niedziela, 19 maja 2019

PSYCHOZA NOWY TEATR TEATR im. Stefana Żeromskiego w Kielcach

PSYCHOZA. Summa wszystkich współczesnych przeczuć, strachów, lęków, szaleństw, obsesji, co prowadząca do zaburzenia postrzegania rzeczywistości. Urojeń i halucynacji. Paranoi. Wypadkowa działania cywilizacji. Stres wywołany próbą wytłumaczenia współistnienia oczywistych sprzeczności. Zwerbalizowany strumień świadomości, ściek mentalnego bełkotu jako wynik totalnej samotności, znerwicowanego roztrzęsienia, zagubienia człowieka. Jego beznadziejnego egzystencjalnego błądzenia. Emocjonalnej pustki przeradzającej się w wynaturzenie, obcość. Rozrzucone litery słowa "psychoza", lumpeksowe, obciachowe ubrania z zaprzeszłości, dezorientująca głupkowata mimika, nieadekwatne uśmiechy, asfaltowa ścianka z czarną dziurą w środku, rozbuchany plastikowy rozum, sklejkowe góry jako umowna kurtyna, piramidka, plastikowy płomień,rozjechany intonacyjnie głosy aktorów wizualizują to, czego tematycznie dotyczą- niepasujące do siebie puzzle. Najtrudniej przedstawić niepokój, przeczucie, splątanie. Zakomunikować pogłębiającą się dezorientację. Osuwającą się w chorobę alienację. Absurd niezrozumienia przeczuwanego sensu. Niemożność wyjaśnienia.

Widz doświadcza chaosu, choć jego rozum domaga się porządku skutku i przyczyny. Zaczyna się czuć podobnie jak przedstawiany produkt sztuki. Układanka sceniczna nie stapia się w logiczny ciąg znaczeń, narracja nie jest spójna, jasna. Indywidualne porządki światów wewnętrznych rozpadają się, ulegają masakrze. Nic nie jest kompatybilne. Króluje ludzki bałagan w świecie harmonijnego kosmosu. Rośnie niepokój, eskaluje wypierana frustracja. Czy ma to sens? Trudno się go doszukać. Pozostaje domniemanie, przeczucie, że jest, że winien być. Można się zbuntować, uporczywie drążyć, analizować lub zaakceptować oczywisty stan rzeczy. By nie stworzyć odjechanej, samej siebie rozumianej fantazji.

Niekoniecznie poszukiwanie skutkuje znalezieniem. To seans dla wytrwałych. Hardkorowy wykład, eksperymentalny produkt. Abstrakcyjna, hermetyczna, wsobna artystyczna psychoza.


PSYCHOZA
Reżyseria: Tomasz Węgorzewski
Tekst, dramaturgia: Magda Kupryjanowicz
Scenografia i kostiumy: Dorota Nawrot
Muzyka: Teoniki Rożynek
Reżyseria światła: Szymon Kluz
Obsada: Dagna Dywicka, Joanna Kasperek, Anna Kłos (gościnnie), Bartłomiej Cabaj, Andrzej Plata
Producent: Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach
Koproducent: Nowy Teatr 

fot.Natalia Kabanow

środa, 8 maja 2019

KINO MORALNEGO NIEPOKOJU NOWY TEATR


Nie ma wątpliwości, jesteśmy w teatrze, NOWYM TEATRZE w Warszawie. Choć to KINO MORALNEGO NIEPOKOJU, spektakl wyreżyserowany przez Michała Borczucha, który debiut filmowy ma już za sobą /WARANY Z KOMODO/. Tytuł dobitnie sugeruje zakres tematyczny sztuki, czas, do którego się odnosi, ambicje reżysera, łączącego to co osobiste, intymne, wsobne z tym, co zewnętrzne, wrogie, niszczące.

