sobota, 3 sierpnia 2024

SKOK WZWYŻ TEATR DRAMATYCZNY W WARSZAWIE

 

Któż nie marzy o tym, by oderwać się od ziemi, od trosk, porażek, upadków i poszybować w lepsze życie? Spektakl SKOK WZWYŻ Teatru Dramatycznego w Warszawie dowodzi z przedstawionych prawdziwych historii Hanki i Ewy, że ci, którzy dostrzegają szansę zmiany.  Jeśli nie dla siebie, bo ponieśli klęskę, to dla swoich dzieci. By miały łatwiejszy start, by nie powtórzyły błędów rodziców, by wiedziały, że talent to nie wszystko, bo ważny jest też charakter, który można hartować jak stal. I że trzeba być gotowym, by wykorzystywać okazję jaką daje los, bo wiadomo, że szczęście na pstrym koniu jeździ- przemyka niepostrzeżenie lub nie pojawia się wcale.

Wojtek Rodak, reżyser spektaklu, wraz z Szymonem Adamczakiem, autorem scenariusza i dramaturgiem, opierając się na powieści Macieja Jakubowiaka HANKA.OPOWIEŚĆ O AWANSIE i wykorzystując fragmenty historii Ewy Błasiak, która wystąpiła w tym projekcie, choć nie jest aktorką profesjonalną, stworzyli teatralny obraz o tym, że awans społeczny, nawet ten cichy, niepozorny, osobisty jest możliwy, podobnie jak spełnienie marzeń. Połączenie losów Hanki i Ewy, które się nie znały, i nawiązanie do życiorysu babci autora w znaczący sposób uwiarygodniło obraz kobiet, których życie nie oszczędzało. Ich próby zmiany stereotypu córki, matki, żony, który formatował a priori ich status społeczny, napotykały na wiele przeszkód. Płeć żeńska musiała podporządkować się patriarchatowi i dlatego awans oraz związana z nim wolność w decydowaniu o sobie, wydawały się niemożliwe. Brak właściwego wykształcenia, zabezpieczenia finansowego, określonej pozycji społecznej, samoświadomości (zwłaszcza w młodym wieku), szerokiego dostępu do informacji, nowoczesnego szkolenia zawodowego, małżeństwo i wychowywanie dzieci ograniczały rozwój i sukcesy kobiet. Szczęście sprzyjało tylko nielicznym. Czasem talent, na przykład talent sportowy Hanki, był tym światełkiem w mroku, impulsem, który mógł spowodować przełom w jej życiu. 

Bohaterowie spektaklu starają się przezwyciężyć ograniczenia, ale nie każda próba, jak to w życiu bywa, kończyła się sukcesem. Częściej- bardziej lub mniej spektakularnym upadkiem. Jednak nie poddawali się. W sztafecie pokoleń każda kolejna generacja osiągała więcej niż poprzednia. Babcia ukończyła dwie klasy, matka zdała za drugim razem maturę a jej syn obronił doktorat i pisał książki. Każdy miał coraz większe aspiracje, ambicje i możliwości, by wykorzystać swoją szansę, by zrealizować choćby minimalny plan.  Los każdej z tych osób dowodzi, że zawsze należy mieć nadzieję, przepracowywać upadki, by się z nich podnosić i móc walczyć dalej, cieszyć się najmniejszym sukcesem, bo z osobistego punktu widzenia ma on często wymiar olimpijski. Dziedzictwo nie zamyka się tylko w ich historii ale dotyka też współczesności, rodzi nadzieję, że zaowocuje w przyszłości.

Dlatego scenografia Zuzy Galińskiej to sala gimnastyczna- z zapleczem, z różnymi przyrządami do ćwiczeń, z bieżnią,  ale i miękkimi materacami, by upadek nie zniechęcał, nie był zbyt bolesny. Aktorzy i widzowie stanowią naturalną jedność. Znajdują się właściwie w metaforycznym świecie, w którym wszyscy się uczą, ćwiczą, sprawdzają. Poznają własne możliwości, talenty, a  także ograniczenia, które chcą przekraczać. Dlatego aktorzy są w nieustannym ruchu, cały czas ćwiczą, próbują osiągać coraz lepsze wyniki. Sport testuje ale i hartuje. Uodparnia. Niemałą rolę w sukcesie czytelności tego przesłania spektaklu odgrywa więc choreografia Agnieszki Kryst. Układy ruchowe są mocniejsze od słów, szczególnie ćwiczenia, biegi, skoki wzwyż Hanki i jej syna(ważna, mocna scena), itd. Przejmujący jest epizod depresji Hanki, grany na stosie materacy-kanapie przez Ewę Błasiak. Stapiają się w nim obie, pokazując bezsilność, załamanie, cierpienie.  Kryzys, z którego Hanka się nie podniosła, a Ewa odbiła spokojnie wzlatując wzwyż(skończyła studia, obroniła doktorat, spełniła marzenie występując w tej teatralnej sztuce). Hanka spełniła się jako sportowiec o niewykorzystanym w pełni potencjale(skakała wzwyż przez 15 lat), wychowała i wykształciła dzieci ale spektakularnego sukcesu nie osiągnęła. Zarówno Hanka, jak i Ewa stają się w tym kontekście archetypem kobiety, która nie może liczyć na niczyją pomoc (ani matki czy ojca, ani organizacji sportowej, ani męża) a wie, że ma talent, by osiągnąć wiele-pchnąć swój świat do przodu, ku lepszej przyszłości. 

