czwartek, 15 maja 2025

FESTIWAL NOWE EPIFANIE 2025: POLOWANIE TEATR im. ADAMA MICKIEWICZA W CZĘSTOCHOWIE

 

Sztuka Ishbel Szatrawskiej POLOWANIE wystawiona w Teatrze im. Adama Mickiewicza w Częstochowie, w adaptacji i reżyserii Piotra Pacześniaka podejmuje temat wychowania w tradycyjnej rodzinie, którą zarządza niczym szczególnym nie wyróżniający się mężczyzna, mąż i ojciec, myśliwy. Matka to kobieta bez znaczenia, niezbędna w domu i zagrodzie, cicha i spokojną, posłusznie pozostająca w cieniu despotycznego męża. Dorosły syn stara się usamodzielnić, pójść własną drogą, ale jego wysiłki nie przynoszą rezultatów. Nie ma się czym pochwalić. Nic sam nie osiągnął, uzależniony jest od ojca i jego szefa. Relacje rodzinne i towarzyskie są poprawne, podlegają hierarchii, więzi międzyludzkie określa stopień przywiązania, posłuszeństwa i zależności. Doskonale ilustruje to wspólna kolacja w domu znajomych, przy czym pan domu jest pracodawcą ojca i również myśliwym a jego żona byłą kochanką syna, którego uwiodła.

Sztuka przepracowuje temat przekazywania wartości, jakie reprezentuje i wdraża w życie rodzina  konserwatywna. Ojciec ma nadzieję, że syn stanie się jego młodszą wersją, że powieli jego wzorce, będzie kontynuował jego zainteresowania i pasje (myślistwo). Życie to niekończące się polowanie - trzeba tropić, dopadać, zabijać dla utrzymania równowagi, dla przetrwania. To uczy dyscypliny, uważności, hartuje i wyznacza cel, do którego trzeba zdążać. Ojciec wychowywał syna jak jego wychowywano. Nadal wywiera na niego presję. Kontroluje go i nim steruje. Oczekuje posłuszeństwa. W momencie, gdy dorosły syn (ma ponad 30 lat) buntuje się, jego sprzeciw rodzi w rodzinie ostry konflikt. 

Czy syn ma szansę na samodzielne podejmowanie decyzji i ponoszenie ich konsekwencji? Otrzymał w spuściźnie wychowania model kształtowania życia i siebie,  który mu nie odpowiada, ale nie znajduje w sobie dosyć sił, determinacji, środków, by go odrzucić czy zmienić. Brakuje mu pewności siebie, charakteru, kreatywności. Impulsywnie oskarża ojca, nie znajdując winy w sobie. Drastyczne zachowanie, poważne oskarżenia, karczemna kłótnia, która mogła skończyć się tragicznie, pogarsza tylko sytuację i do niczego konstruktywnego nie doprowadziła. 

A cóż im zwrócisz za to, co oni tobie dali? (temat przewodni NOWYCH EPIFANI w 2025 roku) - można zapytać syna. No cóż, odpłacił im tym, co mu wpoili: złym, agresywnym zachowaniem. Użył przemocy. Nie potrafił być ponad rzeczywistość, która mu nie odpowiada. Impulsywny niedojrzale uległ emocjom. A mógłby przecież wykorzystać wiedzę o błędach wychowawczych, jakie popełnili jego rodzice i uniknąć ich powielania. Mógłby postąpić właściwie. Rodzice przećwiczyli opresyjny wzorzec, ale on mógł przecież wypracować własny, nowy będąc w kontrze, w opozycji do nich. Mógłby spróbować i nie ustawać w wysiłkach kształtowania własnego życia, gdy już wie czego nie chce, nie toleruje, nie znosi. Problem w tym, że nie wie czego chce, czego pragnie, nie marzy. Na tyle mu dostatnio i wygodnie, że odpuszcza. Na tyle mu dobrze, że okazje, które wykorzystuje, zaspokajają go,  wystarczają mu. Ale kontestuje, krytykuje, się burzy gdy frustracja przekroczy granicę jej tolerowania. Pretensje i oskarżenia wylewają się wtedy falą tłumionej dotąd agresji i osiągają poziom niebezpiecznie krytyczny. Może i jest nam go żal, szczególnie dlatego, że jest beznadziejnym przypadkiem., ale jaki ojciec, taki syn. Jakie dzieciństwo i młodość, taka przyszła dojrzałość. Właściwie nie ma przyszłości. Bo nie ma niezależnego, silnego charakteru, brakuje mu wyobraźni, pozbawiono go poczucia własnej wartości. To nie on poluje, to inni polują na niego. Tak łatwą jest do schwytania zwierzyną, tak oczywistą ofiarą.

