poniedziałek, 12 marca 2018

IL TRESPOLO TUTORE COLLEGIUM NOBILIUM


Mamy szczęście, mamy możliwość obejrzenia i wysłuchania IL TRESPOLO TUTORE w COLLEGIUM NOBILIUM. Ta barokowa opera buffa/komiczna/, napisana przez Allesandro Stradellę, wykonana została po raz pierwszy w wersji oryginalnej po roku 1679 za sprawą INSTYTUTU OPERY: Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza, Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina, Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Reżyser Paweł Paszta realizuje ją jako część praktyczną swojej pracy doktorskiej w Akademii Teatralnej pod opieką dr. hab. Jarosława Kiliana a od strony muzycznej dr. prof. Artura Stefanowicza. Dyryguje Andrea De Carlo, który od wielu lat bada twórczość Allesandro Stradelli i jest jej wytrawnym znawcą. Sprawnie poprowadził młodych muzyków z Uniwersytetu Muzycznego.

Fabuła libretta to w zasadzie zabawna i prosta farsa w swej strukturze i kształcie oparta na komedii dell'arte. Częste pomyłki, przypadkowe, zaskakujące spotkania,  komiczne sytuacje, zestawienie kontrastujących charakterów bohaterów, zamiana płci doskonale wyostrzają znakomite, bogate plastycznie, kolorowe kostiumy Marty Kodeniec i sugestywna, adekwatna do nich charakteryzacja Anny Sawickiej oraz sugerowany jarmarczny czy cyrkowy anturaż /podest=arena, kurtyna= zasłona w tle/stworzony scenograficznie przez Macieja Krajewskiego. Zabiegi te budują przyjemną atmosferę, tworzą zabawny nastrój, podkręcają dramaturgiczne napięcie. I sprawiają, że operowe opowiadanie o perypetiach miłosnych bohaterów nie trąci myszką. Pokazane z dystansem, z przymrużeniem oka, poczuciem humoru bawi i wzrusza. Mimo wszelkich aluzji, dwuznaczności, podtekstów szczerze, młodzieńczo, wiarygodnie wybrzmiewa. Błazenada, konwencja łagodziła ostrość prawd życiowych, obłaskawiała ślepy los, ciepło, pobłażliwie charakteryzuje bohaterów.

Ale przede wszystkim miłość uszlachetniała tu prozę życia, osładzała jego mordęgę, oswajała przypadkowość, paradoksalność. Uwznioślała niedoskonałego człowieka, który w swej nieporadności, ułomności z trudem wyraża swoje prawdziwe uczucia, z wielkim wysiłkiem walczy o wzajemność, zainteresowanie, spełnienie. I mimo porażek, wynikających z błędnych wyborów,  stosowanych środków, które srodze zawodzą, próbuje nadal zdobyć wybrańca. Skupiała na tym, co najważniejsze-wydobywała i wyrażała głos wewnętrznego piękna, dobra, niewinności, płynący z głębi duszy, prostego serca, swojej natury.

W operze najważniejsza jest muzyka i popisy wokalne śpiewaków. Te nie zawodzą. Zdumiewają melodyjnością, kunsztem i energią. Wykonawcy zaskakują doskonałą grą aktorską, kondycją, sprawnością. Urocza, delikatna, piękna jest wstydliwa ponad miarę niewinnie subtelna Artemisia Pauliny Tuzińskiej,  która nie potrafi skutecznie wyznać uczuć swojemu opiekunowi, Trespolo Andrzeja Lenarta, człowiekowi mało atrakcyjnemu, znacznie od niej starszemu, którego kocha raczej jak ojca, choć sobie tego nie uświadamia. Artemisia wzrusza, zaskakuje, pięknie daje nam poznać śpiewem skalę przeżywanych uczuć. Na szczęście, o paradoksie!, Trespolo  kocha bez wzajemności intrygującą, drapieżną, wyrazistą Despinę Marty Huptaś.  Najbardziej znacząco zwraca uwagę zakochany w Artemisii czarujący, liryczny Nino Rafała Tomkiewicza.  Przejmujący, zdolny kontratenor- raz zabawny, beztroski Arlekin, na koniec smutny, tragiczny Pierrot. Przechodzący zdumiewającą osobowościową metamorfozę Ciro Magdaleny Pikuły/kobieta grająca rolę męską/ i bardzo ciekawa, pełna pretensji do korzystania z uroków życia niania Simona, grana brawurowo przez Mikołaja Zgódkę/mężczyzna w roli żeńskiej/ sprawiają, że tożsamości bohaterów są nieoczywiste, narracja jest przewrotna, intrygująca, niejednoznaczna i znajomo współczesna.

