poniedziałek, 11 listopada 2019

HIERARCHIA POTRZEB BACKA TEATER w Göteborgu SZWECJA


HIERARCHIA POTRZEB, spektakl Backa Teater z Göteborga w Szwecji, ma formę performatywnego eksperymentu, którego przeprowadzenie uzmysławia, że pogrążeni jesteśmy w chaosie. Scena, otoczona ze wszystkich stron publicznością jest prawie pusta. W centrum stoi krzesło, obok roślina w doniczce. Nad nimi wiszą  ekrany, na których wyświetlane są w czasie trwania spektaklu bieżące ujęcia kamery, filmy nakręcone wcześniej, przedstawiające spotkanie ze znajomymi z Syrii, którzy są aktorami bez teatru, gdzieś poza granicami konkretnego miejsca i czasu. Obrazy nakładają się na siebie, przenikają się. Unieważniają granice miejsca, znoszą pojęcie czasu.  Świat jest teatrem, teatr światem, w którym wszystko się zrelatywizowało, nikt na nic nie ma wpływu, synonimy są antonimami, a największa potrzebą, nadzieją, koniecznością jest nawiązanie, podtrzymanie, zachowanie kontaktu człowieka z człowiekiem, człowieka z naturą, rzeczywistości z iluzją. Człowieka ze sztuką, sztuki z publicznością. Życia ze śmiercią i śmierci z życiem. Realiów wojny z realiami pokoju. Nie czujemy się bezpieczni, bo tkwimy w ciągłym konflikcie, w permanentnej wojnie. By przetrwać, gotowi być musimy do nieustannego rozpoznawania nowych sytuacji, przystosowywania się do nich. Co i tak nie gwarantuje osiągnięcia celów, nie rozwiązuje problemów. Nigdy nie można  mieć pewności, że ocalimy siebie, świat. Pragnienie przenika się z usiłowaniem spełnienia ale najważniejszy jest sam proces, samo działanie. Powinniśmy być przygotowani- ale nie jesteśmy, nigdy nie będziemy- zarówno do walki o życie, jak i do walki ze śmiercią. Zazwyczaj sytuacje kryzysowe nas zaskakują, trzeba improwizować, szybko reagować, dawać sobie radę. Poruszamy się po spirali cyklicznych powtórzeń. Zataczamy koło historii, by zacząć wszystko od nowa. Od podstaw. Od początku.

Chcielibyśmy wiedzieć kim jesteśmy, gdzie jesteśmy, jakie jest nasze przeznaczenie ale odkrycie tego jest bardzo trudne a rezultat nieostateczny, nieoczywisty, płynny. Musimy grać różne role. Rozpoznać sytuacje, siebie, świat. Hierarchie potrzeb, wartości. Wszystko redefiniować, Dobrze byłoby wiedzieć czego się chce, w jakim punkcie się jest, dokąd się dąży. Priorytetem wydaje się codzienność, jej rytuały pozwalają przeżyć. Jednak równie ważny jest szerszy kontekst, który nadaje jej sens, wartość, daje szansę skupienia się na tym, co najważniejsze.

Hierarchia dotyczy potrzeb fundamentalnych, podstawowych, niezbywalnych. By móc żyć, by godnie umierać. Potrzebne jest silne poczucie tożsamości, wolności/w Syrii za wypowiadanie słowa "wolność"grozi śmierć/, kreacji rzeczywistości, pisania dla niej scenariuszy, wcielania ich w życie, poczucie realnego, nie wirtualnego istnienia. Relacji z drugim człowiekiem, z naturą, z bogiem/nawet jeśli go nie ma/. Potrzeba kontaktu, która daje szansę dostępu do informacji, akceptacji, porozumienia. Przeprowadzenia dowodu na istnienie lub nieistnienie. Dla empatii, tolerancji, odpowiedzialności. Współtworzenia.

