czwartek, 20 lipca 2017

BODY-OPERA NOWY TEATR


Ci z nas, którzy poznawali historię osobistej traumy Wojtka Blecharza w TRANSCRYPTUM wędrując po Teatrze Wielkim Operze Narodowej (2013) lub spacerowali po parku Skaryszewskim w PARK-OPERZE napisanej dla Teatru Powszechnego (2016) mogli się domyślać, ba, oczekiwali, że nowy projekt-instalacja BODY-OPERA, przygotowana ze scenografką Ewą Marią Śmigielską, tancerzem Karolem Tymińskim, kontrabasistką Beltan Ruiz Moliną i perkusistą Alexandrem Babelem, jest zaproszeniem do kolejnej przygody artystycznej, która będzie pracą, treningiem wsłuchania w ciało i muzykę/ „opera” z włoskiego znaczy „praca”/. I nie zawiedli się. Niekonwencjonalne rozwiązania formalne, uwolnienie widzów z konieczności zachowań, do jakich są przyzwyczajeni w tradycyjnym odbiorze opery, interesująca scenografia wykorzystana jako instrument muzyczny, sama muzyka, jej brzmienie, źródło pochodzenia, jej sposób tworzenia i oddziaływania jest tu niezwykły i tworzy nową kategorię przekazu, odmienną jakość odbioru, partnerskie relacje dzieło-odbiorca. Wojtek Blecharz przypomina, że doświadczanie świata, w tym również świata sztuki, jest procesem ucieleśnionym. Wykorzystującym wszystkie zmysły, uwzględniającym nasz świat wewnętrznych, bardzo zróżnicowanych predyspozycji, talentów i indywidualnych możliwości kreacji. I ważna jest interakcja artysta odbiorca. To, w jaki sposób świat, artysta i jego dzieło działa. W jakim stopniu odbiorca decyduje o kształcie ostatecznym wypowiedzi artystycznej, jaki ma na nią wpływ.

CIAŁO muzyka, tancerza, widza umiejscowione jest w nowej sytuacji muzyczno-teatralnej. Zarówno generuje dźwięk, jak i go poprzez siebie odbiera, przetwarza. To rzeczywiście działa.  Tancerz swym ruchem tworzy muzykę/wybija rytm, stukot, szum, szmer, itd./. Muzycy-perkusista i kontrabasistka-poprzez bezpośredni kontakt ciała z instrumentem wydobywają niekonwencjonalne brzmienie instrumentów, improwizują oryginalne linie melodyczne. Wszyscy, łącznie z Wojtkiem Blecharzem, wyczarowują z instalacji scenograficznej/wiszące olbrzymie stalowe płachty/ raz używając, raz nie smyczków, swoisty metaliczny, kosmiczny koncert, który doskonale wpisuje się w całość kompozycji muzyczno-dźwiękowej. A ta przenosi nas w przestrzeni i czasie. Odnieść można wrażenie, że zarówno do początku naszego istnienia/życia płodowego w łonie matki/ jak i w przyszłość czy podróż w kosmosie. Mamy możliwość wzbogacania swoich doznań. Uruchomienia swego ciała technikami relaksacyjnymi. Czeka też na otwarcie pudełko z tajemniczą zawartością, co też stymuluje procesy myślowe, poznawcze. Dowolność reakcji, działań, interpretacji tego, co się przeżywa w trakcie BODY-OPERY jest wartością samą w sobie. 
Wojtek Blecharz, kompozytor wykształcony klasycznie, z jednej strony odchodzi od tego, w jaki sposób dziś wystawiamy i odbieramy operę, formę bogatą, ogniskującą wiele zróżnicowanych środków wyrazu absorbujących percepcję widza/muzyka, śpiew, taniec, gra aktorska, choreografia, scenografia/ i wykorzystuje jej strukturę ale z drugiej strony wraca do jej początku wystawiania, kiedy wizyta w operze miała charakter bardziej społeczny, bo przede wszystkim była spotkaniem towarzyskim, biznesowym, a nie jak obecnie głównie wydarzeniem artystycznym.Dlatego autor uwalnia widza. Pozwala mu się czuć swobodnie. Zachowywać dowolnie. Przygotowuje mu do tego idealne warunki: matę z poduszką, w którą wmontowany jest głośnik, kocyk, krzesła. Widz nic nie musi. Nie jest statycznym, unieruchomionym przez konwencję zachowań biernym adresatem sztuki/fotel, siedzący obok niego w rzędach inni widzowie, słuchacze/. Dowolnie wybiera pozycję odbioru sztuki. Może więc siedzieć, leżeć, spać, reagować na sugestie autora lub nie, może włączyć się w przebieg zdarzeń ale też może się z nich wyłączyć.  Może rozmawiać, szeptać, wychodzić czy wchodzić. Indywidualnie sam decyduje o tym, w jaki sposób jest w tej sztuce obecny.

