środa, 28 marca 2018

IDA KAMIŃSKA TEATR ŻYDOWSKI


Monodram IDA KAMIŃSKA napisany na podstawie tekstu MÓJ TEATR Henryka Grynberga i wyreżyserowany przez Gołdę Tencer w interpretacji Joanny Szczepkowskiej jest hołdem złożonym wielkiej artystce Idzie Kamińskiej, jej matce, równie wielkiej aktorce, Ester Racheli Kamińskiej, Teatrowi Żydowskiemu. Historia życia wybitnych aktorek jest odzwierciedleniem historii narodu żydowskiego, jego teatrów w Polsce i zagranicą, przypomnieniem tułaczego, dramatycznego życia, chwil wzlotów i upadków, triumfów i klęsk. Codziennej walki o przetrwanie, opartej na dokonywaniu często bardzo trudnych, ryzykownych wyborów ale zawsze w zgodzie ze sobą i tym, co się kocha, co nadaje znaczenie, cel, sens życiu i śmierci. To syntetyczna, emocjonalna, wzruszająca rekonstrukcja wydarzeń dla przypomnienia, utrwalenia, zachowania w pamięci wspomnień, faktów i doświadczeń minionego czasu. To ważna lekcja historii, będąca dowodem, że to ludzie ją tworzą, o niej decydują. Dzięki nim trwa, rozwija się, idzie w nowe pokolenia tradycja, kultura, obyczaje, religia. Teatr.

Dzisiaj Teatr Żydowski nie ma swojej siedziby, dla przekazu muszą wystarczyć surowe, kameralne warunki malutkiej a mimo to niebywale pojemnej sceny na Senatorskiej 35. Pomieściła niewielką liczbę widzów,  muzyków grających na żywo podczas spektaklu i Joannę Szczepkowską w czarnej sukni z białą koronką, idealną, wymarzoną odtwórczynię Idy Kamińskiej, poruszającą się pomiędzy stolikami, zgromadzonym zbiorem fotografii, książek, kwiatów w wazonie, pięknymi sukniami z okazałą biżuterią, parawanem, walizkami, lampkami, innymi drobiazgami.

Monodram rozpoczyna bardzo interesujący, czarno-biały film dokumentalny JEJ TEATR z tekstem Erwina Axera poświęcony bohaterce tego teatralnego spotkania. Jest mocnym, zwięzłym wprowadzeniem. Bardzo ważnym elementem składowym monodramu. Przypominał Idę Kamińską w jej wypowiedziach, wspomnieniach, komentarzach, dyrektorowaniu, reżyserowaniu na próbach teatralnych i, co bardzo cenne, jej wybitną grę aktorską, ilustrowaną fragmentami filmów, sztuk teatralnych, w których występowała.

Potem wkroczyła na scenę Joanna Szczepkowska, która jest tu figurą jednoczącą, scalającą rozsypane elementy wspomnień, relacji, faktów w spójną, przejmującą całość. Aktorka jest narratorką, przewodnikiem, osobą poprzez którą przemawia głos Idy Kamińskiej, bo nie jest nią i nie gra jej, rekonstruujący dla nas obraz, tworzący nastrój, budujący atmosferę, emocjonalny kontekst przeszłości, która  nabiera rumieńców życia, świadczy siłą prawdy. Pozwala odbyć sentymentalną, faktograficzną podróż w czasie. Aktorka skupiona, opanowana, gra bardzo oszczędnie, powściągliwie. Operuje surowymi, relacjonującymi fakty środkami. Objaśnia, uświadamia, przypomina. Opowiada. Jest tylko przekaźnikiem, ciałem, które użycza, by przekazało informacje niosące emocje, wiedzę, konteksty. Bo warto wiedzieć, dobrze jest znać ludzi, fakty, historie, by móc zrozumieć przeszłość,  kształtować teraźniejszość, planować przyszłość. Gdy ludzi i rzeczy zabraknie całym materiałem budującym tożsamość może być pamięć. Bezcenna spadkobierczyni spuścizny przeszłych, kapitał przyszłych pokoleń.

