poniedziałek, 24 czerwca 2019

ŚPIEWAK JAZZBANDU TEATR ŻYDOWSKI


ŚPIEWAK JAZZBANDU Teatru Żydowskiego w reżyserii Wojciecha Kościelniaka jest spektaklem dla każdego. Doskonałą rozrywką. Gwarantuje to jego poziom artystyczny, wypracowany przez ponadczasowy temat, atrakcyjną wizualnie inscenizację, nowoczesną choreografię Eweliny Adamskiej-Porczyk, perfekcyjnie profesjonalne wykonanie całego zespołu. Przemyślana  reżyseria, konsekwentna dramaturgia, umiejętnie konfrontująca znaczenie tradycji z koniecznością zmiany, rozwoju, realizowania marzeń, projektów prowadzi do zderzenia kultur, światopoglądów, postaw, przewartościowuje wybory życiowe bohaterów. Pokazuje dążenie do zachowania lub poszukiwania własnej tożsamości. Konfrontuje dylematy w wypełnianiu powinności uznanych za słuszne, w czynieniu tego, co uważa się za ważne, priorytetowe, zgodne z samym sobą. Narracyjna prostota, naiwna, przewidywalna fabuła jest przekaźnikiem ważnych treści, fundamentalnych wartości, uniwersalnych problemów. W ujęciu sentymentalnym nie gubi swojego eksplozywnego potencjału. Podkreślającego z jednej strony, że rozwoju, zmian się nie zatrzyma i warto w nich aktywnie uczestniczyć, z drugiej, że kultywowanie tradycji jest ważnym fundamentem dla kształtowania  osobowości, każdego rozwoju. Nie czyni przy tym przedstawienia ckliwym, anachronicznym, nudnym. Tu dynamika, tempo, kontrasty budują napięcie, taniec i śpiew, muzyka wykonywana na żywo wyzwalają emocje. Monochromatyczna barwa obrazu, siatka, na której wyświetlane są bardzo stare obrazy i dialogi jak z filmu niemego, kostiumy, rekwizyty nadają wizualizacji ciepła, szlachetnej nostalgii.

Musical Wojciecha Kościelniaka ma swój styl, pociągający charakter. Jest komunikatywny, prosty, harmonijny. Pięknie skomponowany, zsynchronizowany Nie boi się linkować bezpośrednio do tego co zaprzeszłe, umiejętnie wykorzystuje każdy motyw, formę, która związana jest z tematem, odważnie łączy to co różne, odmienne, niekompatybilne. I udowadnia, że można wykorzystać z powodzeniem tekst Simona Raphaelsona THE JAZZ SINGER, by pokazać proces, który doprowadził do zrealizowania pierwszego pełnometrażowego filmu fabularnego z mówionymi kwestiami dialogowymi w reżyserii Alana Croslanda, co było historycznym przełomem w rozwoju kina.

Fabuła jest prosta. Opowiada o żydowskim synu kantora, Jakie Rabinowitz, który sprzeciwia się ojcu i wbrew jego woli nie chce być jego następcą, opuszcza rodzinę, by zostać Jackiem Robinem, artystą jazzowym. Młody człowiek przeżywa głębokie dylematy moralne, ma wyrzuty sumienia, że zawiódł, zdradził, odrzucił tradycję rodzinną. Zbuntował się, poszedł za głosem serca, przeczuciem, swoim marzeniem, przeznaczeniem. Nie udaje się mu pogodzić starego życia z nowymi wyzwaniami. Miał zostać doskonałym kantorem, bo ma rzadki talent, perfekcyjne przygotowanie ale wybrał niepewną karierę śpiewaka jazzowego, który ma szansę docierać swą sztuką do każdego ludzkiego serca. Ojciec czuje się głęboko zraniony, rozczarowany. Nie ustępuje. Odrzuca go, nie akceptuje jego wyborów, nowej drogi życia. Wypiera się marnotrawnego syna. Na szczęście wszystko kończy się dobrze.

