czwartek, 29 maja 2014

WILKI I OWCE TEATR TELEWIZJI


www.tvp.pl

Nie rozumiem tej mody na Konstantina Bogomołowa.  Iwan Wyrypajew okazał się strzałem w dziesiątkę, artystą fascynującym, wyjątkowym, poszukującym, ale w tym przypadku to niewypał. Pudło. Poprawność. Wiele hałasu o nic. A nic to za mało. Za mało. 

Już w 2013r. na festiwalu Da! Da! Da! można było obejrzeć spektakl IDEALNY MĄŻ. KOMEDIA w reżyserii Konstantina Bogomołowa, który był transmitowany na żywo w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Bogomołow w styczniu 2014 r. wyreżyserował w Teatrze Narodowym w Warszawie LÓD na podstawie światowego bestselleru Władimira Sorokina. I nie będzie to jedyna jego realizacja na polskich scenach. 

Niestety, nie jestem wielbicielką produktów tego reżysera. Niestety. Być może trafiam tylko na spektakle nieudane. Bo podobnie było z telewizyjną transmisją w TVP Kultura zarejestrowanego spektaklu WILKI I OWCE według sztuki Aleksandra Ostrowskiego z moskiewskiego Teatru Studio Olega Tabakowa– najgłośniejszego rosyjskiego reżysera średniego pokolenia. Komedia Ostrowskiego z 1875 r. w dużej mierze stanowi satyrę na społeczeństwo i obyczajowość rosyjską XIX w. Tyle, że obserwacje dotyczące natury człowieka i stosunków międzyludzkich są celne i ponadczasowe. Problem jednak w tym, że niezbyt głębokie, niezbyt błyskotliwe,  niezbyt nawet zabawne, jak na komedię przystało. Bo są to uproszczone, schematyczne, instruktażowe scenki rodzajowe, demaskujące podział ludzi na wilki i owce. Porównanie jest aż nadto jednoznaczne. By nie rzec prostackie. Jedni pożerają drugich; bezwzględnie, bez skrupułów, za ogólnym przyzwoleniem i akceptacją. Wilki są agresywne, silne, doskonale przygotowane. Owce idą posłusznie, zupełnie podporządkowane i pogodzone z losem, na rzeź. Dorzucono do tego intrygi, manipulację, przemoc , szantaż, oszustwo, fałszerstwo. Próbę sił chciwości, hipokryzji, obłudy. Emocjonalnie i siłowo prawo mocniejszego, lepiej przygotowanego egzekwowanie. Tym samym bohaterowie poddawani są procesowi segregacji; kim kto jest i do jakiej grupy w zawiązku z tym się kwalifikuje. Rozpoznanie porządkujące przestrzeń społeczną, publiczną kończy sztukę. Doprawdy błyskotliwa to puenta. Aż nadto. 

Wszystko uproszczone jest aż do bólu, a podziały między silnymi i słabymi wyraziste. Trudno się pomylić, zbłądzić, pogubić, bo symbolika inscenizacyjna wzmacnia je i nie daje złudzeń, co do przynależności bohaterów spektaklu do właściwej grupy. Przy tym wszystko jest zbalansowane, podział dokonany pół na pół. Muzyka, piosenki kabaretu niemieckiego kontrowane ariami operowymi. W sferze scenografii, kostiumów też dominuje kontrast. Czarne i białe krzesła. Pół sceny jest biała, pół czarna. Czerwona granica między nimi wyznacza krwawy szlak podłości, oszustw, rezygnacji i konieczności podporządkowania się sytuacji. Wilki są czarne, owce białe. Czerwone akcenty: krawat Bierkutowa, suknia Kupawiny, gatki, koszula Czuganowa, biblia Murzawieckiej łamią tylko ten prosty, jasny podział. Wyznaczają krzyczący barwą ślad przemocy, szantażu, nękania, dręczenia, presji, wyzysku, podłości i cwaniactwa. Jedynie ludzie zachowujący się na scenie jak zwierzęta przybierają gołębi kolor/służąca, Apollon/. Niewykluczone, że miejsce, w którym w danym momencie sztuki znalazł się aktor też coś symbolicznie znaczy/ jak w westernie/.

