni. Akcentuje poprzez sztukę teatralna uświadomienie sobie na poziomie najbardziej podstawowym, elementarnym, że TO SAM CZŁOWIEK jest źródłem, praprzyczyną, perspektywą, która go kształtuje, ma indywidualny decydujący wpływ na  materię, czas, przestrzeń. Świat cały od niego się zaczyna, w nim się toczy, walczy, rozgrywa, na nim się kończy.

Może dlatego w spektaklach Anny Karasińskiej/EWELINA PŁACZE, FANTAZJA/ nie ma scenografii, kostiumu, rekwizytów. Tym razem w ramach projektu Tomasza Platy 2118. ANNA KARASIŃSKA pojawiła się wieloznaczna ogromna srebrna bryła i najzwyczajniejsze krzesło. Ale to znów CIAŁO aktora i wydobywające je z ciemności, z nicości, nieistnienia światło wszystko przekazuje, emituje, opowiada. Stwarza. Maluje obraz konkretnego człowieka obiektu jako epicentrum całego wszechświata. Podkreśla, akcentuje, wydobywa wszystko, co charakterystyczne i najważniejsze, ogólne i szczególne. Wszelkie uczucia, zachowania, reakcje, doznania. Oczekiwania i projekcje. W nim i tym, co komunikuje przejawia się istota życia i śmierci, dobra i zła, ratunku i zagrożenia. Obawy i nadzieje. Sens i bezsens. Projekcja, kreacja, destrukcja obecności człowieka. Jego i świata przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.

Spektakl 2118. ANNA KARASIŃSKA jest wariacją na temat przyszłości, która jest determinowana przeszłością i rozgrywającą się decyzyjną teraźniejszością. Tym, co jest przeczuwane i nieuniknione.Te teatralne symulacje na temat: "co by było gdyby" dokonują się głównie przez każdego aktora z osobna. To typowe solówki; aktor monologuje, pozostali statystują, są rekwizytami lub komplementarnymi ilustratorami. Jednak wszystko co najważniejsze ma charakter wybitnie indywidualny. Choć wiele w tych wizjach jest wątków katastroficznych, smutnych to nie wywołuje to przygnębienia. Jest wzruszająco, ckliwie, sentymentalnie. Empatycznie. Dominuje nastrój swobodnych kontemplacji, luźnych narracji, filozoficznych dywagacji, co stwarza bezpieczny dystans, oswaja niepokoje. Nie tumani, nie przestrasza a wzrusza i bawi. Uwalnia fantazję, pozwala nią rozładować lęki, obawy, strachy ludzkości stare jak świat. Wydaje się, że jest to skuteczna forma przesłania, by cieszyć się życiem, przestrogi, by dbać o przyrodę, zwierzęta, człowieka.

Tak naprawdę nikt nie wie, co będzie, jak będzie za 100 lat. Nikt z dziś żyjących nie ma szans sporządzić rejestru pomyłek i trafień spektaklu. Kosmici, roboty, zwierzęta, ludzie, Ziemia, Kosmos to bohaterowie również współczesnych narracji.Można nawet odnieść wrażenie, że spektakl nic nowego nie wnosi. Wszystko, o czym jest w nim mowa, już było w innej i to bardziej złożonej, rozbudowanej, równie atrakcyjnej formie i treści przepracowane. Zarówno samotność człowieka, jak i jego bezradność, obojętność, nieskuteczność w ratowaniu siebie i świata.  Codziennie giną kolejne gatunki zwierząt. Nauka galopuje, marginalizuje człowieka, stawia na robotyzację. Życie nie trwa wiecznie. Zagrożenia multiplikują się poza ludzką świadomością. Tymczasem Anna Karasińska dba o jasność, transparentność przekazu i ufnie zawierza wrażliwości i wyobraźni widzów. Liczy na ich poczucie humoru. Konsekwentnie upraszcza, kondensuje, redukuje, indywidualizuje, jakby starała się zejść do poziomu komunikatywności zrozumiałej absolutnie dla każdego człowieka, który po to uczestniczy w tej teatralnej lekcji, by mógł cieszyć się dzień po dniu bogactwem i pięknem świata, również tego  odkrywanego, kreowanego, doświadczanego w czasie trwania spektaklu. Zachęca, by tworzył podobne fantazje, bo nastrajają pozytywnie, doładowują energetycznie, rozbrajając lęki, pozwalają patrzeć w przyszłość optymistycznie.

Anna Karasińska tworzy teatr autorski/koncepcja, scenariusz, reżyseria/ oparty na bardzo dobrym aktorstwie. To pomysł i jego realizacja, wdrożenie decyduje o ostatecznym efekcie. Jak dotąd wdzięk, uroda, osobisty ton, potencjał prostoty środków wyrazu wywoływał zaskoczenie. Był ekwiwalentem skomplikowania, głębi, złożoności tworzonej sztuki. Ważne jednak pozostaje, by spektakl nie osuwał się w banał, nudę, pretensjonalność. Oczywistość. Przewidywalność. By nie opierał się tylko na wierze, że wystarczy na scenie być, a wszystko pozostałe się wydarzy w wyobraźni widza. Tak, jakby artysta miał tę siłę fatalną, by go poprzez spektakl reżyserować.