Miesza się w tym spektaklu wysokie z niskim. Godzi, współistnieje. Przenika. Daje do zrozumienia, że takie jest życie, świat, człowiek. Losy jego. Reżyser Paweł Paszta doskonale podkreślił te sprzeczności, które się w swej istocie dopełniają: iluzję i real, scenę i kulisy, aktorów asystujących obok występujących, smutek i radość, młodość i starość, miłość i powinność, nowoczesność i tradycję, przygotowania do wystawienia opery i jej ostateczny kształt sceniczny. Dzięki zbiorowej symbiozie artystycznej, zjednoczeniu sił twórczych pięknie na powrót zaistniała ta zapomniana na tak długo opera. Szkoda, że tak krótko będzie wykonywana w Collegium Nobilium. Śpieszcie się ją zobaczyć, bo bardzo jest udana, zabawna. Pieczołowicie, profesjonalnie przygotowana, z młodzieńczą fantazją i werwą wykonana. Emocjonuje i elektryzuje zachęcając do głębszego zainteresowania sztuką operową.  Przekonajcie się osobiście. Powodzenia:)


IL TRESPOLO TUTORE

Dyrygent - Andrea De Carlo
Reżyseria - Paweł Paszta (AT)
Scenografia - Maciej Krajewski (ASP)
Oprawa graficzna - Maja Żurawiecka (ASP)
Kostiumy - Marta Kodeniec
Charakteryzacja - Anna Sawicka
Tłumaczenie libretta - Katarzyna Otczyk-Marcelli
Opieka artystyczna - prof. dr Ryszard Peryt ,dr hab. Artur Stefanowicz
Przygotowanie solistów - dr hab. prof UMFC Anna Radziejewska, dr hab. Artur Stefanowicz
Opieka scenograficzna - dr hab. prof. ASP Paweł Dobrzycki

OBSADA:

Trespolo: Andrzej Lenart / Dawid Janowiak
Artemisia: Milena Lange / Paulina Tuzińska
Ciro: Magdalena Pikuła / Anna Parysz
Nino: Weronika Rabek / Rafał Tomkiewicz
Simona: Paweł Kowalewski / Mikołaj Zgódka – gościnnie
Despina: Agnieszka Grala / Marta Huptas

Orkiestra Instrumentów Historycznych Zakładu Muzyki Dawnej UMFC i goście:

Skrzypce I - Marcin Laskowski – gościnnie
Skrzypce II - Alicja Dziczek – UMFC
Wiolonczela - Agnieszka Grzeczka – gościnnie
Viola da gamba - Justyna Rekść-Raubo – gościnnie
Kontrabas - Anna Bator – UMFC
Teorba - Filip Zieliński – AM Poznań
Harfa - Julia Łopuszyńska – UMFC
Klawesyn - Lilianna Stawarz (09,10,16,17,18.03), Krzysztof Garstka (13, 14.03) – UMFC
Pozytyw - Barbara Brzezińska – UMFC

