wtorek, 24 października 2017

NANCY.WYWIAD NOWY TEATR


NANCY.WYWIAD łączy muzykę, taniec, śpiew. Paradoksalnie zawiera śladowe ilości tekstu. Oparty jest na improwizacji. To mariaż teatru, tańca i performansu. W związku z tym każde przedstawienie jest trochę inne. Prawdziwa historia tragicznie zakończonej miłości, a może tylko romansu, prostej dziewczyny, byłej striptizerki, Nancy Spungen, z  gwiazdą rocka, frontmanem i basistą SEX PISTOLS, Sidem Viciousem, pusta przestrzeń sceny, ujęcia z kamery, kostiumy, piosenki i muzyka wykonywana na żywo jest wystarczającym  kontekstem dla choreografii Claude’a Bardouila, głównej narratorki przekazu.  Tak, to ona opowiada, ilustruje, krzyczy. Pozawerbalnie.

Układ choreograficzny, swoisty taniec ciał Magdaleny Popławskiej i Claude’a Bardouila tworzy na naszych oczach zaklęty w dramatycznie siłowej, brutalnej dynamice klimat, napięcie, nastrój. Emocjonalny, energetyczny, nieoczywisty. Jedno ciało drugie ustawia, przekłada, zmienia, podporządkowuje. Podbija. Ulega. Kocha lub gwałci. Dopasowuje, mocuje, walczy. Zdobywa. Nie bez oporu. Nie bez przemocy, gwałtowności, okrucieństwa. W splątaniu, pomieszaniu, zwarciu gestów, ruchów, mimiki. W jakiejś niecierpliwości, nieumiejętności wyrażenia uczuć. Z kodą śmierci. Nie tylko kulminacja poszczególnych układów i całości przekazu jest tu najważniejsza ale właśnie ten proces kształtujący. Na efekt końcowy składają się te drobne, uwidocznione zmiany, ustawiania, zapasy Nancy i Sida. Próba sił kobiety i mężczyzny, fizycznie uwidocznione zmierzenie się anybohaterki z super bohaterem. Obserwujemy w jaki sposób kształtują się, jaki mają charakter  relacje, uczucia bardzo młodej, nieznanej nikomu dziewczyny i gwiazdy punk rocka. To ciała zdradzają nam  najwięcej, ich mowa najmocniej działa na naszą wrażliwość, wyobraźnię. Ciało, jego uroda, siła i młodość przecież jest tak ważne w naszych nowych wspaniałych czasach. Może dlatego to ono wizualizuje najcelniej wywiad z Nancy. 

Artyści zauważyli, że historia Nancy i Sida może być współczesną, punk rockową wariacją ROMEA I JULII Williama Shakespeare'a. Chodziło im o stworzenie uniwersalnego obrazu życia na krawędzi.  Gwałtowna miłość, szalone, zwariowane życie młodych ludzi, podkręcane coraz to większą dawką heroiny, przerwane gwałtowną śmiercią bohaterów fascynuje kolejne pokolenia/Nancy śmiertelnie raniona przez Sida nożem, on przedawkował, świętując uwolnienie od zarzutów/. I choć spektakl nawiązuje do atmosfery USA lat 70-tych ubiegłego wieku, to dotyczyć może każdego miejsca i czasu. 




NANCY.WYWIAD
reżyseria i choreografia: Claude Bardouil
scenografia: Nicolas Grospierre, Olga Mokrzycka-Grospierre
kostiumy: Aleksandra Laska
identyfikacja graficzna na podstawie fotografii Nicolasa Grospierre'a
muzyka: Paweł Andryszczyk, Adam Walicki
reżyseria świateł: Katarzyna Łuszczyk
wideo, inspicjent: Łukasz Jóźków
charakteryzacja: Monika Kaleta
asystent reżysera: Adam Kasjaniuk

