niedziela, 20 maja 2018

PIJANI TEATR DRAMATYCZNY

Sztuki Iwana Wyrypajewa, szczególnie te przez niego wyreżyserowane/LIPIEC, TANIEC "DELHI",  ILUZJE, NIEZNOŚNIE DŁUGIE OBJĘCIA, SŁONECZNA LINIA/, są skromne i statyczne, powściągliwe i wzruszające. Dotykają istoty rzeczy wprost w czułym objęciu poczucia humoru. O sprawach poważnych opowiadają lekko, metaforycznie, ale co najważniejsze, ich autor i reżyser prosto i szczerze mówi do widzów od siebie. Przewrotnie krytycznie, gorzko ironicznie. Z dystansem wpisanym w osobowość bohatera, apsychologiczną interpretację aktorską/melorecytacja, śpiewnie wypowiedziany tekst/. Nieustępliwie drąży, powraca frazą, rozwija wariacje na temat,  który z upływem czasu w spektaklu potężnieje, dojrzewa, nabiera barwy świętej prawdy, półprawdy, gówno prawdy, przed którą nie sposób uciec więc się ją przyjmuje za swoją z niewinnym rozrzewnieniem. Bohaterowie sztuk Wyrypajewa to ludzie prości, nieskomplikowani, przedstawieni nam w opozycji do samych siebie. Bez względu na wiek, na swój sposób są naiwni, dziecięcy, niedojrzali. Zagubieni, samotni, w potrzebie. Do tego stopnia, że sekundujemy im, jest nam ich żal i , gdyby to było tylko możliwe, chcemy im pomóc, chcemy ich ocalić jak samym sobie. Wyrypajew konsekwentnie wyjaśnia, ilustruje, udowadnia, że wszystko nie jest takie, jakie się nam wydaje. Prymitywny, odrażający wielokrotny morderca LIPCA opowiada swoją historię ustami pięknej, młodej, niewinnej dziewczyny/Karolina Gruszka/, postawieni wobec cierpienia i śmierci bohaterowie TAŃCA"DELHI"uczą się przez taniec jak żyć, by nie mieć poczucia bezsensu, straty, pustki, poszukujący szczęścia, miłości i kontaktu młodzi ludzie w NIEZNOŚNIE DŁUGICH OBJĘCIACH są jak dzieci buszujący w zbożu, ale też ci dojrzali z ILUZJI, którzy mają całe życie za sobą, stoją nad grobem nadal niepewni, co jest prawdą a co fałszem i udowadniają, że starość to nie znaczy mądrość, bo popełniają dziecinne, okrutne błędy, bujają w obłokach, / a jednak jest nam ich żal/, w SŁONECZNEJ LINII małżeństwo uporczywie, nieustępliwie walczy, próbując ocalić swój związek, definiując w full kontakcie zakres pojęcia miłości, prawdy, wolności relacji, w niej siebie.

Sztuka  PIJANI  bardziej rozbudowana, skomplikowana, równie wnikliwie i zabawnie ale mocno demaskatorsko, krytycznie kontynuuje próbę opisania świata, w nim zagubionych, skrzywdzonych i krzywdzących ludzi, stworzonych na obraz i podobieństwo wcześniejszych sztuk Wyrypajewa /język, konstrukcja akcji, postaci bohaterów/. Pijanych nie ze szczęścia ale z powodu głębokiego kryzysu. Poszukuje  panaceum na współczesny ból egzystencjalny, wzoru na miłość, szczęście, sens, prawdę, szczerość, obietnicę spokoju i złudzenia satysfakcji z życia i siebie samego. To obsesyjna praca nad ratunkiem, ocaleniem człowieka. Bo młodzi, piękni i bogaci bohaterowie sztuki ale niezadowoleni z siebie i tego, co mają, świadomi są swojej marnej duchowej kondycji.  Zaprzęgnięci do wyścigu szczurów, w pogoni za pieniędzmi, pracą, sukcesem, niewolniczo kręcą się w kółko. Wiruje im w głowie, wiruje wokół nich świat i wszechświat cały. Tracą grunt pod nogami.  Kompulsywnie wspinają się i upadają. Nie potrafią utrzymać równowagi. Nie powinni  narzekać, bo otoczenie jest piękne, dizajnerskie, wypasione. Ale chłodne. Odczłowieczone. To podstępna pułapka, jedna z wielu, które degradują kompleksowo moralnie, mentalnie i duchowo. Ubezwłasnowolniają. Pozbawiają wolności. I zwykłej, normalnej radości życia.

W Teatrze Dramatycznym powstała bogata, wielopoziomowa inscenizacja. Pozornie tylko wbrew estetyce Iwana Wyrypajewa. Cztery plany na obrotówce z podłogą nachyloną pod kątem, pięknie, nowocześnie zaprojektowane i wyposażone/kuchnia, salon, jadalnia, ulica/, przestrzenne i jasne sytuują bohaterów klasy średniej w rzeczywistości zmuszającej do nieustannego ruchu, przemieszczania, zmiany miejsca, pozycji, układu. Choreografia i ruch sceniczny szczegółowo rozpisany,  precyzyjnie wykonany, doskonale wzmacnia ten efekt, dodatkowo charakteryzuje, wyostrza relacje między bohaterami/ zbliżenia, przytulenia, odrzucenia, odtrącenia/. Aktorzy z poświęceniem "tańczą", przemieszczając się w rytmie pijackich kroków, potknięć, upadków /aktorki w bardzo wysokich cud szpilkach/. Kostiumy są drogie, eleganckie, wyszukane. Wizualnie obraz spektaklu jest pociągający, bardzo dynamiczny, bogaty, ilustracyjny.