PREMIERA: 9.03.2018

zdjęcia :Magdalena Kuć

środa, 7 marca 2018

NIEZWYCIĘŻONY TEATR 6.PIĘTRO


Teatr 6.piętro zaprasza nas tym spektaklem do strefy komfortu. Po raz kolejny. Jeszcze zanim rozpocznie się spektakl wyrafinowanie prosta scenografia przyciąga, uwodzi, przykuwa uwagę. Później olbrzymia, nowoczesna, prawie pusta przestrzeń czerni przełamywana jest akcentami znaczących barw, które podkreślają nastrój, tworzą atmosferę. Tło, kontekst, komentarz. Raz jest to mieszkanie, innym razem sugestia więzienia/patrz zdjęcie/, odzwierciedlenie stanów emocjonalnych, uczuciowych, psychicznych bohaterów. Jakby otoczenie stwarzało a nie tylko określało człowieka. Kostiumy są konsekwentnym tej strategii rozwinięciem. Doskonale charakteryzują bohaterów.

Poznajemy dwie pary: Emily (Agnieszka Grochowska) i Oliver (Bartłomiej Topa) oraz Alan (Szymon Bobrowski) i Dawn (Aleksandra Popławska), które są jak awers i rewers statusu społecznego, finansowego, przekonań religijnych, politycznych, światopoglądu, mentalności pokolenia wieku średniego. Tego, które jest najbardziej produktywne i twórcze, które decyduje o swoim życiu, ma wpływ na losy kraju, miejsca, w którym żyje, ba, świata całego. Pokazane są relacje małżeńskie, inne związki międzyludzkie  i badane jest zagadnienie współistnienia, porozumienia i dialogu, a nawet przyjaźni pomiędzy ludźmi, którzy różnią się między sobą pod każdym względem.

W spójnej inscenizacji wyreżyserowanej sprawnie przez Eugeniusza Korina nie czuje się na szczęście, że jest to skromna, kameralna komedia. Rozbudowana przestrzennie, wielowątkowa narracja wnikliwie bada człowieka we współczesnym świecie. Pozwala go dobrze poznać, zrozumieć, ocenić. Umożliwia widzowi wyciągnąć wnioski również co do jego miejsca, położenia, stosunku do ludzi, również tych zupełnie innych, obcych mu czy nieznanych. Sztuka daje widzom doskonały materiał do przemyśleń na temat życia, jakie sami wiodą, relacji z najbliższymi, jakie tworzą. Proponuje rozważyć fundamentalne problemy, konkretne postawy. Stawia diagnozy. Ale otwiera też przestrzenie, daje argumenty, proponuje rozwiązania mogące być początkiem działania pozwalającego normalnie, po ludzku współistnieć, mimo istotnych a nawet skrajnych różnic. Pokazuje ostatecznie co ludzi łączy, nawet jeśli wszystko ich dzieli. Słusznie mówi o tym, że zawsze można znaleźć punkty wspólne, płaszczyznę porozumienia. W tym wypadku jest to, między innymi, problem radzenia sobie ze stratą dziecka. Chęć niesienia pomocy, współodczuwanie wynikające z empatii zbliża do siebie obie pary, czyni je sobie bliskimi.

Sztuka ilustruje bogato, że świat jest absurdalny, życie nieprzewidywalne, los kapryśny i zmienny a fortuna kołem się toczy. Izolowanie się, ucieczka, bez względu na przyczynę czy zaistniałą sytuację, nie rozwiąże żadnego problemu. Człowiek potrzebuje drugiego człowieka. Sam sobie nigdy nie poradzi. Doprowadzenie widza do konstatacji, że obecność w życiu innych ludzi/bliskich czy obcych/, kontakt z nimi i poznanie oparte na szacunku i zrozumieniu, czynieniu dobra, ratuje ich, pomaga im, jest bezcenna.

