sobota, 6 maja 2023

SEN SREBRNY SALOMEI TEATR im. H. MODRZEJEWSKIEJ w LEGNICY


Minimalizm, powściągliwość i słowo dominuje w spektaklu SEN SREBRNY SALOMEI Teatru imienia Heleny Modrzejewskiej w Legnicy, surowym, współczesnym obrazie scenicznym, rezygnującym z wizualnego kontekstu epoki, do której historii sięga, odrzucającym wszelki nadmiar, rugującym zbędne ozdobniki, wykluczającym koncentrowanie się na szczególe. Jakby sens zdarzeń, ludzkiego losu, wyrażony prostym, jasnym językiem, był najważniejszy, jakby istota dramatu miała wprost do nas dotrzeć, na wskroś  przeniknąć, mocno dotknąć, emocjonalnie wstrząsnąć. Zmienić? Kto wie... Dramat Juliusza Słowackiego napisany prawie 200 lat temu został przez Piotra Cieplaka obnażony, skrócony, uwspółcześniony. Jest przystępny, przejrzysty, zrozumiały. Opowiada historię ludzkiego losu, klas społecznych, narodu polskiego i ukraińskiego dramatu. W pomieszaniu srebrnych wizji, snów, przeczuć z grozą relacji międzyludzkich, kształtowanych przez politykę, gorejących namiętności życia. Wszystko co ziemskie, realnie doświadczane jest tak okrutne, do cna złe, pogmatwane, że wróżby, przepowiednie i widzenia pochodzące z siły ducha, z podświadomości, instynktu życia-pierwotnego, innego, lepszego świata- próbują oswoić człowieka z tym, co bestialskie, barbarzyńskie, nieludzkie a od człowieka pochodzi i niszczy.  Ważne jest, by odzyskać utraconą wolność i  zbrukaną godność, by w przyszłości się odrodzić. Istnieć. Wszystko jest możliwe. 

W tej wspaniale czytelnej, zrozumiałej, jasnej adaptacji Piotra Cieplaka, obleczonej przez Andrzeja Witkowskiego  we współczesny kostium i scenografię oddziałującą abstrakcyjnymi, mocnymi obrazami, podbijaną muzyką Pawła Czepułkowskiego, rola aktorów jest najważniejsza. Bogdan Grzeszczak jako Regimentarz, Magda Biegańska jako Salomea, Gabriela Fabian jako Księżniczka, Bartosz Bulanda jako Leon, syn Regimentarza, Paweł Wolak jako Sawa, Tomasz Lulek jako Gruszczyński oraz wszyscy pozostali swą grą przyciągają całą uwagę widzów, budują w nich żywą, intensywną, emocjonującą narrację. Angażują emocjonalnie bez reszty opowieścią o losach swych wyrazistych, fascynujących bohaterów. A już wydawało się, że język Słowackiego  nie przebije się do współczesnego widza. Oddzieli go od niego swą anachronicznością, złożoną konstrukcją, zawiłością. Drażniącym ornamentem, brzmieniem. Zdystansuje a nie przybliży. Uczyni obojętnym, nie pozwoli wejść w to polsko-ukraińskie z Rosją w tle jądro ciemności czy prześledzić splątane historie miłosne. A tak jest wszystko jasne: wyzysk i ucisk rodzi w końcu bunt(chłopi ukraińscy przeciw szlachcie polskiej), ten otwiera drzwi wszystkim zmorom historycznych zaszłości, daje początek fali przemocy, upust barbarzyńskiej zemście, okrucieństwu odwetu(panów na chłopach).  A wszystko to w wartkiej akcji, nie pozwalającym się nudzić tempie. W efekcie widz z wypiekami na twarzy śledzi thriller polityczny z wątkiem miłosnym. Bo historia jest przerażająca, sceny drastyczne, dramat z życia wzięty, tym bardziej angażujący,  działający na wyobraźnię. Zwłaszcza, że zarówno  tekst z przebiegiem wydarzeń, jak i nowoczesna spektaklu forma pozwala odczytywać dramat współcześnie, dostrzegać analogie. Sprawia, że jest dzisiejszemu widzowi bliski.

Piotr Cieplak to mistrz nowoczesnej adaptacji dzieł nieprzystępnych, starych. Na powrót przywraca im blask, znaczenie i ponadczasowość. Wielkość. Życie. Ogromne brawa!


