niedziela, 16 listopada 2025

TEACH ME NOT! NOWY TEATR

 

TEACH ME NOT! to performans z choreografią Wojciecha Grudzińskiego zrealizowany we współpracy artystycznej z Marią Magdaleną Kozłowską, z którą występuje na scenie. Tytuł w sposób jasny i kategoryczny komunikuje, o co artystom chodzi. Podkreśla wolność i niezależność w procesie odkrywania kim się jest, podkreśla wyłączność autora w poszukiwaniu sposobu wyrażania siebie, w  dążeniu do samookreślania. W związku z tym artysta odrzuca systemową, ale też indywidualną ingerencję w ten proces (instytucje, osoby fizyczne, presję społeczną, wpływ kultury, sztuki, edukacji, religii i wszelkiej innej spuścizny). Opowiada własną wersję tworzenia siebie, kreacji swojej sztuki, definiowania relacji. Resetuje dotychczasowy balast wpływów na jego osobę jakby komunikował, że rodzi się na nowo - nagi i dziki, na obraz i podobieństwo samego siebie, którego szuka i odkrywa. Grudziński gotowy jest do bezkompromisowego rozpoczynania wszystkiego od początku, jest dojrzały do podejmowania ryzyka, samodzielnych decyzji, dokonywania najbardziej kontrowersyjnych wyborów, choć to oczywiste, że waży się na akt buntu wobec bagażu przeszłości i odcina się od niej oraz swoich nauczycieli, przewodników, autorytetów.  Wybiera tylko to, co jest mu potrzebne do tworzenia według swoich zasad. Sam szuka właściwego wyrazu dla sztuki, którą tworzy, dobiera adekwatne dla niej środki, eksplorując jądro swojego jestestwa i ignorując wpływ świata zewnętrznego. I sam ponosi odpowiedzialność za efekt końcowy. 

Dlatego przestrzeń jest ogromna i pusta, jedynie z boku stoi drążek do ćwiczeń a podłoga pokryta jest różową wyściółką (macica=szkoła baletowa), spod której w dużym oddaleniu od siebie wystają połówki ciała żeńskiego i męskiego (raz nogi męskie i tors kobiety, innym razem na odwrót), które przemieszczają się, jakby szukały optymalnego połączenia. Ciała są nagie (nagość jest kostiumem), na głowach zwierzęce plastikowe maski (zniekształcone, odpychające, dzikie), które kryją kolejne, już jajogłowe, twarde (uszczelnienie, introwertyczne zamknięcie się w sobie) i wypolerowane, drewniane z wyciętym słowem NO! (zaprzeczenie a priori) w miejscu ust. Pojawiają się jeszcze fallusy wielkie i małe, jako oczywisty symbol seksualności, atrybutu niezbywalnego, ale też w tworzeniu relacji możliwy środek przymusu, opresji, którego działania nie sposób się wyprzeć czy jego wagi zaprzeczyć. Prawdziwe, ludzkie twarze artystów zobaczymy na końcu spotkania, co stanowi zwieńczenie wypowiedzi dotyczącej tożsamości, osobowości i artystycznej kreacji artystów. I to jest najciekawszy moment, bo dopiero teraz można zaobserwować i odczytać prawdziwe emocje, i prawdę, że od siebie nie sposób uciec. Ciekawy, mocny rytm, tempo przemian i eksperymentów choreograficznych wyznacza doskonała muzyka Lubomira Grzelaka i Wojtka Blecharza. Duże znaczenie w tworzeniu nastroju znaczeń działań scenicznych odgrywa światło Jacqueline Sobiszewski. W zrozumieniu przekazu, a może w ukierunkowaniu jego sensu pomaga wyświetlany na ścianie lakoniczny tekst- drogowskaz językowy Weroniki Murek. Każdy środek wyrazu wzmacnia i podkreśla wagę performatywnej koncepcji Wojciecha Grudzińskiego, która jest radykalna i bezkompromisowa. Bardzo ciekawa. Artysta z zespołem współpracowników tworzy śmiałe, fascynujące, mocne w formie i treści narracje sceniczne. Przemawia językiem odrębnym, sugestywnym, dosadnym, nie pozbawionym poczucia humoru i dystansu do siebie. Dworuje sobie z baletu, jego idei i konwencji. Obnaża ciało, ale nie czyni je bezbronnym. Komunikuje, że dojrzał i będzie w tym dążeniu odkrywania, samookreślania, tworzenia i sprawdzania siebie z wykorzystaniem narzędzi sztuki i własnej kreatywności konsekwentnie zdeterminowany. Wybiera trudniejszą drogę. Działa odważnie, mierzy wysoko. Nie żartuje. 

TEACH ME NOT!
Choreografia, Performans: Wojciech Grudziński
Współpraca artystyczna, Performans: Maria Magdalena Kozłowska
Wsparcie dramaturgiczne: Klaudia Hartung-Wójciak, Joanna Ostrowska
Tekst: Weronika Murek
Zewnętrzne oko: Igor Cardellini
Wideo, Projekt sceny: Rafał Dominik
Projekt kostiumów: Marta Szypulska
Projekt oświetlenia: Jacqueline Sobiszewski
Muzyka, Dźwięk: Lubomir Grzelak, Wojtek Blecharz
Opieka kuratorska: Olga Drygas
Podziękowania dla: Emilia Cholewicka
Wsparcie produkcji: Iwa Ostrowska

Międzynarodowa premiera: 4 kwietnia 2025 Zodiak – Centre for New Dance, Helsinki
Polska premiera: 4 września 2025
Produkcja: Zodiak – Centre for New Dance, Wojciech Grudziński, Nowy Teatr, Instytut Adama Mickiewicza
Przy wsparciu: ICK Dans Amsterdam
Współorganizowane przez Instytut Adama Mickiewicza.
Dofinansowane ze środków MKiDN.
Współfinansowane przez Miasto Stołeczne Warszawa.

Fot. materiały NOWY TEATR

sobota, 15 listopada 2025

SUBLOKATORKA TEATR POWSZECHNY W WARSZAWIE


SUBLOKATORKA, spektakl wyreżyserowany przez Maję Kleczewską w Teatrze Powszechnym w Warszawie we współpracy z Teatrem Żydowskim, jest teatralną realizacją tematu Holocaustu w treści i formie klasycznej poprawności, która wiernie przedstawia intencję i myśl twórczości literackiej Hanny Krall w adaptacji i z dramaturgią Grzegorza Niziołka. To obraz subtelny, stonowany, wyciszony, podbity mocno sugestywną, rozbudowaną na wiele postaci choreografią Kai Kołodziejczyk. Stawia na siłę odkrywanej prawdy historii, jej przerażającego okrucieństwa, ale bez użycia drastycznych zabiegów formalnych. Jedynie powtarzalność epizodów, repetycje scen - szczególnie trudnych emocjonalnie oraz obecność alter ego bohaterki - współczującej, rozświetlonej sublokatorki - ma uzmysławiać skalę i wagę problemów przeżywanych w czasie wojny przez dzieci, tak silnie przenicowanych emocjami, że powracały w nich przez całe późniejsze życie. Dwie skrajne perspektywy, ta realna i wyimaginowana, wyzwalane jedna przez drugą, wypracowują trudne do zniesienia napięcie. Ale też kompensują w dziecku i jego dorosłym wcieleniu lęk, pozwalają stłumić strach oraz pomagają mu przetrwać i żyć dalej. To współistnienie wizualizacji realnej charakterystyki sytuacyjnej i mentalnej dziecka/dorosłego z jego wyidealizowanym obrazem, jest naturalnym odruchem obronnym, próbą ratunku w sytuacjach granicznych, zagrażających życiu. Bez mocnej, zróżnicowanej, przejmującej gry aktorskiej zespołów aktorskich Teatru Powszechnego i Teatru Żydowskiego, z wyróżniającymi się rolami wspaniałego, charakterystycznego, chwytającego za serce Jerzego Walczaka, z doskonałym w lekkości obecności scenicznej Michałem Czachorem, fenomenalną Kariną Seweryn, wstrząsającą Agnieszką Przepiórską, z rozdartym wątpliwościami natury etycznej i moralnej Mateuszem Łasowskim, ze wspomagającą, ale wymagającą uwagi i wyobraźni oraz wrażliwości emocjonalnej widza choreografią Kai Kołodziejczyk przedstawienie wielopoziomowej złożoności inscenizacyjnej byłoby niemożliwe. Bo spektakl jest trudny i wymagający. 

Na początku clown (doskonały Michał Czachor) w kostiumie w pasy (obozowe lub szpitalne, a może piżamy) z wielkimi, kolorowymi pomponami zaprasza widzów do opowiadania historii, bo każdy zna jakąś ze słyszenia czy autopsji. Aktorzy siedzący na widowni wstają i każdy z nich mówi o tym, co kiedyś usłyszał lub przeżył. Opowieści są krótkie, zrozumiałe, przejmujące. Człowiek jest tu nosicielem pamięci. Jednak w spektaklu chodzi o dziecko i o to, w jaki sposób ono przeżywało wojnę i co z tego okresu pamięta. Istotne jest, jak radziło sobie w sytuacjach anormalnych, które trwały często po kilka lat, a później miały wpływ na funkcjonowanie bohatera w dorosłym życiu. Czy można to wiarygodnie opisać, teatralnie przedstawić? Reżyserka sięga po metaforę, choreografię, multiplikuje postaci tej samej osoby, które sobie towarzyszą, wchodzą w interakcje. Stosuje też zabieg powtarzania traumatycznych sytuacji, przez co wzmacnia ich znaczenie i utrwala je oraz podkreśla, że nie są jednostkowym epizodem i powracają przez całe życie, bo głęboko zapadły w pamięć. Kostiumy Konrada Parola pomagają skontrastować i scharakteryzować stan psychiczny i sytuację postaci realnej z tą wyobrażoną - opiekuńczą, pożądaną, wyidealizowaną. Obserwowany jest więc jednocześnie stan faktyczny z tym oczekiwanym, takim, jakiego się pragnie, jaki być powinien. To właśnie budzi napięcie, wyzwala emocje, unaocznia rozziew między wynaturzeniem a normalnością. A wszystko to dzieje się w przestrzeni abstrakcyjnej, zaprojektowanej przez Fabiena Lédé; z to pojawiającym się, to znikającym labiryntem kryjówek, schowków, szaf, zakamarków. Od czasu do czasu w przesuwanych panelach otwierają się drzwi - możliwości wyjścia/przejścia z niebytu w niebyt. Opowiada więc scena i aktorzy o gehennie dzieci, o ich niezawinionej udręce, wtłoczeniu ich w zabójczy, okrutny świat wojny, jej skutków. Poza rozumieniem, poza czuciem. Poza człowieczeństwem. 