Obecna podczas spektaklu Gołda Tencer, dyrektor Teatru Żydowskiego, wpisuje się w sposób szczególny w ten nie tylko biograficzny ale i historyczny obraz- narrację. Objęła pieczę nad spuścizną artystyczną po wielkich artystkach, Ester Racheli i Idzie Kamińskich, swoim mężu, Szymonie Szurmieju,  i mimo bardzo trudnych  okoliczności, w jakich znalazł się Teatr Żydowski, warunków, w jakich przyszło mu działać, radzi sobie znakomicie. Świadczy o tym fantastyczny zespół twórców i aktorów, bardzo interesujący, różnorodny, nowoczesny repertuar teatru, który nadal pozostaje bez siedziby.

Spotkanie kończy się konstatacją Idy Kamińskiej, która w wyniku nagonki  marca 68 musiała wyjechać z Polski, że kocha ludzi ale wie do czego są zdolni.  Życie jest piękne ale kruche. I nie czuje się samotna, nie boi się o siebie ale co zobaczą oczy, czym wzruszy się serce. Całe życie związana była z teatrem, żyła nim i dla niego, i jeśli nawet zaprzęgła się do pustego wozu/daremnej misji, syzyfowej pracy/, jak w jej roli matki Courage w sztuce Bertolda Brechta/ słusznie, jak sądziła, ocenionej przez Jana Kotta/, to co mogła robić innego?


IDA KAMIŃSKA na podstawie tekstu „Mój teatr” Henryka Grynberga

scenariusz i reżyseria: Gołda Tencer
muzyka: Paweł Szamburski
kostiumy i scenografia: Izabela Chełkowska
występuje: Joanna Szczepkowska
muzyka na żywo: Maurycy Idzikowski, Radek Polakowski, Paweł Szamburski

premiera: 15 marca 2018 w Warszawie, 27 marca 2018 w Łodzi

wtorek, 27 marca 2018

BIBLIA. RDZ.37-50 CENTRALA NOWY TEATR FESTIWAL NOWE EPIFANIE 2018


Spektakl BIBLIA. RDZ.37-50 w reżyserii Michała Zadary zamyka tryptyk teatralny zrealizowany na podstawie Księgi Rodzaju. To historia Józefa, syna Jakuba, zrozumiale opowiedziana, swobodnie zagrana, spontanicznie zaśpiewana przez dzieci i aktorów z chętnie włączającymi się w działania sceniczne małymi i dorosłymi widzami. To bardzo ważne, że to dzieci, w różnym wieku, w stroju codziennym zamiast kostiumu, były wiodącymi narratorami i wykonawcami. Proste pomysły inscenizacyjne pomogły im zainteresować i zaangażować rówieśników. Wprowadziły ich w sposób przystępny, łagodny, zabawny w świat historii okrutnej, trudnej, złożonej. Przecież chodziło w niej o skomplikowane relacje między braćmi, którzy z powodu zazdrości, zawiści najpierw więzili w studni, później sprzedali w niewolę swego brata. Józef znalazł się zupełnie sam w obcym kraju i przetrwał, poradził sobie dzięki inteligencji, wyobraźni i szczęściu.  Bracia, rodzina, naród żydowski i egipski zdani byli na jego miłość, przywiązanie, intuicję i mądrość. Dzięki obcemu, dzięki człowiekowi, który był uchodźcą wszyscy przetrwali.  Zaufali mu, uwierzyli. I wszystko zakończyło się dobrze, szczęśliwie. Jak w bajce z morałem.

To pomysłowe ale czytelne i proste środki teatralne sprawiły, że  problematyka braterskiej zdrady, winy i  przebaczenia, przetrwania jednostki, rodziny i narodów, została tak lekko, swobodnie, naturalnie przedstawiona. Wspólne śpiewanie piosenek, swoboda poruszania się aktorów i widzów, elementy zaskoczenia/rolę męską gra dziewczynka/, komunikatywność przekazu /hieroglify ilustrowane ciałami aktorów, tekturowe plansze z tekstami komunikatów, np:  "Jeszcze nie umiemy razem grać ale kiedyś nam się uda!", piosenki, z imionami występujących bohaterów/, fajna scenografia/biały namiot  z oknami skierowanymi na niebo jest domem, pałacem faraona, więzieniem lub pustynią z papierowymi wycinankami karawany, zwierząt/, wykorzystanie teatru cieni spowodowało, że podział na scenę i widownię przestał istnieć. Dzięki temu wytworzyła się więź wspólnie przeżywanej przygody zapierającej dech w piersiach, ciepła, przyjazna atmosfera zabawy, oswajania światów egzotycznych, odkrywania znaczenia opowiadanych w spektaklu snów. Wszyscy znaleźli się w środku opowiadanej historii, jakby ich samych bezpośrednio dotyczyła.