To istotne, że scena jest pusta, wyczyszczona, pozbawiona rodzajowości. Tym samym otwiera się na wszystko, a to, co się na niej pojawi staje się wyraziste, znaczące. Pojawiają się on/ ona, znajomy/nieznajomy, autor scenariusza Adel w sferze artystycznego ryzyka/ Josefin, która wkracza na scenę z widowni, strefy komfortu. Później dołączają do nich pozostałe osoby/publiczność/aktorzy, którzy również rezygnują z roli obserwatora, uczestniczą w toczącej się  narracji, współtworzą akcję. Wtrącają się, dyskutują, są niepokorni, aktywni. Grają i tańczą. Josefin jest widzem/aktorką/rośliną/ znów publicznością/znów aktorką/ ale też aniołem. Gra różne role. Jakie ma kompetencje? Czy ma papiery potwierdzające, że jest aktorką? Udowodnić to musi grając.  Przedstawia swoją pierwszą rolę. Sama więc deklaracja się nie liczy, dokumentacja ją legitymizująca też nie. Ostatecznie ważne zdaje się to kim człowiek jest, co potrafi, ile jest rzeczywiście wart. A jeśli tak jest można go ocenić, wycenić, uprzedmiotowić. Instrumentalnie, bezdusznie traktować. Pozbawiać godności, wolności, tożsamości. Gdy jest zbędny usuwać. Zabijać. Jak dziś ludność cywilną w Syrii. Josepin gra w końcu dyrektora teatru, decyduje, że nie wystawi w teatrze sztuki Adela. Cały wysiłek twórczy wydaje się być podjęty na próżno. Jedna decyzja, w której spotkały się aspiracje twórcy i rola producenta, który się musi liczyć z oczekiwaniami, potrzebami, gustami publiczności,  przesądziła o zwycięstwie konformizmu i fiasku kreacji. Czy rzeczywiście?

Dominuje w tym spektaklu iluzoryczność, wieloznaczność, niepewność. Podtrzymywany stan poddawania wszystkiego w wątpliwość. I nieustępliwe przedzieranie się przez kłamstwo do prawdy.  Dociekanie, kto panem jest, kto poddanym.  Kto ma władzę, kto jej pragnie. Poszukiwanie odpowiedzi an pytanie, jak powinny być kształtowane i wyważone relacje, w jaki sposób określona hierarchia potrzeb stron zależnych, bo każda ma swoją. Jak tworzą się, ścierają, wzajemnie  na siebie wpływają. Co ostatecznie znaczą.

Spektakl jest nie tylko o jednostce, świecie ale i o teatrze. Jego roli kształtowania świadomości, poszerzania pola porozumienia, otwartości, wyobraźni. Jest miejscem kontaktu, treningu, sprawdzania możliwości, poddawania w wątpliwość stereotypu, skostniałych struktur, archaicznych hierarchii potrzeb, systemów wartości. Ale sam w sobie też jest sposobem, formą komunikacji, propozycją nowego, innego, niestandardowego spojrzenia na świat, na człowieka. Ma odwagę podejmować ogromne ryzyko, eksperymentować, sprawdzać nowe pomysły. Tak jest i tym razem. Backa Teater kontynuując powstałą jeszcze w latach 70-tych metodę pisania tekstu sztuki w oparciu o szerokie konsultacje/różne grupy wiekowe i społeczne/ zadał pytanie: co byś zrobiła/zrobił, gdybyś mogła/mógł raz jeszcze przeżyć swoje życie?

Ale tak naprawdę, nie mieć znaczenie dla widza jak było na początku projektu, jaka jest tradycja danego teatru, intencje twórców, bo liczy się ostatecznie efekt sceniczny. To, co widz widzi, czuje i rozumie. W tym wypadku uderza kontrast pustej zupełnie sceny i całkowicie pełnej widowni. Przepływ energii, sygnałów, znaczeń pomiędzy tymi światami, które potencjalnie mają bardzo, bardzo wiele sobie do przekazania poza wszelkimi barierami. Granice nie istnieją, podziały są płynne. Można być czym się zechce, na przykład rośliną, aktorką, znajomą, aniołem, producentem, itd. Można być tym, który wkracza na scenę, choćby siłą własnej wyobraźni, można być hamulcowym procesu twórczego. Można przedrzeć się przez opadający na ludzi dach świata i tańczyć na nim. Można porażkę przekuć w sukces. Poniżenie w wywyższenie. Zniewolenie w wolność. O ile wystarczy sił, wyobraźni i otwartości, nawet podczas kataklizmu, w czasie wojny. Zawsze można zmienić hierarchię potrzeb. Widz ma prawo też nie rozumieć. Inaczej czuć, co innego słyszeć i widzieć. Samodzielnie interpretować. Na swój indywidualny sposób się wtrącać. By ogarnąć chaos w sobie, w otaczającym go świecie.  I to jest najważniejsze. To jest naprawdę piękne. W tej i w ogóle w sztuce. W teatrze.