W zasadzie nie zaburzają te swobodne zachowania widzów całości odbioru. Bo jak w poprzednich operach Wojtka Blecharza, projekt z góry zakłada różnorodność. Harmonijne linie melodyczne zakłócane są wdzierającym się w nie dźwiękowym chaosem/szumy miasta, brzdęki, rozmowy, szepty, kroki, itd./. Jakby jedno z drugim współistniało, jedno poprzez drugie się wypowiadało, niekoniecznie ze sobą walczyło. Właściwie nic nie zagrażało kompozycji. Autor a priori wpisał ten spontanicznie tworzący się rumor, indywidualne, przypadkowe dźwięki w to, co sam stworzył. Założył tylko, że muszą się pojawić, jeśli daje widzom wolność, co jest interesującym pomysłem, który powoduje, że spontaniczne zachowania niosą elementy improwizacji, nie są tak naprawdę do końca przewidywalne.

W tym sensie Wojtek Blecharz cudownie kontynuuje i rozwija swój pomysł na operę. Szanuje widza, słuchacza, odbiorcę. Traktuje go bardzo poważnie. Budzi w nim instynkt artysty. Daje szansę nie tylko na samą obecność i odbiór ale prowokuje współuczestnictwo i współtworzenie. Zależy mu na tym, by każdy uczestnik uświadomił sobie  co czuje, co myśli, w jaki sposób, czym odbiera muzykę, sztukę, jak postrzega swoją w tej sztuce, proponowanej kompozycji obecność.

Poza formą, która jest u Blecharza futurologiczna/srebrne kostiumy, paznokcie pięknie komponują się ze stalową, surową scenografią/, prosta, otwarta, pojemna interpretacyjnie, ujmuje własnie ta jego na widza uważność. Jaki efekt spowoduje dzieło samo w sobie-niezależne, skończone, zamknięte?-trudno powiedzieć. Celem jego działania wydaje się być relacja widza, słuchacza, odbiorcy z propozycją kompozytora. I niekoniecznie te dwie ścieżki, którymi podąża autor-twórca, i współautor-odbiorca są tożsame. Zdarza się, że przecinają cię tylko lub pozostają dwiema równoległymi stanami ciała i umysłu, odrębnymi mentalnymi ścieżkami przeżywania sztuki. Gdzie autor inspiruje, motywuje, sugeruje a aktywny, wolny odbiorca według własnego klucza z zaproponowanej palety artystycznych bodźców, środków tworzy swoje indywidualne kombinacje znaczeń i rozwija je dalej, szerzej, głębiej. Blecharz angażuje swoją propozycją odbiorcę-jego ciało i umysł, wrażliwość i wyobraźnię-stwarza mu możliwość ingerencji, uczestniczenia, współtworzenia. Nie jest kompozytorem apodyktycznym, nieobecnym a jego dzieło zamkniętym tradycyjnie projektem, danym raz na zawsze utworem z możliwością wirtuozerskiej tylko wariacji. Interpretacji. Kompozytor stawia na aktywne otwarcie, kreatywność każdego z uczestników spotkania. Szanuje ją i traktuje jak pożądaną, oczekiwaną kontynuację, która ma decydujące rozwinięcie. Ma świadomość, że i tak odbiorca przetwarza w czasie i przestrzeni to, co wybierze, zawłaszczy dla siebie. Jego sztuka, jeśli padnie na podatny grunt, będzie dalej w duszy jej odbiorców grać. Bo jest kompozycją wybranych i opracowanych elementów, które dopiero wzbogacone o indywidualny wkład sposobu aktywności każdego odbiorcy uzyskuje dopiero kształt ostateczny. A przecież trudno z góry przesądzić, jak wybrzmi w każdym z osobna.

Wojtek Blecharz to wyjątkowa, otwarta, odważna osobowość artystyczna ciągle poszukująca nowego sposobu komunikowania się, oddziaływania na ciało, zmysły i umysł człowieka. Wykorzystuje niekonwencjonalne ale bardzo proste środki wyrazu, tworzące nową jakość ważnej wypowiedzi. Opowiadającą o jedności świata, jego ważności, charakterze, o tym co obce, inne, nowe ale i o tym, co dobrze znane, stare, o związku chaosu z harmonią. Jakby przeciwieństwa nie mogły istnieć bez siebie, w jakiś tajemniczy ale oczywisty sposób były komplementarne. A najważniejsze jest otwarcie się na to bogactwo różnorodności, które jest zarówno darem jak i przekleństwem. Zmusza bowiem do afirmacji życia, poszukiwań sztuki, akceptacji człowieka jaki jest.W sprzecznościach i niekonsekwencjach.  W ich własnym ze światem splątaniu. W złożoności prostoty. I choć OPERY Blecharza wydają się niepozorne, oczywiste, nieskomplikowane, to jednak uderzają w czułą strunę duchowości człowieka, jego istotę, która raz poruszona gra i wibruje nadal; raz uspokaja, innym razem drażni. Na pewno inspiruje. Nic dziwnego, że kompozytor nie ustaje w poszukiwaniu nowego spojrzenia na starą formę opery. Jak można się było przekonać, daje ono tyle zaskakujących możliwości!