Dzisiaj spektakle Anny Karasińskiej  są emocjonalnymi, wyrazistymi komunikatami, drogowskazami. Zabawą. Ale to ciepłe, żywe zainteresowanie widzów może się łatwo wyczerpać, bo proponowana przez reżyserkę forma nie zmienia się. Nadal pozostaje prościutka, nienachalna, jakby spontaniczna, improwizowana, naiwnie wstydliwa, zazwyczaj bezpośrednio skierowana przez indywidualnego aktora do indywidualnego odbiorcy, który może odnieść wrażenie, że dopiero w teatrze, w czasie trwania spektaklu na scenie wszystko się rodzi, kształtuje, doskonali. To sprawia, że widzom  wydaje się, że uczestniczą w pełnym procesie kreacji, który ich bezpośrednio, indywidualnie dotyczy, otwiera również przed nimi podobne możliwości kreacji światów, sytuacji, siebie. Mogą odnieść wrażenie, że tworzenie sztuki, to nie jest skomplikowany, wymagający profesjonalizmu proces. Wystarczy się otworzyć, zacząć mówić, choćby do siebie samego, do anonimowego słuchacza. Wystarczy być.

Magdalena Cielecka, Dobromir Dymecki, Monika Frajczyk, Bartosz Gelner, Magdalena Popławska stworzyli urocze scenki, opowiedzieli sugestywne historyjki. Doskonale zagrali. To ich cechy indywidualne, talent, ciała uruchamiały wyobraźnię widzów, poruszały, bawiły, dawały do myślenia. I ta martwa natura scenograficzna Anny Met, wielka srebrzysta futurologiczna bryła niewiadomego, cały czas obecna na scenie. Niemy bohater, statyczny abstrakcyjny akcent, wyzywająca tajemnica, która rozsadza, zaburza ale i dopełnia, pustą, nie do przewidzenia obecną i przyszłą przestrzeń.

2118. ANNA KARASIŃSKA
Koncepcja: Anna Karasińska, Magdalena Rydzewska
Scenariusz, reżyseria: Anna Karasińska
Scenografia: Anna Met
Współpraca choreograficzna: Karolina Kraczkowska, Mary Szydłowska
Reżyseria światła: Szymon Kluz

OBSADA: Magdalena Cielecka, Dobromir Dymecki, Monika Frajczyk, Bartosz Gelner, Magdalena Popławska

Premiera: 27 marca 2018

fotografia: Magda Hueckel

sobota, 5 maja 2018

KYŚ TEATR SOHO


KYŚ to tytuł książki Tatiany Tołstoj/tak, tak z rodziny tych Tołstojów/ i spektaklu teatru SOHO, który opowiada o sytuacji w jakiej znajduje się miasto/Moskwa/, świat/Rosja/, ci co przetrwali 200 lat po wielkiej, niszczącej cywilizację katastrofie, spowodowanej niszczącym Wielkim Wybuchem. Można spekulować, można się tylko domyślać, co KYŚ znaczy.  Może to ktoś jako każdy, może to gdzieś w sensie wszędzie, może to dziś więc i zawsze. To słowo klucz, wytrych, tajemnica. Nowa stara rzeczywistość. Synonim trwania, przystosowania. Czegoś, co się narodziło, dopiero kształtuje i tworzy. Kogoś, kto się dopiero poznaje i definiuje w instynktownej, syzyfowej pracy nad sobą i konstrukcją swego świata. Odradza jak feniks z popiołów cywilizacji przeszłości.  Plakat spektaklu doskonale uchwycił niepokojące zjawisko metaforycznego KYSIA. Wynurza się lub pogrąża w magmie mroku z mrokiem w oczach zmutowany człowiek. A może cyborg, jak w filmowym TERMINATORZE. Kim jest, kim się stanie, tak naprawdę pozostanie zagadką. Jednak nie w spektaklu w reżyserii Igora Gorzkowskiego. Tu mamy świat ludzki w nowej sytuacji rozpoznany. Dziki, prymitywny, brutalny. Nihil novi.

Wkraczamy w realia po zagładzie. W ciemności, sytuacje zawieszenia, prowizorki, niepewności, z których wyłania się prosta konstrukcja drewnianych podestów, elektrycznych i metaforycznych słupów z funkcją edukacyjnych drogowskazów pamięci, wiszącego na ścianie prymitywnego portretu dygnitarza, boga i ojca narodu. Niewiele więcej rekwizytów w czasie spektaklu przybędzie, a najważniejszym z nich będzie książka jako symbol nośnika informacji, emocji, metafory i wiedzy, wyższej formy wtajemniczenia, która jednak pozostaje poza zasięgiem zrozumienia, zastosowania. Spotykamy ludzkie imaginarium, które może pochodzić z bajki science fiction dla dorosłych, koszmaru sennego, cyrkowej oferty dziwolągów i genetycznych  mutantów społeczności prymitywnej, pierwotnej, szukającej swej tożsamości, systemu wartości, kształtującej się na nowo, odradzającej się w schematach starych, sprawdzonych, opresyjnych. Takich, które utrwalają władzę tyrana ignoranta nad zastraszaną, manipulowaną masą ludzką, w wiecznej zależności, braku wolności, kieracie pracy, rodziny, narzuconych ról społecznych. Ale może to być też krytyka Rosji, komiczna i absurdalna.  Bez trudu można rozpoznać zmodyfikowany, z  poczuciem humoru pokazany świat współczesny, przedstawiony w aluzyjnym zwierciadle różnorodnej formy i treści, wszelkich archaizmów i neologizmów. Ale i w ogromnym, schematycznym, modelowym uproszczeniu.