Bohaterowie- sami przyjaciele, małżonkowie, drodzy, mili - na porządnym rauszu stają się kłótliwi, zaczepni, spontanicznie wylewni, kochliwi, w końcu mówią prawdę o sobie. Alkohol ich obnaża, zmienia, demaskuje.  Uwalnia od hipokryzji, pozy poprawności, gorsetu pozorów. Powoduje, że w różnych konfiguracjach towarzyskich wychodzą ze swojej społecznej roli i nieprzewidywanie, wbrew zasadom, kanonom, normom szaleją, wariują, bawią się. Szarżują. Z pijacką odwagą, szczerością, otwartością. W szerokim geście, zdecydowanym postanowieniu. W bełkotliwym oskarżaniu innych i usprawiedliwianiu siebie. Spowiadaniu się, pouczaniu, kajaniu. Przyznawaniu do błędów, samobiczowaniu. Głoszeniu cudownych myśli, epokowych odkryć, utopijnych teorii.  Ratowaniu każdego człowieka i całego świata. Bez wstydu, z uwzniośloną myślą o odpowiedzialności/za wszystko, co wypowiedzą usta/. Jakby wszystko w pijackim widzie było dopuszczalne, dozwolone i wybaczalne. Tylko w tym stanie mogą wyznać, że są rozczarowani sobą, światem, życiem. Konfrontują rzeczywistość, powinność, zobowiązanie z ideałem, marzeniem, pragnieniem. Udzielają lekcji. Przepraszają, deklarują mocne postanowienie poprawy. Głoszą złote myśli poważnej korekty siebie. Zanim może być na wszystko za późno.

I coś w tym wartościowego jest jak pod gównem całego świata. Wystarczy tylko przebić się przez jego niewyobrażalnie grubą warstwę, sięgnąć po ten diament, brylant, perłę. Istotę siebie. Na powrót odzyskać niewinność, spokój, szczęście, niemożliwą do osiągnięcia wartość, utraconą cześć, zgwałcone człowieczeństwo. Wszystko przez grzech nieposłuszeństwa wobec własnej natury. I zaniechania dążenia do osiągnięcia boskiego ideału w ziemskiej utopii. Niestety, gdy ludzkość  trzeźwieje,  wraca natychmiast na stare ścieżki dobrze znanych błędów i wypaczeń. Przecież bez kłamstwa nie można żyć, bez zdrady być szczęśliwym, bez pychy władczym, bez próżności wielkim, itd.

Wojciech Urbański wyreżyserował bardzo dobre, atrakcyjne przedstawienie, które jest wiarygodną, ostrą krytyką współczesnego stylu życia w lekkiej komediowej formie. Cały zespół twórców sprawił się doskonale. Cały zespół aktorski gra wyśmienicie. Robert Majewski pokazał mistrzostwo. Trafił w punkt, w samo sedno żenady pijaństwa: jego luz, rozchełstanie, śmieszność. I dostał gromkie brawa. Zasłużone w pełni!

Wszystko, co autor chciał powiedzieć, wybrzmiewa dosadnie, dobitnie, jasno. W pamięci pozostaje obraz klasy średniej w zimnym, pięknym, bogatym wnętrzu, współczesny, bełkoczący o Bogu, sensie życia, szczęściu, miłości, dobru i prawdzie człowiek, chwiejnym krokiem  zmierzający donikąd, kręcący się w nienaturalnym pędzie w kółko. Przebija tu Wyrypajewa czułość i ciepło. Troska, by mu pomóc i chęć, by mu ulżyć. Autor udziela prostych wskazówek, daje dobre rady. Mówi wprost, by człowiek współczesny oderwał się od materii tego świata i zanurzył w swojej duchowości. By spontanicznie, bez zahamowań, złych intencji nawiązał ze sobą samym i  drugim człowiekiem prawdziwy, głęboki, szczery kontakt. W gruncie rzeczy tak niewiele potrzeba do szczęścia. Tak, Iwan Wyrypajew kocha ludzi. Tych pijanych z nieszczęścia, tych pijących, by mówić prawdę.

PIJANI   IWAN WYRYPAJEW
przekład:Agnieszka Lubomira Piotrowska
reżyseria: Wojciech Urbański
asystent reżysera: Karolina Szczypek
scenografia i kostiumy: Anna Tomczyńska
choreografia: Aneta Jankowska
opracowanie muzyczne: Natalia Czekała
reżyseria światła: Karolina Gębska
projekcje: Adrian Cognac

Obsada:
Agata Różycka - Martha
Maciej Wyczański - Mark
Martyna Kowalik - Laura
Agata Góral - Magda
Robert Majewski - Laurenz
Łukasz Lewandowski- Gustav
Agnieszka Warchulska - Lore
Sławomir Grzymkowski -Karl
Anna Gajewska - Linda
Marcin Stępniak - Rudolf
Otar Saralidze - Max
Kamil Szklany - Matthias
Sebastian Skoczeń - Gabriel
Martyna Byczkowska - Rosa
premiera:11.05.2018

niedziela, 13 maja 2018

HAGADA NA POLSKĘ COLLEGIUM NOBILIUM


Co znaczy HAGADA, przyznam, nie miałam pojęcia. Po to jest sztuka,  między innymi, by poszerzać wiedzę. Siadłam więc z aktorami do zastawionego stołu, nakrytego białym obrusem i znalazłam się na kolacji celebrującej teatralnie obrządek religii żydowskiej, która jest mi obca, zupełnie nieznana. "Hagada jest historią Wyjścia z Egiptu narodu żydowskiego, którą odczytuje się podczas Sederu Pesachowego. Hagada upamiętnia wydarzenia z przed czterech tysięcy lat, odtwarza się ją nieprzerwanie każdego roku 15 dnia miesiąca nisan. Ma ona uczyć wdzięczności i pokory, ma spajać naród."* Celebrowanie jej ma na celu aktualizowanie tego o czym opowiada, bo istota, rdzeń, jądro przekazu nie ulega wpływowi czasu, jest niezmienne. Hagada wiąże się z subiektywną  żydowską perspektywą, pytającą o to, co jest dobre i prawdziwe dla Żydów. Nie jest ani mitologią, ani żywym przekazem historycznym. Najbliżej jej do legendy podtrzymywanej emocjami. Dzięki nim lepiej się pamięta, przeżywa, czuje.**