Przyznam, że bardzo mi się sztuka opery Wojtka Blecharza podoba. Bardzo. Jest sugestywna ale nienachalna. Prosta ale komplikuje mi tradycyjny obraz postrzegania świata, sztuki, mnie jako odbiorcy. Podprogowo burzy schematy, wnika naturalnie, spokojnie i zostaje. W każdej chwili mogę się przenieść siłą wyobraźni w rewiry wyczarowane przez kompozytora. Nadal wędruję po zakamarkach Opery Narodowej i snuję własną opowieść z pogranicza jawy i snu, thrillela psychologicznego. Czy lato czy zima spaceruję po parku Skaryszewskim przeobrażonym przez Blecharza w ogród rajskich artystycznych doznań-naturalnych i niezwykłych. Teraz, po BODY-OPERZE, przemieszczam się w czasie i przestrzeni kosmosu-od łona matki , poprzez kawalkadę dźwięków życiowych doświadczeń po nieskończony kres. Sztuka uwalnia. Otwiera, odblokowuje, tworzy nowe konfiguracje. Co nam to daje, co umożliwia, każdy może odpowiedzieć sam. Z własnej nieprzymuszonej woli. Spontanicznie, naturalnie, swobodnie. Wystarczy przyjąć tę propozycję, przyjąć postawę ciekawego wszystkiego dziecka. Słuchać, patrzeć. Ze sztuką być.

Muszę jeszcze zobaczyć, usłyszeć, przeżyć SOUNDWORK w TR Warszawa. Dobrze, że jest na co czekać. Dobrze, że Wojtek Blecharz będzie pracował nad nowymi projektami.  Powodzenia:) 
BODY-OPERA
reżyseria, muzyka: Wojciech Blecharz
tancerz: Karol Tymiński
kontrabas: Beltane Ruiz Molina
perkusja: Alexandre Babel
scenografia, kostiumy: VJ Ewa Śmigielska
reżyser światła: Tadeusz Perkowski

Produkcja: Nowy Teatr
Koprodukcja: Instytut Adama Mickiewicza, Huddersfield Contemporary Music Festival
Partner: Fundacja Ciało/Umysł w ramach projektu Performing Europe

Nagranie utworu Wojtka Blecharza „Techno" ze spektaklu „Soundwork" zostało udostępnione dzięki uprzejmości TR WARSZAWA.

Nowy Teatr 16-17.07.2017
foto: Brian Slater

czwartek, 13 lipca 2017

KINKY BOOTS TEATR DRAMATYCZNY


Już samo spojrzenie na plakat powoduje, że jesteśmy zaintrygowani. Przyciąga jak magnes, fascynuje wyrafinowaną kompozycją plastyczną kryjącą nieokreślony niepokój, niewypowiedziane napięcie, determinację, zuchwałą pewność siebie. Spekulujemy czy ta ekstrawagancja prowokującej, bogatej formy aby nie opakowuje szczelnie kruchego, skupionego na sobie tajemniczego, równie bogatego i cennego człowieczego wnętrza.  Nic dziwnego, że chcemy je poznać, oswoić. Obiecuje wiele. Jesteśmy zaciekawieni, niczego do końca pewni.

KINKY BOOTS  to musical inspirowany prawdziwą historią.  I to jest jego pierwotna, naturalna siła. Jądro wiarygodności. Pokazuje drag queen w kontekście biznesu, co jest fantastycznym połączeniem dramaturgicznym. Rodzi poważne napięcia, które rozładowywane są przez ich ujęcie humorystyczne. Muzyka, taniec i śpiew ilustrujące sytuacje i wybory życiowe bohaterów sprawiają, że o trudnych sprawach intymnych, osobistych, biznesowych spektakl opowiada lekko, przyjemnie, optymistycznie. Przebojowo. Z góry wiadomo że wszystko skończy się dobrze. A mając perspektywę przeżycia ciekawej, niebanalnej przygody w teatrze, łatwiej jest widzom razem z jej bohaterami podążać drogą poznawania niewygodnej prawdy, podejmowania trudnych decyzji, konieczności dokonania niezbędnych zmian w życiu, doświadczania świata i akceptowania w nim siebie. Sztuka sugestywnie uczy tolerancji, otwartości, elastyczności. Mówi, że różnorodność jest cenna. Może uwalniać od stereotypów, przesądów, przyzwyczajeń. Przypomina, że pasja w życiu to siła napędowa wszelkiego postępu i źródło szczęścia. Ma moc inspirującą, uzdrawiającą, kreacyjną. Na wskroś pozytywną. Twórczą.