Niepokój to rys szczególny naszych czasów. Jest jak podskórny stygmat współczesności, naznaczający ale i rozsadzający od wewnątrz nonszalancję, wolność, otwartość nowoczesnego człowieka. Jego galopadę do przodu, nastawienie na sukces, ciągłe doskonalenie się, kompulsywną konsumpcję jakby mimo lub poza  upływającym czasem. Ignorowana w życiu moralność pozornie tylko go nie dotyczy.  Literatura/WALDEN, CZYLI ŻYCIE W LESIE  Henry Davida Thoreau w tłum. Tomasza Śpiewaka/ i kino jako bezpośrednie odniesienie/ LISTY RODZEŃSTWA AndrzejA Wajdy, AMATOR Krzysztofa Kieślowskiego/ i rozszerza, i pogłębia pole widzenia. Mówi, że nic, a w każdym razie niewiele się zmieniło. Człowiek nadal musi żyć w rzeczywistości, która nie jest wyłącznie jego indywidualną kreacją. Podąża za swoją pasją, łaknienie i niezaspokojenie niszczy mu życie, sztuka i realizm jest w opozycji, mimo że jedno bez drugiego nie zaistnieje. Michał Borczuch nie rezygnuje jednak z atutów teatralnego stwarzania światów równoległych, ich wsobnego postrzegania i indywidualnego odbioru przez widza. Multiplikuje je na wiele artystycznych sposobów, pozwala się im przeplatać, przenikać, jednocześnie współistnieć. Łączy różne teksty, elementy scenografii, zestawia odległe czasy akcji, które się stapiają w jedną narrację w czasie rzeczywistym, aktorzy grają jednocześnie na wielu planach, co powoduje, że postacie z przeszłości, wpływają na to, co się dzieje na scenie.

To jest  znakiem firmowym Borczuchowej formy. Niesłychanie skutecznym sposobem opowiadania, ilustrowania, wyjaśniania, co tak naprawdę artysta ma na myśli. Co go niepokoi w dzisiejszym chaosie świata, pędzie za konsumpcją, używaniem życia, pogonią za nie swoim marzeniem, potrzebą, pragnieniem. Reżyser mówi o sobie, z siebie. Proponuje powrót do źródła. Tworzy krajobrazy wewnętrznych, emocjonalnych doznań. Odwołuje się do doświadczenia, które najskuteczniej, najbardziej sugestywnie może w nas, odbiorcach jego sztuki, przemówić. Wskazuje na możliwość ucieczki przed narzucaną narracją, niszczącą presją świata kapitału, interesu, manipulacji/polityki, środków masowego przekazu, reklamy, mody, itd /. O uniezależnieniu się od wpływów zewnętrznej nami modulacji. Psychologicznej, społecznej, edukacyjnej, wychowawczej, religijnej obróbce osobowości, mentalności, wymuszanego na wiele sposobów obowiązującego stylu życia. O zdystansowaniu się do tego, czego świat od nas oczekuje a skupieniu się na tym, kim jesteśmy, czego chcemy, po co, dla kogo żyjemy, czego sami od siebie, świata chcemy. Co tracimy, co zyskujemy. Co daje prawdziwy napęd do reaktywowania chęci szczęśliwego życia.

Borczuch przywołuje wspomnienia, uruchamia wyobraźnię, uwalnia od jednej normatywnej tylko wersji nas indywidualnych. Kieruje światło na intymny, osobisty, emocjonalny kształt, wymiar, głębię, sposób postrzegania nas samych. Mówi, że mamy wiele możliwości. A sfera wolności możliwa jest do wypracowania przez każdego indywidualnie. I nie jest to skomplikowane. Dystansuje się do polityki, choć to ona decyduje o jakości życia, narzuca scenariusz walki jednostki ze światem.

Może się wydawać, że to zbyt oczywista, prosta, naiwna propozycja. Anachroniczna, tak bardzo odklejona jest od rzeczywistości. Bo jak można zejść na ziemię z niebotycznie ustawianych celów, ciągle modyfikowanych ścieżek karier, ambitnych planów, wymagań bycia szczęśliwym gdy jest się formatowanym od urodzenia na nie swój sukces, na nieustanne pokonywanie samego siebie/własnych ograniczeń, słabości, obaw, lęków, itd/ cyborgiem?  Życie w niezgodzie ze sobą, już nie w teraźniejszości ale w ciągle wizualizowanych planach, celach, projekcjach przyszłości, bo tak szybko, tak intensywnie funkcjonuje współczesny człowiek, któremu trudno się zatrzymać, grozi rosnącym egzystencjalnym niepokojem. Moralną frustracją. Zapaścią. Przeżywanym -nie w kinie, nie w teatrze a w nęcącym reklamową oferty przymusem, wymuszanej przez system dręczącej fantazji- koszmarze realu.




