czwartek, 28 września 2017

OPOWIEŚĆ ZIMOWA TEATR NARODOWY

Najmocniejszą stroną OPOWIEŚCI ZIMOWEJ  o zazdrości i zemście prowadzącej do tyranii Williama Szekspira w reżyserii Marcina Hycnara jest jej wymiar wizualny. Sugestywny, silny, fascynujący. Przyciąga uwagę, przykuwa ją i do końca więzi. To on jest głównym narratorem emocjonalnych znaczeń. To on komunikuje, opisuje, komentuje, puentuje. Buduje nastrój, wyzwala emocje. Prowadzi nas przez ludzkie niebo, czyściec i piekło. Najpierw polaryzuje scenę na czerń i biel /świat jest szachownicą=podłoga, więzieniem=ściany są kratami, ludzie na niej pionkami /, co z góry pozycjonuje charakterologiczny ostry, jednoznaczny, ostateczny podział na dobrych i złych bohaterów, pozytywną i negatywną stronę mocy natury ludzkiej, systemów jakie tworzy i którymi zarządza. A priori. Wkraczamy do ziemskiego nieba. Krainy miłości, szczęścia, powodzenia. Idealnej, czystej, dozgonnej przyjaźni męskiej, kobiecej.  Później przestrzeń się zmienia, jest bez właściwości. To jakby czyściec. Królewskie komnaty to zupełnie pusta przestrzeń pozostawiona dla działań, zachowań, emocji ludzi.  Jedynie tron naznaczony silnie piętnem szaleństwa tu króluje. Akcja przenosi się też na wieś ale umiejscowiona jest w bezbarwnym barze, jedynie kostiumy stroją bohaterów w barwy rajskich ptaków. Są zabawne, szalone, błazeńskie, pochodzą z różnych porządków czasu i rzeczy/film, muzyka, burleska, popkultura, itd/. Czerń sali sądowej przełamana jest akcentem pomarańczowej więziennej sukni królowej, wiemy przecież, że czystej, niewinnej, niezrozumiale skrzywdzonej okrutnie. Pokój szpitalny reprezentowany jest jedynie przez nowoczesne, doskonale wyposażone łoże boleści, na którym król dojrzewa do świadomości, ile zła wyrządził żonie, rodzinie, królestwu, przyjacielowi. Cierpi, odczuwa ból straty. Piękny jest tunel przejścia i fascynujące morze wyczarowane z mgły i światła. Na końcu przenosimy się w wymiar  ostateczny. Dominująca krwawa czerwień sugeruje piekło. Generuje przemianę, oddycha żarem emocji i myśli. Jest tyglem, w którym z popiołu spraw, błędów przeszłych ma narodzić się nowa, lepsza, bardziej optymistyczna -już nie ziemska chyba- rzeczywistość. Nauka i nadzieja dla tych, którzy przetrwali.

To przekaz plastyczny scenografii i kostiumów, efekt wizualny wypracowany przez Martynę Kander jest decydujący w odbiorze sztuki, tekst jakby odsuwa się na plan dalszy. Może dlatego nie ma wskazania na  jednoznaczne, wyraźne motywacje, przyczyny, które uzasadniałyby w jakikolwiek sposób, dlaczego obserwujemy obraz samo nakręcającego się, zabójczego, chorego szaleństwa zazdrości mężczyzny, męża, króla Sycylii Leontesa  oskarżającego o zdradę kobietę, żonę, królową Hermionę i zemstę na niej. Ale niewykluczone, że pojawiła się podskórnie inna zazdrość, która się nakłada na pierwszą  lub w ogóle jest pierwszoplanowa, choć ukrywana, nie wyjawiona- wynik długoletnich, męskich relacji Leontesa i Poliksenesa, króla Czech, jego starego, dobrego, wiernego przyjaciela i próba zemsty na nim gdy  widzi, jak silna więź, fascynacja rodzi się pomiędzy nim a jego żoną Hermioną. Chora wyobraźnia sugeruje Leontesowi, że rodząca się dopiero damsko -męska  przyjaźń jest ważniejsza od starej, która ich, mężczyzn, łączy. Paranoja po prostu się pojawia, jakby znikąd, bez wyraźnej przyczyny, bez powodu.  I toczy się z coraz większą prędkością jak kula śniegowa. Rośnie w siłę i niszczy po drodze wszystko. Ma podłoże seksualne, ambicjonalne, mimo że nie ma żadnych sugestii, że chodzi o drugą kobietę, trudno dostrzec w nim także jakikolwiek aspekt polityczny. To go zaskakuje, i z niebywałą gwałtownością panuje nad nim, bo nie stawia tamy powinność stanu i pozycji, brak jest oporu rozsądku, nie zwycięża irracjonalnego, okrutnego w skutkach szaleństwa miłość do żony i dzieci/ułomne, drugie nienarodzone jeszcze/, myśl o przyszłości królestwa, za które winien być odpowiedzialny.