SEN SREBRNY SALOMEI  JULIUSZ SŁOWACKI

reżyseria: Piotr Cieplak
scenografia i kostiumy: Andrzej Witkowski
muzyka: Paweł Czepułkowski
konsultacje dramaturgiczne: Robert Urbański
 
Obsada:
Pan Regimentarz Stempowski – Bogdan Grzeszczak
Leon, syn Regimentarza – Bartosz Bulanda
Semenko, kozak dworski – Mateusz Krzyk
Panna Salomea Gruszczyńska – Magda Biegańska
Księżniczka Wiśniowiecka – Gabriela Fabian
Anusia, służąca Księżniczki – Zuza Motorniuk
Sawa, kozak regimentarski – Paweł Wolak
Gruszczyński – Tomasz Lulek
Pafnucy – Jakub Stefaniak
Popadianki, Wernyhora – Joanna Gonschorek, Zuza Motorniuk
Kozak, Chłop – Mariusz Sikorski

Fot. Karol Budrewicz

wtorek, 25 kwietnia 2023

ŚMIERĆ JANA PAWŁA II TEATR POLSKI W POZNANIU

 

Spektakl ŚMIERĆ JANA PAWŁA II Jakuba Skrzywanka w Teatrze Polskim w Poznaniu jest niezwykły, wspaniały. Jego potencjał interpretacyjny służy wierzącym i niewierzącym, inspiruje widzów przypadkowych i teatromanów. Temat i kompozycja wprowadza w  zdumienie i zadumę. Paradokumentalny materiał i gra aktorska uwiarygadnia sugerowane tezy. Nie skandalizuje ale daje możliwość zastanowienia się nad ważnymi kwestiami wiary, umierania, życia po śmierci. Po spektaklu nie było braw, wszyscy wyszli w skupieniu i ciszy; włączali się w końcową scenę pożegnania lub dyskretnie opuszczali widownię. Jakby to była próba generalna ich własnej śmierci. W teatrze.

Skonstruowany z trzech elementów- narracji scenicznej o ostatnich godzinach życia papieża, jego śmierci w dniu 2 kwietnia 2005 roku o godzinie 21:37, przygotowaniach ciała do publicznego pożegnania, pogrzebu, tekstów faktograficznych, które niosą ważne informacje uzupełniające i są wyświetlane na ekranach obok sceny, reporterskich wstawek filmowych  z wypowiedziami wiernych w różnych momentach przedstawienia- posiada wiele poziomów odczytania tej przejmującej wypowiedzi teatralnej. Można w nim zobaczyć święty obrazek, dowód na zwycięstwo ducha nad ciałem, konfrontację wiary pasterza(papież) i jego owieczek(wierni, wśród nich duchowni), rozprawę nad granicami cierpienia w służbie publicznej(abdykacja), indywidualną postawę jednostki/świata wobec spraw życia i śmierci, temat udręczonego chorobą ciała(eutanazja, zgoda na uporczywe podtrzymywanie życia ). I pewnie coś więcej. O wiele więcej. Warto chyba też odpowiedzieć na pytanie, co z tego doświadczenia śmierci Jana Pawła II wynikło, zostało. Czy coś się zmieniło. 

Spektakl otwiera scena, w której pod szkieletem kopuły św. Piotra, w centrum stoi łóżko szpitalne, przy nim urządzenia do pomiaru parametrów życia, obok niego sylwetka siedzącego Jana Pawła II z lekko pochyloną  głową opartą na dłoni. W pierwszym momencie można pomyśleć, że się modli w skupieniu, w ciszy. Lecz to, co się wydaje normalne i znane, za chwilę okaże się początkiem dramatycznej, bolesnej agonii, w niej trudnym bardzo trwaniem. 

Kluczem do interpretacji może być to pierwsze ujęcie-agonia jako modlitwa, czas ostatecznego sprawdzenia słuszności zawierzenia Bogu i sobie, jakim się było, jakiego się przez całe życie stwarzało. To najważniejszy egzamin z człowieczeństwa, które poddane jest okrutnej próbie szantażu nieodwracalnego wyroku. Ta sztuka jest o umieraniu, o śmierci, o tym co po niej dzieje się nie tylko z ciałem człowieka, ale i z osobą- symbolem, głową Kościoła. Bo metaforycznie może chodzić tu nie tylko o agonię, śmierć Jana Pawła II, człowieka,  ale i Kościoła, i samej wiary. Tego, co się wypełniło, wyczerpało,  spełniło i, wydaje się, nie może lub nie powinno być reanimowane. Bo dotyczy świata wartości, jego zaprzeszłych wymagań, skostniałej instytucji, zachowawczej postawy człowieka, która ślepo, z poczucia obowiązku podporządkowuje się zasadom wiary, rytuałom Kościoła. Ortodoksji, która uwłacza zdrowemu rozsądkowi ale a priori musi być podtrzymywana. Konstytuuje ból i cierpienie jako warunek dochowania wiary. 