Dlatego metafora zagubionej w mieście autostrady jako jeziora, w którym kąpią się, odnajdujący szczęście, radość, beztroskę bohaterowie jest wskazówką. Bawi ich uczenie się umiejętności przystosowania do zmieniających się okoliczności, warunków ale też niepokoi, bo nie widać granicy, która zatrzymałaby pęd galopujących zmian w świecie, mogących prowadzić człowieka donikąd. Interesujące są  sceny z AMATORA Krzysztofa Kieślowskiego grane na brudno/Dominika Biernat, Piotr Polak/. Będące zderzeniem indywidualnej, nieprofesjonalnej kreacji z kreacją społecznego, instytucjonalnego, systemowego terroru. Ale też daje do myślenia gra Krzysztofa Zarzeckiego wcielającego się w rolę wydelikatnionego, subtelnego, soft drwala, człowieka miasta uciekającego do życia w głuszy. Bardzo grzecznie pouczającego o wyższości spokojnego życia w zgodzie z naturą, z sobą niż uczestniczenia w konsumpcyjnym wyścigu szczurów. Jego bohater, mimo że chodzi z siekierą, mieszka samotnie w wybudowanej przez siebie chatce wcale nie jest silny, twardy, dziki jak jego otoczenie. Pozostaje słabym gigantem, który w istocie nie innych, a sam siebie chce upewnić o słuszności wyboru prostego życia. Znaczące są listy, spotkania rodzeństwa/ Maja Ostaszewska, Marek Kalita, Jacek Poniedziałek/, pokazujące jak łatwo zapomina się o więzach, powinnościach rodzinnych, uczuciach najprostszych, czułych gestach, zwykłej komunikacji w rozśrodkowanym, samotnym, zapracowanym, walczącym z obowiązkami, brakiem czasu, egotycznym, narcystycznym życiu człowieka.

Ucieczka przed rzeczywistością jest utopią, przegraną, a wiec wyborem wątpliwym. Pozostaje inspirującą ale tylko artystyczną kreacją. Wyjściem z systemu chwilowym, awaryjnym. Sam Henry David Thoreau swoim życiem to udowodnił. Michał Borczuch daje nam lekcję uruchomiania wyobraźni, wrażliwości. Ośmiela nas do cieszenia się każdą chwilą. Porzucenia wstydu przed wzruszeniem, okazywaniem czułości. Proponuje pielęgnowanie w sobie siebie, z całym bagażem wspomnień, niezafałszowaną duchowością, niezaburzoną obcym wpływem osobowością, kultywowanie prostych związków, jasnych relacji, pozytywnych emocji. Kolekcjonowanie chwil radosnych, szczęśliwych. Chwytanie i celebrowanie tego, co sprawia radość, daje przyjemność, wnosi spokój. Doskonali umiejętności utrzymania równowagi pomiędzy sobą i tym, co ma na nas wpływ. Jedynie kosmos wewnętrzny człowieka jest rewirem, w którym jest on w stanie się schronić, poczuć się bezpiecznym. To daje siłę. Reżyser, wykorzystując literaturę, kino moralnego niepokoju, to, co prywatne, subiektywne i obiektywne, tworzy teatralne rozwinięcie tak, że każdy musi odpowiedzieć sobie na pytanie czy budowanie harmonii świata, w nim harmonijnego siebie, pozostanie tu i teraz niemożliwą do przeprowadzenia misją.