Inscenizacja wykorzystała techniczne możliwości sceny narodowej, potencjał zespołu aktorskiego, który jak zwykle nie zawodzi. Szekspir w jego późnym dziele, jest niejednoznaczny, mroczny, wyostrzony. Jakby u progu śmierci pozwalał sobie na badanie granic szaleństwa, prowadził dywagacje o nieobliczalności człowieka, nieprzewidywalności jego czynów, myśli, psychiki gdy skrywa swoją prawdziwą naturę, jej motywacji ukrytą siłę i głębię. Jest w stanie zniszczyć wszystkich i wszystko aby ukoić ból zawodu i zdrady, nawet jeśli jest tylko urojoną zmorą, niewiarygodnym cieniem prawdy. Samo przypuszczenie, domysł, myśl, projekcja, wyobrażenie ma niszczącą, zabójczą moc. Oto ciemna strona realnej siły ludzkiej kreacji, potęga sprawcza zmysłów. Nieuzasadnione przeczucie, które przeradza się w tyranię.

W jakim zakresie Oskar Hamerski to zagrał a Marcin Hycnar przedstawił reżyserując OPOWIEŚĆ ZIMOWĄ Williama Szekspira, każdy winien odpowiedzieć sobie sam. Jeśli zechce, zobaczyć może odniesienia do bieżącej polityki, aluzje do polskiej rzeczywistości, choć twardych dowodów, bezpośrednich tropów na to w inscenizacji nie ma. Spektakl, teatr czeka. Powodzenia:)

OPOWIEŚĆ ZIMOWA WILLIAM SHAKESPEARE
reżyseria: Marcin Hycnar
scenografia i kostiumy: Martyna Kander
muzyka i aranżacja: Urszula Borkowska
muzyka: Michał Lamża
ruch sceniczny: Maćko Prusak
reżyseria światła: Maciej Igielski
projekcje wideo: Tomasz Gawroński

obsada: Oskar Hamerski, Patrycja Soliman, Wiktoria Wolańska, Mateusz Rusin, Bartłomiej Bobrowski, Justyna Kowalska, Robert Jarociński, Mateusz Kmiecik, Arkadiusz Janiczek, Jarosław Gajewski, Karol Dziuba, Kinga Ilgner, Joanna Kwiatkowska – Zduń, Piotr Piksa, Paweł Tołwiński, Jakub Gawlik, Kacper Matula, Paweł Paprocki, Adrian Zaremba, Łukasz Borkowski, Hubert Paszkiewicz, Michał Barczak

premiera: 20 maja 2017

zdjęcie:Tomasz Urbanek/East News

środa, 27 września 2017

NOC KRETÓW (WELCOME TO CAVELAND) NOWY TEATR

Ten spektakl bawił, wprowadzał w dobry nastrój, dał nową, umowną, choć przewidywalną, perspektywę spojrzenia na życie inne niż ludzkie. Niestety, to co zobaczyć można było, bardzo je przypominało. Zeszliśmy do jaskini ze specyficznym mikroklimatem, jej mieszkańcami. Wkroczyliśmy w noc, my przyzwyczajeni do funkcjonowania w ciągu dnia ludzie. Podglądaliśmy życie kretów i uzmysłowiliśmy sobie, że są bardzo w swych zachowaniach podobni do nas, ludzi. A więc jest to spektakl o nas w innej, alternatywnej rzeczywistości i skórze/futrze, hahaa/. Bardzo korespondującej ze współczesnością.

Krety są wielkości człowieka i jak on się zachowują. Pracują dużo, ciężko jedzą obficie, smakowicie, kopulują instynktownie, mechanicznie, rodzą dzieci, gdy muszą, umierają gdy trzeba i potrafią się  pięknie bawić, grają jak undergroundowa kapela rockowa super przebojowe kawałki. Najgorsze, że jak ludzie, mordują/scena w teatrze cieni/. Człowiekowi trudno jest wymyślić coś zupełnie nowego, zresztą do końca przecież  nie wiadomo, czy my ludzie jesteśmy podobni do zwierząt, czy to zwierzęta do nas, ludzi.

Tu pomysł, reżyseria i scenografia Philippe'a Quesne wykorzystuje teatralność, świat mitów, wyobraźnię. Odnosi się do tego co znamy i lubimy. Co sprawia nam przyjemność, gwarantuje dreszczyk emocji i funduje doskonałą zabawę wszelką konwencją sztuki.  Obserwujemy mozolne przedzieranie się kretów przez materię ziemi, dekonstrukcję otoczenia, dokonywane w nim zmiany. Przedzieramy się z nimi przez kolejne plany akcji, zdzieramy zasłony, cieszymy się z powstających na żywo grafitti. Wszystko jest czytelne, bez mowy, bez używania zbędnych słów/pisane lub wypowiedziane niewyraźnie/, bez wymyślnych narracji, opowieści, skomplikowanych interakcji, relacji. Wszystko wydaje się jasne i proste. Bohaterowie sympatyczni, swojscy, znani. Doskonale pomrukiwaniem, gestem, czynem się komunikują ze sobą i z nami.

