wtorek, 22 stycznia 2019

ZEMSTA NIETOPERZA TEATR NARODOWY


ZEMSTA NIETOPERZA, operetka Johanna Straussa, teatralnie wyreżyserowana przez Michała Zadarę jest cała z naszego zaściankowego nowego wspaniałego świata. Politycznego, społecznego, egzystencjalnego pomieszania, chaosu, zamętu. Śmieszy, tumani, przestrasza. Zdumiewa. Z zasady nie może być najwyższych lotów produkcją, zaspokajająca apetyty pożeraczy estetycznych, artystycznych super uniesień. Mlaskających, cmokających, czekających na popisy wokalne melomanów. Oglądając spektakl publiczność ma być zaskoczona, ma poczuć dysonans, absmak wynikający z oczekiwań, z jakimi przyszła do teatru i tym, co w nim otrzymała.  Powinna wyciągnąć wnioski z tego fałszywego tonu, przewrotek interpretacyjnych, celowych wpadek wokalnych, obsadowych. Bo aktorzy nie śpiewają czysto, wydaje się, że niektórzy jakby błędnie, bo niezgodnie z warunkami są obsadzeni, jakby byli na niewłaściwym miejscu, jakby grali rolę nie dla nich. Mają bardzo trudne zadanie: wcielają się w role, śpiewają, tańczą, wykonują zadania kaskaderskie, Paweł Paprocki nawet gra na fortepianie. Scenografia Roberta Rumasa , trzy zapierające dech w piersi plany, to jeszcze podkręca, kostiumy Julii Kornackiej i Arka Ślesińskiego kulminuje. Choreografia Eweliny Adamskiej-Porczyk
 eskaluje. Patrzcie, słuchajcie, przeglądajcie się w sobie. To teatralne lustro. Wszystko ma znaczenie. Przytyk. Wytyk. Wtręt. Aluzja. Każdy szczegół. Jedynie muzyka wykonywana na żywo jest poza pozą, wariacją, zmyśleniem. Krystalicznie czysta snuje subtelnie ton niezniszczalnego pierwotnego piękna. Szlachetnie, dyskretnie.

Michał Zadara przenosi akcję do Warszawy, w czas teraźniejszy, gorąco bieżący. Charakteryzuje klasę średnią, młodą, zachłyśniętą wolnością wyboru, w sytuacji, gdy stać ją na wszystko. Bezstresowo korzystającą z uroków życia. Przedstawia i charakteryzuje tych, którzy mają pieniądze, pozycję, aspiracje, pretensje ale nigdy nie będą mieć klasy. Tej najwyższej, mistrzowskiej.  Reżyser pokazuje, jak się ta klasa sama deklasuje. Demaskuje. Jak się słoma- słabość, niedojrzałość, genotyp prostaka-z butów wysypuje. Pani zdradza pana, pan panią. Rachunki się wyrównują, zemsta dokonuje. Ukraińska sprzątaczka, jej siostra, hydraulik, chłopak myjący okna drapacza chmur, pozostali, tak naprawdę nie różnią się od swych pracodawców. Bez trudu mogą wkraść się w ich świat, skraść im show, zająć ich miejsce. Są ambitni, wykształceni, ekspansywni, odważni. Zdeterminowani. Mentalnie im równi.

Najpierw spotykają się wszyscy w ekskluzywnym mieszkaniu z widokiem na pałac kultury, gdzieś na mega wysokościach, później na balu, ale w przedsionku, w holu, nie na sali balowej. W końcu w więzieniu. A więc z przymrużeniem oka operetkowe niebo, czyściec i piekło ale wszystko na niby, nie ma się o co, o kogo bać. Przetłumaczony przez Michała Zadarę i Justynę Stoczek tekst libretta- lekki, zabawny, bliski życia- nie pozwala problemów bohaterów traktować zbyt poważnie. Oni sami przecież nie traktują się poważnie. A więc i sama zemsta też nie jest dramatycznie poważna. Staje się zachcianką, fanaberią. Grą towarzyską. Rozrywką. Doskonałą zabawą.