Wojciech Kościelniak sprawnie łączy sprzeczności, płynnie przechodzi od estetyki żydowskiej do wodewilowej, filmowej, jazzowej. Wszystko tu pięknie gra, wspaniale wybrzmiewa. Wzajemnie się dopełnia, wzmacnia. Teksty piosenek są interesujące, celnie komentują stany emocjonalne, konteksty w jakich znajdują się bohaterowie. Muzyka skomponowana przez Mariusza Obijalskiego spełnia podobną rolę. Wypadkowy obraz jest atrakcyjny, pociągający. Wyzwala niezwykłe emocje. Musical bawi i wzrusza. Podkreśla determinację ludzi, którym na sobie zależy. Głęboką troskę, należny szacunek, wielki niepokój. Niegasnący upór w dążeniu do celu i miłość, wierność temu, do czego jest się przeznaczonym. Każdy chciałby być tak mocno kochany, każdy chciałby mieć pewność, że robi, co należy, że dokonuje właściwych wyborów. Nie tylko ma marzenia ale mimo trudności,  z odwagą, poświęceniem, podejmując duże ryzyko chce je realizować i w końcu osiąga cele. Każdy chce poczuć, że tak jak bohaterom, też mu się może uda pogodzić sprzeczne oczekiwania, niemożliwe do spełnienia opcje. Dlatego spektakl silnie angażuje widzów, budzi ich żywe zainteresowanie. Nie czaruje, nie udaje pozwalając głęboko przeżyć losy bohaterów. Uznać ich zmagania z przeciwnościami, jak swoje.


Zdjęcie z próby medialnej
fot. Tomasz Ostrowski



https://www.teatr-zydowski.art.pl/spektakle/spiewak-jazzbandu


sobota, 22 czerwca 2019

OSY WYRYPAJEW DOM ARTYSTYCZNY WEDA OCH-TEATR


Autorski spektakl Iwana Wyrypajewa jest fascynujący. Fenomenalnie zagrany. Ogląda się go i przeżywa z zapartym tchem. W stuporze zdumienia. Niby prosty a skomplikowany. Niby realistyczny a paraboliczny. Niby kawa na ławę a tajemnica ogromnieje i się ciągle oddala. I dojmująco kąsa, kąsa, kąsa.

Pozornie dotyczy tylko trzech osób: Sary /dynamiczna, energetyczna, nie do rozpoznania Magdalena Boczarska/, jej męża Roberta /ekspresyjny, perfekcyjny, wow!Marcin Dorociński/ i ich przyjaciela Donalda/doskonały Dariusz Chojnacki/, bo nieobecni: Markus, żona Donalda i sąsiadki, są równie ważni. Podobnie jak my na widowni. Podstępnie skonstruowany jest na jednym pytaniu: u kogo Marcus był w zeszły poniedziałek? W istocie to pytanie o kondycję ludzką, dryfującą przez dowolny czas i nieokreśloną bliżej przestrzeń. 

OSY, letnie osy, które kąsają nas nawet w listopadzie to świadome i przeczuwane zmory współczesnego człowieka. Niepozorne rany, niedoskonałości, wady nie dające mu spokoju, poczucia bezpieczeństwa, szczęścia. Pozbawiające go pewności siebie słabe strony osobowości. Zaniechania, grzechy. Podważające porządek świata wątpliwości, wahania, zawody. Czy naprawdę nie mają wpływu na cokolwiek, pozbawione są znaczenia? Autor przypomina, że każdy człowiek jest mikro kosmosem zanurzonym w chaosie, ale paradoksalnie podporządkowanym działaniu harmonii świata. Z całym bagażem indywidualnych, osobistych, intymnych doświadczeń, genotypem boskiego człowieczeństwa. Jest jaki jest: paradoksem, kamuflażem, nie tym kim się wydaje. Z gruntu przewidywalną, słabą, splątaną potrzebą i niemożliwością jej spełnienia. Sam siebie komplikuje. Komplikuje życie innym. Poszukuje ciągle, karkołomnie, uporczywie zrozumienia, uwagi, miłości. Wysłuchania, odarcia z masek formy. Oczekuje, że ludzie, na których mu zależy, znajdą do niego instrukcję obsługi. Zajrzeć zechcą w mrok jego głębi.