Nawiązuje w swej ogólnej wymowie ten spektakl do filmu Wernera Herzoga JASKINIA ZAPOMNIANYCH SNÓW, który pokazuje odkrytą stosunkowo niedawno jaskinię CHAUVET, udostępnia jej malowidła i zastanawia się nad mentalnością ludzi, artystów, którzy je tworzyli. Interesująca jest motywacja, dla której powstały, cel tworzenia, ich  przeznaczenie, rola, sens. Niewątpliwie ludzie prehistoryczni posiedli umiejętność przystosowania się, przetwarzania rzeczywistości, zmiany otoczenia.  Sztuka stanowiła sposób komunikacji, pozwalała się porozumieć, bez czego nie byłoby możliwe przetrwanie. Mimo dokonujących się zmian: miejsca, czasu, klimatu. Artysta na pewno nie czuł się z tych samych powodów twórcą jak dziś. Od tamtego czasu /ok. 40 tyś. lat/ uległa mutacji perspektywa patrzenia człowieka w przeszłość, on sam też się zmienił. Być może prehistoryczni artyści, jak dzisiejsi Aborygeni, uważali, że to nie oni tworzą rysunki, bo tylko użyczają swoje ciało duchowi, który wnika w nie/ich palce, dłonie/.  Człowiek jest narzędziem siły wyższej, która nad nim panuje, której trzeba się poddać. Myślenie nic nie da, bo człowiek nie ma możliwości zgłębienia motywacji, celów, woli Bogów. Nie wnikają więc w istotę dzieła, sens tworzenia, nie roztrząsają jego znaczenia. Dziś, by móc zrozumieć te rysunki w jaskini Chauvet, należy z niej wyjść , trzeba zdystansować się i poznać wszystko, co po czasie prehistorycznym zostało/inne jaskinie, ich zawartość, szczątki, malowidła, szkielety, figurki, narzędzia służące do polowania, itd/. Niewątpliwie cechowała człowieka jaskiniowego inna mentalność, właściwa mu duchowość. Społeczność, którą tworzył, doceniała przenikanie się i płynność wszystkiego. Sztuka była rodzajem komunikacji, porozumiewania się. Dziś zdajemy sobie sprawę, że trzeba wiedzieć bardzo wiele, by móc przybliżyć się do tego, co tak naprawdę chcieli nam powiedzieć o sobie, o swym świecie. Nawet jeśli nie myśleli w ogóle o nas.

Jest jednak poziom porozumienia poprzez piękno, prawdę, dobro zaklęte w świecie i sztuce, jej działaniu, które unieważnia miniony czas , wszystko, co zmienia ludzi. Powoduje odczuwanie silnej bliskości, mocnej więzi, trwałej wspólnoty. Tego, co łączy, spaja, utrwala a nie dzieli, niszczy, burzy. Tego, co wspólne, niewyzbywalne, trwałe. Dzięki zakodowanej w duchowości człowieczej wyobraźni i wrażliwości. Która wiele uczy a przede wszystkim wzrusza.

A więc WELCOME TO CAVELAND, na wspólną zabawę z kretami! Wierzcie, nie wierzcie NOC KRETÓW była cudna, wesoła, energetyczna. :)


Pomysł, reżyseria i scenografia: Philippe Quesne




Philippe Quesne
Po nauce w szkole plastycznej i dziesięciu latach pracy jako scenograf teatralny oraz aranżer przestrzeni wystawowej Philippe Quesne zakłada w 2003 grupę o nazwie Vivarium Studio, skupiającą aktorów, plastyków i muzyków. Tworzy i reżyseruje spektakle w przestrzeniach o charakterze „wiwarium”, służących obserwacji ludzkich mikrokosmosów. Spektakle (La Démangeaison des ailes, 2004; Des Expériences, 2004; D ‘après Nature, 2006 ; L’Effet de Serge, 2007; La mélancolie des dragons, 2008; Big Bang, 2010; Swamp Club, 2012; Anamorphosis, 2013) są międzynarodowymi koprodukcjami, a zespół prezentuje je w wielu krajach.

Od 2014 jest dyrektorem teatru Nanterre-Amandiers. W 2016 wystawił Caspar Western Friedrich w Kammerspiele w Monachium oraz Welcome to Caveland w Kunstenfestivaldesarts w Brukseli.

Charakterystyczną cechą teatru Quesne’a jest równouprawnienie scenografii wobec innych elementów spektaklu – aktorów czy samego performansu. To teatr, w którym kontempluje się obrazy.

Quesne nazywany jest wielkim czarodziejem teatru, który w ostatnich latach stał się jednym z ulubionych gości europejskich festiwali teatralnych./materiały Nowego Teatru/


VIDEO: https://www.youtube.com/watch?v=TZhPQFXSReU, https://www.youtube.com/watch?v=ChfVywggZV4