Wzruszająca jest ta ogromna praca wykonana przez dziecięcych aktorów, niewidocznie prawie wspomaganych przez dorosłych i techniczne zaplecze. I ich imponujące zaangażowanie, i odwaga, i kondycja. Poczucie humoru, hart ducha i ciała. Brak tremy/?/. Ale bez tego naturalnego, spontanicznego, jak się wydaje, wejścia w role, bez ich udziału nie byłoby tak udanego efektu. I to wspaniałe, że dorośli umożliwili, by dzieci dzieciom opowiedziały w teatrze historię Józefa.


Michał Zadara wyreżyserował udany cykl biblijnych opowieści w teatrze dla dzieci dużych i małych. Aż szkoda, że się już skończył. Cenne jest to, że stworzył świat zintegrowany sztuką. W sposób przystępny opowiedział trudne historie. Zaufał bardzo młodym aktorom, nieznanym sobie widzom. Pokazał, że prostymi środkami uruchamiającymi wyobraźnię, budzącymi wrażliwość można osiągnąć skomplikowane cele: w krótkim czasie poprzez działania artystyczne sprowokować powstanie więzi, budującej relacji jednoczącej wszystkich, bez względu na różnice/wieku, płci, itd/. Bo nie ma podziałów, barier, granic a króluje wolność, ekspresja, radość wspólnego spędzania czasu, przyjemność teatralnego poznawania, uczenia się i tworzenia.


BIBLIA RDZ.37-50
Reżyseria, scenariusz: Michał Zadara
Dramaturgia: Piotr Froń
Scenografia: Robert Rumas
Muzyka: Jan Duszyński
Światło: Artur Sienicki
Asystentka reżysera: Marta Streker

Występują:
Martina Rampulla
Robert Koszucki
Sean Palmer

Maja Amsterdamska
Marianna Mroczkowska
Antonina Nowakowska
Marcelina Nowakowska
Tadeusz Zarzecki

Produkcja: Fundacja Nowych Działań
Koprodukcja: Centrala, Nowy Teatr, Festiwal Nowe Epifanie
Dofinansowanie ze środków Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego
http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/256622.html

środa, 21 marca 2018

MĘŻCZYZNA SCENA PRZODOWNIK


MĘŻCZYZNA Gabrieli Zapolskiej- sztuka skromna, krytyczna, dydaktyczna -nadal wybrzmiewa współcześnie. Może dlatego, że jest bardzo bliska życia, dotyczy relacji damsko-męskich w zredukowanej, ascetycznej formie. Nie mamy tu wątpliwości, że kobiety są z Wenus, mężczyźni z Marsa. I dlatego tak się przyciągają, na siebie działają, mimo odmiennej natury, sprzecznych oczekiwań, różnych potrzeb. Jakby jedni o drugich niewiele wiedzieli; mężczyźni nie chcieli skupieni tylko na sobie, kobiety nie potrafiły skupione wyłącznie na mężczyznach. A jednak widać kobiecą ewolucję; wierna, stała, przewidywalna, dbająca o spokojne, normalne życie męża żona, Nina, akceptuje w końcu rozpad związku, młoda, naiwna,  łatwowierna, zakochana bez pamięci, postępująca wbrew zasadom moralnym Elka, będąc już w ciąży, zaczyna myśleć racjonalnie, praktycznie a najbardziej męska w tym towarzystwie kobiet, rozsądna, użyteczna, dojrzała feministka Julka/siostra Elki/ też zdradza, że pragnie być uwodzona, adorowana, doceniana, bo wyraźnie sprawia jej to przyjemność. Każdą łatwo sterować, manipulować, usuwać ze swego życia, gdy się znudzi.

