piątek, 17 kwietnia 2015

DAILY SOUP TEATR TELEWIZJI



W TACIE Artura Pałygi to dorosły mężczyzna walczy z traumami dzieciństwa i jednocześnie tęskni za miłością, czułością, troską ojca do małego dziecka w sobie. W DAILY SOUP to dorosła dziewczyna nie może odciąć pępowiny uzależnienia od nadopiekuńczych, przewrażliwionych, toksycznych rodziców, co ją niszczy, ubezwłasnowolnia mentalnie, kaleczy uczuciowo.

Oboje żyją w pełnej rodzinie, z ojcem i matką a dziewczyna nawet z babcią. A jednak to dysfunkcyjne naturalne środowisko. Jednocześnie rani i kocha. Ale ta miłość skazana jest na próbę ognia. Bo to nierówna walka młodego ze starym. Bezbronnego z  pełnią władzy. Gdy dziecko, nawet trzydziestoletnie, nie umie powiedzieć dorosłemu asertywnie NIE. Bo nikt tego nie nauczył, nie powiedział, że można, że trzeba. Bo kręgosłup niezależnego zdania, w konsekwencji życia, był łamany dzień po dniu od urodzenia. Przy talerzu codziennej zupy. W sferze fizjologii zabezpieczał byt ale w sferze emocjonalnej zatruwał.

Przestrzeń rodziny to pole walki, pole działań doświadczalnych. Rodzice, bez kamuflażu, wprost poddają dzieci próbie dorosłego życia. Przenoszą na nie swoje wszystkie lęki, porażki, obawy, frustracje, przyzwyczajenia. W zasadzie tak hartuje się stal. Ale psychika dziecka, nieprzygotowywana do samodzielności, możliwości kształtowania swojego życia pod czujnym ale nie despotycznym okiem dorosłego nie ma szans dojrzeć, nie ma szans się zbuntować. Presja większości, siły oddziaływania robi swoje. Dryl nachalnej tresury, szkolenia pod przykrywką wychowania wzmocniony naturalnym uczuciem do najbliższych i troską o nich uniemożliwia sprzeciw przeciwko tyranii dorosłych i niemożność obrócenia przeciwko tym, których się kocha bezwzględnie, od zawsze.

Rodzice  stosują chwyty stare jak świat. Straszą, szantażują, przymuszają, osaczają dzieci. Kieruje nimi lęk, obawa, czy nawet już dorosłe dadzą sobie radę, czy nie zostaną skrzywdzone. Ale są też samolubni, ograniczeni, niedouczeni. Swoje osobiste i małżeńskie problemy przenoszą na dzieci. Obciążają je swoimi traumami. Pretensjami, kłótniami, tajemnicami. Nawykami. Całym bagażem swojego życia.  Wciągają niedojrzałe dzieci w rozgrywki dorosłych. Nie mają zahamowań. Paradoksalnie rodzicielska ochrona przed złem świata zewnętrznego wzmacniana jest przez toksyczność życia w rodzinie tak, że dziecko traci całkowicie poczucie bezpieczeństwa i właściwe rozeznanie rzeczywistości. Nienauczone podejmowania  samodzielnych decyzji,  staje się bezwolnym argumentem, stroną w  użyciu raz jednego, raz drugiego rodzica, a zdarza się i babci. Wszyscy są w stosunku do siebie wrodzy, nieprzyjemni, kąśliwi, złośliwi. A wszystko w dobrej wierze, dla dobra dziecka, dla spokoju rodziny. Z poczucia troski. Każdy walczy z każdym o swoje.

To rozdarcie między potrzebą a niemożliwością jej zaspokojenia jest bolesne. To pęknięcie spowodowane koniecznością walki o swoje przeciw tym, którzy na pewno na swój sposób kochają i są kochani jest bolesne. Najłatwiej skrzywdzić najbliższych. Są pod ręką, zna się ich na wylot. Łatwo wywierać presję, łatwo manipulować, obrażać.

Życie każdego człowieka, życie rodzinne naznaczone jest błędami, a wychowanie dzieci nie jest drogą usłaną różami. Ale nikt nikomu nigdy nie obiecuje, że będzie łatwo. Na popełnianych błędach można się uczyć. Nie ma lepszego środowiska dla dorastania niż rodzina. Pod warunkiem, że rodzice wychowują odpowiedzialnie i pozwalają dzieciom dojrzeć do samodzielnego życia, by mogły odejść z domu, gdy przyjdzie na to czas.

W DAILY SOUP tylko śmierć może wyzwolić. Ostatecznie, skutecznie. Babcia umiera. A pozostali muszą dalej trwać, każdy ze swoim i bliźniego swego problemem, traumą. Znają się jak łyse konie. Każde zapatrzone w swoją krzywdę, obciążenie, ograniczenie, obowiązek. Kochają się i nie znoszą, potrzebują siebie nawzajem ale i ranią, mają do siebie pretensje. Nie panują nad wzajemną niechęcią, zmęczeniem, znudzeniem, wściekłością. Są w ciągłym stanie niewypowiedzianej wojny. W zawieszeniu pomiędzy tym, co jest  a co chcieliby, by było.

Interesująca jest w tej sztuce kumulacja negatywnych drobiazgów, prztyczków, utyskiwań, pretensji, przypomnień, pouczeń dorosłych, które dzień po dniu powielane, wzmacniane karmią traumatycznego potwora w dorosłym już dziecku, które nie jest w stanie się odciąć, uwolnić od tych, których przecież kocha, których potrzebuje. Nie daje sobie z tym rady, a dorośli nie pomagają, bo nie wiedzą jak, nie widzą w swym zacietrzewieniu, w siebie zapatrzeniu, potrzeby zmiany. Krzywdzą głusi i ślepi. Przestrzegają córkę przed zewnętrznym zagrożeniem, nie widząc źródeł wewnętrznego, rodzinnego złego jej traktowania, wychowywania. Co jest normą też w ich własnym zachowaniu w stosunku do siebie. Dziecko jest ranione ale i rodzice ranią siebie dotkliwie. Nie odpuszczają, nie ustępują, idą w zaparte.

Dzień po dniu podsycają ogień w domowym piekiełku.  Dziedziczonym z pokolenia na pokolenie.


SZTUKA DOSTĘPNA JEST W NINATEKA.PL

http://www.teatrtelewizji.tvp.pl/spektakle/artykul/daily-soup_6653074/

DAILY SOUP

Reżyseria - Małgorzata Bogajewska 
Scenografia - Maciej Chojnacki 
Muzyka - Paweł Czepułkowski, Michał Litwiniec 
Opracowanie muzyczne - Rafał Kowalczyk 

Obsada: Halina Skoczyńska (Matka), Janusz Gajos (Ojciec),  Anna Grycewicz (Córka), Danuta Szaflarska (Babka) 

0 komentarze:

Publikowanie komentarza