FANTAZJA TR WARSZAWA


FANTAZJA Anny Karasińskiej proponuje ekstremalnie minimalistyczną formę teatralną z maksymalnie rozpasaną wyobraźnią, zarówno u aktorów, jak i widzów. Bo zabawa polega na dowolności skojarzeń, całkowitej swobodzie interpretacyjnej, poczuciu humoru, otwartości na wszystko co nieznane, szalone, nietypowe. Jedyną obecnością na scenie jest ciało ludzkie, jego ubranie. Aktorzy używają własnych imion, bo każdy w decydującej mierze czerpie z siebie, poprzez siebie przedstawia. Nie ma żadnych wspomagaczy, rekwizytów, scenografii. Jesteśmy jednak nadal w teatrze, podział na scenę i widownię jest nie zaburzony, tradycyjny.  Z offu przez cały spektakl reżyserka moderuje przebiegiem spektaklu, decyduje o tym, co się dzieje na scenie, co aktorzy mają grać. Wyznacza aktorom ubranym w absolutnie neutralne, sportowe kostiumy/dominują szare, beżowe nijakie bluzki i ciemne spodnie/ zadania, podsuwa tematy, ustawia sytuacje. Poza tym nic nie ma poza czernią kotar luźno spływających wzdłuż ścian i podłogi. To pozwoli snuć wszelkie projekcje fantazji. Aktorzy jak ćwiczebne figury wchodzą, posłusznie wykonują polecenia swojego reżyserskiego guru. Może to też być słyszalny głos w ich głowie lub w głowie widzów. Może jest to głos demiurga, który w nieznanym, nie określonym celu przeprowadza eksperyment, w którym widzowie nieświadomi tego też biorą udział. Hulaj dusza, ograniczeń  w domysłach, CO TO OSTATECZNIE JEST, nie ma. Na początku dowiadujemy się, że całość nie ma dokładnego scenariusza. Akcja jest dynamiczna, zmienna, za każdym razem przedstawienie ma inny przebieg. Ważna jest natychmiastowa reakcja, celna improwizacja, łatwość wchodzenia w rolę, umiejętność skupienia na sobie uwagi. Inwencja, wyobraźnia, kreatywność. 

Spektakl jest w zasadzie bardzo statyczny, opiera się na mowie ciała, geście, a przede wszystkim mimice, grymasie, wyrazie twarzy, spojrzenia, itd. Jest bardzo zindywidualizowany. Dialogów właściwie nie ma, no, może są dwa. Interakcji nie ma za wiele również. Nie doczekamy się tradycyjnej akcji, konsekwentnej, sążnistej narracji na konkretny temat, problem, sprawę. Jest opowiedziana i zilustrowana historia o wężu. Najważniejsze są emocje, ich wyraz. Przekaz. Najważniejsza jest komunikacja w tak bardzo ograniczonym zakresie słów, jakie mają do dyspozycji aktorzy. Ale głównie to  nie oni mówią a reżyserka. 

Prostota, bezpośredniość, szczerość, natychmiastowa reakcja na postawione zadanie decyduje o celności interpretacji, takiej reakcji, która wszystkich zadowala. Bo są to polecenia krótkie, sytuacje skondensowane, okrojone, maksymalnie minimalistyczne. Wszystko po to, by zostawić jak najwięcej przestrzeni niczym nie zaburzonej, nie zaśmieconej, nie odciągającej od meritum celu, jaki winno się osiągnąć. Przy czym wyobraźnia aktorów i widzów często zderza się w finale reakcji aktorów na postawione zadanie.  

Tak, przez godzinę bawią się aktorzy z widzami w teatr wyobraźni, ścigają się w wymyślaniu szybkich reakcji, stwarzaniu w myśli kontekstu, wizualizacji optymalnego obrazu dla określonej z góry sytuacji. Aktorzy mają ograniczone środki wyrazu, nie mogą się ukryć w kostiumie roli, i tak obnażeni skazani są na zdradzanie widzom własnych walorów, cech osobniczych, intymnych, własnych tylko. Oczywiście wykorzystują stereotypy myślowe, wzorce, standardowe szablony obowiązujących reakcji, zachowań. 

Pomysł sceniczny na sprawdzenie siły wyobraźni, otwartości, możliwości komunikacyjnych w ogromnym ograniczeniu możliwości jest świeży, zaskakujący, nietypowy. Bardzo dowcipny, inteligentny, oparty na grze skojarzeń. Prowokowaniu fantazji. Podążanie za nią jest niemożliwe.  Bo tu mamy tylko trening, rozpoznanie, ćwiczenie. Sprawdzanie czy to działa. Na poziomie sygnalizującym, elementarnym wystarcza, satysfakcjonuje. Ale czy nie jest do jednorazowego użytku? Być może, ale ujmuje ta lekkość, swoboda przyjętej konwencji, intensywność formy, która przynosi wytchnienie, śmieszy, bawi. Może dopiero później daje do myślenia.

Wbrew pozorom, spektakl poruszał wiele tematów. Prowokował i zderzał wiele skojarzeń, obrazów, myśli. Ośmielał i dawał pewność co do tego, że wszystkie skojarzenia, pomysły na wyobrażenia danej sytuacji są możliwe. Nie wyznaczał granic, nie tworzył barier, nie narzucał ograniczeń. W efekcie stawiał pytania, które z czasem dopiero do widzów dotrą. Przyniosą refleksję gdy znów zechcą widzowie na temat FANTAZJI myślami poszaleć. Rozpamiętywać. Bo działają podskórnie, w indywidualnym wymiarze.  Czy to jest jeszcze teatr? Czy taka koncentracja intensywności, wywołująca wrażenie całkowitej improwizacji opartej na indywidualnej emocją zaprawionej wrażliwości wystarczy? Co z tego wynika? Co zostaje?