Wizyta Backa Teater na zaproszenie Teatru Powszechnego, kontakt z jego spektaklem, pokazanym gościnnie w Nowym Teatrze, uświadamia potencjał teatru w rozpoznawaniu problemów współczesności. To szczery, bezpretensjonalny głos w dyskusji o roli sztuki w rozumieniu kondycji człowieka, otwarcia na niego, pokazywania mu w porozumieniu z nim nowej perspektywy, utwierdzenia w nim wiary w możliwość zmiany. Każdej zmiany.


HIERARCHIA POTRZEB
reżyseria: Mattias Andersson
tekst: Adel Darwish
dramaturgia: Stefan Åkesson
scenografia: Maja Kall
choreografia: Denny Hultén/Twisted Feet
kostiumy: Helena Arvidsson
kompozytorzy: Kristina Issa, Jonas Redig
dźwięk: Jonas Redig
światło i wideo: Tomas Fredriksson
charakteryzacja: Josefin Ekerås
asystentka reżysera: Felicia Stjärnsand
obsada: Adel Darwish, Rasmus Lindgren, Josefin Neldén, Ramtin Parvaneh
tancerze: Marcel Gomes, Aleksandra Jovic
ponadto w spektaklu występują: Nermin Asheti, Ali Ktit, Yafet Melake, Alieksander Okbatsion, Iman Rasho
we fragmentach wideo występują: Obay Alskoja, Milad Alsahwy, Ahmad Katrib, Lugen Skouzam, Diana Tayara, Noorvan Bourhan, George Eid

fot. Ola Kjelbye

http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/281888.html?fbclid=IwAR2D8Du6FK9IfzKtKpTANDDkWLoeYpHvBYKuZobXXXt5ZfzgiqK0jhDONvY

LETNICY TEATR NARODOWY



LETNICY, dramat Maksyma Gorkiego z 1904 roku analizujący portret zbiorowy inteligencji rosyjskiej,  stał się dla Macieja Prusa i zespołu Teatru Narodowego pretekstem do wiwisekcji inteligencji współczesnej. Głównie poprzez formę, która jest uproszczona, wysublimowana, symboliczna. Poza miejscem i ponad czasem. Z przemykającym walcem Dmitrija Szostakiewicza.  Obraz jest piękny, czysty, klarowny. Przechodzi od intensywnego realizmu charakterystyki postaci do uniwersalnego abstrakcjonizmu ich cieni. Jakby zamknięty w szklanej kuli, jakby obserwowany przez widzów przez okno weneckie  dowodzi, że diagnoza Gorkiego pozostaje aktualnym oskarżeniem.

Scenografia Jagny Janickiej- pozbawiona rodzajowości, przestrzenna, uwolniona od drobiazgów, szczegółów-otwiera się na nieskończoność, wybija na metaforyczność. Tworzy otulinę dla struktury mentalnej, która jest już martwa, bo wyczerpała już swój potencjał twórczy, sprawczy. Intelektualny i moralny. Uwodzący. Godny pożądania. Może być tylko obserwowana, kontemplowana, smakowana. Może stanowić punkt wyjścia dla krytycznych przemyśleń, estetycznych wrażeń, nostalgicznych podróży. Wyciągania profetycznych wniosków. Umieszczony w głębi sceny olbrzymi, wypełniający się emocjonalnymi barwami dla kolejnych scen, stanów psychicznych bohaterów ekran współtworzy emocje, dopełnia gorzką, bezkompromisową ocenę.  Co bezpłodne, nie zaowocuje. Co jałowe, winno zginąć. Co umarło, musi, odejść. Zwłaszcza, że samo sobą pogardza, jęcząc, bredząc, marudząc. Trzeba jeszcze tylko wszelkie śmieci, resztki, toksyczne szczątki zbędności uprzątnąć, pogrzebać. Wyrugować, pozbyć się, zniszczyć. Unieważnić.