KINO MORALNEGO NIEPOKOJU
Reżyseria: Michał Borczuch
Dramaturgia, scenariusz: Tomasz Śpiewak
Scenografia, kostiumy: Dorota Nawrot
Muzyka: Bartosz Dziadosz
Reżyseria świateł: Jacqueline Sobiszewski
Wideo, fotografia użyta w scenografii: Wojciech Sobolewski
Charakteryzacja: Monika Kaleta
Obrazy: Jan Płatek
Asystenci reżysera: Jeremi Pedowicz, Aleksandra Śliwińska

Obsada: Bartosz Bielenia, Dominika Biernat, Marek Kalita, Maja Ostaszewska, Ewelina Pankowska, Piotr Polak, Jacek Poniedziałek, Eliza Rycembel, Krzysztof Zarzecki

W spektaklu wykorzystane są fragmenty:
„Walden, czyli życie w lesie” Henry Davida Thoreau w tłum. Tomasza Śpiewaka
Scenariusza filmowego „Amatora” Krzysztofa Kieślowskiego.
W scenie „Listy rodzeństwa" wykorzystano fragmenty dziennika Jacka Poniedziałka.
Scenografia jest inspirowana wideo-performansem Józefa Robakowskiego „Samochody, samochody” z 1985 roku.
W spektaklu wykorzystano następujące utwory muzyczne:
Fryderyk Chopin „Mazurek in b minor Opus. 33”
Fryderyk Chopin „Nokturn Op.48”
Kirby James Leyland „All You Are Going To Want To Do Is Get Back There”
Andrzej Korzyński „Wiersz Miłosza”

Spektakl dla widzów w wieku 16+
Spektakl trwa 2h bez przerwy
Koproducent: Künstlerhaus Mousonturm

fot. Tomasz Ostrowski

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

39.WST ANTY-GONE TRYPTYK TEATR PIEŚŃ KOZŁA

 ANTYGONA, tragedia grecka Sofoklesa, stała się inspiracją dla współczesnej wypowiedzi artystycznej Teatru Pieśń Kozła.  Badającej, jak racje ludzkie mogą być wyrażone poprzez sztukę najpełniej jak to tylko możliwe. Zwłaszcza, że łączy odległe antyczne czasy ze spojrzeniem wrażliwym, gorącym, bieżącym. W powściągliwej, surowej estetyce ale poprzez miksowanie różnorodnych środków wyrazu.  Wykorzystuje tekst, muzykę, taniec, śpiew w specyficznym, adekwatnym do przekazywanych myśli, prezentowanych postaw, stawianych pytań językiem, brzmieniem, tonacją, rytmem, ruchem, światłem. Tworzy surową ale bardzo mocną ekspresję. Spektakl składa się z trzech aktów.

SIEDEM BRAM TEB jest wypowiedzią Kreona/Dimitris Varkas/. Racją mężczyzny, polityka, władcy, człowieka idei. Siły. Tego, który jest przedstawicielem zbiorowości i w jej imieniu, w jej interesie rządzi, musi utrzymać władzę. Jej się podporządkować, służyć. Własne ambicje, aspiracje, cele na pewno nie są bez znaczenia. Ale to rytm 7 bębnów wikingów wzmacniany dźwiękiem gitary elektrycznej, perkusji-przeszłość, racja stanu definiuje rzeczywistość- nadaje tu ton, pilnuje, porządkuje. Jak groźba sankcji wybrzmiewa. Władza-tyrania, despotyzm, demoniczna siła- to więzienie. Polityka, jej spójna narracja jest gorsetem powinności zamykającym możliwość swobodnej, spontanicznej, osobistej postawy, co podkreśla metalowa klatka z siatki zakończona drutem kolczastym. Mroczny rewir konieczności, w której toczy się walka jednostki ze zbiorowością, przedstawicielem władzy. 

ANTY-GONE jest perspektywą siostry, kobiety, Antygony/Anu Almagro/. Tego, co słabe, osobne, odrębne, podąża za buntem, powinnością religijną wobec brata. Odwołuje się do obowiązku człowieka wobec drugiego człowieka, by zachować duchowy porządek świata, wewnętrzną harmonię, szacunek, godność jednostki. Dziewczyna jest przeciw/anty/, jedynym jej przeznaczeniem będzie śmierć/gone/. Sekunduje jej i wyraża otwarta przestrzeń, umieszczone na postumentach w tle posągowe figury śpiewaków, wykonujących pieśni, arie i gra na wiolonczeli między nimi Malwiny Maławy. Akt Antygony jest odważny, konsekwentny, zdeterminowany. Samobójczy. Jej niezłomność postawy z kruchością statusu wzrusza. Zmusza do przemyśleń, współczucia. Rozstrzygnięcia racji jednostka kontra jednostka, jednostka kontra zbiorowość. Starcia kobiety i mężczyzny. Pokonanego i zwycięzcy. Materializmu i duchowości. Zmierzenia się z niemożnością rozwiązania wszystkich kwestii związanych z problemami, jak należy postąpić w sytuacji krytycznej, niejednoznacznej, moralnej.