Obserwujemy, przeżywamy-tak sugestywnie jest to zagrane i na opozycji emocji zbudowane - proces umierania człowieka, który mocą swego autorytetu nie jest za uporczywym podtrzymywaniem przy życiu, gdy czyni to terminalnie chorym krzywdę (cytat z encykliki papieskiej otwierający spektakl). Jednak Jan Paweł II świadomie decyduje, by wrócić ze szpitala do swych papieskich apartamentów i tu do naturalnej śmierci cierpieć ponad ludzką miarę. Przyglądamy się umierającemu człowiekowi w nieestetycznej słabości terminalnie chorego ciała (charchot, ślinienie, dławienie, krztuszenie, bełkot, drżenie). Tyle, że to jest ciało papieskie, duch człowieka niezłomnego w wierze, który tak jak żył, tak chciał umrzeć-śmiercią samotną, niemalże chrystusową(wieńczącą życie ziemskie, wypełniającą misję religijną, ze zwycięstwem woli, ducha). I reżyser tak to pokazuje. Papież jak Chrystus skazany jest/skazuje się na śmierć męczeńską, bo taka jest kolej rzeczy, odarty z godności ze względu na charakter choroby(całkowicie traci kontrolę nad swoim ciałem) zmierza konsekwentnie ku nieuniknionemu w bólu, cierpieniu i w fizjologicznej niemocy, brzydocie wręcz upodleniu. W równym stopniu, już po śmierci pozbawione godności, obnażone ciało zostaje poddane pośmiertnym ablucjom, rytuałom (bardziej wyrafinowanym niż za czasów Chrystusa), następnie obleczone w szaty papieskiej władzy i upiększone makijażem zostaje wystawione na widok publiczny dla ceremonialnego obrządku pożegnania. Człowiek staje się symbolem(wiary), obiektem(kultu), ofiarą(barankiem). Męczeńska śmierć dopełnia wizerunek świętego.

Czy można, czy trzeba oddzielić człowieka od funkcji, którą sprawuje, to kolejny aspekt tego spektaklu. Czy zawsze musi być brak jakiejkolwiek alternatywy, bo jakie życie, to konsekwentnie musi być taka śmierć? Ale czy koniecznie? Czy za wszelką cenę? Dopełniła się historia papieża Benedykta i wiadomo, że jego abdykacja nie została potępiona. Jeżeli dziś akceptuje się decyzje głowy kościoła w sprawie wyborów osobistych, pozostaje pytanie czy decyzja o eutanazji lub zaniechanie opieki paliatywnej Jana Pawła II, jeśli by się na nią zgodził, zostałaby też właściwie zrozumiane i uszanowane.

Można też przyjąć, że papież w tym spektaklu to Cepelia, celebrity man za życia, cenniejszy po śmierci, bo martwy stał się obiektem kultu. Kościół to galeria figur woskowych, bez serc, bez ducha awatarów z przeszłości, martwa i nieczuła, tworząca zbiurokratyzowaną instytucję. Wierni to rozproszona, rozemocjonowana gawiedź o płytkiej, efemerycznej wierze czekająca na znaki, na wytyczne, na prowadzenie jak owieczki na zbawienną, euforyczną rzeź, która umożliwia jej wejście w obiecane życie wieczne. I gdyby nie ta magia obrazu scenicznego, która jest jak wyznanie wiary, jak krzyk rozpaczy, że roztrwoniono świętości, że bez miłości jest Bóg kochany, wyznawany, czczony, byłby to obraz tylko krytyczny, bluźnierczy, obrazoburczy. 

Ale też w spektaklu papież przedstawiony jest jako głowa Kościoła, poważnej instytucji, poddana procedurom, powinnościom, etykiecie-nawet w agonii.  Informacje, fakty, wyświetlane po obu stronach sceny na ekranach, są niepodważalne. Ale zależy w jakim kontekście są przytaczane, przyjmowane, interpretowane. Porusza tu nieuzasadniona powściągliwość w okazywaniu jakichkolwiek uczuć. Brakuje ludzkiego współczującego słowa, gestu. Dlatego tak uderza wielka samotność człowieka cierpiącego, zwłaszcza gdy  jego wyciągnięta dłoń do zgromadzonych, świadomych tego, co się dzieje, pozostaje pusta. Dlatego tak dotyka scena poświęcenia korony dla obrazu Matki Boskiej. Przejmujący jest moment przygotowywania Jana Pawła II do udzielenia błogosławieństwa Urbi et Orbi, później z offu dobiega jego bełkot. Jednak do mrocznego apartamentu z balkonu wnika smuga światła, jak nadzieja, samo błogosławieństwo boże rozpraszające wątpliwości, cierpienie. Świadkami tego jesteśmy tylko my, widzowie, i dwie siostry. Wzruszyć może scena ablucji, gdy górny ekran, niczym oko samego Boga spogląda na obnażonego przed nim martwego człowieka a jednocześnie widzowie obserwują z widowni leżącego na łożu śmierci papieża- dwa spojrzenia, dwie perspektywy, dwa byty; boski i ludzki, wieczny i ten tu i teraz, spotykają się, uzupełniają, konfrontują.  I jeszcze chwila śmierci papieża, która jest mistyczna. Scenę zasłania sztywna, czarna kurtyna, synonim dokonanego, nieodwołalnego, ostatecznego, tylko przy podłodze rozbłyskuje silna smuga potężniejącego światła. Dzięki tym obrazom spektakl jest przejmujący i niezwykły. Niejednoznaczny. Opowiada o sacrum walczącym do końca z profanum, o idealizmie ducha walczącym z osłabiającym go ciałem, o potężnym Bogu walczącym o słabego człowieka, o to co w nim boskie. O sztuce, która walczy o człowieczeństwo.

