środa, 4 grudnia 2013

NIETOPERZ TR Warszawa




Polak, Węgier, dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki. I do teatru. Polska obsada aktorska, węgierski staff koncepcyjno-artystyczny. I polscy widzowie. Ależ owszem, ależ tak! 


Kim, czym jest tytułowy Nietoperz z przedstawienia w TR Warszawa? Sygnałem, że reżyser korzysta z formy operetki -znanego szablonu krotochwilnej śpiewogry Johanna Straussa, by przedstawić i ocieplić temat główny- mrożącą krew w żyłach, nieoswojoną w naszej świadomości eutanazję, temat tabu? Cóż znaczy nietoperz bez zemsty? Zemsta nietoperza ulotniła się, wyparowała. Jest niepotrzebna, bo ludzie sami sobie gotują los. Jak im wygodniej, łatwiej i przyjemniej. Sami z własnej, nieprzymuszonej woli mszczą się na szczątkach życia zadając mu brutalnie śmierć. Sami odsłaniają swoją prawdziwą naturę. Pokazują jak bezradni są w sprawie życia i śmierci. Miłości i cierpienia. I jak są osamotnieni, skołowani, zagubieni.

Może to sugestia, że eutanazja to wampir podstępnie wysysający z człowieka wolę życia? Obietnica samowyzwolenia. Ucieczka. Prawo, które umożliwia bez wyrzutów sumienia popełnić samobójstwo i bezkarnie działać mordercy. My, ludzie, jesteśmy bardzo sprytni, przewrotni , podstępni. Dla zysku zrobimy wszystko. Usankcjonujemy każdą podłość, niegodziwość. A tym zyskiem może być pieniądz o nominale nie dającym nigdy zaspokojenia, ucieczka przed cierpieniem, które w dzisiejszym systemie wartości już nie istnieje, chęć decydowania już nie tylko o życiu ale i o własnej śmierci. Bez skutków ubocznych.  Bóg jest rzeczywiście niepotrzebny, a nawet w sposób oczywisty zbędny, bo gdyby istniał, wystawiłby nam rachunek sumienia po śmierci i zapewnił wieczne potępienie w pakiecie boskiego wymiaru człowieczeństwa. Stawałby w poprzek tej drogi zagłady. A świadomość "ograniczenia wolności wyboru" trzymałaby ludzi niepotrzebnie przy życiu. I rodziłaby jednak, prędzej czy później, wyrzuty sumienia i żal. I mimowolne cierpienie. I poczucie winy. Że nie udźwignęliśmy tego ludzkiego cierpienia-upadku człowieka -jakie zawsze serwuje nam choroba, starość i umieranie. Odrzucamy to jednak i przyzwyczajamy się do myśli , że w życiu nie ma miejsca na ciemną ,a nawet mroczną jego stronę. Akceptujemy tylko jasność, pozytyw, to, co przynosi radość, szczęście, zadowolenie i przyjemność. Wolność i wygodę. Za wszelka cenę.

A życie w pakiecie ma różnorodne, zaskakujące opcje. Czasem optymalnie złe, już od urodzenia. Eutanazja to sposób zabezpieczenia świętego , wiecznego spokoju cierpiących i chcących odejść oraz tych zdrowych, obciążonych trudem znoszenia cierpienia najbliższych czy opiekujących się nimi. To wytrych do wszelkich nadużyć. Bo my, ludzie, nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć i na każdy sposób się zabezpieczyć. Niestety.

Jak o tym mówić, pisać, dyskutować? 
 Jak ten problem przedstawiać? Reżyser Kornel Mundruczo zdecydował zneutralizować ostrość tematu formą operetki. Dostajemy kontrast tematu i formy. Kontrast głębokiego poczucia samotności, braku miłości, więzi nawet między najbliższymi osobami a nieznośną lekkością przyzwolenia i współuczestnictwa w zadawaniu śmierci w obliczu sankcjonującego ją prawa. Kontrast cierpienia, bólu, desperacji,  braku nadziei i straty poczucia sensu życia-  tych w potrzebie-  z pragnieniem wyzwolenia się od uczestniczenia, nieumiejętności radzenia sobie z tymi problemami -ludźmi zdrowymi /lekarze, personel pomocniczy, rodzina, bliskie osoby/. Pytania wydają się proste, oczywiste. Nie ma łatwych odpowiedzi. Problem pozostaje. Szczególnie mają go ci, którzy są nim bezpośrednio dotknięci.

Pozostaje wrażenie graniczące z pewnością, że puszka Pandory z napisem EUTANAZJA została otwarta.

Już wiemy, temat sztuki jest nośny, ciekawy, chwytający za serce, drażniący umysł. Podany jest publiczności ze znacznym środkiem znieczulającym formy. Ta nie pozwala na podkręcenie dramatyzmu wyborów, postaw, losów ludzkich, co powoduje ambiwalentne uczucie niezdecydowania, wahania, niepewności naszej oceny. Bo spektakl ma tylko prowokować nasze myślenie nad tematem, ma zasygnalizować powagę nadciągającej presji zmian w podejściu do zjawiska eutanazji. Nie jest jednoznaczną wypowiedzią. Jest taką wersją super soft dramatu, oferującego miękkie, bezpieczne wnioskowanie bez dyskomfortu burzenia przyjemności, bo kończącego się nadzieją. Nowoczesna, zmiksowana środkami wyrazu forma jeszcze bardziej pokazuje komplikacje związane z tematem sztuki. Czujemy jego niejednoznaczność, emocjonalne splątanie, dramatyzm wyborów. Scenografia, kostiumy, charakteryzacja, światło podkreśla wymowę sztuki. Mówi, że wszystko jest umowne, jest grą, symulacją tylko. A my, tu w teatrze zgromadzeni, jesteśmy bezpiecznie, niezagrożenie, z dystansem spozycjonowani obok tematu. Jakby nie chciano nas przestraszyć, zniechęcić, porazić. Tak, by wstrząsu nie było. A groza z pieśnią wyparowała. Oswajanie z tematem eutanazji oto cel tej inscenizacji.

