poniedziałek, 11 listopada 2019

HIERARCHIA POTRZEB BACKA TEATER w Göteborgu SZWECJA


HIERARCHIA POTRZEB, spektakl Backa Teater z Göteborga w Szwecji, ma formę performatywnego eksperymentu, którego przeprowadzenie uzmysławia, że pogrążeni jesteśmy w chaosie. Scena, otoczona ze wszystkich stron publicznością jest prawie pusta. W centrum stoi krzesło, obok roślina w doniczce. Nad nimi wiszą  ekrany, na których wyświetlane są w czasie trwania spektaklu bieżące ujęcia kamery, filmy nakręcone wcześniej, przedstawiające spotkanie ze znajomymi z Syrii, którzy są aktorami bez teatru, gdzieś poza granicami konkretnego miejsca i czasu. Obrazy nakładają się na siebie, przenikają się. Unieważniają granice miejsca, znoszą pojęcie czasu.  Świat jest teatrem, teatr światem, w którym wszystko się zrelatywizowało, nikt na nic nie ma wpływu, synonimy są antonimami, a największa potrzebą, nadzieją, koniecznością jest nawiązanie, podtrzymanie, zachowanie kontaktu człowieka z człowiekiem, człowieka z naturą, rzeczywistości z iluzją. Człowieka ze sztuką, sztuki z publicznością. Życia ze śmiercią i śmierci z życiem. Realiów wojny z realiami pokoju. Nie czujemy się bezpieczni, bo tkwimy w ciągłym konflikcie, w permanentnej wojnie. By przetrwać, gotowi być musimy do nieustannego rozpoznawania nowych sytuacji, przystosowywania się do nich. Co i tak nie gwarantuje osiągnięcia celów, nie rozwiązuje problemów. Nigdy nie można  mieć pewności, że ocalimy siebie, świat. Pragnienie przenika się z usiłowaniem spełnienia ale najważniejszy jest sam proces, samo działanie. Powinniśmy być przygotowani- ale nie jesteśmy, nigdy nie będziemy- zarówno do walki o życie, jak i do walki ze śmiercią. Zazwyczaj sytuacje kryzysowe nas zaskakują, trzeba improwizować, szybko reagować, dawać sobie radę. Poruszamy się po spirali cyklicznych powtórzeń. Zataczamy koło historii, by zacząć wszystko od nowa. Od podstaw. Od początku.

Chcielibyśmy wiedzieć kim jesteśmy, gdzie jesteśmy, jakie jest nasze przeznaczenie ale odkrycie tego jest bardzo trudne a rezultat nieostateczny, nieoczywisty, płynny. Musimy grać różne role. Rozpoznać sytuacje, siebie, świat. Hierarchie potrzeb, wartości. Wszystko redefiniować, Dobrze byłoby wiedzieć czego się chce, w jakim punkcie się jest, dokąd się dąży. Priorytetem wydaje się codzienność, jej rytuały pozwalają przeżyć. Jednak równie ważny jest szerszy kontekst, który nadaje jej sens, wartość, daje szansę skupienia się na tym, co najważniejsze.

Hierarchia dotyczy potrzeb fundamentalnych, podstawowych, niezbywalnych. By móc żyć, by godnie umierać. Potrzebne jest silne poczucie tożsamości, wolności/w Syrii za wypowiadanie słowa "wolność"grozi śmierć/, kreacji rzeczywistości, pisania dla niej scenariuszy, wcielania ich w życie, poczucie realnego, nie wirtualnego istnienia. Relacji z drugim człowiekiem, z naturą, z bogiem/nawet jeśli go nie ma/. Potrzeba kontaktu, która daje szansę dostępu do informacji, akceptacji, porozumienia. Przeprowadzenia dowodu na istnienie lub nieistnienie. Dla empatii, tolerancji, odpowiedzialności. Współtworzenia.

To istotne, że scena jest pusta, wyczyszczona, pozbawiona rodzajowości. Tym samym otwiera się na wszystko, a to, co się na niej pojawi staje się wyraziste, znaczące. Pojawiają się on/ ona, znajomy/nieznajomy, autor scenariusza Adel w sferze artystycznego ryzyka/ Josefin, która wkracza na scenę z widowni, strefy komfortu. Później dołączają do nich pozostałe osoby/publiczność/aktorzy, którzy również rezygnują z roli obserwatora, uczestniczą w toczącej się  narracji, współtworzą akcję. Wtrącają się, dyskutują, są niepokorni, aktywni. Grają i tańczą. Josefin jest widzem/aktorką/rośliną/ znów publicznością/znów aktorką/ ale też aniołem. Gra różne role. Jakie ma kompetencje? Czy ma papiery potwierdzające, że jest aktorką? Udowodnić to musi grając.  Przedstawia swoją pierwszą rolę. Sama więc deklaracja się nie liczy, dokumentacja ją legitymizująca też nie. Ostatecznie ważne zdaje się to kim człowiek jest, co potrafi, ile jest rzeczywiście wart. A jeśli tak jest można go ocenić, wycenić, uprzedmiotowić. Instrumentalnie, bezdusznie traktować. Pozbawiać godności, wolności, tożsamości. Gdy jest zbędny usuwać. Zabijać. Jak dziś ludność cywilną w Syrii. Josepin gra w końcu dyrektora teatru, decyduje, że nie wystawi w teatrze sztuki Adela. Cały wysiłek twórczy wydaje się być podjęty na próżno. Jedna decyzja, w której spotkały się aspiracje twórcy i rola producenta, który się musi liczyć z oczekiwaniami, potrzebami, gustami publiczności,  przesądziła o zwycięstwie konformizmu i fiasku kreacji. Czy rzeczywiście?

Dominuje w tym spektaklu iluzoryczność, wieloznaczność, niepewność. Podtrzymywany stan poddawania wszystkiego w wątpliwość. I nieustępliwe przedzieranie się przez kłamstwo do prawdy.  Dociekanie, kto panem jest, kto poddanym.  Kto ma władzę, kto jej pragnie. Poszukiwanie odpowiedzi an pytanie, jak powinny być kształtowane i wyważone relacje, w jaki sposób określona hierarchia potrzeb stron zależnych, bo każda ma swoją. Jak tworzą się, ścierają, wzajemnie  na siebie wpływają. Co ostatecznie znaczą.

Spektakl jest nie tylko o jednostce, świecie ale i o teatrze. Jego roli kształtowania świadomości, poszerzania pola porozumienia, otwartości, wyobraźni. Jest miejscem kontaktu, treningu, sprawdzania możliwości, poddawania w wątpliwość stereotypu, skostniałych struktur, archaicznych hierarchii potrzeb, systemów wartości. Ale sam w sobie też jest sposobem, formą komunikacji, propozycją nowego, innego, niestandardowego spojrzenia na świat, na człowieka. Ma odwagę podejmować ogromne ryzyko, eksperymentować, sprawdzać nowe pomysły. Tak jest i tym razem. Backa Teater kontynuując powstałą jeszcze w latach 70-tych metodę pisania tekstu sztuki w oparciu o szerokie konsultacje/różne grupy wiekowe i społeczne/ zadał pytanie: co byś zrobiła/zrobił, gdybyś mogła/mógł raz jeszcze przeżyć swoje życie?

Ale tak naprawdę, nie mieć znaczenie dla widza jak było na początku projektu, jaka jest tradycja danego teatru, intencje twórców, bo liczy się ostatecznie efekt sceniczny. To, co widz widzi, czuje i rozumie. W tym wypadku uderza kontrast pustej zupełnie sceny i całkowicie pełnej widowni. Przepływ energii, sygnałów, znaczeń pomiędzy tymi światami, które potencjalnie mają bardzo, bardzo wiele sobie do przekazania poza wszelkimi barierami. Granice nie istnieją, podziały są płynne. Można być czym się zechce, na przykład rośliną, aktorką, znajomą, aniołem, producentem, itd. Można być tym, który wkracza na scenę, choćby siłą własnej wyobraźni, można być hamulcowym procesu twórczego. Można przedrzeć się przez opadający na ludzi dach świata i tańczyć na nim. Można porażkę przekuć w sukces. Poniżenie w wywyższenie. Zniewolenie w wolność. O ile wystarczy sił, wyobraźni i otwartości, nawet podczas kataklizmu, w czasie wojny. Zawsze można zmienić hierarchię potrzeb. Widz ma prawo też nie rozumieć. Inaczej czuć, co innego słyszeć i widzieć. Samodzielnie interpretować. Na swój indywidualny sposób się wtrącać. By ogarnąć chaos w sobie, w otaczającym go świecie.  I to jest najważniejsze. To jest naprawdę piękne. W tej i w ogóle w sztuce. W teatrze.