Oto moja fantazja na temat spektaklu. Gdzieś wysoka, nad nami na widowni i scenie znajduje się demiurg, niczym Bóg decydujący o tym, co ma się wydarzyć. Panuje, porządkuje, włada. Mamy wolną wolę, bo ta pozwoliła nam w teatrze na ty spektaklu być. Ale do końca całkowitej swobody nie ma. Głos, niczym imperatyw wewnętrzny, siła wyższa pojawia się i inicjuje myśl-zadanie, w krótkich komunikatach sugeruje sytuacje do odegrania. A każdy z nas, łącznie z aktorami na scenie podążają za nimi, rozwijając natychmiast swoje interpretacje. Skupiamy się posłusznie na efektach wykonywanych poleceń. Te zderzają się w niewidzialnym sparingu, porozumiewają, komunikują. Wywołują żywą, spontaniczną reakcję widowni/śmiech, prychnięcia, komentarze, klaskanie/. Zmiany ustawień aktorów są liczne, tempo narzucone  duże. Nie ma czasu na myślenie. Starcza go tylko na reakcję. Galopujemy wciągnięci w wir zdarzeń, na które nie mamy właściwie wpływu. Jednak mimo wszystko manipulowani, ustawiani, sprawdzani. A, że się doskonale bawimy, nie widzimy, nie odczuwamy tego, jak łatwo ulegamy sugestiom, jak szybko przychodzi nam się podporządkować temu głosowi nie naszemu, bo pochodzącemu z zewnątrz. Nie kwestionujemy go, nie oceniamy, nie sprzeciwiamy się mu, nie odrzucamy. Bo wydają się niewinne, proste, oczywiste. odnoszą się do naszego wspólnego doświadczenia, wyuczonych zasad zachowania, oczekiwanych reakcji, podobnego kojarzenia, z niewielkim odbiciem interpretacyjnym. Oceniamy za to grę, wykonanie zadań. Natychmiast konfrontujemy je z własnymi fantazjami. Zapominamy, że przed nami stoją aktorzy i choć używają swych prawdziwych imion,  muszą wykonywać polecenia, najszybciej, najlepiej jak potrafią, w które a priori wpisany jest już komentarz, informacja, interpretacja, zakodowane ustawieniem znaczenie ostateczne jak mamy rozumieć kontekst, sens, cel, który nie jest ukryty, nieznany a jasno określony, dopowiedziany, wyjaśniony. My nie musimy a jednak z dużą przyjemnością ulegamy, wchodzimy do tej gry automatycznie, spontanicznie, naturalnie. A więc tak to jest z tym rządem dusz? Z tym wnikaniem w nas dla zawładnięcia naszej myśli, mowy i uczynku? W każdym razie tak to może się zaczynać. Za naszą zgodą, akceptacją.

FANTAZJA to drugi spektakl  po EWELINA PŁACZE  zrealizowany przez Annę Karasińską w TR Warszawa. Z sukcesem:)  

FANTAZJA 
 reżyseria: Anna Karasińska
 dramaturgia:Magdalena Rydzewska, JacekTelenga
         scenografia i kostiumy:Paula Grocholska
         choreografia: Magda Ptasznik
         reżyseria światła: Szymon Kluz
         asystentka reżyserki, inspicjentka: Malwina Szumacher
         kierowniczka produkcji: Katarzyna Białach

  obsada: Agata Buzek, Dobromir Dymecki, Rafał Maćkowiak, Maria Maj, Zofia Wichłacz,
               Adam Woronowicz

premiera: 9 kwietnia 2017

wtorek, 26 września 2017

POCIĄGI POD SPECJALNYM NADZOREM TEATR DRAMATYCZNY


Plakat do spektaklu POCIĄGI POD SPECJALNYM NADZOREM -intrygujący, piękny, dwuznaczny- sugeruje tajemnicę możliwego przenikania się sacrum z profanum. Ocalenia czystości, niewinności, ufności w trudnej prozie życia zupełnie zwyczajnego człowieka, żyjącego w miejscu gdzie diabeł mówi dobranoc, w czasach najokrutniejszej wojny nowożytnej. Gdy jest sytuacją zaskoczony, w ogóle do niej nie przygotowany. Jakby dawał pewność, że Milosz Pipka, główny bohater, już nie dziecko jeszcze nie mężczyzna, o delikatnych, subtelnych rysach twarzy postąpi jak trzeba, przejdzie z dziecięctwa w wiek męski z godnością, męstwem i odwagą dojrzałości. A to daje nadzieję i przynosi otuchę. Unieważnia nieznośną lekkość bytu.

Bo jest to rzecz o inicjacji, o dojrzewaniu, o tym, że zawsze i wszędzie można walczyć o przetrwanie. Poprzez dystans poczucia humoru, który rozładowuje największe lęki, poprzez śmiałe/instynktowne, lubieżne, rozpasane/ zachowania seksualne, czynne, zakonspirowane zaangażowanie w działania ruchu oporu. Prostota tych środków ratunku i walki jest rozbrajająco naturalna, jakby przypadkowa, zaskakująca, spontaniczna /pieczątki z niemiecki tekstem odciskanie na pupie miejscowej, młodej dziewczyny/. Człowiek zawsze może znaleźć sposób ocalenia sięgając po motywacje, predyspozycje, siłę drzemiącą w nim samym. I w jego, nawet najbanalniejszym, groteskowym otoczeniu. Jeśli popełnia błąd, upada, to nie załamie się ostatecznie, a szukając, uczy się, korzysta z wiedzy mądrzejszych, starszych, bardziej doświadczonych ludzi. Ze spuścizny-jak ze wzoru postępowania, inspiracji, odniesień- przeszłych pokoleń/wspomnienia o rodzinie, szczególnie ojcu, dziadku Milosza/.