I udaje się twórcom i artystom sprawić, że sztuka jest silnie emocjonalną wypowiedzią sceniczną. Kolorowa, dynamiczna, wyrazista w przekazie przyciąga uwagę, wyzwala pozytywną energię. Walcząc ze stereotypami sama je stosuje w rozwiązaniach formalnych. Posługuje się dobrze sprawdzonym klasycznym sentymentalizmem, konserwatywnym podejściem do miłości, uczuć, biznesu, samoakceptacji, orientacji seksualnej. Przywołuje stare jak świat traumy, które komplikują dorosłe życie/relacje ojciec syn/. Skutecznie jednak oswaja z tym, co nowe, inne, obce. Wiarygodnie to wykorzystuje. A to wartość niebagatelna, ważna sama w sobie. Bo przy tym angażuje i bawi widzów doskonale. Pozwala im śnić w teatrze sen o sukcesie, szczęściu, spełnieniu, byciu sobą. Umożliwia przeżywanie bajki dla dorosłych. Wysyła do realnego świata z przesłaniem:„Bądź tym, kim chcesz. Nie daj sobie wmówić, że robisz coś źle”. Jak może się ten musical publiczności nie podobać?

Zwłaszcza, że pomysłowa, prosta scenografia, wykorzystująca kontrast i akcent kolorystyczny/w szarej, niewesołej rzeczywistości pojawia się ostra czerwień/, zmienia nastrój otoczenia, temperaturę uczuć, stanów emocjonalnych  pod wpływem światła. Muzyka wykonywana jest na żywo, co jest mocnym atutem. Aktorzy grają niełatwe, charakterystyczne, śpiewające role, niektórzy w mocnym makijażu, poruszając się w butach na wysokich obcasach.  Kostiumy fenomenalne, charakteryzacja bogata, choreografia skomplikowana, zjawiskowa sprawia, że oczu od sceny nie można oderwać.

Kontrowersyjna jest w tym wszystkim obecność dziecka, również ozutego w czerwone buty. Razić może niektórych zbytnie uproszczenie, naiwność, banał, schematyczność opisywanej historii, właściwa dla musicalu. Rekompensuje to i unieważnia aktorstwo Krzysztofa Szczepaniaka. Wyważone, lekkie, nieprzerysowane. Trzymające w surowych karbach warsztatu aktorskiego Lolę, drag queen. Aktor na szczęście nie popada w przesadę, nie tworzy karykatury, nie przedstawia nam słodkiej, naiwnej, kolorowej, papierowej postaci. Zdecydowanie choć nienachalnie sięga głębiej. Pozostaje wiarygodny, przekonujący, prawdziwy w tej roli. Pozwala poznać widzom człowieka z krwi i kości, z determinacją, pokorą przedzierającego się przez niełatwe życie naturalnego, wzruszającego Simona. Akceptującego siebie, otwartego na innych ludzi. Dającego sobie radę, czerpiącego z życia, co się da. Wykorzystującego każdą możliwą szansę. Starającego się być szczęśliwym. Nie brakuje mu pasji, siły. Choć nie zawsze jest przyjemnie i wesoło.Trzeba podkreślić, że jest to kolejna bardzo udana podwójna rola Krzysztofa Szczepaniaka. Równie mocno charakterystyczna jak poprzednie. Ale inna, bo aktor tu też śpiewa, tańczy. Dominuje w sposób szczególny. Wyróżnia się ale nie zagłusza istoty treści jakie niesie jego bohater. Pozostawia pole do zaistnienia, wypowiedzi innym aktorom. Co ostatecznie decyduje o tym, że musical jest zbiorowym sukcesem Teatru Dramatycznego. Radością dla publiczności, która przyjęła tę propozycję sceniczną bardzo, bardzo gorąco. Wręcz entuzjastycznie. Najwyraźniej potrzebuje rozrywki, szuka takich sztuk, które niosą optymistyczne, budujące przesłanie. Które dodają siły, przywracają nadzieję i wiarę w człowieka, w jego walkę o przetrwanie w zgodzie z nim samym. Które bawią i cieszą. Pomagają pokonywać przeszkody, trudności, komplikacje. Uczą dostrzegania całej palety barw, różnorodności jakie oferuje świat. Bo nie ma przymusu doświadczania go tylko w kontrastowej, ubogiej, przygnębiającej, poważnej odsłonie.

Musical KINKY BOOTS niewątpliwie wzbogaca ofertę repertuarową Teatru Dramatycznego, który przyciąga coraz bardziej różnorodną publiczność. Przyzwyczaja widzów do siebie grając dużo i często. Ma przez siebie wykreowane gwiazdy. Buduje solidny, szeroko mainstreamowy teatr. Brawo!




