środa, 19 grudnia 2018

HYMN DO MIŁOŚCI


HYMN DO MIŁOŚCI to przewrotny spektakl  na chór i orkiestrę w towarzystwie pluszaków, skomponowany i dyrygowany przez Martę Górnicką. Jest wypowiedzią społeczności- szerokiej reprezentacji różnorodności: kobiet i mężczyzn, dorosłych i dzieci,  ludzi o różnym kolorze skóry, amatorów i profesjonalnych aktorów, osób z zespołem Downa- o Europie tu i teraz w kontekście współczesnych niepokojów, lęków, zagrożeń. Gdy indywidualny człowiek podporządkowuje się jednobrzmiącemu wielogłosowi. Gdy synchronizuje się JA z MY. W czsach przepisywania historii, tworzonej z wybiórczej, wyrwanej z kontekstu informacji. Wypierania błędów, przemilczania wypaczeń. Narastania nietolerancji i niedostatecznej epatii wobec innych, obcych. Budowania narracji niekoniecznie zgodnej z prawdą czy całej w prawdzie. Niekoniecznie nawet zmierzającej do prawdy.

Efekt HYMNU DO MIŁOŚCI ujawnia  zwarcie szyku dla działania we wspólnej sprawie ale czy słusznej? W tym wypadku wybrzmiewa grupowym zgraniem w tonacji niebezpiecznego nacjonalizmu, terroryzmu, rasizmu. Tekstowy kolaż - wypowiedzi fundamentalistycznych bojowników i terrorystów /np. 2083. Europejskiej Deklaracji Niepodległości – manifestu Andersa Breivika, przemówienia przywódcy ISIS Abu-Bakra i Ben Ladena/, przykłady z internetowych  forów społecznościowych/heit, język nienawiści/, fragmenty liturgii, wystąpień polityków, popowych piosenek, znanych patriotycznych, narodowych, religijnych czy ludowych pieśni-wybrzmiewa niebezpieczną nutą.  Wyraziste układy choreograficzne, kostiumy, które są ubraniem powszednim, swobodnym, prywatnym przeciętnego obywatela, czyni tę wypowiedź mocną, sugestywną. Natychmiast zrozumiałą.  HYMN DO MIŁOŚCI jest komunikatywny. Przejrzysty. Odwołuje się do uczuć prostych, motywów rozpoznawalnych, treści doskonale znanych. Wykorzystuje naturalną potrzebę wyrażania siebie, dążenie do szukania  ludzi sobie podobnych, stawania się wspólnotową jednią. Bo to daje moc, siłę, napęd. Poczucie ważności, poczucie bezpieczeństwa, poczucie przynależności. Łatwo przychodzi się z tym utożsamić. Bez trudu można się do chóru przyłączyć.

Kompozycja HYMNU DO MIŁOŚCI ujawnia niebezpieczeństwo manipulacji. Odwołuje się do miłości. Nawiązuje do uczuć, idei pochodzacych z różnych obszarów, często odległych, nieadekwatnych do współczesnych  kontekstów, które w efekcie tworzą podział na MY lepsi i ONI gorsi. Rozbudza kontrowersyjne emocje wokół trudnych tematów/migracje, różne rasy, wyznania, orientacje/. Budzi demony wojny. Demaskuje podprogowe działanie presji, przymusu, poprawności wobec jednostki przez wypowiadanie się jednym, wspólnym, zgodnym głosem w niewinnym poczuciu wypełniania misji. Słusznej, bo zbiorowej, demokratycznie ukształtowanej, misji.

Marta Górnicka chciałaby, byśmy w gromadnym rozśpiewaniu nie gubili pamięci Zagłady, Holokaustu, przestrogi wynikającej z gorzkiego doświadczenia, gdy sztuka /orkiestra obozowa/ perfidnie  wykorzystywana przez posiadających władzę, miała podkreślić upadek człowieczeństwa,  na wieki wieków upodlić rodzaj ludzki władzy pozbawiony. Bo Niemcom nie chodziło tylko o to, by zabić. Zależało im, żeby złamać, zniszczyć, upokorzyć  w człowieku, wszystko, co ludzkie tak, by świadomość o tym nigdy nie pozwoliła się mu już podnieść. Nie ma wyzwolenia od tej pamięci. Reżyserka dyryguje chórem, który ostrzega. Pokazuje, jak  HYMN DO MIŁOŚCI, który demaskując niebezpieczną manipulację zarządzania lękami, emocjami, potrzebami człowieka, stać się może  HYMNEM DO NIENAWIŚCI. Sposobem zniewolania jednostki formatowanej według politycznych potrzeb rządzących. Dla kształtowania zbiorowości karnej, podporządkowanej, ubezwłasnowolnionej. Pozbawionej poglądów własnych, światopoglądu otwartego, swego indywidualnego brzmienia, wyrazu. Bez prawa do sprzeciwu, do buntu.