Zadarowa adaptacja klasycznej operetki, drastycznie zmieniająca pierwowzór, przedstawia się w formie trudnej do określenia. Miażdży, rozgniata, masakruje klasyczny kanon wystawienia, interpretacji, recepcji. Demokratycznie miesza style, czerpie zewsząd, łączy wszystko: politykę, popkulturę, różne orientacje, różne światy współczesne. Jest pastiszem, radosnym, nieprofesjonalnym śpiewaniem, trochę kabaretem, ciut musicalem. Farsą, lekką nader komedią. Najwięcej teatrem. Najmniej sztuką wysoką. Tworzy współczesny estetyczny kogel-mogel. Każdy zobaczy w niej co innego. Każdy może się śmiać z innego powodu. Ze swego poziomu oczekiwań. I jeśli publiczność się śmieje, to z samej siebie się śmieje. Jak u Gogola. Teraz u Zadary. Jakby ten dokonywał zemsty na stricte operetkowej ZEMŚCIE za jej słodkie, doskonałe, uwodzące  jak Flecisty z Hameln działanie. I to tę słodycz oczekiwań ściera Zadara  z ortodoksów /tu operetki/ krytycznych ust. Radykalnie, metodycznie, programowo po swojemu, jak zawsze, ściera konceptualnie teatralnie. Bawiąc się przy tym doskonale. A my, jacy tacy, razem z nim.


ZEMSTA NIETOPERZA


Kompozytor: Johann Strauss
Tytuł: Zemsta nietoperza
Tytuł oryginalny: Die Fledermaus
Autorzy libretta: Karl Haffner, Richard Genée
Autorzy przekładu libretta: Michał Zadara, Justyna Skoczek
Reżyseria: Michał Zadara
Kierownictwo muzyczne: Justyna Skoczek

Scenografia: Robert Rumas 

Kostiumy: Julia Kornacka, Arek Ślesiński 

Choreografia: Ewelina Adamska-Porczyk

Reżyseria światła, projekcje wideo: Artur Sienicki

Układ walk scenicznych: Dawid Fajer

Efekty kaskaderskie: Piotr Nawrocki
Zespół muzyczny w składzie: 
Justyna Skoczek – fortepian
Anna Maria Staśkiewicz – skrzypce 
Marcin Kamiński / Robert Nalewajka – flet 
Michał Górczyński / Oliwier Andruszczenko – klarnet 

Leszek Lorent – perkusja 

Henryk Kowalewicz / Ewa Paciorek / Tomasz Bińkowski –waltornia 



Obsada:

Anna Lobedan - Rozalinda

Marta Wągrocka - Adela 

Mateusz Rusin - Eisenstein

Karol Dziuba - Alfred 

Oskar Hamerski - Doktor Falke

Waldemar Kownacki - Blind 

Paweł Paprocki - Frank, Hydraulik - Pianista

Przemysław Stippa - Książę Orłowski 

Ewa Konstancja Bułhak - Ida

Wiktoria Gorodeckaja - Ida 

Monika Dryl - Melania 

Lidia Pronobis - Felicitas 

Anna Grycewicz - Minni

Paulina Korthals - Hermina

Bartłomiej Bobrowski - Ali Bey

Kacper Matula - Murray, Frosch Kamil Mrożek - Iwan 

Hubert Paszkiewicz - Carikoni 

Maja Amsterdamska / Kalina Paprocka - Córka

zdjęcia z próby medialnej (fragmenty II Aktu) Tomasza Ostrowskiego

niedziela, 20 stycznia 2019

WIECZÓR TRZECH KRÓLI albo co chcecie COLLEGIUM NOBILIUM


"WIECZÓR TRZECH KRÓLI albo co chcecie" Williama Shakespeare'a to komedia omyłek. W Collegium Nobilium również. Wydaje się, że jest to sztuka o naturalnej potrzebie zdefiniowania własnej tożsamości, głównie płciowej, i co za tym idzie, poszukiwanie sposobu spełnienia, zaspokojenia ambicji, namiętności. Poprzez przełamanie wszelkich barier, ograniczeń, poprzez finezyjną grę z partnerami, z konwencją, z wszelką przeciwnością losu w ramach posiadanych możliwości, talentów, zajmowanej pozycji staje się lekcją jak można przetrwać w nieznanym, nieprzyjaznym świecie i uzyskać swoje lub pogodzić się z przegraną.

W nowym przekładzie Piotra Kamińskiego i Anny Cetery, z doskonałą muzyką Borysa Kunkiewicza w nowoczesnej scenografii /spa, sanatorium, ośrodek wypoczynkowy/i współczesnym kostiumie Aleksandry Gąsior, młodzieńczej interpretacji studentów IV roku Akademii Teatralnej wypada świeżo, zabawnie, zaskakująco. Błazen jest Jokerem, klownem, św. Mikołajem,  kaowcem ale w istocie moderatorem, siłą krytyczną, demoniczną. Czystą wrażliwością. Doskonałym nie wiadomo kim, choć wodzi rej, uciera śpiewająco nosa każdemu, gdy tylko zechce. Nie ma formalnie władzy ale to on błazenadą rządzi. Jest doskonałym wcieleniem nowej kobiecości, jej sprytnego sposobu radzenia sobie z patriarchalnym światem. Mimo kruchości, delikatności, warażliwości jest przebiegły, silny, męski. Jakby Aleksandra Boroń w tej roli udowadniała, że prawdziwa siła osobowości wyraża się w skuteczności osiągania własnych celów. W przypadku kobiety głównie kamuflażem, podstępem, intrygą. Ciągłą zmianą, przeobrażeniem, dostosowaniem, nieustanną grą. Z dystansem poczucia humoru i kpiny. To pokaz tego, jak wyrażać, co się naprawdę myśli bez rezygnowania z siebie.