Papież zostawił testament wiernym; wcześniej swym pontyfikatem pokazał jak należy wierzyć, miłować, żyć, gdy był terminalnie chory jak konsekwentnie z tym, co sobą reprezentował, umierać. Czy wszyscy zrozumieli? Obrazy filmowe pokazują, że chyba nie. Wierni dowodzą swymi wypowiedziami, że ich uczestnictwo w życiu kościoła i  papieża jest imitacją wiary: emocjonalnym odruchem, spontaniczną egzaltacją, płytką deklaracją. W spektaklu Jan Paweł II, jako umierający człowiek i nadal głowa kościoła katolickiego oraz  kościół instytucja i wierni, generuje potężną opozycję, która uwidacznia jak bardzo istotna była konfrontacja wielkiej, żarliwej wiary papieża w kryzysie choroby terminalnej z bezduszną, zbiurokratyzowaną  maszyną urzędu watykańskiego działającego zgodnie z procedurami, rytuałem,  z naiwnym wiary pojmowaniem, emocjonalną reakcją, powszednią praktyką, zachowaniem wiernych. Dobrze, że Jakub Skrzywanek ten kontrast brutalnie pokazał. Tak przekonująco, że jednych on bardzo śmieszy, drugich bardzo boli. Są też tacy, dla których jest iluminacją. 

Jednak to śmierć jest głównym tematem sztuki. Cierpienie i ból z nią związany. Przyczynek do akceptacji bądź braku zgody na jej wymiar, treść, formę. Prawa decydowania o tym czy je znieść, bez względu na wszystko, czy je zgodnie z prawem przerwać, skrócić. A że dotyczy wielkiego człowieka wiary, jest na pewno czymś większym, ważniejszym, potężniejszym. Nie ignoruje człowieka zwykłego, może paradoksalnie głównie o nim opowiada, o niego chodzi. Nic dziwnego, że spektakl budzi tak duże zainteresowanie, dyskusje i kontrowersje. Czy coś z nich wyniknie, czy coś zmienią? Przyjrzyjcie się wnikliwie, sprawdźcie. Powodzenia!

Zwłaszcza, że ten subtelny, mocny przekaz sceniczny tworzą wytrawni artyści. Michał Kaleta gra papieża nieprawdopodobnie powściągliwie, czule, naturalnie. W sposób adekwatny, nieprzerysowany, z pietyzmem oddaje stan zdrowia Jana Pawła II. To rola wielka, wybitna. Trudna bardzo i skomplikowana. Wymagająca skupienia, dyscypliny i taktu. Godna najwyższej pochwały. Andrzej Szubski jako sekretarz papieski, Stanisław Dziwisz, zdecydowany stawać na straży religijnych rytuałów, narracji zgodnej z etykietą, jest bardzo oficjalny, surowy w obejściu, jakby wycofany, mimo że jest bliski Janowi Pawłowi  II. Jest przy umierającym oddany pielęgniarz (Mariusz Adamski), ciągle będący w pogotowiu lekarz (Piotr Kaźmierczak) i gorliwe siostry zakonne (Monika Roszko i Barbara Krasińska). Zwraca uwagę swobodnym zachowaniem, dystansem do swojej pracy i osoby, którą po śmierci przygotowuje do pochówku, tanatokosmetolożka (Kornelia Trawkowska). Paweł Dobrowolski, odpowiedzialny za dramaturgię z Jakubem Skrzywankiem, reżyserem, napisali scenariusz sztuki prowokacyjnej ale nie prowokującej, bardzo ważnej w wielu obszarach, które nas współcześnie bardzo interesują, a nawet bezpośrednio dotyczą. Scenografia  i światło Agaty Skwarczyńskiej z kostiumami Pauli Grocholskiej i video Rafała Paradowskiego, Lubę Gorobiuk  tworzą wizualny, realistyczny kontekst sztuki. Muzyka Karola Nepelskiego i choreografia Agnieszki Kryst dopełniają jej artystyczny wyraz. Wszyscy mają wpływ na ostateczny kształt spektaklu. 

