piątek, 15 maja 2015

FORTEPIAN PIJANY TEATR NARODOWY W WARSZAWIE

en.smalltownromanceblog.com

PIJANY FORTEPIAN to obraz o świecie natchnionym osobowością Toma Waitsa.  Amerykańskiego wokalisty, kompozytora, instrumentalisty, autora tekstów, poety i aktora. Wyjątkowego zjawiska artystycznego . Ale spektakl nie przekona nas o tym. Mnie nie przekonał. Zachęcił do indywidualnych poszukiwań, analizy tekstów, słuchania piosenek. Wypełnił jedynie funkcję informacyjną. Również o tym, że mimo interesującej, charyzmatycznej osobowości głównego bohatera, sukces inscenizacji nie jest przesądzony z góry. Zabrakło nerwu, tempa, przekonującej narracji, mimo błysków, interesujących aranżacji. Muzyki na żywo/brawo!/.

Z tym przedstawieniem mam kłopot. Bo z jednej strony doceniam wysiłek artystów, z drugiej efekt ich pracy mnie rozczarował. Jako całość przekazu, ogólne wrażenie naszpikowane pojedynczymi udanymi wykonaniami piosenek. Może należałoby zamilknąć, zapomnieć o krytyce, w końcu wydaje się, że spektakl traci już zainteresowanie widzów. Jednak szkoda tego potencjału twórczego, zaprzepaszczonego materiału dramatycznego sztuki. Szkoda, bo para idzie w gwizdek. Nagrodzenie artystów długimi brawami widowni potwierdza potrzebę jej kontaktu z ciekawą, charyzmatyczną osobowością twórczą,   ze spektaklem muzycznym w teatrze /tu: rock, blues, jazz, wodewil, z inspiracjami eksperymentu z pogranicza muzyki industrialnej/. Z mądrą, solidną rozrywką.

Niestety brakuje nerwu, emocji, kopa. Brakuje dynamiki. Nastroju. Wyrazistości. Głębi. Mamy okazję wysłuchać tekstów piosenek Toma Waitsa w języku polskim. To atut. Mamy dobrych aktorów. To atut. Mamy pomysłową scenografię - studio nagrań z lat 70. i 80., oddzielone od widowni przezroczystą przegrodą, stare mikrofony, instrumenty, wielofunkcyjną budkę oraz starą lodówkę z zaskakującą zawartością oraz kostiumy budujące klimat epoki. Ruch sceniczny. Ale wszystko rozłazi się w szwach. Patchwork nie tworzy spójnej kompozycji,nie sublimuje konsekwentnej myśli przewodniej. Momentami nudzi, momentami jest niewyraźny, obojętny. W sumie błahy. Tekst nie do końca jest słyszalny, jasny. Mimo mikroportów.

Na koniec pozostaje pytanie PO CO TAKI SPEKTAKL? For fun? Jakie ma dla nas znaczenie, sens. Ten zakalec nasycony bakaliami. Pozostanie wprawką, próbą reżyserii, prezentacją możliwości aktorskich w konfrontacji doświadczonych, refleksyjnych aktorów z  dynamicznymi, ostrymi, dobrze zapowiadającymi się, śpiewającymi młodymi ludźmi. Ale całość razi niedopracowaniem. Jest letni. Obojętny. Czegoś zabrakło. Nie stało. Coś się zużyło. Wyblakło. Ostrość przekazu Waitsa stępiała. Włąściwie ledwo zipie. Poza inteligencją kompozycji, poezją tekstu budzącą myśl w głowie słuchacza, widza, by wrócić do niej później, kiedyś. Może. Ale w efekcie spektakl nuży, smęci, drażni. Choć nie wszystko zatrze się w pamięci. Nie wszystko umrze wraz z ostatnią, wspaniale wybrzmiałą piosenką. Muzyką, muzyką.

I to jest powód, by chodzić do teatru. Mimo zawodu. Zawsze coś ofiaruje, nawet wbrew sobie. Zawsze coś w nas poruszy, nakręci, zostawi. Impuls, myśl, zachętę do poszukiwań zasugerowanymi przez spektakl tropami. Ocala aktywność, kreatywność, która nas pobudza do rozwoju. Pogłębiania wiedzy, wyzwalania wyobraźni, wyostrzania wrażliwości. Na własna rękę. Swoją scieżką, w indywidualnym tempie, z sobie tylko właściwą intensywnością, zaangażowaniem.

Tak, to FORTEPIAN PIJANY, nic i nikt więcej. Aż żal.


FORTEPIAN PIJANY
autor: Tom Waits

układ piosenek i reżyseria: Marcin Przybylski 
autor tłumaczeń: Roman Kołakowski 
aranżacje muzyczne: Andrzej Perkman 
scenografia, reżyseria światła: Anna Skupień, Katarzyna Szczurowska 
kostiumy: Monika Onoszkoruch sceniczny: Anna Gryszkówna 
Zespół muzyczny w składzie:
Andrzej Perkman – instrumenty klawiszowe, gitara
Bartosz Tkacz – saksofony
Wojciech Gumiński – kontrabas, gitara basowa
Jakub Kinsner (wystąpi w przedstawieniach czerwcowych) / Bartosz Mikołaj Nazaruk (wystąpi w przedstawieniach majowych) – perkusja

http://www.marcinprzybylski.pl/index.php/teatr/135-2014-x-fortepian-pijany

0 komentarze:

Publikowanie komentarza