Mężczyzną jest oczywiście Karol grany przez Krzysztofa Ogłozę. Egocentryczny, egoistyczny, przeciętny typ męski: niesamodzielny i  gładko, bezrefleksyjnie przechodzący przez fazy fascynacji, podboju, szybkiego rozczarowania i porzucenia obiektu pożądania. To mężczyzna chimeryczny, rozkapryszony, który potrzebuje wiecznej adoracji i stymulacji a przede wszystkim ciągłej zmiany. Nieustannie poszukuje nowej kobiety, chce mieć nad nią władzę. Śmiało sobie poczyna, działa zdecydowanie, na zimno zrywa stare relacje. Udaje mu się, bo mu na to kobiety, spragnione zainteresowania, czułości, obecności mężczyzny, pozwalają. To one go psują swoim zachowaniem, niezdecydowaniem, uległością. On się nudzi, bo one stają się dla niego nudne. Nie walczą, nie prowadzą gry, nie zaskakują go. Popełniają wszystkie możliwe błędy. Karol to myśliwy, uwodziciel, zdobywca. Narcyz wampiryczny. Zainteresowany tym, by wzbudzać sobą zainteresowanie. Słaby, bez charakteru, ambicji. Niestały, niewierny, bierny. Nieodpowiedzialny. Przeciętny, świadomy swojej przeciętności. Krzysztof Ogłoza  przyjął strategię grania dorosłego dziecka. Jego bohater nie jest ani romantykiem, ani Casanovą, ani Piotrusiem Panem. To nieudacznik, który osiąga cel po najmniejszej linii oporu. Przyzwyczaił się do łatwych podbojów. Nie  wysila się zanadto. Kobiety go obsługują, pielęgnują, statystują, wyręczają. Same mu łatwo, chętnie ulegają. To one się do niego dostosowują. Są dla niego matką, opiekunką, sekretarką. Nieważne, że jedna jest żoną, druga kochanką, a trzecia przyjaciółką, kumplem, partnerem. Wszystkie są łase na komplementy.

Choć ciągle się mówi w tej sztuce o miłości, to jej tu nie znajdziemy. Mężczyzna jest z tą nie inną kobietą, bo jest nią zafascynowany, bo się do niej przyzwyczaił, bo jej potrzebuje z różnych względów. Tak naprawdę nie jest dla niego nigdy równym partnerem, nigdy podmiotem a zaledwie przedmiotem z krótkim terminem do użycia, bo żadna z nich nie jest go w stanie zainteresować, przywiązać do siebie na dłużej. Kobiety pragną Karola, by spełnić swoją rolę, zaspokoić miłość własną.

To wiele mówi o mężczyznach, to wiele mówi też o kobietach. Na poziomie stereotypu, normy, przeciętności. Nie ma ekstrawagancji, relacji wyjątkowej, uczucia niezwykłego, bohaterów szczególnych, niebanalnych, skomplikowanych. Julka Agaty Watróbskiej jest inteligentną, przenikliwą, znającą mężczyzn, ich naturę realistką, typem kobiety samodzielnej, rozwijającej się, pracującej zawodowo. Elka Karoliny Charkiewicz jest jej młodszą siostrą, naiwną, świadomą swych kobiecych atutów i ograniczeń zakochaną w  żonatym mężczyźnie, młodą dziewczyną. Posągowa, piękna, dojrzała Nina Małgorzaty Klary jest porzuconą przez Karola żoną, która stara się go odzyskać a gdy okazuje się to niemożliwe, przyjmuje swój los z godnością, mądrością, podziwu godnym stoicyzmem.  Jest zranioną przez męża kobietą, która akceptuje zachodzące w swoim życiu zmiany, które rujnują jej dotychczasową pozycję, burzą spokój, niszczą uporządkowane życie.

Konstatacja malująca obraz wypadkowy sztuki jest smutna, przygnębiająca, mało optymistyczna.  Bo mężczyzna zawsze wygrywa, kobieta zawsze przegrywa. On nawet jeśli nie dopnie swego, ona nawet wtedy gdy zrobi wszystko i więcej niż trzeba. Bohater nie przejmuje się porażką, przegraną, odmową, odrzuceniem, bo tak naprawdę nic dla niego kobiety, którymi jest znużony, znudzony nie znaczą, szybko znajdzie nowy, bardziej podniecający obiekt do adoracji, podboju, użycia. One nigdy już nie są w stanie osiągnąć pełni, wydają się zagubione, wykorzystane. Osamotnione. Okaleczone. Mimo, że mają szczytne cele w życiu do osiągnięcia, ważne zadania do wykonania, misje do wypełnienia/praca, związek, dziecko/. Mężczyzna wydaje się niekompletny bez kobiet trofeów/zazwyczaj podobnych jedna do drugiej/, którymi może się pochwalić, podbojów, które karmią jego męskie ego. Kobiety są niekompletne bez tego jednego, idealnego, najważniejszego dla niej tylko mężczyzny. Zawsze gorsze, zawsze w cieniu, w ukryciu. Są kwiatkiem do kożucha lub bladym odbiciem mężczyzny, pana i władcy.  Nawet jeśli mają tego świadomość, że są od niego lepsze, bardziej dojrzałe, samodzielne. Nigdy jednak nie są samowystarczalne, do końca niezależne. Również pożądają, pragną, kochają Karola. Każda inaczej, każda na swój sposób, z innego powodu. Tak jest nawet z Julką. Wyraźnie podkreśla swoją odrębność, wyjątkowość ale tak to czyni jakby się chwaliła, chciała pokazać z jak najlepszej strony. Agata Wątróbska doskonale pokazuje  tą ambiwalencję, która odrzucając mężczyznę jednocześnie przyciąga go do siebie, rozbudza zainteresowanie, dowodzi, że jest mu potrzebna, a nawet niezbędna.