Zatrzymujemy się więc na stacji kolejowej. Ogniskującej zwyczajne życie  zwyczajnych ludzi ale w niezwyczajnych czasach. I to zderzenie tego, co dotąd było naturalne, oczywiste, proste z sytuacją nową, wymagająca samookreślenia, zmiany, dostosowania jest najciekawsze. Marazm życia na stacji kolejowej przerywany jest przejazdem pociągów pod specjalnym nadzorem. Miedzy peron, na którym od czasu do czasu pojawiają się retrospekcje, drezyna a zagracone, typowe biuro wdziera się gwałtem okrucieństwo wojny. To mocny scenograficzny gest. Ostry kontrapunkt. Całość ilustrowana jest muzyką wykonywaną na żywo, co szczególnie uatrakcyjnia oglądanie sztuki. Światło buduje nastrój, kostium podkreśla wymowę charakterystyki postaci. Zawsze jednak z przymrużeniem oka, w samoobronie poczucia humoru, bez powagi, grozy, patosu, który nie ma prawa tu zagościć. Zapanować nad ludźmi. Bo w miejscu gdzie nie ma Boga, mitu, alegorii, symboli a człowiek jest pozostawiony sam sobie i nie ma na nic wpływu, wszystko jest dozwolone. Możliwe. W sposób naturalny i prosty niewinne.

Zwykłe, banalne, prowincjonalne życie, a więc i akcja spektaklu, toczy się niespiesznie. Grzęźnie w meandrach poszczególnych narracji. Różnorodność opowieści/wspomnienia, sny, przeżycia, relacje, sprawozdanie, piosenka/ buduje obraz mentalny normalnych, zdroworozsądkowo myślących ludzi. Cieszących się życiem, pomagających sobie w miarę możliwości, bezpośrednich, bez wielkich ambicji. Szukających miłości, spokoju, spełnienia na własną miarę sił i możliwości. Milosz Pipka Otara Saralidze, delikatny i niewinny w posturze i charakterze, podążając drogą prób i błędów, upadku, obserwacji i wewnętrznych dywagacji w poszukiwaniu męskości, osiąga dojrzałość godną ludowego herosa. Doszlusowuje do spokoju wiecznego, choć nie był to przecież jego cel życia. Poprzez śmierć- co budzi współczucie, smutek straty,żal- dorasta do archetypu świętego, jakim go z powodzeniem w pełnym realizmie i naturalności przedstawia spektakl i zapowiadający go plakat. Zmieniając się, pozostał sobą: prostodusznym, prostolinijnym,  ani śmiesznym, ani tragicznym, normalnym, młodym człowiekiem, osiągającym cel u kresu drogi do siebie samego. Dyżurny ruchu Całusek w roli seksualnego mentora, nie przegapia żadnej okazji, by się sprawdzić i zaspokoić. Nie awansuje, nie pretenduje do roli bohatera, korzysta z życia z fantazją. Żyje zgodnie ze swoja naturą, robi swoje. Robert Majewski wygrywa  lekko i naturalnie wszelkie cechy komediowe, również te podskórnie dramatyczne. Zawiadowca stacji w interpretacji Henryka Niebudka to miłośnik gołębi i niestraszny strażnik moralności. Chodzi w poplamionym odchodami ptasimi mundurze, wieszczy Sąd Ostateczny, który przyniesie kres tej prowincjonalnej Sodomie i Gomorze. Jego żona, przepięknie, wzruszająco grana przez Małgorzatę Niemirską, z godnością dojrzałej, doświadczonej kobiety sprostała próbie seksualnego pokuszenia. Zobaczyliśmy wstyd i pożądanie, matczyne ciepło i troskę, takt przyjaciółki, walkę jej bohaterki z samą sobą. Aktorka lirycznie wykonała piosenkę o wiśniach, która uzasadniała jej postawę, stan emocjonalny. Z czułością i troską mądrości życiowej opowiadała o konsekwencjach relacji chłopaka i dziewczyny. W roli tej objawiła się siła klasycznego aktorstwa, mocno akcentującego skrajnie różne, gwałtownie zmieniające się stany emocjonalne granej postaci. Warsztat, precyzja, doświadczenie Małgorzaty Niemirskiej osiągnęły cel: Żona Zawiadowcy robi piorunujące wrażenie!!! To wspaniała rola.  Pozostałe aktorki: bezpruderyjna, zmysłowa Telegrafistka Święta Marty Kowalik, tajemnicza, nad wyraz giętka, choć połamana cyrkówka Wiktoria Freire Agaty Wątróbskiej, niewinna, szczera, prostolinijna Masza Agaty Góral dopełniły portrety kobiet, niekoniecznie mrocznych przedmiotów pożądania świata męskiego. 