Spektakl jest prosty, przejrzysty, jasny. Inscenizacyjnie atrakcyjny. Z precyzją wyreżyserowany. Poprawnie zagrany. Opiera się na stereotypach. Odnosi się do wiedzy i doświadczeń widzów, którym zapewne tego typu rodziny i ich problemy są dobrze znane, łatwo więc się z nimi utożsamiają. Nie jest  wyzwaniem, ale może stanowić punkt wyjścia dla przemyśleń, dyskusji na temat roli modelu rodziny, wpływu jaki ma ona na kształtowanie przyszłych pokoleń. Właściwie nikt wychowywania dzieci, tworzenia relacji, budowania więzi nie uczy poza samym życiem, które umożliwia obserwację, symulację, wyciąganie wniosków z  popełnionych błędów, doznanych porażek swoich i innych ludzi. Dlatego jest to takie trudne, nieprzewidywalne, zwłaszcza gdy dominują emocje, gdy one rządzą i nadają ton. 
    


POLOWANIE

Tekst: Ishbel Szatrawska
Reżyseria i adaptacja: Piotr Pacześniak
Scenografia: Łukasz Mleczak
Kostiumy: Zoya Wygnańska
Muzyka: Michał Zachariasz
Choreografia: Krystyna Lama Szydłowska
Reżyseria świateł: Monika Stolarska
Asystent reżysera: Andrzej Rospondek
Obsługa techniczna:
Dźwięk, multimedia: Piotr Andrzej Całus
Światło: Przemysław Bielawski
Fryzjerstwo, charakteryzacja, garderoby: Ewa Chłód, Ewa Gut, Ewa Michalak
Rekwizyty: Oskar Nowak, Grzegorz Gut
Obsługa sceny: Jacek Celiński, Zbigniew Dulnik, Dariusz Haładus, Paweł Kużdżeń, Bartłomiej Odwaga

Występują:

Karol Czajkowski – Łukasz
Adam Hutyra – Witold
Agnieszka Łopacka – Barbara
Waldemar Cudzik – Rudzki
Hanna Zbyryt – Natalia
Robert Rutkowski – Władziu

Fot. Piotr Dłubak

piątek, 9 maja 2025

FESTIWAL NOWE EPIFANIE 2025: PUSTE MIEJSCA TEATR WYBRZEŻE w GDAŃSKU

 

Spektakl wywołuje duże emocje. Dotyczy sytuacji przekraczającej ludzkie wyobrażenie, stawiającej człowieka wobec wyborów granicznych, bowiem podjęcie przez kobietę decyzji o usunięciu zaawansowanej ciąży jest bardzo trudne - niesie wiele wątpliwości, potencjalnych problemów, pytań natury etycznej. Mimo że matka ma wszechstronne wsparcie.

Główna bohaterka, Julia (Katarzyna Dałek),  jest w zagrożonej ciąży. Dziecko w każdej chwili może umrzeć, a jego śmierć zagraża życiu młodej matki. Co należy w takiej sytuacji robić? Zdać się na ślepy los i czekać na ostateczny przebieg wypadków, licząc na cud szczęśliwego rozwiązania, czy sprowokować poród, w wyniku którego dziecko na pewno umrze, ale matka ma wtedy większą szansę na przeżycie? Który wariant wybrać? Kto poniesie odpowiedzialność? Czy w przyszłości matka poradzi sobie z  psychologicznymi skutkami  podjętej przez siebie decyzji? 