Sztuka proponuje artystyczny materiał teatralny, z którego każdy ma szansę uszyć własny kostium. By go na sobie sprawdzić, by go na sobie przećwiczyć. Ten sceniczny-naturalny, w kolorze beżu, sepii, stylizowany na początek XX wieku sukni, garnituru przez Martynę Kander - tworzy paradoksalnie dystans, pozwala na chłodny osąd. Jedni zobaczą w nim przyczynę oczywistego przemijania, bolesnego wypalenia, naturalnego zużycia tego, co musi ustąpić miejsca nowemu, drudzy ponadczasową kolej rzeczy, która nie znosi pustki. Bo zawsze coś ją wypełni. Będzie istniało jakieś nieukształtowane, nieznane dalej, lepiej lub gorzej. Ale inteligencja, jako bardziej świadoma, wrażliwa, lepiej wykształcona warstwa społeczna, jest za każdy przyszły kształt rzeczywistości odpowiedzialna. W tym się też przejawia jej długofalowe znaczenie.

Maksym Gorki charakteryzuje swych bohaterów surowym psychologicznym opisem. Przemawia w nim zepsucie, egotyzm, nuda prowadząca do bezczynności i zaniechania. Inteligencja zredukowana jest do figur letników, niczego więcej. To ludzie, którzy zdolni są już tylko próżnować, korzystać z życia, własnej pozycji. Bezproduktywni, interesowni, bez znaczenia, bo nie mają na nic wpływu, lenią się, gnuśnieją, zajmują się wyłącznie sobą. Egotyczni, pyszni, próżni mężczyźni i ubezwłasnowolnione przez patriarchat  kobiety tańczą danse macabre. Oni, panowie i władcy, śmieszni w swej nieporadności, naiwności, wycofaniu budzą politowanie. One, adorowane, uwielbiane, cenione ale tak naprawdę ignorowane, obśmiewane, dezawuowane przez mężczyzn, nie mają szans na niezależność, wolność, szczęście. Wszyscy mają świadomość swego nędznego położenia, celnie dokonują samooceny ale nic z tego samobiczowania, samooskarżenia nie wyniknie. To marudzenie, jęczenie, narzekanie  jest użalaniem się nad sobą. Bezradni wobec własnej niemożności  mogą tylko spocząć na laurach, żyć w pustce, samotności, rozśrodkowaniu.  Warwara, kobieta, która głośno, otwarcie, szczerze formułuje konkretne zarzuty, jest tej bezsilności inteligencji najsilniejszym akordem.  Desperackim, sfrustrowanym, silnie emocjonalnym. Histerycznym. Niczego to nie zmieni, na wszystko jest już za późno więc letnikom, którzy szukają tylko spokoju, wystarczy sił, by po kres trwać. Nadal się męczyć, nienawidzić, zadręczać.

Maciej Prus wyreżyserował piękny stylistycznie, zagrany z maestrią artystyczny monolit. Wykreował dzięki dziełu Maksyma Gorkiego archetyp bezpłodnej inteligencji w fazie rozczarowania, frustracji, wypalenia. Generację doskonale wykształconą, świadomą siebie, świata ale żyjącą po nic. Aktorzy grają bezbłędnie, wspaniale. Przejmująco. Budują duszny nastój marazmu, uwięzienia w beznadziejnej pustce. Polaryzują świat męski i żeński, eskalują jego niekompatybilność. Wyostrzają erozję uczuć, głębokie pęknięcia w relacjach, brak mocnych więzi, wzajemnego zrozumienia. Skutecznie kamuflowaną, niczym nieuzasadnioną, pozbawioną szacunku wyższość mężczyzn w stosunku do kobiet.