Jest to obraz, w którym dominują przerysowane, dosadne, wyraziste charakterystyki postaci ale i dziedziczone, powielane schematy konstrukcji relacji międzyludzkich. Ale przedstawia pesymistyczną, smutną wizję. Potwierdza, że ludzkość nie może wybić się na oryginalność, nie jest w stanie stworzyć nic nowego. Nie ma nadziei na poprawę losu ludzkości, modyfikację natury ludzkiej, mentalności bez względu na okoliczności, poziom rozwoju, aspiracje, ambicje, marzenia. Niemożliwe jest zresetowanie systemu, udoskonalenie go, zmutowanie, by dobro triumfowało nad złem. Nauka, sztuka, wiedza niczego nie zmieni. Może tylko wszystko udziwnić, wynaturzyć, poprowadzić na manowce. Historia zatacza koło. Udowadnia, że rozwój jest pozorny, wysiłek bezcelowy, a pragnienie człowieka, by sięgać wyżej, dalej, głębiej, szerzej utopią, mrzonką, snem marą. Powiększa się obszar cierpienia, głupoty, zezwierzęcenia. Uległości. W człowieku, społeczności, świecie. Silnym, sprytnym, bezwzględnym łatwiej wtedy manipulować masą ludzką, sterować i wykorzystywać. Robić swoje dla siebie.

Spektakl grany jest jak bajka dla dorosłych, co sprawia, że pozostawia widza w bezpiecznym dystansie. Nie przeraża, nie niesie grozy. Bohaterowie w spektaklu pokazani są stereotypowo, zachowawczo. Czasami mają wymiar figur kabaretowych, marionetek. Aktorzy z dużym zaangażowaniem wcielają się nawet w kilka ról. Anna Smołowik gra Warwarę, matkę, teściową. Za każdym razem odrębną postać, mocną i charakterystyczną. Aktorka różnicuje, niuansuje, gdy trzeba gra szeroko, rubasznie, co podkreśla charakteryzacja, kostiumy, mimika, gesty. Igor Kowalunas to Benedikt, główny bohater, narrator, komentator. Przewodnik. Prostoduszny, naiwny, z iskrą bożą głupiec, który dzięki wiedzy z książek stara się przenieść własne życie na wyższy poziom. Nic z tego mu nie wychodzi, bo nie jest ani wykształcony, ani na tyle bystry, by cokolwiek zrozumieć i wykorzystać w praktyce. Bartłomiej Bobrowski jako Nikita Iwanycz, też ma ambicje i wyższe cele. Stawia słupy pamięci, bo bez niej nie ma tożsamości, wrażliwości, wiedzy. Na próżno. I ten wysiłek spełznie na niczym. Wiktor Korzeniewski jako Madej Madejowicz to antypatyczny typ ambitnego, choć niepozornego prostaka, realisty. Najwyższy Basza Fiodor Kuźmicz Janusza R. Nowickiego ma cechy typowego tyrana ale ośmieszone, karykaturalne.

Spektakl oparty jest na dobrej literaturze, celnym przekładzie, spójnym, przejrzystym scenariuszu. Transparentna reżyseria, sugestywna scenografia z niepokojącą muzyką, podkreślającą czernuchę mentalną ludzkości rozpoczynającej po raz kolejny swój samobójczy exodus, proponuje skróconą historię sukcesji dyktatury tyranii, wyższości siły nad wiedzą, prymitywizmu nad kulturą, instynktu nad rozumem, życia nad sztuką. To przystępny, czytelny materiał do obejrzenia, przemyślenia dla każdego, zawsze i wszędzie. Nie wstrząśnie, nie zaskoczy, nie wbije w stupor przerażenia. Rozbawi, rozśmieszy. Oswoi świadomość o istnieniu w człowieku zwierza, tego, co w nim niedoskonałe, stare, nowe, inne. Przekona, że to normalne, oczywiste. Nie dając nadziei na godne człowieczeństwo, sugeruje, że wystarcza człowiekowi to, co ma. Choćby to było najpodlejsze. Najbardziej nikczemne. Zbrodnicze. Najważniejsze, by żyć. By przetrwać. Być. Za wszelką cenę. Bo instynkt w cuglach zwycięża. Rozum pozostaje daleko za nim w tyle.

KYŚ TATIANA TOŁSTOJ
przekł. Jerzy Czech
scenariusz i reżyseria: Igor Gorzkowski
asystent reżysera: Alicja Kobielarz
scenografia: Honza Polivka
kostiumy: Joanna Walisiak-Jankowska
konsultacje muzyczne: Aleksandra Endzelm
wiolonczela: Katarzyna Broma
realizacja świateł: Zofia Krystman
realizacja muzyki: Maciej Witkowski
choreografia: Inga Pilchowska
asystentka kostiumografki: Agata Stanula
koordynacja produkcji: Olga Stefańska

obsada: Bartłomiej Bobrowski (Nikita Iwanycz), Tomasz Borkowski (Waśka Uszaty, wygenerat Tereś), Wiktor Korzeniewski (Madej Madejowicz), Igor Kowalunas (Benedikt), Janusz R. Nowicki (Lew Lwowicz, Fiodor Kuźmycz), Anna Smołowik (Warwara, matka, teściowa), Julia Trembecka (Oleńka, Pawica)

premiera 27 kwietnia 2018 r.
partnerzy: Yareal, Soho Factory

http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/258210.html

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

KLAUNI, CZYLI O RODZINIE. ODCINEK 3 Teatr 21


Spektakl KLAUNI, CZYLI O RODZINIE. ODCINEK 3 Teatru 21, skupiający aktorów amatorów z zespołem Downa, to ostatnia samodzielna, odrębna część tryptyku, w którym fundamentalnym tematem była miłość, pieniądze, praca, a w tym wypadku rodzina. Naturalną koleją rzeczy jest to spektakl o inności, reakcji na nią i akceptowaniu jej przez otoczenie w ramach stereotypów, instytucjonalnych granicach udzielanej pomocy, w różnej mierze odpowiedzialnego spojrzenia na osoby dysfunkcyjne, zależne od tych w pełni zdrowych, samodzielnych, ogólnie postrzeganych za normalne. Stąd nawiązanie w spektaklu do cyrku, gdzie praktykowano pokazywanie osób z różnymi wadami wrodzonymi, odbiegającymi od obowiązującej społecznie normy. Traktowano je jako sensację, dla rozrywki, zaspokojenia ciekawości, z niskich pobudek. Pokazy te były poniżające dla osób doświadczonych kalectwem. Wywoływały śmiech, lęk, odrzucenie. Całkowity brak akceptacji, który powodował wykluczenie, pozbawianie ich godności.