Spektakl HAGADA NA POLSKĘ spełnia podobną rolę. Dotyczy historii najnowszej, wynika z postawy artystów martwiących się o przyszłość. Przywołuje fakty,  okoliczności, opowiada indywidualne historie ludzkie. Przywraca świadomości pamięć, aktualizuje wiedzę, wiąże przeszłość z teraźniejszością poprzez odtwarzany obrządek religijny, co sankcjonuje obyczaje i tradycję. Przywołuje wspomnienia, relacje, pamiątki, fotografie. Język jakiego używa,  określa człowieka. Decyduje o nim, wpływa na to kim i jaki jest, będzie. Wiąże go z innymi ludźmi. Tworzy i scala tożsamość grupy, narodu.

W tym spektaklu chodzi o Polskę, Polaków różnego pochodzenia współistnienie, trudną spuściznę historyczną, pamięć, relacje, nastroje, wzajemne nastawienie. Aktorzy opowiadają głosem swoich bohaterów o pochodzeniu, korzeniach, losach ludzkich, rodzinnych, o tym, co wpływa na świadomość odczuwania ich własnej tożsamości. Konsekwencją jest obraz traktowania Żydów przez Niemców, Polaków w czasie wojny aż po dzień dzisiejszy. Związana z tym trauma, bolesne często, zaskakująco splątane historie, trudne przeżycia, skomplikowane relacje. 



Spektakl ma przemyślaną konstrukcję, znakomity rytm, dobre tempo. Interesującą, złożoną formę. Ważny, uzasadniony pretekst. Dotyczy naszej rzeczywistości, momentu gdy budzą się demony wojny, rośnie w siłę w nowej, aktualizującej się formie nacjonalizm, rasizm, antysemityzm i chce o tym mówić językiem pamięci, emocji. Reżyserski pomysł i realizacja /brawo Damian Josef Neć!/ , by wszyscy razem usiedli do stołu i wspólnie, teatralnie, przeżywali HAGADĘ, zmierzyli się z odradzającymi problemami, które wizualizują  wokół zgromadzonych się w kolejnych scenkach, odsłonach, jest doskonały. Pozwala przybliżyć się do opowiadanych historii, przeżyć je silniej, jakby się bezpośrednio brało w nich udział.  Wszystkie części są wyważone, lapidarne ale treściwe, w efekcie bogate emocjonalnie. Łączą bardzo osobiste, rodzinne intymne zwierzenia, obserwacje, wspomnienia, które jednocześnie ilustrują zjawiska, problemy, losy, doświadczenia zbiorowe.  Duchowa, religijna sfera przenika tą fizyczną, realną, materialną. Polityczną. Cały przekaz jest solidnie uwiarygodniony, dokonuje się z perspektywy bohaterów, którzy są Żydami polskimi. Obserwujemy więc poszerzony historycznie dowód na to, jak doświadczają oni groźnych skutków antysemityzmu, które prowadzą do poniżania, upodlania, wykluczania, wypędzenia, wykorzenienia, eksterminacji. Wciągają w swoje zło i czynią z ofiar katów i jak trudno przychodzi to zrozumieć, ocenić. Bo nie tylko czas Holocaustu gotował ludziom los bardzo okrutny i  skomplikowany/bardzo udana scena spotkania Ślązaczki  Anny Lise/Sebastian Perdek/ z Polakiem pracującym w Auschwitz /Kamil Studnicki/ ale też Marzec '68.

Rzeczywistość sceniczna jest bezdyskusyjna, ma barwę jednoznacznie brunatną.  Pozbawioną cienia nadziei, optymizmu, który by prowadził do ostatecznego rozwiązania konfliktów, unieważnienia pretensji, zadośćuczynienia doznanych krzywd. Polacy wychłostani są za wszelkie krzywdy, błędy przeszłego i teraźniejszego grzechu zaniechania, współuczestniczenia w haniebnych zachowaniach, działaniach, czynach. Bardziej nawet niż Niemcy obciążani są winą/postawa Polaków w czasie wojny i wypędzenie około 13 tysięcy Żydów polskich -Marzec '68/. W końcu o nich ten spektakl jest.

W tym kontekście dokonuje się coś bardzo dziwnego. Tak mocna wypowiedź teatralna-solidnie przygotowana, przekonująco zagrana- jest ostrym oskarżeniem. Czy do końca sprawiedliwym, obiektywnym? Sztuka upominając się o każdego człowieka tak dobitnie, posiłkując się argumentami nie do podważenia, może wywołać efekt odwrotny od zamierzonego. Może spowodować odruch obronny, odrzucający lub zamykający się na przesłanie sztuki, wycofania.  Każdy z widzów przychodzi ze swoją historią, jest nośnikiem własnej wersji prawdy, będącej wypadkową tego, co wie o swoich przodkach, o sobie, o świecie wokół. Zależy od wyznania i światopoglądu. I niekoniecznie prawda sztuki i indywidualnego widza jest kompatybilna. Oczywiście, nie musi być. Spektakl może to zignorować, pominąć, nie brać w ogóle pod uwagę. Ale czy słusznie?