EKSTAZA to najbardziej refleksyjna, kumulująca złożoność formalną część spektaklu/muzyka, taniec, śpiew/. W niej najsilniej dochodzi do głosu wyśpiewane pięknie, ekstatycznie  pytanie o pozorny bezsens, o oczywisty sens działań człowieka, wizualizowane nowoczesną choreografią tańca Melanie Lomoff, muzyką  Macieja Rychłego. Grzegorz Bral odkleja ideę postaci od niej samej. Uwalnia myśl, rację, problem, by nadać jej uniwersalny wymiar. Poza miejscem, czasem, konkretnym człowiekiem. Anty grą aktorską. To ruch ciała, brzmienie głosu, dźwięk muzyki, mówienie różnymi językami w symbiozie wypracowanej przez bohatera zbiorowego, uruchamia emocje w abstrakcyjnej przestrzeni, gdzie walczy światło z ciemnością jak dobro ze złem/ciemny kostium i jasne ciała, mrok miejsca i reżyseria świateł Wojciecha Maniewskiego/. Podkreśla, że doskonałość jednostki dopiero w zbiorowej polifonii, we współpracy z pozostałymi elementami otaczającego świata jest skutecznym, mocnym, działającym argumentem w obronie przed absurdem trudu życia i logiką sensu śmierci.

Teatr Grzegorza Brala tym przedstawieniem przeszedł od szczegółu do ogółu, od jednostki do zbiorowości, od antyku do współczesności na poziom wysokiego uogólnienia, abstrakcji. Rośnie, potężnieje. Wspina się na cokół patosu formy, gdzie głównym bohaterem staje się oszołomiony nią widz, który nie musi zadawać pytań, te są postawione. Nie szuka odpowiedzi,bo nigdy ich nie znajdzie. Pozostaje zachwycony urokiem monumentalnej kompozycji, emocjonalnym wyrazem, brzmieniem mocnych obrazów. I nie jest na pewno wolny. I nie jest na pewno anty.

ANTY-GONE TRYPTYK
Alicja Bral na podstawie Sofoklesa

Reżyseria: Grzegorz Bral
Dramaturgia: Alicja Bral
Rytmy greckie na bębnach: Radosław Nowakowski
Gitara elektryczna: Kamil Abt
Perkusja: Przemysław Michalak
Kompozycje i aranżacje tekstów greckich Akt I: Dimitris Varkas, Kamil Abt
Tłumaczenia greckich partii Akt I: Dimitris Varkas
Kompozycja muzyczna: Akt II i III: Maciej Rychły
Aranżacja muzyczna Akt II: Maciej Rychły, Przemysław Michalak
Choreografia Akt I: Julien Touati
Choreografia Akt II i III : Melanie Lomoff
Kostiumy: Alicja Gruca
Scenografia: Robert Florczak, Grzegorz Bral
Dźwięk: Waldemar Trzaska
Światła: Wojciech Maniewski

OBSADA:
Akt I i II : Kamil Abt, Anu Almagro, Gabriel Almagro, Mikołaj Bońkowski, Jakub Lechki, Dominik Kujawa, Bogdan Koca, Julien Touati, Przemysław Michalak, Dimitris Varkas

Akt II i III: Volodymyr Andrushchak, Paweł Frasz, Piotr Gałek, Anna Grycan, Aleksandra Michniewicz
Urszula Milewska, Łukasz Wójcik, Natalia Voskoboynikov, Malwina Maławy