I tak mężczyzna staje się kobiecy, kobiety muszą mężnieć.

Anna Gryszkówna, reżyser spektaklu, postanowiła opowiedzieć prostą historię o naturze zależności zniewalanej potrzebą uwagi, uczucia kobiety od egoistycznego mężczyzny, decydującego o niej patriarchatu. Jest mu podporządkowana, nie przejmuje inicjatywy. Mimo, że Karol aż się prosi o utemperowanie, naukę odpowiedzialności, wierności. Ale on jest jaki jest i to wykorzystuje. Wytresowane wychowaniem kobiety, ujarzmione normami etycznymi, moralnymi, religijnymi, niedostatecznie wykształcone sfokusowane są na uszczęśliwianie mężczyzn, nie siebie i to właśnie ma je z założenia uszczęśliwiać. Reżyserka, wierna w inscenizacji autorce, klasyczną sztukę przedstawia klasycznie. Kostiumy, fryzury, charakteryzacja, otoczenie przynależą do epoki Gabrieli Zapolskiej, choć nieodparcie znamionują uniwersalność /każdy, zawsze i wszędzie/,  co podkreślają typy psychologiczne bohaterów,  pomysłowe wideo, śmiałe sceny, surowość, symbolika nielicznych rekwizytów/stół z lampką, papierami, krzesło, stara ale prosta skrzynia, kaloryfer, lustro, biały materac wnoszony na scenę/, klarowność scenograficznego rozwiązania; przezroczyste ściany, które nic już nie ukrywają i wśród których nie można się już ukryć. Wszystko jest transparentne, jasne, przewidywalne, oczywiste. Proste jak statystyczna szeroka przeciętność. Model do studiowania, nauki, wyciągania wniosków.

Korzystajmy więc. Spektakl czeka.



MĘŻCZYZNA GABRIELA ZAPOLSKA
reżyseria: Anna Gryszkówna
scenografia, kostiumy i reżyseria światła: Anna Skupień i Katarzyna Szczurowska
muzyka: Andrzej Perkman
współpraca kostiumograficzna: Małgorzata Mech

OBSADA:
Krzysztof Ogłoza - Karol
Małgorzata Klara (gościnnie) - Nina
Agata Wątróbska - Julka
Karolina Charkiewicz (gościnnie) - Elka

PREMIERA:15 marca 2018

niedziela, 18 marca 2018

KARTOTEKA ROZRZUCONA STUDIO TEATRGALERIA FESTIWAL NOWE EPIFANIE 2018



Jaka jest KARTOTEKA ROZRZUCONA Tadeusza Różewicza w reżyserii Radka Rychcika? Na pewno wrośnięta jest w tu i teraz, charakteryzuje,  definiuje współczesnego bohatera. Określa jego relacje ze światem zewnętrznym poprzez to, co się w nim wewnętrznie kotłuje, wydarza, co do niego wraca i jest to coraz intensywniej zaciskająca się na jego woli pętla inercji, bezsilności, wycofania.

