piątek, 5 maja 2017

RIPLEY POD ZIEMIĄ RYCHCIK TEATR STUDIO


RIPLEY POD ZIEMIĄ jest teatralnym kryminałem w  autorskiej estetyce Radka Rychcika. Atutem spektaklu jest poczucie humoru, ironia i Marcin Bosak, który już samą swoją fizycznością, fantastycznie charakteryzuje naturę mrocznego choć rozczarowująco banalnego Ripleya.

To kontynuacja UTALENTOWANEGO PANA RIPLEYA. Zarówno pod względem samej adaptacji, jak i pomysłu inscenizacyjnego. Czerpie bez opamiętania z popkultury, nie boi się brzydoty, która przejmuje na siebie wizualizację zła przetaczającego się przez scenę. To, co widzimy jest stare, niemodne, brzydkie. Obskurne, zniszczone, zestawione na pozór przypadkowo. Zużyte. Jak z lamusa, śmieciowiska, graciarni. Nic do siebie nie pasuje, choć ma niewątpliwie funkcjonalne znaczenie. Fasada z piaskowca zabazgrana graffiti. Zielona budka telefoniczna, jak jednoosobowy box. Piwniczna przestrzeń z pleksi, jednocześnie miejsce zbrodni. Część mieszkalna zagracona sprzętami domowymi, z ebonitowym telefonem, paskudne wzorzyste tapety, metalowe schody, okropne drzwi, i czerwona kotara na całą ścianę, za którą nie mamy pojęcia co jest, bo pozostanie to do końca tajemnicą. No cóż, stwarza to wszystko przestrzeń ludzkiego piekiełka, generuje nastrój grozy zanurzony w bardziej lub mniej potęgującym się mroku, pokazuje morze przelanej krwi czy zafałszowany kolor fioletu. Wniesiona toaletka czy biurko sygnalizują zmianę miejsca akcji. Ale przenosić w czasie i przestrzeni pomaga przede wszystkim nagminne używanie telefonu, pisanych bądź otrzymywanych listów, korzystanie z pociągów, samolotów.

Gra aktorska jest wtłoczona w ironiczną, groteskową formę. Naiwność z narzuconą, niedbałą manierą amatorszczyzny pozbawiają postaci wiarygodności, nie pozwalają się nimi, ich losem przejmować. Nie można tego, co się dzieje na scenie traktować poważnie. Stwarza to dystans, kreacja ma być zabawą. Ale jednocześnie wydaje się tu wszystko błahe, nieistotne, nieważne. Aktorzy grają jakby obok swych bohaterów, nie wchodzą w głąb ich natury, motywacji, co powoduje, że widz również nie koncentruje się na nich i toczącej się akcji. Ta jest banalnie prosta, przewidywalna, nudna. Pretensjonalnie oczywista. Karykaturalna. Jakby była nieudolnym naśladownictwem tego, co już wiadome i doskonale znane, dawno rozpoznane. Klisze, kalki, charakteryzacje i kostiumy osób publicznie znanych sugerują, że to powszechne zjawisko powielania wszelkich wzorców. Naśladownictwo, kradzież wizerunku. Podrabianie, podrasowanie, jakbyśmy dzisiaj wszyscy byli lub chcieli być kopiami osób sławnych, znanych, celebrity.

Radek Rychcik po raz kolejny mówi nam wprost, że dokonujemy zbrodni na sobie samych pozbawiając się indywidualizmu. Podszywamy się, upodabniamy się do osób, które są modne, sławne, na topie, z jakichś względów nam się podobają: ich stylizacja, pozycja, status, osobowość, styl życia. Imponuje osiągnięty sukces, sława wydaje się czynić człowieka szczęśliwym. Dlatego będąc ludzkim falsyfikatem, w efekcie zbiorowiskiem różnych podróbek osobowych stajemy się człowieczym second handem, funkcjonującym w otoczeniu, środowisku, miejscu, które naśladuje to upragnione, pożądane, wymarzone. Modne, bogate, szpanerskie. I świat Ripleya, on sam, jego otoczenie, to jedna wielka podróba, , niedoskonałe naśladownictwo. Pośledniejszego gatunku, gorszego sortu, marnej jakości falsyfikat.

Wiele wspólnego ma z prawdą, z naszą rzeczywistością ta żałośnie wyglądająca sceniczna walka całej przestępczej bandy, generująca zbrodnię za zbrodnią dla zachowania jej status quo, mająca za wszelką cenę utrzymać sukces finansowy, niezależność, wolność, wieczne nic nierobienie, nic sobą stanowienie, pustotę i lumpowanie, tylko oglądanie seriali. Wydaje się, że są to zbrodnie doskonałe, bo nie do udowodnienia z powodu niewydolności systemu, głupoty ludzkiej. Inspektor to idiota wystylizowany karykaturalnie na Sherlocka Holmesa, policjantki to girlsy z wyglądającą na femme fatale wampirzycą. Przestępstwa się udają, bo w sumie jest na to ogólne przyzwolenie. Dopuszczenie manipulacji, niemożność udowodnienia kłamstwa, operowanie schematami psychologicznych zachowań. Wystarczy spryt, intuicja, inteligencja i odrobina szczęścia przestępcy a kolejne wtajemniczenie jak żerować na oryginale/tu:produkcja falsyfikatów, upodabnianie się do osób sławnych, znanych, itd./ jest dostępne.