Każdy bohater zna swoje miejsce w ustalonej hierarchii, musi grać swoją rolę.  Przemykająca milcząco posągowa służąca Sasza/Zuzanna Saporznikow/nie zajmuje nikogo ale jest to obecność znacząca. Pochodzi z innego świata jak sprzątający po letnikach dozorcy/Jacek Mikołajczak, Grzegorz Kwiecień/, którzy nic dobrego nie mogą o nich powiedzieć. Wszystkie pozostałe kobiety chcą zaistnieć, przystosować się, mimo odmienności swej natury od narzuconej roli życiowej. Coś chcą udowodnić, coś znaczyć. Zademonstrować. Wrażliwa, zdolna Kaleria /ujmująca Anna Gryszkówna/ pisze prozą wiersze, konkuruje, chcąc nie chcąc, z literatem Szalimowem/Piotr Grabowski/.  Julia /intrygująca Michalina Łabacz/ jest niepokorną, flirtującą, szukającą wrażeń, wolności żoną Susłowa/pocieszny Krzysztof Stelmaszyk/. Gardzi mężem otwarcie i szczerze. Może sobie na to pozwolić, jest młoda i piękna. Ma adoratora Riumina/wow!Henryk Simon/. Inaczej niż Olga /wzruszająca Edyta Olszówka/, przede wszystkim matka, żona swego męża, doktora/znakomity Arkadiusz Janiczek/,  która jest zmęczona, wylękniona, zrezygnowana. Podporządkowana i bezwolna.Wycofana. Maria /wspaniała Beata Ścibakówna/ jest kobietą świadomą swej dojrzałości. Boi się szaleństwa miłości młodego mężczyzny Własa/Mateusz Rusin/, wyrzeka się swojej własnej do niego, choć bardzo pragnie kochać. Podejrzewa pułapkę, zasłania się swym wiekiem, niestosownością takiego związku. Brakuje jej odwagi, stanowczości, pewności siebie. Za to Warwara /doskonała Dominika Kluźniak/, najpierw opanowana, akceptująca swoje położenie, wybucha w końcu temperamentem wnikliwej obserwatorki, buntowniczej oskarżycielki. Robi inteligencji rachunek sumienia. Obnaża jej prawdziwą twarz, marną kondycję lecz mężczyźni, łącznie z Dwukropkiem/bezbłędny Mariusz Benoit/ solidarnie krytykę przyjmują z lekceważeniem, ironią. Zarówno zbyt opanowaną jak i zbyt emocjonalną Warwarę bezdusznie ignorują, skutecznie neutralizują. Niestety, ona sama wcześniej nie jest tak surowa w stosunku do siebie, nie potrafi być dla Olgi wyrozumiała, wielkoduszna. Jak mężczyźni nie wybacza, jest bezwzględna, stanowcza, zimna. Zdystansowana. Otrzymujemy tym samym pełny obraz inteligencji, letników, martwych intelektualnie, okaleczonych uczuciowo, bezwolnych, którzy wszelkie kryzysowe sytuacje zniosą, najtrudniejsze konflikty przeżyją ale pozostaną jedynie cieniem osób, którymi mogliby być, którymi winni być. Bez marzeń, pragnień, idei, żaru w sercu, zakompleksieni, niespełnieni snuć się będą po świecie niepotrzebni nikomu, samotni, zbędni. Rozczarowani i rozczarowujący.



LETNICY MAKSYM GORKI

reżyseria: Maciej Prus
przekład: Stanisław Brucz
scenografia: Jagna Janicka
kostiumy - Martyna Kander
reżyseria światła: Maciej Igielski
opracowanie muzyczne: Małgorzata Małaszko

Występują:
Anna Gryszkówna (Kaleria), Dominika Kluźniak (Warwara), Joanna Kwiatkowska-Zduń (Pani), Michalina Łabacz (Julia), Edyta Olszówka (Olga), Zuzanna Saporznikow (Sasza), Beata Ścibakówna (Maria), Mariusz Benoit (Dwukropek), Karol Dziuba (Zamysłow), Piotr Grabowski (Szalimow), Arkadiusz Janiczek (Dudakow), Grzegorz Kwiecień (Kropiłkin), Jacek Mikołajczak (Pustobajka), Kamil Mrożek (Siemion), Paweł Paprocki (Basow), Mateusz Rusin (Włas), Henryk Simon (Riumin), Krzysztof Stelmaszyk (Susłow) oraz gościnnie Marzena Gorska (Pani w żółtej sukience), Łukasz Borkowski (Pan w cylindrze) i Mateusz Kwiecień (Młodzieniec)

premiera: 9 listopada 2019

Fot. Maciej Landsberg, opr. graf. ELIPSY
https://narodowy.pl/repertuar,spektakle,398,letnicy.html
http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/282129.html?fbclid=IwAR1V_3f8u91SQV_9hbze3og7u00hhPFSq9pkO6nSRY0FhTh7VGZLR_gK9vQ