Spektakl na podstawie prozy Bogumila Hrabala  w komunikatywnym przekładzie Andrzeja Czcibora-Piotrowskiego swój swojski nastrój, urok wesołej naiwności, ujmującej prostoty, szczerej intencji, spójność i przejrzystość konstrukcji zawdzięcza reżyserii Jakuba Krofty, który tak wykorzystał doskonałą adaptację Janusza Andermana i poprowadził aktorów Teatru Dramatycznego, że wprowadzając widza w spokojną, znojną, nudną codzienność prowincji w czasach wojny, która się gdzieś daleko toczy, o czym sygnalizuje tylko wiszący w biurze portret Hitlera, inspekcja i  przemykające pociągi pod szczególnym nadzorem, pokazał jej specyfikę, witalność, siłę. Ujawnił cenę, jaką można zapłacić za dojrzałość. Odpowiedzialnie podjętą męską decyzję, bo znane jest jej ryzyko. Milosz Pipka, podobnie jak jego dziadek, przeciwstawił się swoją indywidualną postawą machinie wojennej. Wykonał niebezpieczne zadanie. Gdyby wszyscy poszli jego śladem wojna miałaby zupełnie inny przebieg. Nie tak okrutny, złowieszczy, dalekosiężny. I to jest to przesłanie. Mówi o dojrzewaniu jednostki do dorosłości, do podejmowania przez nią świadomych decyzji, które ważne są nie tylko dla niej samej ale mogą zdecydować o losach wielu innych ludzi. Ba, ludzkości, całego świata, gdyby wszyscy, literalnie wszyscy poszli jej śladem. Wskazuje skąd czerpać wiedzę, nadzieję i miłość. Pomaga zachować czystość, niewinność, prawość, która może śmieszyć ale tak naprawdę może też ratować z wszelkiej opresji godność i honor. Szacunek do samego siebie. Zwykłą ludzką przyzwoitość. Nie nakazuje postępować tak, jak trzeba. Pokazuje jak w sposób niewymuszony, naturalny rodzi się dojrzała świadomość siebie i świata. I jak ważna jest społeczność, do której się przynależy. Jej stosunek do życia, do śmierci, do tego, co się na świecie dzieje. Bo dojrzewanie Milosza Pipka przebiega pod jej specjalnym nadzorem. 




POCIĄGI POD SPECJALNYM NADZOREM 
BOGUMIL HRABAL
przekład: Andrzej Czcibor-Piotrowski
adaptacja: Janusz Anderman
reżyseria: Jakub Krofta
scenografia, kostiumy: Aneta Suskiewicz
muzyka: SzaZa/ Paweł Szamburski i Patryk Zakrocki
reżyseria świateł: Damian Pawella
projekcje: Jakub Lech

obsada:
Otar Saralidze - Milosz Pipka
Henryk Niebudek – Zawiadowca
Małgorzata Niemirska - Żona Zawiadowcy
Robert Majewski - Dyżurny ruchu Całusek
Mariusz Wojciechowski -Maszynista Książę
Marcin Sztabiński - Grzeczny, dyrektor ruchu
Piotr Siwkiewicz - Radca Murarick
Martyna Kowalik- Telegrafistka Święta
Agata Góral – Masza
Agata Wątróbska - Wiktoria Freie

premiera: 22.09.2017

zdjęcie, plakat : Kasia Chmura-Cegiełkowska, na plakacie Otar Saralidze, plakat wykonała ekipa w składzie: Aneta Suskiewicz - stylizacja, Anka Korzeb - makeup, Maja Wójcik -postprodukcja

piątek, 22 września 2017

ANONIM TEATR SOHO


Spektakl ANONIM wyreżyserowany przez Karolinę Kowalczyk według scenariusza Alicji Kobielarz w Teatrze SOHO tak wyraziście charakteryzuje bohaterów i ich wzajemne relacje, że nie budzi wątpliwości jego przesłanie- coraz bardziej stajemy się samotnymi, zamkniętymi w sobie, anonimowymi ludźmi. Śle ku nam komunikat, że zawsze jest szansa na zmianę sytuacji, relacji, życia. Ostrzega nas przed całkowitą alienacją, bo jej skutki są złe, destrukcyjne, smutne.

Poznajemy ojca, rasowego naukowca, który, nie interesował się nigdy swoim dzieckiem. Zamknięty coraz bardziej w swoim świecie badań, poszukiwań, wylogował się całkowicie z realu, z życia żony, córki, innych ludzi. Nic dziwnego, że jej nie zna, nie wie kim jest, co robi. Opuścił ją, zdezerterował, zamknął się w swoim świecie nauki, w sobie, w domu. Bardziej lub mniej świadomie. A że jest człowiekiem coraz starszym, jego sytuacja się komplikuje, zaostrza.

Córka, młoda, zdolna dziewczyna, mogła być kim tylko by zechciała. Wybrała tworzenie komiksów jako formę ekspresji i komunikacji ze światem. Jest równie samotna, niezorganizowana, niezaradna życiowo jak ojciec. Dziesięć lat była za granicą. Teraz wróciła i próbuje nawiązać kontakt z ojcem. Nie jest to łatwe, bo oboje nie potrafią ze sobą rozmawiać, być. Oboje się nie znają. Ich spotkania są katastrofą.

