wtorek, 2 stycznia 2018

MĄŻ I ŻONA TEATR POLSKI

MĄŻ I ŻONA Aleksandra Fredry w reżyserii Jarosława Kiliana to bardzo udana produkcja teatralna. Już wchodząc na widownię, siadając w fotelu czujemy, że będzie interesująco, ze będzie wspaniale. Obiecuje to piękna, elegancka scenografia wizualizująca wnętrze domu marzeń w stylu art deco z niepokojącym widokiem, jak z mrocznego horroru, wdzierającym się przez okno.  Zdradza cały zamysł inscenizacyjny komedii, której beztroskę zabawy, perypetii zdrad małżeńskich, komfortowego, próżniaczego życia elit zakłócają symptomy nadciągającej wojny, katastrofy, końca tego przedstawianego świata. 

Poznajemy młodych bohaterów, którzy bezpruderyjnie choć za zasłoną starej, dobrej hipokryzji, śmiało sobie poczynają w  relacjach damsko-męskich. Korzystają z życia, możliwości, każdej nadarzającej się szansy, by zaspokajać swoje zachcianki, potrzeby erotyczne. Rekompensują swoje porażki, wykorzystują sposobność, by osiągnąć własne cele. W tej lekkiej, przyjemnej, słodkiej egzystencji opakowanej luksusem, sprowokowanej nudą widać rysy samotności, zagubienia i dekadencji ludzi goniących za doznaniem rozkoszy, która prowadzi donikąd. Zuchwałość poczynań, płytkość i miałkość gier miłosnych dowodzą  niedojrzałości małżonków,  fasadowości instytucji małżeństwa, braku działania zasad moralnych, które się tu łatwo lekceważy, bez trudu omija, bez wyrzutów łamie. Co prawda młodość musi się wyszumieć, młodość musi eksperymentować, sprawdzić, doświadczyć zanim okrzepnie, wejdzie w stare koleiny ale ta nieznośna lekkość zdrady, akceptacja rozwiązłości, powszechność obłudy pokazuje zmurszałość systemu, który konstytuuje powierzchowność związków międzyludzkich, degraduje moralnie i uczuciowo ludzi.   

Fredro, za nim Kilian, nadal pokazują prawdę o pogoni ludzi za namiastką, iluzją. Zatraceniem człowieka w grze pozorów. Jego balansowaniu na powierzchni, ucieczce przed wnikaniem w głąb, drążeniem istoty rzeczy. Ilustrują naturę człowieka, który mając wszystko/młody, piękny i bogaty/, ciągle niezaspokojony, szybko znudzony, niechętny wszelkiemu wysiłkowi, gorączkowo na oślep nowych podniet, kolejnych obiektów pożądania szuka. Nie boi się konsekwencji, nie obawia błędów. Brnie ślepo w przygodę, podejmuje ryzyko. Gubi miłość, bo wybiera żądzę. I wkłada w to wiele wysiłku, energii. Karmi pychę, zaspokaja próżność. Uprzedmiotawia, co w nim, w innych żywe. Bawi się, nie walczy. W kamuflażu doskonałej formy nęci, przyciąga, mami osuwając się w śmieszność i banał. Niefrasobliwie dobre, wartościowe życie sprowadza do farsy, dziecinnej igraszki.

I jest zabawnie, cudownie. Każdy dostaje to, w co wydaje się mu, że wierzy. Ale chwytając przelotną okazję, traci coś zawsze. W końcu odkrywa, że wymogów życia nie da się oszukać. Zasad ostatecznie złamać. Wszystko wraca na swoje miejsce, choć wiemy, że raz przekroczone granice nigdy nie zamykają się na przeżycie nadarzającej się przygody. Mimo czającej się grozy w tle. Mimo świadomości porażki, nadciągającej katastrofy. Pamięć miłego doznania, pokusa jest zbyt silna.

Taki jest ten teatralny obraz. Doskonały ze skazą. Nutą zepsucia. Wymazywanym cieniem grzechu. Wypieraną perspektywą wojny/zabawa maskami gazowymi, radiowe przemówienie Becka, syrena przeciwlotnicza/. Wszyscy wydają się szczęśliwi, beztroscy, bezkarni. Radzą sobie jak mogą. Prowadzą grę na wielu frontach. Ponętna Elwira Marty Kurzak, zdradzana żona zdradza męża, hrabiego Wacława Maksymiliana Rogackiego z przyjacielem domu Alfredem Piotra Bajtlika. Pokojówka Justysia Lidii Sadowej, ładna, zaradna, sprytna dziewczyna ostatecznie przegrywa, chcąc zyskać najwięcej. Manipuluje, intryguje wykorzystując swoje zalety charakteru, urodę/flirt z Alfredem i Wacławem, próba kompromitacji Elwiry, oczekiwanie, że Kamerdyner z nią wyjedzie/. Tylko Kamerdyner Tomasza Błasiaka zachowuje profesjonalny dystans i dyskretnie, milcząco obserwuje, podejmuje rozsądne decyzje.

MĄŻ I ŻONA w świetnej reżyserii i sugestywnym opracowaniu muzycznym Jarosława Kiliana to wspaniała rozrywka, interesujące, bardzo dobre przedstawienie. Wszystko w nim gra. I zachwycająca, wyrafinowana artystycznie scenografia, i piękne, stylizowane na okres międzywojenny kostiumy Doroty Kołodyńskiej, i ruch sceniczny Iwony Runowskiej, łącznie z symboliczną sceną końcową. Atutem dopełniającym jest zdyscyplinowana, spójna, zespołowa gra aktorska z wybijającą się rolą pokojówki Lidii Sadowej. To młodość, energia, zapał są napędem spektaklu, który pokazuje, że komedia salonowa hrabiego Aleksandra Fredry nadal bawi i uczy. Nadal celnie komentuje rzeczywistość, prześwietla naturę człowieka.

MĄŻ I ŻONA Aleksander Fredro
reżyseria: Jarosław Kilian
scenografia i kostiumy: Dorota Kołodyńska
ruch sceniczny: Iwona Runowska
projekcje: Jagoda Chalcińska
opracowanie muzyczne: Jarosław Kilian

obsada: Maksymilian Rogacki, Marta Kurzak, Piotr Bajtlik, Lidia Sadowa, Tomasz Błasiak

premiera: 18.05.2017

0 komentarze:

Publikowanie komentarza