poniedziałek, 5 sierpnia 2013

MARK ROTHKO sztuka wyobraźni


Mark Rothko, Orange, Red and Yellow, 1961.

Wiem, że jest środek lata, najgorętsze wakacyjne dni ale w Muzeum Narodowym w Warszawie czeka na nas wystawa Marka Rothko /otwarta do 1 września 2013 roku/. Może nie warto odkładać spotkania z pracami tego artysty. Wiem, że jest to malarstwo abstrakcyjne, wymagające szczególnej wrażliwości, wyobraźni, intuicji, szczególnego kontaktu ze sztuką ale niewykluczone, że mamy tę gotowość w sobie na jej odbiór, być może dojrzeliśmy do konfrontacji z Rothko. Wiem, że obrazów jest tylko znikoma reprezentacja, ale trzeba pamiętać, że są to oryginały. Nie reprodukcje, kopie, fotografie ale autentyczne prace, które można w naturalnym świetle obejrzeć z bliska , niemal dotknąć. By sprawdzić działanie sztuki, skuteczność jej z nami się komunikowania. To szczególny rodzaj kontaktu. Kontaktu bezpośredniego, edukacyjnego /życiorys i droga twórcza artysty/. 

Obrazy Marka Rothko to aktualnie najdroższe dzieła sztuki współczesnej. W maju 2012 r. dom aukcyjny Christie`s sprzedał obraz Pomarańczowe, czerwone, żółte (1961 r.) za 86,9 mln dolarów. Osiągają kwoty abstrakcyjnie wysokie, jak malarstwo tego artysty jest abstrakcyjną, wysoką sztuką. Najwyższą. 


Sztuka Rothko przemawia do mnie jako osobista wypowiedź, intymny monolog artysty, człowieka , zapisany skonfigurowanymi znakami kolorów i kształtów. Artysta opowiada swoją historię stanów psychicznych, emocjonalnych , intelektualnych, artystycznych a ja nakładam na nią własne indywidualne rozumienie i czucie. Własne doświadczenie, intuicję, wyobraźnię i wrażliwość. W ten sposób światy artysty i mój, odbiorcy jego sztuki, przenikają się. Światy te są różnorodne. Pozostają jednak interaktywne. I nie mam pewności, że są ostateczne, skończone w ujęciu interpretacyjnym. Wręcz przeciwnie. Ta historia wzajemnego oddziaływania nigdy się nie kończy. Trwa w czasie. Zwrócona z przeszłości ku przyszłości. Teraźniejszość to tylko bieżąca, chwilowa interpretacja. Przystanek w drodze wszelkich poszukiwań. Bo czuję tę moc sztuki, która z rozrastających się, nakładających się na siebie kolorów w geometrycznych kształtach z rozmazanymi, niewyraźnymi, jakby żywymi brzegami, pędzi ku wieczności, ku transcendencji. Od punktu jakim jestem ku wieczności. Od realności, w której jestem zanurzona ku niewiadomej przyszłości, która mnie przywołuje. Od życia tu na ziemi do tego, co po śmierci. A wrotami jest sztuka. Wyrastająca z literatury, muzyki, malarstwa, filozofii. Z realnego życia, doświadczenia artysty. Abstrakcja karmiona klasyką. Sztuka Marka Rothko.

Wydaje się tak prosta, nieskomplikowana, do wykonania przez każdego z nas. Wydaje się pusta, przypadkowa, do wymyślenia przez każdego z nas. Wydaje się , ale nie jest.

To sztuka głęboko osobista, intymna, emocjonalna, dramatyczna. Każdy kolor sprawia wrażenie, jakby się rozprzestrzeniał, od swego centrum czasem na całą powierzchnię ku ostatecznym brzegom, liniom granicznym obrazu. Kolor wydaje się być w ruchu , jakby był rozrastającym się kształtem. Poprzez to, że ma pulsujące, nieregularne, rozmazane brzegi, które jak fale napierają na przestrzenie zaistniałe, namalowane wcześniej. Jeden kolor jest agresorem, drugi przegrywa i ustępuje miejsca. Kolory pożerają się nawzajem. Jakby przestrzeń obrazu była polem walki: emocji, nastroju, stanu psychicznego. ARTYSTYCZNEGO SAMOOKREŚLENIA ARTYSTY. Ma szczególnie dramatyczny wymiar i przebieg, gdy asfaltowa czerń wypływająca niedbałymi, rozmazanymi pociągnięciami pędzla, anektuje kolory optymistyczne, rozświetlone, które bronią się resztkami obecności jedynie na obrzeżach obrazu. Jakby informowały, że poległy, są w zaniku i nie mają siły przeciwstawić się nadciągającej tragedii. Stąd to wrażenie, że te obrazy żyją, wibrują, pulsują. Swą naturą, mocą formy i przypisywanego jej znaczenia. Zwłaszcza, że jest to sztuka wielkoformatowa, taka która zawłaszcza całą percepcję dla recepcji. Tak, że staje się otoczeniem obserwatora, od którego trudno mu się wyzwolić, od którego trudno mu uciec. Obraz zasysa obserwatora a ten staje się jego częścią składową. Ważnym komponentem, dopełnieniem, uzupełnieniem. W tej symbiozie stanowią dopiero jednię. Uzasadniają sens sztuki. Określają jej znaczenie.

