wtorek, 25 października 2022

DEKALOG TEATR NARODOWY W WARSZAWIE

Zdjęcia Natalii Kabanow ze spektaklu DEKALOG w reżyserii Wojciecha Farugi Teatru Narodowego są wspaniałe.  Wyostrzają kontury, nasycają barwą, wychwytują przemykającą poetyckość obrazu scenicznego. Podkreślają wagę koloru, znaczenie światła, wpływ kompozycji dla wydobycia pozawerbalnej narracji. Zatrzymują w kadrze to, co w czasie spektaklu istnieje przez mgnienie i co w ciągu szybko następujących po sobie zdarzeniach niepostrzeżenie przemija, przepada. A przecież każde zdjęcie stanowi jakby niezależny świat. Malowniczy obraz. Snuje pełne napięcia, emocji opowieści. Warto do nich wracać, bo przywołują z pamięci poszczególne sceny, w konsekwencji cały spektakl. Nie konkurują z nim lecz mogą pogłębiać jego rozumienie, podkreślać jego znaczenie. Tak jak DEKALOG teatralny wobec filmowego.


DEKALOG dotyczy perspektywy chrześcijańskiej, konserwatywnej, zachowawczej, mającej na celu ustanowienie i narzucenie niewzruszalnego porządku moralnego, etycznego, boskiego z myślą o pięknie harmonii świata, ratunku ludzi, w warunkach idealnych, jasnych, czystych. Tymczasem życie jest bardzo kreatywne, nieprzewidywalne, skomplikowane. Piesiewicz z Kieślowskim w swoim mini serialu o tym samym tytule pokazują sytuacje złożone, niejednoznaczne, graniczne. Budzące wątpliwości, burzące spokój ducha, powodujące zamęt myśli. Każdy odcinek cyklu dotyczy jednego przykazania, tymczasem Wojciech Faruga, reżyser spektaklu w Teatrze Narodowym, cały DEKALOG pokazał w jednej teatralnej odsłonie. 

To było karkołomne, bardzo trudne zadanie. Adaptacja teatralna Davita Gabuni wymuszała konieczność dramaturgicznego spiętrzenia w jednym czasie i miejscu wielu wątków, osób, postaw, problemów, kwestii, które w dodatku miałyby wydźwięk współczesny a najlepiej uniwersalny. Koncepcja seminarium etyki, gdzie zgromadzeni przywołują z własnego doświadczenia, z zasłyszenia przykłady sytuacji moralnie wątpliwych, niejednoznacznych, trudnych. Każdy opowiada historię, jednocześnie jest narratorem i bohaterem, słuchaczem, obserwatorem i aktywnym uczestnikiem, co ma zbliżyć wszystkich do siebie, wytworzyć atmosferę wspólnotowości, sugerować, że są to problemy, dylematy zarówno indywidualne, jak i zbiorowe. Przedstawione przypadki potencjalnie dotyczą każdego człowieka, rodziny, społeczności, relacji. Publiczność też jest częścią tego spotkania, konsekwentnie swoją obecnością dopełnia krąg zainteresowanych.


Projekt Farugi rezonuje z realizacją filmową tandemu Piesiewicz-Kieślowski, oparty jest przecież na jego scenariuszu filmowym, osadzony jest w tym samym okresie historycznym, odnosi się więc do tych samych historii, osób ale jednocześnie na scenie mocniej powiązanych dramaturgicznie, tworząc bardziej urozmaiconą artystyczną formę, splątaną narrację, złożone portrety psychologiczne postaci. Aktorzy grają więc wiele ról, ich bohaterowie pojawiają się w różnych wątkach rozszerzając zakres osobowościowych archetypów, ich figur społecznych: kobiety, mężczyzny, dziecka, ojca, matki, męża, żony, naukowca, studenta, brata. Pozwala to na odwrócenie perspektywy. U Piesiewicza i Kieślowskiego jeden odcinek DEKALOGU przepracowywał jedno przykazanie, u Farugi, Holewińskiej i Gabuni postacie zmagają się (człowiek z boskim przykazaniem) z nie jednym. Tematem jest nie nakaz moralny, imperatyw etyczny ale sytuacja, ludzkie działanie rodzące konsekwencje, które stają się niezawinioną/zawinioną karą. 


Twórcy świadomie nawiązują do filmowego DEKALOGU. Projekt zyskał na intensywności wynikającej ze złożoności wielowarstwowego przekazu, ale wyraźnie stracił na sile oddziaływania. Może dziś mamy wiedzieć nie czuć, myśleć a nie poddawać się emocjom. I jest to trudniejsze zadanie. Znajomość filmowego DEKALOGU wiąże się z konkretnym jego doświadczeniem, pamięcią, oczekiwaniem. Propozycja teatralna z tym również się zderza. Raczej nawiązuje, odnosi się, mierzy. Widzowie, który znają filmowy DEKALOG, jednak ciągle go z tym scenicznym porównują.  Zapewne zastanawiają się, co wynika z tego dawnego i obecnego przekazu i odbioru. Faruga nie ułatwia recepcji swego dzieła.