Pierwsza część spektaklu złożona jest z sekwencji historii dzieci w realiach systemu, który je traumatyzuje lub śmiertelnie im zagraża. Stygmatyzuje, wykorzystuje, zadręcza. Eksterminuje. Nakłada na dziecko ciężar zbyt duży, zbyt okrutny. Nękający powracającym stresem i lękami, dręczący poczuciem winy, wyrzutami sumienia. Wojna piętnuje swoje ofiary. Nie daje wytchnienia, mimo że dzieciom wpajana jest procedura, jak należy postępować, by móc się przed jej destrukcyjnym działaniem bronić. Horror wojny doświadczany przez dziecko, które walczy o przetrwanie, funduje mu koszmar na całe życie. Dlatego dla wielu staje się on nie do udźwignięcia. W drugim akcie sztuki mowa jest o dylematach tych, którzy ocaleli. Przywołana jest postać Marka Edelmana, historia wykorzystana przez Kieślowskiego w DEKALOGU, rozmowy Hanny Krall z reżyserem dotyczące odium winy. Kleczewska zajmuje się więc opowiedzeniem tego, co działo się po wojnie z jej ofiarami. Bo był to kolejny bardzo ważny akt walki ofiar ze spuścizną pamięci. 

Wojna, która jest czystym absurdem, uprzedmiotawia ludzi, ale paradoksalnie i oni muszą w jakiś sposób sami siebie uprzedmiotowić, by móc przeżyć. Szansę na przetrwanie daje przystosowanie się, ukrycie własnej tożsamości, kontrolowanie emocji, rezygnacja z dotychczasowego siebie. Wymaga to dyscypliny, zmiany sposobu myślenia i reagowania, co jest bardzo trudne. Dowodzi tego przebieg wizyty matki i córki na komisariacie. Dziecko, które jest tu lalką, symbolizuje skrajne uprzedmiotowienie człowieka wobec opresji procedur i ich strażników, którym musi sprostać, zwłaszcza że dziecko razem z matką mają zdecydować, która z nich dwojga  przeżyje. Stoją więc wobec wyboru przekraczającego ludzkie pojęcie, bo kat przerzuca winę za mającą się dokonać zbrodnię na ofiarę. 

Jednym z wiodących tematów spektaklu jest problem komunikacji. Maja Kleczewska za Hanną Krall przepracowuje zagadnienie, jak należy opowiadać o Zagładzie, bo to, że trzeba nikt nie ma wątpliwości. Reżyserka i pisarka uznały, że jedynie prawdziwe i ważne historie tych, którzy przeżyli są najbardziej przekonujące, bo pozostają szczerym i wiarygodnym świadectwem. Dają wyobrażenie o tym, czego dzieci doświadczały: latami siedziały w szafach, kryjówkach, grobach, u obcych ludzi pozbawione swojej tożsamości, wiary, rodziny i wolności. Bez dzieciństwa, bo zmuszane do życia w poczuciu zagrożenia i lęku, wchodziły w role dorosłych, choć nie do końca zdawały sobie sprawę z tego, co się naprawdę wokół nich dzieje. Ratował je instynkt, wyobraźnia, marzenia. W końcowej scenie zgromadzone w domu dziecka powojennego Otwocka dzieci starają wrócić do normalności: wspólnie bawią się, ćwiczą, tańczą, mówią o swoich wojennych i bieżących przeżyciach. Próbują brzmieć wspólnym, zsynchronizowanym głosem, by przekaz był silny, jasny, przekonywujący. Jednak PTASIE RADIO Juliana Tuwima wybrzmiewa bełkotliwym zgrzytem. Jakby dzieci nie wytrzymały emocjonalnie i niepohamowanie wyrzucały z siebie nagromadzone napięcie, ból. Niezawinione i niepojęte w swym zaistnieniu doznane krzywdy. Ale przekrzykiwanie się, nakładanie się indywidualnych głosów stwarza tylko chaos dowodzący, że spójny przekaz o traumie i cierpieniu wojennym jest jak dotąd niewykonalny, bo wojenny bagaż przeszłości i realia teraźniejszości są niekompatybilne. A komunikacja pomiędzy doświadczającymi wojny a żyjącymi w pokoju jest niemożliwa.

Kleczewska nie chce wstrząsać widzem, ani rozdrapywać niezabliźnionych ran. Nie rozwiązuje węzłów gordyjskich współczesności za pomocą faktograficznych świadectw przeszłości. Szuka nowych środków wyrazu i je sprawdza. Próbuje. Usiłuje doprowadzić instrumentami sztuki teatralnej do tego, by walka o normalność i zrozumienie czym jest wojna toczyła się w widzach, ale ostatecznie może wystarczyłoby, że zaczną myśleć. Reżyserka z psychologicznej głębi, próbuje wejść w tryb komunikacji intelektualnej. I okazuje się, że trafia w próżnię. Widz czeka na emocjonalne trzęsienie ziemi, odrzuca pragmatyczne myślenie, które spowoduje konkretne działanie. Chce przeżywać a jednocześnie pozostaje zimny, zdystansowany, niewzruszony.  W konsekwencji brak wspólnotowej jedności i porozumienia generuje jedynie bezsensowny gest, irytujący skowyt, wyjący chaos -niezrozumiały w odbiorze pusty komunikat. Łatwy do odrzucenia, zdezawuowania, zignorowania. Taka jest puenta spektaklu - dysharmonijna melodia recytacji mającej łączyć wszystkie indywidualne relacje dziecięcego chóru w jasne brzmienie ocalałych. Kakofonia dźwięków emocji, bólu, treści ledwie rozpoznawalnych, która ostatecznie przeraża dramatycznym dysonansem. Przygnębiającym. Smutnym. Bo oto możemy zobaczyć w bohaterach też siebie - zagubioną, okaleczoną, bezbronną ofiarę (dziecko/dorosłego), pragnącą się przebić z własną prawdziwą i ważną narracją, interpretacją, emocjonalnością, która niezsynchronizowana przepada w trudnym do zniesienia napastliwym, natrętnym zgiełku. Wobec czego wszyscy pozostajemy bezsilni. Obojętni. I to jest nasza wielka porażka. Nasza sromotna klęska. Przegrana. 


SUBLOKATORKA na podstawie prozy HANNY KRALL
reżyseria – Maja Kleczewska
adaptacja tekstu i dramaturgia – Grzegorz Niziołek
scenografia – Fabien Lédé
kostiumy – Konrad Parol
muzyka – Cezary Duchnowski
wideo i światła – Kacper Fertacz, Patryk Majchrzak
choreografia – Kaya Kołodziejczyk
asystentka reżyserki – Marta Twardowska
korepetycje muzyczne – Magdalena Sowul
inspicjentka – Sandra Milošević

obsada:
Karolina Adamczyk
Aleksandra Bożek
Emilia Cholewicka (gościnnie, dublura z Kayą Kołodziejczyk)
Michał Czachor
Michał Jarmicki
Kaya Kołodziejczyk (gościnnie, dublura z Emilią Cholewicką)
Wiktoria Kruszczyńska (gościnnie, dublura z Agnieszką Rajdą)
Mateusz Łasowski
Agnieszka Przepiórska (gościnnie)
Agnieszka Rajda (gościnnie, dublura z Wiktorią Kruszczyńską)
Karina Seweryn
Olga Suska
Jerzy Walczak (gościnnie)
Wanda Włochyńska
Laura Wrońska
Kazimierz Wysota

Spektakl powstał we współpracy z Teatrem Żydowskim im. Estery Rachel i Idy Kamińskich - Centrum Kultury Jidysz.
Partnerami wydarzenia są również: Teatr Stary w Lublinie oraz Europejska Stolica Kultury Lublin 2029.
Patronat honorowy nad spektaklem objęło Stowarzyszenie „Nigdy Więcej.


fot. z próby1. Karolina Jóźwiak
fot.2. portret: Michał Mitoraj
fot. z próby 3. Tomasz Ostrowski

poniedziałek, 10 listopada 2025

EXTASY SHOW TEATR POLONIA


Starość się Panu Bogu nie udała-mówią ludzie, a sztuka EXTASY SHOW Constanze Denig-Staub, której akcja toczy się w 2045 roku, wyreżyserowana przez Tomasza Mana w Teatrze Polonia, dowodzi, że mają rację. Ale jest jeszcze gorzej i to za sprawą już nie Pana Boga lecz samych ludzi. Udręka, spowodowana naturalną koleją rzeczy (niszczący upływ czasu fundujący choroby, niedomaganie, ból i cierpienie), to za mało - człowiek potrafi drugiemu człowiekowi zgotować wyrafinowanie okrutny los. Wymyślił przymusową eutanazję w oprawie show, by wyeliminować najsłabszych, nieproduktywnych, niepotrzebnych, w dodatku publicznie ich upokorzyć, poniżyć i pozbawić godności. Ten "prześmiewczy" akt gaszenia w staruszkach tlących się resztek życia jest przemyślaną strategią dla tych, którzy EXTASY SHOW oglądają - ma ich skłonić do pogodzenia się z losem, przyzwoleniem na eutanazję czy samobójstwo, bo lepiej świadomie umrzeć, jeszcze w pełni sił i kontroli nad swoim życiem, niż dać się tak bezdusznie potraktować przez system na oczach wszystkich. 

Śmierć jest nieuchronna. A jednak każde życie nie chce zgasnąć, każdy bohater nie chce umierać. Walczy do końca, nawet jeśli mówi o tym, jak bardzo jest nieszczęśliwy, samotny, zmęczony. Im więcej traci z życia, tym bardziej pragnie się nim cieszyć. Im mniej mu czasu zostało, tym lepiej chce go wykorzystać. Życie pragnie życia, bez względu na wszystko. Jest wartością samą w sobie bezcenną. I mimo utyskiwań, biadoleń, oczywistych ograniczeń i i niedogodności związanych z chorobami, bólem starzejącego się ciała i ducha coś w człowieku czeka na następny dzień, nawet jeśli wie, że może być ostatni. 

Spektakl toczy się w pustej przestrzeni, jakby z życia pozostało tylko samo życie, bo nic więcej się już nie liczy. Nie ma celów, projektów, planów. Jedynie krzesła są oparciem dla bohaterów, a show przykrywką dla zbrodni. Wyjątkiem jest bohater na wózku inwalidzkim - on wie, że na pewno wkrótce umrze. Jest tym przypadkiem, który dojrzał do śmierci (ostatnie stadium choroby terminalnej) i chce się od cierpienia (nie do zniesienia), poczucia winy(czuje się odpowiedzialny za projekt eutanazji), ludzi i świata (bo ich zawiódł) uwolnić. Pogodził się z odejściem, chce, by jak najszybciej nastąpiło i dlatego oddaje swoją wygraną temu, który jej potrzebuje.  

Teatr POLONIA tym repertuarowym wyborem dowodzi, że temat jakości życia seniorów i odchodzenia jest bardzo ważny w dobie starzejących się społeczeństw, preferencji młodości, mody obracania największych tragedii w żart, banał, niewybredną zabawę - jaką w tym przypadku jest EXTASY SHOW. Dobrze jest zapoznać się z głosem ludzi sędziwych, by nie pozbawiać ich możliwości wyboru, by nie narzucać im swojej woli, by ich nie uprzedmiotowiać. Nie przyjmować prostackich rozwiązań problemów, nie dokonywać płaskich ocen, które krzywdzą lub mogą zadać ból. W pogoni za zyskiem, wygodą i rozrywką nie gubić ich i swojego człowieczeństwa. 

