sobota, 26 listopada 2016

WRÓG LUDU STARY TEATR


WRÓG LUDU w reżyserii Jana Klaty Starego Teatru w Krakowie udowadnia nam, że sztuki Henryka Ibsena najczęściej grane na świecie po dramatach Szekspira, pojawiają się i na scenach polskich. I to z dużym sukcesem. Okazuje się bowiem, że spektakl jest aktualny, współczesny, mocny i prawdziwy. Performatywny w formie, z założenia prowokujący i silnie angażujący widza. Dosadnie, z poczuciem humoru, nie bez ironii wpisuje się w dyskusję o kondycji demokracji, pyta o nasze współczesne postawy i wybory. Zagrożenia i lęki. Oczekiwania i obawy. Ocenę sytuacji. Stawia nas wobec problemów, dylematów, dotyczących politycznych racji, działań, decyzji, dziennikarza, i lekarza, polityka etyki zawodowej, ochrony interesów społecznych i elit biznesowych, konfrontacji jednostki ze zbiorowością, prawdy obiektywnej z prawdą subiektywną, zderzenia postawy altruistycznej z koniecznością zabezpieczenia i zaspokajania potrzeb egzystencjalnych społeczności, rodziny, jednostki. Co jest nam dzisiaj doskonale znane i szczególnie bliskie.

A wszystko to dzięki reżyserii Jana Klaty. Bo reżyser nie rezygnuje z naznaczenia sztuki Henryka Ibsena osobistym piętnem i przedstawia na scenie własne rozpoznanie współczesnego świata. A ten wynurza się z chaosu, kłębowiska wszystkiego co stare, zużyte, nieatrakcyjne, marginalne. Ze śmieciowiska, bałaganu, melanżu świata kategorii upadłej, wykluczanej, podrzędnej, wyjałowionej z wartości, piękna, poczucia bezpieczeństwa, harmonii, sensu. Od którego chętnie uciekamy, z którym nie chcemy mieć do czynienia. Taki, którego się wstydzimy, zaprzeczamy mu i udajemy, że nie istnieje. Klata ciągle wykorzystuje sztukę, by kłuć nas w oczy tą świadomie wypieraną większości małością. Wyciąga na wierzch nasz genotyp Polaka, wywraca na widok publiczny hipokryzję, cynizm, strach tchórza, sięga do jądra ciemności naszej natury demaskując ją ironią, obśmianiem, szyderstwem. W formie ubogiej, wynaturzonej, zdegenerowanej. Odpychającej, nieatrakcyjnej, trudnej do zaakceptowania. Wali nas po gębie pychy i samozadowolenia, uderza w splot Boga, Honoru, Ojczyzny, podcina skrzydła romantycznych uniesień ponad poziomy. Sprowadza na ziemie, a następnie wbija dwa metry w polskie, patriotyczne łono. Z nadzieją, że odrodzi się nowy, wspaniały, na jego obraz i podobieństwo człowiek, wolny, mądry i niepodległy również w świecie pozateatralnym. Bo jest to jego osobista wizja, nadzieja, pobożne życzenie. Klaty punkt widzenia.

Spektakle Klaty usytuowane są na dnie kondycji i egzystencji ludzkiej, w najciemniejszym zaułku mroku świadomości, w rewirze upadku, biedy i wykluczania ciała i ducha, bombastycznej karykatury, przerysowanej zabawy, geriatrycznego zdziecinnienia. Forma jest dominantą, definiuje treść, interpretuje jej sensy. Sugeruje, że można jej nie traktować poważnie lub informuje, że to my nie traktujemy jej poważnie. Jest wywleczonym na scenę ostrym oskarżeniem. Wobec którego winniśmy się ustosunkować, zbuntować. W każdym razie coś zrobić. Co? To zadanie otwarte. Praca syzyfowa lub pozytywistyczna na miarę rewolucji.