Nie ma jednoznacznej korelacji przyczyna- skutek, ofiara-kat, wina-kara. Odnieść można wrażenie, że zacierają się granice między dobrem a złem. Wszystko się relatywizuje.  Komplikuje w ocenie moralnej. Kwestionuje się dekalog, który, jak się wydaje, jest tu życzeniowym, martwym zapisem. Boga nie ma, bo milczy, dopuszcza do śmierci dzieci, na zło nie reaguje. Opowiedziane historie dowodzą, jak trudno jednoznacznie przychodzi ocenić przyczyny ludzkiego zachowania, jak trudno znaleźć odpowiedź na podstawowe pytania. Żaden kodeks nie działa prewencyjnie, nie uchroni człowieka przed popełnieniem błędu. Przed bólem, udręką. Nie ma nadziei. Ludzie skazani są na wielką samotność, sami dla siebie są sędziami i jedyną wiarą, miłością, nadzieją. Pozostaje tylko pogodzić się z tym jaki jest świat, ludzie, życie. Trzeba tylko pamiętać, że na wiele przypadków losu nie ma się żadnego wpływu. Bóg pozostaje odległą, by nie powiedzieć obcą, nieprzeniknioną tajemnicą nawet dla tych, którzy w niego wierzą. Nic ludzi nie ocali, nic im nie pomoże. I  tylko fakty, a poprzez nie ufne otwarcie się na drugiego człowieka, wejście w jego położenie, motywacje, historie, nie dekalog a dialog, szczera prawda w żywym, bezpośrednim kontakcie przynieść może uzdrawiające zrozumienie, osłabić może cierpienie. 

Dlatego użyto głównie szkiełka i oka, choć  czucie i wiara silniej mówią do widzów w teatrze, w rewirze sztuki. Przecież wzrusza "taniec śmierci" na lodzie ojca z martwym dzieckiem (Karol Pocheć i CÓRKA), którzy w rozpaczy, w bezradności są jednią. Budzi ogromne rozterki wyznanie uczuć ojcu/córce w niepewności pokrewieństwa(Edyta Olszówka, Wiesław Cichy). Paraliżuje widok bardzo młodego człowieka(Paweł Brzeszcz), mordercy, którego ból życiowych doświadczeń, wstrząsa niekontrolowanie panicznym strachem. Martwy za życia nadal boi się śmierci, nie kary Boga lecz samosądu, niezrozumienia przez ludzi. Dlatego do końca informuje, wyjaśnia, tłumaczy. Cierpimy z kobietą i mężczyzną z powodu niemożności odwzajemnienia miłości, bo tak naprawdę jej w nich nie ma, gdy kieruje nimi tylko żądza i jej instrumentalne, zimne zaspokajanie (Małgorzata Kożuchowska i Paweł Brzeszcz, Adam Szczyszczaj, Karol Pocheć, Mateusz Kmiecik). Czujemy ciężar niesionej na barkach odpowiedzialności, od której nie można się uwolnić(Karol Pocheć i Małgorzata Kożuchowska). Mamy wyrzuty sumienia za skazanie swą decyzją dziecka na pewną śmierć(Sławomira Łozińska) a jednocześnie płonie w nas całe życie cierpienie dziecka za wyrządzoną mu krzywdę (Gabriela Muskała). Ale odczuwamy ulgę, wybaczamy, kiedy wiemy dlaczego siebie/innych wykorzystujemy, ranimy, zabijamy. Kiedy już na pewno wiemy. Znamy prawdę. Choć to jeszcze mocniej dotyka. Stąd seminarium, badanie, odgrywanie, wchodzenie w rolę, przepracowywanie. Choćby tylko poprzez obserwację okiem widza.

Tak, twórcy milczą o Bogu, jak i on milczy wobec własnej niekonsekwencji, okrucieństwa, deklarowania tylko do człowieka miłości. Unieważniają dekalog, którego człowiek nie jest w stanie stosować, bo mu się ciągle z różnych przyczyn, niekoniecznie z własnej winy, sprzeniewierza. Pozostaje więc na scenie życia tylko słaba, niedoskonała istota, stwarzana przez siebie samą na obraz i podobieństwo swoich czasów, uwarunkowań, która ma dociekać prawdy, która ma szukać po kres wyjaśnienia i nigdy, przenigdy nie będzie w dążeniu do pojednania z samym sobą/bliźnim, do miłości siebie/bliźniego swego i zrozumienia siebie/bliźniego ustawała. Trudna to nauka, czuła wskazówka. Perspektywa bez metafizyki. Do wolnego wyboru drogowskaz sztuki.


Wojciech Faruga(reżyseria), Julia Holewińska(dramaturgia), Davit Gabunia(adaptacja), Katarzyna Borkowska(scenografia, kostiumy, światło), Bartosz Dziadosz(muzyka), Krystian Łysoń(choreografia) z aktorami Teatru Narodowego podjęli się ambitnego zadania. Efekt ich starań publiczność nagrodziła standing ovation. Krytycy mają wiele wątpliwości, a ona doskonale zrozumiała.


DEKALOG
reżyseria: Wojciech Faruga
adaptacja: Davit Gabunia
dramaturgia: Julia Holewińska
scenografia, kostiumy, światło: Katarzyna Borkowska
muzyka: Bartosz Dziadosz
choreografia: Krystian Łysoń

premiera: 8 października 2022 r.

wtorek, 18 października 2022

REHAB.WSZYSTKIE BITWY AMY WINEHOUSE TEATR ŻYDOWSKI

 