KINKY BOOTS
według scenariusza Geoffa Deana i Tima Firtha, z librettem Harveya Fiersteina, muzyką i słowami Cyndi Laupertłumaczenie libretta i tekstów piosenek: Michał Wojnarowski

reżyseria: Ewelina Pietrowiak
scenografia i kostiumy: Aleksandra Gąsior
choreografia: Paulina Andrzejewska
kierownictwo muzyczne: Urszula Borkowska
przygotowanie wokalne: Anna Grabowska
reżyseria świateł: Łukasz Różewicz

OBSADA:

Mateusz Weber – Charlie Price
Krzysztof Szczepaniak – Lola/Simon
Kinga Suchan – Nicola
Anna Szymańczyk – Lauren
Mariusz Drężek – George
Łukasz Wójcik – Don
Anna Gajewska – Pat
Marta Król – Trish
Michalina Sosna (gościnnie) – Marge/Menedżerka pokazu
Tomasz Budyta – Pan Price/Bezdomny/Pracownik
Maciej Wyczański – Simon Senior/ Pete/Chuligan
Maciej Radel (gościnnie) – Harry/Pracownik
Kamil Siegmund – Richard Bailey/Kurier/Pracownik
Kamil Mróz (gościnnie) – Aniołek Loli
Kamil Studnicki (AT) – Aniołek Loli/Sędzia
Jakub Szyperski (AT) – Aniołek Loli/Spiker
Mirosław Woźniak (gościnnie) – Aniołek Loli
Jakub Kozak/Jan Petersen – Mały Charlie
Jakub Chmielarz/Krzysztof Białowąs – Mały Lola/Simon

KINKY BOOTS wystawiono w porozumieniu z Music Theatre International (MTI), które zapewniło autoryzowane materiały do przedstawienia www.MTIShows.com. Prawa autorskie do KINKY BOOTS w Polsce reprezentuje Agencja ADiT.

premiera: 7.07.2017

plakat Teatru Dramatycznego, fot. Kasia Chmura-Cegiełkowska

środa, 12 lipca 2017

GALA Jérôme BEL FESTIWAL CIAŁO/UMYSŁ 2017


FESTIWAL CIAŁO/UMYSŁ 2017 wystartował zdumiewająco prostym ale mocno chwytającym za serce spektaklem GALA. Koncepcja Jérôma Bela mówi:to nie jest skomplikowane. Sięga do źródła. Wraca do człowieka, każdego człowieka, takiego jakim jest. Sięga po jego potencjał, odrębność, kreatywność. Nie ingeruje w jego świat, nie tresuje go, nie kształtuje na doskonały, perfekcyjny, bezbłędny obraz a daje szansę odwadze podjąć ryzyko wyrażenia siebie. Spontaniczne, dowolne, do końca własne. Jakie by w efekcie nie było. Umożliwia konfrontację jednostki ze światem zewnętrznym. W całokształcie ograniczeń, w krasie wszystkich możliwości. Wraca do początku tego, co może się rozwinąć, bo projekt pozwala na to, stwarza komfortowe warunki do prezentacji, ekspresji, rozwoju  jednostki indywidualnie i zbiorowo. Pokazuje jej przebudzenie, otwarcie się. Umożliwia światu poznanie jej  w formie nie wymuszonej, nie narzuconej a więc w swobodnej ekspresji tańca, ruchu, gestu. Z muzyką i w ciszy. Uczestnik mówi swoim występem: oto jestem jaki jestem, przyjrzyjcie się, przebijcie do mej istoty, wnętrza poprzez powłokę, która jest stereotypowo odbierana, automatycznie oceniana, klasyfikowana, szufladkowana a więc myląca, kamuflująca prawdziwą moją naturę. I te olśnienia mają miejsce. Są to ułamki sekund, nieprzewidziane zdarzenia, przypadkowe sceniczne reakcje. Wysiłek sprostania postawionemu do wykonania tego samego zadania, trud naśladowania tańca osoby wiodącej, tak by wykonać synchroniczny układ ruchów, kroków, gestów, solo w grupie do tej samej muzyki, prezentacja własnych improwizacji tworzą nieprzewidywalną, zaskakującą, emocjonującą dramaturgię. Budują napięcie, które uzmysławia widzowi codzienne sytuacje, działanie, relacje międzyludzkie. Życie w społeczności, w samotności. W trudzie i znoju dostosowywania się do siebie nawzajem. Uważności na siebie. Skupieniu na tym, co inni mają do powiedzenia tylko samym swoim zaistnieniem.  