wykonanie: Magdalena Popławska i Claude Bardouil


zdjęcie 2: Marta Rybicka

czwartek, 19 października 2017

W MROCZNYM MROCZNYM DOMU TEATR NARODOWY


W MROCZNYM MROCZNYM DOMY,  gdzie panuje przemoc, rządzi alkohol, nie ma miłości, brakuje troski, pozytywnego wzorca, nie można liczyć na wsparcie, pomoc, zrozumienie dzieci pozostawione są same sobie, muszą dawać sobie radę same. I wpadają w jeszcze okrutniejszą, bardziej perfidną pułapkę. Przekonują się o tym, że świat cały jest mrocznym mrocznym domem. I nie ma dokąd uciec. Nie ma szansy na zmianę. Dom zły generuje złe wychowanie. Jeszcze gorsze życie. Całkowicie zasłania horyzont szczęścia, radości, normalności. Bo wszystko co się wyniesie z domu może tylko się rozwijać, coraz mocniej wrastać w bieżącą rzeczywistość. Mrok rośnie i gęstnieje.

Terrego/Grzegorz Małecki/ i Drew /Marcin Przybylski/ poznajemy już jako dorosłe osoby. Ale trauma wykorzystywania seksualnego przez przyjaciela rodziny w dzieciństwie odcisnęła piętno, niszczy ich dorosłe życie. Całkowicie wypacza, paraliżuje, nie daje spokoju. Jest ciągle obecna. Obserwujemy dwie różne osobowości, charaktery, życiorysy. I tą samą przyczynę skazy dziecinnego, infantylnego, szalonego Drew używającego młodzieżowego slangu i wycofanego, nerwowego, tajemniczo zamkniętego w sobie Terrego. Dom z dzieciństwa nie był w stanie im pomóc, teraz Terry ratuje brata, mimo że widzi manipulacje, kłamstwa Drew.

Spektakl z minimalistyczną scenografią: ścianą wysokiej zielonej winorośli, która przybliża się ze sceny na scenę i niestabilny grunt żwiru ogrodowego hałasujący przy każdym kroku, buduje atmosferę  otwartości, komfortu ale i nastrój zagrożenia, klinczu. To ziemia niczyja. Jedyna przyjaźnie wyglądająca przestrzeń, na której mogą spotykać się bohaterowie i w ogóle ze sobą rozmawiać.  W ich kontakcie wyczuwa się mroczne, niebezpieczne napięcie. Jakby obaj walczyli o przeżycie: Terry widzi je w zrozumieniu, akceptacji brata, w prawdzie a Drew samolubnie w wybrnięciu z opresji, którą sam sobie nie po raz pierwszy i prawdopodobnie nie ostatni zafundował. Wyraźnie widać, że mają przetrącone kręgosłupy emocjonalne. Obaj starają się markować swoim zachowaniem, odruchami, maskami prawdę o sobie. Ciągle nie są ufni, z trudem otwierają się jeden na drugiego. Jak zupełnie obcy sobie ludzie. Jak tonący chwytający się brzytwy.

I ta gra, jaka się toczy między braćmi, jest fascynująca. Charakteryzuje ich osobowości, bardzo trudne relacje. Pokazuje samotność, ciągłą walkę ze wspomnieniami, ze skutkami przeszłości i to , że ten mroczny mroczny dom w nich nadal rośnie i przytłacza, pożera każde pojawiające się światło nadziei i zmiany a prawdziwa bliskość, mimo szczerości, otwartości wyznań, solenności przyrzeczeń, jest nieosiągalna, jest niemożliwa, pozostanie utopią. Cud się nie dokona. Wszystko pozostanie jak było.