Wizyta Backa Teater na zaproszenie Teatru Powszechnego, kontakt z jego spektaklem, pokazanym gościnnie w Nowym Teatrze, uświadamia potencjał teatru w rozpoznawaniu problemów współczesności. To szczery, bezpretensjonalny głos w dyskusji o roli sztuki w rozumieniu kondycji człowieka, otwarcia na niego, pokazywania mu w porozumieniu z nim nowej perspektywy, utwierdzenia w nim wiary w możliwość zmiany. Każdej zmiany.


HIERARCHIA POTRZEB
reżyseria: Mattias Andersson
tekst: Adel Darwish
dramaturgia: Stefan Åkesson
scenografia: Maja Kall
choreografia: Denny Hultén/Twisted Feet
kostiumy: Helena Arvidsson
kompozytorzy: Kristina Issa, Jonas Redig
dźwięk: Jonas Redig
światło i wideo: Tomas Fredriksson
charakteryzacja: Josefin Ekerås
asystentka reżysera: Felicia Stjärnsand
obsada: Adel Darwish, Rasmus Lindgren, Josefin Neldén, Ramtin Parvaneh
tancerze: Marcel Gomes, Aleksandra Jovic
ponadto w spektaklu występują: Nermin Asheti, Ali Ktit, Yafet Melake, Alieksander Okbatsion, Iman Rasho
we fragmentach wideo występują: Obay Alskoja, Milad Alsahwy, Ahmad Katrib, Lugen Skouzam, Diana Tayara, Noorvan Bourhan, George Eid

fot. Ola Kjelbye

http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/281888.html?fbclid=IwAR2D8Du6FK9IfzKtKpTANDDkWLoeYpHvBYKuZobXXXt5ZfzgiqK0jhDONvY

LETNICY TEATR NARODOWY



LETNICY, dramat Maksyma Gorkiego z 1904 roku analizujący portret zbiorowy inteligencji rosyjskiej,  stał się dla Macieja Prusa i zespołu Teatru Narodowego pretekstem do wiwisekcji inteligencji współczesnej. Głównie poprzez formę, która jest uproszczona, wysublimowana, symboliczna. Poza miejscem i ponad czasem. Z przemykającym walcem Dmitrija Szostakiewicza.  Obraz jest piękny, czysty, klarowny. Przechodzi od intensywnego realizmu charakterystyki postaci do uniwersalnego abstrakcjonizmu ich cieni. Jakby zamknięty w szklanej kuli, jakby obserwowany przez widzów przez okno weneckie  dowodzi, że diagnoza Gorkiego pozostaje aktualnym oskarżeniem.

Scenografia Jagny Janickiej- pozbawiona rodzajowości, przestrzenna, uwolniona od drobiazgów, szczegółów-otwiera się na nieskończoność, wybija na metaforyczność. Tworzy otulinę dla struktury mentalnej, która jest już martwa, bo wyczerpała już swój potencjał twórczy, sprawczy. Intelektualny i moralny. Uwodzący. Godny pożądania. Może być tylko obserwowana, kontemplowana, smakowana. Może stanowić punkt wyjścia dla krytycznych przemyśleń, estetycznych wrażeń, nostalgicznych podróży. Wyciągania profetycznych wniosków. Umieszczony w głębi sceny olbrzymi, wypełniający się emocjonalnymi barwami dla kolejnych scen, stanów psychicznych bohaterów ekran współtworzy emocje, dopełnia gorzką, bezkompromisową ocenę.  Co bezpłodne, nie zaowocuje. Co jałowe, winno zginąć. Co umarło, musi, odejść. Zwłaszcza, że samo sobą pogardza, jęcząc, bredząc, marudząc. Trzeba jeszcze tylko wszelkie śmieci, resztki, toksyczne szczątki zbędności uprzątnąć, pogrzebać. Wyrugować, pozbyć się, zniszczyć. Unieważnić.

Sztuka proponuje artystyczny materiał teatralny, z którego każdy ma szansę uszyć własny kostium. By go na sobie sprawdzić, by go na sobie przećwiczyć. Ten sceniczny-naturalny, w kolorze beżu, sepii, stylizowany na początek XX wieku sukni, garnituru przez Martynę Kander - tworzy paradoksalnie dystans, pozwala na chłodny osąd. Jedni zobaczą w nim przyczynę oczywistego przemijania, bolesnego wypalenia, naturalnego zużycia tego, co musi ustąpić miejsca nowemu, drudzy ponadczasową kolej rzeczy, która nie znosi pustki. Bo zawsze coś ją wypełni. Będzie istniało jakieś nieukształtowane, nieznane dalej, lepiej lub gorzej. Ale inteligencja, jako bardziej świadoma, wrażliwa, lepiej wykształcona warstwa społeczna, jest za każdy przyszły kształt rzeczywistości odpowiedzialna. W tym się też przejawia jej długofalowe znaczenie.

Maksym Gorki charakteryzuje swych bohaterów surowym psychologicznym opisem. Przemawia w nim zepsucie, egotyzm, nuda prowadząca do bezczynności i zaniechania. Inteligencja zredukowana jest do figur letników, niczego więcej. To ludzie, którzy zdolni są już tylko próżnować, korzystać z życia, własnej pozycji. Bezproduktywni, interesowni, bez znaczenia, bo nie mają na nic wpływu, lenią się, gnuśnieją, zajmują się wyłącznie sobą. Egotyczni, pyszni, próżni mężczyźni i ubezwłasnowolnione przez patriarchat  kobiety tańczą danse macabre. Oni, panowie i władcy, śmieszni w swej nieporadności, naiwności, wycofaniu budzą politowanie. One, adorowane, uwielbiane, cenione ale tak naprawdę ignorowane, obśmiewane, dezawuowane przez mężczyzn, nie mają szans na niezależność, wolność, szczęście. Wszyscy mają świadomość swego nędznego położenia, celnie dokonują samooceny ale nic z tego samobiczowania, samooskarżenia nie wyniknie. To marudzenie, jęczenie, narzekanie  jest użalaniem się nad sobą. Bezradni wobec własnej niemożności  mogą tylko spocząć na laurach, żyć w pustce, samotności, rozśrodkowaniu.  Warwara, kobieta, która głośno, otwarcie, szczerze formułuje konkretne zarzuty, jest tej bezsilności inteligencji najsilniejszym akordem.  Desperackim, sfrustrowanym, silnie emocjonalnym. Histerycznym. Niczego to nie zmieni, na wszystko jest już za późno więc letnikom, którzy szukają tylko spokoju, wystarczy sił, by po kres trwać. Nadal się męczyć, nienawidzić, zadręczać.

Maciej Prus wyreżyserował piękny stylistycznie, zagrany z maestrią artystyczny monolit. Wykreował dzięki dziełu Maksyma Gorkiego archetyp bezpłodnej inteligencji w fazie rozczarowania, frustracji, wypalenia. Generację doskonale wykształconą, świadomą siebie, świata ale żyjącą po nic. Aktorzy grają bezbłędnie, wspaniale. Przejmująco. Budują duszny nastój marazmu, uwięzienia w beznadziejnej pustce. Polaryzują świat męski i żeński, eskalują jego niekompatybilność. Wyostrzają erozję uczuć, głębokie pęknięcia w relacjach, brak mocnych więzi, wzajemnego zrozumienia. Skutecznie kamuflowaną, niczym nieuzasadnioną, pozbawioną szacunku wyższość mężczyzn w stosunku do kobiet.