Ale przede wszystkim spektakl jest okazją do spotkania ze wspaniałymi aktorami: ciepłą, uroczą, wzruszającą Magdaleną Zawadzką, refleksyjną, wycofaną, ale walczącą twardo o życie swojej bohaterki Ewą Decówną, wojowniczym samcem alfa, scenicznym myśliwym Andrzejem Pieczyńskim i  w dramatycznej roli Fabianem Kocięckim oraz demoniczną opiekunką, przebojową showmanką, piękną Kamilą Baar. Mają tyle do zaoferowania! Przekonajcie się osobiście. Powodzenia:)


EXTASY SHOW Constanze Denig-Staub

Reżyseria: Tomasz Man
Tłumaczenie: Piotr Szalsza
Opracowanie tekstu: Tomasz Man
Scenografia i kostiumy: Aneta Piekarska-Man
Asystentka scenografki i kostiumolożki: Małgorzata Domańska
Ruch sceniczny: Anna Iberszer
Realizacja dźwięku: Michał Suwiński
Reżyseria światła: Adam Szadkowski
Producenci wykonawczy: Magdalena Kłosińska i Krystian Zajdel

Obsada: Kamilla Baar, Ewa Decówna, Magdalena Zawadzka, Fabian Kocięcki, Andrzej Pieczyński

Fot. Tomasz Ostrowski

wtorek, 4 listopada 2025

RÓZIA TEATR COLLEGIUM NOBILIUM

 

Neurasteniczny tekst Rafała Wojasińskiego o nihilizmie świata i ludzi, w których nie ma  radości,  światła, nadziei na poprawę sytuacji życiowej, w wykonaniu bardzo młodych ludzi gasi wszelki optymizm. Smuci i zdumiewa. Alicja Bobruk (Rózia), Michał Lupa (Miejscowy Gienek) Aleksander Sajewski (Bibliotekarz Bolek) i Maja Szkutnik (Barmanka), studenci IV roku aktorstwa dramatycznego Akademii Teatralnej w Warszawie w spektaklu dyplomowym RÓZIA wyreżyserowanym przez Jacka Braciaka doskonale radzą sobie z jego trudną materią. Pogrążeni w klaustrofobicznych ciemnościach, ubrani w stonowane, zgrzebne kostiumy spajające ich z otoczeniem, uwięzieni w pustej spelunie gdzieś na końcu świata, w marazmie egzystencji i niejasnych relacji wygłaszają kwestie trudne do zniesienia, bo sprzeczne z naturą młodości - tu przygaszonej, wypalonej, cynicznej. Akcji nie ma, zastępuje ją pełne rezygnacji trwanie. Rzeczywistość wydaje się być zastygła, beznadziejna, nieczuła, a każdy człowiek przez nią zniewolony, pogodzony jest ze swoim łatwo przewidywalnym losem. Na swój sposób poetyzuje, mądruje, filozofuje. Ale nic nie robi tylko płynie z prądem własnego wyczerpania. Zaszywa się w pozornie bezpiecznym dla siebie miejscu lub wydaje się mu, że ucieczka coś zmieni -więc nadal próbuje. To nie jest afirmacja, ale rezygnacja, bo wszystkie drogi wyjścia z sytuacji klinczu wydają się być ślepą uliczką prowadzącą donikąd. Stagnacja, status społeczny skazuje obie młode pary na wegetację i wieczną przegraną.  

Role są bardzo trudne. Ale studenci i studentki w spektaklu dyplomowym IV roku kierunku aktorstwo, specjalność: aktorstwo dramatyczne, grają wspaniale - lekko, naturalnie, przejmująco. Są utalentowani, dobrze przygotowani, charakterystyczni. Ich bohaterowie - wbrew rzucającej się w oczy powierzchowności - paradoksalnie wydają się starzy, zranieni, złamani. Tym większe dla studentów brawa i uznanie! Bo z trudem ogląda się ten smętny spektakl widząc, jak marna kondycja życiowa ubezwłasnowolnia młodość, łamie jej kręgosłup, zamyka drogę do szczęścia. Tu świadomość zarówno  swojego położenia, jak i obiektywnego stanu rzeczy nie ratuje, a każda próba zmiany z góry nie ma szans powodzenia. Poczucie porażki udziwnia Rózię, Bolka wpędza w depresję, a Gienka i Barmankę jakby w ogóle nie dotyka. W gruncie rzeczy wszyscy są tu Miejscowi, a właściwie sytuacją i własną kondycją umiejscowieni. 


 


RÓZIA
tekst: Rafał Wojasiński
reżyseria: Jacek Braciak
scenografia i kostiumy: Kamila Bukańska
asystentka reżysera: Maja Szkutnik

obsada:
Alicja Bobruk
Michał Lupa
Aleksander Sajewski
Maja Szkutnik

fot. Bartek Warzecha / Teatr Collegium Nobilium

wtorek, 28 października 2025

CIAŁO/UMYSŁ 2025: BOW. REWIZYTA

 

To, co widzimy w BOW. REWIZYCIE, work in progress Wojciecha Grudzińskiego rozwijającym materiał spektaklu BOW. A STUDY z 2023 roku, wstrząsa. Jeden niewinny, grzecznościowy gest pokłonu - choreograficznie rozszerzony w ruchu niewiarygodnie przyspieszonym - otwiera wiele jego znaczeń. Zintensyfikowany zrytmizowaną, nabierającą morderczego tempa genialną muzyką Wojciecha Blecharza zaciska pętlę emocji. Dokręca ją po kres. Pokłon, z definicji dziękczynny, przyjazny i uprzejmy coraz brutalniej atakuje zarówno tancerzy, Wojciecha Grudzińskiego i Tamarę Briks, jak i widzów. Nie sposób przed jego opresją uciec, schronić się, zdystansować. Nie sposób go powstrzymać - tak silne jest podporządkowanie się kanonowi, tradycji zachowań. Sprzeciw wobec tej uległości jest równie silny. Ta opozycja wywołuje ogromne napięcie. Jej furia musi sama się wyczerpać. Od pierwszych chwil przyciąga uwagę historia ewoluującej emocji, której konieczność coraz szybszego, gwałtowniejszego, nieustannego powtarzania obraca pierwotne znaczenie ukłonu w jego przeciwieństwo. Szalony dziki, nie mogąc się wyzwolić popada w trans, bo napięcie rośnie do zenitu jak w BOLERZE Maurice'a Ravela. Ekstatyczny dyg, euforyczne skinienie, zintensyfikowane pozdrowienie i tradycyjny akt dziękczynny powala artystę na kolana. Ostatecznie poddańcze, pokorne, pozbawiające godności gesty męczą go do tego stopnia, że opada z sił i zastyga w bezruchu. W BOW. REWIZYCIE akcja i wyrażająca ją choreografia Tamary Briks i Wojciecha Grudzińskiego eskaluje natężeniem nakładających się na siebie możliwych interpretacji, łącznie z tą najbardziej radykalną, podpowiedzianą przez tekst Klaudii Hartung-Wójciak wyświetlany na podłodze, który zdradza, że każdy ukłon jest odkrywaniem najbardziej bezbronnego, wrażliwego swojego oblicza, niszczeniem tożsamości, pozbawianiem wolności, zabijaniem ciała i ducha. Prowadzi do samobójstwa, tytułowej rewizyty.

Premiera spektaklu BOW.REWIZYTA odbędzie się w 2026 rok w Pawilonie Tańca w Warszawie. Po prezentacji na Festiwalu CIAŁO/UMYSŁ 2025 oczekiwania są ogromne. Poprzeczka została ustawiona bardzo wysoko. Ale już dziś projekt ten będzie się kojarzył z upokorzeniem, zniewoleniem, destrukcją. Jakby ten zaledwie półgodzinny performans był przestrogą przed podstępnie działającym kanonem zachowań, które bez dystansu i kontroli mogą ubezwłasnowolnić, zniszczyć, a nawet zabić.




BOW. REWIZYTA
Koncepcja, choreografia: Wojciech Grudziński
Kreacja, taniec: Tamara Briks, Wojciech Grudziński
Muzyka: Wojtek Blecharz
Światło: Jacqueline Sobiszewski
Tekst i konsultacje dramaturgiczne: Klaudia Hartung-Wójciak


Producent: Pawilon Tańca - oddział Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie Koproducent: Fundacja Ciało/Umysł

Z materiałów festiwalowych:
"Wojciech Grudziński (ur.1991 ) – tancerz i choreograf. Absolwent Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w Warszawie oraz wydziału tańca współczesnego CODARTS – Rotterdam Dance Academy w Holandii. W 2023 roku ukończył program magisterski w DAS Graduate School – Academy of Theater and Dance na Uniwersytecie w Amsterdamie. W 2024 roku był rezydentem Cité internationale des arts x CN D w Paryżu. Za swoje „spektakle, w których wykonawcza wirtuozeria łączy się z przemyślaną próbą oddania osobistego doświadczenia, a sprawy rangi najwyższej – z poczuciem humoru i dystansem” został laureatem pierwszego w historii Paszportu „Polityki” w kategorii Scena w 2025 roku. Jest artystą zrzeszonym z Frascati Producties w Amsterdamie. Stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2017, 2021), laureatem stypendium artystycznego m.st. Warszawy (2021) oraz holenderskich programów, takich jak Schuurman Schimmel-van Outeren Stichting (2012/2013) i Stichting Bekker-laBastide-Fonds (2013). W 2018 roku nagrodzony w konkursie na wizytę studyjną w Movement Research at Judson Church w Nowym Jorku, organizowanym we współpracy z GPS/Global Practice Sharing Program, Art Stations Foundation oraz Instytutem Muzyki i Tańca. Realizuje autorskie projekty choreograficzne. W latach 2016–2017 stworzył solowe prace SLAVE4YOU i PAX. W 2018 roku, jako rezydent Art Stations Foundation (Solo Projekt Plus), zrealizował POPULUXE, zakwalifikowane do Polskiej Platformy Tańca 2019. W 2019 roku powstało RODOS (prod. Komuna Warszawa), wyróżnione w rankingu TOP10 tygodnika „Polityka”. W 2021 roku premierę miał spektakl DANCE MOM, zrealizowany we współpracy z matką artysty, Ewą Grudzińską. W ostatnich latach zaprezentował BOW: A STUDY (2023, premiera na Santarcangelo Festival), THREESOME (2024, koprodukcja Belluard Bollwerk i Nowego Teatru) oraz TEACH ME NOT! (2025, koprodukcja Zodiak – Centre for New Dance, Wojciech Grudziński, Nowy Teatr i Instytut Adama Mickiewicza)."