Spektakl stara się udowodnić, że dziś zaszła zmiana. Osoby z zespołem Downa mają szansę żyć normalnie. Być zupełnie inaczej traktowane. Służy temu projekt mieszkania treningowego, które zamieszkują wybrane pary. Mały rewir wolności wyposażony jest w podstawowe sprzęty domowe: stół, krzesła, szafę, wieszak, prasowalnicę z żelazkiem, kanapę.  Pojawia się dostojna Pani Prezydent, która jest pomysłodawczynią i osobą monitorującą przebieg eksperymentu usamodzielniania osób dotąd uznanych za niepełnosprawnych. Parze towarzyszy trener, który cały czas uczy, pilnuje, nadzoruje swoich podopiecznych. Mimo wysiłków, by spełnić marzenie o szczęściu rodzinnym, próba kończy się niepowodzeniem. Jakby osoby z zespołem Downa same sobie musiały udowodnić, że choć bardzo pragną, usilnie dążą, starają się ponad własne możliwości, by żyć i funkcjonować jak osoby zdrowe, to jest to do końca niemożliwe do spełnienia pragnienie. Spektakl pozwala im pokazać, z jakimi problemami, kłopotami muszą walczyć, by móc się w końcu oswoić z porażką.

Spektakl całkowicie wymyślony, przygotowany i zagrany przez aktorów amatorów powstał z potrzeby zmierzenia się z ich trudnymi wyborami, sytuacjami związanymi z codziennym, normalnym funkcjonowaniem w świecie, który bardzo wiele wymaga, niewiele może zaoferować. Nie jest proste testowanie własnej samodzielności, dojrzałości, gotowości do udźwignięcia w pełni dojrzałego życia osobom, które wymagały dotąd pomocy, wspomagania, kontroli.  Jest dla nich psychodramą, testem, sprawdzianem. Wyzwaniem również dla widzów. Zadaniem z wnioskami do przepracowania.

Ważne jest jednak to, by jak każdy człowiek mieli szansę spróbować i mogli sami się przekonać, na ile są w stanie być samodzielni, niezależni, odpowiedzialni. Dotąd wyręczani, chronieni, zabezpieczani przez rodzinę, opiekunów.  By nie byli pozbawieni prawa do zmierzenia się z własnymi ograniczeniami,  doświadczenia dorosłego, samodzielnego życia.  By mogli sprecyzować, na czym im zależy, co jest dla nich ważne i mieli możliwość tymi marzeniami, pragnieniami z światem się podzielić. Rozdać hipotetyczne role chętnym na przyszłość. Może coś istotnego zmienić. Zainspirować. 

Czasem wydaje się, że zdrowi, młodzi, bogaci, samodzielni, niezależni, silni istnieją właśnie po to, by wspomagać tych, którzy nie mieli tyle szczęścia, co oni. W działaniu, pomocy, empatii, byciu razem, również w teatrze, realizuje się i sprawdza człowieczeństwo najpełniej. Bowiem w gruncie rzeczy nikt nie żyje w próżni, nie stanowi dla siebie tylko samowystarczalnego świata. Nawet zdrowi bywają chorzy, perfekcyjni okazują się niedoskonali, mający wszystko czują się niezaspokojeni, zorganizowani, zapobiegliwi też potrzebują wsparcia. Inaczej, choć całkiem podobnie jak aktorzy Teatru 21, tyle że potrafią swoje skazy, wady,  nieprzystosowalność, niekompatybilność z obowiązującym powszechnie stereotypem skuteczniej ukryć. Świadomie wykorzystać, ograć. 

Kontakt ze spektaklami Teatru 21 sprowadzają człowieka na ziemię. Zawstydzają. Mobilizują. Uwrażliwiają. Wzruszają. Są takie naturalne, prawdziwe, otwarte! Działają jak katharsis, przywracają właściwą miarę życiu, ludziom. Zmuszają do rachunku sumienia, odpowiedzi na pytania, co się dotąd zrobiło, co można zmienić, co jeszcze dać z siebie, by do ludzi potrzebujących, innych, obcych skrócić dystans, lepiej ich usłyszeć, zrozumieć, poznać. A nie jest to proste, łatwe. Ciągle odkładane na później, często, zbyt często na wieczne nigdy.

Rozczarować trzeba tych, którzy twierdzą, że znów świadomie, perfidnie, obłudnie wykorzystuje się osoby z zespołem Downa, by wzbudzić nimi  zainteresowanie. Że nie są do końca świadome tego, co się dzieje na scenie. Ten spektakl jest w pełni ich autorskim dziełem. Zrealizowanym z ich inicjatywy, przez nich i przede wszystkim dla nich samych. Fakt, że widzowie korzystają, jest wartością dodaną, pożądanym, oczekiwanym sztuki działaniem. Za co winni być wdzięczni artystom, aktorom. Teatrze 21, trwaj, graj!!!Powodzenia!!!:)
  
KLAUNI, CZYLI O RODZINIE. ODCINEK 3

reżyseria: Justyna Sobczyk
współpraca reżyserska: Justyna Wielgus, Justyna Lipko-Konieczna
dramaturgia/scenariusz: Justyna Lipko-Konieczna
teksty: aktorzy Teatru 21
ruch: Justyna Wielgus
scenografia, kostiumy: Wisła Nicieja asystentka: Kamila Białkowska
muzyka: Paweł Andryszczyk
wideo: Tomasz Michalczewski
światło: Sebastian Klim
klowning: Monika Dąbrowska-Jarosz
produkcja: Dagna Dąbrowiecka, Marceli Sulecki, Katarzyna Pawłowska
partnerzy: Fundacja Win-Win
teksty: aktorzy Teatru 21
obsada: Piotr Boruta, Grzegorz Brandt, Anna Drózd, Teresa Foks, Daniel Krajewski, Maja Kowalczyk, Katarzyna Lalik, Barbara Lityńska, Anna Łuczak, Aleksander Orliński, Michał Pęszyński, Emilia Rajca, Piotr Sakowski, Cecylia Sobolewska, Marta Stańczyk, Piotr Swend, Aleksandra Skotarek, Magda Świątkowska.