Bohater/antybohater, grany przez Bartosza Porczyka, przedstawiciel średniego pokolenia, mężczyzna atrakcyjny, wystylizowany jak Adam Mickiewicz na Judahu skale/portret Walentego Wańkowicza/,  któremu na pierwszy rzut oka niczego nie brakuje do szczęścia, jest zadumany, zamyślony. Smutny,  nieobecny wyraz twarzy, ciało udręczone, statyczne, uwięzione na dachu domu wielkiego miasta, traci kontakt ze światem realnym, przywołuje wspomnienia, zapada w sen, w swoje wyalienowane, zagubione, niekompatybilne z otoczeniem wnętrze, jakby pogrążał się w ciężkiej depresji. Żyje jak człowiek bezdomny, samotny, przegrany, nie radzący sobie ze sobą, ze światem, który zamiast wyzwalać w nim kreatywność, działanie, walkę, tłamsi go, wysysa z niego ostatnią energię. Wydaje się mu obcy, daleki, niechciany, niezrozumiały.  Wyrzeka się w nim udziału. Ostentacyjnie, chorobowo dystansuje się. Wypada z gry. Znajduje się na marginesie życia.

Bartosz Porczyk gra inteligenta, outsidera, który znokautowany przez własną naturę, genotyp przegrywa, bo wyczerpany, rozczarowany nie mając pomysłu, napędu, nie podejmuje działania, walki. Nadwrażliwy, subtelny, ubezwłasnowolniony przez przeszłość, zarządzany przez duchy, zmory, wspomnienia, wahania, wyrzuty sumienia, wychowanie, sterowany przez osobowościowe lęki nie jest w stanie zmierzyć się z własną słabością, marazmem, kryzysem, który urasta tu do życiowej niewydolności prowadzącej do klęski. Wyautowuje się z życia na własne życzenie, wylogowuje się z rzeczywistości z własnej winy. Nie dlatego, że nie ma potencjału, warunków a w wyniku świadomej decyzji. A ponieważ jest reprezentantem pokolenia, które na zdrowy rozum winno sprawować rząd dusz, zaczynamy rozumieć dlaczego fala współczesnych Edków nabrała wiatru w żagle i bez przeszkód serfuje przebijając się na pierwszą linię frontu politycznej narracji, wodząc rej, mieszając w mediach, głowach nie tylko sobie podobnym.

Radek Rychcik fantastycznie reżyseruje, swobodnie operuje nowoczesnymi, zróżnicowanymi, rozbudowanymi środkami wyrazu, wyzwalając inteligentną, adekwatną teatralną ekspresję. Spektakl jest rozwibrowany, tworzy obrazy  dynamiczne, nowoczesne, zmienne przy konsekwentnym zachowaniu w opozycji statusu mentalnego, psychologicznego głównego bohatera. Aktorzy grają, śpiewają, poruszają się na scenie wspaniale. Są wyraziści, spójni, komunikatywni, znaczący. Płynnie przechodzą od perfekcyjnie mówionego tekstu/razem czy osobno/, poprzez szept, melorecytację, do śpiewu. Koncertowo wypada zbiorowa scena odczytywania stenogramu z posiedzenia Sejmu, dotycząca działań i reakcji polityków, mediów na zachowania neonazistów w Polsce. Choć jest za długa, nużąca, doskonale ilustruje ten bełkot komunikacyjny w przestrzeni publicznej i całkowite wycofanie bohatera Porczyka, który nie słucha, nie reaguje, zastygł samotnie w bezruchu.

STUDIO teatrgaleria pokazało, że ma zgrany, doskonały zespół aktorski. Bawi komediowa kreacja Dominiki Ostałowskiej, fascynuje popis perfekcyjnego aktorstwa Tomasza Nosińskiego. Błyszczy Bartosz Porczyk w roli głównej. Udowadnia swoją klasę, pokazuje potencjał artystyczny. Jest fantastycznie sprawny i wszechstronny. Cieszy bardzo, że dostał rolę na miarę swego talentu.