Właściwie wszystkie kobiety muszą tu podejmować podobne wysiłki, stosować różne triki, przebieranki, by pozostać sobą. Nieźle sobie z tym radzi Maja Szopa, Wiola w przebraniu Cesaria, Katarzyna Gałązka w roli raz wynisłej raz namiętnej hrabianki Oliwii czy seksowna, pociągająca Mariia Moniki Szwajnos. Panowie mogą sobie pozwolić na otwartość, bezpośredniość, nie mają problemu z tym, kim tak naprawdę są. W warunkach sprzyjających zabawie, w czasie wypoczynku, relaksu to oni wydają się dziecinni, słabi, kobiecy. Nieporadni, niedojrzali. Rozbrykani. Jedynie Malwolio Jakuba Kordasa to ambitny, silny, prawdziwy typ męski/głos, postawa, determinacja, ego/ i książę Orsino Jakuba  Gąsowskiego, który z dystansu zajmowanej pozycji i poczuciem humoru podchodzi do spraw tego świata.

Artur Tyszkiewicz wyreżyserował przedstawienie trudne w odbiorze, niejasne w intencji. Nieoczywiste. Wykorzystał komedię Williama Shakespeare'a, by przedstawić proces odkrywania przez bardzo młodych ludzi, kim tak naprawdę są grane przez nich postacie, jakie mają możliwości i ograniczenia, oczekiwania i pragnienia. Wydaje się, że próba uwspółcześnienia jest słuszna, bo czemu nie?, pomysł jak przetrwać w świecie pozostając sobą ciekawy a otwarte zakończenie uzasadnione, bo happy-endy są słodkie, fałszywe, naciągane. Nudne. Jednak zaskakująca scenografia i irytujące kostiumy/np.Oliwia w czarnej, żałobnej sukni, łączenie czerwieni z fioletami/, dokonane skróty, duża swoboda interpretacyjna postaci, dominujący show Błazna funduje dramat tej komedii. Sorry, jest ostatecznie pomyłką.



WIECZÓR TRZECH KRÓLI albo co chcecie 
WILLIAM SHAKESPEARE
Przekład: Piotr Kamiński, Anna Cetera
Reżyseria: Artur Tyszkiewicz
Scenografia, kostiumy: Aleksandra Gąsior
Asystentka kostiumografki: Olga Hofman
Muzyka: Borys Kunkiewicz
Konsultacja choreograficzna: Anna Głogowska
Asystenci reżysera: Jakub Kordas, Maria Stolarska

Obsada:
WIOLA, później w przebraniu Cezaria: Maja Szopa
SEBASTIAN, jej brat bliźniak: Kaja Kozłowska (III r. WA)ORSINO, książę Ilirii: Jakub Gąsowski
CURIO, dworzanin Orsina: Szymon Owczarek
OLIVIA, hrabianka: Katarzyna Gałązka
MALVOLIO, rządca Olivii: Jakub Kordas
MARIA, dama do towarzystwa Olivii: Monika Szwajnos
SIR TOBIASZ CZKAWKA, kuzyn Olivii: Mateusz Burdach
BŁAZEN (FESTE) , błazen Olivii: Aleksandra Boroń
SIR ANDRZEJ CHUDOGĘBA, kompan Sir Tobiasza: Karol Biskup
KAPITAN, przyjaciel Violi i Sebastiana: Piotr Kramer (III r. WA)

Premiera: 12 stycznia 2019

https://tcn.at.edu.pl/spektakl/wtk/

HAMLET TEATR DRAMATYCZNY


HAMLET Williama Shakespeare'a wyreżyserowany klasycznie przez Tadeusza Bradeckiego jest opowieścią o absurdzie zemsty, bo ta jest zła ze swej natury, nie ma sensu, zatruwa duszę, rujnuje życie. Rodzi podejrzliwość, niezdrowe emocje, burzy relacje, zrywa wszelkie więzi. Nakręca spiralę obłędu, zaraża szaleństwem. Zabija tych, którzy jej ulegną, ich otoczenie. Jest stratą czasu, marnowaniem potencjału, trwonieniem talentów.  Jeśli raz się jej ulegnie, nigdy się nie kończy. Zemsta nie jest prawem i sprawiedliwością ale śmiertelną chorobą zakaźną. Wiedzie na manowce. Prowadzi donikąd.