Jeżeli myślicie, że po spektaklu REHAB. WSZYSTKIE BITWY AMY WINEHOUSE wyjaśni się do końca tajemnica krótkiego życia i tragicznej śmierci wokalistki, czy rozwieją się wszelkie wątpliwości co do przyczyn jej uzależnienia, jesteście w błędzie. Spotkanie ze sceniczną zmultiplikowaną postacią  Amy nie ukoi poczucia straty a jedynie przybliży nas do niej, pozwoli poznać przejmującą historię uzależnienia, uczestniczyć w procesie przekuwania życiowych doświadczeń, osobistych dramatów, uczuciowych niepowodzeń, emocjonalnych huśtawek w bardzo osobistą twórczość. Obserwacja pięciu wcieleń Amy, które  na koniec spektaklu stapiają się wizualnie w jednię (ta sama żółta sukienka, charakterystyczna fryzura, makijaż, czerwone buty) wyzwala wiele wzruszeń, niesie moc doznań, które prowadzą do konstatacji, że narodzinom wielkiej sztuki towarzyszy ogromna samotność, niezrozumienie, udręka. Tłumienie  frustracji, niezaspokojone pragnienie miłości skutkuje coraz silniejszym uzależnieniem od alkoholu, narkotyków, toksycznych relacji z opcją świadomego samozniszczenia(rezygnacja z leczenia, ucieczka od szukania ratunku), odcinającym Amy od poczucia winy, rozczarowania ludźmi i światem, od konieczności walki o siebie, o swoje, o wszystko. Ostatecznie pozostaje twórczość-przejmująca, szczera, prawdziwa. W niej jest swym najwspanialszym,  nieśmiertelnym wcieleniem. Życie przegrywa, wycofuje się, osuwa w niebyt, oddając sztuce wszystko. W niej zaklęta jest istota personifikującego się cierpienia. Piętno niemożności wyjścia poza ograniczenia. Usprawiedliwienie. Postawa skazanego na przegraną. Wyrażanie poprzez siebie każdego innego człowieka. 

Środkowa część Teatru Żydowskiego na ulicy Senatorskiej 35 przekształcona została w wybieg ze świetlnymi błyskawicami, z lustrzano-stalowymi kolumnami, łączącymi niebo z ziemią, wyznaczając rewir dramatu osobowości spalającej się w pragnieniu miłości, boksującej się ze światem. Scenografia tworzy wizualny labirynt-przejrzyste, pozbawione ścian więzienie, w którym rozgrywa się teatralny pokaz wcieleń Amy Winehouse. W klaustrofobicznych warunkach nie można być już chyba bliżej  splątanego uzależnieniami życia, w nieustającej kreacji, w walce, między depresją a manią, w bólu istnienia, w samotności, w zatwardziałym parciu do nieuchronnego upadku. Przy deficycie uczuć, w klinczu uzależnień od ludzi i używek. Wystawione na widok publiczny niepokorne dziecko, krnąbrna, uparta dziewczyna, młoda kobieta z osobowością borderline poddawana jest nieustannej krytycznej ocenie, presji świata. Legenda Amy Winehouse trwa a uzależnienie od alkoholu jest udziałem wielu innych osób. Spektakl dedykowany jest tragicznie zmarłej w 2020 roku aktorce Teatru Żydowskiego Ewie Greś. 

Mocnym argumentem scenicznej narracji są aranżacje Jacka Mazurkiewicza z ilustracjami choreograficznymi Krystyny Lamy Szydłowskiej, kostiumami i fenomenalną scenografią Ewy Łanieckiej, co oddaje stan psychiczny, emocjonalny Amy i razem z charakteryzacją Małgorzaty Jankowskiej wizualizuje wyrazisty styl wokalistki. Przede wszystkim jednak to Małgorzata Majewska, Monika Chrząstowska, Adrianna Dorociak, Sylwia Najah, Ewa Tucholska, ich aktorstwo, temperament i interpretacje piosenek  podnoszą temperaturę zdarzeń, decydują o nerwie tej historii. Definiują Amy, Żydówkę, jako przykład osoby nadwrażliwej, niestabilnej, żyjącej w chaosie, toksycznych relacjach, niebezpiecznych związkach, silnych uzależnieniach. Kobiety w różnym wieku malują czerwoną szminką usta, rysują charakterystyczną czarną kreskę na powiekach, ubierają się jak Amy i opowiadają o jej życiu, sygnalizują przyczyny, kreślą proces destrukcji prowadzący do przedwczesnej śmierci. W sytuacji bez wyjścia, gdy prawie każdą walkę przegrywa walkowerem. Komunikuje się ze światem poprzez kolejne piosenki.

Ten spektakl to doskonały twórczy koncept, wspaniała artystyczna robota. Nad wszystkim czuwa reżyserka i autorka scenariusza Karolina Kirsz. Zadbała o to, byśmy poczuli, zrozumieli, że wszystkie bitwy Amy Winehouse mogą dotyczyć w większym lub mniejszym stopniu każdego z nas. Obejrzyjcie. Nie przegapcie. Powodzenia:)

REHAB.WSZYSTKIE BITWY AMY WINEHOUSE

reżyseria, scenariusz: Karolina Kirsz
muzyka: Jacek Mazurkiewicz
scenografia i kostiumy: Ewa Łaniecka
choreografia: Krystyna Lama Szydłowska
światło: Monika Sidor
charakteryzacja: Małgorzata Jankowska
producentka :Roksana Szmigiero


obsada: Małgorzata Majewska, Monika Chrząstowska, Adrianna Dorociak, Sylwia Najah, Ewa Tucholska

premiera: 14.10.2022

fot. Maurycy Jan Stankiewicz

niedziela, 9 października 2022

OLIMP TEATR COLLEGIUM NOBILIUM

OLIMP na motywach ODYSEI Homera, spektakl dyplomowy studentów IV roku o specjalności aktorsko-wokalnej, wyreżyserował  w Teatrze Collegium Nobilium Wojciech Kościelniak- gwarant wysokiego poziomu artystycznego, doskonałej zabawy, niebanalnej przygody. Przede wszystkim jednak trzeba pamiętać o tym, że jest to egzamin młodych, zdolnych ludzi, wkraczających w dorosły świat nie tylko zawodowych wyzwań. Szukających swego miejsca w świecie, marzących o udanej karierze. 