HYMN DO MIŁOŚCI
W chórze śpiewają: aktorzy i aktorki Teatru Polskiego w Poznaniu, aktorzy i aktorki Chóru Kobiet, amatorzy z Poznania, dzieci, dorośli z zespołem downa, seniorzy.
koncept, reżyseria, tekst libretta: Marta Górnicka
muzyka: Teoniki Rożynek
choreografia: Anna Godowska
dramaturgia: Agata Adamiecka
scenografia: Robert Rumas
kostiumy: Anna Maria Karczmarska
lalki: Konrad Czarkowski (Kony Puppets)
reżyseria świateł: Artur Sienicki
produkcja: Izabela Dobrowolska, Agnieszka Różyńska
fotografie: Magda Hueckel

obsada:
Sylwia Achu, Pamela Adamik, Anna Andrzejewska, Maria Chleboś, Konrad Cichoń , Piotr B. Dąbrowski, Tymoteusz Dąbrowski , Maciej Dużyński, Anna Maria Gierczyńska, Paula Głowacka, Maria Haile, Wojciech Jaworski, Borys Jaźnicki, Katarzyna Jaźnicka, Ewa Konstanciak, Irena Lipczyńska, Kamila Michalska, Izabela Ostolska, Filip Piotr Rutkowski, Michał Sierosławski, Ewa Sołtysiak, Ewa Szumska, Krystyna Lama Szydłowska, Kornelia Trawkowska, Anastazja Żak

Koproducenci: Fundacja CHÓR KOBIET, Teatr Polski w Poznaniu, Ringlokschuppen Ruhr, Maxim Gorki Theater
Partnerzy: Goethe-Institut, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski
Projekt współfinansuje Urząd m.st. Warszawy, Kunststiftung NRW


Warszawska premiera spektaklu 17.06.2017.
Polska premiera odbyła się 21 stycznia 2017 w Teatrze Polskim w Poznaniu

wtorek, 18 grudnia 2018

STRACH ZŻERAĆ DUSZĘ TEATR POWSZECHNY


Teatr czerpie  w spektaklu STRACH ZŻERAĆ DUSZĘ pełnymi garściami z filmu Rainera Wernera Fassbindera. Konfrontuje się z nim. Wykorzystuje go. Wypracowuje własny język, by mówić o potrzebie wolności, tolerancji, miłości. Przede wszystkim jednak o strachu, wielkim irracjonalnym strachu przed innym, obcym, nieznanym. Nieoswojonym, pozanormatywnym, nieprzewidywalnym. Zaskakujacym. Podstępnie, perfidnie, podle zżerającym duszę. W tym wypadku związek dojrzałej kobiety z dużo młodszym od niej emigrantem prowokuje bardzo negatywne emocjonalne reakcje otoczenia. Wywołuje swiętą wojnę oburzenia, sprzeciw i wykluczenie. Dotychczasowa szczerość,  bliskość, serdeczność, ufność okazała się płytka, pozorna, fałszywa.

Może dlatego przestrzeń sceniczna, będąca przeciętnym, mieszczańskim salonem, jest tu zresetowana bielą. Na nią można projektować to, co w duszy poszczególnych bohaterów, całej zbiorowości gra, co jest uśpione, co się w niej kryje. I trzeba przyznać, że nic dobrego. Wychodzą z ludzi karły, potwory, kreatury. Przestraszone karykatury człowieka współczesnego, nieznające tolerancji, otwartości, rozsądku. Ich groteskowe, pastiszowe, komediowe działania podszyte są hipokryzją, głupotą, kołtunerią najgorszej prowieniencji. Neutralna, bez wyrazu biel scenografii jest sztuczną powłoką jak sztuczne i nienaturalne jest zachowanie bohaterów. Wzmaga dodatkowo wrażenie, że ludzie wypełniający przestrzeń stają się jej kontrastem. Są w swych zachowaniach brudni, okrutni i źli. Nienaturalni.