Hamlet poznając prawdę o nagłej śmierci ojca, nie godząc się na zbyt szybkie małżeństwo matki ze stryjem nie uwalnia się od bólu istnienia/ weltschmezu/, nie czuje się wzmocniony. Jego działania, upór, natarczywość eskaluje przemoc, wzmaga chęć odwetu. Głęboko dotknięty, mocno pobudzony,  nadwrażliwy poddaje się emocjom, obmyśla intrygi, ma tylko jeden cel: pomścić ojca. Jego błędem nie jest to, że chce dociec co się stało, ale że to go całkowicie, bez reszty pochłania. Młody człowiek traci zainteresowanie Ofelią, polityką, sobą. To zemsta nim zarządza, ubezwłasnowolnia go i więzi. Prowadzi ku śmierci. Utalentowany, sprytny, inteligentny Hamlet okazał się zbyt słaby, pozbawiony dystansu, rozsądku. Dojrzałości. Roztrwonił miłość, stracił władzę, życie, przyczynił się do śmierci osób mu najbliższych. Zaprzepaścił swą szansę błądząc w złudzeniach o sprawczej mocy zemsty w imię słusznej prawdy. Odnieść  można wrażenie, że mogło mu się udać. Jednak zło rodzi kolejne zło i wiedzie do zguby.

Zemsta Laertesa ma inny kontekst. Gwałtowna, impulsywna, emocjonalna jest równie podstępna i zabójcza. Nieobliczalna. Tylko ci, którzy zemście nie ulegają, rezygnują z rozliczenia się z mordercami swoich bliskich, mają szansę jej próbę przejść szczęśliwie. Końcowa scena dramatu, gdy do Danii wraca młody Fortynbras/Modest Ruciński/, jest celną puentą. Barbarzyński, dumny, skromny, ubrany tylko w płaszcz podbity futrem, pewnie wkracza w przestrzeń martwą, do cna ze zła oczyszczoną. On podobnie jak Hamlet mógłby szukać zemsty za śmierć swego ojca. Nie pragnął jej ponad wszystko, walczył i zwyciężał. To on zasłużenie triumfuje. Został królem, władcą, panem siebie, swego królestwa. Wszystko, co słabe, niedoskonałe, chore w dziele samozniszczenia umarło, on, pogodzony z losem, wypełniając swoje obowiązki, przetrwał, żyje i ma szansę budować nowy świat.

Hamlet Krzysztofa Szczepaniaka ma w sobie niewinność, kruchość, delikatność, ufność i ciekawość. Uporczywie chce dociec prawdy. Mroczny, ubrany w żałobną czerń i ostentacyjny smutek, irytuje, drażni, zwodzi, prowokuje otoczenie. Miał szansę wygrać, ale coraz bardziej pewny siebie, żądny odwetu, przekonany o swej słuszności, traci wszystko, co było dla niego najważniejsze. Nie liczy się ze skutkami własnych czynów, zachowuje do nich dystans. Wydaje się być bardziej artystą przejętym aktem twórczym niż przyszłym władcą.  Łatwo jest podążać za myślami jego bohatera, zrozumieć jego metamorfozę. Przejrzeć kolejne wybory, decyzje. W jego szaleństwie jest metoda. Sposób na  osądzenie i ukaranie winnych. Krzysztof Szczepaniak gra lekko, naturalnie, spokojnie. Poza silną emocją, egzaltacją. Bez patosu, zbędnego uniesienia. Stworzył ważną rolę.

Ofelia Martyny Byczkowskiej jest tylko młodą, piękną dziewczyną. Całkowicie pozbawioną wyrazu, charakteru, czaru i powabu. Instrumentalnie, protekcjonalnie traktowana przez mężczyzn, którzy widzą tylko siebie, cenią tylko własne cele, staje się ich ofiarą. W ostentacyjnie niezrozumiały, prowokujący sposób się buntuje wobec swojego losu. Za życia jest bezbarwna, zbędna, martwa. Tylko Gertruda okazuje jej zainteresowanie, troskę i czułość. Wie o niej najwięcej. Współczuje jej, płacze nad jej losem.