Każdy bohater zna swoje miejsce w ustalonej hierarchii, musi grać swoją rolę.  Przemykająca milcząco posągowa służąca Sasza/Zuzanna Saporznikow/nie zajmuje nikogo ale jest to obecność znacząca. Pochodzi z innego świata jak sprzątający po letnikach dozorcy/Jacek Mikołajczak, Grzegorz Kwiecień/, którzy nic dobrego nie mogą o nich powiedzieć. Wszystkie pozostałe kobiety chcą zaistnieć, przystosować się, mimo odmienności swej natury od narzuconej roli życiowej. Coś chcą udowodnić, coś znaczyć. Zademonstrować. Wrażliwa, zdolna Kaleria /ujmująca Anna Gryszkówna/ pisze prozą wiersze, konkuruje, chcąc nie chcąc, z literatem Szalimowem/Piotr Grabowski/.  Julia /intrygująca Michalina Łabacz/ jest niepokorną, flirtującą, szukającą wrażeń, wolności żoną Susłowa/pocieszny Krzysztof Stelmaszyk/. Gardzi mężem otwarcie i szczerze. Może sobie na to pozwolić, jest młoda i piękna. Ma adoratora Riumina/wow!Henryk Simon/. Inaczej niż Olga /wzruszająca Edyta Olszówka/, przede wszystkim matka, żona swego męża, doktora/znakomity Arkadiusz Janiczek/,  która jest zmęczona, wylękniona, zrezygnowana. Podporządkowana i bezwolna.Wycofana. Maria /wspaniała Beata Ścibakówna/ jest kobietą świadomą swej dojrzałości. Boi się szaleństwa miłości młodego mężczyzny Własa/Mateusz Rusin/, wyrzeka się swojej własnej do niego, choć bardzo pragnie kochać. Podejrzewa pułapkę, zasłania się swym wiekiem, niestosownością takiego związku. Brakuje jej odwagi, stanowczości, pewności siebie. Za to Warwara /doskonała Dominika Kluźniak/, najpierw opanowana, akceptująca swoje położenie, wybucha w końcu temperamentem wnikliwej obserwatorki, buntowniczej oskarżycielki. Robi inteligencji rachunek sumienia. Obnaża jej prawdziwą twarz, marną kondycję lecz mężczyźni, łącznie z Dwukropkiem/bezbłędny Mariusz Benoit/ solidarnie krytykę przyjmują z lekceważeniem, ironią. Zarówno zbyt opanowaną jak i zbyt emocjonalną Warwarę bezdusznie ignorują, skutecznie neutralizują. Niestety, ona sama wcześniej nie jest tak surowa w stosunku do siebie, nie potrafi być dla Olgi wyrozumiała, wielkoduszna. Jak mężczyźni nie wybacza, jest bezwzględna, stanowcza, zimna. Zdystansowana. Otrzymujemy tym samym pełny obraz inteligencji, letników, martwych intelektualnie, okaleczonych uczuciowo, bezwolnych, którzy wszelkie kryzysowe sytuacje zniosą, najtrudniejsze konflikty przeżyją ale pozostaną jedynie cieniem osób, którymi mogliby być, którymi winni być. Bez marzeń, pragnień, idei, żaru w sercu, zakompleksieni, niespełnieni snuć się będą po świecie niepotrzebni nikomu, samotni, zbędni. Rozczarowani i rozczarowujący.



LETNICY MAKSYM GORKI

reżyseria: Maciej Prus
przekład: Stanisław Brucz
scenografia: Jagna Janicka
kostiumy - Martyna Kander
reżyseria światła: Maciej Igielski
opracowanie muzyczne: Małgorzata Małaszko

Występują:
Anna Gryszkówna (Kaleria), Dominika Kluźniak (Warwara), Joanna Kwiatkowska-Zduń (Pani), Michalina Łabacz (Julia), Edyta Olszówka (Olga), Zuzanna Saporznikow (Sasza), Beata Ścibakówna (Maria), Mariusz Benoit (Dwukropek), Karol Dziuba (Zamysłow), Piotr Grabowski (Szalimow), Arkadiusz Janiczek (Dudakow), Grzegorz Kwiecień (Kropiłkin), Jacek Mikołajczak (Pustobajka), Kamil Mrożek (Siemion), Paweł Paprocki (Basow), Mateusz Rusin (Włas), Henryk Simon (Riumin), Krzysztof Stelmaszyk (Susłow) oraz gościnnie Marzena Gorska (Pani w żółtej sukience), Łukasz Borkowski (Pan w cylindrze) i Mateusz Kwiecień (Młodzieniec)

premiera: 9 listopada 2019

Fot. Maciej Landsberg, opr. graf. ELIPSY
https://narodowy.pl/repertuar,spektakle,398,letnicy.html
http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/282129.html?fbclid=IwAR1V_3f8u91SQV_9hbze3og7u00hhPFSq9pkO6nSRY0FhTh7VGZLR_gK9vQ

niedziela, 3 listopada 2019

NÓWKA SZTUKA WYZWOLENIA Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy


Spektakl WYZWOLENIA Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy zaprasza widzów do przyjrzenia się sobie samym, Polakom, w przeciętnym polskim domu, którym jest mieszkanie w blokowisku, duszna, ciemna, klaustrofobiczna klitka pamiętająca jeszcze czasy PRL-u. Zużyte wyposażenie kuchni, przygnębiająca kiczowata meblościanka, kanapa, stolik, sztuczny kwiat w dużym pokoju, proste łóżko w sypialni, stary sprzęt AGD, czajnik z gwizdkiem, skromny prysznic i wc, mały balkon z zasuszonymi kwiatkami  wypełniają przestrzeń życiową "dwadzieścia kroków wzdłuż i wszerz", mentalny współczesny anturaż biedy, zastoju, marazmu. Oto Polska właśnie. Tu rodzi się pragnienie ucieczki, chęć zmiany. Wielkiej przewrotki. Wyzwolenia.

Nadciąga korowód Polaków szaraków, jak monolit, jednia, skała. Personifikacja polskości. Zbliża się do szkieletu tego, co winno być ogniskiem rodzinnym, schronieniem, ostoją a jest wrogą norą.  Pozbawiona ścian, okien straszy ale właśnie dlatego może pomóc otworzyć się na nowe. To nie miejsce ani przeszłość ale kim się jest, czego się chce, po co się żyje, dla kogo zdecyduje o przyszłości. Byt określa świadomość, historia fantasmagorie.  Źle, jeśli się utknęło. Gorzej, jeśli się nie wie co i jak robić, by mieć odwagę na zmianę.

Pierwsza część spektaklu to przedstawienie postaci, figur, póz typicznych, retorycznych. W mowie, ruchu i śpiewie. Cytatach. Formie komicznej. Lekkiej, prostej, ironicznej. Groteskowej. Celna charakterystyka wiecznej polskiej niemożności. Gęby. Pozy. Ubezwłasnowolnienia woli, braku działania. Obraz ograniczeń, udręczenia. Otumanienia. Ksenofobii, rasizmu, hipokryzji, uzależnienia od kościoła.

Druga część to status quo wyzwolenia poprzez samookreślenie. Ci sami aktorzy w roli Masek pytają, badają, sprawdzają Kobietę Obsadzoną jako Konrad, Magdalenę Drab, autorkę tekstu sztuki. Dokonują brutalnego przesłuchania. Stawiają konkretne zarzuty. Są natarczywe, dociekliwe, nieustępliwe. Bezwzględne. Zmuszają młodą kobietę do rezygnacji z frazesów, pustosłowia, sloganów, stereotypów, porzucenia barw ochronnych,  by dotrzeć do prawdy gdy padną słowa: "Posypałam się. Pogubiłam. Popadłam w patos. Poległam. Poraniłam się. Pogardzam kim popadnie...Ale odwaga to wszystko, co mam. Wszystko, co mam! Nie jestem lepsza. Warchoły to my! Warchoły to my! Ja nie chcę trzymać palca w dziurawym sercu!"  

W finale wracamy do początku. Korowód się zbliża do mieszkania, Polski, w którym/w której się nic nie zmieniło. To w Polakach, ich umysłach, sercach, wyobraźni, marzeniach najpierw musi pojawić się impuls przemiany.  Prawdziwe wyzwolenie. Czy odwagę przekują w czyn? Czy stanie się głównym orężem? Historia, jak zapętlające się sceny w tym spektaklu, lubi się, niestety, powtarzać.