Rachunku krzywd nigdy się nie wyrówna. Nie odstanie się to, co się dokonało. Ważne natomiast jest, by wszyscy zawsze pamiętali, mogli wypowiedzieć, co ich dotyka, dręczy, boli, niepokoi, unieszczęśliwia. Co jest niesprawiedliwe, podłe, nikczemne. Niedopuszczalne. I co nie powinno się już nigdy powtórzyć. Nie może być to działanie jednostronne. Bo w sposób naturalny, automatyczny nie przekona, nie wzbudzi empatii, nie zadziała. Nie osiągnie celu. Prawda jest zawsze o wiele bardziej złożona niż się przedstawia, niż nam się wydaje. Dobro, prawdę nie jest łatwo, prosto głosić, jeszcze trudniej wdrażać w życie.  Wymaga wiary i siły. Zło zazwyczaj lepiej sobie radzi. Idzie jak taran. Tym bardziej komunikacja, próba doprowadzenia do zrozumienia musi być prowadzona długofalowo i mądrze. Rozmowy, drążenie problemów, poznawanie się nawzajem nigdy nie powinno się kończyć. Jeśli trzeba, powtarzać należy ciągle to samo od początku do końca, bez kłamstw, przemilczeń, zatajeń, manipulacji. Nie chodzi o to, byśmy byli wszyscy tacy sami. Najważniejsze, by była w nas zawsze dyspozycja otwartości, gotowość do wsłuchania się, co innym, obcym, nieznanym i nam samym, tak naprawdę w sercu gra, płacze i śpiewa. Musimy się mentalnie aktualizować, rozwijać i w efekcie działać, przeciwdziałać. Reagować. W tym sensie HAGADA NA POLSKĘ jest niezbędna, koniecznie potrzebna. Oczywista. Obejrzyjcie ją, przeżyjcie. Ciekawe, co poczujecie. Powodzenia.:)



HAGADA NA POLSKĘ
na podstawie tekstów Hagady na Pesach, historii rodzinnych i polskiej rzeczywistości

reżyseria i scenariusz: Damian Josef Neć
scenografia: Maciek Czuchryta&Marta Wieczorek
muzyka: Agnieszka Szczepaniak
video (self tapes): Dominika Kachlik, Sebastian Perdek

Obsada:
Marysia (Miriam): Dominika Kachlik
Zosia/Miss Holocaustu: Katarzyna Skarżanka
Polonia/Wolski: Natalia Łągiewczyk
Kamil/Julian/Ziemkiewicz: Kamil Studnicki
Sebastian/Anna Lise: Sebastian Perdek

Spektakl jest efektem pracy podczas Kursu Mistrzowskiego na Wydziale Reżyserii pod opieką Pawła Łysaka.

premiera:20 lutego 2018r.
* cytat pochodzi ze strony informacyjnej spektaklu http://tcn.at.edu.pl/spektakl/hagada-na-polske/

wtorek, 8 maja 2018

STRACH TR WARSZAWA


STRACH w reżyserii Wdowik jest teatralnym horrorem, fantazmatyczną zabawą, kompilacją impulsów, linków, skojarzeń na temat tego, czego człowiek się boi, obawia, co przeczuwa, z czym się musi liczyć, bo jest prawdopodobne lub pewne, nieuniknione. Oswaja to, co go nie zabija a wzmacnia. Pozwala żyć. A nawet kręci. Zaspokaja potrzebę zabawy konwencją, stereotypem, najpewniej wynikającym  z fascynacji strachem, chęci przeżycia dreszczyka emocji, kontrolowanego zagrożenia, doświadczenia czegoś nowego, niezwykłego, zaskakującego.  W komforcie bezpieczeństwa. Czy STRACH jest spektaklem, performancem, instalacją, projektem, mniejsza o to. Wydaje się, że jest to spotkanie widzów ze sztuką, polegającą na stworzeniu nastroju sennego koszmaru, mającego swe źródło w podświadomości i doświadczeniu mocno zakorzenionym w tradycji, kulturze i sztuce/ filmowej,np. Frankenstein, teatralnej, np. Leszek Mądzik, plastycznej, np. Zdzisław Beksiński, Tomasz Górnicki i Tomasz Mróz, odpowiedzialny za scenografię, itd./. Każdy może stworzyć własny rejestr skojarzeń.

Plakat STRACHU TR Warszawa jest doskonałą ilustracją tego, co spektakl rozwija: wywołuje niepokój, intryguje, zaciekawia, uruchamia to, co znane i nieznane, świadome i podświadome, jednocześnie przyciąga i odpycha. Jest fantastycznie celną wariacją na temat tematu sztuki: zwiastunem, objawem, sumą jego wszystkich strachów. Wystarczyło pokazać zdeformowaną, poszarpaną, tłustą, pomarszczoną skórę/człowieka, zwierzęcia, sztuczny wyrób skóropodobny/ ze starczymi plamami, przebarwieniami, by uzyskać atakujący, obezwładniający widza strach przed chorobą, starością, śmiercią, bólem, cierpieniem, samotnością, brzydotą, odrzuceniem, brakiem akceptacji. Doznaniem nieprzyjemnym, niepożądanym, drażniącym. Dostępne w internecie wideo plakatu uruchamia obraz, co jeszcze bardziej działa na wyobraźnię, nie pozwala zapomnieć o tym, co człowiek w sposób naturalny, instynktowny chce od siebie odsunąć, ukryć, wyprzeć. Wydaje się, że to, czego chciałby uniknąć, przed czym pragnie uciec, w sposób nieunikniony się zbliża i za chwilę go dopadnie. Nie chce spotkania z zagrożeniem, którego nie doświadczył jeszcze a budzi w nim już opór, lęk, grozę, obezwładniające przerażenie.