I jest to piękne przesłanie. Szczególnie dziś, w dobie zarządzania strachem przed tym, co inne, obce, niezrozumiałe, bo niepoznane. Sztuka dowodzi, że nawet  to, co jest takie samo, bardzo sobie bliskie  i wydawać by się mogło oswojone, zrozumiałe, bo poznane też stawia człowieka w sytuacji kryzysowej, bez wyjścia. Czasami bezradność wobec bólu, cierpienia drugiego człowieka onieśmiela,  wyczerpuje arsenał środków, sposobów pomocy, paraliżuje. Szczególnie widać to w relacjach między scenicznymi małżonkami, czy między pokoleniami/teściowa Emily/. Ale trzeba uporczywie walczyć, walczyć do końca. NIEZWYCIĘŻONY to nie tylko nazwa legendarnego brytyjskiego lotniskowca, ale też imię kota Alana. Tak naprawdę niezwyciężony jest zawsze człowiek, mimo tego kim jest i co go w życiu spotyka, który kocha miłością płynącą prosto z serca. Bezwarunkowo, zawsze i wszędzie, w każdej sytuacji i w każdych warunkach. To stara jak świat prawda, ale tak łatwo przychodzi człowiekowi o niej zapomnieć, stracić ja z pola widzenia. Dobrze, że teatr, sztuka nam o tym przypomina. Bardzo dobrze.

Spektakl pokazuje bardzo dokładnie sytuację człowieka współczesnego. Nie banalizuje go, nie spłyca, nie ośmiesza. Pieczołowicie uzasadnia złożoność problematyki. Wiarygodnie ją osadza w realiach, solidnie argumentuje, dokładnie charakteryzuje bohaterów. Korzysta z kontrastu, opozycji, powtórzeń. Nie unika tajemnicy, sprzeczności. Dzięki temu myśli są czytelne, postawy zrozumiałe, sytuacje rozpoznawalne, jasne.  Mimo, że sztuka porusza trudne sprawy, nie przytłacza nimi. Daje pole do popisu aktorom. Ich postaci zmieniają się, rozwijają, są złożone, niejednoznaczne. Widzowie mają szansę się  pośmiać, ale i poważnie pomyśleć. Mogą zastanowić się nad kondycją swego człowieczeństwa. Bez smutku, bez wyrzutów sumienia.


NIEZWYCIĘŻONY  TORBEN BETTS
reżyseria - Eugeniusz Korin
scenografia - Marcin Pietuch
kostiumy - Dorota Williams
tłumaczenie tekstu - Małgorzata Semil
projekcje - Marcin Kot Bastkowski
konsultacja muzyczna - Tomasz Szymuś
konsultacja ruchu scenicznego - Anna Głogowska

obsada:
Emily - Agnieszka Grochowska
Oliver - Bartłomiej Topa
Dawn - Aleksandra Popławska
Alan - Szymon Bobrowski

zdjęcie:materiał teatru

wtorek, 6 marca 2018

SPOWIEDŹ MOTYLA ATENEUM


Ten spektakl zanurza nas w świat dzieciństwa, dojrzewania, zmagania. Uwodzi czarem baśni, poezji, muzyki wyrażonej plastycznym jej wymiarem. Pociągającym i przerażającym. Pięknym i groźnym. Ciekawym i tajemniczym. Gdzie dominuje ambiwalencja, króluje afirmacja życia. Czas odkrywania, badania, doświadczania. Bólu i ukojenia. Nauki radzenia sobie ze stratą, żałobą, śmiercią.  Czas przejścia- od tego co nieznane do tego co musi się zaakceptować, od czasu dzieciństwa do czasu dorosłości.

Inspiracją sztuki Julii Kijowskiej i Wojtka Farugi był pamiętnik 14-letniego Janusza Korczaka, młodzieńca w okresie budzenia się refleksji nad życiem i śmiercią, sensem wszystkiego. Delikatne, subtelne przemyślenia pokazywały wrażliwość  już nie dziecka, jeszcze nie dorosłego człowieka. Uchwyciły pierwsze trudne doświadczenie egzystencjalne po śmierci babci. Ten proces myślowy, który zastanawia się nad istotą wszystkiego, co człowieka dotyczy, dotyka, jest z nim związane, ale  też prowadzi do rozważań  nad fizycznością i duchowością, upływającym czasem, wykorzystaniem tego, co się otrzymuje w darze. Sztuka sytuuje mentalność młodego człowieka w punkcie, z którego rusza lawina ważnych, fundamentalnych pytań, pozwalających kształtować samoświadomość, pobudzających wyobraźnię, wyzwalających wrażliwość, co pływa na określanie, definiowanie siebie w życiu i świecie. Najpierw jest kontakt, zderzenie z tym, co jest nieznane, obce , później następuje poznawanie i oswajanie nowego stanu emocjonalnego, tak by na przyszłość mieć punkt odniesienia, który nie będzie osłabiał a wzmacniał.