W gruncie rzeczy spektakl dotyczy okoliczności, ograniczeń i możliwości awansu społecznego. Jest aktem dziękczynnym wobec najbliższych, którzy ciężką pracą, wyrzeczeniami wspierają zapał swoich dzieci, by miały życie  lepsze niż ich. Jedni motywowali, dyscyplinowali je, by nie ustawały w wysiłkach mających doprowadzić do sukcesu(jak Hanka syna podczas obierania ziemniaków), inni chcieli, by wchodziły w wypracowane przez przeszłe pokolenia koleiny (jak matka Hanki, gdy chce ją uczyć gotowania, by została w domu, bo tu jest miejsce kobiety). 

Ze spektaklu wychodzi się z poczuciem, że marzenia o lepszym życiu ostatecznie mogą się spełnić. Ważne jest, by się nie poddawać,  by wykorzystywać każdą szansę, która przybliża do celu. Tak naprawdę chodzi o przezwyciężanie trudności, o znajdowanie siły, by móc podnieść się po każdej porażce i bez względu na wszystko próbować dalej. I nie ma tu mowy o wyniku olimpijskim, ale nawet o najmniejszym postępie, który ma wymiar osobistego zwycięstwa. Takie historie jak Hanki i Ewy znane są każdemu. Sztafeta nigdy się nie kończy, bo może człowiek nie lubi walczyć, za to pragnie zwyciężać. Tęskni za tym mocno uzależniającym poczuciem satysfakcji, że się udało. Że można więcej, lepiej, wyżej. Jak Dedala lot ku słońcu. 

Opowieść sceniczna, choć uporządkowana chronologicznie i logicznie za sprawą dobrze napisanego scenariusza i ciekawej dramaturgii Szymona Adamczaka, mocno osadzona w kontekstach historycznych dzięki kostiumom Rafała Domagały, sprawnie zagrana z wyróżniającą się Martą Ojrzyńską i znaczącą obecnością Ewy Błasiak jest chropowata, gorzka, trudna. Zadaje podskórnie wiele bólu, ma smak rozczarowania, daje niekomfortowe poczucie zawodu, niespełnienia, splątania. Niedosytu. Odnosi się wrażenie, że wszystko poszło nie tak lub wydarzyło się za późno, a bohaterki, choć mogły, nie osiągnęły tego, czego pragnęły we właściwym wymiarze i czasie. Można powiedzieć, że to samo życie naznaczone znojem wykuwania niezależności i walką o siebie i dzieci.  Bez spektakularnych uniesień, doznań, wzlotów. Może ma więc sens podsumowująca życie matki perspektywa syna? Wiele wnosi. Pokazuje, że warto zanurkować głęboko w przeszłość najbliższych, by móc odbić się i wysoko skoczyć wzwyż. Docenić ich wysiłek, troskę i miłość. Poczuć czułą bliskość. Poświęcenie. Ale proszę przekonać się osobiście. Teatr czeka. Powodzenia.:)


SKOK WZWYŻ


Reżyseria: Wojtek Rodak
Scenariusz i dramaturgia: Szymon Adamczak
Choreografia: Agnieszka Kryst
Scenografia: Zuza Golińska
Współpraca scenograficzna: Gosia Machaj
Kostiumy: Rafał Domagała
Dźwięk: Justyna Stasiowska
Reżyseria światła: Jacqueline Sobiczewski
Asystentka kostiumografa: Alicja Konarska
Inspicjent/sufler: Radosław Duda
Kierowniczki produkcji: Małgorzata Basińska, Olga Stefańska

Obsada:

Waldemar Barwiński
Marta Ojrzyńska
Helena Urbańska
Marcin Wojciechowski
Ewa Błasiak (gościnnie)

Fot. Karolina Jóźwiak

piątek, 26 lipca 2024

ZWIĄZEK OTWARTY TEATR POLONIA

 


Spektakl ZWIĄZEK OTWARTY Teatru Polonia, wyreżyserowany z absolutną maestrią przez matkę i córkę, Krystynę Jandę i Marię Seweryn, to rasowa farsa, pełna wnikliwych obserwacji i mądrości życiowych dotyczących skutków decyzji pary małżeńskiej, która eksperymentuje na polu seksualnej swobody i otwartości. W kontekście włoskich klimatów (autorzy, widok z okna, muzyka) choć w letnim warszawskim anturażu(Plac Konstytucji).