Jakby Jérôm Bel odwracał spojrzenie na sztukę. Nie poprzez sam efekt estetyczny ale poprzez intencje, potencjał, istotę wykonawcy. Proponuje widzom dostrzec tą czystą, pozbawioną ingerencji, moderacji, manipulacji, edukacji, tresury kreację uczestników projektu. W każdym kraju, gdzie go realizuje, jest ich zawsze dwudziestu, w różnym wieku, płci, o różnym statusie, wykształceniu, narodowości. Tożsamości, temperamencie, osobowości. Ta różnorodność, odrębność, wsobność jest też podstawowym walorem w malowaniu obrazu jednostki i scalającej się na scenie zbiorowości. Jest dla nas, widzów, informacją pobudzającą ciekawość, proponującą radość odkrywania, poznawania, uczenia się siebie nawzajem. Otwiera wszystkich uczestników spotkania w teatrze: zarówno tych na scenie, jak i tych na widowni. Zbliża. Pozwala się utożsamić. Wpatrzeć w siebie nawzajem. Akceptować. Afirmować. Burzyć barierę wstydu, zahamowania, lęku przed kompromitacją, śmiesznością a przede wszystkim innością, obcością. Unieważnia granice poprawności, tego co można i nie można. Ignoruje, choć wykorzystuje kanon. Pokazuje zabawę sztuką. Jej pierwotną, naturalną rolę. Znaczenie. Sięga do jej początku. I pokazuje nam wszystkim kierunek działania: wieczna doskonałość jest niemożliwa, akceptujmy się takimi, jakimi jesteśmy, czerpmy z życia, ze sztuki przyjemność tworzenia i przeżywania, starajmy się być szczęśliwi, wyrozumiali. Bądźmy ciekawi świata i ludzi. Siebie. To piękny i prosty przekaz. 

Jérôm Bel otwiera i uwalnia. Proponuje przestrzeń sztuki jako sposób na zbliżenie. Poznanie. Zaakceptowanie. I udowadnia, że spontaniczna, wolna, szczera forma ekspresji daje ogromną radość wzajemnego ze sobą obcowania. Wyzwala empatię. Ośmiela każdego. Jest komunikatywna. Jasna i zrozumiała.  Może dlatego spektakl rozpoczyna się prezentacją pustych sal teatralnych, widowiskowych, miejsc z różnych krańców świata. Jest zaproszeniem. Jest zachętą mówiącą, że świat czeka na każdego z nas otwarty i gotowy. Ale otwarty i gotowy również na zmianę. Siłą jest sama różnorodność, odrębność, historia świata i nasza własna, która opowiedziana może być dowolnym sposobem; poprzez ciało i umysł. Naszą niedoskonałością i dążeniem do doskonałości. Momentami, gdy to, co brzydkie, wadliwe, ułomne, co ogranicza i więzi przestaje być istotne, widzialne. Ważne jest nieustające próbowanie, działanie, wychodzenie sobie naprzeciw. Dawanie sobie i innym szansy. Tolerancja. Najważniejsza jest wyobraźnia, wrażliwość, szczerość i prawda. A te zdawałoby się niedopuszczalne potknięcia, błędy, omsknięcia/gubiony pantofelek na scenie/w tym wypadku wzruszają, podkreślają  człowieczeństwo. Warto choć raz spróbować wejść w skórę drugiego człowieka/ tu zamiana ubrań/, tak, by umysł zrozumiał inne, obce ciało. Przytulił je z życzliwością, czułością, nieograniczonym kredytem zaufania. Sztuka potrafi to pokazać. GALA umożliwiła to widzom poczuć. 

Projekt Jérôma Bela jest dokładnie przemyślany, zorganizowany i wykonany. Odnosi się do instynktu, dążenia jednostki do życia we wspólnocie, łączy indywidualizm z wymogami zbiorowości i pokazuje ich wzajemne przenikanie się.  Zawierzając wykonawcom wyzwala w nich siłę, wzmacnia pewność siebie, daje poczucie własnej wartości. Pozwala na walkę z tym, co ogranicza, więzi. Uczy akceptować błędy, niedoskonałości. Umożliwia poznanie wartości, wagi porażki, którą oswaja, ignoruje, by dalej realizować przyjęty plan. Wskazuje na to, co łączy ludzi, by pokonać to, co ich dzieli. To plan dla nas wszystkich. Spektakl podzielony na części: BALET/jedna osoba, jedna figura, ten sam fragment muzyki klasycznej/, WALC/dwie indywidualności we wspólnym kroku tańca/, IMPROWIZACJA W CISZY 3 MINUTY WSZYSCY/wow! obraz dowolnych ruchów ciał w ciszy/, MICHAEL JACKSON/odniesienie do popkulturalnych wpływów na indywidualne ciało/umysł/, UKŁONY/o! to bardzo osobisty, intymny pokaz indywidualizmu, wdzięczności i pokory/, SOLO/absolutna wolność, tego co co w duszy gra a wyraża się poprzez ciało/, ZESPÓŁ ZESPÓŁ/ jeśli można razem coś stworzyć, mimo różnic, zróbmy to!/, stwarza jedynie ramy, w których zawiera się oryginalny plan koncepcji jej autora, dającego nieograniczone pole dla uwolnienia indywidualnej kreacji każdej jednostki, która realizuje się i rozwija dopiero w kontakcie, w interakcji z różnorodną, równie wolną, stymulującą zbiorowością. Bo tak naprawdę nothing and nobody's perfekt. Idealnym ciałem, perfekcyjnym umysłem można być tylko przez chwilę, dobrym, otwartym człowiekiem można być zawsze. I tę prostą prawdę o ludziach, ich sztukę wyrażania się poprzez sztukę pokazuje ten spektakl. 