Ze mną pozostanie piękno sztuki wielkiej, niejednoznacznej, która mocno angażuje, dotyka istoty rzeczy, porusza zmysły tak głęboko, że aż cierpi ciało, stawia człowiekowi wyzwanie uderzające tak silnie, że poprzez czucie zmusza go do myślenia, do działania. Jeśli nie wierzy w Boga, wierzy w człowieka, o niego się upomina, do niego się zwraca. Z nadzieją, że się zmieni, tym świat uczłowieczy, naprawi. Harmonijna, argumentująca, skupiona narracja nikogo nie ośmiesza, naprawdę nie obraża. Bo wszystko, co ludzkie, nie jest nam obce tylko splątane, błądzące, bolesne. Wszystko, co boskie, pozostaje obce, gdy jest trudne do zrozumienia, tajemnicze, niezgłębione. A ta sztuka to łączy, pozwala się z tym mądrze zmierzyć, głęboko to przeżyć.

ŚMIERĆ JANA PAWŁA II  

reżyseria: Jakub Skrzywanek 
dramaturgia: Paweł Dobrowolski
scenariusz: Jakub Skrzywanek, Paweł Dobrowolski
scenografia: Agata Skwarczyńska
kostiumy: Paula Grocholska
muzyka: Karol Nepelski
choreografia: Agnieszka Kryst
video: Rafał Paradowski, Luba Gorobiuk
reżyseria światła: Agata Skwarczyńska
konsultant medyczny: dr Michał Błoch
konsultacje pielęgniarskie: Aldona Marciniak
konsultacje językowe i tłumaczenie na język włoski: Magdalena Krupa, Nicola Marra
konsultacje z języka łacińskiego: Magdalena Chrzuszcz
charakteryzacja: Jola Łobacz, Magdalena Chrzuszcz
asystentka kompozytora: Oktawia Pączkowska
konsultacje prawne: kancelaria DotLaw

obsada: Mariusz Adamski, Alan Al Murtatha, Piotr Dąbrowski, Michał Kaleta, Wojciech Kalwat, Piotr Kaźmierczak, Barbara Krasińska, Jakub Papuga, Monika Roszko, Andrzej Szubski, Kornelia Trawkowska, Bogdan Żyłkowski, chórzyści: Piotr Bróździak, Michał Mierzejewski, Witold Nowak, Marian Panek, Robert Pucek, Paweł Szajek, Kazimierz Zalewski, Lech Zydorek

Premiera: 5.02.2022, Teatr Polski w Poznaniu

fot.: Magda Hueckel, materiał Teatru Polskiego w Poznaniu

CHŁOPAKI PŁACZĄ TEATR DRAMATYCZNY W WARSZAWIE


No cóż, chłopaki też ludzie, płaczą. W filmie Almodovara, w wystąpieniu internetowym polityk Hołownia, w spektaklu CHŁOPAKI PŁACZĄ Michała Buszewicza. I nie jest to niemęskie ale rzadkie. Stereotyp samca alfa z tym nie licuje a wobec łez męskich, które są wyrazem  wyjątkowej wrażliwości, doświadczania najbardziej emocjonalnych przeżyć, głębokich uczuć, tłumionych traum, poważnych problemów wydajemy się być szczególnie bezradni. Mężczyźni też mają chwile słabości, problemy, potrzebę ich przepracowania, przegadania, szukają zrozumienia, współczucia, pomocy, sposobu ich rozładowania. Znajdują miejsce, które temu sprzyja. Jest nim męskie towarzystwo, spotykające się na basenie, gdzie łzy mieszają się z wodą, a wysiłek fizyczny pomaga rozładować napięcie, rozbroić nerwy. W męskiej szatni wyznania znajdują słuchaczy, otwiera się męska puszka Pandory ze skrywanymi doznaniami, wypieranymi bolączkami, dręczącymi doznaniami ducha i ciała. Tu tylko mężczyzna mężczyźnie się zwierza, próbuje zaufać. Ryzykuje.

Scena kameralna Teatru Dramatycznego w Warszawie jest miejscem coming outu łez męskich a mówiąc poważnie słabości, trudności, jakich doświadczają w domu, pracy, różnych innych sytuacjach mężczyźni. Obszyte szorstką skórą dzikiego zwierzęcia sedes, piłka, drążek do ćwiczeń w drzwiach, grill, fragment samochodu zabezpieczają atrybuty  męskiego świata, są otuliną dla wyznań męskich, które nie mieszczą się w stereotypie prawdziwego mężczyzny w każdym wieku, który nie przyznaje się do tego, czego potrzebuje czyli wysłuchania, zrozumienia, przytulenia ale przede wszystkim wyrzucenia z siebie wszystkiego, co go boli, uwiera, męczy. Nie oszukujmy się, uczestnictwo w nieustannej pogoni za sukcesem, ciągła męska rywalizacja. nieumiejętność okazywania synom uczuć, emocji, zainteresowania przez ojców, strata psa- przyjaciela, rola męskiego twardziela to wyzwania, którym nie każdy sprosta.