Aktorzy, każdy wchodzi w różne role, grają szeroko, charakterystycznie. Powtarzają sekwencje, śpiewają, nawiązują rozmowy z widownią, prowokują ją. Kreślą swoich bohaterów grubą kreską. Po to, by wywlec i ośmieszyć, skrywaną pod warstwą kultury i dobrego wychowania, małość, bezduszność, brak empatii w relacjach międzyludzkich. I robią to z temperamentnym przytupem. Spektakl  jest żywym, barwnym ale bardzo krytycznym obrazem mentalnej kondycji konserwatywnej, betonowej, chrześcijańskiej/olbrzymia postać Chrystusa na krzyżu w kącie mieszkania/ społeczności. Pozostawia nas z zadaniem odkrycia i przepracowania, co jeszcze tak naprawdę dla każdego z nas zasłania sterylna biel całunu. Jaki świat zaprzeszłych ale nieśmiertelnych  lęków, idei, antywartości.

Spektakl Jakimiak kpiarsko demaskuje kruchość relacji międzyludzkich. Pokazuje, jak łatwo, jak szybko przychodzi człowiekowi zapomnieć o wartościach, które oficjalnie deklaruje, wyznaje, próbuje wcielać w życie. Wystarczy, że zaskoczy go coś, na co nie jest przygotowany. Ten stan pozbawia go poczucia bezpieczeństwa. Wybija z kolein spokoju. Nawet jeśli tylko hipotetycznie mu zagraża. Wtedy pokazuje  swoje prawdziwe oblicze, swoją barbarzyńską naturę, która wyzwala perfidną niszczycielską siłę, zżerającą jemu i przez niego prześladowanej, zaszczuwanej ofierze, duszę. Może to być członek rodziny, stary dobry przyjaciel, dalszy lub bliski znajomy. Każdy.



Biel to neutralność, tajemnica, obietnica. Wszystko się może zdarzyć. Czerwień to gorączka, desire piekła. Sztuka udowadnia, że nieba nie ma. Bo prawda ma zawsze brudny walor podłości, skazę, coś nieprzewidywalnego nawet pod czystą intencji powierzchnią.


STRACH ZŻERAĆ DUSZĘ

scenariusz na podstawie filmu Rainera Wernera Fassbindera
reżyseria: Agnieszka Jakimiak
dramaturgia, scenografia, światła, wideo: Mateusz Atman
przekład: Iwona Nowacka
choreografia: Agata Maszkiewicz
muzyka: Łukasz Jędrzejczak
asystentka reżyserki i scenografa: Emilia Korsak
kuratorka: Marta Keil
produkcja: Kuba Olszak
obsada: Karolina Adamczyk, Klara Bielawka, Grzegorz Artman, Julian Świeżewski