Tancerze
Akt II i III: Eleonora Accalai, Ludovica Di Santo, Maya Gomez, Sophie Hutchinson, Patryk Jarczok, Risa Kojima, Heung Won Lee, Gieorgij Puchalski, Ahmed Slimani, Dominika Stróżewska, Rebecca Wolbeck
Chiara Zanaga

FOT. KASIA-CHMURA

sobota, 20 kwietnia 2019

FAUST. NOWA HISTORIA TEATR WIERSZALIN Z SUPRAŚLA

Teatr Piotra Tomaszuka wyłania się z ciemności, ale na tyle ile sam zechce pokazać, ujawnić, odkryć. Mrok całunem śmierci ciąży tu nad światem w ruinie, życiem w rozpadzie, człowiekiem w upadku. Dopada Fausta uwięzionego w cierpieniu, pogrążonego w udręce. W piekle starzejącego się ciała, zanikającego ducha. Wszystko domaga się odnowy, wymaga naprawy. Nie boga, bo go nie ma, ale diabła ingerencji.

Faust wybiera zło, myśląc w swej naiwności, że je przechytrzy, uniknie przeznaczenia. Strawił swe życie na poszukiwaniu prawdy, sensu istnienia. Czas mu dany zużył na gromadzenie wiedzy, dociekanie istoty rzeczy, by móc ratować świat, potrafić go naprawiać. Odbudowywać kościół, mieć władzę nadczłowieka. Jest jednak w punkcie, gdy wie, że nic nie wie. I czuje całym sobą, że podle umiera. Chce żyć, kochać, używać. Wybiera nie mądrość- tę posiadł, nie dobro- nim gardzi, nie miłość,-szybko go znudziła- ale młode, zdrowe, silne ciało. Ono pozwoli mu zaspokoić pychę, próżność, żądzę. Ujawni jego głupotę, naiwność i małość. Szaleństwo wizji człowieka bez boga. Cielesność go gubi. I nie da spełnienia. Zaryzykował tak wiele, by zyskać jedynie wiedzę o swej nędzy i upadku. Niedoskonałości. Nie ma dla niego przebaczenia za zło, które sprowokował.To pewne, jest winien.  Zasłużył na śmierć, staje się jej symbolem jak w kartach Tarota. Ostrzeżeniem. Wieszając się, skazuje sam siebie na wieczne potępienie. Przegrał doczesne, zaprzepaścił nieśmiertelne życie.

Piotr Tomaszuk kontynuuje tym spektaklem swoją estetykę nastroju, sugestii, metafory. Z grą cieni, światłem rzeźbiącym niedopowiedzenie, niejednoznaczność, kostiumem mocnym, dosadnym, charakteryzacją godną kabaretu, scenografią biedy jarmarcznej, ludycznością choreografii, wykonywaną na żywo muzyką. Komponuje malarskie, z pogranicza snu i jawy, obrazy. Zderza sacrum z profanum.Stosuje soczyste tyrady, tworzy spójne sekwencje, używa języka wulgarnego, prostego, a aktorzy, jak u Grotowskiego, grają ciałem. Spektakl nie nuży, bawi. Daje do myślenia. Uwodzi niezwykłą plastycznością. Pozwala przeżywać go zmysłami, zapamiętywać emocjonalną wrażliwością.

FAUST.NOWA HISTORIA  PIOTR TOMASZUK 
W oparciu o teksty Ch. Marlowe'a, A.E.F. Klingemanna i J.W. Goethego w tłumaczeniach Jana Kasprowicza, Edwarda Lubomirskiego i Emila Zegadłowicza 

Reżyseria: Piotr Tomaszuk
Scenografia: Mateusz Kasprzak
Muzyka: Adrian Jakuć-Łukaszewicz