I w końcu obrazy Rothko całkowicie ciemne, czarne, asfaltowe. Czasem przełamane ledwie widocznym innym walorem, innym kolorem. Czasem z prostokątami , oknami w innym odcieniu, tak, by były ledwie widoczne. Mroczne, pesymistyczne, przytłaczające. Bez śladu koloru nadziei. Jak czarne dziury. Które przywołują, hipnotyzują, przyciągają. Które wchłoną każdą energię i nie dadzą nic w zamian. Bezpowrotnie, ostatecznie po wieczność. Powodują, bo odzwierciedlają, stan katatonicznej bezradności, zawieszenia, bezruchu. Rozpaczy. Rezygnacji. Jakby żywi stracili wszelką nadzieję i siłę. Jakby byli już w innym świecie. A oczami czucia przenikają tam, gdzie nieznana tajemnica czeka na nich po śmierci. Ale może jest zupełnie inaczej?


Każdy, kto zetknie się z obrazami Marka Rothko widzi, czuje, myśli co innego i w ten sposób mnożą się równoległe byty interpretacyjne obrazów. Biorąc początek z bolesnego, skomplikowanego, ciężkiego życia artysty, który ją tworzył. Który ze swego szczególnego przypadku wykreował byt uniwersalny, nieskończony. Na diapazonie rozpiętym pomiędzy ekstazą i rozpaczą. Na tyle bogatym, że jest w stanie obdarować każdego z nas. Zdarza się, że przeżyciem o najwyższym natężeniu. Wystarczy chcieć się z tą sztuką spotkać. Wystarczy spróbować się z nią porozumieć i ją poczuć. Róg obfitości czeka. Przywołuje swą bliskością i otwartością. Zacznijmy od Muzeum Narodowego w Warszawie. Potem można już rozproszonego Rothko oglądać w różnych kolekcjach na całym świecie.

Potem rozpoznamy go w każdej rozrastającej się , niedbałej, najbardziej przypadkowej plamie. Im ciemniejszej, rozleglejszej, jakby napierającej na nas, tym bardziej jego-Marka Rothko. Jego świat życia przetworzonego na sztukę stanie się jeśli nie częścią naszego, to ma szansę pozostać kreacją pobudzającą naszą wyobraźnię.


Mark Rothko. Obrazy z National Gallery of Art w Waszyngtonie, 

7.06-1.09.2013 r., Muzeum Narodowe w Warszawie



11 komentarzy:

  1. Mark Rothko sztuka cofania sie
    Kazda sztuka kazdego artysty jest « gleboko osobista, intymna, emocjonalna, dramatyczna ». No bo przeciez kazdy obraz spod reki/pedzla/innych mozliwych srodkow czy czlonkow czlowieka zmotywowanego do namalowania czegos jest jedynym w swoim rodzaju i niepowtarzalnym. Jak wpaniale i niepowtarzalne (bo byla pierwsza ktora sie nagrala !) bylo polgodzinne rozczesywanie miesistych wlosow mlodej Abakanowicz. No a same kobiety wiedza jak szybko staje sie ta czynnosc emocjonalna jak szczotka trafi na koltun ! Wow, i wtedy to mamy caly wulkan emocji !
    Kazde dzielo wykonane przez istote a nie maszyne powstaje na bazie emocji. Moze Rothko wlasnie tapetowal mieszkanie (na pewno nie dom, wtedy byl z pewnoscia o wiele tanszy) i tak mu sie to spodobalo ze przeszedl z fajnych kreatywnych obrazow na kwadraciki i prostokaciki. Byc moze, zadajac sobie egzystencjalne pytanie « co po mnie pozostanie ? », przeszedl na mega duze formaty. Takich przeciez nielatwo wykopac na smietnik w przeciwienstwie do malych swistkow A4. Byc moze przechodzac kryzys pochodzenia , a wiemy ze kazdy kryzys jest tworczy, powielal te kwadraciki i wyczerpujac juz te biedna game kolorow…skonczyl na czerni…wlasciwie to zadnych kwadracikow nie bylo juz widac, byl tylko jeden czarny prostokat-plotno. I wlasnie ten ostatni symbolicznie wyladowal w Rothko Chapel. Bo tylko koniec jest czyms pewnym. W pewnym sensie, wyczerpawszy formy i kolory, zamknal te swoja tworczosc w jedna calosc, konczac w kaplicy..
    No wlasnie, im wyzszy stopien infantylizacji, prostoty i pustki, im bardziej tworzac cofamy sie do prymitywnosci, i na im wiekszym formacie ja pokazemy, tym wiekszy szok wywolamy i tym wiecej zarobimy. Rothko to zrozumial. Podobnie jak Miro, ktory limitujac z wiekiem liczbe krzyzykow i koleczek do jednego znaczka, osiagnal tworcze apogeum ! Genialne, po prostu nikt by na to nie wpadl. W przeciwienstwie do Rothko, Miro mial jaja i swietne wspolgrajace nawet z pustym obrazem tytuly ! Rothko zrozumial, tytuly olal i wiecej zarobil. A co do formatow, oni moze juz na starosc wykonczeni dopalaczami niedowidzieli ! Na wiekszym latwiej przeciez malowac..
    Na szczescie, na tego typu wystawach, pokazane jest kilka etapow tworczych artysty. I ZAWSZE , zanim dojdziemy do ostatniej sali wystawy (tej, w ktorej wisza « tworcze-prymitywy »), w salach wczesniej, kurator przekonuje nas-prostych ogladaczy, ze autor jednak POTRAFIL jeszcze niedawno namalowac postac na krzyzu, czy domek z kwiatkami. Do tego, corka Rothko – wspolorganizator wystawy, juz w pierwszej Sali zamiescila nawet ULUBIONE plyty artysty z muzyka klasyczna oraz ULUBIONE ksiazki Marka. Jednak byl przyzwoicie uksztaltowany. Mial jakas edukacje ! Lubil Nietzschego i Rembrandta. Uff…na szczescie !
    Polecam wystawe, Rothko wyrobil sobie prymitywny styl ktory bardzo dobrze sie sprzedaje. Wlasciwie to za najwieksze dzisiaj pieniadze. Warto zobaczyc ten fenomen.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow! Jaki super tekst. Zamawiam następny post u Ciebie. Na przykład o Miro. Co Ty na to?
    Zastanawiam się, jaki sposób komplikacji techniki, tematu/jaki i czy w ogóle/itd. zadawala odbiorców sztuki, tak , by z dziełem czuli szczególną więź/poza względami ekonomicznymi/. Prosta odpowiedź nasuwami się taka. Im obraz realistyczniejszy, dopowiedziany wyrazistym, konkretnym tytułem, z ciepłymi , stonowanymi kolorami, tym czujemy się z nim bezpieczniej, łatwiej uwierzyć nam, że jest coś wart. Im bardziej oddala się od realizmu, im bardziej jest "udziwniony" technicznie, kolorystycznie a tytułu brak, tym bardziej jesteśmy podejrzliwi, że się nas nabija w butelkę. Zawsze pojawia się myśl, że "ja też tak potrafię namalować, też to mógłbym wymyśleć, bo to nic trudnego". Może trzeba spróbować! Namawiam wszystkich.
    Mam tylko jedną uwagę. Chyba chodzilo Ci o Marinę Abramović i jej performans" Art Must Be Beautiful/Artist Must Be Beautiful" (1975), która polegała na czesaniu włosów, aż do utworzenia krwawiącej rany na głowie. Ale przykład super. Super. Podobał mi się bardzo.
    Dzięki, nie abstrakcyjne, ale gorące, gorejące, jak dzisiejszy najgorętszy dzień w roku. A więc Miro? Następny hochsztapler? Zgoda?

    OdpowiedzUsuń
  3. a może Rothko chciał pomalować ściany w domu i testował farby... ja tez takie prostokąty malowałam na ścianie, zabawa przednia, emocji też dużo, od niepewności, po wściekłość i rozpacz, który kolor wybrać. Kasa za obrazy rozumiem do niego nie trafiła, ale wiele lat później do cwanych "kolekcjonerów". Jego pewnie nie byłoby stać na swoje płótna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko w sztuce jest możliwe. A rola przypadku nieodgadniona. Dotarcie do źródeł inspiracji malarza, to dopiero zadanie! Mnie to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie. Ważne, jaki efekt się uzyskuje. Zarówno na obrazie, jak i na ścianie. Czy to jest to, na czym nam zależało. Czy to dla innych coś znaczy. Jego nie byłoby stać na te obrazy. Dobrze, że było go stać, by je namalować. A trochę tajemnicy, zagadek, motywacji niewyjaśnionych sztuce nigdy nie zaszkodzi. Myślę, że uczucie niepewności, wściekłości i rozpaczy nie był mu obcy. Wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, ze jego obrazy wiele o tym opowiadają.