niedziela, 9 grudnia 2018

SATURN I MEL KLUB KOMEDIOWY


W kameralnym, nastrojowym KLUBIE KOMEDIOWYM  przy Placu Zbawiciela można obejrzeć zabawny, lekki, świetnie napisany spektakl SATURN I MEL, czyli człowiek, który chciał być rzeczą. Urzeka sprawczość językowa inteligentnego tekstu Michała Sufina o tematyce, która nas dotyczy, kręci, bawi. Mówi o uzależnieniu współczesnego człowieka od przedmiotów, przejmowanie przez nie kontroli nad ludzkim, z krwi i kości, światem.  Maszyny, gadżety, roboty, przedmioty codziennego użytku, coraz piękniejsze, sprawniejsze, doskonalsze, nie tylko pomagają, wyręczają ale i już całkowicie zastępują ludzi. Od galopujacej technicyzacji nie ma już ucieczki. Wiemy wszyscy o tym doskonale. Wystarczy się wokół siebie rozejrzeć. 
Teatr  przepracowuje ten temat w sposób zdumiewająco pomysłowy, dowcipny, żartobliwy. Idzie krok do przodu i pokazuje wersję futurystyczną, gdy istnieje prawdopodobieństwo uzyskania przez rzeczy prawa wyborczego, a Gwarancyjna Karta Praw ma zapewnić im status przedmiotów nieprzestawialnych, myślące wyposażenie jest coraz śmielsze, bezczelniejsze, samodzielne. Rzecz się dzieje w miasteczku Gestalt, w mieszkaniu jednego z zamkniętych osiedlu przyszłości. Do gospodarzy, ludzi wpływowych, bogatych przybywa mężczyzna, któy odpowiedział na ofertę pracy. Obserwujemy ludzi w kryzysie relacji, tożsamości, określenia własnego status quo. W schzofrenicznym stanie potrzeb. Chcą zachować dominujacą rolę w świecie, który sami dynamicznie uprzedmiotowiają. Nie chcą stracić kontroli a jednocześnie doprowadzają do tego, że jest to możliwe. Chcą być wolni, mieć więcej wolnego czasu dla siebie, dla najbliższych a jednocześnie używając coraz większej liczby gadżetów, uzależniają się od nich. Paradoksalnie ubezwłasnowolniają się na własna prośbę. Pozbawiają dystansu na własne życzenie.
Spektakl nie pozwala nam na szczęście zbyt poważnie się tymi problemami przejąć. Wykorzystuje środki znieczulające, osłaniające. Stosuje absurd, piosenki, zabawne neologizmy. Buduje dowcipne scenki. Aktorstwo jest mocno charakterystyczne, przerysowane, co podkreślają rekwizyty, kostiumy. Minimalistyczna scenografia pobudza wyobraźnię. W efekcie jest dużo śmiechu, beztroski zabarwionej refleksją, że w gruncie rzeczy tekst opowiada bliską rzeczywistości prawdę. Bo przecież świat zmierza ku technicyzacji, mechanizacji, cyfryzacji. Ku uprzedmiotowieniu człowieka, relacji międzyludzkich. Ku samotności. Braku szczęścia. Ważne jest więc, żeby wiedzieć na czym nam naprawdę zależy. Warto przewartościować, choćby w teatrze, swoje relacje z przedmiotami, stopień naszego od nich uzależnienia. Powodzenia:)


      SATURN I MEL
            tekst i reżyseria: Michał Sufin
            muzyka: Bartosz Weber
            światło: Filip Kabulski
            scenografia: Michał Jońca

            obsada: Karolina Bacia/ Matylda Damięcka, Michał Meyer, Mateusz Kwiecień,
            Mateusz Lewandowski

            Spektakl powstał w ramach festiwalu Przemiany 2018 (Centrum Nauki Kopernik).

sobota, 8 grudnia 2018

Języki przyszłości / Future Tongues NOWY TEATR


Choreografka, tancerka, performerka Ania Nowak zainspirowana futurystycznym filmem porno CAFE FLESH/1982/ przygotowała w Nowym Teatrze w ramach cyklu „Teatr.2118” przedstawienie, w którym ciało- jego ruch, dynamika, zmysłowość, ciekawość- jest podstawowym narzędziem poznawczym, komunikacyjnym, twórczym.  Scala, bada, godzi to, co jest różne, odmienne, sprzeczne. Pozwala współistnieć.

Na podwyższeniu-scenie przykrytej dywanem, która jest pracą "Mother Tongues and Father Throats" /"Języki macierzyste i ojcowskie gardła"/ autorstwa kolektywu Slavs and Tatars, znajdują się kobiety i mężczyźni w identycznych białych, długich, zwiewnych sukniach, koronkowych, cielistych majtkach, czerwonych japonkach, co sprawia, że postacie z rozmazaną na ustach krwistą szminką, pozbawione cech indywidualnych, podmiotowości, są do siebie podobne. Płeć, tożsamość, światopogląd, cechy indywdualne mają neutralny status. Stłoczone na scenie ciała, sprowadzone do obiektów podlegających obserwacji, rozpoczynają intymny, seksualny, poznawczy taniec. Dotykają się, całują, gryzą, smakują, plują, prychają, gulgoczą, mruczą, charczą, by w końcu mogły zacząć wypowiadać coraz więcej i więcej dźwięków, liter, sylab, słów, zdań. I wspólnie wybierać ze spontanicznego słowotoku te, które uznają dla siebie za ważne.

Obserwujemy narodziny języka, relacji, porozumienia. Proces poznawania siebie poprzez innych. Demonstrację indywidualizacji i zachowań społecznych. Ewolucję. Przejście od jednolitej struktury do jej rozśrodkowania, zróżnicowania, samookreślenia. Od materii ciała po świadomość ducha. Odkrywamy na nowo stary rytuał wyrażania, zaspokajania, nazywania swoich potrzeb. W sposób instynktowny, spontaniczny, intuicyjny. Zmianę od sytuacji po prostu być po kreację siebie i świata wokół. Podejmowanie próby okreśalania co jest obce, nieznane, inne i oswajanie tego poprzez zmianę mentalności. I jest to lekcja elementarna, podstawowa. Aktualna w każdym miejscu i czasie.