Spektakl ogląda się jak triller psychologiczny. Jego wymowa jest przejmująca dzięki wybitnemu aktorstwu Grzegorza Małeckiego. Trzeba doświadczyć samemu, co aktor robi z rolą Terrego, jak ją konsekwentnie, wiarygodnie prowadzi, by móc docenić jego talent i pomysł na wyrażenie trudnych stanów emocjonalnych jego bohatera. To napięcie na styku rozumienia siebie, innych i świadomości do czego jest  zdolny. Walka z powściąganą z trudem furią. Te stany nerwowości maskowane bardzo subtelnymi gestami rąk, mimiką twarzy. Reakcje ciała. Ta posągowa niemal statyka postawy, którą siłą woli powstrzymuje przed gwałtownością charakteru. I głos, ilustrujący skomplikowany krajobraz wewnętrzny. Wyciszenia, pauzy, wahania będące przykrywką obawy wybuchu emocji, przeżywanego przez bohatera bólu. Piękna rola, decydująca o sukcesie ważnego spektaklu.



W MROCZNYM MROCZNYM DOMU 
Neil LaBute

reżyseria: Grażyna Kania
scenografia: Stephan Testi
muzyka: Dominik Strycharski
reżyseria światła: Mirosław Poznański

występują: Marcin Przybylski, Grzegorz Małecki, Milena Suszyńska

premiera: 2.06.2012, Scena Studio, 
spektakl dla widzów dorosłych

zdjęcie Milenki Suszyńskiej

BIBLIA.RDZ.1-11 NOWY TEATR CENTRALA


Michał Zadara w spektaklu/performansie/happeningu BIBLIA.RDZ.1-11, zaprasza jego uczestników, dzieci i dorosłych, aktorów i widzów  do kreacji, do wspólnego stwarzania świata. Malowania horyzontu teatralnego, obrazu, który jest dziełem zbiorowym. Wyzwala spontaniczność,  radość tworzenia. Daje poczuć satysfakcję z zaskakującego efektu pracy-ogromnego, kolorowego, abstrakcyjnego obrazu. I jest to bardzo piękna, mądra  lekcja, przy okazji świetna zabawa. Uwalniająca wyobraźnię. Precyzyjnie przemyślana, sprytnie kontrolowana, skutecznie przeprowadzona.

Na początku rządzi chaos. Spotkanie zaczyna się od wspólnego malowania. Każdy w swojej grupie, na papierze/terytorium zaznacza pod dyktando aktora określone kreski, kropki, figury, plamy. Powstaje zbiór indywidualnych malunków. Każdy zawierając to samo, wygląda zupełnie inaczej. Następnie łączone są te grupowe dzieła w jeden olbrzymi obraz, który dalej jest malowany, uzupełniany, przerabiany przez wszystkich. Zawieszony wysoko pod powałą teatru, spływa farbą, sam siebie jeszcze zmieniając. Tak połączony kanon, indywidualizm i przypadek tworzy dzieło. Bóg uporządkował chaos sam jeden ale zajęło mu to siedem dni. W teatrze akt stwarzania trwał może niecałe pół godziny, ale uczestniczyli w nim zgodnie wszyscy.

Będzie jeszcze można obserwować opowieść o Adamie i Ewie, o drzewie dobrego i złego/pomysłowa, prosta, metalowa instalacja/, złamaniu przymierza człowieka z Bogiem /świetny wąż, który tworzą dzieci/i wygnaniu z raju, jako konsekwencji grzechu pierworodnego. Budowa wieży Babel. Przedstawiona zostanie prosto historia Kaina i Abla i pierwszego morderstwa, gdy brat zabił brata. Przeżyją też wszyscy wielki potop z ratowaniem zwierząt/maskotki/ i ludzi, z trudem rozpoznają samego Pana Boga, którego gra tu 12- letnia dziewczynka, Julia Leszkiewicz. Nic nie jest straszne, złe czy okrutne. Raczej dowcipne, Może odrobinę zaskakujące.