Dlatego publiczność reagowała entuzjastycznie, nagradzała występujących gromkimi brawami, dopingowała, skandowała, bawiła się doskonale, na koniec wyraziła swoje zadowolenie długą owacją na stojąco. Dziękowała uczestnikom projektu i rozmawiała z  nimi jeszcze długo po zakończeniu premiery. Było pięknie, było energetycznie:)

GALA
koncepcja/conception: Jérôme Bel
Assistant : Maxime Kurvers
asystenci/assistants for he local restaging : Sheila Atala, Frédéric Seguette
z udziałem: Stella Walasik, Rinaldo Venuti, Iza Szostak, Wojciech Grudziński, Katarzyna Maria Zielińska, Aleksander Janiszewski, Zuzanna Hartfiel, Franciszek Prętki, Małgorzata Kwiatkowska, Natalia Majewska, Maja Kowalczyk, Ryszard Czubak, Maciej Gośniowski, Oliwia Olczyk, Teresa Ferraris, Yasmina Yasa, Agnieszka Goźlińska, Monika Chodyra, Dariusz Matuszewski, Mamadou Ba

kostiumy: tancerze/costumes: the dancers

koprodukcja/coproduction: Dance Umbrella (Londyn/London), TheaterWorks Singapore/72-13, KunstenFestivaldesArts (Bruksela/Brussels), Tanzquartier Wien, Nanterre-Amandiers Centre Dramatique National, Festival d'Automne à Paris, Theater Chur (Chur) and TAK Theater Liechtenstein (Schaan) - TanzPlan Ost, Fondazione La Biennale di Venezia, Théâtre de la Ville (Paryż/Paris), HAU Hebbel am Ufer (Berlin), BIT Teatergarasjen (Bergen), La Commune Centre dramatique national d’Aubervilliers, Tanzhaus nrw (Düsseldorf), House on Fire przy wsparciu programu kulturalnego Unii Europejskiej/ with the support of the European Union cultural program

produkcja/production: R.B. Jérôme Bel (Paris)
wsparcie artystyczne/executive direction and artistic advice: Rebecca Lee
kierownik produkcji/production manager : Sandro Grando
wsparcie techniczne/technical advice : Gilles Gentner
premiera: Paryż, 2015/premiere: Paris, 2015
_____________
Produkcja w Polsce/production in Poland : Ciało/Umysł Foundation
kurator/curator: Edyta Kozak
kierownik produkcji w Polsce/production manager in Poland: Agnieszka Kiewicz
koordynator zespołu w Polsce/cast coordinator in Poland: Krzysztof Kwiatkowski
polska premiera/Polish premiere: 11.07.2017 | Nowy Teatr, Ciało/Umysł Festival



© Photographer Josefina Tommasi, Museo de Arte Moderno de Buenos Aires (Argentina, August 2015)

niedziela, 2 lipca 2017

iTSelF 2017 projekt zero: WITZELSUCHT


Projekt zero: WITZELSUCHT to teatr tańca. Bez znajomości polskiego znaczenia tytułu, bez przeczytania opisu w programie tego projektu przygotowanego przez młodych ludzi, odbiór i rozumienie przekazu nie jest łatwe, proste, jednoznaczne. Stanowi wyzwanie, bo otwiera się szansa dla widza indywidualnej interpretacji tego, co doświadcza w kontakcie ze sztuką. Czy potrzebujemy takiego przewodnika, prowadzenia za rękę, by się nią w pełni cieszyć  czy też może lepiej przyjąć, że jest to obraz sceniczny bez tytułu, całkowicie otwarty i tym samym zdać się na własną wiedzę, intuicję, by móc poczuć się wolnym, nieskrępowanym odbiorcą? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Ale przyjęty projekt odbiorcy w proponowanym przez artystów zyskuje dodatkowy wymiar badawczy. Jest szerszy, ciekawszy, bardziej inspirujący, wyzwalający wyobraźnię.