Tekst Magdaleny Drab, reżyseria Piotra Cieplaka, ruch sceniczny Leszka Bzdyla, scenografia Andrzeja Witkowskiego, muzyka Pawła Czepułkowskiego i Michała Litwińca stworzyły przedstawienie pokazujące, jak silnie stare, zmurszałe, niezrozumiałe dziś treści, zachowania stadne, zakorzenione są w polskiej mentalności Jak trudno przychodzi się przyznać przed samym sobą, kim się naprawdę jest. Odwaga chyba nie wystarczy, to za mało, by cokolwiek w narodzie zmienić. Potrzeba  przekonywujących motywacji, potężnych stymulatorów, nowej narracji, strategii, wizji.
Nawiązanie do historii literatury poprzez przepisanie WYZWOLENIA Stanisława Wyspiańskiego jest kontynuacją, starym tropem, słuszną diagnozą, ale nie rewolucją. Przeglądamy się w tym obrazie, rozpoznajemy i, niestety,  dołączamy do korowodu wkraczającego do domu dwadzieścia kroków na dwadzieścia. Pociągają nas dobrze znane zapachy, odgłosy, idee, gdy nic sami nie jesteśmy w stanie wypracować, stworzyć. Choć tak bardzo się staramy, tak wiele mamy możliwości. Świat stoi przed nami otworem a my ciągle gnieździmy się, grzęźniemy w ciasnej, ograniczonej, gnuśnej mentalności. Nie wszyscyśmy jacy tacy. Ale ta garstka nie umie porwać milionów, nie potrafi. I to byłby dobry temat dla dramaturgii współczesnej. Wielki. Nie byle jaki.

Zespół Teatru Modrzejewskiej w Legnicy w partyturze scenicznej Magdaleny Drab i Piotra Cieplaka: Magda Skiba, Ewa Galusińska, Magda Biegańska, Zuza Motorniuk, Małgorzata Urbańska, Katarzyna Dworak, Małgorzata Patryn, Gabriela Fabian, Anita Poddębniak, Paweł Palcat, Bogdan Grzeszczak, Bartosz Bulanda, Robert Gulaczyk, Rafał Cieluch, Mateusz Krzyk gra, tańczy, śpiewa, performuje doskonale, bawi, wzrusza. Daje do myślenia. To, czy spowoduje widzów działanie, trudno przesądzić. Sztuka jest gładka, życie chropowate. Sztuka jest przewidywalna, życie nigdy. A gdy dochodzi czynnik ludzki, zachowawczy, zalękniony, podporządkowany, prognoza jest skomplikowana, nie do przewidzenia. Jak się od siebie samego uwolnić? Jak wyzwolić od niewidzialnych więzów? Nie chodzi już o to, by zwykłych zjadaczy chleba w anioły przerobić ale pozwolić im być, jakimi tylko zechcą. Tymczasem proces kształtowania jednostki, wychowania narodu, wtłaczania go do struktury o z góry określonym wymiarze, systemie wartości, z pozornie wolną wolą, samostanowieniem to cel każdego systemu.  On nie zrezygnuje z hodowli nowych żarliwych wyznawców, niewolników. Posługiwania się manipulacją, propagandą, nośną wizją.  Dlatego nie ma wyzwolenia. Nadziei. Bo kolejne wyzwolenie jest początkiem nowego zniewolenia.

WYZWOLENIA  MAGDALENA DRAB
reżyseria: Piotr Cieplak
scenografia: Andrzej Witkowski
ruch sceniczny: Leszek Bzdyl
muzyka: Paweł Czepułkowski i Michał Litwiniec
obsada:
Dekoracja/Maska 5 - Magda Skiba
Kobieta Obsadzona Jako Konrad - Magda Drab
Początek/Maska 8 - Ewa Galusińska
Tężyzna/Maska 7 - Magda Biegańska
Dystynkcja/ Maska 12 - Zuza Motorniuk
Sytość / Maska 10 - Małgorzata Urbańska
Łezka w kąciku/ Maska 6 - Katarzyna Dworak
Wróżba/Maska13 - Małgorzata Patryn
Cud / Maska 4 - Gabriela Fabian
Firanka/Maska 11 - Anita Poddębniak
i !/Maska 9 - Paweł Palcat
Aktor, który miał zostać obsadzony jako Konrad, ale tak się nie stało/ Maska 1 - Bogdan Grzeszczak
Krew/Maska 15 - Bartosz Bulanda
Struna / Maska 2 - Robert Gulaczyk
Reklamacja/Maska 3 - Rafał Cieluch
Dygot / Maska 14 - Mateusz Krzyk

data premiery:16 marca 2019

nagroda za najlepszy tekst 25. OKnWPSP

niedziela, 27 października 2019

DAMASZEK 2045


Tytuł spektaklu DAMASZEK 2045 pozornie jednoznacznie określa miejsce i czas akcji. To political sci- fi sztuka o bardzo realnych zagrożeniach stosowania inżynierii społecznej. Dokładniej, na szeroką skalę dokonanej manipulacji, mającej na celu stworzenie oficjalnie obowiązującej wersji historii  poprzez zbrodnię. wymazywanie pamięci indywidualnej i w konsekwencji zbiorowej, tworzenie spójnej, wiarygodnej narracji na podstawie wybiórczych, wygodnych, wyselekcjonowanych faktów. Oczywiście wszystko to przeprowadzono oficjalnie w tak zwanej dobrej wierze, dla niedopuszczenia do pamiętania o okrucieństwach wojny, zmniejszenia bólu i cierpienia spowodowanego traumami pojawiającymi się za jej sprawą, zwłaszcza po stracie najbliższych, zamordowanych, zaginionych w tragicznych okolicznościach. Pokusa poprawiania przeszłości, stosowanie propagandy, reklamy, nauczania,  tworzenie sprofilowanych miejsc pamięci z jednoznaczną, jedynie słuszną wersją historii jest ludzkości znana od zawsze. Po prostu nie wiadomo dotąd jak tłumaczyć absurdalność wojny, jak dezawuować obronę gloryfikowania jej słuszności, jak obalać mit o bohaterstwie, heroizmie walki i pięknie śmierci w obronie ojczyzny. Nie wiadomo, jak uniknąć zemsty, która generuje kolejne wojny, Jak nie dopuścić do stresu pourazowego, traum, jak je skutecznie leczyć, z nimi walczyć. Dalej, po wojnie, w miarę możliwości spokojnie, szczęśliwie, normalnie żyć.

Sztuka pokazuje jak niebezpieczne, bezprawne, zbrodnicze mogą być próby modyfikowania historii. Ujawnia ich skutki. Dowodzi, ze to droga, która prowadzi donikąd. Prawda wyjdzie na jaw. Prędzej czy później trzeba będzie stawić jej czoła. Tymczasem polityka historyczna, zafałszowana, zakłamana, wybiórcza, dostosowana do obowiązującej ideologii, jest równie zbrodnicza jak sama wojna, ma na sumieniu kolejne niewinne ofiary. Jest nią zwykły człowiek, społeczność, naród, ale też sztuka, którą cynicznie, instrumentalnie, metodycznie wykorzystuje przy zarządzaniu emocjami.

Akcja sztuki toczy się w Muzeum Pamięci Wojny w Damaszku w 2045. Po wojnie w Syrii, która dziś, w 2019 roku, nadal trwa. W niewyjaśnionych okolicznościach zostaje zniszczona instalacja złożona ze zdjęć ofiar wojny. Rozpoczyna się dochodzenie. Doprowadzi ono do ujawnienia przyczyn występowania wśród ludności coraz liczniejszych  aktów agresji, depresji, samobójstw, uciążliwej bezsenności, powracania w snach niezrozumiałych scen, które niepokoją, są mocne, realistyczne jakby były przeżywane w rzeczywistości. Biel, uporządkowanie sterylnej przestrzeni sprzyja trwającemu w laboratoryjnych warunkach śledztwu. Prawda nie wyzwoli, nie uwolni bohaterów od niepokoju, dręczących wątpliwości, podejrzeń, lęków lecz ich pogrąży w bólu, ostatecznie zniszczy. Nie ma przed nią ucieczki. I jak manipulacja skutecznie zatarła na początku portret małego chłopca, tak na końcu na powrót go silnie wyostrzy. Przywróci światu, rodzinie, pamięci.  Stanie się wyrzutem, oskarżeniem, dowodem fiaska eksperymentu zapomnienia o niewygodnych sprawach, faktach.

Bohaterowie sztuki, ale i my na widowni, nadal nie wiemy, jak poskładać świat, który rozpada się najpierw w chaosie absurdu wojny a potem w chaosie budowania pokoju. Co jednostka/system ma robić, jak ma sobie radzić, by dalej bez kłamstwa, matactwa, manipulacji żyć. Czy w ogóle jest szansa?

Spektakl jest klarowny, jasny, przejrzysty. Dobrze zagrany. Nowoczesny/instalacja, efekty wideo, futurystyczny hologram/ dla analizy, zrozumienia starych ludzkości problemów. Trudnych, związanych z wojną, każdą wojną, jej konsekwencji, traum. Emocjonalnych, psychologicznych i życiowych skutków.