Przeciętność tego przedstawienia rzuca się brutalnie w oczy. Prawdopodobnie dlatego, że rejestracja filmowa jest, oględnie mówiąc, wyjątkowo nieudolna. Jakby się podporządkowała ogólnemu poziomowi sztuki i regułom nim kierującym. Schematyczna, prześwietlona. Bezpośrednia. Jakby z innej, zaprzeszłej epoki. Z ujęciami widzów na widowni. Tak, byśmy nie mieli wątpliwości, że to spektakl a nie film. Bo nie mamy mieć wątpliwości, przestrzeni na indywidualne myślenie. Wystarczy obejrzeć i wszystko jasne. Mimo to, ciągle zachodzę w głowę, dlaczego jest to komedia.  Bo nie śmieszy, nie bawi. Cokolwiek odsłania, cokolwiek pokazuje, uczy. Bo wilki w teatrze, czy gdzie indziej, znają swoją moc i wiedzą gdzie mają być, bo znają swoje cele i wytyczone szczyty do zdobycia. Owce są całkowicie podporządkowane, ogłupiałe, bezwolne. Irytująco nie stawiają oporu. Nie mają wiele a często nic do gadania. Ludzie zwierzęta nie liczą się w ogóle. No dobrze, wzruszają. Wprowadzają ckliwy, rozbrajający akcent. 

Sztuka dotyczy tylko i wyłącznie aspektu przetrwania. Fizycznego, biologicznego przetrwania. Sfera uczuć, emocji, wartości wyższych nie istnieje. Walka o byt, walka o przestrzeń życiową, o pieniądze, o męża to priorytety istnienia. Wegetacji społecznej. Ci, którzy w ogóle się nie liczą w grze są zdepersonifikowani. Stają się na naszych oczach łagodnymi, oswojonymi zwierzętami domowymi. I tylko one paradoksalnie niosą swoją obecnością odrobinę prawdziwych ludzkich uczuć, emocji, zachowań. 

Świat jest bezwzględny, surowy, jednoznacznie podzielony. Podporządkowany instynktownej , zwierzęcej walce o byt. Dobrze jest znać swoje w nim miejsce. Dobrze jak najszybciej rozpoznać, kim się jest. Wtedy będzie mniej bolało zajęcie przestrzeni swej marnej ludzkiej, nieludzkiej egzystencji. 

Na moje oko, rzeczywistość to bardziej skomplikowana figura. O wiele bardziej niejednoznaczna. Tym bardziej nie rozumiem tej fascynacji sztuką reżyserii Konstantina Bogomołowa i wynikającej z niej jego promocji.  W teatrze i telewizji. Wyciągając wnioski ze spektaklu, można by rzec, że jest wilkiem, rosyjskim wilkiem, który siłą swojej osobowości medialnej/wywiady/ podporządkował sobie polskie owce teatralne. Z sukcesem. Bo jego obecność w Polsce jest faktem. Dla mnie smutnym faktem. Ale ja jestem okiem, tylko okiem teatralnego zwierza. Znam swoje miejsce. I nie potrzebuję do tego mojego osobistego rozeznania sztuki reżyserii Konstantina Bogomołowa. Ważnej pewnie dla Rosjan. A dla nas, Polaków? Każdy, kto obejrzał spektakl, sam oceni. 






WILKI I OWCE

Teatr Studio Olega Tabakowa


reżyseria: Konstantin Bogomołow,
autorka wersji polskiej: Krystyna Łozowska,
choreografia: Oleg Głuszkow, 
scenografia i kostiumy: Larysa Łomakina
Obsada: 
Roza Hajrulina, Daria Moroz, Aleksiej Komaszko, Wiaczesław Czepurczenko, Andriej Fomin, Yana Sekste, Anna Czipowska, Dmitrij Kuliczkow.
premiera 2012 r.
emisja polska 27.05.2014 r., TVP Kultura

0 komentarze:

Prześlij komentarz