Michał Buszewicz zajął się męską wrażliwością, jej obniżoną odpornością na stres. Upomina się o uważność na  męskie nieradzeniem sobie z trudnymi sytuacjami choć nie są to okoliczności szczególnego, wyjątkowego kryzysu. Wskazuje na to, co może na co dzień nam umykać, nie mieścić w normie a w rzeczywistości stanowi poważny problem. Reżyser nie otwiera rozwiązania wsparcia mężczyzn na wszystkich a dokładnie wskazuje adresata swego przesłania: mężczyźnie może pomóc tylko inny mężczyzna lub może pomóc sam sobie, Bo tylko on zrozumie, przytuli, pocieszy? Zaakceptuje chwile słabości? Jednak Waldemar Barwiński, Robert T.Majewski, Henryk Niebudek, Piotr Siwkiewicz, Paweł Tomaszewski, Karol Wróblewski, zdradzę to, w spektaklu nie płaczą. Jednak nie płaczą.

To w zwierzeniach spisanych przez Michała Buszewicza, w choreografii Katarzyny Sikory przemyka nuta skargi, wyraz gestu wyrażający potrzebę zrozumienia, solidarności, empatii;  zwyczajnie ludzkiej, nie tylko męskiej czy żeńskiej, życzliwości. Muszę upomnieć się jednak o kobiety, o spektakl o nich, bo dziś KOBIETY NIE PŁACZĄ. Wsłuchujmy się w to, co mówią do nas inni. 

Sprawdźcie w teatrze, w życiu sami. Powodzenia:)


CHŁOPAKI PŁACZĄ

Scenariusz: Michał Buszewicz
Scenografia: Doris Nawrot
Kostiumy: Doris Nawrot
Muzyka: Baasch
Choreografia: Katarzyna Sikora
Video: Michał Dobrucki
Reżyseria światła: Aleksandr Prowaliński
Asystentka reżysera: Jowita Mazurkiewicz

poniedziałek, 24 kwietnia 2023

ZNIEWAŻENI TEATR ATENEUM w WARSZAWIE


Spektakl Teatru Ateneum ZNIEWAŻENI w reżyserii Przemysława Bluszcza to monodram, w którym Dariusz Wnuk w narracji scenicznego Petera Garrena analizuje sytuację polityczno- społeczną Europy w obliczu nadciągającej drugiej wojny światowej z perspektywy Paryża, poziomu dorobku kultury wysokiej. Jest głosem głębokiej obawy o zmianę mentalności człowieka zachodu a nawet lęku o los spuścizny cywilizacji europejskiej. Opowiada o mechanizmach propagandowo- politycznych, o szokującej presji osobowości Hitlera, jaką wywierał na słuchaczach. Bohater przeprowadza słuszny wywód myślowy, w którym powołując się na dorobek filozoficzny, kulturalny Europy, przewiduje rządy totalitarne, wskazuje źródła ich narodzenia, przebieg i tragiczne skutki. 

Ten godzinny wykład dowodzi, że światli ludzie doskonale wiedzieli, co się święci. Bardzo szybko orientowali się, że polityka Hitlera zmierza do zagłady nie tylko narodów ale i kultury, w konsekwencji zanik świadomości własnej tożsamości. Stosując zarządzanie strachem. Znieważeniem.

Poprzez obecność sceniczną Dariusza Wnuka słyszymy  Sándora Máraia, przenikliwego i wrażliwego Europejczyka, który krytycznie ocenia nadciągający upadek wartości, które reprezentuje, i jest to również głos wyrażający współczesne obserwacje dotyczące obecnej sceny politycznej, sfery społecznej i w związku z tym konstatacji, które wydają się nasuwać automatycznie same.  Pytania o to, co znaczy być Europejczykiem, co rozumie się pod pojęciem wspólnoty, tyranii, czym jest demokracja, pozwalają przypomnieć sobie definicje pojęć fundamentalnych, które decydują o tożsamości jednostki, narodów, wspólnoty europejskiej.

Monodram przypomina nam wartości, dzięki któremu dziś jeszcze Europejczycy wspólnie działają ale też tłumaczy z wyrzutem i żalem jakie są skutki, gdy się je zdradza, o nich zapomina, gdy się je sprzeniewierza. Gdy się kłamie, ciągle kłamie, wyłącznie kłamie. Ilustruje to opowieść narratora o kochającej się rodzinie, o młodziutkiej parze uprawiającej seks przy odsłoniętych oknach, która czule zajmuje się małym dzieckiem, sobą nawzajem jako naturalnym, szczęśliwym przykładzie porządku rzeczy. Ta idylliczna scena jest kontrapunktem dla nieznośnego chaosu, który sygnalizuje początek i koniec spektaklu, gdy słychać tylko niezrozumiały bełkot, zgrzytliwy trzask, niepokojący hałas  generujący nieznośny dźwięk dobiegający z radia(media), którego sensu nie sposób rozpoznać, zrozumieć. Jedna sytuacja budzi ukojenie, spokój, błogość i nie chcemy się z nią rozstać, druga drażni, wywołuje agresję, strach, bo przeraża a winna przekazywać zrozumiałe dla wszystkich treści. Z warczącym chaosem nie sposób rozmawiać, dyskutować, nie można mu zaradzić. By się go pozbyć, trzeba go wyłączyć. Taką sugestię zakodowali twórcy w tym obrazie, wydaje się że również dzisiejszym, współczesnym. Takie działania- nie wprost- sugerują, by możliwy był powrót do normalności. 