niedziela, 26 października 2025

KOSMOS TEATR COLLEGIUM NOBILIUM


KOSMOS Witolda Gombrowicza w Teatrze Collegium Nobilium to ćwiczenie warsztatowe studentów IV roku Akademii Teatralnej w Warszawie, które, jak sami  przyznają" rozrosło się w trakcie prób do formy dramatycznej". Rzeczywiście adaptacja sceniczna powieści zawiera główne wątki tematyczne podejmowane w twórczości Gombrowicza, niesie estetyczny gombrowiczowski kontekst - głównie poprzez artykulację charakterystycznego języka tego dramatopisarza. Gombrowicza słyszy się, Gombrowicza się czuje. Jest obecny. Poszukiwanie logiki i sensu w świecie chaosu, pytania egzystencjalne pozostające bez odpowiedzi, podważanie konstrukcji zasad i norm społecznych w akcie młodzieńczego buntu bez gotowej propozycji budowy nowego, wspaniałego ładu sprowadza akcję do nieustannego rozpoznawania natury człowieka, świata i życia, co jest związane z permanentnymi wątpliwościami, które wywołują niepokój, a nawet lęk. Sztuka ujawnia rozziew między niewiedzą, własnymi oczekiwaniami, niegasnącą  ciekawością, a przemożną chęcią wyjaśnienia zagadek, odkrycia tajemnic, rozwikłania relacji i więzi międzyludzkich, zależności pomiędzy zdarzeniami. Ciągłe dociekanie istoty rzeczy, zjawisk i świata gnębi młodych ludzi. Zainteresowani są oni kto, po co i w jakim celu sprawia, że zachodzą pewne zjawiska, że coś się pojawia i znika lub że po prostu istnieje. Z jednej strony to dziecięce, naiwne i podstawowe pytania, które mogą się wydać zbędne, niepotrzebne, błahe, ale z drugiej stanowią dowód na zaangażowanie, które wynika z postawy, która nieustannie obserwuje, wnika, bada. Dostrzega i analizuje. Docieka. Bo chce wiedzieć, bo pragnie zrozumieć. Wydaje się, że wiedza i zrozumienie uspokaja pobudzoną wyobraźnię, uzasadnia przeczucie, że wszystko ma swoją przyczynę zaistnienia oraz uzasadnienie i akceptację tego zaistnienia konsekwencji. Otwiera możliwość wyboru i decydowania.  Daje też poczucie bezpieczeństwa. Podsuwa człowiekowi myśl o kreacji.

Kosmos to ciemność, synonim nicości, niebytu lub obietnica - wyzwanie, by drążyć tajemnicę. W spektaklu odkrywana jest jego istota i sens poprzez światło i towarzyszący mu dźwięk w scenach,  sensach i znaczeniach. Jak bywało w teatralnych dziełach Leszka Mądzika. To celny zamysł. Poszczególne sceny wydobywane są jakby rozświetlającym się wewnętrznym znaczeniem, jakie by ono nie było. Istnieją poprzez emanację siebie w kompletnym mroku. Widoczne i opisane wypracowanym nastrojem - nie tracą wieloznaczności, zyskują aurę magiczną. To ogromny walor spektaklu wyreżyserowanego przez Waldemara Śmigasiewicza, który jest też autorem adaptacji scenicznej i światła. Przy czym ogromną rolę  odegrała tu muzyka Mateusza Śmigasiewicza oraz dźwięk Szymona Nalepy i technika światła Mirosława Ruppa. Kostiumy to komplementarne z plastycznym wyrazem spektaklu dzieło Marii Kresy, nadające obrazowi charakter stonowany, monochromatyczny, ponadczasowy. 

Studenci: Julia Banasiewicz, Aleksander Buchowiecki, Maksymilian Cichy, Julia Ćwian, Maja Kalbarczyk, Maria Kresa, Klementyna Lamort de Gail, Tomasz Obiński, Karol Osentowski prezentują się doskonale. Dowodzą, że czują gombrowiczowski rytm języka, rozumieją jego ironiczno - prześmiewczą barwę.  Nie zrywają z tradycją interpretacyjną tekstu i są przez to wierni autorowi. Słyszymy i widzimy, że to nikt inny jak sam wielki Gombrowicz. Ale w szczególny sposób nostalgiczny, plastyczny, interesujący. I tak historia odkrywania i badania uniwersum kosmosu z konstelacjami ludzkich przypadków i zdarzeń opowiedziana jest mgnieniami, przebłyskami ujmująco pięknie. A jednak mrok kosmosu rozświetlają zjawiska nadal kryjące tajemnice, które są jego częścią. Jedynie wrażliwość i ciekawość człowieka oraz jego wyobraźnia mogą im nadać znaczenie. Nie należy więc z nich rezygnować. Artyści z niej nie rezygnują. Na szczęście. 



KOSMOS WITOLD GOMBROWICZ
Adaptacja sceniczna, światła i reżyseria: Waldemar Śmigasiewicz
Muzyka: Mateusz Śmigasiewicz
Technika światła: Mirosław Rupp
Dźwięk: Szymon Nalepa
Kostiumy: Maria Kresa

Obsada:
Julia Banasiewicz
Aleksander Buchowiecki
Maksymilian Cichy
Julia Ćwian
Maja Kalbarczyk
Maria Kresa
Klementyna Lamort de Gail
Tomasz Obiński
Karol Osentowski

fot. Zuzanna Mazurek

poniedziałek, 20 października 2025

CLEAN GIRL TEATR COLLEGIUM NOBILIUM


CLEAN GIRL to monodram hardcorowy. Oparty na wątkach autobiograficznych Zuzanny Radek i przez nią wykonany, tym dotkliwiej działa, tym silniej dotyka. Aktorka z reżyserką, Ewą Platt, w otwarty, bezkompromisowy, brutalny dla siebie i widzów sposób przedstawiają człowieka w jego prawdziwie zwierzęcym, cierpiącym po kres wcieleniu. W beznadziei samoudręczenia. Gdy uodporniony jest on na działanie tego, co zazwyczaj mu pomaga, chroni, czy ratuje. Bo nigdy tego nie zaznał. Bo ani wpływ wychowania, wykształcenia, tradycji, rytuałów, religii, kultury, ani instynkt samozachowawczy nie powstrzymuje go przed eksperymentowaniem z wyuzdaną naturą zachowań ludzkich, które wybiera i je eskaluje, choć mógłby nad nimi panować. Jakby ciekawość tego, jak daleko może się posunąć bez względu na koszty, była przyczyną badania sfery zwyrodnienia człowieka, zatracania się w szambie życia i pogrążania siebie i innych w zaspokajaniu seksualnego popędu. Tym samym staje się najsilniejszym motorem destrukcyjnego działania i nie pozwalała skupiać się na tym, co buduje i wzmacnia w nim potrzebę czerpania przyjemności z normalnego życia. Tu ciemność pochłania każde światło. Zło - wszechobecne, lepkie, śmierdzące, wrośnięte organicznie w ciało i ducha - jest rewersem dobra i skutecznie zakłamuje rzeczywistość. Pozostając w ukryciu bezkarnie gwałci wrażliwość, niewinność, piękno. Naznacza i krzywdzi niezmywalnym piętnem. 

I nie chodzi o to, że człowiek sam w sobie jest skończenie zły, nawet wtedy gdy bierze odwet za to wszystko, co go rani, niszczy, upokarza, upadla (wet za wet). Tu akcent sprawczości przesunięty jest na bezwzględność, opresyjność i wyuzdanie natury ludzkiej oraz przyzwalającą na to obojętność rodzącą się z własnej niemocy czy obojętności świata. Wszystko pozostaje w rękach człowieka, samotnego i bezbronnego, uczestniczącego w nierównej walce, którą przegrywa. Dostępność pornografii w sieci, pedofilia, ostentacyjna i bezwstydna manipulacja, pęd i styl współczesnego życia prowadzi do autoagresji żerującej na wewnętrznej pustce, braku więzi i niemożności zaspokojenia podstawowych emocjonalnych potrzeb - szczególnie u młodych ludzi. Jednak wybór zła, nurkowanie w jego odmętach, zatracenie się, uzależnienie nie pozwala im złapać upragnionej równowagi, osiągnąć pożądanej harmonii.  

Przestrzeń sceny podzielona jest na zwizualizowaną strefę samoudręczenia- brudu, syfu, bałaganu, chaosu i pozostającą w wyobrażeniu, pogrążoną w ciemności, istniejącą, ale nieosiągalną dla widza, opisywaną jedynie przez  młodą dziewczynę, strefę normalności - bogactwa, porządku, czystości, ładu. Tyle tylko, że dominuje i jest ważna strefa zła i destrukcji. Wanda demaskuje to, co zazwyczaj pozostaje w ukryciu, co jest przemilczane, zakłamane, wyparte, chore, bo to jest dla niej  przyczyną i skutkiem, zarówno  najsilniejszym bodźcem, jak i niezbywalnym cierpieniem. Opowiada historię o sobie. Jej narracja odkrywa to, co maskuje czy zakłamuje ironiczny tytuł spektaklu, który jest niczym  przewrotna prowokacja, gorzki wyrzut, ironiczna poprawność i to w ten sam sposób jak czyni to samo życie - brudne, zepsute, bez sensu i nic nie warte. 

CLEAN GIRL to teatr pełną gębą. Z ważnym tematem, ze świetnym tekstem, interesującą reżyserią, konstrukcją i najlepszym z możliwych wykonaniem, również wokalnym. Bogaty różnorodną formą i ekspresją. Wyzywający i obrazoburczy działa jak terapia wstrząsowa, zarówno dla Zuzanny Radek w roli Wandy, jak i dla widzów. Aktorka/jej bohaterka jakby prosi o pomoc, o współczucie i namysł nad wynaturzeniami seksualnymi, które wypaczają psychikę i rujnują życie młodych ludzi. Zło naznacza, zło piętnuje i uzależnia. Wanda/Radek analizuje swój okres dojrzewania, obnaża się mentalnie, zdradza najintymniejsze szczegóły swoich doświadczeń z mężczyznami, by dowieść, że to świat ją kształtuje i winien jest problemom, z którymi się zmaga. Celebruje mroczne rytuały, rozpamiętuje je, co ją nadal niszczy i na trwałe pogrąża.  Zaburzenia odżywiania, zachowania autodestrukcyjne, samotność, obsesje, niska samoocena fundują jej udrękę życia. Odrzucona przez świat, odrzuca to, co mogłoby ją uratować. Pomimo wszystko jednak ta sztuka jest światełkiem w tunelu - przepracowuje ból, kontroluje sytuację, wyraża tęsknotę za czułością, bliskością, zrozumieniem i pożałowaniem. Oskarża i oczyszcza. 

Ziarna dobra zasiane w człowieku kiełkują, rozrastają się, owocują, bo jest dla nich glebą, opoką, przyjaznym środowiskiem. Następnie szukają kolejnego żywiciela. Ta alegoria o tym, by móc żyć szczęśliwie w rozświetlonym, posprzątanym, wypasionym pokoju obok otwiera i zamyka ten ekshibicjonistyczny monodram dla dorosłych. Optymistycznie. Pięknie.

Cieszę się, że Teatr Polski w Warszawie w ramach cyklu GOŚCIE W POLSKIM zaprosił ten spektakl i go pokazał. Tak naprawdę winien być nadal grany, dyskutowany, przeżywany. 