Zadara teatralną formą, dziecięcym językiem, w sposób prosty i jasny, odwołując się do intuicji i emocji, opowiada biblijną historię o kształtowaniu się relacji ludzi i Boga. Pokazuje jak poprzez sztukę, w formie niezobowiązującej nauki, bezpośredniego doświadczenia, beztroskiej zabawy można wspólnie poznawać i tworzyć rzeczywistość. W procesie tym chętnie uczestniczą: widzowie duzi i mali, zarówno zaangażowane do spektaklu dzieci, jak i zawodowi aktorzy: Paulina Holtz, Robert Koszucki i Barbara Wysocka, którzy są  animatorami, przewodnikami po tej stwarzanej na bieżąco rzeczywistości.

Udało się artystom zainteresować najmłodszych, najtrudniejszych, najbardziej wymagających widzów. Zachęcić do podporządkowania się rygorowi spektaklu. Przykuć ich uwagę. Okiełznać ich żywiołowość. Zaciekawić.  Spowodować zdziwienie, sprowokować oczekiwanie, wywołać uśmiech na twarzach. Namówić do działania. Bez oporu dzieci uczestniczyły w spektaklu, z uwagą słuchały. Poruszano przecież bardzo trudne, tajemnicze tematy. Nie wszystkim znane. Opowieści przebiegły gładko. Dały dzieciom dużo frajdy, przyjemności. Sprawiły, że czuły się swobodnie, naturalnie. Stymulowane, zachęcane, w końcu z własnej, nieprzymuszonej woli skupiły się na oswajaniu biblijnego, teatralnego i rzeczywistego świata. Sztuka w tym bardzo pomaga. Bardzo angażuje, pozwala być w środku zdarzeń. Pozytywnie, energetycznie nastraja.

Po spektaklu widzowie duzi i mali wyszli zadowoleni, pełni wrażeń. Wracali w doskonałym humorze do domu. W grudniu Michał Zadara wyreżyseruje kolejną część tryptyku Księgi Rodzaju, w nowym roku ostatnią. Będzie więc po co wracać do teatru. Miejmy nadzieję, że po nową przygodę, interesującą naukę, wspaniałą zabawę.

BIBLIA.RDZ.1-11

Reżyseria: Michał Zadara
Scenografia: Robert Rumas
Muzyka: Jan Duszyński
Światła: Artur Sienicki
Asystentki reżysera: Michalina Żemła, Iga Dzięgielewska

Obsada: Paulina Holtz, Robert Koszucki, Julia Leszkiewicz, Barbara Wysocka.


Biblia: Księga Rodzaju 1-50, koprodukcja Nowego Teatru i Centrali, trzy spektakle dla ludzi wszystkich wyznań w wieku od 6 lat.


zdjęcie górne: Krzysztof Bieliński
zdjęcie dolne: Paulina Holtz

środa, 18 października 2017

JEDEN GEST NOWY TEATR


JEDEN GEST to spektakl surowy, kameralny, skromny a jednak głęboko poruszający. Dzięki niemu widzowie spotykają się z czterema  migającymi osobami, zwykłymi ludźmi z dysfunkcją słuchu. Marta Abramczyk, Jolanta Sadłowska, Paweł Sosiński, Adam Stoyanov opowiadają swoje prywatne historie. Mówią o sobie, swoim codziennym życiu pełnym trosk, obaw, zmagań z trudnościami. Walki o możliwość rozwoju, samorealizacji. Ale i o tym, co udało się im osiągnąć. Dzielą się bardzo indywidualnym doświadczaniem świata i ludzi.  Poziom emocji, które ten spektakl generuje jest wysoki. Mocno działa na widza. Decyduje o tym osobisty charakter relacji, mający swe źródło w rzeczywistych, indywidualnych losach, osobowościach, temperamentach opowiadających, prostota bezpośredniego przekazu mowy ciała, specyfika dźwięku, miganie na różne sposoby. Humor, lekkość, intensywność przekazu. Istotne jest też to, że spektakl mówiąc o języku, komunikacji, wykluczeniu i integracji poza konkretnym geograficznym, rasowym lub religijnym kontekstem, porusza ważne zagadnienia natury ogólnej.  Stawia pytania, jak postępujemy ze sobą nawzajem i jak traktujemy to, co jest dla nas obce, inne.