KARTOTEKA ROZRZUCONA pokazuje młodą inteligencję polską rozśrodkowaną, zindywidualizowaną, zneutralizowaną, nieobecną na scenie decydującej o kształcie i wadze naszej rzeczywistości. Stać ją tylko na bezowocną kontestację, pustą, wyszydzającą krytykę, która nie ma żadnej siły twórczej, sprawczej, opiniotwórczej. Odpuściła niezdolna do skutecznej walki o władzę, do narzucenia, przekonania do własnej narracji. Z prostej, niestety, przyczyny. Skupiona na sobie, wewnętrznie splątana, skłócona, zagubiona, zdezorientowana, zwyczajnie nic, kompletnie nic nie ma do zaoferowania, do powiedzenia. Jest dla niej- wyalienowanej, bezpłodnej, słabej, pozbawionej motywacji- na wszystko za wcześnie lub za późno.  Dlatego nastąpiła i króluje władza Edków, do której się upodabnia. Co nie mobilizuje a dodatkowo frustruje. I to jest główne oskarżenie wygenerowane przez sztukę. Bo dzisiejsza inteligencja, jeśli istnieje, to sama dla siebie. Kisi się we własnym sosie niekompetencji, zaniechania tworzenia programu, spójnej, sprawnej wiarygodnej, empatycznej,ogarniającej mądrze wszystkich narracji. Straciła kontakt z rzeczywistością, wycofana, hermetyczna, zamknięta w sobie samej na własne życzenie, w wyniku własnej decyzji. Już nie może zrzucić winy na odbierającą chęć do życia, działania, walki traumę wojny, czasu powojennego, brak poczucia sensu. Już nie może zrzucać z siebie odpowiedzialności za rezygnację brania się z życiem za bary, za nie swoje winy. Dziś rejterowanie ma charakter symptomatycznie dekadencki. I jest to bardzo, bardzo smutne. Przygnębiające. Romantycy mieli swoją szczytną, górnolotną iluzję, marzenie. Dyskutowali ze sobą, walczyli z ludźmi i Bogiem. O coś im chodziło, choć to coś było absurdalnie szalone. Pokolenie powojenne, zniewalane, kontrolowane, tłamszone potrafiło wybić się na niepodległość. Złamane, okaleczone miało usprawiedliwienie być Różewicza bohaterem. Dziś takiego usprawiedliwienia już nie ma. Nie ma też tego źródła, żaru, który mógłby wewnętrznie wzmocnić, oświecić, dać impuls. Nawet iluzji, marzenia, miłości. Nadziei porozumienia. Nic nie ma, bo nawet świadomość własnej mizerii człowiek współczesny wypiera. A z niczego nic nie powstanie, jedynie w potężniejące nic się obróci. Co spektakl dobitnie dowiódł, artyści śpiewająco pokazali.

KARTOTEKA ROZRZUCONA 
TADEUSZ RÓŻEWICZ

REŻYSERIA, OPRACOWANIE, DRAMATURGIA Radosław Rychcik
SCENOGRAFIA I KOSTIUMY Anna Maria Karczmarska
MUZYKA I MULTIMEDIA Michał i Piotr Lis
REŻYSERIA ŚWIATŁA Paulina Góral
INSPICJENTKA Olga Karoń
KIEROWNIK PRODUKCJI Aleksandra Wiśniewska
ASYSTENTKA REŻYSERA Aleksandra Bielewicz
ASYSTENTKA SCENOGRAFA Caroline Klimczak

OBSADA: Dominika Biernat, Tomasz Nosiński, Dominika Ostałowska, Bartosz Porczyk, Natalia Rybicka, Mateusz Smoliński

PREMIERA: 15 marca 2018
Koprodukcja z Centrum Myśli Jana Pawła II w ramach festiwalu NOWE EPIFANIE 2018.

sobota, 17 marca 2018

KRÓL MARIONETEK TEATR LALKA FESTIWAL NOWE EPIFANIE 2018


Teatr Lalka z Teatrem Białego Tańca dokonał rzeczy niezwykłej. Spektaklem KRÓL MARIONETEK wprowadza widza w zintegrowany świat sztuki, który ma go zainteresować, pochłonąć, zafascynować w takim stopniu, by w przyszłości do teatru, galerii, poezji, tańca, muzyki wracał. By chciał się rozwijać. By szukał i  drążył. Ten spektakl może sprawić, że pobudzona nim wrażliwość, ciekawość i wyobraźnia z czasem zaowocuje niegasnącą miłością do sztuki. Sprawnie działający teatralny tygiel Izadory Weiss wypracował ambitne dzieło, które ma swym pięknem, impresją, świeżością pozostać w pamięci, nie tylko dziecięcej.