Sztuka zagrana temperamentnie przez Weronikę Nockowską i Otara Saralidze w niesłychanie dynamicznym tempie, z zaskakującymi dramatyczno-satyrycznymi zwrotami akcji nie pozwala widzom odetchnąć ani na chwilę. Wciąga ich bez reszty. Fascynuje, bo przeglądają się w niej jak w lustrze. Wszystkie perypetie bohaterów, ich postawy i status, role społeczne są im doskonale znane. Mężczyzna, bóg- mąż, decyduje i egzekwuje, a kobieta zgadza się na wszystko, podporządkowuje się i nie zgłasza sprzeciwu. Z całego pakietu uczuć Barbara może liczyć tylko na szacunek męża, ale trzeba podkreślić, że deklarowany szacunek, bo mąż nie słucha, co ma mu żona do powiedzenia i nie stara się jej zrozumieć.  Im bardziej jest zdesperowana, samotna, bezpośrednia w komunikowaniu, co naprawdę czuje,  tym gorzej on to znosi, okazuje zniecierpliwienie i niechęć. Im bardziej się przed nim otwiera, tym szczelniej się on przed nią zamyka w akompaniamencie niewybrednych kpin, coraz śmielszych szyderstw. Ale ze swoich podbojów jest dumny, wręcz chełpi się nimi. To prymitywny narcyz-playboy, ale jakże sympatyczny, uroczy, rozbrajający! Ona ma być jego słuchaczką, jego fanką. Pozbawiony empatii, traktuje Barbarę protekcjonalnie, dowcipkuje, gdy doprowadzona do ostateczności grozi samobójstwem. Jest niby czuły, niby troskliwy ale tak naprawdę lekceważący i ironiczny. Rozbawiony i wpatrzony w siebie ignoruje jej próby zbliżenia się do niego, ratowania związku. 

Sztuka demaskuje hipokryzję koncepcji otwartego związku, który dopuszcza intymne relacje pozamałżeńskie. Bo jest możliwy i akceptowany tylko wtedy, gdy mężczyzna z niego korzysta. Zdradzać może tylko on - pan i władca. Ona musi być zawsze oddana i wierna, bo inaczej samiec alfa zadba- arogancko, brutalnie, bezdusznie-by wszystko pozostało jak wcześniej(wyeliminuje absztyfikanta, upokorzy żonę). Kobieta stanowi niezbędny element jego terytorium. Podbija wątpliwą wartość jego przygód. Żona jest trofeum, które zdobył i porzucił, ale nadal posiada na wyłączność. Taki układ.

Aktorzy są cudowni i świetnie sobie radzą w warunkach zgiełku ulicznego, agresywnych odgłosów miasta (odjeżdżający z parkingu obok sceny motocykl jest jakby dodatkowym komponentem sztuki).  Ogrywają skomplikowany układ partnerski z perfekcyjną lekkością, wręcz nonszalancją. Swym temperamentem rozniecają małżeńskie piekiełko, zagęszczają eskalującą atmosferę ostrej walki o siebie w otwartym związku. Miotają się rozsadzając miniaturowe domowe wnętrze z oknem, tandetnymi żółtymi tapetami, kanapą w centrum i nadmiarem drzwi po obu jej stronach, które umożliwiają wejścia (wtargnięcie, atak)-wyjścia (ucieczka, impas). Klaustrofobiczna scenografia i komunikujące status postaci kostiumy Krystyny Jandy (on - ciemny garnitur, granatowa/fioletowa koszula, czerwony szalik, takież buty, ona-kusy szlafrok, czarne szpilki, później mała czarna, koktajlowa sukienka) perfekcyjnie podkreślają ich osobowości. Znaczące jest też to, że on jest osobą bez imienia, archetypem zaborczej, puszącej się agresywnie, bezwstydnie męskości, a żona Barbara jego własnością. 

Dario Fo (literacki Nobel 1997) i jego żona Franca Rame napisali  rozbrajająco uczciwy i szczery, zabawny i bezpretensjonalny tekst o nowoczesnym związku, w którym połączeni przysięgą małżonkowie ponieśli klęskę w swym dążeniu do odzyskania wolności. Początkowo każde z nich chce zwrócić na siebie uwagę, nawiązać kontakt, by poinformować partnera, co myśli i czuje, czego pragnie, za czym tęskni. Nie znajdując wsparcia a nawet uwagi, oboje eskalują swoje zachowanie, by sprowokować  oczekiwaną reakcję. Jednak na nic się to zdaje. Wszystko osuwa się w banał i doprowadza do pewności, że nawet przyzwolenie na pełną wolność, czyli otwarcie związku, nie uratuje go. Nic nie zmieni. Miłości już nie ma i nie będzie. Związek bez niej jest tylko wyniszczającą wojną. Zakończenie pomysłowo zainscenizowane, to sceniczny majstersztyk. Nie zdradzę nic więcej. Jedynie to, że owacjom nie było końca. Przy okazji, a takich zapewne nie zabraknie, bo spektakl jest grany w plenerze od 2012 roku, obejrzyjcie go, a przekonacie się sami, że jest naprawdę dobry. To emocjonalny rollercoaster.  Trwa tylko godzinę. Wstęp jest wolny. Powodzenia:)