Tytuł zobowiązuje ale nie wiąże ostatecznie. Naprawdę nie musi. Czy jest koniecznym drogowskazem interpretacyjnym? Na pewno tak, jeśli chcemy analizować skuteczność wysiłku twórczego z jego ostatecznym efektem. A tu mamy do czynienia ze śmieszkowatością, głupkowatością, działaniami, zachowaniem wynikającym z konkretnej choroby/zaburzenia płata czołowego/ zmieniającej osobowość . Nie jest to więc stan normalny, zdrowy a wynika z konkretnej dysfunkcji mózgu. Aktorzy zastanawiają się i ćwiczą, ilustrują, sprawdzają w układach choreograficznych konkretne kliniczne przypadki.  Wykorzystują to, co już wie nauka o zjawisku i przetwarzają to w wypowiedź artystyczną. Są zdrowi. Świadomi tego, co robią, co chcą pokazać. Są zdystansowani, metodyczni, wykonują plan, realizują koncepcję. I czynią to perfekcyjni.

Można przy okazji pospekulować, czy akt twórczy nie wynika z jakiejś dysfunkcji albo indywidualnej dyspozycji, wady, ułomności. Sama tak często o geniuszach myślę. Ale też czy nie wymaga dla ich zrozumienia, odbioru takiej samej indywidualnej dyspozycji, wady, ułomności od widza, czytelnika, słuchacza? Inna, nowa, niestandardowa artystyczna interpretacja rzeczywistości przekształcająca się w dzieło i związana z tym odwaga, umiejętność podejmowania ryzyka wynika z określonych przyczyn, okoliczności, stanu rzeczy. Nie zawsze je znamy. Nie do końca rozumiemy. Bo tak naprawdę czym jest proces twórczy, zwłaszcza ten rewolucjonizujący, burzący, przewartościowujący wszystko, co zastane, tak naprawdę nikt nie wie. I to jest pretekst, który wykorzystują studenci, by zasiać ziarno domniemania, że bycie artystą może być w pewnym stopniu stanem chorobowym, zaburzeniem, genetyczną mutacją. Darem. Tym złem, które obraca się w dobro dla zbiorowości. Bo ją rozwija, posuwa do przodu, inspiruje, funduje nowe wrażenia, wskazuje inne punkty widzenia, nowe perspektywy. Poszerza pole widzenia, przeżywania, rozumienia.

Ignorowanie tytułu projektu i całej nadbudowy interpretacyjnej autorów projektu, czyli pójście w ciemno na spektakl, może być ciekawym eksperymentem. Myślę, że nikomu nie przyszłoby do głowy to, co podpowiadają, wyjaśniają twórcy w swoim programie projektu. Obawiam się, że niewielu widzów zrozumiałoby bezbłędnie ich intencje, zamysł, formę i treść wypowiedzi bez wcześniejszego rozpoznania. Hulaj dusza, piekła nie ma, gdy uwolni się wyobraźnię! A jednak bez słów trudno się porozumieć. Język mowy ciała, gestu, mimiki, kontekstu, układu nie jest do końca wystarczający. Choć bywa bardzo emocjonalnym, mocnym środkiem wyrazu. Sięga wprost, chwyta bezpośrednio gdzieś u źródła. I wyciąga na wierzch z człowieczej głębi, co ukryte, przyczajone, czułe, bezbronne.

Spektakl jest interesujący, intrygująco zatańczony. Z zaangażowaniem, pietyzmem wystawiony. Korzysta ze środków audiowizualnych, elektroniki, specjalistycznej wiedzy medycznej. Spójny, konsekwentny, metodyczny budzi emocje. I zainteresowanie.

Nie do końca wszystko o nim wiem. Nie do końca da się o nim napisać. W pamięci wirują obrazy, ich sekwencje, które szukają nadal swego ostatecznego uzasadnienia. Podoba mi się to ze sztuką siłowanie, boksowanie, splątanie. Czasem po prostu wiem, że ma rację, sens, właściwy formę jakby była moim wewnętrznym odbiciem, wyrazem, kształtem. Ale z tym niedopowiedzeniem jest mi dobrze. Jest mi dobrze. Może dlatego nie śpieszę się, nie dążę, by je nazwać, sklasyfikować, zamknąć w stereotypie czucia i myślenia. Tak, podoba mi się to sztuki we mnie buszowanie. Z nią błądzenie, szukanie. Mnie wewnętrzne przemeblowanie, psucie, WITZELSUCHTOWANIE:)




projekt zero: WITZELSUCHT
reżyseria i choreografia: Liwia Bargieł

muzyka: Aleksander Kaźmierczak (II rok)
video i światło: Marta Mielcarek
konsultacje dramaturgiczne: Paulina Ozga

Obsada:
Anna Fazja – Patrycja Grzywińska (I rok ATM)
Aga Połowiczna – Sonia Mietielica (III rok)
Agnoz Aj – Vova Makovskyi (III rok)
Wo Korsak/ AlegTostandon II – Błażej Stencel (II rok ATM)
Et Tur/ AlegTostandon I – Piotr Janusz (II rok ATM)

http://festiwal.at.edu.pl/spektakl/projekt-zero-witzelsucht/