Temu ma służyć swoisty sceniczny taniec-pulsowania, przyciągania, odpychania- bohaterów w pustej, ciemnej, kosmicznej przestrzeni, rozświetlanej tylko od czasu do czasu błyskami, wypełnianej muzyką, nadającej tempo, rytm, charakter akcji/reakcji. Znaczenie mają rozmazane odbicia w zaburzających realistyczny obraz lustrach, portrety Sary, Roberta, Daniela, pozostałych osób przerysowane wyraziście, zniekształcające niejednoznacznie. Ukryte pod kostiumem, charakteryzacją, ekspresją. Intensywną obecnością obecnych i nieoczywistym istnieniem nieobecnych. Ale opisywane językiem mentalności i ciała. Słowotokiem, logoreą, tyradą, atakiem, obroną, dochodzeniem co jest kłamstwem, co prawdą. Egzystencjalnym i filozoficznym śledztwem. To nieustanne, natarczywe, nienawidzące ciszy mówienie, dociekanie, pytanie symptomatycznie dopomina się o zainteresowanie, uwagę, czas. Wysłuchanie. Człowiek dziś musi robić wokół siebie zamęt, posługiwać się intrygą,  prowokacją, gdy chce być w full kontakcie. Musi ryzykować, eksperymentować, by wyrazić, co myśli, czuje, uważa. Gdy chce zaznaczyć swoją obecność. Zakomunikować, przedstawić ją światu. Zyskuje na znaczeniu gdy toczy grę, wchodzi ostro w niebezpieczne dla siebie interakcje. Ma wtedy szansę poczuć, że naprawdę coś znaczy, intensywnie żyje dla siebie, dla innych. Bada granice fałszu i prawdy, sprawdza ich wagę, siłę i pojemność. Walczy. Broni się. Chroni. Naraża się na kąsanie ale i sam kąsa. Jak letnie osy. Nawet w listopadzie. 

OSY
Reżyseria: Iwan Wyrypajew
Tłumaczenie: Agnieszka Lubomira Piotrowska
Scenografia: Anna Met
Kostiumy: Katarzyna Lewińska
Muzyka: Jacek Jędrasik
Reżyseria światła: Adam Czaplicki
Asystent scenografa i kostiumografa: Małgorzata Domańska
Producent: Piotr Duda (WEDA Dom Artystyczny)
Producent wykonawczy: Jan Malawski
Asystenci reżysera: Jan Malawski, Michał Rogalski
Obsada:
Magdalena Boczarska, Dariusz Chojnacki, Marcin Dorociński

PRODUKCJA: DOM ARTYSTYCZNY WEDA
Data premiery: 29 listopada 2018

piątek, 21 czerwca 2019

XIX MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL SZTUKI MIMU CAFE PANIQUE WROCŁAWSKI TEATR PANTOMIMY

Spektakl CAFE PANIQUE Wrocławskiego Teatru Pantomimy inspirowany jest zbiorami opowiadań  CZTERY RÓŻE DLA LUCIENNE oraz NAJPIĘKNIEJSZA PARA PIERSI NA ŚWIECIE oraz malarstwem i grafiką Rolanda Topora. Ma stworzyć klimat poetycznego absurdu, surrealistyczny nastrój oswajania samotności, tolerowania odmienności, poszukiwania i akceptacji prawdziwego siebie. Jest próbą panowania nad paniką chaosu współczesnego człowieka. Mową emocji obrazu.

Kawiarnia -stoliki, krzesła, lampki, podest dla śpiewaczki, orkiestra, fragmenty ruin-to realistycznie, neutralne miejsce spotkań. Znajomych i nieznajomych. Normalności i dziwności. Nie daje jednak wytchnienia, nie relaksuje. Jest jak zaczarowane miejsce wyzwalające ukryte skłonności, pragnienia, uczucia, słabości. Stany podświadomości. Daje szansę wyzwolenia od samotności ale pokazanie kim się w istocie jest nie przynosi ulgi, nie sprawia przyjemności. Staje się diaboliczną drogą donikąd, bo nic tak naprawdę nie zmienia. 