Spotkanie poprowadzi Magdalena Rigamonti, dziennikarka Dziennika Gazety Prawnej, laureatka Nagrody im. Dariusza Fikusa, Grand Press i finalistka Nagrody Radia Zet im. Andrzeja Woyciechowskiego.

KILKA OBCYCH SŁÓW PO POLSKU TEATR ŻYDOWSKI TEATR POLSKI


KILKA OBCYCH SŁÓW PO POLSKU to inteligentny tytuł inteligentnego spektaklu. Mówi o Marcu 68, co było dotąd nieznane, niezrozumiałe, przemilczane lub wypierane a w spektaklu opowiedziane zostało z perspektywy pokolenia dzieci wypędzonych z Polski Polaków żydowskiego pochodzenia. Jest to rekonstrukcja, wyjaśniająca co się indywidualnie i zbiorowo wtedy i przez kolejne lata aż po dzień dzisiejszy wydarzyło, na bazie zebranej wiedzy na temat kim są dzieci emigrantów, jaki wpływ na nich, ich życie miało doświadczenie rodziców. Spektakl powstał na podstawie wywiadów przeprowadzonych przez Mike'a Urbaniaka, książek wspomnieniowych, materiałów prasowych, opowieści rodziny, znajomych i przyjaciół twórców oraz ludzi, którzy chcieli się podzielić swoimi przeżyciami. Postacie sceniczne są wypadkową  zebranej wiedzy/fakty, dokumenty, relacje, niepełne przekazy/. Spektakl jest też próbą określenia dzisiejszego statusu dzieci i rodziców, zarówno tych, którzy żyją w Polsce, jak i tych, którzy pozostają na emigracji. Stara się pokazać, jak kształtują swoją tożsamość, świadomość, co ona dla nich oznacza, jak walczą o swoje miejsce w kraju i czym jest dla nich patriotyzm. Już sam fakt, że spektakl stworzyły dwa teatry, gdy jeden ma w swej nazwie Polski a drugi Żydowski jest symboliczne, znamienne i ważne.

Na scenie pojawiają się bohaterowie w podwójnej roli: siebie samych i swoich rodziców. Ubrani, ucharakteryzowani na późne lata 60-te grają sceny, które charakteryzują ten trudny, kontrowersyjny czas, sytuacje, które wszystkich zaskoczyły, decyzje, które  przerosły wszelkie wyobrażenie. I choć spektakl daleki jest od rozważań i analizowania politycznego podłoża zdarzeń, to przedstawia współczesne postawy, rozważania na temat tamtych wydarzeń, ich konsekwencji. Nikt nie sądził, że dwadzieścia lat po holokauście, Żydzi i ich rodziny będą szykanowaniem, dręczeniem, prześladowaniem zmuszani do wyjazdu pozbawieni obywatelstwa polskiego, bez paszportu, majątku, z biletem w jedną stronę. Około 13 tysięcy ludzi opuściło Polskę, niektórzy nie zdecydowali się na wyjazd i pozostali. Ból, strach, smutek, nagła konieczność budowania nowego życia stała się wspólnym doświadczeniem rodziców i dzieci. Spektakl dotyczy spuścizny politycznych decyzji rządu Władysława Gomułki, skutków medialnej i społecznej nagonki, choć nie ma tu mowy o winie i karze.

Teatr stał się miejscem  rozliczenia przeszłości polifonicznym głosem pokolenia dzieci wypędzonych, wykorzenianych, wykluczanych rodziców. 50-ta rocznica Marca 68 jest pretekstem do zastanowienia, podsumowania, wyciągnięcia wniosków, co i dlaczego tak naprawdę się wydarzyło. Jak mogło do tego dojść. Jakie miało skutki. Jak sprawy dziś się mają. Spektakl nie dramatyzuje, nie oskarża wprost, nie rozdrapuje ran a w przewrotny, metaforyczny sposób przepracowuje traumy, przywraca wspomnienia, odświeża pamięć, relacjonuje, komentuje, rozważa, również hipotetycznie, co by było gdyby. Świadczy i pamięta. Rozpoznaje, zdaje relację ze stanu rzeczy, bo znając prawdę, można z nią coś konkretnego zrobić. Jakby poza czasem, poza miejscem, poza winą i karą.