WOJNA POLSKO-RUSKA POD FLAGĄ BIAŁO-CZERWONĄ Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie Małopolski Ogród Sztuki

Przestrzeń pokryta bielą jak obrusem na stole, prześcieradłem na łóżku, lukrem na cieście, całunem na martwym ciele jest zabałaganiona, zabrudzona, zbrukana. Róże, które z niej wyrastają są sztuczne, czerwone. Powyrywane, porozrzucane, zniszczone. Nic dziwnego. Tak wygląda pole bitwy po WOJNIE POLSKO-RUSKIEJ POD FLAGĄ BIAŁO-CZERWONĄ z umiejscowionym w centrum symbolem miasta, schronem, domem, ruiną. Tym razem walczyły kobiety, nie tak jak zawsze, mężczyźni. To one, ubrane w swoje kiczowate, lumpeksowe, jak zbroje stroje, z przerysowaną charakteryzacją, mega git fryzurami są żołnierzami. Jakby grały w Doroty Masłowskiej/Pawła Świątka wersji MAD MAXA z nową, wyłącznie WOMEN  FUCK wersją, współczesną kobiecą perspektywą. 

Rozczarowana Silnym dziewczyna z sąsiedztwa, Barbie, mężczyzn zabawka, Magda(Katarzyna Zawiślak-Dolny), gotycka vega dziewica Andżela (Anna Paruszyńska), agresywna dresiara, kumpel Natasza (Marta Waldera), ruda przyjaciółka Magdy Arleta (Natalia Strzelecka), infantylna, dziecięca, zagadująca wszystko Ala (Karolina Kazoń)-pięć podwórkowych lalek, póz księżniczek z Matką Silnego, Matką Polką i Matką Boską w jednej osobie, matroną (Marta Konarska)- przedstawiają świat według mentalnego mętliku wulgarnego, pogubionego w rzeczywistości Polaka szaraka, który jednak swój rozum a więc i rację ma i z niej nie zrezygnuje. Wszystko się w tych postaciach splątało i przez nie przemawia, krzyczy. Aktorki są jednocześnie narratorem, zwyczajnymi młodymi kobietami, mężczyznami, którzy budzą ich zainteresowanie, czy po prostu pojawiają się w ich życiu, figurami  tematycznymi: dziecka, dziewczyny, przyjaciółki, kumpeli, wampa, matki.  

Język, który u Masłowskiej jest naczelnym kreatorem narracji w inscenizacji Świątka staje się równorzędnym narzędziem artystycznej ekspresji. Przesądza o tym niezwykle zróżnicowana gra aktorska, bezpretensjonalny wulgaryzm mentalny, charakterystyczne, wyraziste osobowości bohaterek, konwencja karykaturalnej groteski, przerysowania kontrastów, dosadność, rozśrodkowanie indywidualnych logorei postaci, indywidualne tempo, wsobne rytmy wypowiadanych solówek. Zamysł reżyserski Pawła Świątka i konsekwencja dramaturgiczna Mateusza Pakuły, sugestywnie metaforyczna scenografia Marcina Chlandy decyduje o tym, że powstało pyszne, smakowite, nie pozbawione humoru dzieło o współczesnym kołtunie polskim, jego frustracjach, pragnieniach, fobiach. Zaściankowym, ubogim, blokowiskowym życiu  ludzi, których potrzeby nie są wyszukane, oczekiwania wygórowane a mimo to pozostaną nieosiągalne. Mają kiełbie we łbie, zlepek nie własnych myśli, idei, kombinację przypadkowych poglądów, medialnych wzorców, obcych sobie cytatów jak żyć. Są wizualizacją dziwnych zachowań, wynaturzonych stylistyk, mód, trendów, które  tworzą skrzywdzone maszkarony wykrzykujące pokaleczonym językiem, karykaturalnym wyglądem, irracjonalnym zachowaniem swój ból i lęk. Całkowicie go nie rozumiejąc. Instynktowna chęć sprostania wyzwaniom rzeczywistości, której pułapek się nawet nie domyślają, jej mielizn nie rozpoznają, wywołuje w nich stan zaskoczenia, zdziwienia. Po czym dalej brną w nieszczęście.   

Mężczyzny tu nie ma, przemykają tylko majaczące rozczarowania z nim związane. Jest nieobecny, bo niewiele znaczy, niewiele a właściwie nic nie może dziewczynom dać. Nie rozumie ich. Zdobywa je i porzuca. Pozostał jego szkielet, o nim wspomnienia. Silny to tylko słowo, eufemizm miernoty. Zdzisław Sztorm cwaniaka, głupoty. Tak naprawdę mężczyzna to taka sama figura osobowościowa jak bohaterki.  Równie zagubiona, wchodząca w nieswoje role, środowiskowo ukształtowana, mentalnie udziwniona. Dziewczyny wiedzą, że w jakimś kościele dzwonią, tylko nie mają pojęcia w którym. Coś się im majaczy, czegoś chcą ale są bez cienia szansy, by to zdobyć, by to mieć. Są samotne, pozostawione sobie. Zdezorientowane, sfrustrowane, zalęknione. Wchodzą w życie z rozpędu, idą na oślep, szukają po omacku. Desperacko chwytają każdą okazję.  Chcą się dostosować. Nic dobrego z tego nie wychodzi. Budzą politowanie, nie jest nam ich żal. 

Biedny dom, zgrzebne podwórko, ciasny umysł funduje wojnę z życiem, której nie można wygrać. Toczy się ją z samym sobą, z wydumanym wrogiem. Ścierają się marzenia z rozczarowaniem, pragnienia z niespełnieniem. Jest wulgarnie, brutalnie, śmiesznie. A nawet śmiertelnie poważnie. Strasznie.

WOJNA POLSKO-RUSKA POD FLAGĄ BIAŁO-CZERWONĄ  Dorota Masłowska
adaptacja, dramaturgia Mateusz Pakuła
reżyseria Paweł Świątek
scenografia, kostiumy Marcin Chlanda
muzyka Dominik Strycharski

obsada:

Katarzyna Zawiślak-Dolny
Anna Paruszyńska
Natalia Strzelecka
Marta Waldera
Karolina Kazoń
Marta Konarska

premiera 2 marca 2019

niedziela, 20 października 2019

CAPRI-WYSPA UCIEKINIERÓW TEATR POWSZECHNY

CAPRI-WYSPA UCIEKINIERÓW, spektakl Krystiana Lupy w Teatrze Powszechnym, przenosi akcję do symbolicznego miejsca spotkania osób, które utknęły w nim na zawsze jak burżuazja przybyła na wystawną kolację w filmie Anioł Zagłady Luisa Buñuela. To azyl z najpiękniejszym krajobrazem na świecie i betonowym domem, który jest schronieniem, więzieniem, jaskinią. A może grobem. Komorą gazową w obozie zagłady skompromitowanych idei, bezsilności sztuki, instytucji kościoła i państwa,  bogów stworzonych na obraz i podobieństwo słabych, miernych ludzi, karmiących się bezwstydem, pychą i pogardą. Gdzie możliwa jest tylko projekcja wspomnień, niedokończonych projektów i planów, narodzin i agonii totalitaryzmów/nazistowski i komunistyczny/, dowodów zbrodni poza zrozumieniem, poza wybaczeniem, poza pamięcią/burdel w Soroce/. Gdzie człowieczeństwo zredukowano do bezpłodnej myśli, okrutnego czynu, antonimu miłości. W permanentnej wojnie.  Polityka jest narzędziem zbrodni/totalitaryzmy/, religia kontroli nad ciałem, zniewoleniem ducha, sztuka sama dla siebie wydaje łabędzi śpiew/nie uczy, nie zmieni świata=tu Godard, Lang, Buñuel, może i sam Lupa/, liczy się konsumpcjonizm/ pełna micha spaghetti/, zresetowane sumienie/ brak winy, kary, odpowiedzialności/, święty spokój. Ogólnie marazm, manipulacja, kopulacja.

Krystian Lupa ze swej artystycznej perspektywy dowodzi, że nie ma nadziei. Osobiście komentuje głosem znużonym, zeźlonym, zdartym. Mówi do nas, widzów, znajdujących się w teatrze, o społeczeństwie, narodzie, cywilizacji Zachodu. O tym, że historia się powtarza i również dziś każdy przejaw działalności jest opresją, zniewoleniem, upodleniem. Samolubnym, egoistycznym, głupim samo uprzedmiotowianiem ludzi. Prowadzącym do destrukcji, rozpadu, klęski. I dzieje się to od zawsze i wszędzie. Cokolwiek, ktokolwiek się rodzi, niewinny i w swej naturze prosty, podąża, jak stado owiec w Aniele Zagłady na ucztę życia, by utknąć w jej pułapce na zawsze. Nie może się wyzwolić z uwięzienia. Życie i śmierć pozbawione są sensu. Bunt i demonstracja wolności karykaturalna, groteskowa, amoralna.  Ludzie to barbarzyńcy obleczeni w nośną treść, wtłoczeni w atrakcyjną formę. Jak hitlerowcy w Hugo Bossa piękne mundury.
 