ZWIĄZEK OTWARTY FRANCA RAME I DARIO FO

Reżyseria: Krystyna Janda i Maria Seweryn
Scenografia i kostiumy: Krystyna Janda
Asystent scenografa: Małgorzata Domańska
Producent wykonawczy: Ewa Ratkowska

Obsada:
Weronika Nockowska, Otar Saralidze

sobota, 20 lipca 2024

ZA DUŻO WSZYSTKIEGO TR WARSZAWA

 


Spektakl ZA DUŻO WSZYSTKIEGO TR Warszawa mówi o współczesnym życiu. O nadmiarze kuszących ludzi dóbr i rosnących obciążeniach, przeroście ambicji, wzroście oczekiwań, wzmagającym pędzie, by osiągnąć więcej i więcej, a najlepiej naraz mieć wszystko.  To chciejstwo dorównania poziomowi życia na Zachodzie, wiążące się z koniecznością nadrabiania wszelkich deficytów, będących wynikiem kompleksów, niskiej samooceny, chęci sprawdzenia siebie to trend naszych czasów, który formatuje życie zarówno prywatne, jak i zawodowe. Michał Buszewicz,  autor i reżyser,  zaprasza widzów do korporacyjnego piekła, którego płomień zasila wieczne nienasycenie,  bulimiczna konsumpcja, pragnienie słodkiego, miłego, dostatniego życia, posiadanie ciekawej pracy, która tworzy fatamorganę szansy rozwoju, spełnienia obietnic i marzeń, zaspokojenia potrzeb. W takim systemie każdy chce być najlepszy i najważniejszy a walcząc o to przestaje być sobą, bo zmuszony jest tłumić to, kim jest naprawdę. Dokonuje się więc gwałt na naturze człowieka, którym się manipuluje, tworząc w jego otoczeniu fikcyjny, pozornie bezpieczny a w istocie obcy i wyniszczający go świat. 

Michał Buszewicz podchodzi do tematu poważnie ale nie rezygnuje z łagodności, troski i czułości przejawiającej się w tym jak przedstawia swoich bohaterów. Sygnalizuje to ich indywidualnym, kolorowym kostiumem, poczuciem humoru, pastelowymi barwami prawie pustej przestrzeni, co ma być kamuflażem czy antidotum na doświadczane zło systemu pracy, który bezdusznie, metodycznie, bezwzględnie doprowadza do przeciążenia psychicznego, wyczerpania fizycznego, wypalenia zawodowego. Praca ponad siły udziwnia osobowości, psuje stosunki międzyludzkie. Pozbawia radości życia, etycznych hamulców. Funduje obsesje, psychozy, lęki(fantastyczna rola zafiksowanego pracoholika Dobromira Dymeckiego, która i wzrusza, i przeraża).  

Dziecięcy charakter kolorowego kontekstu (scenografia i kostiumy Dorisa Nawrota, choreografia Katarzyny Sikory) i języka(nazwy stanowisk pracy) sugeruje, że pracownicy - wyłącznie młodzi, zwarci i gotowi na wyzwania - są dopiero na początku drogi życiowej, właśnie startują w wyścigu korporacyjnych szczurów pod niewidocznym ale niezwykle skutecznym monitoringiem (samodyscyplina, pracownicy nadzorują pracowników, wirtualny szef - aniołek kontroluje swoich podwładnych). Wszystko jeszcze przed nimi. Ale obciążeni ponad wszelką miarę obowiązkami, różnymi zadaniami, poddani wszechstronnej inwigilacji: raporty, monitoring, itd.- szarżują i przeginają. Ostra selekcja, wymuszone zaangażowanie, przemęczenie powoduje, że nie zauważają, w którym momencie są uprzedmiotawiani. Metodyczny, bezduszny, podstępny wyzysk usypia ich czujność. Nie sposób zatrzymać się, pomyśleć, zmienić pracę. Pstrokata, lekka, patchworkowa forma przedstawienia maskuje brutalną treść prozy życia. Daje pozór dystansu, poczucia bezpieczeństwa, usprawiedliwienia. Łagodzi stany krytyczne, ostre zapaści. Kamufluje, że jest źle a może być jeszcze gorzej. W gruncie rzeczy Buszewicz pokazuje świat niewolniczej pracy ponad możliwości, wyniszczający, ubezwłasnowolniający. Taki, jak go się ocenia obserwując z zewnątrz(fajna, atrakcyjna, bo dobrze płatna w dużej firmie nie praca a zabawa-np. walka na miecze) i taki, jaki jest w istocie("opiekuńczy", "zatroskany", "przyjazny" kapitalista, super szef - wirtualny, jak na wideo Michała Dobruckiego rozbrajający Adam Woronowicz -ekstremalnie manipuluje pracownikiem w rozmowie o średniactwie).  Sztuka demaskuje, obnaża w tonacji infantylnej formy potęgę destrukcyjnej siłę systemu pracy, który udziwnia, wyniszcza, dezorientuje jednostkę uwięzioną w jego trybach(procedury, motywacje, cele, wydajność, itd.).  