Młodzieńca gra Julia Kijowska, opanowana, skupiona, zamknięta, tak ucharakteryzowana i ubrana, że łączy swoją osobą cechy żeńskie i męskie, tą ambiwalencję płciową właściwą dla 14-latka. Obok niej gra na gitarze młody mężczyzna. Otaczają ją dziewczynki, które są dziecięcym żywiołem, temperamentem, ciekawością. Może tez reprezentacją dzieci, które Korczak znał, wychowywał, uczył. Z którą pozostał do końca. To one na koniec sztuki dominują, przejmują kontrole nad światem. Julia Kijowska owinięta jest przez nie folią i wygląda jak poczwarka uwieziona w kokonie. Żywioł dziecięcy ma siłę sprawczą, niewinność i czystość. On będzie napędem dalszego życia, tego w przyszłości. Zawsze i wszędzie. Mimo cierpienia, bólu i śmierci. Mimo bezsensu życia. Natura eksploduje witalności siłą. Podobnie jak młodość. Jest też moc odradzania w sztuce zaklęta. Dlatego każdy jej przejaw wzmacnia i buduje, zawsze coś człowiekowi ważnego ofiarowuje.

Treści spektaklu są wypowiedziane, wyśpiewane poetycznym tekstem. Kolorową, baśniową, malarską scenografią odwołująca się do  obrazów Henry’ego Dargera. Opowiadają stany emocjonalne, ilustrują to, co się w młodzieńcu kłębiło, ważyło, wartościowało. Rosło. Maskowało. Ujawniało. Było zabójczym rajem, złudnie bezpieczną krainą piękna, dobra i spokoju. Pozornie miejscem naturalnym, ogrodem szczęśliwym. Podstępnym azylem dla ciała i ducha. Domem rodzinnym, z którego z biegiem lat, z biegiem dni człowiek wyrasta a staje się nim świat cały. Pojedyncze, nieliczne kwiaty z żałobnej wiązanki rozrastają się w łąkę, zasłaniającą horyzont, łączą ziemię i niebo, a śmierć bliskiej osoby urasta do hekatomby niewinnych, wojennych ofiar. Tak się przechodzi od rozumienia doświadczenia indywidualnego do zbiorowego. Postrzegania szczegółu, który przenika całą naturę świata, nigdy nie jest jednoznaczny.

Sztuka ta ma wymiar uniwersalny, ponadczasowy. Interdyscyplinarny. Przyjęła formę, która scala w teatrze spektakl, performans, koncert. Odwołuje się do wszystkich. Pokazuje proces dojrzewania człowieka. Wykorzystuje doświadczenie indywidualne i je uogólnia, poszerza, pogłębia. Działa na zmysły. Staje się opowieścią o życiu i śmierci. Dla każdego. Jest spowiedzią motyla z punktu widzenia człowieka, jak jest spowiedzią człowieka z punktu widzenia świata.

SPOWIEDŹ MOTYLA
na podstawie młodzieńczego pamiętnika Janusza Korczaka, obrazów Henry’ego Dargera oraz tekstów Julii Kijowskiej i Wojciecha Farugi
reżyseria: Julia Kijowska,Wojciech Faruga
muzyka: Radek Łukasiewicz
songi: Julia Kijowska
scenografia: Wojciech Faruga
kostiumy: Agnieszka Zawadzka, OUTFIT FORMAT
ruch sceniczny, opieka pedagogiczna: Damian Kwiatkowski
instalacja wideo: Ada Rączka