CLEAN GIRL

Reżyseria: Ewa Platt
Wykonanie: Zuzanna Radek
Scenografia: Zuzanna Radek, Ewa Platt

Opieka Artystyczna: Bartosz Porczyk

Wykonanie: Zuzanna Radek

CLEAN GIRL otrzymało główną nagrodę na Festiwalu Jednego Aktora MONOFEST 2024 w Teatrze Szwalnia w Łodzi.

fot. Ola Janczak

sobota, 18 października 2025

CIAŁO/UMYSŁ 2025: SUPERSTAR

Czy kość ogonowa - wstydliwa, wypierana, zapomniana część człowieczego ciała, konkretnie kręgosłupa - może być gwiazdą, celebrytką, tematem wiodącym w spektaklu ?  Czemu nie! Dowiódł tego taniec, wykład performatywny i w końcu warsztat z aktywnym udziałem publiczności przygotowany przez Natalię Drozd zaprezentowany na Międzynarodowym Festiwalu Sztuk Tańca i Performansu CIAŁO/UMYSŁ 2025. To było interesujące przeżycie i pouczające doświadczenie. Zaskakujące, płynne, logiczne połączenie różnych form komunikacji i działania scenicznego, nowe spojrzenie na to, czym może być spotkanie artysty z publicznością, które w efekcie zbliża, łączy obie strony. Burzy bowiem podział na obserwujących i obserwowanego. Wskazuje wspólny cel. Poszerza rozumienie doświadczanego przeżycia estetycznego, które generuje ruch ciała, choreografia poprzez bezpośredni udział w tym, z czego wynika jego idea. 

Na początku był taniec - w ostrym snopie światła - Natalii Drozd ubranej w cielisty, połyskujący kostium, którego górna tylna część miała przyszyte pomponiki wzdłuż linii kręgosłupa. Druga część występu tancerki, co zapewne zaskoczyło wielu widzów, stanowił performatywny wykład o kości ogonowej, jej roli, udziale i wpływie na sposób poruszania się ciała, a tym samym na choreografię tańca. Wyjaśnił on w ogromnej mierze to, co artystka zaprezentowała w swoim tańcu. Ostatnia część - wspólne ćwiczenia oddychania i tańca artystki z publicznością zaproszoną przez nią na scenę były naturalną konsekwencją realizowanego projektu. Wieńczyły dzieło. Dowodziły, że taniec w teatrze nie musi być li tylko do oglądania i przeżywania z biernego dystansu widowni, ale może też w sposób realny uaktywniać widzów, przekazując im konkretną wiedzę i możliwość jej przetestowania. Koncepcja Natalii Drozd jest bardzo interesująca. Wzbudziła duże zainteresowanie. Wielu widzów wzięło udział w warsztatach. Nie trzeba było ich długo zachęcać. A ćwiczenia z oddychania wykonali chyba wszyscy. 

Natalia Drozd - ciepła, naturalna, doskonale przygotowana - jeszcze się uczy, jeszcze pracuje nad celem, formą i treścią swojej idei obecności scenicznej z zakresu expanded choreography, która wspomagana jest słowem i wdrażana przez angażowanie widza do bezpośredniego doświadczania. Ruch staje się współuczestnictwem artysty i widza w działaniu, które każdy rozumie i czuje poprzez siebie, a następnie w sposób spontaniczny indywidualnie wyraża. Artystka, jej idea, jest więc demiurgiem, który nie tylko komunikuje się z publicznością opowiadaną przez swoje ciało historią, ale generuje siłę uruchamiającą drzemiący w tej historii oraz w widzu potencjał i radość tworzenia oraz przeżywania sztuki. Pokazuje jej możliwości. Moc. 

To był piękny, pouczający, inspirujący dla ciała i umysłu spektakl. Dowiódł, jak bardzo trzeba własnej kreatywności pomóc konkretną wiedzą, dużym wysiłkiem, otwartością, uporem w poszukiwaniach najlepszych rozwiązań, dążeniu do celu. Połączył artystów i widzów we wspólnym przeżywaniu i działaniu. Bo sztuka to umiejętność nawiązywania kontaktu, tworzenie relacji, praca zespołowa. Łzy i pot, ale i szczęście, radość. W czasie tego spotkania można było tego doświadczyć.  


SUPERSTAR Natalia Drozd 

Choreografia, koncepcja, wykonanie: Natalia Drozd 
Partner procesu: Joanna Gruntkowska 
Muzyka: Urszula Zyguła 
Reżyseria świateł: Ewa Garniec 
Kostiumy: Aneta Drozd 

Produkcja: Natalia Drozd 
Koprodukcja: Atalante Göteborg, Szwecja 

Premiera: 24.05.2025, Atalante Göteborg, Szwecja


Z materiałów festiwalowych: 

"Natalia Drozd (ur. 1995) – tancerka, choreografka, performerka, artystka młodego pokolenia. Absolwentka prestiżowej uczelni DOCH/SKH Stockholm University of the Arts (kierunek BA in Dance Performance). W praktyce tańca i choreografii zajmuje się relacjami kości ogonowej w tańczącym ciele, wzmacnianie więzi międzyludzkich, budowanie wspólnot – relacji poprzez metody pracy z choreografią z zakresu expanded choreography. Stypendystka Culture Moves Europe. Laureatka konkursu SoloDuo2024 za choreografię i wykonanie solo Body’s archive, została zaproszona do zaprezentowania pracy choreograficznej w programie Młoda Generacja Polskich choreografów i artystów tańca podczas Międzynarodowych Spotkań Teatrów Tańca 2024 w Lublinie. Jako jedynej tancerce młodego pokolenia na świecie została jej przekazana legendarna choreografia TRIO A Yvonne Rainer przez Sarę Wookey podczas Festiwalu Nowe Horyzonty 2024 we Wrocławiu. Natalia otrzymała pozwolenie na nauczenie się i wykonanie choreografii od Yvonne Rainer. Pracuje jako freelancerka w Szwecji i w Polsce."

Fot. Marta Ankiersztejn

poniedziałek, 13 października 2025

CIAŁO/UMYSŁ 2025: DANSES VAGABONDES

 

Godzinny spektakl taneczny DANSES VAGABONDES to autorskie, nowoczesne choreograficznie dzieło Louise Lecavalier, wybitnej artystki kanadyjskiej, która dokonuje w nim niemożliwego. Ogniskuje w nim swoją niezwykłą osobowość, pasję, wirtuozerię, kondycję i upór w przekraczaniu granic wieku, wytrzymałości, społecznych norm i zasad. Jej solo to mordercze w swej intensywności tempo ekspresji ruchu i ciągłych zmian autobiograficzne credo. Funduje widzom imponujące, zapierające dech - zważywszy na postawione sobie przez artystkę cele - transowe wykonanie. Intensywnie rozedrgane, wibrujące, w spazmie nieustannej zmiany ciało rozsadza swą aktywnością pustą przestrzeń. Jakby wewnętrzna determinacja tancerki oraz chęć uwolnienia tego, co ma do przekazania, była dowodem zwycięstwa nad wszelkim ograniczeniami, stereotypami, krytyką. To ona okazała się demiurgiem, którego słuchało perfekcyjnie przygotowane do zadań ciało i w sposób doskonały stało się przekaźnikiem komunikatów tancerki. Najważniejsze jest, co artystka chce nam przekazać, co proponuje z nami przeżyć. Jaką energię wysłać, czerpiąc z doświadczeń całego życia, z impulsów pobudzanej ciągłymi poszukiwaniami wyobraźni, ze świadomości możliwości, jakie oferuje taniec i jej inwencja i talent. Z tego, co ma zakodowane w duszy i ciele. 

Louise Lecavalier dowodzi, że nie ustaje w swoim rozwoju, nie rezygnuje z pracy nad sobą i swoim dziełem. Nie poddaje się, szczególnie wpływowi czasu, otoczenia, presji poprawności. Robi swoje uporczywie i konsekwentnie, bo liczy się dla niej nie spektakularny sukces, choć na pewno jest nie bez znaczenia, ale intencja, praca, samorealizacja. Osobiste spełnienie, które jest też darem dla drugiego człowieka. 

Ciało to medium ducha. Gdy zawodzi lub nie wystarcza słowo najsilniej oddziałuje, informuje, przekazuje emocje, myśli, stan psychiczny. Szybciej, intensywniej, gwałtowniej domaga się uwagi i zrozumienia. Solo Louise Lecavalier z nowoczesną ilustracją świetlną i muzyką przedstawia tancerkę i choreografkę jako człowieka, który ciągle się zmienia i walczy w rozedrganej, pulsującej intensywnymi emocjami współczesności, wykorzystując cały bagaż przeszłości, który jej nie przeszkadza, a pomaga. Tancerka zna swoje ciało, poznała też dobrze siebie. Wie czego chce i jak może to wyrazić, by zostać zrozumiana. Doświadczenie, wiedza i hart ducha to potężne narzędzia dla tych, którzy sięgają po niemożliwe cele.  Przyszłość zapowiada się więc bardzo, bardzo interesująco. Zapewne pokażą to kolejne spektakle tej wspaniałej, kreatywnej, pełnej energii artystki, która zachwyciła publiczność.



Koprodukcja: Festival TransAmériques, tanzhaus nrw düsseldorf,Hellerau (Drezno), Centre national des Arts (Ottawa)
Pokaz we współpracy z Usine C

Premiera: 5.12.2024, Tanzhaus NRW, Düsseldorf, Niemcy

Z materiałów festiwalowych:
"Louise Lecavalier (ur. 1958) – tancerka i choreografka kanadyjska. Pisano o niej jako o „najwybitniejszej i najbardziej tragicznej tancerce naszych czasów”. Przez blisko dwadzieścia lat od 1981 roku była ikoną zespołu La La La Human Steps Édouarda Locka ucieleśniając ekstremalny taniec z pasją i siłą, zachwycając publiczność na całym świecie. W tym czasie tworzyła duety, m.in. z Davidem Bowie i Frankiem Zappą. W 2006 roku założyła własny zespół Fou Glorieux nawiązując współpracę m.in. z Teddem Robinsonem, Crystal Pite i Nigelem Charnockiem, a następnie z Benoît Lachambre. Jej kreacje określa dążenie do wirtuozerii, przekraczania siebie, podejmowania ryzyka oraz do absolutu, pojmowanego jako dotknięcie czegoś więcej niż to, co ludzkie w człowieku. Historię występów Laecavalier ze spektaklami z ostatnich dwóch dekad można porównać do długich tras koncertowych. Jej współpraca z artystą wizualnym Lu Yangiem w 2023 roku zaowocowała choreografią pokazywaną w ramach 6. Międzynarodowego Biennale Sztuki Cyfrowej (BIAN) z wykorzystaniem technologii motion capture na żywo i Delusional World, które Lecavalier przywołuje także w danses vagabondes, prezentowanych na C/U.
Louise Lecavalier jest laureatką licznych stypendiów, nagród i wyróżnień w dziedzinie sztuki, w tym nagrody Denise-Pelletier przyznanej przez rząd Quebecu oraz doktoratu honoris causa UQAM (Uniwersytet Quebecu w Montrealu) w 2017. W 2021 roku otrzymała tytuł Honorowego Obywatela Miasta Montrealu, a w 2023 – tytuł Kawalera Orderu Sztuki i Literatury Republiki Francuskiej."