W sumie smutna jest ta wypowiedź artystyczna, bo konieczność przypominania o tym, co jest najważniejsze do przetrwania demokracji europejskiej, czym jest tożsamość, wolność, kultura, sztuka dowodzi, że niczego się dotąd świat, mający nieograniczony dostęp do wiedzy, informacji, nie nauczył serfując po zmanipulowanej rzeczywistości intermetowym hejtem. Nie pamięta, nie czyta, nie myśli samodzielnie. I błądzi, tonie niemy i głuchy na oczywiste symptomy erozji idei, stare jak świat sygnały  degradacji wartości. Hałaśliwym chaosem kłamstwa splątany, ubezwłasnowolniany polityczną mamoną, bardziej lub mniej świadomie, ulega tyranii. Kogo, czego, obejrzyjcie i zdecydujcie sami.


Dariusz Wnuk z wyczuciem, zaangażowaniem, pasją prowadzi merytoryczny wykład o zagrożeniach nadciągających zmian, które człowieczeństwo podstępnie pozbawia woli sprzeciwu wobec zła i w efekcie prowadzi do  utraty godności. Sygnalizuje krok po kroku jak demokracja została wykorzystana w celu zaspokojenia ambicji jednego narodu, rośnięcia w siłę jednego człowieka, Hitlera, który narzucił swoją zbrodniczą wersję budowy potęgi Niemiec. Obok ważnych treści równoległym narratorem, który wzmacnia jej znaczenie, jest scenografia i kostiumy Agaty Piotrowskiej. Stosy książek jakby przygotowane były do zniszczenia/spalenia, emocją światła i zmianą koloru reagujący na sytuacje sceniczne nowoczesny obraz, walizka-wieczny towarzysz pisarza, emigranta, Europejczyka, stosowna jej zawartość, laska podkreślająca status inteligenta, plastikowe, bogato rzeźbione krzesło wtapiające się w otoczenie-znak ponadczasowości, stare radio emitujące muzykę Schuberta, trzaski, audycje, kryształowy żyrandol i nowoczesna lampa-rzeźba w kształcie rąk składających się do oklasków(aprobata), a może do modlitwy lub chroniących światło(symbol życia, Boga, oświecenia) wypełnia jeszcze bezpieczną ale już zagrożoną tym, co się na zewnątrz dzieje w świecie, przestrzeń. Gdyby nie moralizatorska nuta tej profetycznej  pieśni o upadku potężnej cywilizacji chrześcijańskiej, byłby to poruszający monodram, wyreżyserowany przez debiutującego w tej roli Przemysława Bluszcza, brzmiący aktualnie, rezonujący współcześnie.


ZNIEWAŻENI Sándor Márai


PRZEKŁAD Teresa Worowska
REŻYSERIA I ADAPTACJA Przemysław Bluszcz
OPRACOWANIE MUZYCZNE Przemysław Bluszcz
SCENOGRAFIA I KOSTIUMY Agata Piotrowska
REŻYSERIA ŚWIATŁA Agnieszka Kokowsk

OBSADA: Dariusz Wnuk

W przedstawieniu wykorzystano fragment słuchowiska w realizacji dźwiękowej Małgorzaty Mendrek; z udziałem: Magdaleny Schejbal, Anieli Zięby-Drzymalskiej, Marysi Maraśkiewicz, Dariusza Wnuka, Przemysława Bluszcza.

niedziela, 23 kwietnia 2023

SIOSTRY! TEATR NOWY W POZNANIU

 