Na scenie platformie, dryfującej po morzu czasu i przestrzeni, pulsuje życie pragnące wyrazić siebie w pełni na wiele sposobów. W pierwotnym przymusie eksperymentowania, próbowania, odkrywania coraz to nowych jego smaków, komunikatów, możliwości- najpierw pozawerbalnych, indywidualnych z czasem dźwiękowych, społecznych, najpierw w działaniach indywidualnych, później wspólnych, zbiorowych. Ciała się poruszają ale i wybrzmiewają różnymi językami. Każde z nich, samo w sobie ,jest wieżą Babel. Wypracowanie zrozumiałego dla wszystkich kodu komunikacji dokonuje się poprzez nieustanną selekcję, wieczną walkę. Tak naprawdę globalny konsensus jest sztucznym tworem, zredukowanym przekazem, kruchym kompromisem. Bo jak dowodzi scenografia, praca Slavs and Tatars poświęcona głosce „Khhhhhhh”, która nie występuje w zachodnim obiegu cywilizacyjnym i tym samym radykalnie oddziela wschód od zachodu, każdy język może zawierać stałe macierzyste elementy, obszary niezrozumiałe, nie do nauczenia przez wszystkich ludzi. Ostatecznie nie wiadomo, co jest ważniejsze dla przyszłości-indywidualne, różnicujące cechy czy tendencja scalająca, redukująca, prowadząca do ujednolicenia.

Ania Nowak z całym zespołem odważnie, bezkompromisowo, z dystansem ale i poczuciem humoru zrealizowała projekt o powrocie do źródeł poznania, które zależne są od natury pierwotnych instynktów człowieka i sytuacji kiedy jest on częścią zbiorowości. Języki przyszłości mocno zakorzenione będą w przeszłości, ukształtowane przez to jak my rozumiemy i czujemy, nazywamy i definiujemy teraźniejszą rzeczywistość. Język ciała, jego poznawcza i sprawcza moc, pozostanie podstawową materią  performatywnego działania, każdej zmiany, wszelkiego tworzenia.



Języki przyszłości / Future Tongues

Reżyseria, choreografia: Ania Nowak
Performans, kreacja: Oskar Malinowski, Aleksandra Osowicz, Rafał Pierzyński, Jaśmina Polak
Dramaturgia: Mateusz Szymanówka
Dźwięk: Justyna Stasiowska
Kostiumy: Grzegorz Matląg/ Wsiura
Światło: Jędrzej Jęcikowski
Czytanie tarota: Samuel Draper

Kurator projektu TEATR 2118: Tomasz Plata

W scenografii spektaklu wykorzystana jest praca "Mother Tongues and Father Throats" by Slavs and Tatars.

Premiera: 6 grudnia 2018

fot. Maurycy Jan Stankiewicz

środa, 5 grudnia 2018

WARTO BYŁO COLLEGIUM NOBILIUM


To spektakl z tezą w tytule, w przygnębiającej  scenografii zapyziałej prowincji Europy, w anturażu pikniku politycznego z fetorem kiełbasek z grilla, gdzie patriotyzm mierzy się na metry dysonansem mentalnym. Nie będzie przyciągać widzów szukających łatwej, przyjemnej, lekkiej rozrywki. Uniesienia świętowania kolejnej rocznicy odzyskania niepodległości ukochanej ojczyzny. Mimo że ma formę musicalu a typy bohaterów są wyraziste, typowe, czytelne, pozostanie świadectwem rozjazdu przeszłości z teraźniejszością, przykładem zerwania ciągłości spójnej narracji, dowodem braku twórczego dyskursu na temat jak należy celebrować święta narodowe. Pokazuje błędne, bo wypaczone rozumienie spuścizny historycznej, brak pomysłu na jej mądre wykorzystanie. Wizualizuje skutki szukania uproszczonych wzorców do naśladowania, formatowania zachowań, kształtowania postaw, tworzenia nowej tradycji. Przedstawia fiasko nawiązywania do tożsamości Polski z roku 1918 w przygotowywanych rekonstrukcjach/co zawsze nie jest proste, łatwe/.  Spektakl dowodzi jak współcześni architekci zbiorowej mentalności zapominają, że przeszłość ma swój niepowtarzalny kontekst, nie do podrobienia zapach i smak. Cokolwiek się zechce z niej czerpać i przerobić kongenialnie na współczesną modłę, okaże się ciałem obcym, straszącym duchem, przebrzydłą zmorą. Koszmarną karykaturą. Wybrzmiewać będzie fałszywą nutą.