Spektakl działa poprzez sceny-obrazy. Ich wyrazistą, mocną, intensywną  plastykę, niepokojącą  niejednoznaczność, muzyczno- mimiczną kompozycję budującą  napięcie zwykłych zdarzeń, oczekiwań, pragnień. Nieporadny sztywniak, brzydal nie jest zakochany w śpiewaczce ale w jej piersiach. To one są obiektem pożądania. Ona, wyraźnie przestraszona jego adoracją, nie jest zainteresowana jego pieniądzmi, wpływami, bo wzrokiem podąża za młodym przystojniakiem. Jest tylko młodą dziewczyną w kostiumie divy. Obiekt jej uczuć zajęty jest samym sobą. Zamyślony, zaniepokojony, wycofany przed czymś a może  przed kimś ucieka, by w końcu popełnić samobójstwo. Co tak naprawdę zabija? Jakie lęki, niepokoje, strachy? Pojawiają się ludzie ryby opiekujące się ludźmi, bezręczny demiurg z mechanicznymi kończynami, postać w marynarce z przyczepionymi do niej nosami, pogubiona para zakochanych. Zwariowana, wesoła kapela w melonikach i żółtych, przeciwdeszczowych płaszczach co i rusz przemyka po scenie. Świat fantazji, iluzji, fikcji, sztuczności, nienaturalności miesza się ze światem o realnych, zwyczajnych, dobrze znanych wszystkim kształtach. Wymiar materialny miesza się z niematerialnym. Sen z jawą. Co wprowadza element  chaosu, dezorientacji, zaskoczenia. Dystansu. Uruchamia wyobraźnię. Umożliwia projekcję własnych intymnych  doświadczeń widzów na sugestywny obraz pantomimiczny.

Ta surrealistyczno-komiczna pantomima zakończyła XIX MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL SZTUKI MIMU. W tym roku skromny, kameralny ale niezwykle ciekawy, bardzo ważny dla jego wiernych sympatyków. Bartłomiej Ostapczuk podziękował im za obecność, Teatrowi Dramatycznemu za gościnę, ministrowi Glińskiemu za dotację. Być może kolejna edycja będzie bardziej różnorodna, bogata. Najważniejsze, by festiwal trwał. Z tą nadzieją patrzeć należy w przyszłość. 

Pantomima się ciągle rozwija, zmienia, zaskakuje. Inspiruje. Staje się coraz bardziej interdyscyplinarna. Jest szkołą myślenia za pomocą obrazów. Bez słów. Odwołuje się do osobistych przeżyć. Rozwija wyobraźnię. Przede wszystkim niezmiennie wzrusza widzów. Pozwala im dobrze się bawić, poznawać człowieczy los, przeżywać komedię ludzką. Ciągle oczarowuje. Wyzwala pozytywne emocje. W młodych ludziach roznieca zachwyt i ciekawość światem. W dorosłych budzi zdumione pięknem sztuki mimu szczęśliwe, niewinne, ufne dziecko.


CAFE PANIQUE
reżyseria: Joanna Gerigk
scenografia: Michał Dracz
muzyka: Sebastian Ładyżyński
wykonanie rekwizytów: Aleksandra Stawik
obsada: Mariusz Sikorski, Monika Rostecka, Artur Borkowski
premiera: 9 lutego 2017

Fot. Natalia Kabanow
 
https://www.mimefestival.pl/1606-ndz-cafe-panique---wroc322awski-tear-pantomimy.html