OBSADA:
Rafał Gąsowski, Dariusz Matys, Monika Kwiatkowska, Katarzyna Wolak, Adam Milewski, Grzegorz Zaręba, Adrian Jakuć-Łukaszewicz, Piotr Tomaszuk
Na instrumentach grają: Adrian Jakuć-Łukaszewicz, Adam Milewski, Piotr Tomaszuk

czwartek, 18 kwietnia 2019

39.WST TROJANKI TEATR WYBRZEŻE


Sceniczny piasek trojańskiej plaży, z której wyłaniają się tylko torsy poległych, okaleczonych herosów, uwięzionych w wieczności anonimów, jest jak popiół, pył. Nietrwałość, ulotność, niebyt. Przypomina, że życie, trwanie, istnienie to marność nad marnościami.Wszystko się rozpadnie, w nicość, z prochu w proch, obróci. Wojna Trojańska się zakończyła. Troja, jak zamek z piasku, została zrównana z ziemią. Trojanie zakończyli swój bój, przegrani nie żyją. Pozostały ich kobiety: żony, matki, córki, kochanki. Trojanki, zdegradowane do roli niewolnic, branek, żon, trofeum, czeka o wiele gorszy los niż mężczyzn. Nie będą traktowane z szacunkiem, nie będą w chwale, z godnością walczyły i umierały. Czas zabijania duszy, udręki ciała, odzierania z człowieczeństwa.będzie większą torturą niż śmierć sama. By nic co ludzkie z nich nie zostało. Niewolnictwo, gwałt, w końcu zwłok barbarzyńskie bezczeszczenie straszniejsze się stanie niż nieistnienie. Kobiety znają swoje przeznaczenie, Kasandra każdej powiedziała. A jednak próbują wszystkiego, by cokolwiek ocalić. Matka córkę. Córka dumę. Lub spokój. Próżne, upokarzające nadzieje.

Eurypidesa dramatyczny tekst, kontekst jest inspiracją dla Jana Klaty wnikliwej współczesnej refleksji. Powstał  mądry, przejmujący, prawdziwy spektakl o kobietach. Ich losie, sposobach przetrwania, walce przystosowywania się. Znoszenia każdego cierpienia, ciosu. Sceneria pustej, mrocznej plaży, chłostanej błyskami światła, piorunującymi akordami Kasandry w prowokacyjnej sukni ślubnej, stwarza niewidzialne więzienie dla kobiet, niewolnic swojej marnej kondycji, beznadziejnego położenia. Prawdziwych ofiar żądz, manipulacji, słabości zachłannych, nienasyconych, pysznych mężczyzn. Zakładniczek czasu pokoju i wojny. Natury słabszego, podporządkowanego, który zmuszony jest do przeprowadzenia dowodu swej wielkości. Wszystkie kobiety- po kolei, w różnych wariantach losu, kombinacjach kontekstu- pokazują jak bardzo walczą o siebie, o żywych i umarłych, których kochają. Jak bardzo starają się spełniać oczekiwania kultury, obyczaju, tradycyjnego obrządku. Ustanowionego przez mężczyzn, przez bogów porządku świata. Cios pada za ciosem. Żądanie przystosowania się za żądaniem. Jakby badano granice wytrzymałości, jakby chciano po kres wykorzystać kobiety do świętowania triumfalnego zwycięstwa mężczyzn. Zagwarantować sobie rząd dusz, uzasadnić agresję, najazd, usprawiedliwić okrucieństwo, pazerność. Siłą i wyrafinowanym cierpieniem reżyserowanie grozy. A wszystkiemu jest winna polityka. Interes jednostki poświęcony interesowi ogółu. Z wszechmocnym boskim namaszczeniem. Ingerencją. Prawem.

Nie wystarczy mężczyznom wygrać wojnę z mężczyznami. Muszą jeszcze dobić pamięć o nich zbezczeszczeniem tego, co posiadali, co było ich własnością. Nie może nic z pokonanych pozostać oprócz złej o nich pamięci. Budzącej lęk, respekt narracji. By można było chełpić się sławą i chwałą. Zastraszać wrogów, agresorów, przeciwników. Uniemożliwić zemstę. I okrucieństwo działa. Spełnia swoją rolę. Kobiety odgrywają wbrew sobie, wyznaczone przez patriarchat, tragiczne role.