Na starcie percepcję widza resetuje wyciemnienie a to co się stopniowo wyłania z mroku czy stwarzane jest, światłem, pochodzi z innego świata, choć w konkretnym realu ma zapuszczone głęboko korzenie. Mentalne science fiction stwarza potwory, zjawy, wizualizuje to, czego człowiek nie chce, co jest dla niego niepożądane, nieprzyjemne, bolesne, złe. A jednak go pociąga, kusi, hipnotyzuje. Zaciekawia. To, co udziwnione, zniekształcone, wynaturzone: postacie człekokształtne w szarych, ujednoliconych kostiumach i ich twarze maski/aktorzy rezygnują z własnej tożsamości, są nierozpoznawalni/, krajobraz jak z nocnego koszmaru- pozostaje bez  motywacji, sensu i przyczyny uruchomione alinearną, alogiczną akcją. Tekst wypowiada głos-obcy, inny, a jednak znajomy, bliski-wyrażający, co jest wspólne dla ludzkiego doświadczenia, bo to czego człowiek się boi wynika z tego, co przeżył, poznał, wie. Każdy widz słyszy jedynie Cezarego Kosińskiego, który docierając do niego przez słuchawki, staje się niejako jego wewnętrznym głosem/doskonały tekst Roberta Bolesto/. Efekt jest ciekawy. Robi wrażenie. Podobnie jak scenografia wykorzystująca pustą, ciemną scenę, w centrum której tętni życiem tajemnicza, raz ziejącym ogniem, innym razem światłem, dymem zasysająca, wciągająca, pożerająca człekopodobnych otchłań. Nie ma akcji, są sceny, obrazy, nastrój tworzony monochromatycznym kolorem, światłem, charakteryzacją podobnych postaci i ilustracyjną, niepokojącą muzyką oraz dźwiękami, ich różnorodnym brzmieniem. Tworzy to kompozycje zagrożenia, niepokoju, niepewności. Niezwykłości. Budzi ciekawość, przykuwa uwagę. Ale też śmieszy, gdy w zbyt oczywisty, dosłowny sposób powielają popkulturowe wzorce.

Małgorzata Wdowik wyczarowała  intrygujący seans teatralny. Jakby umożliwiła widzom przeżywanie zaadoptowanego filmu dla teatru, z czego powstaje ożywiony science fiction z dodatkowymi efektami specjalnymi/słuchawki/. Wszystko służy budowaniu sytuacji kierującej widza ku jego wnętrzu, wyzwalaniu niezwykłości, fantazjowania. To, co ukryte, negowane, wyparte, spychane do podświadomości ma szansę się ujawnić. Lęki są wyartykułowane, spersonifikowne, namacalne. Widzowie przeżywają w teatrze to, co doskonale znają ale w poczuciu urealniającej się fikcji. Mogą zmysłami doświadczać. Przeżywają sen na jawie. Szczególnie wtedy gdy grupa zjaw zbliża się do widowni, patrzy w jej kierunku jakby przymuszała do zmierzenia się z jej spojrzeniem. Potwory rozpraszają się, wchodzą powoli, nieubłaganie na widownię, stają tuż, tuż przy widzach i przez dłuższą chwilę w milczeniu zastygają w oczekiwaniu. Nie można się ukryć, uciec, zignorować takiej obecności.


To nie jest estetyka teatru Leszka Mądzika, choć w pierwszej chwili może z nią się kojarzyć. STRACH Małgorzaty Wdowik ma swój, popkulturowy rodowód, jeszcze bardziej niepokojące, choć przewidywalne, oswojone, bardziej dynamiczne oddziaływanie. Leszek Mądzik czerpie ze sztuki wysokiej, kontempluje, tworzy piękno doskonałe, wysublimowane, poetyczne, tajemnicze, skończone, prawie statyczne. Niepokojące, pociągające, uwodzące urodą. Małgorzata Wdowik podobnie wydobywa świat przedstawiany z ciemności, obnaża, przedstawia go światłem i dźwiękiem, uzupełnia tekstem. Ale go rozbraja powszedniością, umownością, konwencją horroru. Poczuciem humoru, absurdalnie wplecionym w obraz akcentem/balonik czerwony/.  Okazuje się, że strach nie do końca straszy. Śmiech widowni jest w tym przypadku uzasadniony, choć w kontekście sztuki wydaje się reakcją dziwną. Może jest też wskazówką, że wszystko, bez względu na to czy jest w nas uświadomione, czy nie, można osłabić, zneutralizować, pokonać jego siłą.

PIŁKARZE, DZIEWCZYNKI a teraz STRACH udowadniają, że Małgorzata Wdowik operuje indywidualnym językiem teatralnym. Nie boi się eksperymentować, nie boi się kontrowersji. Włącza do scenariusza pisanego na scenie improwizacje, prywatne wypowiedzi, informacje, pomysły aktorów, twórców. Opiera swoją formę wypowiedzi na tym, co intymne, znaczące, osobiste.Tworzy spektakle, które trudno zamknąć w jednej konwencji. Po prostu szuka, sprawdza i się rozwija. Powodzenia:)






STRACH
reżyseria: Małgorzata Wdowik
tekst: Robert Bolesto
dramaturgia: Joanna Ostrowska
scenografia: Tomasz Mróz
kostiumy i wideo: Dominika Olszowy
reżyseria dźwięku: Katarzyna Szczerba
reżyseria światła: Aleksandr Prowaliński
asystentka reżyserki: Malwina Szumacher
asystentka scenografa: Małgorzata Nawrocka
operator zdjęć wideo: Krzysztof Bagiński
konsultacja choreograficzna: Ramona Nagabczyńska

zdjęcia: 1.plakat spektaklu, 2.rzeźba Tomasza Górnickiego, 3.Natalia Kabanow

http://cojestgrane24.wyborcza.pl/cjg24/1,13,23328155,146962,-Strach--w-TR-Warszawa--Czego-sie-boi-Agnieszka-Zu.html

https://kultura.onet.pl/wiadomosci/pod-skora-strach-roberta-bolesty-rez-malgorzata-wdowik-tr-warszawa/mpgv1wl