obsada: Julia Kijowska, Radek Łukaszewicz oraz Julia Dominiak/Ola Pławecka, Zuzanna Garbolińska/Alicja Kabulska, Julia Komorowska/Lena Malinowska, Helena Kaźmierowska/Uma Zając, Julia Mikołajczyk/Ewa Wierzbicka, Lena Florkowska/Nina Balcerak, Karolina Niewiadomska/Konstancja Oleszczuk, Zuzanna Polichnowska/Luiza Pusz, Józefina Kowalska/Marta Ziętek, Helena Lang/Natalia Pniewska-Przygodzka

premiera: 5.10.2017

DOBRY WOJAK SZWEJK IDZIE NA WOJNĘ OCH-TEATR

WOJAK SZWEJK to zwykły, szeregowy żołnierz, swój chłop. Wesołek, gawędziarz. Kompan do bitki i wypitki. Idealny podwładny. Archetyp zdrowego rozsądku, wcielenie mądrości ludowej pozwalającej trwać na dobre i na złe. Szwejk poczuciem humoru oswaja egzystencjalne lęki a praktyczne podejście do życia i jego beztroski, pogodny charakter pozwalają mu wyjść zwycięsko z każdej opresji, pogodzić się z losem, zdystansować się do tego, co go spotyka. Zagaduje kłopoty, obśmiewa problemy, ujawnia i rozbraja wszelkie absurdy. Nie sposób przychodzi stwierdzić w jakiej mierze jest to gra, świadome, metodyczne działanie, a w jakiej odruchowa, instynktowna reakcja, taki naturalny styl bycia. W każdym razie taktyka Szwejka doskonale maskuje jego strategię przetrwania. Wykorzystuje stare jak świat sposoby radzenia sobie z tym, co niesie nieprzewidywalne do końca życie, czym często zaskakują nieobliczalni ludzie. Szwejk jest dobrze przygotowany, ma niekończący się arsenał opowieści, anegdot, przypowieści, przypadków, osób, zdarzeń, historii, które przywołuje adekwatnie do zaistniałych wydarzeń, w jakich sam bezpośrednio uczestniczy. Przecież wcześniej ktoś inny już je już przeżył, ich doświadczył, poradził sobie. W każdym razie pomagają mu zawsze. Odwracają uwagę od niego samego, pokazują, że nie jest wyjątkiem tylko typowym przypadkiem, jakich wiele. Nie on pierwszy nie ostatni, który musi stawić czoło wyzwaniom. A jeśli jemu się udaje, uda się być może i każdemu z nas.

Zbigniew Zamachowski jest Szwejkiem doskonałym. Ma warunki, by grać tę postać. Przystaje do czytelniczych wyobrażeń, które kształtuje Jaroslav Hašek. Sprytny, zabawny, zaradny, dobroduszny przemyka przez życie, w końcu idzie na wojnę. Daje się poznać jako cywil, aresztant, pacjent, więzień, żołnierz. Ciągle mówi, opowiada, a nawet śpiewa. Jak na osła, bałwana, idiotę, bo tak o sobie samym mówi/" Ja jestem idiota z urzędu"/ i na takiego się kreuje, radzi sobie świetnie. Jakby taki status pozwalał mu na więcej. A priori szufladkował, usprawiedliwiał, nie pozwalał na ocenę. Zamachowski nie jest już młodzieniaszkiem, nie ma i nie gra postaci niewinnej, czystej, beztroskiej. Ten wiek widoczny w rysach twarzy, w oczach aktora dodaje głębi, powagi. Sprawia, że nie traktujemy Szwejka zbyt lekko, pobłażliwie, płytko. Zbliża się wojna, czas walki, okrucieństwa, katastrofy. I w teatrze widzimy jakby antycypujący krajobraz po niej- kompletną pustkę. Poza wielofunkcyjnym starym fotelem dentystycznym na kółkach, licznymi prostymi lampami zawieszonymi pod sufitem, klatką z kanarkiem  kotem scenę wypełniają tylko pojawiające się postaci bohaterów w pięknych kostiumach, co jest zasługą scenografki i kostiumologa Jagny Janickiej. Doskonały jest Krzysztof Dracz jako Kapelan Katz, intrygujący Mirosław Kropielnicki jako Porucznik Lukasz, wyciszony Michał Zieliński jako Pan Radca oraz zmysłowa, piękna, seksowna Milena Suszyńska w roli Pięknej Kate. 