niedziela, 16 czerwca 2019

XIX MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL SZTUKI MIMU KONCEPCJA ŻYCIA NIMU THEATRE - NIEMCY


Trwa upalny wieczór. Scena kusi widzów zimnymi napojami serwowanymi w barku.  Niektórzy z propozycji ochoczo korzystają. Warto ugasić pragnienie. To w tym miejscu  historia pewnej miłości się niewinnie zaczyna, tu się tragicznie kończy.  ON i ONA spotykają się, zbliżają do siebie, poznają. Uczucie się rozwija, rośnie. Pojawia się stół, który bywa też kanapą, wanną, tym co łączy lub dzieli, jest narzędziem walki, wyznacza pole bitwy, podkreśla harmonię, jest dowodem erozji, destrukcji, chaosu, braku równowagi w związku dwojga młodych ludzi. Naprawiony nic już nie zmieni. Jest podporą samotności. Pojawia się też płachta białej tkaniny, która pełni rolę obrusa, prześcieradła, narzuty na kanapę, ręcznika, podgłówka, welonu. Jest symbolem czystości lub żałoby. Opresji lub więzi. Tego, co zbliża lub oddala. Ale najważniejsze są ciała bohaterów, które ruchem, układem, ekspresją wyzwalanych emocji zdradzają kolejne etapy narodzin i śmierci uczucia. Nie docierając do istoty przyczyn i skutków jego zaistnienia. 

Miłość po prostu pojawia się. Najpierw jest prostą, spontaniczną, wzajemnie rozbudzaną fascynacją, z czasem radością przeżywania wspólnego życia, celebrowania codziennych  rytuałów, okazywania sobie czułości. Szczęściem zaistniałym bez wyraźnej przyczyny, bez jasnej potrzeby.  Na pozór przypadkowym darem losu. A jednak nie wiadomo dokładnie co i dlaczego zaczyna psuć związek. Czy jest to rutyna, nuda, zdrada, nie ma pewności.  To, co go budowało zawodzi, wyczerpuje się, nie wystarcza. Uczucie blednie, więzi zanikają, relacje negatywnie się wyostrzają, eskalują. Partnerzy oddalają się od siebie, zajmują się tylko sobą. Dziewczyna umiera lub tylko odchodzi, opuszcza chłopaka. Miłość gaśnie, związek się rozpada. Mężczyzna, mimo  uporczywych starań, nie potrafi jej wskrzesić, ocalić.  Ciało dziewczyny się poddaje. Kiedyś przysłaniało chłopakowi świat cały, na końcu jest obciążeniem, balastem, niegasnącym wspomnieniem, tęsknotą za tym, co było intensywne, wyjątkowe, ważne. A jednak zaowocowało smutkiem. Rezygnacją. Bólem. Porażką.

Irena Fas Fita oraz Johennes Stubenvoll w sugestywny  sposób opowiedzieli, że w miłości należy być aktywnym graczem. Nie wystarczy mieć szczęście, należy o nie dbać. Nie wystarczy się dostosować do siebie, warto być kreatywnym partnerem. Miłość wymaga nowych podniet, pomysłów, ciągłej zmiany. Żywiąc się samą sobą, zużywa się szybko, nieodwołanie. Jej słodycz zamienia się w gorycz. Nie dość, że jest. Jeśli ma przetrwać musi się rozwijać, ewoluować, przekształcać w nowe formy. Ważna jest koncepcja życia. Ale trzeba ją wymyślić, przygotować, mieć. Aktorzy inteligentnie wykorzystują/ogrywają/ rekwizyty, układami choreograficznymi, scenicznym ruchem, tańcem bez trudu ilustrują swój artystyczny komunikat. Wypracowują nastrój oczekiwań,  urok euforii,  erozję uczucia, kryzys związku, napięcie porażki. Czuwają nad tym, by emocje nie gasły. Dbają o więź z widzami. Przedstawiają im pantomimę współczesną. Fantastycznie nawiązującą do tradycji. Ale interdyscyplinarną, nowoczesną. Profesjonalną, prawdziwą, czułą. Piękną.