Sztuka ujawnia kontekst tych traumatycznych i bolesnych tematów. Akcja toczy się w domu, w szpitalu, w pracy, w miejscach, w których znajdują się najbliżsi Julii. Tworzy obraz rodziny, w której wyrastała i z którą łączą ją bliskie więzi - Matka (Marzena Nieczuja -Urbańska) i ojciec (Krzysztof Matuszewski) to zwyczajni rodzice, wyznający tradycyjne wartości. Pokazuje relacje z partnerem, Paulem (Piotr Biedroń), pracującym w teatrze, który ją kocha i o nią dba. A mimo to pojawia się jej alter ego, Julia 2 (Dorota Androsz), która jest personifikacją jej wewnętrznego splątania, a więc zarówno siły, afirmacji sytuacji, optymizmu, jak i jej obaw, dylematów, lęków wynikających ze stresu jaki generuje zagrożona ciąża. Wzbogaca to wiedzę o stanie emocjonalnym i psychicznym młodej dziewczyny w sytuacji krytycznej, która ją zaskoczyła, której długofalowych skutków nie jest w stanie przewidzieć. Ostatecznie zdana jest na siebie i musi zdecydować sama. W tym procesie rozstrzygającym o jej i dziecka życiu lub śmierci, nikt nie jest w stanie jej pomóc. Nikt jej nie wyręczy, nie zastąpi, nie weźmie odpowiedzialności. Ani rodzice odwiedzający ją w szpitalu, ani Paul, który jest ojcem dziecka, ani personel medyczny, który jest bardzo profesjonalny i empatyczny. Julia sama musi zdecydować i ponieść konsekwencje. 

Pusta przestrzeń wypełniona piaskiem ze zdewastowanym sufitem przybiera adekwatnie barwy stanów emocjonalnych Julii. Podkreśla bezmiar osamotnienia i cierpienia, które wynika z przeżywanego przez nią dramatu matki tracącej upragnione dziecko, przeżywającej po nim żałobę. Jest obolała i słaba, załamana i zagubiona, niepewna i wątpiąca, bo czuje pustkę w sobie, bo czuje pustkę świata, który ją otacza. Scenografia i światło Agaty Świerczyńskiej znacząco ją podkreśla, umożliwia tworzenie interpretacyjnych kontekstów (np. wyrównywanie piasku jako zacieranie śladów traum). Wideo Mateusza Zielińskiego poszerza pole widzenia i wzbogaca wizualny świat przeżyć bohaterów. Podobnie działa muzyka Miłosza Pękali - staje się dźwiękowym nośnikiem emocji.

Dlatego autorka sztuki, a za nią reżyserka Lena Frankiewicz włączają sferę teatru, miejsca, w którym jest szansa na przepracowanie i oswojenie traumy, na symulację potencjalnych wariantów przyszłości. Realne życie staje się metaforą, symbolem dającym bezpieczny dystans, który umożliwia panowanie nad ekstremalnymi emocjami, jakie generuje ogromny stres i cierpienie. Ani na moment obraz nie traci siły oddziaływania na wrażliwość, empatię widzów, bo niesie piękny przekaz o przemijaniu cierpienia, o oswajaniu bólu po stracie, mimo że zawsze zostawia ona ślad, czasami głęboką bliznę. Julia i Paul  odzyskują równowagę, na powrót zaczynają cieszyć się życiem, snują plany na przyszłość zajadając pączki. Ale poczucie pustki nadal będzie przypominało Julii o traumatycznych przeżyciach. Musi dokonać wielkiego wysiłku, by nie zaczęła się rozrastać. Nie wystarczy liczyć tylko na szczęście.

Gdyby zapytać Julii: „A cóż im zwrócisz za to, co oni tobie dali?” (przewodni temat FESTIWALU NOWE EPIFANIE w 2025 roku) mogłaby odpowiedzieć, że wzajemność, przetrwanie, nadzieję, że można znaleźć w sobie siłę na przezwyciężenie najtrudniejszych w życiu chwil, na poradzenie sobie ze stratą, żałobą, cierpieniem jeśli dostaje się od otoczenia wsparcie, pomoc, współczucie i  bezwarunkową miłość. Paul kocha Julię a ona jego. Rodzice dali jej życie i są z nią bez względu na wszystko i ona jest z nimi. Babcia, siostra i przyjaciółka mają z Julią serdeczną, bliską więź i nie opuszczają jej w potrzebie. Ona sama siebie ratuje, uruchamiając Julię 2. Pracownicy szpitala: ginekolożka, psycholożka, pielęgniarki -profesjonalne, taktowne, miłe - robią wszystko, by jej wszechstronnie pomóc. Ale i sztuka ma moc, stanowi terapeutyczne zaplecze służącej w potrzebie. Podpowiada rozwiązania, wskazuje alternatywy, dodaje otuchy, może być wsparciem. Julia może liczyć na ludzi, bo są jej opoką i ratunkiem. Dali jej siebie, zapełnili puste miejsca, i ona tym samym im odpłaciła. Dzielnie przetrwała. 