      A jak wypadło z tymi kolorami na ścianach? Udało się nie wydać zbyt dużo kasy? ja z kolorami na ścianach mam zawsze problemy!

      Usuń
    2. Cześć Ewo, z kolorami na ścianie nie mam problemu , ale nie potrafię skomentować i zinterpretować obrazu , który widzę poraz pierwszy i na pierwszy "rzut oka" , przypomina twórczość dziecka z podstawówki. Nie lubię twórczości , która nie wzbudza we mnie emocji , obok której przechodzę obojętnie. Nie interesuje mnie wówczas Nazwisko autora. Mogę tylko stwierdzić to jest jakieś ( czyli zasługujące sobie na moją uwagę) lub żadne. Znam wielu "trudnych " twórców i często ich rozpoznaję zanim ktoś mi powie czyje to dzieło. Chce mi się wówczas zastanawiać się nad tym "co autor miał na myśli". Mogę powiedzieć , że coś mi się podoba , lub nie. Ten obraz jest mi obojętny i nie zwóciłabym na niego uwagi gdybyś nie zaprezentowała go na swoim blogu. Z większą przyjemnością czytam twój blog i twoje interpretacje. We mne sztuka musi budzić emocje . Więcej czasu spędziłam na analizie twoich opisów i są one dla mnie ciekawe, zastanawiające , zagadkowe i podchwytliwe. Sorry , ale nic więcej na ten temat nie napiszę.

      Usuń
    3. Cześć Katarzyno, właśnie dlatego, że jest tak prosty na pierwszy rzut oka /banalny, pusty, byle jaki w treści i formie/ a jednocześnie ceniony /przez wielu:artystów, krytyków, historyków sztuki, itd/ ten obraz budzi moje zainteresowanie. Ta prostota jest wyborem artysty. Prostota jest najbardziej wyrafinowaną formą. Dla mnie jest wyzwaniem, które podejmuję.W sumie zawsze jest ciekawie , wiele się można dowiedzieć.

      We mnie też sztuka musi budzić emocje. Sama jestem kłębkiem emocji. Może dlatego są dla mnie takie ważne. W tym kontekście obrazy ROTHKO, szczególnie ich kolory, do mnie nie mówią ale bezpośrednio na mnie działąją. Wystarczy mi, że ze mną są. Ich energia ma źródło w kolorze i formie. Treścią sama je wypełniam.
      Autorzy tworząc zazwyczaj mają coś na myśli. Szczególnie ci najwięksi artyści. Warto się z nimi, poprez ich prace, spróbować skomunikować. Można nawiązać bardzo ciekawe , ponadczasowe , choć trudne przyjaźnie.

      Cieszę się, że czytasz, co piszę. Ale jeśli nie na ten, to może na inny temat, napisz. Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Cześć Ewo, poczytam , skomentuję..............

    OdpowiedzUsuń
  5. Wystawa się już skończyła, niestety. Niektórzy chcieli pójść jeszcze raz. Dobrze by było. W Bazylei można póść, gdy sie tylko komu , kiedy zechce. Obrazy są , czekają. Ale to luksus, na który nas nie stać. Ter obrazy bardzo dużo ich kosztowały. Ale było warto. Bo ich wartość ciąglr rośnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Reprezentuję inną dziedzinę sztuki - muzykę i wiem jedno w sztuce im mniej tym lepiej, ale ten obraz muszę przemyśleć , a teraz nie chce mi się już , bo jest późno. Ten obraz to "nastrój" autora , dlatego muszę go "pooglać" o różnych porach dnia, więc do jutra

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo bym prosił o zaproszenie do bloga na którym Państwo rozmawiają o sztuce, z chęcią oddam się tej rozrywce,

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajnie rozmawiają na blogu Doroty Szwarcman http:// szwarcman.blog.polityka.pl /muzyka głównie poważna/, www.facebook.com/magazynszum /sztuka/, www.dwutygodnik.com /mix-dla każdego coś ciekawego/ , www.e-teatr.pl /zakładki blogi /głównie teatr, taniec, muzyka, fotografia, itd/, teatralny.pl, jestkultura.pl, blackdress.pl, Monika Małkowska tez ma swego bloga, ale nie znam adresu. Też bym chętnie oddala sie tej rozrywce, ale niewiele osób się tu na blogu wpisuje, niestety

    OdpowiedzUsuń