Już początek spektaklu jest symptomatyczny. Wygląda na prowokację, bo przez 10 minut wszyscy czekają na spóźniającego się aktora i nic poza tym się nie dzieje, ale to zapowiedź tytułowego nadmiaru, tu straconego czasu, który męczy, zmusza do cierpliwości, trwania w niepewności, sprawdza gotowość podejmowania ryzyka(zostać czy wyjść). Dalej jest podobnie. Aktorzy bez trudu wchodzą w swoje niełatwe role, grają postaci na pozór jednoznaczne, mocno uwikłane w system, który wymaga od nich pełnego zaangażowania niszczącego wzajemne relacje, życie rodzinne, zdrowie (fizyczne, psychiczne, emocjonalne), niepostrzeżenie programującego ich mentalności, tworzącego z ludzi uległe awatary błądzące w labiryncie bez możliwości wyjścia, stymulowane przez impulsy motywacji do granicznego wysiłku, bezdyskusyjnej dyspozycyjności, bezwzględnego podporządkowania. W tym spektaklu jest cała groza -przyczyna i skutek- korporacyjnego wyzysku i narzucanego stylu życia- przeniesiona z realu do teatru (np. przemęczony pracownik ukrywa się w kartonie, by choć przez chwilę odpocząć czy nawet pospać). 

Michał Buszewicz idzie w komedię przenicowaną tragedią.  W grę asocjacji. Mówi o tym, że egzystując w świecie korporacji, która wkracza we wszystkie obszary życia, można się zatracić, pogubić, wpaść w pułapkę. Uświadamia, że mając przez dekady za mało wszystkiego(stygmatyzująca spuścizna PRL-u) można popaść w drugą skrajność, a człowiek na głodzie- młody, ambitny, z potrzebami- dzisiaj chce dużo, bardzo dużo, coraz więcej i więcej. Nigdy nie ma dosyć. Chce nadrobić stracony czas przeszłych pokoleń(zapracować na bezpieczeństwo ekonomiczne), poprawić swój status społeczny(być, kim chce), dać sobie szansę na rozwój (zrobić wymarzoną karierę) ale nie zawsze zdaje sobie sprawę jak łatwo, jak szybko może zgubić siebie. Za dużo wszystkiego na raz ma do nadrobienia. Za dużo oczekiwań, płonnych nadziei. Za dużo.




ZA DUŻO WSZYSTKIEGO

scenariusz i reżyseria: Michał Buszewicz
scenografia i kostiumy: Doris Nawrot
choreografia: Katarzyna Sikora
muzyka: Aleksandra Gryka
wideo: Michał Dobrucki
światło: Klaudyna Schubert
kierowniczka produkcji: Aleksandra Szklarczyk

obsada: Karolina Bednarek (gościnnie), Dobromir Dymecki, Mateusz Górski, Natalia Kalita, Rafał Maćkowiak, Adam Woronowicz (na wideo)

fot. mat. TR Warszawa

niedziela, 14 lipca 2024

POLITYKA TEATR PAPAHEMA

 

Któż nie interesuje się dziś polityką? Wszyscy wszystko w tym temacie wiedzą ale czy aby na pewno mają usystematyzowaną wiedzę czym jest, jak się kształtowała historycznie, jakie rodzi dylematy, pytania, wątpliwości, w jakim kierunku zmierza? I takie kompendium wiedzy w pigułce, w bardzo atrakcyjnej, prostej i zrozumiałej formie niesie spektakl Teatru PAPAHEMA, oparty na jednej pozycji z serii książek cyklu „O czym dorośli ci nie mówią” autorstwa Bogusia Janiszewskiego,  z udaną adaptacją, sprawnie wyreżyserowany przez Magdalenę Drab.