Tak naprawdę są dla siebie ludźmi obcymi, anonimami. Podobnie jak trzecia osoba obecna w sztuce- młody chłopak, o którym nic nie wiadomo, bo nie chce zdradzić kim jest, co robił i dlaczego najpierw pomaga ojcu, później córce. Spełnia rolę łącznika, katalizatora, dobrej duszy. Jest tym, który pokazuje czego obojgu brakuje. Ojcu opieki, zainteresowania, wspomagania. Córce miłości, której nie zna, chłopaka, przyjaciela, kumpla, którego nie ma, wsparcia, towarzystwa, którego bardzo pragnie. Wizualizuje ich potrzeby materialne, fizjologiczne, emocjonalne, uczuciowe. Spełnia je, daje przedsmak tego, jak wspaniale, cudownie i szczęśliwie można żyć, realizować się i rozwijać. Tytułowy ANONIM to brakujące ogniwo w relacjach międzyludzkich, które łączy, scala, pozwala zrozumieć sytuację, drugiego człowieka. Dopełnia, naprawia, uczy. Po prostu jest. To anielska cierpliwość, bezinteresowność, prostota. Po prostu idealne dziecko, opiekun, idealny przyjaciel, kumpel, idealny partner, kochanek. Ale też ANONIM to synonim OBCEGO,  NIEZNANEGO, WYALIENOWANEGO jakim się dziś człowiek staje.

Sztuka w bardzo przystępny, by nie powiedzieć łopatologiczny sposób uzmysławia błędy jakie popełniamy w relacjach z ludźmi, jak destrukcyjne sytuacje sami sobie stwarzamy. A jeśli z najbliższymi w ogóle nie mamy kontaktu lub mamy tak zaburzoną komunikację, jak to spektakl pokazuje, nic dziwnego, że stajemy się ANONIMAMI. Ale nieznajomy chłopach udowadnia też, że nie jest to sytuacja beznadziejna, całkowicie bez wyjścia, choć na taką wygląda. Dając przykład, rozbudza nadzieję. Unieważnia, to co było w przeszłości i od podstaw, uczy krok po kroku, co zrobić, by ścieżki życia ojca i córki na powrót się połączyły. Nic dziwnego, że chłopak w końcówce sztuki przepada, znika. Jakby był hologramem, archetypem zachowań, postaw, reakcji, których bohaterowie nigdy nie znali,  nie stosowali lub odrzucili. Albo zapomnieli. Ten wzór, program naprawczy jest już niepotrzebny, bo został z sukcesem wdrożony.

Spektakl ma przemyślaną konstrukcję opartą na kontraście zarówno postaw, charakterów, jak i otoczenia. Pomysłowa, ciekawa, dopełniająca scenografia podkreśla wagę i ostrość poruszanych problemów. Życie codzienne jest szare, bure, byle jakie, zabałaganione a więc i na scenie dominują te kolory, które  je ilustrują. Nieatrakcyjne. Ojca w świecie nieustannych badań, córki tworzącej w stercie nierozpakowanych od powrotu z zagranicy pudeł. Dla tej mizerii egzystencji w kryzysie stworzyła Katarzyna Załęska szarą, zakratowaną ścianę, na której wyświetlane były geometryczne galimatiasy, abstrakcyjne ścieżki, labirynty. A w momentach gdy córka zaczynała tworzyć, podświetlano okienka i stawały się żywymi, kolorowymi komiksowymi obrazkami, które na naszych oczach uzyskiwały treść, kształt i formę ostateczną. Te chwile pracy były radosne, szczęśliwe. Poprzez wyrazistość grafiki komiksu, autentyczność ruchu, wydawały się mieć więcej witalności, siły w sobie niż to realne, osobiste życie córki. Pokazywały piękno kreacji. Jej moc i walor twórczy. Jakby podpowiadały, że w prawdziwym życiu też wszelka zmiana, korekta i równie silna intensywność jest możliwa. Scenografia i światło, i muzyka wykonywana na żywo fantastycznie podbiły myśl autorki i reżyserki sztuki.

Spektakl pokazuje prostą, elementarną drogę odkrywania, jak poznać siebie nawzajem, jak być ze sobą, dla siebie. Jak wykonać pierwszy krok naprawy życia, relacji. Jak wychodzić z samotności, opuszczenia. Bo cały potencjał twórczy jest w nas. To jego wartość. W dzisiejszych czasach naprawdę nie do przecenienia. Tak łatwo być dziś ANONIMEM, galopującą samodestrukcją. Tak łatwo być dziś  ANONIMEM, który każdemu w opresji może pomóc.


ANONIM
reżyseria: Karolina Kowalczyk
scenariusz: Alicja Kobielarz
muzyka na żywo: Maciej Witkowski
scenografia/kostiumy/ projekcje: Katarzyna Załęcka
światła: Zofia Krystman
koordynacja produkcji: Alicja Brudło
realizacja scenografii: Tomasz Grabowski, Mikołaj Grabowski, Marcin Harasimowicz
szycie kostiumów: Joanna Kotowicz
charakteryzacja: Agata Król
producent: Studio Teatralne Koło

obsada: Bartosz Mazur, Wiktor Korzeniewski, Diana Zamojska

premiera: 16 września 2017 r.