Może dlatego ich sceniczni bohaterowie-już nie nie dzieci, jeszcze nie dorośli- przepracowują sen o dojrzewaniu do dorosłości. Schodzą w nim na dno olimpijskiego basenu, by jak w laboratoryjnym wnętrzu/w klatce/w odwiecznym wychowania więzieniu zanurzyć się w psychodelicznym horrorze wyścigu na boski OLIMP, na szczyt swych ludzkich talentów i możliwości. Uwalniają się w nim najgorsze przeczucia, obawy, lęki. Ale i marzenia, pragnienia, ambicje. Pojawiają się przeszkody, pokusy, wyzwania. To, co utrudnia lub uniemożliwia- dla siebie, dla świata- bycie sobą. Podróżujący w bezczasie i bezprzestrzeni dociekają, co to oznacza, jakie niesie konsekwencje, jakie zyski, koszty.  Zanurzając się w otchłań snu/podświadomości/wolności/fantazji każdy może być sobą, wszystko (błądzenie, poszukiwanie, próbowanie) uchodzi mu na sucho. Do bólu szczery, bezstresowo otwarty uwodzi indywidualizmem, kusi czarem osobowości, siłą własnej perspektywy. Wyznaniem wypieranej prawdy o tym, czego doświadcza i co czuje. Tu młody Odys się nie spieszy z powrotem do domu, można odnieść wrażenie, że nie cierpi z powodu rozłąki z tym, co winno być mu drogie, bliskie. Rozrywa błękitne nici, które łączą go z Penelopą, jak niechciane, ograniczające go zobowiązania, więzi. Zmęczony, wypalony, zwycięski wódz po wojnie trojańskiej wraca do młodości, do początku swej drogi, do źródła siebie, by odzyskać siły. Powrót do Itaki musi być  poprzedzony resetem, chaosem myśli, uczuć, emocji. To odreagowanie, odpoczynek ale i kolejne rozpoznanie. Czas magiczny na odzyskanie równowagi. Moment na podjęcie decyzji, co i jak dalej ze swoim życiem zrobić. Przypomnienie, sprawdzenie kim jest tak naprawdę. Odys przeżywa fascynującą podróż w głąb podświadomości, podobnie jak pozostali bohaterowie, ich różne wcielenia, potwory, dziwolągi, monstra. Jest ciekawy świata, doświadcza go, poznaje, jak samego siebie sprawdza. W młodości, we śnie, w marzeniu można być, kim się chce. Jeszcze się nie gra, nie udaje. Gdy Odys wraca do ojczyzny, dociera do celu. Zabijając zalotników żegna się z wolnością dziecięctwa, szaleństwem błądzenia, beztroską wędrówki. Jest gotów. Robi, co powinien, spełnia, czego od niego się oczekuje. Wpisuje się w status ról społecznych, które musi pełnić. Jest już przewidywalnym mężem, doskonałym władcą, idealnym obywatelem. Boskim ale nudnym dorosłym. Gdy zaprogramowanym a priori celem jest sukces, triumf, wygrana a trofeum sława, władza, nieśmiertelność. Gdy nie ma już ucieczki od odpowiedzialności, gdy nie ma alternatywy dla samego siebie, trzeba się obudzić, wyjść z basenu, zacząć działać- wyścig na szczyt Olimpu się skończył.

Pozostali bohaterowie sztuki, równie ważni jak chłopięcy, subtelny, delikatny Odys Macieja Marcina Tomaszewskiego, co interesujące: wielowymiarowi, niejednoznaczni, charakterystyczni, też dokonują tożsamościowego coming outu. Przejmująca jest eskalująco dramatyczna Ewa Bukała (Kirke), mroczny, przepięknie baletowy łabędź Katarzyny Graneckiej (Skylla), wzruszająca w gorsecie powinności, tęsknoty, sprytu Adrianna Hanslik (Penelopa), o pięknym głosie podstępnie dziecinna, gorzko- słodka Paulina Pytlak (Kalipso), niepokorny, sprowadzający nieszczęście na współtowarzyszy Karol Gronek (Euryloch), intrygująco budujący skrajne emocje Mateusz Jakubiec (Ajol) i rozbrajająco straszny cyklop Dawida Suliby (Polifem). Reżyser zadbał, by każdy w jak najpełniejszy sposób mógł się widzom zaprezentować. By w swoim zadaniu rozkwitł, pokazał swe talenty, warsztat, potencjał. Ujmuje wdzięk młodości, która też jest bohaterem tego spektaklu. Urzeka jej naturalność i świeżość. Bezpretensjonalność. Ubranej w kostium fantazji, swobody wszystko się wybacza. Gdy przeminie za nią tęskni, o niej marzy, śni, czerpie z niej siłę. Dlatego spektakl uwodzi, bawi, intryguje. Muzyka Piotra Dziubka wykonywana na żywo przez zespół w składzie: Jacek Kita (piano), Andrzej Zielak (gitara), Jakub Szydło (perkusja), Sebastian Feliciak (saksofon) pod kierownictwem Jacka Kity tworzy nastrój, pozwala zindywidualizować portrety bohaterów. Podobną rolę pełnią kostiumy, współtworzące z rolą portrety tożsamościowe, i scenografia, budująca kontekst sytuacyjny, Anny Chadaj oraz choreografia Zofii Grażyńskiej wzmacniająca psychologiczne napięcie. Wszystko współgra, perfekcyjnie realizuje adaptacyjną wizję reżysera. Tak, to Wojciech Kościelniak jest tu bogiem, demiurgiem. Mądrze komponuje ten wspaniały musical, który jest kolejnym po rewelacyjnym PRZYBYSZU sukcesem. 