Poznajemy różne języki migowe,  konkretnych ludzi, ich życie. Wystarczy jeden gest, nasz indywidualny gest dobrej woli, by wejść w ten intymny świat człowieka, który zaprasza do kontaktu, współodczuwania. Teatr prowokuje pierwszy wspólny krok ku sobie. Daje szansę. Ten niezwykle zmysłowy przekaz, inny niż u ludzi słyszących, jest szczery, ufny, prawdziwy. Autentyczny. Wzbudza zainteresowanie, empatię. Prowadzi do konstatacji, jak bardzo jesteśmy do siebie podobni, będąc tak różni. Nikt przecież nie jest doskonały a liczy się to, jak sobie z przeciwnościami, ograniczeniami, własną dysfunkcją radzimy. Jak na nią reagujemy. Ile jesteśmy w stanie z siebie dać, by móc się wzajemnie rozumieć. Musimy więc przyznać, że  jesteśmy -ci na scenie i ci na widowni-sobie bliscy. Kogo spotykamy, kogo widzimy? Tak naprawdę, w jakimś głębokim sensie, samych siebie. Tylko w szczególnej wariacji na temat. W innym wcieleniu. W teatralnym przetworzeniu, w artystycznym ujęciu. Z innej perspektywy. Poprzez inne środki, różne sposoby komunikacji. Co pokazuje, jak bardzo ważny jest każdy człowiek w swoim całokształcie, w kontekście, w sposobie wyrażania siebie. Na widowni jesteśmy anonimowi, bezpieczni, ukryci. Na scenie aktorzy się odkrywają, wykonują pierwszy, szczery, ufny gest, dając wskazówkę jak radzić sobie z samym sobą. Ważne jest, by nie być samotnym. Wystarczy zdecydować się. Potrafić przełamać zahamowania, wstyd, lęk przed  drugim, innym, obcym człowiekiem. Zaryzykować.

To nie jest seans terapeutyczny z zacięciem dydaktycznym, choć wiele nowych rzeczy się uczymy. Spotkanie uruchamia tą falę ciepła, energii, optymizmu, która łączy, buduje, pozytywnie nastraja. Zbliża. Niesie otuchę, daje pocieszenie, przyzwala czerpać z tego teatralnego kontaktu siłę. Ośmiela. Czujemy i wiemy, że występujące na scenie osoby pokazały swą choreograficzną mową ciała/wyrazistą mimiką, znaczącym gestem/ jak nie poddawać się słabościom, by odnieść ważne zwycięstwa nad sobą. Aktorzy upubliczniając swoje życiorysy, przeżycia, doświadczenia, sposoby komunikacji, zaprosili widzów do swego świata w sposób naturalny, wyciszony, powściągliwy przez to intensywny, przekonujący, wiarygodny. Interesujący. Pokazali, że warto się komunikować każdym możliwym sposobem, choć jest to trudne. Wymaga czasu, otwartości, uporu, cierpliwości obu stron.

Sztuka zawsze jest nośnikiem informacji, jest próbą komunikacji. Porozumienia. Zrozumienia. Poznania. Nawet jeśli tego nie zakłada, nawet jeśli tego nie chce. W tym wypadku znów zwyciężyła autentyczna, własnym językiem, wrażliwością opowiedziana historia. Odsłoniła  najcelniej wszystko co najważniejsze ukryte między słowami, gestami, działaniami, opowieściami. Wyraźnie, pięknie przemówiła. Połączyła aktorów i widzów.