sobota, 11 października 2025

CIAŁO/UMYSŁ 2025 : RAY Scottish Dance Theatre (Szkocja)


Taniec wyraża to, co pozostaje poza dźwiękiem, istnieje obok słów. Jest działaniem poprzez ciało. Ruchem, gestem, mimiką tworzy dynamikę emocji, buduje siłę nastroju, wysyła komunikat, nawiązuje więź. Spektakl RAY Scottish Dance Theatre ze Szkocji pokazany na Festiwalu Ciało/Umysł 2025, uruchamia w widzu ciekawość rodzącej się relacji pomiędzy nim a tancerzami, poszukuje źródła jej pochodzenia, trwania, znaczenia. I choć każdy, zarówno performer, jak i widz tworzy własną interpretację tego, co widzi i czego doświadcza, musi przyznać, że jest ona możliwa dzięki wzajemnej otwartości i szczerości budującej zaufanie. Scena i widownia jednoczą się. Obecność tancerza mówi: daję ci/ przekazuję/dzielę się tym, co wypływa z mej istoty, a ty, widzu, jesteś gotowy/oczekujesz to przyjąć/odwzajemnić/nieść dalej. To porozumienie bez słów jest impulsem naturalnym, samoistnym i instynktownym, który ma źródło w potrzebie bliskości, czułości, współodczuwania. Dzielenia się. Obdarowywania.

Choreografia Meytal Blanaru powstała we współpracy z performerami indywidualizuje każdego bohatera. A jednak wyraziście podkreśla to międzyludzkie przyciąganie, które koi, przynosi ulgę, przywraca sens budowania więzi, w nawiązywaniu i kształtowaniu relacji między ludźmi. Odnosi się do pierwotnych skłonności i potrzeb człowieka, który tylko we wspólnocie jest w stanie przeżywać przyjaźń, miłość, szczęście, wolność i doświadczać poczucia bezpieczeństwa. Zamysł układów choreograficznych polega na uruchamianiu tego, co jest uśpione, wyparte, zagłuszone albo wymuszone przez sytuację (pandemia). W sposób naturalny, subtelny, delikatny łagodzi obawy, przełamuje bariery, burzy granice. Liczy na reakcje spontaniczne. Ćwiczy umiejętność spojrzenia na siebie i innych ludzi z humorem i życzliwością pozwalającą nie traktować się wzajemnie zbyt serio i akceptować się takimi, jakimi jesteśmy.

Publiczność reagowała na próby nawiązania z nią kontaktu najpierw ostrożnie, później z coraz większą śmiałością, a w końcu sama inicjowała działanie. Ale i zachęta ze strony performerów była stonowana, ostrożna, pozbawiona agresji, prowokacji, kontrowersji. Jasna i czytelna - budziła ciekawość. Przy czym technika tańca, sam układ choreograficzny nie dominował, nie odwracał uwagi od tego, co było w działaniu scenicznym najważniejsze. Przekaz koncentrował się na cielesności coraz bardziej zaangażowanej w przemianę mowy ciała (ruch, kontakt wzrokowy, gest, dotyk, uścisk). To układ (mikro sceniczne narracje taneczne) sygnalizował stan ducha tancerza/tancerzy, generował udzielającą się widzom energię, emocje. Co w efekcie w sposób prosty, niewymuszony umożliwiało porozumienie.

Spektakl był ekscytującym spotkaniem ze sztuką, która działa bezpośrednio, nie epatuje instrumentami, którymi dysponuje (np. metoda Feldenkraisa, techniki ruchu, zwanej FATHOM HIGH), bo zależy jej na żywym, szczerym, autentycznym kontakcie człowieka z człowiekiem. Jakby uczył od podstaw. Jakby krok po kroku pokazywał jak budować relacje i przypominał skąd pochodzi potrzeba ich nawiązywania, podtrzymywania, rozwoju. Udowadniał, że nie jest to skomplikowane czy trudne i daje wiele radości. Szczególnie w ciężkich czasach ważne jest otwarcie na drugiego człowieka, okazywanie mu życzliwości, otaczanie go troską, poświęcanie mu uwagi. Czasem niewiele trzeba. Wystarczy dać mu swój czas, swój uśmiech, swój uścisk. Siebie.



RAY

Koncepcja i reżyseria: Meytal Blanaru 
Choreografia: Meytal Blanaru we współpracy z performerami
Muzyka/Music: Benjamin Sauzereau 
Reżyseria światła: Emma Jones
Kostiumy: Meytal Blanaru we współpracy z/in collaboration with Cate Mackie

Performerzy: Kieran Brown, Molly Danter, Ben McEwen, Massimo Monticelli, Kassichana Okene-Jameson, Pauline Torzuoli

Spektakl realizowany w ramach UK/Poland Season 2025, wspierany przez British Council.
Premiera: 04.2022, Dundee, Szkocja

Fot. Marta Ankiersztejn

sobota, 27 września 2025

ŻAR TEATR POLONIA

Tu nie było niespodzianek. ŻAR Christophera Hamptona na podstawie prozy Sándora Máraiego w reżyserii Jana Englerta to teatr w klasycznym, szlachetnym, solidnym stylu. Głęboko psychologiczny tekst o męskiej przyjaźni Henryka i Konrada, ich miłości do kobiety marzeń, Krystyny, o gwałtownych namiętnościach, niegasnącym pożądaniu, uwodzeniu i zdradzie, ukrytych intencjach i motywacjach wyrażony przez mistrzowskie aktorstwo Jana Englerta (Henryk), Mai Komorowskiej (Nini) i Daniela Olbrychskiego (Konrad), w anturażu nobliwego rodzinnego domu Henryka i w stonowanych, ale eleganckich kostiumach gwarantuje unikatowy seans teatralny. Jest niezwykłym doświadczeniem. Dla jednych sztuka będzie intelektualną rozprawą, dla innych kontaktem ze światem, którego zasady, wartości, tok myślenia i postępowania już się wyczerpały i dzisiaj nie mają zastosowania. A jednak wydaje się, że dla artystów ta archaiczna treść i adekwatna dla niej forma, są nadal bardzo ważne. Bohaterowie prowadzą rozmowę, która niczego nie wyjaśni i nie doprowadzi do konkretnych wniosków. Tak naprawdę nic się nie zmieni, spotkanie mogłoby się nie odbyć, ale pozwala odkryć wewnętrzny świat bohaterów, kontekst i konsekwencje moralnych wyborów a więc prześledzić proces kształtowania się ich rozumienia siebie, ludzi i świata. Umożliwia poznanie charakteru długotrwałej silnej więzi, która zrodziła się jeszcze w dzieciństwie Henryka i Konrada i zaważyła na ich całym życiu. Sztuka przypomina, że każdy człowiek ma własną mapę wspomnień, komponuje zawsze indywidualną, bardzo skomplikowaną wersję zdarzeń, sam wypracowuje obraz kim jest i jacy są ludzie, z którymi tworzy relacje. 

Spotkanie starych przyjaciół wciąga i fascynuje widzów od pierwszych chwil, bo swoim niespiesznym przebiegiem umożliwia wniknięcie w głąb natury ludzkiej. Uzmysławia, że życie w dzisiejszym świecie, który się nieustannie zmienia, który wymusza coraz to bardziej uproszczone schematy działań, procedury zachowań, komunikaty językowe, nadal jest skomplikowane, ale jego instrukcja obsługi stała się banalnie zerojedynkowa. Płytka, powierzchowna, bezrefleksyjna. Niewiele osób analizuje postępowanie, roztrząsa reakcje, chce zrozumieć decyzje najbliższych, jak czyni to Henryk, który przez ponad 40 lat, dzień po dniu, wspomina, zastanawia się i szuka odpowiedzi na nurtujące go pytania, bo pragnie poznać prawdę, a więc chce zrozumieć i ostatecznie zaakceptować wszystko, czego w życiu doświadczył. Zadaje więc często pytanie "dlaczego". Tworzy ostatecznie własną wersję wydarzeń. Konrad nie zdradza swojej. Pamiętnik Krystyny przedstawia zapewne jej punkt widzenia, ale go nie poznamy. Nini też sugeruje pewne fakty (ostatnie słowa Krystyny), których nie sposób zweryfikować. A każdy widz może indywidualnie interpretować zachowania bohaterów, ich intencje, bo nic nie jest ostatecznie dookreślone czy potwierdzone ponad wszelką wątpliwość. 

Henryk podkreśla, że istotny jest język, który decyduje o skuteczności komunikacji międzyludzkiej. W życiu chodzi o prawdę, nie o fakty, które są tylko jej częścią. Liczy się tylko ona, ale aby móc ją poznać, trzeba zgłębić intencje, które są motorem postępowania i wpływają na ludzkie losy. Panowie doskonale znają intencje, które nimi kierują. Dawno wypracowali swój kod rozumienia świata i ludzi dzięki doświadczeniu, obserwacji, wzorom i radom najbliższych (ojca, matki).  I nie mylą się co do tego, że napędem wszelkiego działania, sensu życia jest podtrzymywanie pasji, sprawiającej, że chce się żyć, chce się ciągle jej doświadczać. Henryk lubi swój dom rodzinny, pasjonuje go myślistwo, wystarcza mu wiejskie życie. Konrad trwa, ale całe życie doskonalił swój kunszt wirtuoza. Nini to wzór opiekunki, która dba o Henryka i jego dobro - wyczuwa się, że gotowa jest dla niego nawet skłamać. Krystyna pozostaje ideałem żony, kochanki, kobiety pięknej, pożądanej i szukającej podniet - umiera krótko po niespodziewanym wyjeździe Konrada. 

I tak podczas spokojnej rozmowy, a właściwie dzięki monologowi Henryka przy pasywnej postawie Konrada, odsłaniana jest tajemnica istnienia. Prowadzona jest klasyczna lekcja przetrwania i rozwoju osobowego. Z wielką klasą i maestrią. Henryk Jana Englerta, na zewnątrz opanowany, rzeczowy potrafi powściągać bardzo silne emocje, które przez ponad 40 lat  nie pozwalały mu zapomnieć o zdradzie najbliższego przyjaciela i żony. Ciągle bada naturę związku z nimi. Nie okazuje złości, nie wybucha gniewem, a wspomina, wyjaśnia, uzasadnia, pyta. Z determinacją, ale i wstydliwie. Szuka w obecności i reakcjach Konrada potwierdzenia swoich przypuszczeń, a może tylko chodzi mu o to, by mógł być wysłuchany. Docieka intencji, ale one do końca pozostają niezgłębione, niejednoznaczne, tajemnicze. Podobnie jak pozostali, nie rozstrzyga, nie osądza i się nie skarży. Konrad Daniela Olbrychskiego komunikuje swoje emocje głównie poprzez mowę ciała. Taktowny, zdystansowany, milczący wyraża napięcie wiercąc się w fotelu, sięgając po alkohol. Nini Mai Komorowskiej skupiona na Henryku z delikatną, subtelną czułością okazuje mu wierne oddanie. Poświęciła mu całe życie. Jak najwierniejszy przyjaciel, uważna na potrzeby swojego dziecka matka, kochający, troskliwy, czuły człowiek. Do końca chce go chronić i o niego dbać, szanując kim jest i co przeżył. Jest wzruszająco dobra.