Mają szczęście studenci Akademii Teatralnej, że mogli przygotowywać się do dyplomu pod skrzydłami tak wybitnego artysty, mamy szczęście i my, widzowie, że jego sztuka wznosi nas na teatralny OLIMP.

OLIMP

adaptacja i reżyseria: Wojciech Kościelniak
muzyka: Piotr Dziubek
kierownictwo muzyczne: Jacek Kita
choreografia: Zofia Grażyńska
scenografia i kostiumy: Anna Chadaj

zespół muzyczny:

Jacek Kita – piano
Andrzej Zielak – gitara
Jakub Szydło – perkusja
Sebastian Feliciak – saksofon

przygotowanie wokalne:
Anna Serafińska

asystenci przy przygotowaniu wokalnym:
Natalia Kujawa, Jakub Szyperski

obsada:
Ewa Bukała (Kirke), Katarzyna Granecka (Skylla), Adrianna Hanslik (Penelopa), Paulina Pytlak (Kalipso), Odys (Maciej Marcin Tomaszewski), Karol Gronek (Euryloch), Mateusz Jakubiec (Ajol) i Dawid Suliba (Polifem)

fot.:  Zuzanna Mazurek

sobota, 17 września 2022

PIKNIK POD WISZĄCĄ SKAŁĄ.NOWA ADAPTACJA POWIEŚCI JOAN LINDSAY TEATR NARODOWY w WARSZAWIE


PIKNIK POD WISZĄCĄ SKAŁĄ to tytuł książki Joan Lindsay, filmu Petera Weira i spektaklu Teatru Narodowego w Warszawie w reżyserii Leny Frankiewicz- różnych form sztuki poruszających temat tajemnic, które do końca pozostaną niewyjaśnione. Książka uruchamia wsobne wyobrażenia, emocje, interpretacje historii zniknięcia dziewcząt w czasie pikniku pod Wiszącą Skałą w dniu Świętego Walentego w 1900 roku, film wizualizuje poetyczną jej wizję, natomiast spektakl proponuje krytyczną perspektywę. Akcentuje opresyjność epoki wiktoriańskiej, rasizm, kolonializm, działanie systemu patriarchalnego ubezwłasnowolniającego kobiety upokarzającym gorsetem zasad i norm. Jest głosem sprzeciwu, buntu. Postawą wyzwolenia. Manifestem emancypacji. Dydaktyczną lekcją empatii wobec słabszych, innych, obcych. Tęsknotą za wolnością, powrotem do natury, możliwością wyrażania i życia w zgodzie ze sobą samym. 

W sztuce konfrontowana jest ekspansywna cywilizacja z siłą piękna dzikiej przyrody, władcza wizja świata męskiego z podporządkowanym mu światem kobiecym. Wypływa temat, od kogo, od czego tak naprawdę człowiek jest zależny i czy możliwe jest wybicie się na niezależność gdy przerasta go ogrom wyzwań, utopia marzeń, rygor konieczności, ciężar samego życia. Dlaczego podejmuje walkę lub z jakiej przyczyny z niej rezygnuje, poddaje się, ulega. Czy zwycięży jego natura, czy twarda rzeczywistość. Ja wewnętrzne, prawdziwe, swoje czy świat zewnętrzny, opresyjny, obcy. Kobiety ponoszą klęskę. Ale próbują. Jak Miranda, młoda dziewczyna, pensjonarka. Jak pani Appleyard, dojrzała kobieta, właścicielka pensji. Jak wszystkie dziewczyny w buncie wyznające swoje wyobrażenie o porządku świata.

Spektakl dotyka obszarów nieznanych, budzących wątpliwości, niepokój. Ważny w tym kontekście pozostanie sam proces dociekania istoty tego swoistego śnienia we śnie, przyglądanie się istnieniu niemożliwego i mierzeniu się z potencjalnie możliwym. Bez poznania przyczyn zdarzeń, bez wiedzy o rozwiązaniu zagadki. Trzeba zaakceptować to skupienie się sztuki na kontemplacji natury upominającej się o swoje, mówiącej o sile instynktu, popędu, na próbie bycia sobą bohaterek, na odwadze wejścia ich w głąb nieświadomości. I wyjściu z niej, by stawić czoło wyzwaniom.

W tym punkcie są dziewczęta z pensji-nastolatki, w wolnym czasie, na pikniku, bez obowiązków, rygorów- na progu dorosłości i odpowiedzialności. To ten moment, gdy mają sposobność dokonać wyboru, gdy rozstrzyga się ich przyszłe życie. Znalazły się w okolicznościach, które je sprawdzą i okaże się, kim naprawdę są. Chodzi o to, czy są gotowe, by wejść w nieznane(zdjąć pończochy, gorsety, porzucić świat, jaki się zna i nienawidzi, nie akceptuje), chodzi o siłę, by zmierzyć się z nową, obcą rzeczywistością, czy skończy się ta przygoda powrotem do porządku starego świata, do tego, co się zna, co jest przewidywalne i pozornie bezpieczne. Dziewczęta mają sposobność zdecydować: pójść za głosem natury, instynktu, popędu, zbuntować się czy nic nie zrobić i trwać w zastanym, nie stworzonym przez siebie porządku. Wybiorą z czego skorzystać a z czego zrezygnować. To nieuniknione dylematy każdego z nas. Spektakl postrzegany w tym kontekście jest bardzo współczesny. I żąda od nas odpowiedzi dla siebie samych jak postąpić, co wybrać.  Pyta, czy wyrastając w określonym systemie wartości, jesteśmy w stanie stworzyć siebie na własnych zasadach, czy potrafimy coś zrobić dla innych. Jaką mamy szansę na sukces.