Te mielizny patriotycznego świętowania wskazuje spektakl. Sam też jest jedną z nich.

Autentyczne teksty źródłowe postaci historycznych, dzienników,  dokumentów przywoływane w scenariuszu Michała Pabiana stają się satyrą, sarkazmem, parodią. Nieprzetłumaczalną na współczesny język relacją. Niezrozumiałym dla widza przekazem. Efekt stylistyczny spektaklu wprawia w konsternację. Mimo pomysłowego ruchu scenicznego Leszka Bzdyla, obiecujących wiele interesujących interpretacji znanych piosenek przez młodych, zdolnych aktorów, reżyserskiej koncepcji Cezi Studniaka,  całość jest przygnębiającą krytyką rodzących się obecnie nurtów patriotyczno- konserwatywnych. Jakbyśmy mieli się w teatrze przekonać, że kultywowanie przeszłości nie ma w ogóle sensu, bo jest wypaczone upływem czasu, ograniczane  wymogami budowania nowoczesnego, otwartego, tolerancyjnego, liberalnego społeczeństwa. Należy patrzeć w przyszłość i jedynie pamiętać o szczytnej przeszłości,  szanować i czcić jej bohaterów a nie instrumentalnie narzucać wyidealizowane martwe wzorce, bezmyślnie jeden do jednego je patetycznie powielać. Bo to nie przybliży nikogo do prawdy, nie nawiąże do ducha przedstawianych w teatrze czasów. Bo to nie działa.

I choć dobrze wiemy, wiemy dobrze, że warto było walczyć, a nawet ginąć za odzyskanie nieodległości Polski, to niekoniecznie przynosi pożądany efekt wcielanie w dzisiejsze życie postaw i wartości zaprzeszłych. Spektakl pokazuje jak trudne a czasem niemożliwe jest zrozumienie naszych przodków, ich losów, działań.  Pozostaje wiara, że były wyborem koniecznym, jedynym. Świadomym. Chociaż również dla wielu  kontrowersyjnym, trudnym, niechcianym.

Doskonale to ilustruje plakat spektaklu. Flaga Polski, sama Polska uchwycona została w  procesie układania w spójną całość. Rozsypują się jednak białe i czerwone puzzle(części/idee/obywatele), jakby w ogóle do siebie nie pasowały.  Wszystko w tym obrazie zgrzyta, nie jest kompatybilne. Jak realia przeszłości z potrzebą jej celebrowania współcześnie. Jak chęć czerpania ze źródła, które dawno wyschło. Ale to Polska właśnie! Polska wyraźnie podzielona, w politycznym, mentalnym, społecznym chaosie. W budowie, w scalaniu. W wysiłku dopasowywania szlagwortów historii do melodii naszych nowych wspaniałych czasów. Również w teatrze.

Warto było jednak spróbować. Zawsze próbować warto.:)



WARTO BYŁO
Reżyseria, światło: Cezi Studniak
Scenariusz: Michał Pabian
Scenografia: Michał Hrisulidis
Kostiumy: Katarzyna Adamczyk
Muzyka: Krzysztof Wiki Nowikow
Ruch sceniczny: Leszek Bzdyl
Asystent reżysera: Agata Zdziebłowska

Obsada:
Karolina Gwóźdź – Lela
Magdalena Howorska – Zofia K.
Maria Juźwin – Potoczanka*
Aleksandra Lechocińska – Bernacia
Julia Szewczyk – Zofia N.
Paulina Wróblewska – Lunia
Mikołaj Kłosiewicz – Marek Kosiuszek
Robert Mróz – Józek

Oraz aktorzy Teatru im. Ludwika Solskiego w Tarnowie
Matylda Baczyńska – Polonia Restituta
Ewa Sąsiadek – Generał Joanna Barchan
Monika Wenta – Potoczanka*
Stefan Krzysztofiak – Franek
Kamil Urban – Tutejszy

Spektakl dyplomowy studentów IV roku Wydziału Aktorskiego kierunku aktorstwo teatru muzycznego.

Koprodukcja Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie oraz Teatru im. L. Solskiego w Tarnowie.

Premiera warszawska: 25 września 2018