Przejmujący jest zabieg wchodzenia aktorów grających dzieci w role ich rodziców, odgrywanie i przeżywanie hipotetycznych i prawdziwych scen, emocji, uczuć. Wstrząsająca jest scena wizyty Polaków w mieszkaniu, które chcą kupić lub przejąć dla siebie, domyślając się, że jego właściciele wkrótce wyjadą. Tworzy prawdziwy obraz sytuacji opresyjnych, poniżających, wykluczających z powodu pochodzenia. Zachowań przepełnionych niechęcią, nienawiścią, pogardą. Odzwierciedlających ogólne, powszechne przyzwolenie do zachowań podłych, haniebnych, niesprawiedliwych. Czy można je zrozumieć i zadośćuczynić, przebaczyć? Marzec 68 skutkował wielką stratą zarówno dla kultury, nauki i sztuki polskiej, wstydem dla pozostających, jak i dla pozbawianych majątku i godności wyjeżdżających. Krajobraz po tych bolesnych wydarzeniach jest różnorodny, niejednoznaczny. Ważny dla wszystkich. Bo z tego, co się wydarzyło należałoby wyciągnąć wnioski, analizując  i rozumiejąc przeszłość można sobie z nią poradzić, a znając teraźniejszość, wysnuć naukę na przyszłość. Choć ani wiedza, ani świadomość sumującego się doświadczenia nie daje pewności na to, że cokolwiek się w mentalności i zachowaniu ludzi zmieni. Pozostaje pamiętać i mieć nadzieję. Robić swoje. 

Oprócz interesujących treści, będących wypadkową wywiadów, spekulacji, publicystyki i fantazji, spektakl dramaturgicznie interesująco je komponuje. Włącza zaskakująco inspirującą choreografię tańczącego, śpiewającego,występującego w spektaklu w wielu rolach Pawła Sakowicza, co jest artystycznym kontrapunktem, wnosi odprężenie, spokój, dystans. Pozwala odetchnąć, spojrzeć inaczej, głębiej, metaforycznie. Przypomina zabieg zastosowany przez Matsa Eka w sztuce Augusta Strindberga SONATA WIDM. Twórcy tworzą archetypy bohaterów, będące kompilacją postaci, sytuacji, postaw, mentalności i pochodzenia. Szczególnie interesująca jest rola Joanny Rzączyńskiej, wnuczki Szymona Szurmieja, w którą wstępuje dybuk Idy Kamińskiej, co ogniskuje sytuację odziedziczoną, wpisaną w życiorys aktorki i historię Teatru Żydowskiego. Reżyserka spektaklu, Anna Smolar wykorzystuje też własną historię dziecka przymusowych emigrantów. Urodzona, wychowana i wykształcona we Francji, podkreśla świadomy, wolny wybór obecnego życia wraz ze swoją rodziną w Polsce. Przynależy do tych, którzy powrócili i tu pracują, rozwijają się i budują swoje kariery. Walczą o to, by ich dzieci miały wolny wybór, mogły swobodnie podejmować decyzje o swojej przyszłości.

Aktorzy sprawiają się doskonale, jedynie zawiłość historii, granie prze jedną osobę wielu ról, zmiany tożsamości, mimo informacyjnej roli kostiumów, charakteryzacji, komplikować może identyfikację bohaterów. Można się zgubić, można się pomylić. Mimo czytelnych komunikatów. Powściągliwa, surowa, teatralna scenografia, co nie przeszkadza a sugeruje umowność i daje możliwość natychmiastowego przeniesienia bohaterów w czasie i przestrzeni, stwarza kontekst dla podkreślenia charakterystyki postaci i relacji międzyludzkich, wspomaga komunikowanie uczuć i emocji, podkreśla zimną, wykluczającą bohaterów atmosferę. Sterylne warunki sceniczne mają kontrastować z temperaturą tego, co się dzieje w ludziach, z ludźmi, między nimi. Możliwie najpełniej. Syntetycznie najprawdziwiej. Modelowo najwiarygodniej.

KILKA OBCYCH SŁÓW PO POLSKU to najlepszy jak dotąd spektakl wyreżyserowany przez Annę Smolar. Najdojrzalszy. Najbardziej złożony. Zdyscyplinowany. Osobisty. Głęboko przemyślany, perfekcyjnie przygotowany, konsekwentnie zrealizowany. Na pewno duży wpływ na wypadkowy efekt miał tekst, jego język i dramaturgia Michała Buszewicza oraz choreografia Pawła Sakowicza. Świeżość pomysłu i waga tematu. Perspektywa prowadzonej narracji.

KILKA OBCYCH SŁÓW PO POLSKU
Reżyseria: Anna Smolar
Tekst i dramaturgia: Michał Buszewicz
Scenografia: Anna Met
Kostiumy: Marta Kuliga
Muzyka: Jan Duszyński
Światła i video:Rafał Paradowski
Montaż video: Rafał Listopad
Choreografia: Paweł Sakowicz

Obsada:
Grażyna Barszczewska
Marcin Błaszak
Katarzyna Herman (gościnnie)
Barbara Kurzaj
Marta Kurzak
Rafał Rutowicz
Joanna Rzączyńska
Paweł Sakowicz (gościnnie)
Małgorzata Trybalska
Jerzy Walczak
Marek Węglarski

Data premiery: 10.03.2018

zdjęcie: Magda Hueckel
https://www.facebook.com/OnetKultura/videos/1509026752553753/