Prawda, którą nam Radek Rychcik pokazuje o nas, naszym świecie jest mało atrakcyjna. I nie jest nam w smak. Nie wydaje się od razu czytelna, jasna. Długa, mroczna, nieoczywista inscenizacja może nużyć. Może zniechęcać. Sama w sobie wydaje się być tym falsyfikatem, podróbką, produktem second handu, który jest głównym tematem sztuki. Mówi, ze łatwiej się upodabniać, powielać sprawdzone sukcesem wzory niż wybić się na niezależną indywidualność twórczą. Prościej jest naśladować to, co potwierdziło już, że działa.

Rychcikowi nie zależało na kongenialnej adaptacji kryminału Patricii Highsmith. Użył go jako bazy do własnych celów. Przetworzył. Wykorzystał. Dlatego nie jest to klasyczne wystawienie fabuły li tylko kryminalnej. Nie wydaje mi się, by była to tylko sztuka o aktorstwie dla aktorów. Odnosi się do przedstawienia problemów szerszych, natury bardziej ogólnej. Mówi o wchodzeniu w role, podszywanie się pod osobowości medialne, sławne, znane, dla własnych korzyści, a przede wszystkim dla zaspokojenia ambicji, aspiracji bycia kimś, kim się w istocie nie jest, bo nie może być z natury rzeczy. Nie wystarcza talentu, nie posiada się kapitału, nie ma pomysłu jak osiągnąć upragnione, wymarzone cele. Nie ma wytrwałości, zacięcia, determinacji. Motywacji starcza i woli, by się upodobnić, uprawdopodobnić, ogrzać się w blasku sławy prawdziwego talentu, prawdziwego artysty. Rychcik pokazuje brutalnie do jakich wynaturzeń, zbrodni, żałosnych, śmiesznych, karykaturalnych efektów ten wysiłek prowadzi. To życie ponad stan swych zdolności i możliwości. Trzeba też mieć pewną dyspozycję w sobie, by chcieć stać się kimś, kim się nie jest w istocie. I trzeba mieć odwagę zaryzykować, chwytać okazję, wykorzystywać nadarzającą się szansę.

Nie dziwi w tym wypadku wcielenie Marcina Bosaka w Marlona Brando w otwarciu spektaklu. Jego opowieść staje się punktem odniesienia, nie wprost ale to ta gwiazda, ten sukces, ten prawdziwy talent, który szczęśliwie się spełnił. Budzi podziw, jest inspiracją, możliwym spełnieniem. I później Ripley stał się jego alter ego. W jakiejś wynaturzonej, innej formie. Podrobionej. Zmodyfikowanej, zakamuflowanej, ukrytej. Ze statuetką Oskara przyznaną Brando, stojącą na telewizorze w domu Toma . 

Aktorzy ze sceny zwracają się do publiczności, patrzą w stronę widowni wypowiadając swoje kwestie, wchodzą w interakcje z widzami. Szukają akceptacji, potwierdzenia. Publiczność pośrednio jest głównym bohaterem sztuki. Materią. Tematem. Ciekawe jak ocenia to, co obserwuje. Nie powinno się jej  podobać to, co widzi, więc jeśli się nie podoba to chyba dobrze? Wszystko będzie w porządku, jeśli zrozumie, że spektakl jest o niej. O pragnieniu, sprzyjającej okazji, coraz silniejszej presji, by być bogatszym, lepszym, szczęśliwszym niż na to w istocie zasługuje. By grać najlepiej jak tylko można swoją rolę dla dania sobie szansy osiągnięcia wymarzonego celu. Być kameleonem, być jak Barack Obama, być jak Marlon Brando, być jak sprytny, nieuchwytny Tom Ripley.




RIPLEY POD ZIEMIĄ
scenariusz i reżyseria: Radosław Rychcik
scenografia i kostiumy: Anna Maria Karczmarska
muzyka: Michał Lis
video, multimedia: Piotr Lis,
konsultacje choreograficzne: Jakub Lewandowski.

obsada: Maria Dębska (gościnnie), Agata Góral, Irena Jun, Dorota Landowska, Natalia Rybicka, Marcin Bosak, Stanisław Brudny, Tomasz Nósinski (gościnnie), Mirosław Zbrojewicz, Wojciech Żołądkowicz, Piotr Żurawski (gościnnie).


Premiera: 14 września2016

zdjęcie:https://www.facebook.com/ripleypodziemia/photos/ms.c.eJxFjEEKwDAMw340krmN7f9~;bJDS7CokZcFvki4wFvDkAQozwNoDEgGGdYHRSfoC~_iQ1RnWimXq3sWOAGiz~_yZneh4JtQAPUU~_YH25El6Q~-~-.bps.a.1639215576370655.1073741832.1632034920422054/1639217799703766/?type=3&theater

1 komentarz:

  1. Najbardziej podobała mi się para chciwych staruszków – wspólników Ripley’a. Rewelacja. Chciałam dowiedzieć się, kto odtwarzał te role, więc zajrzałam sobie do internetu i przeżyłam szok. Nowa strona Teatru Studio nie dość, że jest roztrzepana i źle sformatowana, to na dodatek w zakładce poświęconej „Ripley’owi” nie ma informacji, jakie role grają poszczególni aktorzy.
    Może ktoś pomoże?

    OdpowiedzUsuń