To nie jest dramatyczna lecz groteskowa, komiczna adaptacja. Raczej bawi i śmieszy niż daje do myślenia, choć dotyczy poważnych tematów: państwa, władzy, wojny. Bohaterowie są wyraziści: lekko, skrótowo nakreśleni, karykaturalnie zagrani. Ruch sceniczny Leszka Bzdyla jeszcze to wyostrza, podkreśla. Spektakl mimo wszystko daje wytchnienie, niesie nadzieję. Zwłaszcza, że dobrze z góry wiemy, jak to wszystko się skończy. 


DOBRY WOJAK SZWEJK IDZIE NA WOJNĘ 
Jaroslav Hašek

Przekład: Paweł Hulka-Laskowski
Adaptacja i reżyseria: Andrzej Domalik
Scenografia i kostiumy: Jagna Janicka
Światło: Katarzyna Łuszczyk
Muzyka: Mateusz Dębski
Ruch sceniczny: Leszek Bzdyl
Asystent scenografa i kostiumologa:Małgorzata Domańska
Producent wykonawczy i asystent reżysera:Alicja Przerazińska

Obsada:
Zbigniew Zamachowski (aktor Teatru Narodowego), Milena Suszyńska (aktorka Teatru Narodowego), Marcin Bubółka, Krzysztof Dracz, Mirosław Kropielnicki, Henryk Simon, Michał Zieliński

premiera: 27 czerwca 2017

zdjęcie: Kasia Chmura-Cegiełkowska

poniedziałek, 5 marca 2018

RETURN TO THE VOICE TEATR PIEŚŃ KOZŁA FESTIWAL NOWE EPIFANIE 2018



Kościół Wszystkich Świętych w Warszawie w mroźny, zimowy wieczór podczas Festiwalu Nowe Epifanie 2018 stworzył nastrój dla poznania bardzo starych, rdzennie szkockich pieśni. Umożliwił przybliżenie odległej a jednak jakby znanej każdemu kultury, religijności, mistycznej strony natury ludzkiej.  Stał się idealnym miejscem przywrócenia i wybrzmienia głosu emocjonalnej duchowości, twardej materii życia. Skupił artystów i słuchaczy na współodczuwaniu. Poza miejscem, poza czasem. Jakby ukazywał piękno,  prawdę, dobro w samej istocie natury rzeczy. Pozwolił dotknąć niedotykalnego. U źródła. Bez zbędnego balastu nadmiernej formy, obciążającej kwietyzmem treści. Dźwięk, jego melodyka i brzmienie pozostały nieskalane, czyste. Z głębi uczuć popłynęły bezpośrednio z serca do serca.  Od wykonawców do widzów, słuchaczy.



Spektakl ten jest szansą na odbycie transcendentalnej podróży.  Jest powrotem do głosu, dźwięku, informacji pierwotnej. Niezakłóconej, niezdeformowanej, niezmanipulowanej. Wybrzmiało w nim to, co w człowieku- uwięzionym pomiędzy niebem a ziemią, dobrem a złem, materią a duchowością- gra i śpiewa. Co w nim naprawdę jest. Przy tym wyzwala się ogromna siła uwalniająca to, czego pragnie, co przeżywa i co chce wyrazić. Jakby człowiek, stworzony na obraz i podobieństwo boskie, udowadniał, że mimo wszystko jest dobry, silny, mądry. Szlachetny, godny, wzniosły. Zaradny, zdolny, twórczy. I wystarczy wrócić, sięgnąć po moc drzemiącą w nim samym, by można było każde zło, cierpienie, udrękę życia i śmierci, każde ograniczenie pokonać. Wystarczy poczuć, wsłuchać się w ten wewnętrzny głoś, pozwolić mu się wydobyć, wybrzmieć, zaistnieć. Ale trzeba go też zrozumieć. Nie wystarczy samo czucie. Może wtedy pojawi się myśl, że życie polega na czynie, zmaganiu się z nim a nie na unikaniu, wypieraniu, zaprzeczaniu. Ważne jest, by podejmować wyzwania i próbować je rozwiązywać, a nie poddawać się, rejterować, wycofywać.