Dzisiejszy świat jest w agonii, martwy, przyczajony. Wampiryczny. Gotowy do zmartwychwstania. Nowego wcielenia. Jak zawsze i wszędzie. Również tu i teraz w Polsce. Genialna to wypowiedź artysty. Uniwersalna. Mądra i czuła. Plastyczna. Bogata. Wykorzystująca harmonijnie wszelkie środki wyrazu/ literatura, film, mit, poezja, rzeźba, video, performance/ dla artystycznej komunikacji w maestrii kompozycji teatralnego obrazu. Szczodrze pojemnej. Metaforycznej. Opowiadającej nieludzką historię człowieczego świata. Wplata Adama i Ewę, ich grzech pierworodny, praprzyczynę nieposłuszeństwa, od którego całe zło się zaczęło. Przemyka po doświadczeniu holokaustu, pomysłach ulepszania rodzaju ludzkiego/rasizm, eugenika/, ośmiesza śniącego sny o potędze Franka /w Polsce o Polsce i Polakach/, uzmysławia niezrozumienie tego, co się w Europie, na świecie tak naprawdę dzieje/renesansowa kolacja, obraz filmowy zniszczonego miasta na Bliskim Wschodzie/, demaskuje rytuały tożsamościowe/homoseksualizm/, ruchy emancypacyjne/ kobiet/, by pokazać hipokryzję, głupotę/dziecięcość, brak świadomości, naiwność/. Niemoc, by ten korowód samobójczej zagłady powstrzymać/kobiety grające w karty/. Bo wszystko zawodzi, zwodzi i nie działa. Szybko się wyczerpuje. Kompromituje. Zmusza do ucieczki. Na przykład na Capri. Wyspę uciekinierów: Jezusa, Lenina, Godarda, Langa, hitlerowców i proletariuszy, socjalistów, obrońców demokracji, Malapartego, Franka, kurew i gejów.

Może ciebie i mnie. W teatrze i w życiu. Na jawie i w śnie.

Aktorzy grają jak w transie, są doskonali. Scenografia zmienia się, zaskakuje, zachwyca. Pomysł łączenia filmów/wycieńczeni więźniowie obozu koncentracyjnego pojawiają się w scenie wyuzdanego seksu hitlerowca z blondynką/, synchronizacja planu żywego ze sfilmowanym hipnotyzuje i w zestawieniu z wypowiadanymi tekstami, grą aktorską wypracowuje diagnozę, tworzy wieloznaczny komunikat. Taniec proletariuszy do Symfonii Leningradzkiej Szostakowicza zdumiewa, ale jest celny. Reżyser i jego obrazy sceniczne, nastrój marazmu, zastygnięcia, zawieszenia w  mentalnym więzieniu, stawiają trudne pytania, budzą silne emocje. Mocno angażują, dają do myślenia. Zwłaszcza gdy na widowni zapala się światło.  Podróż w czasie i przestrzeni Malapartego staje się i widzów doświadczeniem. Drogą przetrwania, przystosowania, wędrówką przez ziemskie, ludzkie piekło. Gorzką nauką. Teatralnym katharsis. Ucieczką tak naprawdę donikąd.

W pierwszych scenach spektaklu Odyseusz w filmie Langa wraca do Itaki. Ale tak naprawdę w wielką pustkę. Świat, który opuścił, nie istnieje. Doświadczenie życiowe, wiedza, jaką zdobywał przez lata, nie przyda się do przeprowadzenia zmian w ojczyźnie. Stoi i w nicość patrzy. Wszystko było po nic. Na nic. Nie ma dalszego rozwoju akcji, brakuje pomysłu, motywacji, narracji. W podobnym stuporze pozostają bohaterowie sztuki: rozmemłane kobiety oczekujące na instrukcje, zdegenerowane  towarzystwo zgromadzone w willi, niezdecydowane postacie snujące się pomiędzy światem realnym i metaforycznym jakby błądziły poza czasem, nadzy aktorzy w zbiorowym portrecie jaskiniowym gotowi do przybrania nowych szat króla, pana, władcy. I sam Lupa.

Ciekawe, po której stronie lustra dziś, my-widzowie, Polacy, Europejczycy, obywatele świata-myślimy, że jesteśmy. W którym momencie triumfu własnej bezsilności. I ofiary, i kaci walki z samym sobą. Syte nienasyceniem midasowe dzieci.



CAPRI-WYSPA UCIEKINIERÓW
na podstawie utworów KAPUTT i SKÓRA Curzia Malapartego

reżyseria, scenariusz i scenografia: Krystian Lupa

główna asystentka reżysera: Michalina Żemła
muzyka: Bogumił Misala
kostiumy: Piotr Skiba
wideo: Natan Berkowicz, Adam Suzin
pomoc dramaturgiczna, asystent reżysera: Maksym Teteruk
obsada: Karolina Adamczyk, Grzegorz Artman, Jacek Beler, Michał Czachor, Anna Ilczuk, Michał Jarmicki, Andrzej Kłak, Magdalena Koleśnik, Mateusz Łasowski, Vova Makovskyi (gościnnie), Monika Niemczyk (gościnnie), Filip Orliński (gościnnie), Halina Rasiakówna (gościnnie), Maria Robaszkiewicz, Nikodem Rozbici (gościnnie), Piotr Skiba (gościnnie), Ewa Skibińska, Julian Świeżewski, Paweł Tomaszewski (gościnnie), Wojciech Wójcik (gościnnie), Julia Wyszyńska, Michał Zieliński (gościnnie), Wojciech Ziemiański (gościnnie), Michalina Żemła, ,
statyści: Karol Helewski, Maciej Kobiela, Ignacy Martusewicz, Tomasz Mechowicki, Olaf Staszkiewicz, Mariusz Urbaniec, Filip Warot,
aktorki i aktorzy występujący w nagraniach wideo: Ryszard Abraham, Alicja Czerniewicz, Marta Fidura, Mikołaj Gajowy, Michał Iwaszkiewicz, Gustaw Kowalczyk, Natalia Pucek, Łukasz Rochna, Adam Rosa, Piotr Sędkowski, Iga Skolimowska, Julia Szewczyk, Maciej Szkutalski, Monika Szwajnos, Adam Wietrzyński

premiera: 12.10.2019

zdjęcie: Natalia Kabanow

sobota, 19 października 2019

GROCHÓW SCENA PRZODOWNIK


GROCHÓW, spektakl Sceny Przodownik, przygotowany pod artystyczną opieką Agnieszki Glińskiej na podstawie prozy Andrzeja Stasiuka, jest teatralną próbą wypełnienia białych plam pamięci. Przestrzeń jest tu sterylnie czysta, laboratoryjnie neutralna, całkowicie na początku nieprzenikniona, tajemnicza. Tabula rasa. Ekran, na którym pojawiać się będą powiększone projekcje dotyczące przeszłości. Aktorzy, ubrani w białe fartuchy, stają się poszukiwaczami, badaczami, naukowcami. Archeologami wspomnień. W sposób metodyczny odkrywają to, co jest zapomniane, ukryte. Ciągle czegoś szukają. Dociekają. Przywołują świat zaprzeszły, umarły, zabyły. Dawno pogrzebany. Wydawać by się mogło już nieistotny, wyczerpany. Jego zapachy, smaki, dźwięki. Powidoki. Wszystko, co czas unieważnił, transformacja systemowa zmieniła. Wracają do czasów PRL-u z jego niewolniczą pracą, biednym życiem, smutkiem ducha zniewolonego ciała. W momencie określania własnej tożsamości, budzącej się świadomości, krytycznej oceny świata i ludzi, zmagania się ze śmiercią przyjaciela. Są to skrawki emocjonalnych obrazów, fragmenty map miejsc, buntownicze terytoria młodości, krajobraz Grochowa, Warszawy, życia jakiego już nie ma. Wchodzenia w dorosłość bez znieczulenia.