https://www.ipla.tv/wideo/serial/Kultura-Do-Kwadratu/5002926


REWIZOR. BĘDZIE WOJNA! COLLEGIUM NOBILIUM

Nikołaj Gogol w REWIZORZE charakteryzuje naturę ludzką, społeczną, polityczną wnikliwie krytycznie. Pokazuje wpływ władzy na zachowania człowieka. Odsłania mechanizm działania totalitaryzmu. Artur Pałyga, podkreślając walkę o władzę, moment jej przejmowania, sztukę na potrzeby analizy zachodzących zjawisk współczesnych przepisuje a Anna Augustynowicz sugestywnie scenicznie metamorfizuje poprzez autorską surową, minimalistyczną stylizację, powściągliwą, precyzyjną, otwierającą się na interpretacje młodych aktorów reżyserię. Stwarzane jest na oczach widzów uniwersalne studium o władzy absolutnej w nowych szatach formy. Tak, by można było poczuć jej grozę, nieznośną lekkość banalności zła. 
Wchodząc na salę kameralną Akademii Teatralnej wkraczamy w strefę mroku. Przed rozpoczęciem spektaklu zamykane są szczelnie okna, zasuwana jest kotara.  Zanurzamy się w  sen aktualizującej się na naszych oczach przeszłości, w horror sugerowanej nielicznymi rekwizytami przestrzeni szpitalnej, jakby to co się dzieje wskazywało znamiona chorobowe, ci, którzy się pojawiają wymagali leczenia. Prawie pusta scena jest czarna, kostiumy ciemne, przygnębiająco monochromatyczne, tylko akcenty kontrastującej bieli przełamują przygnębiający nastrój/np.biała linia kwadratu na podłodze wyznaczająca granice, biały taboret, białe ramy leżanki, parawanu, biały kołnierzyk i mankiety Dyrektorki Szkoły, kocyk z niemowlakiem, biało-czarne cymbałki i metronom, itp. oraz odblaskowa kamizelka Policjanta/. 
Gogolowska prowincja ma się dobrze. Wiele się zmieniło, by wszystko pozostało po staremu. Bezwolna, zahukana, zarządzana scementowanymi układami przez Horodniczego /przekonujący Maciej Babicz/mentalność skupiona jest na przetrwaniu. Korupcja kwitnie, manipulacja udoskonala. Więzi towarzyskie, rodzinne, społeczne są silne, mogą być wykorzystane politycznie w wyborach.  Od czasu do czasu słychać piosenkę ZAWSZE NIECH BĘDZIE SŁOŃCE, powracające tęsknotą  echo, widmo wiecznie żywego wspomnienia o socjalistycznej szczęśliwości. Niewesoła to wizja rzeczywistości. Pesymistyczna perspektywa przyszłości. Nagłe pojawienie się rewizora Chlestakowa/ doskonały Marcin Bubółka/burzy zastany porządek, budzi demony wojny, które beztrosko przemykają, podprogowo sygnalizują powtórkę zagłady/stosy butów/. Odrodzenie konserwatyzmu, nacjonalizmu, faszyzmu/sygnał komórki Chlestakowa to melodia piosenki TOMORROW BELONGS TO ME/. Nie wiadomo, którą ideologię będzie się opłacało społeczności wybrać, która opcja w tej wojnie ideologicznej zwycięży: nowa, wykorzystująca socjotechniki marketingu politycznego Chlestakowa czy dotychczasowa, bazująca na starym, utrwalonym układzie Horodniczego. Obie kandydatury są równie złe. Przydałaby się trzecia, ale tej nie ma. I nie będzie. 
Ale będzie wojna!! Starcia, sparingi, konfrontacje, mediacje.  "Asertywny, kreatywny i  wyluzowany" Chlestakow niezauważalnie, niepozornie a jednak konsekwentnie, metodycznie, podstępnie, sprytnie i uporczywie  walczy o władzę. Proponuje dobre zmiany. Pewnie wkracza na nowy dla siebie teren i wydaje się, że ma duże szanse na sukces. Młody, świeży, prężny, zdecydowany na wszystko, elastyczny jest urodzonym politykiem, nowoczesnym przywódcą. Z naturalną łatwością odczytuje potrzeby ludzi, wkrada się do serc i domów wyborców, jakby od zawsze był jednym z nich. To przebiegły, nienachalny, skuteczny polityk. Sama oczywista oczywistość. Naturalna konieczność.

Zastana władza w osobie skorumpowanego, skompromitowanego ale przewidywalnego polityka Horodniczego, wyraźnie wyczerpana, osłabiona, wycofana śpi i śni, usypia też czujność całej społeczności, tępi jej zmysł krytyczny. Obserwujemy targi, szantaże, manipulacje. Wystąpienia, deklaracje polityczne niewybredne, niewyrafinowane, doskonale wszystkim znane.  Oswojoną przyziemność, czarny pijar, bezpardonowość walki politycznej. Chodzi, jak zawsze i wszędzie, o rząd dusz, które przyzwyczajone do przystosowania się, zmuszane do ulegania władzy nie mają wizji, siły, pomysłu, planu na siebie, świat, przyszłość. Mogą tylko zagłosować. Utknęły w starym układzie, w letargu codzienności, w więzieniu konieczności. Nic dziwnego, że szczury ze snu Horodniczego  uciekać chcą z tego miejsca jak z tonącego okrętu. Ale ani one, ani ludzie nie mają dokąd. Wszędzie jest podobnie. "Wszędzie jest tak samo."

Studenci grają świetnie indywidualnie i zbiorowo. Naturalnie, lekko, wyraziście. Ciekawą  postać współczesnego rewizora proponuje Marcin Bubółka. Nienachalna ale twarda argumentacja, niepozorna ale nieustanna obecność jego bohatera pokonuje celnością, skutecznością wszelki opór.  Jego elastyczna gra polityczna wyczuwająca nastroje społeczne, potrzeby wyborców ma szansę osiągnąć cele. Żywi się wszelką słabością, wykorzystuje każdą sytuację i ciągle potężnieje. Rośnie w siłę, nabiera rozpędu. Nie czyni zbędnego zamieszania. Po cichu, swobodnie wkrada się w umysły, porusza odpowiednie struny, wyzwala pożądane dla siebie reakcje. Jak szczury we śnie Horodniczego karmi się ich majakami o świętym spokoju, szczęściu, dostatku,  porządku, wartościach w płodozmianie z masakrą, siekaniną, krwią, apokalipsą swoich żywicieli. Jest ich królem, przewodnikiem, uzurpatorem. Niebezpiecznym, przebiegłym, podstępnym politycznym kameleonem. Żołnierzem ideologii przez siebie wdrażanej. Stworzonym do wygrywania, dominowania samcem alfa.