A wszystko zaczęło się w 2012 roku w momencie zaproszenia Teatru Pieśń Kozła po sukcesie PIEŚNI LEARA do stworzenia dzieła na temat szkockiej tożsamości narodowej i poszukiwania przez artystów nie turystycznej, powszechnie znanej, popularnej a prawdziwej muzyki szkockiej. Dopiero żywy, bezpośredni kontakt ze starymi ludźmi, dostęp do pieśni, poematów, archiwalnych nagrań zgromadzonych w Archiwum Muzyki Szkockiej w Edynburgu, wypracowanie nowych aranżacji zgromadzonego materiału pozwoliło artystom stworzyć oratorium RETURN TO THE VOICE. Prace trwały dwa lata ale efekt jest oszałamiający. Przejmujący. Uniwersalny.

Spektakl wydaje się być wpisany w estetykę religijną. Artyści ubrani na czarno, kobiety owinięte ciepłymi, beżowymi szalami, zdają się poruszać powściągliwie, znacząco, jak figury na średniowiecznych obrazach. Cała moc zaklęta jest w splątanym brzmieniu indywidualnych i zbiorowych, chóralnych pieśni. Nie zawsze zsynchronizowanych, co nadaje im charakter dynamicznego dyskursu, sporu, przekonywania się, droczenia. Uzupełniania, komentowania. Opóźnione chóralne powtórzenia solówek powracają echem jednostkowych wyznań, opowieści, lamentów. Oto indywidualne doświadczenie przeradza się w zbiorową mądrość.  Oto zbiorowość wzmacnia jednostkę, potwierdza to, co ona czuje i myśli. Bogactwo formy zaklęte jest w różnorodności aranżacji. Każda pieśń jest inna. Ma nie tylko wyjątkową treść ale i oprawę ilustrującą stany uczuciowe, emocjonalne, duchowe. Można nie znać języka, w jakim wykonywane są pieśni/język gaelicki/ i celnie odczytywać emocje, nastrój, kontekst jaki niosą. Nie bez znaczenia jest akompaniament muzyczny/organy, dudy, ligawka/. Minimalne środki wyrazu są atutem tej teatralnej wypowiedzi. Redukcja ją oczyszcza, uszlachetnia, uwzniośla. Sublimuje. Skupia widzów uwagę.


Prawdziwa sztuka niesie oczyszczenie, daje wzmocnienie, buduje nadzieję. Sięga po to w człowieku, co jest w nim wartościowe, dobre, godne. Utwierdza w przekonaniu, że jest w stanie pokonać przeciwności losu, własne słabości, niepowodzenia, porażki, klęski. RETURN TO THE VOICE przywraca wiarę w moc teatru. Potęgę sztuki, która ma źródło w człowieku, jego wymiarze materialnym i duchowym. Boskim. Wystarczy sięgnąć w głąb. Powrócić do siebie. Do swej istoty i dać jej głos. On zawsze komunikuje, łączy, dzieli, wyraża, znaczy.



RETURN TO THE VOICE

reżyseria: Grzegorz Bral
muzyka: Maciej Rychły, Jean-Claude Aquaviva

obsada: Agnieszka Przekupień, Rhianna Compton, Julianna Habel – Bloodgood, Natalia Voskoboynikova, Monika Drylenny Kaatz, Rafał Habel – Bloodgood, Volodymyr AndrushchakOlga Kunicka, Michał Rudaś, Henry McGrath, Maciej Rychły, Sebastian Mach,
Peyman Sichiani


prowadzenie chóru: Lilianna Krych

premiera polska: 19.12.2014

zdjęcie pierwsze: Teatr Pieśń Kozła