Wiwisekcja pamięci nigdy w skali jeden do jednego nie przywraca prawdy o czasie i świecie utraconym. Siebie utraconym w wymazywaniu, które zaciera, zniekształca lub wyolbrzymia obraz przeszłości, nadaje mu nowe znaczenia. Przywoływane  z perspektywy dojrzałości, która po latach tęskni za młodzieńczymi emocjami odkrywania świata, jest zdumiona, że wszystko tak bardzo skarlało. Rekwizyty są małe, niegroźne, oswojone, zużyte. To tylko zabawki, artefakty, które już nie straszą, nie przerażają.  Całkowicie odkryte, oświetlone uświadamiają zmiany, które zachodzą w czasie pomniejszającym ich wagę, znaczenie. Po latach znów można się przyjrzeć temu z laboratoryjną precyzją, naukową dociekliwością, choć zawsze będzie to tylko wyimek.

Trzech aktorów, Marcin Bartnikowski, Marci Bykowski, Łukasz Lewandowski , jak trzy wcielenia autora czy grupa najbliższych przyjaciół ma rozpisany tekst na komplementarne narracje. W gruncie rzeczy, to on jest najważniejszy, najbardziej znaczący. Przykuwa uwagę. Uwodzi. Prowadzi. Ma moc uruchamiania teatralnego imaginarium, które Stasiukowe obrazy GROCHOWA implementuje w widzach na nowo, by żyły dłużej, inaczej, dalej.

GROCHÓW  ANDRZEJ STASIUK
opieka artystyczna: Agnieszka Glińska
scenariusz: Łukasz Lewandowski
przestrzeń: Monika Nyckowska
lalki: Marcin Bikowski
muzyka: Igor Nikiforow

Obsada:
Marcin Bartnikowski
Marcin Bikowski
Łukasz Lewandowski

Koprodukcja z Teatrem MALABAR HOTEL
Premiera: 11.10.2019r.

zdjęcie: Tomasz Ostrowski
zdjęcie plakatowe: Piotr Smoliński

wtorek, 15 października 2019

10. iTSelF W DRODZE DO BAŚNI


W DRODZE DO BAŚNI to spektakl dla dzieci i dorosłych. Opowiada historię walki o władzę, analizuje kształtowanie się relacji przywódcy i podwładnych. Jest o miłości, o wspólnocie. Porównuje skrajnie różne modele władzy, reprezentowane przez dwóch młodych, silnych mężczyzn, którzy konkurują o względy pięknej dziewczyny/nagrodzona Anastasia Gluschak/  a tak naprawdę o przywództwo. Jest ten drapieżny, zwierzęcy, dziki przeciw subtelnemu, łagodnemu, wrażliwemu. Brutalny, agresywny wyzwalający lęk i respekt przeciw opanowanemu, spokojnemu, który bez trudu budzi szacunek i miłość. Który ma szansę wyprowadzić zbłąkanych z ciemnego lasu, wilk czy orzeł? Nietrudno zgadnąć, który zwycięży.

Spektakl stawia pytanie o to, jakiego przewodnika potrzebuje wspólnota, by mieć szansę na przetrwanie w surowych, nieprzyjaznych, kryzysowych warunkach. Powinna go zaakceptować. Zaufać mu, ulec, być posłuszna. To zdecyduje o jej losie, pomyślności, przyszłości. Przesądzi, czy uda się jej wyjść z impasu.

Artyści używają języka sugestywnego obrazu, tworzonego za pomocą nowoczesnego tańca, narracyjnej choreografii, wyrazistej charakteryzacji, nasyconego emocjami koloru. Jedynym elementem scenografii jest zawieszona centralnie duża makata wydzierganego ze sznurka drzewa, symbol życia, siły, matecznika. Światło decydowało o nastroju. Ruch sceniczny o eskalującym napięciu relacji.

 Sztuka pozwala  w teatrze przećwiczyć hipotetyczny model władzy. Jej styl rządzenia, który wynika z osobowości, charakteru  przywódcy. Sytuacji. Pomaga przemyśleć, właściwie ocenić, co jest dobre a co złe dla wspólnoty. Na czym jej zależy, czego potrzebuje i czy władza nie zawiedzie, sprosta trudnościom.  Nie cofnie się przed zbrodnią. I to jest ta właściwa nauka nabyta W DRODZE DO BAŚNI.

W DRODZE DO BAŚNI Oleksandr Oles 

Uniwersytet Artystyczny im. Iwana Kotlarewskiego w Charkowie / Akademia Teatralna dla Dzieci w Odessie
UKRAINA
reżyseria: Hanna Horbunova
obsada:Demid Briukhanov
Vova Dovzhiy
Andrii Podliesnyi
Oleksandr Plekhun
Davyd Shyfershtein
Sonia Kalinichenko
Myroslava Tkach
Tetiana Shyniakova
Anastasia Gluschak
reżyser światła:
Pavlo Kravtsiv, Viktoria Berezenko

niedziela, 13 października 2019

10.iTSelF CO GRYZIE GILBERTA GRAPE'A


CO GRYZIE GILBERTA GRAPE'A jest spektaklem muzycznym, opartym na książce, kojarzącym się z filmem o tym samym tytule. To prawie dwie godziny fascynującego teatru. Zdecydował o tym temat uwięzienia bohaterów w obowiązkach, powinnościach, w klimacie małomiasteczkowego marazmu, zaściankowej mentalności. Jednak o jego wartości przesądził talent wokalny wykonawców, ich fenomenalne interpretacje znanych piosenek /np.: I Believe I Can Fly, My Way, I Need A Hero, Everybody Hurts, Feeling Good/ wykorzystanych jako rozszerzający znaczenie przekazu komentarz. Dzięki temu spektakl ma siłę, energię, potencjał. Artystyczną atrakcyjność i głębię. Znaczącą rolę odgrywa muzyka wykonywana na żywo przez zespół pod kierownictwem Dawida Suleja Rudnickiego. Partie gry aktorskiej psują mikroporty, które zniekształcają głos, udziwniają intonację. Osłabiają dramaturgię. Są drażniącym zgrzytem w soundtracku spektaklu. Ale prawdopodobnie nie mogło być inaczej.

Wkraczamy w krajobraz życia zwyczajnej, przeciętnej normalnej rodziny. Każdy ma tu problemy, przeżywa traumy, ma zobowiązania, walczy z chorobą matki, brata, śmiercią samobójczą ojca, ulega uzależnieniu. Cieszy się chwilą, zajmuje drobnymi sprawami prostego życia. Trwa we wspólnocie uczuciowych więzi. Ma swoje marzenia, plany, wyjścia awaryjne. Zawsze jednak robi, co trzeba, co należy, czego się od niego oczekuje. Mimo buntu, udręki, kłopotów. Chwil kryzysu, popełnianych błędów.

Portrety bohaterów bliskie prawdziwego życia, wiarygodne, przejmujące, wzbudzają sympatię, bawią i wzruszają. Wzmacniane są zmyślną scenografią, video, zdjęciami. Ich kolorystyką, dynamiką. Szczególnie wizualizacja otyłości matki robi wrażenie. Jest jak kopiec Winnie ze sztuki Samuela Becketta granej od 24 lat w Teatrze Dramatycznym w Warszawie/scenografia Ewy Starowieyskiej/. Może tylko więzić, ograniczać, rosnąć. W końcu pochłonie matkę, jej zgryzotę, troski. Wielki głód spokoju, poczucia bezpieczeństwa. Szczęśliwe dni mogą nadejść jedynie w nowym życiu jej dzieci. Młodość sobie poradzi, mimo gorzkiej, obciążającej spuścizny po rodzicach. Jest odważna i z ufnością, z nadzieją, miłością patrzy w przyszłość. Jakby już wszystko wiedziała, niczego się nie bała. Lub wie, czego może się spodziewać. Doświadczenia dzieciństwa działają jak uodporniająca na ciosy, przygotowująca do życia szczepionka.

Marcin Czarnik wyreżyserował bardzo dobry, bo mądry, zabawny, ciepły, spektakl, który dał szansę pokazania skali nie tylko wokalnego ale i dramatycznego talentu młodych aktorów. Ich bohaterowie to pełnokrwiste, dające się lubić postacie. Każda inna, charakterna, o wyrazistej osobowości. Z podskórną kruchością, naturalną dobrocią, pozbawioną ostentacji miłością. Wiedząca, co może, co powinna zrobić. Choć przemyka gdzieś podskórnie niepokój, czy to, co ją dotąd nie zabiło, aby na pewno ją uodporni, wzmocni, życzy się jej wszystkiego co najlepsze. Sekunduje się jej wyborom. Wierzy. Wierzy mocno.