niedziela, 3 listopada 2019

NÓWKA SZTUKA WYZWOLENIA Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy


Spektakl WYZWOLENIA Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy zaprasza widzów do przyjrzenia się sobie samym, Polakom, w przeciętnym polskim domu, którym jest mieszkanie w blokowisku, duszna, ciemna, klaustrofobiczna klitka pamiętająca jeszcze czasy PRL-u. Zużyte wyposażenie kuchni, przygnębiająca kiczowata meblościanka, kanapa, stolik, sztuczny kwiat w dużym pokoju, proste łóżko w sypialni, stary sprzęt AGD, czajnik z gwizdkiem, skromny prysznic i wc, mały balkon z zasuszonymi kwiatkami  wypełniają przestrzeń życiową "dwadzieścia kroków wzdłuż i wszerz", mentalny współczesny anturaż biedy, zastoju, marazmu. Oto Polska właśnie. Tu rodzi się pragnienie ucieczki, chęć zmiany. Wielkiej przewrotki. Wyzwolenia.

Nadciąga korowód Polaków szaraków, jak monolit, jednia, skała. Personifikacja polskości. Zbliża się do szkieletu tego, co winno być ogniskiem rodzinnym, schronieniem, ostoją a jest wrogą norą.  Pozbawiona ścian, okien straszy ale właśnie dlatego może pomóc otworzyć się na nowe. To nie miejsce ani przeszłość ale kim się jest, czego się chce, po co się żyje, dla kogo zdecyduje o przyszłości. Byt określa świadomość, historia fantasmagorie.  Źle, jeśli się utknęło. Gorzej, jeśli się nie wie co i jak robić, by mieć odwagę na zmianę.

Pierwsza część spektaklu to przedstawienie postaci, figur, póz typicznych, retorycznych. W mowie, ruchu i śpiewie. Cytatach. Formie komicznej. Lekkiej, prostej, ironicznej. Groteskowej. Celna charakterystyka wiecznej polskiej niemożności. Gęby. Pozy. Ubezwłasnowolnienia woli, braku działania. Obraz ograniczeń, udręczenia. Otumanienia. Ksenofobii, rasizmu, hipokryzji, uzależnienia od kościoła.

Druga część to status quo wyzwolenia poprzez samookreślenie. Ci sami aktorzy w roli Masek pytają, badają, sprawdzają Kobietę Obsadzoną jako Konrad, Magdalenę Drab, autorkę tekstu sztuki. Dokonują brutalnego przesłuchania. Stawiają konkretne zarzuty. Są natarczywe, dociekliwe, nieustępliwe. Bezwzględne. Zmuszają młodą kobietę do rezygnacji z frazesów, pustosłowia, sloganów, stereotypów, porzucenia barw ochronnych,  by dotrzeć do prawdy gdy padną słowa: "Posypałam się. Pogubiłam. Popadłam w patos. Poległam. Poraniłam się. Pogardzam kim popadnie...Ale odwaga to wszystko, co mam. Wszystko, co mam! Nie jestem lepsza. Warchoły to my! Warchoły to my! Ja nie chcę trzymać palca w dziurawym sercu!"  

W finale wracamy do początku. Korowód się zbliża do mieszkania, Polski, w którym/w której się nic nie zmieniło. To w Polakach, ich umysłach, sercach, wyobraźni, marzeniach najpierw musi pojawić się impuls przemiany.  Prawdziwe wyzwolenie. Czy odwagę przekują w czyn? Czy stanie się głównym orężem? Historia, jak zapętlające się sceny w tym spektaklu, lubi się, niestety, powtarzać.