poniedziałek, 7 maja 2018

2118. ANNA KARASIŃSKA NOWY TEATR


Anna Karasińska lekko, naturalnie, prosto ale bardzo konsekwentnie reżyseruje. Proponuje widzom spektakle teatralne skoncentrowane i oparte wyłącznie na człowieku/jednostce/aktorze i światach przez niego osobiście wykreowanych w przestrzeni surowej, pustej, zastanej, w kostiumie, który jest prywatnym ubraniem. Sama obecność aktora, to co mówi, pokazuje, przedstawia na scenie ma tworzyć wystarczająco mocne, sugestywne, nasycone znaczeniem komunikaty. Zazwyczaj w powściągliwej, spontanicznej tylko interakcji. Jakby reżyserka podkreślała dobitnie, że to każdy z osobna jest autorem rzeczywistości doświadczanej i wyrażanej, aktywnym, sprawczym w niej obrazem siebie. Wypadkowej opowieści, wywołanego wrażenia, ukrytej osobistej sugestii, która jest uzależniona od indywidualnej wrażliwości, kondycji, intencji, wyobraźni. Akcentuje poprzez sztukę teatralna uświadomienie sobie na poziomie najbardziej podstawowym, elementarnym, że TO SAM CZŁOWIEK jest źródłem, praprzyczyną, perspektywą, która go kształtuje, ma indywidualny decydujący wpływ na  materię, czas, przestrzeń. Świat cały od niego się zaczyna, w nim się toczy, walczy, rozgrywa, na nim się kończy.

Może dlatego w spektaklach Anny Karasińskiej/EWELINA PŁACZE, FANTAZJA/ nie ma scenografii, kostiumu, rekwizytów. Tym razem w ramach projektu Tomasza Platy 2118. ANNA KARASIŃSKA pojawiła się wieloznaczna ogromna srebrna bryła i najzwyczajniejsze krzesło. Ale to znów CIAŁO aktora i wydobywające je z ciemności, z nicości, nieistnienia światło wszystko przekazuje, emituje, opowiada. Stwarza. Maluje obraz konkretnego człowieka obiektu jako epicentrum całego wszechświata. Podkreśla, akcentuje, wydobywa wszystko, co charakterystyczne i najważniejsze, ogólne i szczególne. Wszelkie uczucia, zachowania, reakcje, doznania. Oczekiwania i projekcje. W nim i tym, co komunikuje przejawia się istota życia i śmierci, dobra i zła, ratunku i zagrożenia. Obawy i nadzieje. Sens i bezsens. Projekcja, kreacja, destrukcja obecności człowieka. Jego i świata przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.

Spektakl 2118. ANNA KARASIŃSKA jest wariacją na temat przyszłości, która jest determinowana przeszłością i rozgrywającą się decyzyjną teraźniejszością. Tym, co jest przeczuwane i nieuniknione.Te teatralne symulacje na temat: "co by było gdyby" dokonują się głównie przez każdego aktora z osobna. To typowe solówki; aktor monologuje, pozostali statystują, są rekwizytami lub komplementarnymi ilustratorami. Jednak wszystko co najważniejsze ma charakter wybitnie indywidualny. Choć wiele w tych wizjach jest wątków katastroficznych, smutnych to nie wywołuje to przygnębienia. Jest wzruszająco, ckliwie, sentymentalnie. Empatycznie. Dominuje nastrój swobodnych kontemplacji, luźnych narracji, filozoficznych dywagacji, co stwarza bezpieczny dystans, oswaja niepokoje. Nie tumani, nie przestrasza a wzrusza i bawi. Uwalnia fantazję, pozwala nią rozładować lęki, obawy, strachy ludzkości stare jak świat. Wydaje się, że jest to skuteczna forma przesłania, by cieszyć się życiem, przestrogi, by dbać o przyrodę, zwierzęta, człowieka.

Tak naprawdę nikt nie wie, co będzie, jak będzie za 100 lat. Nikt z dziś żyjących nie ma szans sporządzić rejestru pomyłek i trafień spektaklu. Kosmici, roboty, zwierzęta, ludzie, Ziemia, Kosmos to bohaterowie również współczesnych narracji.Można nawet odnieść wrażenie, że spektakl nic nowego nie wnosi. Wszystko, o czym jest w nim mowa, już było w innej i to bardziej złożonej, rozbudowanej, równie atrakcyjnej formie i treści przepracowane. Zarówno samotność człowieka, jak i jego bezradność, obojętność, nieskuteczność w ratowaniu siebie i świata.  Codziennie giną kolejne gatunki zwierząt. Nauka galopuje, marginalizuje człowieka, stawia na robotyzację. Życie nie trwa wiecznie. Zagrożenia multiplikują się poza ludzką świadomością. Tymczasem Anna Karasińska dba o jasność, transparentność przekazu i ufnie zawierza wrażliwości i wyobraźni widzów. Liczy na ich poczucie humoru. Konsekwentnie upraszcza, kondensuje, redukuje, indywidualizuje, jakby starała się zejść do poziomu komunikatywności zrozumiałej absolutnie dla każdego człowieka, który po to uczestniczy w tej teatralnej lekcji, by mógł cieszyć się dzień po dniu bogactwem i pięknem świata, również tego  odkrywanego, kreowanego, doświadczanego w czasie trwania spektaklu. Zachęca, by tworzył podobne fantazje, bo nastrajają pozytywnie, doładowują energetycznie, rozbrajając lęki, pozwalają patrzeć w przyszłość optymistycznie.