Aktorzy 
grają świetnie , śpiewają dobrze znane ale przerobione arietki Johanna Straussa w obliczu nieodwołalnej decyzji o śmierci. Wiarygodna Roma Gąsiorowska, demoniczny Adam Woronowicz, interesujący Sebastian Pawlak i wybitnie charakterystyczny Dawid Ogrodnik/ za tą rolę otrzymał Feliksa Warszawskiego dla początkującego aktora za sezon 2012/2013/ wzmacniają przekaz sztuki. 

Spektakl jest interesujący, porządnie zagrany, z tematem do koniecznego indywidualnego przepracowania.  Jego treść ujęta jest w niebanalnej, jednak kontrowersyjnej formie. Jest o czym myśleć, jest nad czym się zastanawiać , jest się z czym wziąć za bary. Bo perspektywa śmierci i związane z nią umieranie, cierpienie wpisane jest nieodwołalnie w proces życia. Eutanazja to wrota awaryjne dla ucieczki przed odpowiedzialnością za siebie samego i siebie nawzajem. Choć paradoksalnie trzeba trzykrotnie na nią wyrazić ustnie zgodę i złożyć osobiście podpis. To rewers miłości, nadziei i wiary.

Lotem nietoperza, w mroku naszej egzystencji, z konieczności dokonania wyborów dotyczących życia i śmierci, wbijamy się naturą wampira  w tkankę życia, by wyssać resztkę człowieczeństwa  z istoty  nas samych. Bo nie mamy odwagi , cierpliwości, siły, argumentów, by zmierzyć się z tym, co do nas przynależy, co nas dotyczy z natury rzeczy. Przyjąć los, jaki by nie był. Wybieramy opcję wbrew naturze. Eutanazję. Najpierw uśmiercamy wrażliwość, potem neutralizujemy sumienie, mylimy tropy w myśleniu , bo celem jest święty spokój i ulga jaką przynosi. Pozornie święty spokój. W kleszczach lekkiej, łatwej i przyjemnej operetki. Bo z frywolną pieśnią na ustach zawsze łatwiej podjąć najtrudniejszą decyzję. I to jest ta niewypowiedziana, zatarta w interpretacji autorskiej reżysera scenarzysty zemsta nietoperza. Oszustwo nadziei, że jakoś wszystko dobrze będzie. Niestety, eutanazja zawsze pozostanie dramatycznym, bolesnym wyborem. To trudna , ostateczna, nieludzka prawie decyzja. Opowiedzieć się za życiem, jakie by nie było, czy śmiercią, cokolwiek by ze sobą po drodze umierania niosła, to nierozstrzygnięty nadal dylemat ludzkości. Nie ma szczęśliwego zakończenia. Nie ma nadziei.Tylko jej iluzja.

Polecam powieść "Mapa i terytorium" Michela Houellebecqa jako uzupełnienie a właściwie rozszerzenie tematu. Nawet wyniszczająca samotność, brak umiejętności budowania bliskości, emocjonalnych więzi, graniczne cierpienie nie jest w stanie zagłuszyć instynktownego sprzeciwu wobec instytucjonalnej, prawnej , odczłowieczonej konstrukcji przemysłu eutanazji. Jeśli oszukamy rozum, przyznamy rację dobrowolnemu, świadomemu samobójstwu, prawnie sankcjonowanemu morderstwu, ogłosimy triumf rozsądku dla własnej wygody i minimalizacji wszelkich kosztów życia, to przegramy w efekcie bój o naszą ludzką twarz, gdy boskie jej  podobieństwo się całkowicie zatrze.  Dopóki instynkt życia, wyczucia co jest złem a co nie jest  dobrem w nas nie wygaśnie , dopóty pozostaniemy ludźmi. Ludzkość już ćwiczy, sprawdza, doświadcza wynalazku eutanazji. I nie jest to tylko teatralna czy literacka symulacja.  To nie jest fikcja, to najprawdziwszy real.





UWAGA: W spektaklu użyto świateł stroboskopowych.
"Nietoperz" najlepszym spektaklem Boskiej Komedii



NIETOPERZ   TR Warszawa

reżyseria                                                                     Kornél Mundruczó
scenariusz                                                                  Kata Wéber i Kornél Mundruczó
scenografia i kostiumy                                                 Márton Ágh
kompozytor                                                                 János Szemenyei 

dramaturgia                                                                 Kata Wéber
światło i wideo                                                             Kornél Mundruczó
obsada:
dyrygent Gustaw                                                         Sebastian Pawlak
Irys, żona dyrygenta                                                    Agnieszka Podsiadlik
Ryszard, dyrektor kliniki                                               Adam Woronowicz
Marta,asystentka, kochanka dyrektora                         Małgorzata Buczkowska
Piotr, młody lekarz                                                       Rafał Maćkowiak
Jaśmina                                                                       Roma Gąsiorowska
Magda                                                                         Justyna Wasilewska
Łukasz                                                                         Dawid Ogrodnik
Fotografia Teatru Wybrzeże

0 komentarze:

Prześlij komentarz