Fot. Roger Rossell

sobota, 15 czerwca 2019

XIX MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL SZTUKI MIMU SOLITUDES KULUNKA TEATRO


SOLITUDES, spektakl Kulunka Teatro,  zapoznaje widzów z trzypokoleniową rodziną. Opowiada poprzez nią o nas wszystkich. Zaprasza do wiwisekcji relacji międzyludzkich, kondycji jednostki. Pozwala mocno poczuć, co współczesność traci, nic w zamian nie mogąc zaoferować, ocalić. Rośnie w niej smutek różnych odmian samotności. Postępuje zaburzenie komunikacji. Porozumienie bliskich sobie osób zdaje się niemożliwe, bo kontakty są krótkie, powierzchowne, szorstkie, sprowadzone do poziomu spełniania niezbędnych powinności, podstawowych obowiązków. Pogłębia się niepełnosprawność starości. Doskwierają skutki izolacji, zamykania się we własnym tylko, introwertycznym świecie. Ból egzystencjalny paraliżuje, doprowadza do depresji, wycofania, śmierci.  Pęd życia, wygoda, brak empatii wypycha z życia to co nieatrakcyjne, zużyte, zbędne. Uciążliwe. Nie moje. Nie dla mnie. Brakuje radości, brakuje bliskości, brakuje uważności na drugiego człowieka, kimkolwiek by nie był. Wspólnych wspomnień, rytuałów, zajęć. Każdy z bohaterów staje się zamkniętym światem ważnym tylko dla siebie samego. Bycie razem niczego nie zmienia. Jeszcze bardziej daje odczuć, że można stać się dla świata, dla siebie obciążeniem, balastem, kłopotem.

José Dault, Garbiñe Insausti, Edu Cárcamo grają we wspaniałych maskach, które odpowiednio oświetlone, ustawione zmieniają swój wyraz, charakter, wyrażane emocje. Aktorzy zdumiewająco sprawnie multiplikują typy charakterystycznych bohaterów. Symboliczną rodzajowość. Subtelnie niuansując, delikatnie ironizując grają wiele ról. Nie używają słów ale mowa ich ciał wszystko wypowiada, opisuje, komentuje. Dotyka.To zasługa ich mistrzowskiego poziomu, sprawności warsztatu, głębokiej wrażliwości i wyobraźni. Niczego nie udają, nie przedstawiają. Są szczerze, naturalnie, czule, z poczuciem humoru starością, samotnością, obojętnością, wykluczeniem. Tęsknotą za bliskością, zrozumieniem. Bólem naszych czasów. Który łamie serca, ale i je otwiera. Który dokonuje emocjonalnego harakiri po to, by po wyjściu z teatru można było spróbować naprawiać siebie, ratować myślą, mową i uczynkiem świat. Tylko wielka sztuka potrafi rozkruszyć skorupę obojętności, którą narzucają bezduszne mody, współczesne trendy, uprzedmiotowujące rytuały codzienności. Tylko ona jest w stanie rozbić mur dystansu odgradzającego od cierpienia drugiego człowieka, często im nam bliższego, tym mocniej, głębiej, dotkliwiej przez nas krzywdzonego. Tylko wielka sztuka potrafi wstrząsnąć tak, by można było przestać się bać, wstydzić kochać prosto, szczerze, naturalnie. Poczuć, że możliwe jest wszystko. Od zaraz. Natychmiast. Tak po prostu.

Różne wcielenia samotności pozostaną na zawsze z tymi szczęśliwcami, którzy zetknęli się ze sztuką KULUNKA TEATRO. Z jej magią, tą siłą fatalną, która pozwala wrócić do istoty nas samych, pomaga zdefiniować na czym nam tak naprawdę zależy. Pokazuje jak można ocalić wszystko co jest dla mnie, dla ciebie, dla każdego człowieka dobre, piękne, najważniejsze.

SOLITUDES

Reżyseria: Iñaki Rikarte
Autorzy: José Dault, Garbiñe Insausti, Iñaki Rikarte, Edu Cárcamo, Rolando San Martín Obsada: José Dault, Garbiñe Insausti, Edu Cárcamo
Muzyka: Yayo Cáceres


Spektakle Kulunka Teatro wystawiano wiele razy na scenach Hiszpanii, Ameryki Południowej, USA, Chin i Europy. W ciągu ostatnich 4 lat spektakl można było oglądać w 22 krajach na 3 kontynentach. Zdobył on nagrodę na Birmingham European Theatre Festival w 2011 r. oraz na La Habana International Theatre Festival (Kuba).

POLSKA PREMIERA 10 czerwca 2019 r., Scena na Woli im. T. Łomnickiego

 foto: David Ruiz