Lato. Sezon ogórkowy trwa w najlepsze ale Teatr PAPAHEMA w ramach akcji Teatru Polonia GRAMY PRZEZ CAŁE WAKACJE nie zasypia gruszek w popiele-wychodzi na ulicę, gra z rozmachem, czaruje sztuką, przyciąga uwagę nie tylko tych, którzy specjalnie nań przybyli ale i osoby przypadkowe, które znalazły się we właściwym czasie i miejscu i mogły się na godzinę zatrzymać. Jedni dużo wcześniej zajmują miejsca na ławkach, inni, gdy wszystkie są już zajęte, przystają lub siadają na chodniku i cierpliwie czekają. Jest na co, bo pełen werwy spektakl bawi i uczy. W humorystyczny, syntetyczny i pomysłowy sposób przemyca wiedzę o naturze polityki. I nie jest to wykład hermetycznie erudycyjny i nudny ale dobrze przemyślany, mądrze zainscenizowany. Atrakcyjny. Sztuka napisana jest językiem przystępnym, zabawnym, dowcipnym. Treści wyśpiewane są lekko rytmicznym, wpadającym w ucho rapem, muzyka Alberta Pyśka sygnalizuje więc perspektywę współczesną, i choć zwraca się głównie do młodego widza, uwodzi również bardzo dojrzałych. Ruch sceniczny, opracowany przez Jakuba Lewandowskiego, prosty, intuicyjny, naturalny, rekwizyty niewyszukane(miseczka, transparenty, chorągiewki), symboliczna i wykorzystująca walory pleneru scenografia  i kostiumy Karoliny Fandrejewskiej swobodne, typowo letnie, tworzą klimat niezobowiązujący.  Można odnieść wrażenie, że aktorzy PAPAHEMY, podobnie jak widzowie,  są zwykłymi przechodniami, którzy zatrzymali się na chwilę na Placu Konstytucji(jak Anglicy w Hyde Parku), by wyrazić swoje rozumienie istoty władzy, państwa, wyborów, demokracji, wyjaśnić procesy, które ją kształtowały i  jakie są jej alternatywy, zagrożenia. I mimo tego, że polityka to nieustająca walka, ścieranie się przeciwników, racji, poglądów, to chodzi o to, że toczona jest w imię czy dla pokoju. To się podoba i dużym, i małym widzom. Wszyscy naprawdę entuzjastycznie przyjęli perfekcyjną grę Pauliny Moś, Heleny Radzikowskiej, Pawła Rutkowskiego i Mateusza Trzmiela, którzy występowali w bardzo trudnych warunkach wielkomiejskiego rumoru. Docenili ich doskonałe przygotowanie, koncentrację, poczucie humoru. Zgranie. Wysiłek.

Po spektaklu pomyślałam, że winien być grany w całej Polsce, w każdej szkole, mieście i wsi, tak bardzo wydał mi się udany i ważny ten edukacyjny teatralny bryk systematyzujący wiedzę w temacie starym jak świat, w czasach napierającego zgiełku i chaosu. Potężniejącej manipulacji. Rosnącego galimatiasu znaczeń zdarzeń w obszarze nie tylko polityki, potężniejącego strumienia dowolnie interpretowanych  informacji. Warto się zatrzymać, obejrzeć, przemyśleć propozycję artystów. Zwłaszcza, że wstęp jest wolny, godzina dogodna, pogoda sprzyja. Powodzenia:)


POLITYKA BOGUŚ JANISZEWSKI
Reżyseria: Magdalena Drab
Adaptacja: Magdalena Drab
Muzyka: Albert Pyśk
Scenografia i kostiumy: Karolina Fandrejewska
Ruch sceniczny: Jakub Lewandowski
Konsultacja muzyczna: Mateusz Kocięcki
Asystentka ds. scenografii i kostiumów: Małgorzata Domańska
Producentka wykonawcza: Magdalena Kłosińska

Obsada:
Teatr PAPAHEMA: Paulina Moś, Helena Radzikowska, Paweł Rutkowski i Mateusz Trzmiel