Reżyseria:Lena Frankiewicz
Scenografia, światło: Agata Skwarczyńska
Choreografia: Anna Steller
Wideo: Mateusz Zieliński
Muzyka: Miłosz Pękala

Występują:
Dorota Androsz – Julia 2
Piotr Biedroń – Paul oraz Cień
Katarzyna Dałek – Julia
Sylwia Góra – Gloria (aktorka), Doktor Prat (ginekolożka), Carme (psycholożka), Martina (przyjaciółka), Irene (siostra), Paula (pielęgniarka)
Krzysztof Matuszewski – Ricard oraz Josep
Marzena Nieczuja-Urbańska – Merche (matka), Mari (pielęgniarka z Andulazji), Babcia, Anestozjolożka, Ester (pielęgniarka na praktykach), Sprzedawczyni, Paula (pielęgniarka)

czwartek, 8 maja 2025

FESTIWAL LAMENTACJE 2025: W MAŁYM DWORKU TEATR A.FREDRY W GNIEŹNIE

 

Dramat W MAŁYM DWORKU Stanisława Ignacego Witkiewicza, artysty wszechstronnego i oryginalnego, nadal trudnego do interpretacji teatralnej, w inscenizacji Teatru im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie, wyreżyserowany i opracowany muzycznie przez Jana Marka Kamińskiego przyjmuje czystą formę horroru. Tytuł brzmi niewinnie, a bohaterami sztuki są członkowie przeciętnej rodziny w zwyczajnym otoczeniu, którzy wiodą typową egzystencję. A jednak jest to siedlisko żywych trupów, których przewiny, grzechy i błędy przywiodły do dramatu. Forma zdradza wszystko. Bezpośrednio komunikuje. Dodatkowo obcowanie żywych z umarłymi, gdy żywi wyglądają i zachowują się jak umarli, a umarli jak żywi - dezorientuje. Mierzenie się z prawdą nie jest dla nich łatwym czy przyjemnym procesem. Rodzi i zabawne, i przerażające konsekwencje. 

W centrum przestrzeni wypełnionej  na pozór przypadkowymi, zużytymi, okaleczonymi, nie pasującymi do siebie sprzętami znajduje się niepokojąca instalacja gigantycznego pająka, która narzuca swą tajemniczą obecnością upiorny nastrój (scenografia i multimedia Ewelina Węgiel). Obrazy wyświetlane na żywo, będące kolażem zbliżeń, dodatkowo wzmacniają nastrój osobliwości. Charakteryzacja każdej postaci (kostiumy Tomasza Armada) i przebieg zdarzeń buduje atmosferę absurdu. Realizm jest zaburzony, wynaturzony, okaleczony jakby uzewnętrzniano to, co w każdym bohaterze, a także w jego otoczeniu i relacjach z innymi, zepsute, wyraźnie zakłamane, zręcznie zamataczone. Jakby obraz i jego narracja - przerysowana, karykaturalna, bezwstydna- pochodziły z przeżywanego na jawie koszmaru. Wywołuje u widzów dreszczyk emocji. Zadziwia ich i oszałamia. Bohaterowie są wyraziści, charakterystyczni, kiczowaci, pozbawieni zahamowań. Można odnieść wrażenie, że schwytani w sieć pająka (a właściwie prawdy) już nie żyją i pośmiertnie odgrywają makabryczno- komiczny danse macabre - ulegając Widmu Matki rozliczają się z życiem, konfrontują się ze śmiercią. Spektakl nie jest moralitetem mającym na celu sprowadzenie wszystkiego do normalności, przywrócenie harmonii i spokoju. Prawda nikogo tu nie wyzwoli, a konsekwentnie zbiera krwawe żniwo siejąc grozę. Po prostu wyjdzie na jaw. Obnaża relacje, sytuacje, postawy. Maski spadają, sztuczne biusty Zosi i Amelki również. Jednocześnie forma paranoicznej groteski oprócz funkcji demaskatorskiej, stwarza dystans, daje szansę na przeżycie zbiorowego seansu oczyszczenia, uwolnienia się od makabry realnego świata zakodowanej w najzwyczajniejszej prozie życia. Ucieczkę do lepszego, szczęśliwszego wymiaru. 