Każdy bohater inspiruje drugiego w sposób twórczy. Przyczynia się do jego rozwoju. Wydaje się w procesie poszukiwania prawdy ważny, a nawet niezbędny. Humanizm tej sztuki polega na tym, że odkrywa ona wagę więzi międzyludzkich, które czynią bohaterów lepszymi, bez względu na trudne do pojęcia zachowania (wyjazd Konrada bez wyjaśnień, bez pożegnania, jego milczenie przez ponad 40 lat), uczucia (romans Krystyny i Konrada), sytuacje (incydent na polowaniu). Ale poznanie prawdy, czy choćby przybliżanie się do niej - mozolne, uporczywe, trudne - zawsze jest tego warte. 

Tak, to bardzo dobra sztuka. Po mistrzowsku zagrana. Obejrzyjcie koniecznie. Powodzenia.

ŻAR Christopher Hampton 

według Sándora Máraiego

Reżyseria: Jan Englert
Tłumaczenie: Elżbieta Woźniak
Scenografia: Wojciech Stefaniak
Kostiumy: Zuzanna Markiewicz
Asystentka ds. scenografii i kostiumów: Małgorzata Domańska
Reżyseria światła: Waldemar Zatorski
Opracowanie muzyczne i realizacja dźwięku: Tatiana Czabańska–La Naia
Producent wykonawczy: Rafał Rossa

Obsada:
Maja Komorowska/Anna Seniuk, Jan Englert, Daniel Olbrychski

Fot. Katarzyna Kural-Sadowska

niedziela, 21 września 2025

ANIOŁY W WARSZAWIE TEATR DRAMATYCZNY

 

Dzisiaj temat AIDS jakby przestał istnieć. Już nie budzi ekstremalnych emocji, nie straszy. Został rozbrojony przez naukę, która go leczy, przez wiedzę o nim, która nie jest już niczym bulwersującym, przez tolerancję, która inicjuje zawsze proces zrozumienia i empatii. Ostatecznie przez czas, który pozwala rozpoznać zagrożenie i rozprawić się z nim, by móc oswoić się z tym, co jest nowe i niebezpieczne a nawet zabójcze, społecznie obsceniczne, moralnie kontrowersyjne, bo trudne do zaakceptowania. I wywołuje lęk paraliżujący zdrowy rozsądek. 

Sztuka Julii Holewińskiej ANIOŁY W WARSZAWIE  wyreżyserowana przez Wojciecha Farugę opowiada  z dzisiejszej perspektywy o tym, co wyszło z cienia milczenia o środowisku i sytuacji gejów, ich problemach z tożsamością płciową oraz niebezpiecznej chorobie AIDS w Warszawie 40 lat temu. Spektakl przepracowuje temat tabu w sposób analityczny, powściągliwy, dramaturgicznie i plastycznie wysublimowany. Metodyczny formalnie, swą precyzyjną konstrukcją i charakterystyką postaci i ich losów, wywołuje emocje, bo podkreśla dramatycznie trudny, głęboko ludzki wymiar problemów jednostki, rodziny, społeczności. Stawia pytania o to, jak sobie radzić, jak żyć w zgodzie z samym sobą, w harmonii z otoczeniem, by nie krzywdzić siebie i innych ludzi gdy jest się innym, obcym, pozanormatywnym. Pokazuje dylematy i uczucia osób związanych z przyjaciółmi, mężami, pacjentami, którzy są gejami. Relacje są trudne, nie zawsze szczere i uczciwe w sytuacji ukrywania prawdy o swojej tożsamości seksualnej. 

Scenografia - monochromatyczna, surowa, prosta - jest w estetycznym wyrafinowaniu elegancka, dystyngowana, nowoczesna. Przewrotnie. Paradoksalnie. Zwodniczo. Ukrywa bowiem prawdę o wzornictwie biedy, zapachu brudu, dominacji brzydoty i zaciera kontekst zarówno urbanistycznej, jak i mentalnej niewolniczej duchoty PRL-u. Na scenie dominuje czystość i blichtr bogactwa zredukowanego do formy abstrakcyjnej pustki, z infekującą wszystko i wszystkich wielką przestrzenią szaroburości. Tworzy to plastycznie wycyzelowany model pewnej opowieści o jednostkach stłamszonych przez przytłaczające je swym ogromem (siły) otoczenie. Narzucony polityczno- etyczny kontekst niszczy możliwość wyzwolenia, wolności, swobody. Pozbawia wyboru bycia kim się jest czy chce być. Narracja również jest ujęta w konsekwentnie surowe ramy modelu o doskonałej kompozycji z idealnym rytmem i tempem. Jej przejrzysty efekt gwarantuje perfekcyjna choreografia, układ i ruch sceniczny, to indywidualizując problemy i czyniąc wypowiedzi bohaterów intymnym wyznaniem czy też demonstrując zbiorowe społeczne zachowania. 

Nie byłoby to możliwe bez gry aktorskiej, która całkowicie podporządkowana jest rygorowi demaskowania tajemnic, przemilczeń, dylematów, hipokryzji i niemocy wobec wyzwań problemów doświadczających bohaterów. Szeroki przekrój społeczny (żona, mąż, lekarz, ksiądz, sportowiec, artysta, zwykły człowiek) umożliwia kompleksową analizę uwarunkowań stanu rzeczy związaną z sytuacją mniejszości przymuszonej do pozostawania w ukryciu, pragnącej żyć bez lęku, bez poczucia winy, nie mogącej otwarcie demonstrować swoich uczuć.

Zespół Teatru Dramatycznego nie zawodzi. Każdy prowadzi swoją rolę subtelnie, z wyczuciem, bez epatowania krzywdą, bez szantażu emocjonalnego. Dzięki temu wymowa sztuki staje się spójna, konsekwentna, przekonująca. Może aż nadto pozbawiona chropowatości, pęknięć i niejednoznaczności narzuca eksplikującą tezę o wykluczeniu, dowodzi opresyjności systemu wobec gejów, wykorzystywanie AIDS przez reżim  PRL-u do zarządzania strachem i manipulowania nastrojami społecznymi.  

ANIOŁY W WARSZAWIE to spektakl o konieczności wyzwolenia, o triumfie prawdy, która dokonała coming outu pod presją śmiertelnego zagrożenia (AIDS). Analizuje przypadek gdy mur oporu przed nią zostaje zburzony przez paniczny lęk. Gdy już nie można jej zakrzyczeć kłamstwem, wyrugować siłą. Okazuje się bowiem, że strach przed śmiercią jest najsilniejszą bronią w walce o prawdę. I lepiej zmierzyć się z nią, możliwie dobrze poznając jej istotę. I ta sztuka to umożliwia. Pokazuje też z perspektywy współczesności, jak bardzo wyidealizowany, "wyczyszczony" jest obraz przeszłości, który z czasem staje się monolitem, moralitetem, pomnikiem. A przecież mimo wszystko, o czym łatwo zapominamy, wyrosłym na fundamencie miłości doświadczanej na własny sposób i szacunku do drugiego człowieka. Z akceptacją prawdy o nim.



ANIOŁY W WARSZAWIE

Reżyseria: Wojciech Faruga
Tekst i dramaturgia: Julia Holewińska
Scenografia, kostiumy, reżyseria świateł: Katarzyna Borkowska
Muzyka: Radosław Duda
Choreografia: Bartłomiej Gąsior
Voice coach: Jarek Sacharski
Konsultacje wokalne: Jakub Szyperski
Trenerka głosu, konsultantka wokalna i muzyczna: Paulina Mączka-Michota
Asystent reżysera: Jan Wawrzyniec Tuźnik
Asystentka scenografki i kostiumografki: Kinga Kostoń - Hayatullah

Obsada: Waldemar Barwiński / Piotr Siwkiewicz, Marcin Bosak, Katarzyna Herman / Anita Sokołowska, Anna Gajewska, Damian Kwiatkowski (gościnnie), Małgorzata Niemirska, Konrad Szymański, Anna Szymańczyk, Paweł Tomaszewski, Helena Urbańska, Agnieszka Wosińska, Łukasz Wójcik, Jan Sałasiński (AT)

Fot. Karolina Jóźwiak

niedziela, 7 września 2025

TRZASK PRASK TR Warszawa


Cieszy, że temat współczesny - kondycja młodego, nieprzygotowanego do życia sfrustrowanego, samotnego, kompletnie pogubionego pokolenia - zostaje podjęty przez TR w Warszawa w spektaklu TRZASK PRASK wyreżyserowanym przez Krzysztofa Zyguckiego na podstawie DWÓCH POWIEŚCI RUCHU Mateusza Górniaka.

Oglądamy obraz z pozoru nieciekawy, nudny, banalny. Opowiadany o niczym przez nikogo. Na pierwszy rzut oka dotyczy marginesu zjawiska degradacji mentalnej, pustki światopoglądowej, depresji prowadzącej do braku rozpoznania świata, zagubienia w nim, bo bohaterom brakuje orientacji, bo wszelki ich tok myślenia i działania wygenerowany jest przez fikcję (ulubiony gatunek filmu) i narkotyki (koło ratunkowe). A to przecież samo życie powinno koić, przywracać równowagę, dawać poczucie bezpieczeństwa i spełnienia. Wywoływać euforię. Bohaterowie intuicyjnie wiedzą, czego pragną, ale nie znajdują sposobu, by to osiągnąć. Wyobrażają sobie, że można porzucić dotychczasowe życie, zerwać wiążące ich z nim relacje, więzi i po prostu wyruszyć w świat w poszukiwaniu swojego miejsca na świecie - najlepiej w lesie wybudować drewnianą chatkę. Definiują czym jest dla nich miłość, szczęście, przyjemność. Marzenie o spokoju, ciszy, odizolowaniu się od pędu wymagającej wysiłku i walki rzeczywistości przesłania im absurdalność tego pomysłu. Wizja utopii jest ostatnią deską ratunku, która jednak niczego nie zmieni, gdy człowiek w sobie samym niesie spuściznę przeszłości i paraliżującą działanie udrękę życia. Jedynie Strażak afirmuje ludzi jakimi są oraz rzeczywistość, w której żyje. Potrafi się przystosować i czerpać z tego, co ma (praca, basen, dziewczyna), siłę i radość.