Spektakl otwiera hipnotyzujący obraz oka, wejścia do jaskini, waginy, miejsca-przejścia, działającego jak magnes, zapraszającego do wniknięcia w głąb, w mrok, w nieprzewidywalne. W nowy, lepszy, przyjazny świat. W jego czarnym epicentrum lewituje postać młodej dziewczyny(Miranda Michaliny Łabacz) w białej sukience śpiącej/pogrążonej w letargu/martwej. Niewinność zanurzona w nieświadomości. W marzeniach, pragnieniach, a może w stuporze spowodowanym horrorem realnego życia. Poza konkretnym czasem i miejscem. Na końcu przedstawienia, po eksploracji, już nie jednostka a cała młoda kobieca nacja w demonicznych, anonimowych, totemicznych maskach wspólnie walczy, nakazowo żąda, deklaratywnie nakazuje. Po okresie niewinności, zaczął się dla dziewcząt czas odpowiedzialności. I jak po przebudzeniu, jeszcze między snem a jawą, niezbornie, drażniąco, agresywnie demonstruje. Natarczywy bunt jest nie do zniesienia, napastliwy ton trudny do zrozumienia. Uzasadniony ale oczywisty, słuszny ale naiwny. Podszyty czystym pragnieniem. Szczerą chęcią. Solidarny w geście ale indywidualnie rozśrodkowany. Bez zaplecza, bez solidnych fundamentów. Bo nie ma jeszcze własnego genotypu, historii, programu działania. Doświadczenia, dorobku, mocy sprawczej. Jak czarne protesty( nie ma o nich mowy w spektaklu), które pokazały niezwykłą siłę kobiet. Bardzo dobrze, że się odbyły ale tak naprawdę nic nie zmieniły. Pozostawiły obserwatorów z poczuciem zażenowania i bezsilności. Straconej nadziei, niewykorzystanej szansy. Znów bez ciągu dalszego. Wymiernego efektu. I to boli. Naprawdę wkurza i złości.

Ten manifest nie jest słabością ale siłą nowej adaptacji powieści Joan Lindsay autorstwa  Małgorzaty Anny Maciejewskiej(adaptacja sceniczna i dramaturgia) i Leny Frankowskiej(reżyseria). Teatralną próbą walki.  Prawdą o niepowodzeniu kobiecej perspektywy obrazu świata, nieskuteczności feministycznego porządku wypowiedzianej urzekającym obrazem skomponowanym przez przepiękną scenografię, kostiumy-kody, światło-nastrój, napięcie, emocje Katarzyny Borkowskiej, transową muzykę Cezarego Duchnowskiego, etniczny wokal czarnoskórej Sary(Ifi Ude), wzmacniające plastyczną wymowę projekcje wideo Natana Borkowicza, rewelacyjną choreografię Marty Ziółek, która sama w sobie staje się celną narracją, spójnym komentarzem, rozwiniętą puentą. 

Niebagatelną rolę w wymowie spektaklu pełnią niezawodni aktorzy Teatru Narodowego. Ewa Wiśniewska w roli właścicielki pensji, pani Appleyard, tworzy kreację kobiety dojrzałej, walczącej od zawsze o niezależność. Jej bohaterka, zna życie, potrafi doskonale brylować w jego mętnych, podstępnych meandrach, umie się nagiąć, ulec, podporządkować. Znakomita aktorka buduje postać doświadczoną, mądrą, ale też wyrozumiałą i czułą, złożoną z kontrolowanych wyborów, racjonalnych kompromisów, myślącą po męsku. Jednak sromotnie przegrywa. Gabriela Muskała w roli Pułkownikowej Fitzhubert jest innym wcieleniem kobiecości, w tym wypadku kolonizatora, władczego, brutalnego, nienawidzącego i zwalczającego innego, obcego. Wzmacnia męski punkt widzenia. Tylko wtedy istnieje i dlatego ponosi klęskę. Sara, dręczona, szczuta, wykluczana sierota, pół- Aborygenka, jest wyrzutem sumienia cywilizacji białego człowieka. Nie może przeżyć w jego świecie.  Przejmująco gra ją Ifi Ude/Bonnie Sucharska, ale ciemna karnacja Sary, jej pochodzenie to niezbywalne piętno, które zabija. Nie jest w stanie ocalić jej grupa pensjonarek ubrana w komunijne sukienki. Młodość, która mogłaby zmienić mentalność świata, zawiodła. Okazała się zbyt słaba. Nie była rodzaju męskiego. Prześniła lub utopiła w marzeniach zapał. Skończyło się na symbolicznym, w sumie pustym geście. A mężczyźni oczywiście nie widzieli  żadnego interesu, by cokolwiek zmieniać. Nie byli zainteresowani. Jakże to oczywiste, jakie białe, bielutkie, jasne! Tym samym obraz Mirandy w oku cyklonu dziejów może jednak sugerować wieczną kobiet stagnację, uwięzienie, stan zawieszenia między rzeczywistością, której nie można zmienić a snem, wycofaniem, marzeniem, w którym może się zdarzyć wszystko. 