I tak się dzieje. Artyści pokazali żywe, dynamiczne, ale zrównoważone przenikanie się charakterystycznego malarstwa Tadeusza Makowskiego, które zawładnęło stroną wizualną rzeczywistości przedstawianej poprzez scenografię, projekty lalek, kostiumy, typy postaci bohaterów, kolorystykę, formę, muzyki poważnej w reprezentacji utworów Jana Sebastiana Bacha, Henryka Wieniawskiego i Grażyny Bacewicz, fascynującego swą ekspresją tańca nowoczesnego, śpiewanej przez aktorów poezji Bolesława Leśmiana. Ważny jest ruch, gest, dźwięk, barwa i kompozycja obrazu. A przede wszystkim doświadczanie w teatrze, jak na każdego z nas on działa. Co w nas porusza. Z czym się kojarzy. Jak nas nastraja. Do czego inspiruje.  Jak zapada w pamięć. Co tworzy ostatecznie. Jakie budzi do życia światy równoległe w wyobraźni, wypracowane przez współoddziałującą, przenikającą się naszą i artystów wrażliwość. I uczy wolności, korzystając z tego, co sztuka oferuje. Bo pokazuje różne formy ekspresji, różne języki komunikowania, oddziaływania. W istocie jest lekcją teatralnego przeżywania, doświadczania, poznawania świata. Czerpania z kontaktu ze sztuką radości.

Pojawiająca się na scenie uśmiechnięta dziewczyna/ładna, zdolna, świetna technicznie Weronika Weiss/ w czerwonym płaszczyku gra muzykę, która budzi wszystkich do życia. Ożywają sceniczne marionetki/brawo Jan Polewka!/ znane z obrazów Makowskiego, wyrwane z letargu, ze snu, innego świata, w którym dotąd tkwiły. Zaczynają słuchać uważnie a my razem z nimi. Dźwięki uwodzą, porywają, chwytają w swoje władanie. Przywołują  z ciemności, z niebytu młodych tancerzy: najpierw dziewczynę/zjawiskowa Naomi Citriniti/, później chłopaka/wspaniały Beniamin Citkowski/, w jasnych, zwiewnych kostiumach. Ich taniec działa jak magnes, nie można oderwać od nich oczu. Lalki przybliżają się do artystów, dotykają ich delikatnie, z lękiem, zainteresowaniem. Z czasem są coraz bardziej śmiałe, odważne powtarzają ruchy, gesty, układy. Naśladując szybko się uczą. Zgromadzonych odwiedza jeszcze Wędkarz, Myśliwy, Złodziej. Można poznać różne typy bohaterów, przejrzeć ich naturę i intencje. Można zdecydować, czy to, co sobą reprezentują jest godne naśladowania. Zabawnie, pomysłowo pokazane jest, jak złodziej "przerabia" instrumenty muzyczne na pieniądze.

Spektakl ma rozbudzić zainteresowanie sztuką. Ilustruje, jak jest bogata, hojna, piękna. Jak to, co już jest znane można ponownie powoływać do życia, nadając mu nowe znaczenie, umieszczając w innych konfiguracjach, kontekstach/marionetki z obrazów Makowicza w teatrze/. Historia jest prosta, nieskomplikowana. Uwodzi kolorem, barwą, dynamiką. Spokojem. Harmonią. Metaforą. Sugestywnością, precyzją kompozycji. Perfekcyjnie grana, tańczona, śpiewana oddziałuje mocno na zmysły. Każdy ma prawo ją odczytywać, czuć indywidualnie. Ma szansę stworzyć własne rozumienie, tego, co się dzieje na scenie. Tak bardzo sztuka jest przyjazna, pojemna, otwarta na interpretację. I wzruszenie. Zaprasza do przeżycia wspaniałej przygody, która może trwać nieskończenie.



KRÓL MARIONETEK
Scenariusz, choreografia, reżyseria i opracowanie muzyczne: Izadora Weiss
Scenografia i lalki: Jan Polewka
Skrzypce: Weronika Weiss
Muzyka do piosenek: Grzegorz Turnau, Jerzy Wysocki
Aranżacje: Paweł Piątek

Aktorzy Teatru Lalka:
Michał Burbo, Beata Dudo-Perzyna, Roman Holc, Agnieszkka Mazurek, Wojciech Pałęcki, Anna Parusiło-pużyńska, Wojciech Słupiński.

Tancerze Białego Teatru Tańca : 
Beniamin Citkowski, Naomi Citriniti, Weronika Weiss/skrzypce/
premiera:15 marca 2018

Przedstawienie jest współprodukcją Teatru Lalka i Festiwalu Nowe Epifanie
zdjęcie: plakat Teatru LALKA autorstwa Weroniki Karwowskiej, fotografia Teatru Lalka