W efekcie sztuka przedstawia wyraźny, mocny, wywołujący empatię portret młodzieży wkraczającej w dorosłe życie. Do bólu zdesperowanej, zdezorientowanej, samotnej. Poruszającej się w pustostanie wartości, idei, pomysłów na siebie, swoje życie, w chaosie komunikacyjnym, traktującej ludzi instrumentalnie. Bohaterowie bez zakotwiczenia społecznego błądzą w poszukiwaniu poczucia bezpieczeństwa i spokoju, harmonii i równowagi.  Są bezbronni i bezsilni Instynkt zmuszający ich do ucieczki od cywilizacji, która niszczy i alienuje, jest jedynym impulsem możliwego ratunku. Ale ten bunt okresu przejścia i poszukiwań wydaje się być tragiczny, bo pozbawiony przyszłości, która realnie mogłaby ocalić. W swej wymowie sztuka obarcza winą nie młodych ludzi, a wrogi świat, który ich brutalnie wyzyskuje, ciężko doświadcza i nie uczy, jak winni się bronić, walczyć, przystosowywać, bo młodzi nie wiedzą jak przejąć inicjatywę. W pewnym sensie są produktem świata, w którym żyją - ostatecznie nieszczęśliwym, niespokojnym, od początku straumatyzowanym, skrzywdzonym, sfrustrowanym.

Spektakl zaczyna się, co znamienne, od ilustracji braku komunikacji przejawiającej się w języku. Ten mętlik dźwięko -naśladowczy jest niezrozumiały, obcy, chory. Jak sytuacja młodych. Pozostaje wierzyć, że rozpoczyna proces narodzin nowego człowieka, lepszego życia, odzyskiwanie nadziei na spełnienie -odkrycie swego miejsca na świecie, które zapewni spokój i ukojenie - ocalenie od chaosu, zgiełku, opresji. Jeśli tylko nie będzie to nowe - wynik świadomego tym razem wyboru - więzienie. Pozostaje odpowiedź na stawiane tu pytanie: uciekać przed światem, jaki jest, czy się z nim zmierzyć i walczyć? Losy bohaterów wskazują, że w ich przypadku ta konfrontacja z rzeczywistością już się odbyła i doświadczeni jej skutkami, chcąc się ratować, uciekają w nieznane. Uciekają na oślep z jednego nieszczęścia w kolejne. Zmierzając ku katastrofie.

Obraz teatralnego wyrazu nie byłby tak ciekawy, intrygujący i ważny gdyby nie udana adaptacja i sprawcza dramaturgia Wery Makowskx, kreatywna choreografia Magdaleny Kaweckiej, czy adekwatna do tematu, czasu i miejsc scenografia, kostiumy, światło i wideo Julii Furdyny i Zofii Tomalskiej oraz muzyka Joanny Szczęsnowicz. Projekt nie byłby tak interesujący bez wspaniałej dyspozycji aktorskiej zespołu TR Warszawa, która pozwala odzwierciedlić w sposób wiarygodny pokoleniowe zagubienie, rozchwianie emocjonalne, niepewność osób poszukujących rozwiązań swoich problemów, potrzebujących wsparcia i pomocy. Inga Chmurzyńska, Jan Dravnel, Monika Frajczyk, Damian Sosnowski, Filip Zaręba rozumieją i z powodzeniem wspomagają reżysera, Krzysztofa Zyguckiego, który doskonale poradził sobie z tematem trudnej i bolesnej współczesności, z którą mierzą się młodzi ludzie. A jak spojrzy się szerzej, tak naprawdę nie tylko młodzi. Bo wydaje się, że będąc w kryzysie łatwo przychodzi zerwać z dotychczasowym życiem -trzask prask i jest po wszystkim. W istocie jest to instynktowny odruch, desperacka reakcja, nieprzewidywalna w skutkach decyzja. Chęć zmiany, pragnienie przetrwania.




TRZASK PRASK

reżyseria: Krzysztof Zygucki
adaptacja i dramaturgia: Wera Makowskx
scenografia, kostiumy, światło, wideo: Julia Furdyna, Zofia Tomalska
choreografia: Magdalena Kawecka
muzyka: Joanna Szczęsnowicz
asystentka reżysera: Alicja Zalewska
inspicjent: Piotr Piotrowicz
kierowniczka produkcji: Aleksandra Szklarczyk

obsada: Inga Chmurzyńska, Jan Dravnel, Monika Frajczyk, Damian Sosnowski, Filip Zaręba

Spektakl współfinansowany przez Akademię Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie w ramach programu Fundusz na Start
premiera: 27.06.2025
Adrian Lach

piątek, 20 czerwca 2025

KOBIETA SAMOTNA TEATR POWSZECHNY W WARSZAWIE MALTA FESTIVAL

 

Anna Smolar znów reżyseruje w Teatrze Powszechnym w Warszawie! Tym razem wzięła na warsztat temat z filmu Agnieszki Holland KOBIETA SAMOTNA i wraz z Natalią Fiedorczuk napisała scenariusz spektaklu. Podejmuje w nim problem statusu Ireny, kobiety wykształconej, opuszczonej przez męża, który nie płaci alimentów. Może liczyć wyłącznie na siebie, w związku z czym zmuszona jest ciężko pracować, by utrzymać siebie i syna, którego sama wychowuje. Nikt jej nie pomaga a jednak każdy czegoś od niej chce i nieustannie wymaga coraz więcej. Głównej bohaterce, granej wspaniale przez Annę Ilczuk, permanentnie brakuje wszystkiego: pieniędzy, mieszkania, czasu, również na odpoczynek. Balansuje na skraju wyczerpania fizycznego i psychicznego. Jest w sytuacji bez wyjścia, coraz bardziej bezsilna, zdesperowana, wyalienowana. Kumulacja niefortunnych wydarzeń -konieczność wyprowadzki z wynajmowanego mieszkania do matki - emerytki, której niezbędna jest jej pomoc, brak stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa socjalnego, wynikający z braku pieniędzy, fundują jej ciężkie życie. Egzystencję na wariackich papierach. To musi skończyć się źle.

Irena jest kobietą samotną, ale mimo ogromnych trudności pogodną, uczynną, zaradną. Nie opuszcza jej poczucie humoru. Nie traci wiary w to, że jej los w końcu się poprawi. Jest w niej coś niewymownie ciepłego, spontanicznie czułego, zaskakująco zwariowanego, co powoduje, że wzbudza życzliwość, sympatię, przyciąga uwagę. Harda, zadziorna, dumna jest ofiarą, a to wzbudza nieprzychylne dla niej i jej dziecka nastawienie. Ludzie boją się, że mogą wpaść w podobne tarapaty. Bo kłopoty, jakich doświadcza, fundują ciężkie czasy i system eliminujący słabych. W istocie otoczenie pogrąża Irenę i piętnuje. W końcu wyklucza, marginalizuje, niszczy. Po szarży z pistoletem kobieta trafia do więzienia. Otoczenie jest wrogie, roszczeniowe, nawet pomagając jej poniża i upokarza ją i syna. To nie ona sama, lecz jej sytuacja budzi lęk w ludziach, asekuracyjne zachowanie, niechęć i pasywną wrogość. Znajomi, rodzice w szkole, nauczyciele, pracodawcy nie są przygotowani na angażowanie się w pomoc potrzebującym. Niewidzialna ręka agresywnego kapitalizmu również ich dotyka, bo z czasem okazuje się, że mają podobne kłopoty jak Irena - wpadają w analogiczne korkociągi eskalujących problemów.

Najboleśniejszym problemem i troską jest dziecko, które przecież nie na własne życzenie znalazło się w tym tyglu porażek, klęsk, decyzji dorosłych. Boguś nie ma ojca, bo ten uciekł, porzucił żonę i syna. Matki nie ma, bo nieustannie zapracowana jest nieobecna i przemęczona. Babcia to babcia, żyje w innym świecie, jest zajęta sobą, nie jest ani autorytetem, ani wychowawcą. Szkoła to miejsce opresji, stygmatyzacji i wykluczenia. Samotna matka to samotny syn, który od urodzenia wchłania w siebie nienawiść świata, by stwierdzić, że życie jest puste, okrutne, pozbawione złudzeń i nadziei. Swoją duchową alienację Boguś komunikuje rapem znakomitej Ryfy Ri oraz dojrzałym, ostrym slamem Natalii Fiedorczuk. Jego ekspresja ciała uruchamiana przez działania otoczenia jest najcięższym oskarżeniem świata dorosłych. Boguś jest niewinną ofiarą, ale i wytresowanym przez system zbuntowanym, bezlitosnym mścicielem, który w zemście może odpłacić światu pięknym za nadobne - obojętnością, oziębłością, cierpieniem. I to jest to zagrożenie wygenerowane przez ludzkość przeciwko jej przyszłości - jak głaz zawieszony nad sceną, ten z MELODRAMATU jest antycypacją nieszczęścia, a nawet zgłady.

Doskonale zagrany przez aktorów Teatru Powszechnego spektakl Anny Smolar harmonijnie łączy realizm, który jest namacalnym, konkretnym, rozpoznającym problemy dowodem na to, jaka jest prawda, z metaforą, która na podstawie opisu rzeczywistości sublimuje potencjalne niebezpieczeństwa. To kolejna analiza błędów i wynaturzeń systemowych, które zdemaskowane, można wyeliminować i uczynić świat znośniejszym. Jeśli będzie świadomość, sposobność i wola. KOBIETA SAMOTNA  rozszerzając tematy MELODRAMATU, jest zapowiedzią wielkiej samotności, która rozsadza i niszczy strukturę społeczną i rodzi bezradność wobec wymogów świata, w którym nadal bezdusznie rządzi kapitał, władza i koneksje - siła skutecznie zarządzająca strachem przed napiętnowaniem i degradacją. Nieważne  czy widzialną, czy niewidzialną. Nieważne czy słuszną, czy w swojej słuszności fatalną.

KOBIETA SAMOTNA

reżyseria – Anna Smolar
scenariusz – Natalia Fiedorczuk, Anna Smolar
wiersze i slam – Natalia Fiedorczuk
rap Bogusia – Ryfa Ri
współpraca koncepcyjna – Agata Sikora
monologi i dialogi – Natalia Fiedorczuk, Ryfa Ri, Anna Smolar, Michał Czachor, Anna Ilczuk, Karolina Adamczyk, Julian Świeżewski, Natalia Lange, Maria Robaszkiewicz, Oskar Stoczyński
scenografia i kostiumy – Anna Met
muzyka – Jan Duszyński
choreografia – Ryfa Ri
reżyseria świateł – Rafał Paradowski
asystentka reżyserki – Barbara Bendyk
asystentka scenografki – Radosława Niezgoda
inspicjent – Zuzanna Rucińska
konsultacja prawna – Monika Płatek
konsultacja merytoryczna – Feminoteka


obsada:
Karolina Adamczyk – Milena
Michał Czachor – Krzysiek
Anna Ilczuk – Irena
Natalia Lange – Renata
Maria Robaszkiewicz – Wanda
Oskar Stoczyński – Jacek
Julian Świeżewski – Jędrek
Ryfa Ri – Boguś
Klara Bielawka (zastępstwo za Karolinę Adamczyk w dniach 18, 21-22 czerwca) – Milena

fot.: Karolina Jóźwiak