Anna Karasińska tworzy teatr autorski/koncepcja, scenariusz, reżyseria/ oparty na bardzo dobrym aktorstwie. To pomysł i jego realizacja, wdrożenie decyduje o ostatecznym efekcie. Jak dotąd wdzięk, uroda, osobisty ton, potencjał prostoty środków wyrazu wywoływał zaskoczenie. Był ekwiwalentem skomplikowania, głębi, złożoności tworzonej sztuki. Ważne jednak pozostaje, by spektakl nie osuwał się w banał, nudę, pretensjonalność. Oczywistość. Przewidywalność. By nie opierał się tylko na wierze, że wystarczy na scenie być, a wszystko pozostałe się wydarzy w wyobraźni widza. Tak, jakby artysta miał tę siłę fatalną, by go poprzez spektakl reżyserować.

Dzisiaj spektakle Anny Karasińskiej  są emocjonalnymi, wyrazistymi komunikatami, drogowskazami. Zabawą. Ale to ciepłe, żywe zainteresowanie widzów może się łatwo wyczerpać, bo proponowana przez reżyserkę forma nie zmienia się. Nadal pozostaje prościutka, nienachalna, jakby spontaniczna, improwizowana, naiwnie wstydliwa, zazwyczaj bezpośrednio skierowana przez indywidualnego aktora do indywidualnego odbiorcy, który może odnieść wrażenie, że dopiero w teatrze, w czasie trwania spektaklu na scenie wszystko się rodzi, kształtuje, doskonali. To sprawia, że widzom  wydaje się, że uczestniczą w pełnym procesie kreacji, który ich bezpośrednio, indywidualnie dotyczy, otwiera również przed nimi podobne możliwości kreacji światów, sytuacji, siebie. Mogą odnieść wrażenie, że tworzenie sztuki, to nie jest skomplikowany, wymagający profesjonalizmu proces. Wystarczy się otworzyć, zacząć mówić, choćby do siebie samego, do anonimowego słuchacza. Wystarczy być.

Magdalena Cielecka, Dobromir Dymecki, Monika Frajczyk, Bartosz Gelner, Magdalena Popławska stworzyli urocze scenki, opowiedzieli sugestywne historyjki. Doskonale zagrali. To ich cechy indywidualne, talent, ciała uruchamiały wyobraźnię widzów, poruszały, bawiły, dawały do myślenia. I ta martwa natura scenograficzna Anny Met, wielka srebrzysta futurologiczna bryła niewiadomego, cały czas obecna na scenie. Niemy bohater, statyczny abstrakcyjny akcent, wyzywająca tajemnica, która rozsadza, zaburza ale i dopełnia, pustą, nie do przewidzenia obecną i przyszłą przestrzeń.

2118. ANNA KARASIŃSKA
Koncepcja: Anna Karasińska, Magdalena Rydzewska
Scenariusz, reżyseria: Anna Karasińska
Scenografia: Anna Met
Współpraca choreograficzna: Karolina Kraczkowska, Mary Szydłowska
Reżyseria światła: Szymon Kluz

OBSADA: Magdalena Cielecka, Dobromir Dymecki, Monika Frajczyk, Bartosz Gelner, Magdalena Popławska

Premiera: 27 marca 2018

fotografia: Magda Hueckel

sobota, 5 maja 2018

KYŚ TEATR SOHO


KYŚ to tytuł książki Tatiany Tołstoj/tak, tak z rodziny tych Tołstojów/ i spektaklu teatru SOHO, który opowiada o sytuacji w jakiej znajduje się miasto/Moskwa/, świat/Rosja/, ci co przetrwali 200 lat po wielkiej, niszczącej cywilizację katastrofie, spowodowanej niszczącym Wielkim Wybuchem. Można spekulować, można się tylko domyślać, co KYŚ znaczy.  Może to ktoś jako każdy, może to gdzieś w sensie wszędzie, może to dziś więc i zawsze. To słowo klucz, wytrych, tajemnica. Nowa stara rzeczywistość. Synonim trwania, przystosowania. Czegoś, co się narodziło, dopiero kształtuje i tworzy. Kogoś, kto się dopiero poznaje i definiuje w instynktownej, syzyfowej pracy nad sobą i konstrukcją swego świata. Odradza jak feniks z popiołów cywilizacji przeszłości.  Plakat spektaklu doskonale uchwycił niepokojące zjawisko metaforycznego KYSIA. Wynurza się lub pogrąża w magmie mroku z mrokiem w oczach zmutowany człowiek. A może cyborg, jak w filmowym TERMINATORZE. Kim jest, kim się stanie, tak naprawdę pozostanie zagadką. Jednak nie w spektaklu w reżyserii Igora Gorzkowskiego. Tu mamy świat ludzki w nowej sytuacji rozpoznany. Dziki, prymitywny, brutalny. Nihil novi.

Wkraczamy w realia po zagładzie. W ciemności, sytuacje zawieszenia, prowizorki, niepewności, z których wyłania się prosta konstrukcja drewnianych podestów, elektrycznych i metaforycznych słupów z funkcją edukacyjnych drogowskazów pamięci, wiszącego na ścianie prymitywnego portretu dygnitarza, boga i ojca narodu. Niewiele więcej rekwizytów w czasie spektaklu przybędzie, a najważniejszym z nich będzie książka jako symbol nośnika informacji, emocji, metafory i wiedzy, wyższej formy wtajemniczenia, która jednak pozostaje poza zasięgiem zrozumienia, zastosowania. Spotykamy ludzkie imaginarium, które może pochodzić z bajki science fiction dla dorosłych, koszmaru sennego, cyrkowej oferty dziwolągów i genetycznych  mutantów społeczności prymitywnej, pierwotnej, szukającej swej tożsamości, systemu wartości, kształtującej się na nowo, odradzającej się w schematach starych, sprawdzonych, opresyjnych. Takich, które utrwalają władzę tyrana ignoranta nad zastraszaną, manipulowaną masą ludzką, w wiecznej zależności, braku wolności, kieracie pracy, rodziny, narzuconych ról społecznych. Ale może to być też krytyka Rosji, komiczna i absurdalna.  Bez trudu można rozpoznać zmodyfikowany, z  poczuciem humoru pokazany świat współczesny, przedstawiony w aluzyjnym zwierciadle różnorodnej formy i treści, wszelkich archaizmów i neologizmów. Ale i w ogromnym, schematycznym, modelowym uproszczeniu.