Marta Abramczyk, występująca w spektaklu, powiedziała: "opowiadamy poprzez sztukę naszą prywatną historię. Ja opowiadam na przykład jak doszło do tego, że jako osoba całkowicie niesłysząca, mająca od niedawna implant słuchowy, mogę dziś mówić. Opowiadam o tym, jak pracowała ze mną moja mama - to dzięki niej mogę mówić swobodnie i poruszać się między światem głuchych i słyszących. Opowiadam też skąd nauczyłam się języka migowego. Takie historie opowiadamy: jak niedosłuch wpływa na nasze życie, jak przez to przebrnęliśmy". 

Obraz mówi więcej niż tysiące słów, teatralny JEDEN GEST również.

JEDEN GEST
reżyseria: Wojciech Ziemilski
scenografia: Wojciech Pustoła
muzyka: Aleksander Żurawski

obsada: Marta Abramczyk, Jolanta Sadłowska, Paweł Sosiński, Adam Stoyanov

"Jeden gest" w reżyserii Wojtek Ziemilski otrzymał główną nagrodę międzynarodowego festiwalu Zürcher Theater Spektakel w Szwajcarii.

wtorek, 17 października 2017

BAL W OPERZE COLLEGIUM NOBILIUM


Teatralny BAL W OPERZE ma filmowy plakat. To stopklatki z intrygująco niepokojącym monochromatycznym portretem zbiorowym młodych, gniewnych, zbuntowanych, wojowniczych a może tylko wykluczonych każdego pokolenia. Reprezentacji anonimowej generacji raz w jaśniejszej, raz w ciemniejszej  tonacji. Krytycznych duchów każdego miejsca, każdego czasu. Przeobrażających świat, powtarzających ciągle ten sam rytuał koniecznej zmiany, która niesie jednak niepokój, groźbę powtarzania tych samych błędów. Jakby wszystko było zakodowane raz na zawsze. Ostatecznie zdjęcie to obraz widmo, którego w spektaklu bezpośrednio w takiej formie nie można zobaczyć. Pojawia się dopiero gdy akcja spektaklu zatrzyma swój niezwykle dynamiczny bieg. Jakby informacja była zakodowana, ukryta w podprogowym przekazie. Celnie oddając jego sens, nastrój.

Znakomity tekst satyryczno-polityczny-celny, lekki, rytmiczny - Juliana Tuwima do inteligentnej, ilustracyjnej  muzyki-podkreślającej a nie miażdżącej znaczenia-  Leszka Możdżera w błyskotliwym opracowaniu choreograficznym budującym wizualne intensywne obrazy w całkowicie adekwatnej formie do całości, w kostiumie wprowadzającym niezbędny dysonans formalny buduje od pierwszych chwil niezwykle dynamiczny, energetyczny spektakl muzyczno-taneczny. Zasługa to też Anny Sroki-Hryń, reżyserki spektaklu, która potrafiła tak zestawić wszelkie elementy artystycznego wyrazu, że w maksymalny sposób wydobyła ich potencjał, nie przerysowując tematycznie, nie szarżując estetycznie.  Dowcip ma potencjał obnażający, obserwacja społeczna, obyczajowa, polityczna  krytyczny, choreografia plastyczny wymiar opisu kontekstu, kostium wprowadza niepokojący dysonans w określeniu pozycji klasowej, ton jest karcący, wypowiedź przyjmuje postać znaczącego ruchu, wyrazistego gestu. Minimalistyczna scenografia daje fory sugestii, wyobraźni. Spektakl ma miejsce w małej, czarnej przestrzeni a jedynymi rekwizytami są białe i czarne krzesła. Całość jest doskonale zrównoważoną kompozycją. Z muzyką wykonywaną na żywo.