Gertruda Anny Moskal jest cieniem mężczyzn, tolerowanym przez nich koniecznym dopełnieniem, choć gra matkę, wdowę, żonę i królową. Pełniąc tyle ważnych ról, jest nikim i jak nikt jest traktowana. Nosi suknie o tym samym lub podobnym kroju, choć w różnych odcieniach czerwieni jakby jedynie kolor miał prawo sygnalizować, opowiadać o kobiecych myślach, czynach i emocjach. Gertruda to postać marginalna,  niewiele znaczy, niewiele może. Jej śmierć wydaje się przypadkowa, przez to pozbawiona jest znaczenia. Nie jest świadomym wyborem, dobrowolnie przyjętą karą, walką ratującą życie syna.

Znacząco wypada Mariusz Wojciechowski w roli Poloniusza. Wystarczy, że jest mistrzowski Adam Ferency, zabawny Henryk Niebudek. Maciej Wyczański jest Klaudiuszem bez właściwości, każdym wcieleniem władzy.

Tadeusz Bradecki konsekwentnie stosuje drastyczny kontrast, zderza klasykę ze współczesnością w każdym estetycznym obszarze sztuki. Ustawia często aktorów przodem do widowni, co powoduje kierowanie wypowiadanych kwestii bezpośrednio do niej. Zaskakuje powrót do konwencji Comédie-Française/słowo, ruch, plastyka/. Dziwią dziś archaiczne gestykulacje, miny, tiki, klasyczne rozwiązania ruchu scenicznego w nowoczesnej, śmiałej, zarówno realistycznej, jak i abstrakcyjnej scenografii, z mocną, nasyconą intensywnym dramatyzmem muzyką. Podobny efekt rodzi pomieszanie stylów w kostiumach, które stają się sztuczną, nie pasującą do postaci powłoką. Jakby dodatkowo komunikowały, że jest na niewłaściwym miejscu/szczególnie Klaudiusz, Poloniusz/. To nie jest płynne, soft uwspółcześnienie ale drastyczny akcent, który aktywnie charakteryzuje bohaterów.  Łączenie konserwatywnej formy ze współczesną, aktualną, komunikatywną treścią błyskotliwie przetłumaczonego tekstu Piotra Kamińskiego wprowadza dysonans. Niepokoi, drażni, emocjonalnie angażuje. Może o to chodzi, by pokazać, że powrót do przeszłości jest nieskuteczny, niewłaściwy, sztuczny. Nie należy przywracać do życia tego, co dawno umarło, choć może przyjąć atrakcyjną formę/szermierczy pojedynek/,bo infekuje i zabija to, co chce żyć, się rozwijać. Stare, kanoniczne pojęcie zemsty, uleganie jej, nie ma przyszłości. Nie jest skuteczne, niesie ferment, odciąga od właściwych działań, prowadzi do nieuniknionej klęski. Nie wystarczy mieć słuszności, trzeba być skutecznym. Zachować proporcje. Najważniejsze, by przeżyć.

Trzeba więc skończyć z poetycznym, wzniosłym, odrealnionym etosem zemsty, trzeba skończyć ze zrodzoną z niej szlachetną nienawiścią, bo wyzwala pogardę, pozbawia godności, mnoży teorie spiskowe. Inicjuje kolejny szalony, mentalnie zniewalający chocholi taniec. Nie wzmacnia a zabija. Rodzi niemający końca chaos. Mord.


HAMLET WILLIAM SHAKESPEARE
reżyseria: Tadeusz Bradecki
przekład: Piotr Kamiński
scenografia i kostiumy: Andrzej Witkowski
układ pojedynków: Przemysław Wyszyński
światła: Maria Machowska
opracowanie muzyczne: Krzysztof Sierociński
projekcje: Antoni Witkowski

obsada:
Krzysztof Szczepaniak Hamlet
Piotr Siwkiewicz Duch Ojca Hamleta
Maciej Wyczański Klaudiusz
Anna Moskal Getruda
Mateusz Weber Horacy
Mariusz Wojciechowski Poloniusz
Martyna Byczkowska Ofelia
Kamil Szklany Laertes
Piotr Bulcewicz Rosencrantz
Marcin Wojciechowski/Michał Klawiter (gościnnie) Guildenstern
Adam Ferency Pierwszy aktor/Aktor-Król/Grabarz
Kamil Siegmund Marcellus/Aktor-Królowa/Grabarz II
Zbigniew Dziduch Barnardo/Aktor-Lucjanus
Henryk Niebudek Cornelius/Reynaldo/Aktor-Prolog/Ozryk
Modest Ruciński Fransisco /Fortynbras


