środa, 7 lutego 2018

KOCHAM TEATR TELEWIZJI

"Rio" Marka Kochana w reżyserii Redbada Klynstry-Komarnickiego. Emisja 12 lutego 2018.
Kocham Teatr Telewizji miłością pragmatyczną a nie fanatyczną. Pragnę przypomnieć wszystkim fakt oczywisty, że jest niezwykły ze względu na swój status i zasięg. Rolę i misję. Wielodekadowe trwanie. Do niedawna poziom artystyczny. Ten jednak nie zawsze musi, choć powinien, być najwyższych lotów. Ważne jest, że kultura wysoka, trudna, zazwyczaj w najświetniejszym wystawieniu trafia do każdego domu, daje szansę rozbudzenia zainteresowania teatrem i tą jego siłą fatalną, która zwykłych zjadaczy chleba w anioły przerabia; daje wiarę w potęgę sztuki, która czyni nas lepszymi już przez sam fakt z nią obcowania, która uszlachetnia też poprzez pokazanie tego co nieszlachetne, niedobre, niskie. Która nas przeorze, zasieje ziarno i cierpliwie czekać będzie z nadzieją na efekty. Teatr Telewizji nielicznych przecież spektakli to dar bezcenny dla tych tak licznych, którzy nie mogą, nie są w stanie, których nie stać, by być /w ogóle, często/ w teatrze żywym. Ceny biletów są coraz wyższe, kosztuje też dojazd do teatru. Coraz mniej mamy czasu na kontakt ze sztuką. Nie chcę słuchać, że to sztuka elitarna. Bo TT rozsadza swym znaczeniem tego typu argumenty. Jest mainstreamem. Na poziomie wrażliwości, wyobraźni, estetyki barier nie ma. 

Rozumiem niepokój a nawet oburzenie Andrzeja Horubały dotyczące obecnego poziomu artystycznego Teatru Telewizji, nie rozumiem jego sugestii, że Teatr Telewizji jest niepotrzebny/lepiej przeznaczyć pieniądze na filmy, inne produkcje/.  Śmieszy mnie reakcja Piotra Zaremby, który potraktował tak osobiście i dosłownie to, co pisze dziennikarz-recenzent. Każdy ma prawo do wypowiedzenia swojej opinii. Każdy inny ma prawo się z nią nie zgodzić.  W dodatku internet przejmuje władze nad światem, również recenzenckim, jest tym barbarzyńcą, który zawłaszcza odpuszczone rewiry przeznaczone do publikowania. Bo mu się na to pozwala, bo może, bo chce.  Bo tej potrzeby dzielenia się ze światem tym, co w nas się rodzi, nikt nie jest w stanie zahamować. Dlatego artyści są/muszą być wolni, niepokorni, uporczywie dążą do tego, by ich wypowiedzi artystyczne za wszelka cenę zaistniały, skonfrontowały się ze światem zewnętrznym, odbiorcą. Żaden zakaz, ograniczenie tego imperatywu wyrażania się nie powstrzyma. Im więcej ograniczeń, tym większa siła odśrodkowa. Zawsze można znaleźć sposób, by zrobić, co się chce, pragnie, o czym się marzy.

Teatr Telewizji może i ma dziś nienajlepszy okres. Irytujący szczególnie tych, którzy znają jego nieśmiertelne, wartościowe produkcje, rejestracje ale to nie powód, by całkowicie go zniszczyć. Jego siłę, poziom i wartość tworzyli artyści najlepsi, najciekawsi, najzdolniejsi. Dlatego ryzyko niepowodzenia artystycznego było minimalizowane już w zarodku projektu. Ale trzeba pamiętać, że każda sztuka, a więc również i teatralna, to rewir wysokiego ryzyka, olbrzymiej odpowiedzialności. Mimo zgromadzenia najlepszych komponentów, dzieło może się nie udać. I to bardzo. Klapa wliczona jest w tą działalność. Szczególnie gdy wtrąca się, moderuje polityka, interes, niekompetencja, brak spójnej, konsekwentnej wizji i właściwego zarządzania. Niestety.   
          
Jednak nie wylewajmy dziecka z kąpielą, nie pozwalajmy sobie na fochy, dąsy,  pozy. Miny polskie.  Walczmy o Teatr Telewizji, o jego wysoki artystyczny poziom. Piszmy o nim, rozmawiajmy, dyskutujmy. Nie myślmy tylko o sobie. Mamy naprawdę wspaniałych artystów, cudownych aktorów, obiecujących reżyserów, nieprawdopodobnie różnorodne spektakle w teatrach, nowe sztuki gotowe do wystawienia. Największą widownię w kraju. To olbrzymie bogactwo, potencjał, który czeka na wykorzystanie. Zaistnienie. Tak, by ci, którzy nie mają z różnych względów dostępu do teatru, mogli nadal nim się cieszyć. Sami ocenią prędzej czy później, wierzę w to bardzo, czy jest dobry, czy zły. Najważniejsze, by mieli szansę zobaczyć, poczuć, pomyśleć. Wyrazić własne zdanie, jakie by nie było. Tak hartuje się stal. Tak rodzi się potrzeba, która rozwija
się w imperatyw obcowania ze sztuką, nie tylko teatralną. Zaufajmy im. Pomóżmy.

Tak więc Teatr Telewizji powinien przede wszystkim być. Tak jak każdy inny teatr. Wielokrotnie potwierdził, że potrafi być medium niezależnym, wybitnym artystycznie. Jaki jest, niech każdy sam ma prawo oceniać. Recenzenci niech robią swoje. Czy robią? Nie sądzę. Wymagam, by nie recenzowali widzów a spektakle. Oczekuję też, że nie będą wykorzystywać spektakli przeciwko teatrowi jako instytucji. Mówienie mi jako widzowi, co mam oglądać lub nie, co ma mi się podobać lub nie, nawet jeśli jest mocno merytorycznie uzasadnione, jest kuriozalne. Bo traktowanie mnie, jak i każdego innego widza, z pogardą /poczuciem wyższością, lekceważeniem, niedocenianiem/ dyskwalifikuje tę osobę; jako recenzenta i jako człowieka. Im bardziej się wynosi, tym bardziej się w moich oczach poniża. Powodzenia:)


1 komentarz:

  1. Horubała nie pisze, że jest niepotrzebny, tylko, że kiepski, powierzchowny i robiący miny, lecz nie uruchamiający intelektu...
    Od siebie dodam, że to przejaw bierności umysłowej w kulturze, podczas, gdy ta wymaga partycypacji...
    Proszę poczytać o "kulturze czynnej", choćby u Kolankiewicza

    Jacek Krzysztof Zembrzuski, przed chwilą

    OdpowiedzUsuń