PIKNIK POD WISZĄCĄ SKAŁĄ. NOWA ADAPTACJA POWIEŚCI JOAN LINDSAY Joan Lindsay

reżyseria: Lena Frankiewicz
adaptacja sceniczna i dramaturgia: Małgorzata Anna Maciejewska
scenografia, kostiumy, światło: Katarzyna Borkowska
muzyka: Cezary Duchnowski
choreografia: Marta Ziółek
projekcje wideo: Natan Berkowicz

obsada: Oskar Hamerski, Anna Lobedan, Michalina Łabacz, Zuzanna Saporznikow, Marta Wągrocka, Ifi Ude, Bonnie Sucharska, Paulina Szostak, Justyna Kowalska, Anna Bieżyńska, Katarzyna Pośpiech, Ewa Wiśniewska, Małgorzata Kożuchowska, Anna Grycewicz, Adam Szczyszczaj, Wiesław Cichy, Gabriela Muskała, Piotr Kramer, Mateusz Kmiecik

Premiera: 29.05.2021

fot. Magda Hueckel

sobota, 10 września 2022

REWIZOR.KOMEDIA W PIĘCIU AKTACH TEATR DRAMATYCZNY M.ST. WARSZAWY

 

Witajcie w horror bajce, gdzie wszystko się mrocznie zaczyna, zgodnie z konwencją noir, w estetyce choćby RODZINY ADDAMSÓW, czy EDWARDA NOŻYCORĘKIEGO, WALKING DEAD diabolicznie rozwija i jeszcze gorzej, bo jak w PACHNIDLE, wampirycznie kończy. Ups, chyba spojleruję. Ale tak pięknie się w tym spektaklu teatr z kinem spotyka, tak dobrze komunikuje z widownią, budząc dreszczyk przyjemnych emocji i nieprzyjemnych konstatacji. Słowo komedia w tytule jest i dla zmyłki, ale i dla zachęty. Pozostaje czystą sugestią, niespełnioną obietnicą, znieczuleniem. Jedni wolą to, co bawi, wybierają chętniej to, co śmieszy. Są też tacy, którzy lubią sztukę, która nie daje spokoju, zmusza do myślenia, dręczy. Straszy. Komizm pomaga się zdystansować, odprężyć ale w REWIZORZE podszyty jest czymś potężniejszym. Tym, co się przeczuwa ale wypiera, tym, co nie ma się odwagi nazwać, nie chce się przeżywać. W spektaklu wizualizuje się od samego początku wielki strach, narasta powoli piramidalne zidiocenie, kumuluje się niewyobrażalna tępota wyrażona bombastycznie upiorną formą. W tej inscenizacji to intensywna, wyrazista plastyczność żywego obrazu działa najsilniej. Przez zmysły hipnotyzuje, uwodzi, pozostaje w pamięci i dalej pracuje w widzach po spektaklu. 

REWIZOR Mikołaja Gogola brzmi zawsze ostro klasycznie, groteskowo komicznie ale spektakl Jurija Murawickiego dzięki kontrolowaniu wszechobecnego absurdu precyzyjnym prowadzeniem ról, konsekwencji w przyjętej estetyce z piekła rodem(kostiumy i scenografia Galiny Sołodownikowej), wyrafinowanemu odrealnieniu(choreografia Maćko Prusaka, światło Pauliny Góral) wywleka na wierzch degradację, zepsucie, infantylizm przedstawianej wspólnoty, każdego jej członka. Horodniczy Henryka Niebudka to rozdymane monstrum władzy- prowincjonalnej, groźnej, wszechwładnej. Jego żona, którą gra wspaniale Małgorzata Rożniatowska, to lokalna Lady Makbet o silnej osobowości, mocnym głosie, niewzruszonej postawie, całkowicie pacyfikująca męża i córkę-rola Agaty Góral- rozbrajająco bezradnego, zahukanego dziewczęcia. Chlestakow Jakuba Szyperskiego to młodzieniec współczesnym podobny-niefrasobliwy, roszczeniowy lawirant. Arcydziwne, groteskowe, surrealistyczne są pozostałe figury tej społeczności: Naczelnik Poczty Mariusza Drężka, para Dobczyński-Bobczyński Kamila Siegmunda i Mateusza Webera, zabawny Osip Macieja Wyczańskiego. Obraz skomponowany z takiego ludzkiego panoptikum budzi obrzydzenie, niesmak, śmiech mrożący krew w żyłach. Nie wzbudza litości, współczucia. Ujawnia prymitywizm relacji, prostackie zachowania, prowincjonalną mentalność, szorstkość języka, dominację przemocy. Plugawą duszę, nędzne życie.