Spektakl WRÓG LUDU jest więc nieodrodnym dzieckiem Klaty. O Polsce, Europie, świecie tu i teraz. Pokazuje za Ibsenem skuteczność władzy, bezsilność prawdy wobec zmanipulowanych, twardych argumentów logiki i rozumu. Siłę wypaczonego instynktu przetrwania większości, przyzwyczajenia do starych, dobrze znanych zasad współżycia zbiorowego i niechęć do zmian, co przekształca społeczeństwo obywatelskie w kapitalistyczną zbiorowość interesu. Nic nie jest jednoznaczne, stałe. Oczywiste. Zwłaszcza gdy Juliusz Chrząstowski wygłasza swój monolog odnosząc się do bieżących sytuacji, warunków życia, wydarzeń znanych wszystkim. Czy mówiąc go staje się wrogiem ludu? Niewykluczone. Krytykuje władzę, stan demokracji polskiej i europejskiej, ksenofobię, koniunkturalizm, nacjonalizm, stosunek do uchodźców, konieczność życia w zanieczyszczonym, zdegradowanym, toksycznym środowisku. Prezentuje swój osobisty punkt widzenia, szczerze, otwarcie, wprost mówi, co myśli. To niekoniecznie dobrze może być przyjęte przez niedouczoną, nie czytającą, nie rozwijającą się większość, która się czuje zagrożona. A przecież każdy z osobna musi w końcu odpowiedzieć prosto, jasno TAK lub NIE na pytania, wątpliwości, zagrożenia, konkretne problemy. Musi zdecydować, musi wybrać, po której stronie się sytuuje: prawdy czy fałszu. W efekcie widzimy, że bohater Chrząstowskiego z rodziną dryfuje po morzu, zmierza w nieznane, wysyła sygnał SOS. Jest uchodźcą, rozbitkiem, człowiekiem w potrzasku okoliczności, który potrzebuje ratunku, pomocy, szuka nowego domu, twardej ziemi pod stopami/ wartości, poczucia bezpieczeństwa/ na środku wzburzonego morza obojętności, bezsilności/obraz końcowy spektaklu/. Szuka po omacku, bezradnie antidotum na bezinteresowną pogardę i niezawinioną nienawiść, gdzie największym wrogiem prawdy wolności jest zwarta większość, a brak tej prawdy i wolności osłabia sumienia ludzi, którzy stają się w swym działaniu nieobliczalni, wściekli i źli. To potencjalnie my, wszyscy my. Bez wyjątku. Poetyckie zaklęcia, modlitwy: Strzeż mnie/strzeż nas od tego Boże, nawet jeśli nie wierzę/nie wierzymy, nas nie ocalą, bo ludzie pojedynczy i zbiorowi w swej małości i frustracji prowadzą do eskalacji przemocy, w efekcie do wojny/scena pantomimiczna/. I to z chaosu, który nam wizualizuje spektakl, z tej naszej małości wobec wielkich wyzwań, rodzi się ta przeczuwana, możliwa przyszła apokalipsa krystalizująca się na horyzoncie trzeźwej wyobraźni.

I tak niewinna historia o zatrutej wodzie w mieście, być albo nie być zakładu kąpieliskowego, zagrożona tym stanem rzeczy egzystencja i zdrowie całej społeczności, mówiąca o sile większości i potędze władzy, jej pogardzie i nienawiści wobec prawdy i wolności w sztuce Henryka Ibsena na scenie przekształciła się w ostrą, dobrze umotywowaną krytykę naszej współczesnej rzeczywistości, nas samych, słabości cywilizacji Zachodu.

Sztuka sprostała wymogom problemów, wyzwaniom czasu. Co z tym zrobią widzowie? Na pewno nie są to ci, którzy nie czytają, nie uczestniczą w życiu kulturalnym. Na pewno nie jest to niezaangażowana, obojętna, zahukana, sfrustrowana, biedna, zajęta obowiązkami, pracująca w godzinach trwania spektaklu większość. Obecna na spektaklu mniejszość jest po stronie Klaty. Nawet jeśli jej jednostki się zbuntują, zamanifestują swoją niezgodę, niezrozumienie, sprzeciw. Czy mają rację ci pojedynczy, nieliczni widzowie w Warszawie, którzy pozostali na miejscach, gdy zachwycona większość huraganową owacją wyrażała swoją zgodę, swój sztuką zachwyt? Na pewno mają do tego prawo.

Prawda jest zawsze jedna. Prosta lub złożona. Splątana lub zafałszowana. Są różne racje, argumenty, interesy, siły wpływów, konteksty. Co prawda w nas wyzwala? Czy nas wyzwala? Co dalej? Co dalej? Bo wiemy już co nieco o naszym stosunku do uchodźców, zachowaniach stadnych, relacji jednostka zbiorowość, słabej kondycji intelektualnej Polaków, polityce, mediach, ale niewiele o realnych zagrożeniach. Te nas ciągle zaskakują i powodują, że znów co innego mówimy, co innego myślimy. Jesteśmy bardzo podzieleni. Rozdarci w samych sobie i w sferze publicznej. Wojna się już toczy. Dojrzewa w nas, pęcznieje. Znajdujemy się na środku morza wątpliwości i wysyłamy sygnał SOS nie potrafiąc samemu sobie pomóc. Nie potrafiąc samych siebie uratować. Ocalić. Skazani na decyzję zwartej większości.

Bohaterowie sztuki są rozbrajająco naiwni, nad wyraz gotowi do zmiany zdania. To koniunkturalne, słabe figury łatwe do manipulacji. Bieda ogranicza ich horyzonty, zamyka szczelnie, radykalizuje. Wzbudzają litość, uśmiech na twarzy, lekceważenie. Groza czai się w tej nonszalancji głupoty, w prostackim mówieniu bez ogródek, dziadowskiej mentalności. Braku wyobraźni. Zacietrzewieniu. Strach zamyka im drogi ewakuacyjne. Uniemożliwia szczęśliwe rozwiązania. To zbiorowość miernot. W mizerii ich egzystencjalnego świata. Tacy jesteśmy? Nadal tylko jako tacy- mówi nam tym spektaklem Jan Klata. Nic dziwnego, że przepowiednia upadku MANE TEKEL FARE/policzono, zważono, rozproszono/ przebijająca się przez sceniczną Sodomę i Gomorę sprawdza się, wizualizuje tak dosadnie, tak namacalnie, tak boleśnie.


Spektakl zaprezentowany został w ramach Festiwalu Polska w Imce w Teatrze Imka w Warszawie w dniu 23 listopada 2016

zdjęcie: https://www.facebook.com/polskawimce/photos/pcb.351099185228754/678300972324567/?type=3&theater





0 komentarze:

Prześlij komentarz