Wydaje się, że Witkacy znalazł doskonałych interpretatorów swojej koncepcji artystycznej czystej formy. To ona nadaje tu główny ton, rozwija znaczenia, wydobywa sensy. Na początku może niektórych zaskakuje, a nawet szokuje, ale obsceniczna, odważna, kontrowersyjna, ostatecznie doskonale się broni i zdobywa dla autora i twórców sztuki nowych, szczególnie młodych widzów, o czym świadczyły ich entuzjastyczne reakcje. Bardzo mnie to cieszy, bo uważam, że Witkacy nadal jest niedocenianym artystą. Ani do końca odkrytym, ani do końca rozumianym.  Tym większe uznanie dla wszystkich twórców i doskonale radzących sobie z trudną materią sztuki Witkacego aktorów.  Brawo!





W MAŁYM DWORKU STANISŁAW IGNACY WITKIEWICZ

Reżyseria i opracowanie muzyczne – Jan Marek Kamiński
Scenografia i multimedia – Ewelina Węgiel
Kostiumy – Tomasz Armada
Dźwięk – Maciej Szymborski

OBSADA
Ojciec Dyapanazy Nibek – Roland Nowak
Jego córki:
Zosia – Katarzyna Lis (gościnnie)
Amelka – Kamila Banasiak
Kuzyn Jęzory Pasiukowski – Dominik Rubaj (gościnnie)
Jego i Nibków kuzynka Aneta Wasiewiczówna – Natalia Szczypka (gościnnie)
Widmo Matki Anastazji Nibek – Joanna Żurawska
Dwóch oficjalistów:
Ignacy Kozdroń – Wojciech Siedlecki
Józef Maszejko – Maciej Hązła
Kucharka Urszula Stechło – Katarzyna Kalinowska
Chłopiec kuchenny Marceli Stęporek – Michał Karczewski

fot. Dawid Stube




czwartek, 1 maja 2025

KOSMICZNY DOM TR Warszawa


KOSMICZNY DOM to poetycko- muzyczna opowieść o okruchach życia: namiastkach uczuć, kruchości więzi, nieistotnych zdarzeniach, rutynowych gestach, które komponują się w pochwałę powszedniości, zwyczajności i wynoszą brak istotnego znaczenia, brak głębokiego sensu jako znaczący sens istoty bytu. Obraz jest monochromatyczny, prosty, surowy i przez to szlachetny, czysty, ujmujący. 

Scena i widownia stanowią dopełniającą się jednię. W centrum świat się kręci, razem z nim aktorzy zbici w grupkę osób sobie podobnych, które zaznaczają jednak swój indywidualizm wyglądem, ustawieniem względem siebie, głosem. Śpiewają razem i osobno w jednej tonacji, bez bombastycznych interpretacyjnych fajerwerków jakby stanowili monolit cielesny natchniony tym samym duchem pokory, skromności, zwyczajności. Wokół obrotówki zastygli w bezruchu widzowie stanowią nieruchome obiekty wpatrzone w mrok kosmicznego bezkresu rozświetlanego wirującymi okrągłymi lampami - gwiazdami. Przestrzeń, nastrój i wypowiedziane melodyjnie treści sprowadza całą istotę egzystencji do nieubłaganej konieczności, którą trzeba zauważyć, której trzeba się przyjrzeć i w którą trzeba się wsłuchać, by móc zaakceptować i docenić jej wagę nieistotności, która zazwyczaj jest ignorowana, wypierana, ośmieszana przez cele wyższe, wartości ważniejsze, idee szczytne. Tymczasem w życiu zdarzają się zajęcia nudne, zdarzenia błahe, skutki przypadkowe, stany nieciekawe. Tu nie są postrzegane jako niepotrzebne, ulotne, bez znaczenia. Wręcz przeciwnie. Spektakl wynosi ekstremalnie zredukowane życie, jego chwile, momenty, mgnienia, bo pozwalają one godnie przetrwać w spokoju, w przewidywalności rutyny, w ulotności czasu, niepewności losu, mimo przemijania wszystkiego w warunkach kosmicznego domu. Bo perspektywa wszechświata zmniejsza wszelki ludzki wymiar do minimum. A o tym się nie pamięta. Ze wstydu, z pychy, arogancji. Przez codzienną galopadę. Tak po prostu.