Zarówno heroiczna, dzielna i odważna Hekabe, rewelacyjna w tej roli Dorota Kolak, przechodząca kolejne stopnie upokorzenia, bólu, walcząca do końca o swoje dzieci, mszcząca się na Polimestorze, jak i przebiegła, sprytna, seksowna Helena, energetycznej, przekonującej Katarzyny Figury, tocząca bój o swoją rację, ujarzmiona jak sam Hannibal Lecter czy Poliksena, obiecującej Magdaleny Gorzelańczyk, z ogoloną głową, po śmierci bestialsko w ciszy gwałcona przez Greków, jej wyjątkowa siostra Kasandra Małgorzaty Gorol, znająca los wszystkich, są zabawkami, pionkami w męskiej czy boskiej grze. Nie mają szans na wolność, godność, szczęście. Ocalenie.

To, co napisał Eurypides Klata inscenizacją projektuje na współczesność. I mówi że nic się nie zmieniło. Demony natury ludzkiej budzą naturę, demony wojny. Odkrywają jedną i drugą bezwstydną, lubieżną, perwersyjną. Wojna niszczy wszystko. Zarówno zwyciężonych, jak i zwycięzców. Nie ma w niej nic szlachetnego. Niczego dobrego nie uczy. Poniża w swych czynach haniebnych. Pycha, arogancja, plan ludzki i boży kieruje instynktem dominacji, władzy. Uzasadnia to boską koniecznością, boskim namaszczeniem, chcąc odsunąć od siebie ludzką odpowiedzialność, ludzką winę i karę. Kobiety są zawsze uprzedmiotowiane, są narzędziem do osiągnięcia męskich celów. Związane razem z góry przesądzonym losem, służą i cierpią w nie swojej sprawie. Nie maja na nic wpływu. Jak Trojanki połączone jedną żałobną suknią. Cokolwiek robią jest przez Greków ignorowane, ma wartość symboliczną i jeszcze boleśniej je ubezwłasnowolnia. Unieważnia. Udowadnia, że wszystko w nic się obraca. Wojna nigdy nie ustaje, bo krzywda prowokuje zemstę, zemsta odwet i tak bez końca. Każda walka jest porażką.

Jan Klata wykorzystał w spektaklu drugie zakończenie napisane przez Eurypidesa. Przełamał pochwałą życia smutek śmierci. Kreacją przebiegłości kobiece fatum. Okpił beznadzieję losu Trojanek, bezsens  agresji Greków, dzielnej obrony Trojan, dystansem paranoicznego snu, w którym pięknie kampowa Helena Katarzyny Figury z lumpem, ciulem, Menelaosem Grzegorza Gzyla,  beztrosko używają życia. Odżegnują się od udziału w zagładzie, bojkotują Wojnę Trojańską. To alternatywne do części pierwszej, tragicznej komiczne, kabotyńskie second life jest obrazem współczesnym. Nas samych sprytną ucieczką. Odsuwaniem od siebie odpowiedzialności. Kursem na chowanie głowy w piasek. Bo tak jest głupkowato przyjemniej, po prostu wygodniej. Fajniej.

" I tak się skończyła ta sprawa."Nieprawda. Jak Feniks z popiołów, tak Trojanki z pyłów Troi unoszą głowy, stając gotowe do swej syzyfowej walki. Tak przecież ta sprawa się zaczęła. I nie skończy się nigdy.


TROJANKI EURYPIDES

Reżyseria: Jan Klata
Przekład: Jerzy Łanowski
Współpraca dramaturgiczna: Olga Śmiechowicz
Scenografia i kostiumy: Mirek Kaczmarek
Muzyka: Michał Nihil Kuźniak
Ruch sceniczny: Maćko Prusak

OBSADA:Dorota Kolak, Jacek Labijak, Sylwia Góra-Weber/Apolonia/, Piotr Biedroń, Magdalena Boć/Akanta/, Agata Bykowska/Enyo/, Małgorzata Brajner/Sophia/, Cezary Rybiński, Małgorzata Gorol, Magdalena Gorzelańczyk/Polyksena/, Michał Kowalski, Antoni Łaciński/Marcel Pawłowski, Katarzyna Dałek/Andromacha/, Michał Jaros, Grzegorz Gzyl, Katarzyna Figura, Robert Ninkiewicz, Krzysztof Matuszewski,

Fot. Michał Szlaga