Jest to obraz, w którym dominują przerysowane, dosadne, wyraziste charakterystyki postaci ale i dziedziczone, powielane schematy konstrukcji relacji międzyludzkich. Ale przedstawia pesymistyczną, smutną wizję. Potwierdza, że ludzkość nie może wybić się na oryginalność, nie jest w stanie stworzyć nic nowego. Nie ma nadziei na poprawę losu ludzkości, modyfikację natury ludzkiej, mentalności bez względu na okoliczności, poziom rozwoju, aspiracje, ambicje, marzenia. Niemożliwe jest zresetowanie systemu, udoskonalenie go, zmutowanie, by dobro triumfowało nad złem. Nauka, sztuka, wiedza niczego nie zmieni. Może tylko wszystko udziwnić, wynaturzyć, poprowadzić na manowce. Historia zatacza koło. Udowadnia, że rozwój jest pozorny, wysiłek bezcelowy, a pragnienie człowieka, by sięgać wyżej, dalej, głębiej, szerzej utopią, mrzonką, snem marą. Powiększa się obszar cierpienia, głupoty, zezwierzęcenia. Uległości. W człowieku, społeczności, świecie. Silnym, sprytnym, bezwzględnym łatwiej wtedy manipulować masą ludzką, sterować i wykorzystywać. Robić swoje dla siebie.

Spektakl grany jest jak bajka dla dorosłych, co sprawia, że pozostawia widza w bezpiecznym dystansie. Nie przeraża, nie niesie grozy. Bohaterowie w spektaklu pokazani są stereotypowo, zachowawczo. Czasami mają wymiar figur kabaretowych, marionetek. Aktorzy z dużym zaangażowaniem wcielają się nawet w kilka ról. Anna Smołowik gra Warwarę, matkę, teściową. Za każdym razem odrębną postać, mocną i charakterystyczną. Aktorka różnicuje, niuansuje, gdy trzeba gra szeroko, rubasznie, co podkreśla charakteryzacja, kostiumy, mimika, gesty. Igor Kowalunas to Benedikt, główny bohater, narrator, komentator. Przewodnik. Prostoduszny, naiwny, z iskrą bożą głupiec, który dzięki wiedzy z książek stara się przenieść własne życie na wyższy poziom. Nic z tego mu nie wychodzi, bo nie jest ani wykształcony, ani na tyle bystry, by cokolwiek zrozumieć i wykorzystać w praktyce. Bartłomiej Bobrowski jako Nikita Iwanycz, też ma ambicje i wyższe cele. Stawia słupy pamięci, bo bez niej nie ma tożsamości, wrażliwości, wiedzy. Na próżno. I ten wysiłek spełznie na niczym. Wiktor Korzeniewski jako Madej Madejowicz to antypatyczny typ ambitnego, choć niepozornego prostaka, realisty. Najwyższy Basza Fiodor Kuźmicz Janusza R. Nowickiego ma cechy typowego tyrana ale ośmieszone, karykaturalne.

Spektakl oparty jest na dobrej literaturze, celnym przekładzie, spójnym, przejrzystym scenariuszu. Transparentna reżyseria, sugestywna scenografia z niepokojącą muzyką, podkreślającą czernuchę mentalną ludzkości rozpoczynającej po raz kolejny swój samobójczy exodus, proponuje skróconą historię sukcesji dyktatury tyranii, wyższości siły nad wiedzą, prymitywizmu nad kulturą, instynktu nad rozumem, życia nad sztuką. To przystępny, czytelny materiał do obejrzenia, przemyślenia dla każdego, zawsze i wszędzie. Nie wstrząśnie, nie zaskoczy, nie wbije w stupor przerażenia. Rozbawi, rozśmieszy. Oswoi świadomość o istnieniu w człowieku zwierza, tego, co w nim niedoskonałe, stare, nowe, inne. Przekona, że to normalne, oczywiste. Nie dając nadziei na godne człowieczeństwo, sugeruje, że wystarcza człowiekowi to, co ma. Choćby to było najpodlejsze. Najbardziej nikczemne. Zbrodnicze. Najważniejsze, by żyć. By przetrwać. Być. Za wszelką cenę. Bo instynkt w cuglach zwycięża. Rozum pozostaje daleko za nim w tyle.

KYŚ TATIANA TOŁSTOJ
przekł. Jerzy Czech
scenariusz i reżyseria: Igor Gorzkowski
asystent reżysera: Alicja Kobielarz
scenografia: Honza Polivka
kostiumy: Joanna Walisiak-Jankowska
konsultacje muzyczne: Aleksandra Endzelm
wiolonczela: Katarzyna Broma
realizacja świateł: Zofia Krystman
realizacja muzyki: Maciej Witkowski
choreografia: Inga Pilchowska
asystentka kostiumografki: Agata Stanula
koordynacja produkcji: Olga Stefańska

obsada: Bartłomiej Bobrowski (Nikita Iwanycz), Tomasz Borkowski (Waśka Uszaty, wygenerat Tereś), Wiktor Korzeniewski (Madej Madejowicz), Igor Kowalunas (Benedikt), Janusz R. Nowicki (Lew Lwowicz, Fiodor Kuźmycz), Anna Smołowik (Warwara, matka, teściowa), Julia Trembecka (Oleńka, Pawica)

premiera 27 kwietnia 2018 r.
partnerzy: Yareal, Soho Factory

http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/258210.html