W TR Warszawa powstał spektakl krótki, powściągliwy i wyjątkowo spójny artystycznie. Perfekcyjnie zagrany. Wzruszający naturalną prostotą, ujmujący żelazną konsekwencją. Precyzyjnie skomponowany. Proponujący powrót do czerpania siły z życia jakie jest, bo to często niezauważalnie buduje w człowieku radość istnienia, uruchamia poczucie szczęścia, wolności. Cicha, normalna, skromna egzystencja czasem wystarczy, by móc poczuć się spełnionym. Linie Lapelytė, autorce konceptu, reżyserce i kompozytorce oraz Birutė Kapustinskaitė, autorce tekstu i dramaturżce, znakomicie się udało uchwycić piękno chwili, znaczenie przypadku, wagę drobiazgów, konieczność rezygnacji i ulegania rutynie oraz akceptowania monotonii i porażek. Bo czas się nie zatrzyma, zawsze jest jakieś dalej. O czym przypomina też Wim Wenders w swoim filmie PERFECT DAYS. Wymowa obrazu filmowego z tym teatralnym jest zbieżna, choć są to różne estetyki, światy, języki. Wypracowują innymi środkami wyrazu podobne rozpoznanie, prowadzą do tych samych wniosków.

A więc trzeba wyjść na zewnątrz osoby, jaką ukształtował świat na swój obraz i podobieństwo, jaką się samemu stworzyło, by móc wsłuchać się w śpiew ptaków, szum liści, w siebie. Poczuć powiew wiatru, ciepło słońca. Spojrzeć w niebo. Wziąć głęboki oddech. Pójść na spacer z psem, spontanicznie rzucić palenie. Cokolwiek zdarzy się, przeminie. Czegokolwiek się doświadczy, nie dotknie, nie skrzywdzi. Gdy człowiek jednoczy się z naturą, ta go ratuje, ocala, wyzwala. Daje wytchnienie. Dystans. Wtedy to pogoń za sukcesem, mamoną, hedonizmem okazuje się nieważna, nieistotna. Zbędna. Tak naprawdę do przetrwania niewiele nam potrzeba, bo poczucie bezpieczeństwa i proste zasady. Warto się więc zatrzymać, na przykład w teatrze. Poczuć atmosferę luzu, posłuchać koncertu codzienności, poddać się nastrojowi KOSMICZNEGO DOMU. Powodzenia.:)
 


KOSMICZNY DOM 
autorka konceptu, reżyserka i kompozytorka: Lina Lapelytė
autorka tekstu i dramaturżka: Birutė Kapustinskaitė
reżyser świateł: Martynas Kazimierėnas
kostiumografka: Julija Frodina (Between_lab)
producent muzyczny i drugi kompozytor: Daniel Bürkner
dodatkowe wspóltwórczynie: Nouria Bah, Ella Finer, Sharon Gal
muzyczny asystent reżyserki: Evaldas Alekna
asystentka reżyserki: Monika Tuniewicz
tłumaczka z języka angielskiego na polski: Saba Litwińska
autorka aranżacji tekstowej: Zuzanna Wrońska
konsultacje choreograficzne: Alka Nauman
inspicjent: Wojciech Sobolewski
kierowniczka produkcji: Magda Igielska

obsada:
Jan Dravnel, Izabella Dudziak, Monika Frajczyk, Magdalena Kuta, Lech Łotocki, Sebastian Pawlak, Tomek Tyndyk, Justyna Wasilewska, Mirosław Zbrojewicz

W spektaklu zostały użyte następujące utwory, będące częścią wystawy Liny Lapelytė In The Dark, We Play i powstałe na zamówienie Jencks Foundation i Cosmic House w Londynie:

Four Seasons
Lyrics: Nouria Bah
Music: Lina Lapelytė

Everything is Moving
tekst z People at Dinner, Or Sleeping:
Ella Finer wraz z Florą Pitrolo, 2024
muzyka: Sharon Gal

fot. Adrian Lach

piątek, 14 marca 2025

WIŚNIOWY SAD TEATR POWSZECHNY W WARSZAWIE


Spektakl WIŚNIOWY SAD, którym Paweł Łysak kończy dyrektorowanie w Teatrze Powszechnym w Warszawie, sygnalizuje katastrofę, która nadciąga, a może nawet już trwa. Bohaterowie sztuki pogrążeni są w chaosie teraźniejszości uzasadnianym piętnem przeszłości, bez pomysłu, bez planu na przyszłość, na ocalenie, na przetrwanie. Podobnie chyba jak my wszyscy.