W całkowicie pozbawionym scenografii spektaklu Teatru Nowego w Poznaniu SIOSTRY! w reżyserii Piotra Kruszczyńskiego, nie licząc kilku prostych krzeseł, kolorowych baloników, pary drzwi-wejścia, wyjścia- liczą się tylko bohaterowie, ich relacje, oczekiwanie na spełnienie. Przestrzeń jest wyczyszczona, jakby otwarta na zmiany, na nowe rozdanie, wypełnienie, nawet kolory są bez właściwości, nie zachęcają do wejścia w ten pusty jeszcze świat. Wskazówką są nowoczesne kostiumy Justyny Łagowskiej, interpretacja aktorska, która tworzy portrety psychologiczne bohaterek dramatu Czechowa na modłę wybitnie współczesną. I tylko jeden kontrapunkt pojawia się w tej przestrzeni, jakby prowokował do myślenia, zaburzał, mącił tworzony obraz nowego wspaniałego świata wyzwolonej kobiecości. Od czasu do czasu przemyka przez scenę archaiczna, w ludowy strój ubrana Anfisa z przytroczonym do ciała stołkiem, w roli kobiety cienia, służącej wiecznie mężczyźnie, istniejącej tylko dla niego, czekającej wytrwale na gest z jego strony, gotowej na wszystko. Oddana, wpatrzona w swego pana i władcę niewolnica znajduje w tym spokój, radość i spełnienie. Oj, głupia, naiwna, prosta to kobieta zupełnie niedzisiejsza ale w jakiś ujmujący sposób ciepła, dobra, wzruszająca! Winna nas złościć jej pokora,  uległość, ubezwłasnowolnienie. Łagodność. Ale tak w rzeczywistości się nie dzieje. Chyba rozumiemy ją ale nie do końca akceptujemy. Zaśmieca swoją postawą postępowy, wojowniczy, hurra! optymistyczny obraz wyzwolonego świata kobiet. Bo Olga ostro pracuje, do tego stopnia, że ciągle jest zmęczona. Wyszłaby za każdego, który byłby nią zainteresowany ale czy znajdzie się taki?, czy ona znajdzie czas i siły na takiego? Irina bezpruderyjnie robi, co chce: nudzi się, romansuje, próżnuje. Najbardziej zaangażowana w zmiany jest Irina. Zaczepna, prowokująca, agresywna jest jak współczesne młode dziewczyny buntujące się, walczące o swoje. Natasza całkowicie przejęła kontrolę nad życiem swoim i męża, Andrzeja, dyryguje jego siostrami. Ta ma władzę absolutną!

Kobiety nie są w tej interpretacji sztuki Czechowa słabe, uległe, niezdolne do samodzielnego działania. Wiedzą czego chcą i sięgają po to. Nie tęsknią za Moskwą, każda decyduje o sobie, ma cel w życiu. Korzysta ze swojego doskonałego wykształcenia,  kształtuje swój los. Ignoruje, owija sobie wokół palca lub kieruje mężczyznami, Kułyginem, Wierszyninem, Prozorowem, którzy wydają się zniewieściali, żałośni, bez siły, bez władzy, bez znaczenia. Ci starzy i jeszcze stosunkowo młodzi kabotyni, stetryczali geriatrycy, gnuśne karykatury męskości, są skazani jak cały patriarchat na wyginięcie, na śmierć. W każdym razie uciekają, ustępują pola, ulegają. Najciekawszą postacią dążącą do emancypacji, poszukującą swojej tożsamości płciowej jest absztyfikant Iriny, Tuzenbach. Na pewno nie ginie w pojedynku; rozpływa się w tej nowej rzeczywistości, która oferuje pełną wolność jako kolejna siostra.

 Czy czeka nas matriarchat? 

Twórcy spektaklu sugerują, że już jest. Wychylił się w kierunku wolności, swobody, samostanowienia. Brania odpowiedzialności za siebie bez względu na wszystko. Marzyć można nie tylko o Moskwie, o pracy. Marzenia, to jasne, niczym nie są ograniczone. Jeśli udało się pokonać tak potężny patriarchat, przerobić go na żeńską(baron), matczyną(Andrzej), zniewieściałą modłę, podporządkować go sobie i dowolnie kontrolować, to możliwe jest wszystko. Czy tylko nie czeka te wspaniałe, dzielne, wyzwolone kobiety też ten sam los co mężczyzn? Jeśli nie znajdą nowych celów, innych dróg, form działania, współżycia nie będzie czego/kogo naśladować, powielać i znów zaczną, tym razem wszyscy, tęsknić w pustce wokół siebie za tym, co było i powtarzać: "do Moskwy, do Moskwy, do Moskwy". Ech, wy, SIOSTRY!


SIOSTRY!

Na podstawie "TRZECH SIÓSTR" Antona Czechowa w przekładzie Natalii Gałczyńskiej

Tekst, przestrzeń, reżyseria: PIOTR KRUSZCZYŃSKI
Dramaturg: MICHAŁ PABIAN
Kostiumy, światła: JUSTYNA ŁAGOWSKA
Muzyka: PAWEŁ DAMPC
Asystentka scenografa i kostiumografa: LIDIA STACHOWSKA
Konsultacja video: KAMIL KROTOFIL

Obsada:

MALINA GOEHS
MARTA HERMAN
EDYTA ŁUKASZEWSKA
OLIWIA NAZIMEK
ANNA TOPORSKI/MAŁGORZATA ŁODEJ-STACHOWIAK
JANUSZ ANDRZEJEWSKI
ZBIGNIEW GROCHAL
HUBERT MIŁKOWSKI (gościnnie)
ŁUKASZ SCHMIDT