Fot. Katarzyna Chmura

niedziela, 6 stycznia 2019

GWOŹDZIE COLLEGIUM NOBILIUM


Oryginalny, mocny tytuł monodramu CZOŁEM  WBIJAJĄC GWOŹDZIE W PODŁOGĘ Erica Bogosiana zredukował debiutujący jako reżyser Cezary Kosiński do jednego słowa GWOŹDZIE. Za to zmultiplikował wykonawcę, bo w spektaklu grają studenci IV roku Akademii Teatralnej w Warszawie. Tworzą reprezentację młodych ludzi, życiowych desperatów, osoby przegrane, dowodzące swoją postawą, stanem psychicznym, mentalnym, że przysłowiowa szklanka z wodą nie jest do połowy pusta lub pełna, ale od zawsze pusta. Jeśli w jakiejś mierze jest wypełniona, to marzeniem, pragnieniem, fantazją, majakiem, złudą prowadzącą do katastrofy, klęski, upadku.  Poza nadzieją. Poza szansą. Poza cudem. Gwoździe są narkotykiem, używką, słabością, religijną mamoną, fałszywą wartością, konserwatywną, betonową ideą, odziedziczoną małością, traumą, genem zwątpienia, niedoskonałości, która nie stabilizuje, nie umacnia a udziwnia, niszczy, degraduje. Jakby były z kruchego, zimnego lodu, który rozpuszcza gorączka uczuć, nie znajdujące uporczywe dążenie  zaspokojenia elementarnych ludzkich potrzeb.

Sztuka ma ambicję, by demaskować, dotykać, poruszać. Mówiąc o potrzebie miłości, zrozumienia, sensu, celu chce wysadzać widza z posad samozadowolenia, poczucia bezpieczeństwa.  Stosuje skrót, minimalizm, drastyczne środki wyrazu. Bezpośrednio komunikuje prawdy oczywiste, wprost ilustruje stan rzeczy, mówi o wartościach prostych. Podaje gotowe sposoby ocalenia, podsuwa  substytuty zaspokojenia potrzeb. Naiwnie wierzy, cynicznie obśmiewa. Ćwiczy, testuje, sprawdza. Jednak wszystkie drogi ratunku, desperackie ostrzeżenia, świadomość siebie i świata są ostatecznie GWOŹDZIAMI do trumny wszelkiej nadziei na to, że człowiek może być tak do końca, tak naprawdę w pełni zaspokojony, spełniony.  Wszystko podstępnie prowadzi go do samozniszczenia. Może dlatego, że jego otoczenie jest bez wyrazu, scena życia pusta /monochromatyczna, pełna pułapek scenografia/. I brakuje mu pomysłu, sił, wspomagania, które nada jemu samemu osobowość, charakter, by przezwyciężyć trudności, pokonać przeszkody, wypracować metody samoobrony.  Finał jest taki, że z pustego i Salomon nie naleje, nie powstanie coś z niczego. A tonący, chwytając się brzytwy, czyni swą śmierć jeszcze bardziej bolesną, tragiczną, smutną. To jedyna pewna prawda, że każde życie kończy się śmiercią, ale to, co się wydarzy pomiędzy człowiek może kształtować, może zmieniać, może o to walczyć. Życie samo w sobie ma sens. Możliwa jest wiara, że śmierć również.

GWOŻDZIAMI tego spektaklu są tak naprawdę jego wykonawcy. Intrygujący ARTYSTA Marcina Franca wyraża zmaganie się sprzeczności sensu sztuki i bezsensu życia.  Sztuka to dystans, gra, ćwiczenie. Ucieczka przed życiem lub szansa na przeżycie. Realna egzystencja to twarde reguły, bezwzględne konteksty. Przenikają się te dwa żywioły dramatycznie, boleśnie, twórczo. Artysta pragnie sukcesu, człowiek w nim boi się klęski. Zagranie niejednoznaczności, co jest inspiracją: życie dla sztuki czy sztuka dla życia jest zwycięstwem Marcina Franca. POLA Kamili Brodackiej i POLDEK Konrada Szymańskiego tworzą parę wyznającą konserwatywne wartości/religijne, polityczne, ekologiczne. Budują napiecie we wzajemnych relacjach, bo to, co miało być orężem jest podszyte fałszem, obłudą, pozą. W efekcie jest niewiarygodne, sztuczne. SPRZEDAWCA PŁYTEK Aleksandra Kaźmierczaka, autentycznie wzrusza. Postać, jej beznadziejny los, jest nakreślona skrótowo, przejmująco. Bohater jest w pułapce. Męczy go praca, zabija ambicja, by być najlepszym pracownikiem. Wykańcza go obraz gnuśnej żony, która bez walki ma to, czego mu brakuje, za czym tęskni. WEWNĘTRZNE DZIECKO Klaudii Kulinicz to naiwność, filozofia powrotu do źródła siebie samego, będąca ostatnią deską ratunku wobec braku oparcia w świecie, ludziach, czymkolwiek.  ĆPUNKA Marty Sudor jest postacią ulegającą a priori, poddającą się walkowerem. Świadoma swej przegranej bez walki, wie jak skończy.  ZUZKA Zuzanny Saporznikow to zwierzę stand-upowe, jeszcze walczy, miota się, przekonuje siebie, wszystkich wokół ale tak naprawdę to łabędzi śpiew- bardzo energetyczny, dynamiczny, optymistyczny- frustracji, lęku, niedostosowania, braku akceptacji.