Wiśniowy sad w sztuce Antona Czechowa to wspomnienie piękna lat szczęśliwych, beztroskich, bezpiecznych, gdy nie trzeba było o nic walczyć, troszczyć się, zabiegać. Wspomnienia o tych latach uśpiły czujność bohaterów a z czasem stały się wygodną ucieczką, sprytnym usprawiedliwieniem, by nie trzeba było nic robić. Stały się schronieniem przed złem tego świata, prostą wymówką dla zaakceptowania nieuniknionego. Jednak nic nie jest dane raz na zawsze - wszystko ulega zmianie. W trudnej, zagrożonej rzeczywistości potrzebne jest świeże spojrzenie i nowe rozwiązania. Odwaga, by podjąć ryzyko i odpowiedzialność. Tymczasem dla bohaterów sztuki wracanie do wyidealizowanej przeszłości stało się kołem ratunkowym, pustym argumentem, bo poza nostalgią i deklarowaną miłością do tego miejsca i minionego czasu nie idą konkretne czyny. Miraż szczęśliwego, dostatniego, spokojnego życia nie przygotował nikogo do radzenia sobie w kryzysie. Nie oswoił z myślą, że w przyszłości może pojawić się konieczność podejmowania nawet najbardziej niekonwencjonalnych decyzji. Czas przeszły, przyzwyczajenie do  wygodnej  egzystencji uwięził więc egocentrycznych bohaterów w kokonie całkowitej bezradności i marazmie, skazał na zatracenie, klęskę. I wydaje się, że nic nie jest w stanie tego stanu zmienić. A przecież przeszłość jest już martwa, dom w ruinie, sad stary, zaniedbany, bezproduktywny. Rzeczywistość nie napawa optymizmem. Wszystko jest tu zużyte, zniszczone, pozbawione wszelkiej wartości. Tylko wspomnienia bohaterów nadal majaczą nierzeczywistym blaskiem o dawnej świetności - to powidoki raju utraconego na własne życzenie, które jednak nie są żadnym uzasadnieniem bezczynności. W spektaklu wybrzmiewają fałszywie, bo bohaterowie mają świadomość rzeczywistego stanu rzeczy, ale go ignorują. Tak bardzo są gnuśni, zatwardziali w dotychczasowym sposobie myślenia i postępowania. Tragicznie bezradni.

Artyści kreślą portrety bohaterów klasy społecznej stricte bezmyślnie konsumpcyjnej, która nie nauczyła się pracować, walczyć, ani przystosowywać. Nie kalkuluje, nie ryzykuje, nie stara się ocalić. Nie jest tym w ogóle zainteresowana, z lekceważeniem o tym myśli i natychmiast odrzuca nawet najbardziej obiecujące propozycje ratunku. Brnie w zaparte. Stąd zdarzenia same się toczą koniecznym rytmem, wymuszoną konsekwencją. Ta awersja do brania spraw w swoje ręce, ucieczka od odpowiedzialności oraz impotencja intelektualna i emocjonalna jest jak błąd w kodzie genetycznym mentalności klasy średniej, bo powrót do wiśniowego sadu przekonuje ją tylko, że musi znów uciekać w świat, bo sama ubezwłasnowolniona przez niemoc decydowania i działania, nie potrafi nic, absolutnie nic zrobić dla tego miejsca, dla swego ocalenia. Raniewska ze świtą przyjeżdża do majątku, kontestuje i wspomina, by szybko wyjechać za granicę.

Spektakl jest oskarżeniem postawy asekuracyjnej, zachowawczej, biernej. Egocentrycznej. Zwłaszcza gdy konieczne jest działanie i przeciwstawienie się złu, niesprawiedliwości, wojnie. Tymczasem skupieni na sobie samych bohaterowie ignorują kontekst, w jakim się znaleźli, a przede wszystkim ignorują innych ludzi. Są ślepi i głusi na głos rozsądku i opamiętania. Odrzucają propozycję ratunku. Ta obojętność, choć się kamufluje, jest wyrazem pogardy dla człowieczeństwa, zgodą na samozagładę. Dowodem na koniec cywilizacji, która potrafi tylko trwonić cały kapitał wypracowany przez poprzedników. Przeszłość nie buduje w tym wypadku nowego spojrzenia na przyszłość, nie jest źródłem siły, natchnienia, ale uruchamia działania zachowawcze, jest hamulcem dla woli przetrwania, agonalną euforią pozwalającą dotrwać do śmierci.