Tekst Magdaleny Drab, reżyseria Piotra Cieplaka, ruch sceniczny Leszka Bzdyla, scenografia Andrzeja Witkowskiego, muzyka Pawła Czepułkowskiego i Michała Litwińca stworzyły przedstawienie pokazujące, jak silnie stare, zmurszałe, niezrozumiałe dziś treści, zachowania stadne, zakorzenione są w polskiej mentalności Jak trudno przychodzi się przyznać przed samym sobą, kim się naprawdę jest. Odwaga chyba nie wystarczy, to za mało, by cokolwiek w narodzie zmienić. Potrzeba  przekonywujących motywacji, potężnych stymulatorów, nowej narracji, strategii, wizji.
Nawiązanie do historii literatury poprzez przepisanie WYZWOLENIA Stanisława Wyspiańskiego jest kontynuacją, starym tropem, słuszną diagnozą, ale nie rewolucją. Przeglądamy się w tym obrazie, rozpoznajemy i, niestety,  dołączamy do korowodu wkraczającego do domu dwadzieścia kroków na dwadzieścia. Pociągają nas dobrze znane zapachy, odgłosy, idee, gdy nic sami nie jesteśmy w stanie wypracować, stworzyć. Choć tak bardzo się staramy, tak wiele mamy możliwości. Świat stoi przed nami otworem a my ciągle gnieździmy się, grzęźniemy w ciasnej, ograniczonej, gnuśnej mentalności. Nie wszyscyśmy jacy tacy. Ale ta garstka nie umie porwać milionów, nie potrafi. I to byłby dobry temat dla dramaturgii współczesnej. Wielki. Nie byle jaki.

Zespół Teatru Modrzejewskiej w Legnicy w partyturze scenicznej Magdaleny Drab i Piotra Cieplaka: Magda Skiba, Ewa Galusińska, Magda Biegańska, Zuza Motorniuk, Małgorzata Urbańska, Katarzyna Dworak, Małgorzata Patryn, Gabriela Fabian, Anita Poddębniak, Paweł Palcat, Bogdan Grzeszczak, Bartosz Bulanda, Robert Gulaczyk, Rafał Cieluch, Mateusz Krzyk gra, tańczy, śpiewa, performuje doskonale, bawi, wzrusza. Daje do myślenia. To, czy spowoduje widzów działanie, trudno przesądzić. Sztuka jest gładka, życie chropowate. Sztuka jest przewidywalna, życie nigdy. A gdy dochodzi czynnik ludzki, zachowawczy, zalękniony, podporządkowany, prognoza jest skomplikowana, nie do przewidzenia. Jak się od siebie samego uwolnić? Jak wyzwolić od niewidzialnych więzów? Nie chodzi już o to, by zwykłych zjadaczy chleba w anioły przerobić ale pozwolić im być, jakimi tylko zechcą. Tymczasem proces kształtowania jednostki, wychowania narodu, wtłaczania go do struktury o z góry określonym wymiarze, systemie wartości, z pozornie wolną wolą, samostanowieniem to cel każdego systemu.  On nie zrezygnuje z hodowli nowych żarliwych wyznawców, niewolników. Posługiwania się manipulacją, propagandą, nośną wizją.  Dlatego nie ma wyzwolenia. Nadziei. Bo kolejne wyzwolenie jest początkiem nowego zniewolenia.

WYZWOLENIA  MAGDALENA DRAB
reżyseria: Piotr Cieplak
scenografia: Andrzej Witkowski
ruch sceniczny: Leszek Bzdyl
muzyka: Paweł Czepułkowski i Michał Litwiniec
obsada:
Dekoracja/Maska 5 - Magda Skiba
Kobieta Obsadzona Jako Konrad - Magda Drab
Początek/Maska 8 - Ewa Galusińska
Tężyzna/Maska 7 - Magda Biegańska
Dystynkcja/ Maska 12 - Zuza Motorniuk
Sytość / Maska 10 - Małgorzata Urbańska
Łezka w kąciku/ Maska 6 - Katarzyna Dworak
Wróżba/Maska13 - Małgorzata Patryn
Cud / Maska 4 - Gabriela Fabian
Firanka/Maska 11 - Anita Poddębniak
i !/Maska 9 - Paweł Palcat
Aktor, który miał zostać obsadzony jako Konrad, ale tak się nie stało/ Maska 1 - Bogdan Grzeszczak
Krew/Maska 15 - Bartosz Bulanda
Struna / Maska 2 - Robert Gulaczyk
Reklamacja/Maska 3 - Rafał Cieluch
Dygot / Maska 14 - Mateusz Krzyk

data premiery:16 marca 2019

nagroda za najlepszy tekst 25. OKnWPSP