Spektakl przedstawia świadomą siebie młodość trwoniącą swój potencjał w lęku,  bólu, amoku, wycofaniu, śmierci. Młodość, która przegrywa z destrukcyjnym, wymagającym stanowczości, charakteru, siły, dystansu konsumpcyjnym, interesownym, bezwzględnym światem. Artyści pokazują wyczerpującą po kres nierówną walkę jednostki z systemem. Brutalną, bezwzględną selekcję naturalną. Nie wbijają głowami gwoździ w podłogę. Ta usuwa im się spod stóp.

Spektakl mógłby być krótszy, bardziej spójny dramaturgicznie, w lepszym tempie. Postacie, interesujące i zróżnicowane,  wymagają wyrazistszego rozwinięcia, tak, by nie budziły tylko zainteresowania i śmiechu ale też grozę, prawdziwe przerażenie.

GWOŹDZIE ERIC BOGOSIAN
Tłumaczenie: Sławomir Michał Chrząstowski
Adaptacja i reżyseria: Cezary Kosiński
Scenografia i kostiumy: Jana Łączyńska, Marta Kozera
Światło: Karolina Gębska
Konsultacje muzyczne: Piotr Domiński
Choreografia: Aneta Jankowska
Wideo: Anna Grzelewska

Obsada:
Pola Kamila Brodacka
Artysta Marcin Franc
Sprzedawca Płytek Aleksander Kaźmierczak
Wewnętrzne dziecko Klaudia Kulinicz
Zuzka Zuzanna Saporznikow
Ćpunka Marta Sutor
Poldek Konrad Szymański

Prawa autorskie do sztuki reprezentuje w Polsce Agencja ADiT Elżbieta Manthey.

Spektakl dyplomowy studentów IV roku Wydziału Aktorskiego kierunku aktorstwo.

Premiera:5 stycznia 2019 r.

fot.Alex Kamiński

http://tcn.at.edu.pl/spektakl/gwozdzie/?fbclid=IwAR2gZ7UKQdDN2Rz6DsKT6JqAJDK0Y-1YSTKZbvh2U9XEFHoipoT8PvLvCSQ

środa, 19 grudnia 2018

HYMN DO MIŁOŚCI


HYMN DO MIŁOŚCI to przewrotny spektakl  na chór i orkiestrę w towarzystwie pluszaków, skomponowany i dyrygowany przez Martę Górnicką. Jest wypowiedzią społeczności- szerokiej reprezentacji różnorodności: kobiet i mężczyzn, dorosłych i dzieci,  ludzi o różnym kolorze skóry, amatorów i profesjonalnych aktorów, osób z zespołem Downa- o Europie tu i teraz w kontekście współczesnych niepokojów, lęków, zagrożeń. Gdy indywidualny człowiek podporządkowuje się jednobrzmiącemu wielogłosowi. Gdy synchronizuje się JA z MY. W czsach przepisywania historii, tworzonej z wybiórczej, wyrwanej z kontekstu informacji. Wypierania błędów, przemilczania wypaczeń. Narastania nietolerancji i niedostatecznej epatii wobec innych, obcych. Budowania narracji niekoniecznie zgodnej z prawdą czy całej w prawdzie. Niekoniecznie nawet zmierzającej do prawdy.

Efekt HYMNU DO MIŁOŚCI ujawnia  zwarcie szyku dla działania we wspólnej sprawie ale czy słusznej? W tym wypadku wybrzmiewa grupowym zgraniem w tonacji niebezpiecznego nacjonalizmu, terroryzmu, rasizmu. Tekstowy kolaż - wypowiedzi fundamentalistycznych bojowników i terrorystów /np. 2083. Europejskiej Deklaracji Niepodległości – manifestu Andersa Breivika, przemówienia przywódcy ISIS Abu-Bakra i Ben Ladena/, przykłady z internetowych  forów społecznościowych/heit, język nienawiści/, fragmenty liturgii, wystąpień polityków, popowych piosenek, znanych patriotycznych, narodowych, religijnych czy ludowych pieśni-wybrzmiewa niebezpieczną nutą.  Wyraziste układy choreograficzne, kostiumy, które są ubraniem powszednim, swobodnym, prywatnym przeciętnego obywatela, czyni tę wypowiedź mocną, sugestywną. Natychmiast zrozumiałą.  HYMN DO MIŁOŚCI jest komunikatywny. Przejrzysty. Odwołuje się do uczuć prostych, motywów rozpoznawalnych, treści doskonale znanych. Wykorzystuje naturalną potrzebę wyrażania siebie, dążenie do szukania  ludzi sobie podobnych, stawania się wspólnotową jednią. Bo to daje moc, siłę, napęd. Poczucie ważności, poczucie bezpieczeństwa, poczucie przynależności. Łatwo przychodzi się z tym utożsamić. Bez trudu można się do chóru przyłączyć.

