czwartek, 21 września 2017

CEZARY IDZIE NA WOJNĘ KOMUNA/WARSZAWA


CEZARY IDZIE NA WOJNĘ  Cezarego Tomaszewskiego wpisuje się w cykl PRZED WOJNĄ/WOJNA/PO WOJNIE KOMUNY//WARSZAWA, która zaniepokojona tym, co się dzieje na świecie postanowiła otwarcie zadać pytania:"Czy jesteśmy przygotowani do wojny? Czy pamięć o wojnie ułatwia podtrzymanie pokoju? Czy woja może być sprawiedliwa? Czy polityki historyczne otwierają rany i zbroją społeczeństwa do walki?".  Przecież wojna to stan permanentny: okres pokoju przygotowuje do niej, czas wojny to walka, po wojnie to jej dalszy koszmar przeżywania, wspominania przez tych, którzy przeżyli, bo nie sposób o niej zapomnieć i lęk, że  jej zło się powtórzy.

Cezary Tomaszewski podjął się przepracowania okresu PRZED WOJNĄ, bo w takim żyje. Pomyślał o sobie a ponieważ  jest mężczyzną w wieku poborowym, zaczął przygotowania. Jego projekt ma wymiar osobisty i nieheroiczny, wpisany jest jednak w obowiązujące zasady, kodeksy, wymagania. W atmosferę współczesnych klimatów, które określa spuścizna historyczna. Patos walki w triumwiracie wartości: BÓG, HONOR, OJCZYZNA.To buduje kontekst, narzuca porządek działań, wymusza podporządkowanie się procedurom. Cezary poddaje się regulaminowi, który określa jego zdolność do służby wojskowej. Jest badany, przechodzi serię ćwiczeń, co ma  sprawdzić jego psycho-fizyczną zdolność do bycia żołnierzem. Przygotuje do walki i przetrwania.

Cezary, który idzie na wojnę, zmultilikowany do czterech takich jak on chwatów, nie ma szans. Pójdzie, nie pójdzie, przegra. Wszystkie starania spełzną na niczym. Bo całe przygotowanie przeradza się w show. Jest zaprzeczeniem stereotypu walecznego żołnierza. Zrywa z faceta gorset twardziela i ubiera go w trykot. Wypełza tu cała ludzka słabość. To, co jest zazwyczaj fizyczną, ciężką wyczynową, męską zaprawą przekształca się w niezborny, lekko traktowany trening tanecznego układu. W tym pozornym zachowaniu dekownika, nieudacznika, lekkoducha przejawia się zwyczajny, ludzki strach, obawy, lęki. Instynktowna myśl młodych, silnych, zdrowych ludzi, by się wywinąć, pokazać z jak najgorszej strony i za wszelką cenę uniknąć kategorii A. Dają sobie tym samym szansę przetrwania. Z jednej strony Cezary z kolegami w żołnierskim drylu ujawnia to, co w nim jako jednostce jest najbardziej ludzkie, z drugiej pokazuje, jak bardzo system podtrzymujący żołnierski etos, narodową dumę, konieczność obrony granic, poświęcenia życia za ojczyznę  jest skostniały, niewydolny, zakłamany. Śmieszny. Jak bardzo zmieniło się podejście do kwestii militarnego zaangażowania jednostki. Cezary skutecznie rozsadza mit żołnierza jako ofiary złożonej na ołtarzu ojczyzny, a może już Europy, nawet świata.

Można ten spektakl traktować jako antywojenną, bardzo krytyczną wypowiedź. W komediowo-farsowym wydaniu. Podważa muzyką poważną SYMFONII WOJENNYCH Dymitra Szostakowicza, patriotycznymi pieśniami narodowymi ze ŚPIEWNIKA DOMOWEGO  Stanisława Moniuszki, choreografią, między innymi Niżyńskiego w POPOŁUDNIU FAUNA, kostiumem, grą to, co w warstwie tekstowej, myśli autora przekaz niesie, co wszyscy już o wojnie wiemy. Te dwa poziomy strumieni informacyjnych kompromitują się nawzajem. Ośmieszają. Znoszą. To one toczą na naszych oczach sceniczną wojnę  z anachronicznym podejście do tematyki wojennej i służby wojskowej, z mentalnością zaprzeszłą. Nic dziwnego, stara retoryka już nie działa, by dać dziś przekonujące motywacje, wiarygodne uzasadnienie konieczności walki, w której sens by młodzi uwierzyli. A gdy wiary nie ma, nie ma też woli walki. Stare strategie propagandowe są dziecinne, wyczerpane, martwe. Infantylne, naiwne. Mają tak naprawdę wartość sentymentalną. Mogą tylko śmieszyć. I tak też się dzieje.

Dlatego z Cezarego nie będzie żołnierza, bo tak naprawdę nie wie dlaczego miałby umierać za ojczyznę. Nie dostaje znikąd przekonywującego uzasadnienia. Życie ma tylko jedno i jest dla niego ważne, a dobra zabawa w markowym ubraniu chyba najważniejsza. Zresztą po co myśleć o przyszłości, gdy liczy się tylko tu i teraz na haju maksymalnego zadowolenia. Gdy nie ma narracji, która mogłaby dziś kogokolwiek przekonać o konieczności uczestniczenia w wojnie. Gdy miliony zabitych w ostatniej wojnie światowej są już martwą, anonimową liczbą.  Z dzisiejszego punktu widzenia, po tym jak się ocenia Powstanie Warszawskie czy inne zrywy powstańcze, wojny, które są już dla współczesnych abstrakcją, myśl o umieraniu dla tych, którzy będą żyli w przyszłości, wydaje się idiotyczna, naprawdę bezsensowna i niezrozumiała. Patriotyzm, ojczyzna, obowiązek, dyscyplina to tak naprawdę wyrazy obce.

Jest wesoło, zabawnie, śmiesznie. Dlatego spektakl odbiera się tak ciepło. Jako wyzwolenie. Napięcie zostało rozładowane poczuciem humoru, rozbrojone dystansem, lekkością. Zabawą. Bo kojarzymy sceny spektaklu na przykład z obozem szkoły przetrwania, treningiem, ćwiczeniami gimnastycznymi /tu w zamyśle polowymi/, kampanią promocyjną klubu sportowego, przygotowaniem drużyny przed meczem lub reklamą produktów np. firmy NIKE.


Jaka tam wojna? Ta jest głęboko  wrośnięta. Mocno ukryta.  W Cezarym. W tobie. We mnie. W nas.

Tu tak naprawdę CEZARY IDZIE NA WOJNĘ z wojną.


CEZARY IDZIE NA WOJNĘ

reżyseria: Cezary Tomaszewski

występują: Michał Dembiński, Weronika Krówka, Oskar Malinowski, Bartosz Ostrowski, Łukasz Stawarczyk

realizatorzy: Bracia (Agnieszka Klepacka, Maciej Chorąży), Antoni Grałek, Tomasz Kowalski, Justyna Wąsik * (stypendystka Prezydenta Miasta Lublin), Klaudia Hartung-Wójciak

fot. Pat Mic

http://teatralny.pl/recenzje/analiza-ramowa,2322.html

0 komentarze:

Publikowanie komentarza