Projekt MIKRO TEATR zakłada maksymalnie 16 minutowe, przygotowane tylko przez czterech realizatorów spektakle przy użyciu nie więcej niż jednego rekwizytu, dwóch mikrofonów i jednego rzutnika. Wszystkiego może być mniej, nigdy więcej poza wyznaczoną normę. W sensie znaczeń wszystkiego może być więcej, mimo redukcji, ograniczeń formalnych.
DUPKI Michała Borczucha w ciągu restrekcyjnie wyznaczonego czasu, z udziałem dwójki wspaniałych, ciekawych wszystkiego, radosnych bobasków oraz Janka Dravnela i Sebastiana Pawlaka, ich dorastających wcieleń/w realu ich ojców/, bardzo sugestywnie, skrótowo ale nader obrazowo opowiedział o inicjacji seksualnej młodego człowieka odkrywającego kobiece ciało, poznającego ciało własne w konwencji: "Mój pierwszy raz". Lekkość i bezpośredniość szczerości opowieści czyniły ją zabawną, bezpretensjonalną choć przecież podążała znanym każdemu traktem. Żadnych niespodzianek, zaskoczeń poza formalną kompozycją całości. Dojrzewanie poprzez odkrywanie własnej seksualności w kolejnych doświadczeniach po narodziny swojego dziecka. Jednocześnie dwójka niemowląt niewinnie baraszkująca wśród balonowych piłek do zabawy pod koniec sflaczałych jak zużyte prezerwatywy to dwóch już dorosłych, o czarnych jak noc i długich jak kobiece włosy, mężczyzn wracających do początku swego dojrzewania. Okazuje się, że można wybić się na oryginalność przekazu w tak minimalnym czasie. Wystarczy pomysł, koncepcja konstrukcji całości i brawurowe wykonanie. Ostatecznie jest to pewna linearna historia na konkretny temat używająca szokujących środków ekspresji, bo przecież wykorzystano udział niczego nieświadomych maluchów.
.
"Kiedy myślę o formule Mikro Teatru to myślę: gdzie kończy się teatr a zaczyna performance? Gdzie teatr zamienia się w akcję? Gdzie teatr zamienia się w instalację? Czy ramy czasowe są w ogóle potrzebne do opowiedzenia historii? Czy historia jest w ogóle potrzebna teatrowi? Czy teatrowi jest w ogóle potrzebny czas, widz i reżyser? 16 pustych minut interesuje i przeraża mnie najbardziej."- powiedział reżyser Michał Borczuch.* Kiedy oglądam Mikro Teatr Michała Borczucha nie zastanawiam się jeszcze nad jego formułą. Słucham o czym mówią aktorzy, jakich środków używają, by uwiarygodnić niełatwy osobisty przekaz sceniczny. Spekuluję, co oznaczają ich czarne jak smoła twarze, peruki o długich, kruczych włosach. Co kryją, co uniwersalizują. Element zaskoczenia, tajemnicy doprowadza do stwierdzenia, że chodzi o grę słów grą metafory skrótu, o historię anonimowego DUPKA zajmujacego się swoją i płci przeciwnej DUPKĄ. Sprytnie i prosto. Dowcipnie. O płci, seksualności, dojrzewaniu. Indywidualnym doświadczeniu dorastania.
CIAŁAM DZIAŁEM mówi swą wypowiedzią mikro teatralną Justyna Sobczyk/prowadzi Teatr 21/. Podjęła temat aktorstwa, jego żródeł, badania granic między tym co jest a co nie jest grą aktorską, uczestniczenia czy wykluczenia aktora z procesu twórczego. Skonfrontowała dwa modele pracy nad rolą. Zastanawia się czy aktor ma tylko grać czyli posłusznie wykonywać koncepcje, zadania, pomysły innych i w związku z tym tylko użycza ciała, kompetencji bez angażowania swego świata wewnętrznego, osobistego, intymnego pozostając w pełnej autonomi, podchodzi z dystansem do kreowanej postaci scenicznej czy jest równoprawnym współtwórcą spektaklu włączającym własne doświadczenia, pomysły, będąc pełnoprawnym partnerem reżysera. Oba sposoby eksploracji ciała, udziału aktora w budowaniu bohatera scenicznego, w podejsciu do wykonywania zawodu prezentuje Magdalena Czerwińska i Martyna Peszko w pustej przestrzeni scenicznej, którą wypełniają sobą w dynamicznym ruchu scenicznym, akrobatycznej choreografii. Z wykorzystaniem na początku spektaklu wideo o kolejowym transporcie czołgów/a może dział opancerzonych?/ w Toruniu. Niewątpliwie aktorki działają ciałem, posługują się jego materią. Ilustrują "ciała jestem działem", zakładając świadome, przemyślane jego wykorzystanie w procesie twórczym. Bardzo to był udany mikro spektakl. Krótki ale intensywny, skutecznie wizualizujący dwa przeciwstawne punkty widzenia. Świetnie wykorzystujący minimalną, narzuconą z góry ilość czasu.
TEMPO, TEMPO to tytuł sugerujący rolę czasu w dzisiejszym pędzie życia. Jedynym rekwizytem zawieszonym u powały po przekątnej sceny był błękitno- niebieski hamak jak kokon, instrument muzyczny lub wskazówki zegara, bezpieczne schronienie służące do obserwacji świata. Może być oczywiście czymś więcej w tym performensie. Każdy widz indywidualnie go interpretuje.
W hamaku ukryli swe ciała Weronika Szczawińska i Piotr Wawer, precyzyjnie uruchamiający swój mikro spektakl. Nakręcają sprężynę spotkania. Tematem jest czas; jego przeżywanie, doświadczanie, jego ważność, istota, charakter. Twórcy udowodnili, że mimo restrykcyjnego ograniczenia z nonszalancją traktują czas, uwalniają się z jego ograniczającej presji. Pokazali dowcipnie, konsekwentnie, z dystansem jak jest marnowany, jak może być odzyskiwany/widzom podarowano kilka minut ciszy, z którymi mogli robić, co chcą/ i konsekwencje tego, że jest sprowadzany do towaru/można sobie kupić czas np.antenowy/. Prostota zmyślnych pomysłów, zabiegów formalnych bawiła publiczność. Minimalistyczna narracja i symboliczna akcja, żelazna dyscyplina-nieustanny pomiar czasu- zderzona z luzem podejścia do tematu wypracowała jednak klarowny przekaz banalnej, oczywistej treści eksperymentalnego projektu. Ale idea tego cyklu doskonale wpisuje się w to, co i jak robi /robiła dotąd w teatrze Weronika Szczawińska. Zaskakujące interdyscyplinarne kompozycje, niebanalne, złożone narracje, nowatorskie, wymagające zaufania od widza pomysły inscenizacyjne. W tym wypadku mikro poważny żart teatralny. Super poprowadzony pomysł jednego tematu.

0 komentarze:
Prześlij komentarz