Cały aktorski skład spektaklu gra koncertowo, na poziomie unikatowym. Stylizacje uszczelniające całkowicie prywatność aktorów, doprowadzone do granicy rozpoznawalności zmieniły ich emploi, uwolniły, uskrzydliły. Kamuflaż mocnej charakteryzacji, zimnej scenografii, odnoszące się do filmowych rodowodów kostiumy, fantasmagoryczna choreografia, podkreślający makabreski bohaterów ruch sceniczny umożliwiły lekkość ekspresji, sprowokowały odrealnienie kreacji. Każdy bohater to typiczny, odrębny mikroświat zła, brzydoty, rozkładu tworzący obraz społeczności rządzonej przez nieludzkie odruchy, autokratyczne zasady. Mocny akcent karykaturalnego światłocienia, nastrój sennego koszmaru, zaściankowe aspiracje, wielkomiejskie ambicje piszą najczarniejsze scenariusze. Zwłaszcza, że zmienione w tej interpretacji zakończenie-Chlestakow nie uniknie kary- to ostateczny cios zabijający nadzieję, że jest możliwa jakakolwiek ucieczka od rzeczywistości potwornej, rządzącej się pierwotnym instynktem, dodatkowo podszytym paraliżującym zdrowy rozsądek lękiem przed władzą. Dowodzi, że nie ma wyjścia awaryjnego gdy zaburzy się jej porządek, wykorzysta i, co najgorsze, okpi. Tu nic się nie zmieni. Cała wspólnota z zaciekłością wściekłego zwierzęcia pożre ten wstyd i go przetrawi. Można odnieść wrażenie, ze stojąc już przed widownią z twarzą, ubraniem, rękami zabrudzonymi krwią, z rozbieganym dzikim spojrzeniem, jakby w oszołomieniu po dopiero co przeprowadzonej egzekucji, wyszukuje innych potencjalnych wywrotowców, buntowników, odszczepieńców. Oszustów. Lub zaprasza na scenę sobie podobnych, by wspólnie dokończyć kolację kanibali. A może przegląda się w lustrze? Kto kogo w nim widzi? Kto z kogo się śmieje?

Nie poznamy prawdziwego Rewizora z krwi i kości ale doświadczymy poprzez sztukę wszystkiego, co sobą reprezentuje i jak działa na społeczność. Z tej perspektywy zrozumiały jest stonowany, zredukowany do wyciszenia emocjonalnego kulminacyjny monolog ośmieszonego Horodniczego Henryka Niebudka. Zapowiada okrutną zemstę. Skompromitowana władza nie zapomina, nie wybacza, natychmiast reaguje. Zwłaszcza, że ma wyższą instancję nad sobą, bardziej bezwzględną, rygorystyczną, bezpardonową. Horodniczy jest na samym dnie tej hierarchii. Tym bardziej się boi, tym szybciej reaguje, tym brutalniej działa. Wpadka z Chlestakowem nie zagrozi jego pozycji, nie podetnie mu skrzydeł zabetonowanej kariery, nie pozbawi go źródeł korupcyjnego dochodu. Szybko straty nadrobi. Wzmocniony, odrodzi się zaściankowy tyran jak feniks, jak wampir. Lincz rozłoży odpowiedzialność za wymierzoną karę lekkoduchowi, drobnemu oszustowi, naciągaczowi na wszystkich. Śladu po blamażu nie będzie. Tak naprawdę w tej dziurze gdzieś na końcu świata nic się nie stało, w miejscu gdzie diabeł mówi dobranoc nic się nie zmieni.

REWIZOR Mikołaja Gogola ma prostą fabułę, wyrazistych bohaterów, jasne przesłanie. Strukturę i treści, które mogą być wypełniane w każdym czasie formą aktualną, rozszerzającą pierwowzór. Reżyser, Jurij Murawicki, znalazł formę, która bezpardonowo demaskuje potworne życie potwornych ludzi. Komediowy klucz interpretacyjny służy wnikliwej wiwisekcji natury ludzkiej, władzy, struktury społecznej, która w tym ujęciu wydaje się przejrzysta, zrozumiała, momentami zabawna. Ale przede wszystkim straszna, przerażająco profetyczna. Spektakl pokazał -w odrealnionym anturażu, karykaturalnym retuszu, artystycznej konwencji- bardzo realne, dobrze znane wynaturzenia, zło, dewiacje. Zarządzanie strachem, postępujące zepsucie, wszechpanującą korupcję. Zarażanie złem wszystkiego wokół, stwarzanie warunków, by systemowo zniewalały. Obnażył irytującą łatwość ranienia i wykorzystywania ludzi przez władzę, ubezwłasnowolnienie tych, którzy muszą się jej podporządkować, bo nie mają innego wyjścia, by przetrwać. Beznadzieję bezsilności wobec systemu totalitarnego, który niszczy, ciemięży wszystkich. 

Znakomity to teatr, który to zewsząd tak bezwstydnie zapożycza, cudownie sam sobą się bawi, czym w magiczny sposób artyzmem najwyższej próby widzów oczarowuje. I prowokuje do myślenia. Budzi tak silne emocje. Poraża bezradnością wobec zacofania, słabości, bezprawia. Pozostawia gorzki smak prawdy, że rozbrajająca głupota rodzaju ludzkiego jest wieczna a rzeczywisty rozwój człowieka i społeczności przez niego tworzonej, nieważne jakiej, niemożliwy. I w finale pozostawia widzów z przeczuciem ogromu zła, które narzuca każda, zwłaszcza ta najwyższa, wszechmocna władza. Co za sztuka!!!

REWIZOR. KOMEDIA W PIĘCIU AKTACH  MIKOŁAJ GOGOL

reżyseria: Jurij Murawicki
przekład: Agnieszka Lubomira Piotrowska
scenografia i kostiumy: Galya Sołodownikowa
muzyka: Luis Lebee
choreografia: Maćko Prusak
światło: Paulina Góral

obsada: Henryk Niebudek, Małgorzata Rożniatowska, Agata Góral, Jakub Szyperski, Waldemar Barwiński, Maciej Wyczański, Tomasz Budyta, Piotr Siwkiewicz, Mariusz Drężek, Kamil Mróz, Kamil Siegmund, Mateusz Weber, Karol Wróblewski, Kamil Szklany, Łukasz Wójcik, Anna Gorajska, Anna Kłos

premiera 10.12.2021