Bal w operze-przygotowania, przyjęcie, obraz po- dotyczy prominentnych, bogatych elit ale kolejne jego fazy opowiadane są piosenkami aranżowanymi na ludowo, z perspektywy wykluczonych  z niego uczestników. Wykonywane są przez dziewczyny ubrane w białe bluzki z chustkami ludowymi na szyi i czarne spódnice z dużą falbaną. Chłopaki noszą białe koszule, czarne krawaty i spodnie/korporacyjne białe kołnierzyki/. Nowa generacja młodych gniewnych- ni to ze wsi, ni z miasta- daje wyśpiewany krytyczny opis tych, który rządzą światem, mają wpływy i pieniądze. Im wyżej się wynoszą możni tego świata, tym niższe są ich oceny moralne. Muzyka adekwatnie dostosowuje się do treści, podkreślając jej znaczenie i emocjonalny ładunek. Jest i nowoczesna, i ludowa, i rodzajowa, i typowo możdżerowa. Prosty, czytelny, jasny ale skondensowany w wyrazie ruch sceniczny /np. jadące wozy/ ma  niezwykłą siłę ilustrującą. Staje się celną obok tekstu krytyką trafiającą w istotę rzeczy. Siłą spektaklu jest jego tempo, dynamika, żywiołowość, lekkość, podprogowe, subtelnie wzmacnianie charakterystyki i oceny rzeczywistości, ludzi, społeczności. Co wyzwoliło niezwykłą energię. Nałożyło na przekaz filtr ponadczasowości.

Studenci, obecnie trzeciego roku Akademii Teatralnej w Warszawie, dla których był to egzamin w sezonie 2016/2017, wypadli wspaniale. Mieli szansę zaprezentować się tanecznie oraz wokalnie. Postawiono na zbiorową kreację, choć były też indywidualne popisy. Ich pomysły choreograficzne zostały włączone do spektaklu.  Niezwykłe tempo wymagało dużej kondycji, sprawności, koordynacji. Zgrania. Udało się. Brawo!!

Dlaczego nie piszę o tym, że tekst śpiewany, wytańczony, na tak wiele sposobów ilustrowany nie zawsze jest zrozumiały? Bo nie rozumiem braku reakcji pedagogów, twórców, tych wszystkich, którzy przecież przede mną ten spektakl oglądali. Na pewno byłby ten minus na plus przerobiony. Ważna jest oczywiście koncepcja kompozycji całości, materiał, z którego się kraje i wykonawcy, ich dyspozycja, talent i przygotowanie będące owocem ciężkiej pracy. Było warto. Bo nie liczy się tylko intencja, konieczność zaliczenia zajęć, krew i łzy pracy nad spektaklem ale i wypadkowy efekt końcowy, który stanowi satysfakcję nie tylko dla samych studentów, pedagogów, artystów ale i dla publiczności. Działanie sztuki, całokształt wysiłków ma ogromne znaczenie. A tu nie obyło się bez bisów, owacjom nie było końca. A to znaczy, że decyzja władz uczelni, by spektakl ten pokazać widzom w kolejnym sezonie, była słuszna. Nie przegapcie. Nie zapomnijcie o BALU W OPERZE. Będziecie świetnie się bawić. Powodzenia:)

BAL W OPERZE    Julian Tuwim
reżyseria: Anna Sroka-Hryń
muzyka: Leszek Możdżer
kierownictwo muzyczne: Mateusz Dębski
światło: Piotr Hryń
opieka artystyczna: Ryszard Peryt

występują:
Aleksandra Boroń
Kamila Brodacka
Katarzyna Gałązka
Małgorzata Kozłowska
Monika Szwajnos
Mateusz Burdach
Marcin Franc
Aleksander Kaźmierczak
Jakub Kordas
Konrad Szymański

zespół muzyczny:
Mateusz Dębski – fortepian
Łukasz Borowiecki / Piotr Domagalski / Piotr Filipowicz – gitara basowa
Grzegorz Masłowski / Jakub Szydło – perkusja

konsultacja akustyczna: Miro Bestecki

Spektakl warsztatowy studentów II roku WA.

premiera: 7 listopada 2016