sobota, 13 lipca 2024

METODA NA SERCE. ŚLEDZTWO TEATR POWSZECHNY W WARSZAWIE

Znałam metodę na wnuczka, przeżyłam metodę na wypadek ale o metodzie na serce nie słyszałam. Wszystkie  łączy efekt zaskoczenia wysoce uprawdopodobnioną historią/zdarzeniem, ufność, empatia ofiar i bezczelność, interesowność, wynaturzenie intencji przestępców. Ich pomysłowość bez granic. Dlatego oparta na faktach, nawiązujących do pierwszego sezonu podcastu „Śledztwo Pisma” Mirosława Wlekłego, fabuła spektaklu Teatru Powszechnego w Warszawie METODA NA SERCE. ŚLEDZTWO  w reżyserii Katarzyny Szyngiery bardzo mnie zainteresowała. Opowiada historię o parze oszustów, Janie (psychopata, były ksiądz), granym przez Grzegorza Falkowskiego, i Agacie(osoba zaburzona, niedoszła zakonnica), granej przez Aleksandrę Bożek, która manipulując, matacząc, oszukując krzywdziła dzieci i osoby chore na serce. Motywy zbrodni nie są tu najważniejsze ale to, że udawało się przez bardzo długi okres czasu z nieznanych pobudek ale z nieprawdopodobnym zaangażowaniem, talentem, wyczuciem wodzić za nos nie tylko osoby dorosłe, normalne ale też system, który winien reagować na zaistniałe nieprawidłowości, wysyłane sygnały o przestępstwie. Wespół potrafili z sukcesem uprawdopodobniać swoje zachowanie zarówno przed potencjalnymi ofiarami, jak i ich bliskimi(syn, córka, mąż), ale też funkcjonariuszami publicznymi(opiekunka społeczna), reporterem(media). Zdumiewa fakt, że ich argumentacja nie była podważana, zachowanie-gra nie budziła wątpliwości  a jeśli już się pojawiły, bardzo zręcznie były rozwiewane stosownym wyjaśnieniem, sprytną perswazją, sugerowaną groźbą, wywieraną presją psychiczną, fizyczną czy naprędce stosowaną sankcją. Doskonale dowodzi tego kobieta z Centrum Pomocy Rodzinie, która w czasie swojej relacji ciągle chowa się za firanami, z poczucia wstydu?, w geście przyznania się do kłamstwa?, usprawiedliwienia zaniechania pomocy? Jak Potwór firana, który porywa reportera nie dopuszczając do kontynuowania jego śledztwa, mówienia o nim. Otoczenie, nawet jeśli dostrzegało, że sytuacja jest dziwna, nienormalna, było bezradne, jego obrona nieskuteczna wobec stosowanych zabiegów socjotechnicznych przestępców. I tak osoby pozbawione empatii żerowały na osobach głęboko empatycznych, ufnych, bezbronnych(szczególnie dzieci) chyba dla samej przyjemności dręczenia, wykorzystywania, oszukiwania. Dla pieniędzy. Z wyrafinowaną kalkulacją, z psychopatyczną obojętnością wobec zadawanego cierpienia swym ofiarom. Zwłaszcza, że oszuści pewni swego nie czuli się winni, nie bali się kary. Pozostawali nietykalni. Przez bardzo długi okres czasu oszukiwali, udawali, krzywdzili, kradli. Z zimną krwią. 

Spektakl pokazuje, jak bardzo ludzie bywają łatwowierni, ufni, jak szybko można uśpić ich czujność, jak łatwo można ich zwieść uprawdopodobnioną historyjką, sugestywnie zagraną rolą, zwłaszcza gdy są chorzy, słabi, niedojrzali a oszust daje im to, czego potrzebują(zainteresowanie, uczucie, troskę, czas, poczucie bezpieczeństwa), gdy odwołuje się do ich dobrego serca, a przede wszystkim do uczuć, całkowicie wyłączając swoje. Manipulacja odgrywa tu wielką rolę, jest dziś zjawiskiem wszechobecnym. Pozwala przejąć nad człowiekiem kontrolę, zawładnąć jego umysłem, ciałem, wolą, majątkiem, całym życiem. Prowadzi do uzależnienia od toksycznych związków. Pozwala szybko spacyfikować wszelkie przeciwdziałanie siłą kłamstwa, oszustwa, groźby. Podstępu. Spisku. Jakby nie były powszechnie znane mechanizmy przemocy psychicznej i nie istniała jej penalizacja. Jakby winne były ofiary, bo tylko one poniosły konsekwencje. Nie mogąc dochodzić swego, traciły ostatecznie spokój ducha, zdrowie a nawet życie. Dzieci doświadczały głębokich traum, które zniszczyły ich zdrowie psychiczne na zawsze. 

Spektakl ogląda się z zapartym tchem, bo wciąga bez reszty. Mimo że trwa ponad dwie godziny, nie czuje się upływającego czasu. Na pewno za sprawą wspaniałego aktorstwa ale też dzięki temu, że akcja najpierw toczy się na scenie, potem w filmie a w końcu jest reporterską publicystyczną niezwizualizowaną relacją skrzywdzonych dzieci z rodziny zastępczej i do końca pozostaje niesłychanie zajmująca ze względu na sensacyjny, szokujący przebieg.  Faktograficzna narracja sceniczna inscenizowała w gruncie rzeczy horror śledczy za sprawą scenariusza Katarzyny Szyngiery i Mirosława Wlekłego oraz scenografii Mileny Czarnik (biała, ogromna łazienka, w głębi pokój z PRL-u, obok przedpokój, firany, które tonowały ostrość akcji, wprowadzały niepokój poruszane przez podmuchy wiatru a może niewidzialne zło, sprawiały, że widzowie widzieli nieostro, jakby podglądali przez okno, a dostęp do prawdy mieli ograniczony). Film stwarza zawsze dystans ale pogłębia i rozszerza perspektywę. Przenosi akcję w plener. Może być w identycznej, raz na zawsze zarejestrowanej formie po wielokroć wyświetlany, podobnie jak przekręty są w innym czasie, z innymi ludźmi(nieostrożnymi, naiwnymi, zaskoczonymi) powtarzane. Ale trzeba pamiętać, że jest to zawsze  obraz narracji twórców; ich wybór, perspektywa, koncepcja. Ponadto unaocznia, że rozłączona para -on w mieście, ona na wsi w sekwencji łączącej przebieg zdarzeń na scenie i w filmie- doskonale sobie radziła z każdą sytuacją. Głos dzieci z offu w kolejnej części spektaklu buduje grozę samym wypowiadanym słowem. Jest porażającym świadectwem. Kontekst sceniczny tej zbrodni zredukowany jest do pustki czerni okna sceny, ogromnej czarnej dziury, która zasysa i więzi opowieść o patologii rodziny zastępczej Jana  i Agaty- nie pozwala jej ujrzeć światła dziennego, wybrzmieć w przestrzeni publicznej, powstrzymać i przeciwdziałać złu- uwiarygadnia zamysł artystyczny najmocniej, dociera najgłębiej. Sucha relacja bezbronnych dzieci niesie wielką falę emocji, buduje napięcie trudne do zniesienia i pozostawia widzów w zdumieniu, że to wszystko, co usłyszeli, wydarzyło się naprawdę. Tym samym reżyserka z całym zespołem kumuluje wiedzę na temat przemocy psychicznej, jej skutków tylko jednego przypadku, prawdziwej historii Jana i Agaty, pokazując skalę niemocy rodzin, znajomych, właściwych władz (opieka społeczna, medyczna, policja, sąd), mediów(reporter przez lata prowadzi śledztwo). 