Spektakl odarty jest z wszelkiej rodzajowości, z klimatu otumanienia ciała spuścizną rozchełstanej, nieobliczalnej, nonszalanckiej rosyjskiej duszy, co tak bardzo nadal urzeka, pociąga i dezorientuje pragmatyczny Zachód. Paweł Łysak eksploruje to, co wspólne, ponadczasowe, typowe dla okresu schyłku starego i początku nowego świata, mentalności przynależnej doń klasy średniej. I może nie jest to drastyczna, wstrząsająca artystyczna wizja okresu przejściowego, ale jakże ważna refleksja dla przemyślenia i wyciągnięcia wniosków. Bo zagrożeń i wyzwań jest wiele. Trwa wojna w Ukrainie i w innych częściach świata, zachodzą zmiany klimatyczne i gospodarcze. Koniecznością winno więc być dogłębne rozpoznanie sytuacji i podjęcie działań, by móc dostosować się i przetrwać. Dlatego tekst i dramaturgia Łukasza Chotkowskiego i Pawła Sztarbowskego korzystają nie tylko z dramatu Antona Czechowa w tłumaczeniu Agnieszki Lubomiry Piotrowskiej, ale i z wyimków KOŃCÓWKI Samuela Becketta czy autorskiego spektaklu Jerzego Grzegorzewskiego POWOLNE CIEMNIENIE MALOWIDEŁ. Scenografia Roberta Rumasa wizualizuje świat zniszczony, zrujnowany, bez możliwości jednoznacznej identyfikacji miejsca i czasu. Kostiumy Mateusza Stępniaka są współczesne, ale też nie zdradzają nic więcej. Muzyka Dominika Strycharskiego tworzy nastrój niepokoju, nostalgii, zagrożenia. Światło i projekcje Artura Sienickiego doskonale pozwalają tworzyć nowe przestrzenie wyobraźni dla pojawienia się  oczekiwanych przez twórców znaczeń, dla wywołania adekwatnych skojarzeń.

W efekcie powstaje metaforyczny obraz ludzi stojących nad przepaścią. Całkowicie zdezorientowanych, działających według starych schematów, bo nowe rozwiązania i możliwości oraz niestandardowe działania a priori odrzucają. Skazani są więc na przegraną. Obojętni, zachowawczy i zapatrzeni w siebie, mylący przeszłość z przyszłością, przegrywający walkowerem walkę o teraźniejszość i o przyszłość. To jest główny temat sztuki Pawła Łysaka, która jest lustrem. Mamy przejrzeć się w nim i zadać sobie pytanie, czy jesteśmy podobni do dezerterującej grupy Raniewskiej (świetna Ewa Skibińska), do pragnącej dotrzeć z prawdą do niej Szarlotty (przejmująca  Aleksandra Konieczna), przedsiębiorczego, kreatywnego, pełnego zapału i werwy Łopachina (poruszający Mateusz Łasowski),  czy może do osób traktowanych z obojętnością, pogardą jak lekceważony tu, niezauważany przez nikogo, pozostawiony sam sobie Firs (wzruszający Artem Manuilov), który nie ma wyboru, który jest ofiarą nie swoich decyzji i działań. 

A więc walka/działanie czy ucieczka/dezercja? Zmiana czy zachowanie status quo? Zwycięstwo czy klęska? Warto przemyśleć te pytania. Warto znać na nie odpowiedzi. 





WIŚNIOWY SAD  Anton Czechow

reżyseria – Paweł Łysak
tekst i dramaturgia – Łukasz Chotkowski, Paweł Sztarbowski
tłumaczenie – Agnieszka Lubomira Piotrowska
asystentka reżysera – Ewa Platt
scenografia – Robert Rumas
kostiumy – Mateusz Stępniak
muzyka – Dominik Strycharski
reżyseria światła i projekcje – Artur Sienicki
inspicjentka – Sandra Milošević

OBSADA: 
Klara Bielawka
Michał Czachor
Grzegorz Falkowski
Mamadou Góo Bâ
Andrzej Kłak
Aleksandra Konieczna
Natalia Lange
Mateusz Łasowski
Artem Manuilov
Ewa Skibińska
Jan Sałasiński (gościnnie)
Agnieszka Rajda (gościnnie)

fot 1. Magda Hueckel
fot.2. Tomasz Ostrowski