Jego przeciwnik, Horodniczy Macieja Babicza, wyczerpany, wypalony, zalękniony, boi się, właściwie nie chce już władzy. Pozostaje na stanowisku siłą inercji. Bo w polityce był od zawsze, bo w polityce wystarczy być. Można nic nie robić. Nie do końca bezkarnie, bo męczą go koszmary. To polityk rozpoznany, popierany. Swój, choć "..osioł. Niedorajda. Próżniak. Nic nie wart, jako człowiek." pewnie nie tylko w oczach żony.  Dobczyński Vovy Makovskyi'ego to reprezentant lokalnej społeczności. Ma w sobie tę gotowość, miękkość, uległość do wykorzystania, wybiera tych,  którzy są bezwzględnie i bezwarunkowo użyteczni. To zwyczajny obywatel z przyziemną, praktyczną, prostą mentalnością.  Podobnie jak matka z córką, Zofia Domalik i Eliza Rycembel, współczesne kobiety, płyną z prądem i tak walczą o swoje. Dyrektorka Szkoły Dominiki Kryszczyńskiej wyróżnia się urzędową poprawnością. Policjant Henryka Simona to siła praktycznej konieczności, dualizm nie tylko współczesnego myślenia, zachowania/oficjalne i prywatnie/, dostosowywania się do rozmówcy. Czarne Szczury Anny Lemieszek i Hanny Skargi wyglądają jak mroczne, piękne akuszerki rodzącej się konfiguracji społecznej, politycznej, są symbolem lęków, wypieranej świadomości, pamięci. Tego, co zwierzęco chce przetrwać, prześladuje, ostrzega, chroni, głęboko, pierwotnie tkwi w człowieku.

Wszystko się tu składa na spektakl ważny, gorący, krytyczny. Współczesny. Artystycznie wyrazisty, aktorsko intrygujący, bardzo ciekawy. Inteligentny. Ilustrujący naturę ludzką niereformowalną, naturę polityczną podstępnie, prawie niewidocznie agresywną, skutecznie kolonizującą człowieka wolnego, pozbawiając go możliwości właściwego wyboru. Teatr pięknie klasykę przepisuje i pokazuje. Bo prawdziwie, bo z werwą, witalnością głębokiego przekonania, że należy walczyć, każdy w swoim zakresie, kompetencji, możliwościach, mimo ograniczeń i wszelkich przeciwności. Przerażenie i grozę niesie postępująca dehumanizacja, bo pokazuje jak żądna zmian, władzy "nienajedzona" młodość znów jest infekowana ideologiami, których działania, skutków nie doświadczyła na sobie a starość wyczerpana i bezsilna nie potrafi, nie chce, nie jest w stanie stawić opór, bo wyrzeka się, rezygnuje z działania, wycofuje. Tak więc młodzi będą przepracowywać znów powtórkę z przeszłości, obojętni,  nieświadomi, cyniczni, natomiast starzy osuwać się będą w swój własny horror sennych lęków i obaw, wypieranych wyrzutów sumienia, niedokonanych zemst.

Artur Pałyga uwspółcześnia gogolowską czernuchę mentalną człowieka, społeczności a Anna Augustynowicz swą reżyserią i estetyką podkreśla automatyzm działania dziedziczonych schematów zachowań, odruchów, spuściznę uwikłania w pozorną wolność wyboru. Jest gorzej gdy nie warto marzyć, bo świadomość niespełnienia, daremnej walki czy ucieczki jest pewna. Gdy potencjalnie można wszystko, tak naprawdę nie można nic. I to jest  najbardziej przygnębiające. Współczesny człowiek, statystyczna jednostka wyborcza- sparaliżowany lękiem, obrobiony medialnie, otumaniony marketingiem, ograniczony koniecznością przetrwania -niesiony jest prądem wypadkowej polityki. Ten brak jakiejkolwiek perspektywy, nadziei, wpływu na los swój i świata więzi jego wyobraźnię, wolę.  Znieczula go. Zobojętnia. Lub ekstremalnie frustruje, wywołuje panikę. Bo cokolwiek wybierze, kompletnie nic to nie zmienia. Każda opcja jest katastroficzna w skutkach. Zły efekt rządów takich czy innych przesądzony z góry. Nie ma alternatywy. Wyborcy nie są traktowani jak ludzie a maszyny do głosowania, które łatwo można zaprogramować na oczekiwany z góry wynik. Uprzedmiotowianie ich, traktowanie instrumentalne wydaje się oczywiste, normalne. Banalnie proste. Powszechnie akceptowane. Stąd ten rozprzestrzeniający się mrok, ciemności zasłaniające każdy horyzont zmian.

Będzie wojna! Nie, ona już się toczy w każdym człowieku, nie tylko między ludźmi. Nie zna granic. Ignoruje pamięć, doświadczenie, wiedzę o swoich destrukcyjnych skutkach. Rewizor jest już wśród nas!!! 

REWIZOR BĘDZIE WOJNA! Artur Pałyga
Reżyseria: Anna Augustynowicz
Scenografia: Paula Kukla
Kostiumy: Wanda Kowalska
Asystenci reżysera: Jan Karow (WOT), Grzegorz Simborowski (WR)

Obsada:
Anna – Zofia Domalik
Dyrektorka Szkoły – Dominika Kryszczyńska
Czarny Szczur – Anna Lemieszek
Maria – Eliza Rycembel
Czarny Szczur – Hanna Skarga
Horodniczy – Maciej Babicz
Chlestakow – Marcin Bubółka
Dobczyński – Vova Makovskyi
Policjant – Henryk Simon

Spektakl dyplomowy studentów IV roku Wydziału Aktorskiego.