Spektakl dowodzi, że  dokumentalny teatr stosując różne środki wyrazu może wpływać na szerzenie świadomości społecznej w obszarze mechanizmów przemocy psychicznej jeszcze dziś nie do końca rozpoznawanych. Podważa myślenie stereotypami. Uruchamia emocje, prowadzi grę z widzami, przekonuje, argumentuje, działa podprogowo. Przenosi ich w różne rewiry działania Jana i Agaty chcąc pokazać jak ich zło, bez widocznej przyczyny, ewoluowało, doskonale się przystosowywało do każdych warunków, sytuacji a ofiary nie były w stanie nic zrobić. Prawo w tym obszarze nie działało. Teatr Katarzyny Szyngiery stosuje metodę na sztukę silnie angażując widzów we wspólne śledztwo dla poznania, ku przestrodze. Skłania do uważności, do działania. Do zmiany prawa. Wyznacza skalę problemów,  sygnalizuje ogrom pracy do wykonania w tym obszarze. Przekonajcie się sami. Zapewniam, wkręcicie się w temat. Na pewno. Potencjalnie każdy może stać się  ofiarą przemocy psychicznej. Wszędzie: w domu, w pracy, w szkole, w drodze, w szpitalu. W okolicznościach gdy się najmniej tego spodziewamy. Wszystko to zależy od tego na jak zdolnego artystę oszusta się trafi, na jak inteligentnego psychopatę. Na jaką przynętę zechce nas złapać. A możliwości są nieograniczone(zdolności sztucznej inteligencji i łatwy dostęp do informacji). To już się dzieje. Naprawdę.


METODA NA SERCE.ŚLEDZTWO

reżyseria –Katarzyna Szyngiera
tekst – Katarzyna Szyngiera, Mirosław Wlekły
scenografia – Milena Czarnik
muzyka – Jacek Sotomski
kostiumy – Arek Ślesiński
reżyseria światła – Paulina Góral
operator – Michał Stajniak
asystentka reżyserki – Aleksandra Matlingiewicz

obsada:

Karolina Adamczyk -Justyna
Grzegorz Artman- Reporter
Klara Bielawka– Córka
Aleksandra Bożek– Agata
Grzegorz Falkowski– Jan
Mamadou Góo Bâ– Władysław
Maria Robaszkiewicz– Centrum Pomocy Rodzinie
Ewa Skibińska– Joanna
Oskorii ar Stoczyński– Syn, Potwór firana
Julian Świeżewski– Fryzjer gwiazd, Profesor


realizatorzy filmu wykorzystanego w spektaklu:
reżyseria – Katarzyna Szyngiera; scenariusz: Mirosław Wlekły i Katarzyna Szyngiera; operator, światło – Michał Stajniak; dźwięk – Anna Lenarcik; scenografia – Milena Czarnik; montaż – Katarzyna Szyngiera, Ireneusz Grzyb; korekcja koloru – Jakub Matras; kostiumy – Arek Ślesiński; charakteryzacja – Anna Czyżykiewicz; script – Zuzanna Rucińska; kierowniczka planu i produkcji – Aleksandra Matlingiewicz; asystent operatora – Błażej Burski; catering – Liliana Filipiak; kierowca – Dariusz Łazarski; rekwizytor – Robert Kowalczyk; dyżurni planu – Sebastian Fabisiak, Karol Helewski; rola epizodyczna – Mirosław Wlekły

fot. Bartek Warzecha ZBRODNIA DOSKONAŁA