Kompozycja HYMNU DO MIŁOŚCI ujawnia niebezpieczeństwo manipulacji. Odwołuje się do miłości. Nawiązuje do uczuć, idei pochodzacych z różnych obszarów, często odległych, nieadekwatnych do współczesnych  kontekstów, które w efekcie tworzą podział na MY lepsi i ONI gorsi. Rozbudza kontrowersyjne emocje wokół trudnych tematów/migracje, różne rasy, wyznania, orientacje/. Budzi demony wojny. Demaskuje podprogowe działanie presji, przymusu, poprawności wobec jednostki przez wypowiadanie się jednym, wspólnym, zgodnym głosem w niewinnym poczuciu wypełniania misji. Słusznej, bo zbiorowej, demokratycznie ukształtowanej, misji.

Marta Górnicka chciałaby, byśmy w gromadnym rozśpiewaniu nie gubili pamięci Zagłady, Holokaustu, przestrogi wynikającej z gorzkiego doświadczenia, gdy sztuka /orkiestra obozowa/ perfidnie  wykorzystywana przez posiadających władzę, miała podkreślić upadek człowieczeństwa,  na wieki wieków upodlić rodzaj ludzki władzy pozbawiony. Bo Niemcom nie chodziło tylko o to, by zabić. Zależało im, żeby złamać, zniszczyć, upokorzyć  w człowieku, wszystko, co ludzkie tak, by świadomość o tym nigdy nie pozwoliła się mu już podnieść. Nie ma wyzwolenia od tej pamięci. Reżyserka dyryguje chórem, który ostrzega. Pokazuje, jak  HYMN DO MIŁOŚCI, który demaskując niebezpieczną manipulację zarządzania lękami, emocjami, potrzebami człowieka, stać się może  HYMNEM DO NIENAWIŚCI. Sposobem zniewolania jednostki formatowanej według politycznych potrzeb rządzących. Dla kształtowania zbiorowości karnej, podporządkowanej, ubezwłasnowolnionej. Pozbawionej poglądów własnych, światopoglądu otwartego, swego indywidualnego brzmienia, wyrazu. Bez prawa do sprzeciwu, do buntu.

HYMN DO MIŁOŚCI
W chórze śpiewają: aktorzy i aktorki Teatru Polskiego w Poznaniu, aktorzy i aktorki Chóru Kobiet, amatorzy z Poznania, dzieci, dorośli z zespołem downa, seniorzy.
koncept, reżyseria, tekst libretta: Marta Górnicka
muzyka: Teoniki Rożynek
choreografia: Anna Godowska
dramaturgia: Agata Adamiecka
scenografia: Robert Rumas
kostiumy: Anna Maria Karczmarska
lalki: Konrad Czarkowski (Kony Puppets)
reżyseria świateł: Artur Sienicki
produkcja: Izabela Dobrowolska, Agnieszka Różyńska
fotografie: Magda Hueckel

obsada:
Sylwia Achu, Pamela Adamik, Anna Andrzejewska, Maria Chleboś, Konrad Cichoń , Piotr B. Dąbrowski, Tymoteusz Dąbrowski , Maciej Dużyński, Anna Maria Gierczyńska, Paula Głowacka, Maria Haile, Wojciech Jaworski, Borys Jaźnicki, Katarzyna Jaźnicka, Ewa Konstanciak, Irena Lipczyńska, Kamila Michalska, Izabela Ostolska, Filip Piotr Rutkowski, Michał Sierosławski, Ewa Sołtysiak, Ewa Szumska, Krystyna Lama Szydłowska, Kornelia Trawkowska, Anastazja Żak

Koproducenci: Fundacja CHÓR KOBIET, Teatr Polski w Poznaniu, Ringlokschuppen Ruhr, Maxim Gorki Theater
Partnerzy: Goethe-Institut, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski
Projekt współfinansuje Urząd m.st. Warszawy, Kunststiftung NRW


Warszawska premiera spektaklu 17.06.2017.
Polska premiera odbyła się 21 stycznia 2017 w Teatrze Polskim w Poznaniu