Przemysław Kowalski otrzymał nagrodę za pierwszoplanową rolę męską. Wspaniale zagrał Gilberta.
Wspaniale śpiewał. Pozostali młodzi wykonawcy też zasłużyli na gromkie brawa. Równie utalentowani, solidnie przygotowani zachwycili publiczność.


CO GRYZIE GILBERTA GRAPE'A  Peter Hedges
Akademia Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie POLSKA
reżyseria: Marcin Czarnik
adaptacja tekstu: Paweł Sablik pod opieką pedagogiczną Marcina Czarnika
scenografia, choreografia, kostiumy, reżyseria świateł: Milena Czarnik
dramaturgia: Paweł Sablik,Patrycja Kowańska
pod opieką pedagogiczną Marcina Czarnika
muzyka i kierownictwo muzyczne: Dawid Sulej Rudnicki
video, zdjęcia: Natan Berkowicz
przygotowanie wokalne: Justyna Motylska

zespół muzyczny w składzie:
Grzegorz Bąk – bas,
Piotr Domagała – gitara,
Michał Peiker – perkusja,
Dawid Sulej Rudnicki – instrumenty klawiszowe, trąbka

obsada:
Marianna Linde
Iga Rudnicka
Małgorzata Walenda
Przemysław Kowalski
Dariusz Pieróg
Jakub Sielski

10.iTSelF UROCZYSTOŚĆ RODZINNA


Ten spektakl wyrósł z pomysłu przeniesienia z życia do teatru uroczystości rodzinnych, by je na scenie razem z widzami reaktywować.  Przywołuje związane z nimi emocje. Uczy je kontrolować. Odwołuje się do uniwersalnych potrzeb, rytuałów, zwyczajów, tradycji. Wspólnotowości, która wychowuje, uczy, buduje więzi, ratuje w opresji, nie pozwala na samotność. Tworzy otulinę bezpieczeństwa, przywraca porządek rzeczy. Wynosi zwyczajność na poziom wyższy. Tworzy jej szczególną oprawę, nadaje jej status wyjątkowy. Świąteczny.

Teatr staje się domem, ogrodem, miejscem rodzinnych spotkań. Przy każdym ze stolików rozstawionych na scenie najpierw przygotowywana jest, potem odbywa się inna uroczystość rodzinna: narodziny, pogrzeb, Boże Narodzenie, ślub, lepienie pierogów, urodziny, itd. Panuje zamieszanie, rumor, chaos. Pachnie kawą. Wszystko dzieje się naraz, tuż obok siebie. Każdy widz zajmujący miejsce przy stole, zaproszony jest do współtworzenia zadanej przez twórców spektaklu ceremonii. Uczestnicząc w niezbędnych, prostych  czynnościach, uczy się życia, oswaja egzystencjalne strachy, traumy, lęki. W rytuałach, ceremoniach odnajduje porządek swego świata, odkrywa sens wspólnotowego przeżywania radości i smutków, radzenia sobie z trudnościami. Nie jest sam.Na dobre i na złe. W szczęściu i chorobie. W godzinie śmierci.

Spektakl ma charakter prywatny, osobisty, intymny. Ale otwarty. Bazuje na wspomnieniach aktorów, ich rodziców, widzów. Wykorzystuje dobrze znane wszystkim czynności, przeżyte doświadczenia. Przywołuje pamięć zapachów, smaków, emocji.  Część widzów angażuje się, współtworzy akcję, część obserwuje z widowni pogrążonej w ciemnościach/balkon/. Sztuka przenosząc tak kongenialnie życie do teatru, wprost o nim opowiada.  Pozwala odkryć jego wspólnotowy potencjał i doświadczyć jego oczyszczającej roli. Inspiruje i bawi. Cieszy i otwiera człowieka na innych ludzi. Performuje zwyczajne przeżycia w niezwyczajnej formie. Nie sposób przestać o tym spotkaniu myśleć, za nim tęsknić. Ciągle chce się je przeżywać, czuć.

Młodzi aktorzy, ich rodziny, znajomi, widzowie, jurorzy byli autentyczni, spontaniczni. Nikt się nie nudził, nic nie udawał. Każdy czuł się swobodnie, był sobą, wchodził chętnie w role, improwizował i cieszył się tym, jak potrafił. Na koniec wszyscy spotkali się przy wspólnym stole. Rozmawiano, jedzono, pito różne trunki jeszcze długo po spektaklu. Na szczęście i ja tam byłam, miód i wino piłam. Choć spektakl nie otrzymał festiwalowej nagrody, pozostanie w pamięci jego uczestników jako kolejna, tym razem teatralna uroczystość rodzinna.


UROCZYSTOŚĆ RODZINNA
Akademia Sztuk Performatywnych w Pradze
CZECHY
reżyseria: Sofie Sticzayowa
obsada:Tomasz Puchalski
Zuzana Jurechowa
Heidi Hornackowa
Zuzana Rajnova
Tom Johnson

scenografia:Olga Ziębińska
Sara Fritzova
produkcja:Karolina Soukupova
SáraPoslíšilová
Jan Honeiser

10.iTSelF MELODIA Z WIRUSEM


MELODIA Z WIRUSEM jest spektaklem nowoczesnym. Opartym na mowie ciała performerów, na sile intuicji widzów, która pomaga odgadywanie osobistych tropów artystów, rozszyfrowanie niejednoznacznych układów, nadawanie znaczenia abstrakcyjnym figurom, paranaukowym obiektom. To performans trudny w odbiorze, wymagający otwartości, gotowości na improwizacje. Dystansu, poczucia humoru. Nastawienia na niejednoznaczność, śmiałe metafory, ich abstrakcyjne formy.

Każdy widz wkracza na scenę indywidualnie, przeciska się przez otwór w plastikowym różowym wejściu, jakby rozrywał błonę śluzową macicy sztuki, rodził się dla niej na nowo. Ma się zresetować, nastawić na nowe doznania, wrażenia. Przestrzeń jest pusta, rozświetlona, zamieszkała przez dwie podobne do sibie, prawie bliźniacze postacie, z których jedna, ubrana w złoty kostium, ma zasłonięte srebrną taśmą oczy i trzyma deskę, druga, w srebrnym kostiumie,  wita gości osobiście, przyjaźnie.

Spotkanie zaczyna się od nawiązania kontaktu, sprawdzania zaufania, gdy jeden człowiek zależny jest od drugiego, wytycza mu drogę, wskazuje kierunek, określa cel. Prowadzi go w rewir nowych możliwości, starych ograniczeń. Widoczna jest silna więź. Zależności bliskie, tajemnicze, nieodgadnione. Ale osobiste, intymne, które są sprawdzane, testowane, trenowane.  Po tej próbie tworzą się pewne układy/akrobatyczne, cyrkowe/ oparte na równowadze, symetrii, hierarchii. To, co jeszcze jest różne, odrębne stara się scalić, zjednoczyć, stanowić jednię. Do czego w końcu dochodzi symbolicznie, gdy partnerzy łączą swoje kostiumy/suwak/. Zanim do tego dojdzie przechodzą metamorfozę: napierają swoim ciałami na różowe,  gumowe płaszczyzny. Pojawiają się nowe, futurystyczne kształty, stwory, postaci. Może to jest prawdziwy obraz ich samych: zmiennych, zdeformowanych, obcych. Nie do przeniknięcia. Nie do poznania. Dynamika ruchu, pytania dążące do samookreślenia komponują melodię pewnej opowieści. Ta jednak skażona jest wirusem, nietrudno domyślić się jakim. Ale każda relacja międzyludzka bywa zainfekowana, narażona na śmiercionośnego intruza. Nie zawsze możliwe jest przetrwanie tak trudnej próby. Bohaterowie ilustrują ją w sposób szczególny, wyszukany. Niejasny. Wizualizują wirusa, odciskając twarz w szarej materii plastikowego ekranu. Udziwniony jego obraz straszy, niepokoi. Rośliny umieszczone w pustych opakowaniach po lekach, nazywane ludzkimi imionami, słuchające wierszy to metafora beznadziei sytuacji chorego, jego strachu, samotności. Tabletki/a tak naprawdę cukierki/, dane do spróbowania widzom, mają pomóc wzbudzić w nich empatię. Czy tak się rzeczywiście dzieje, trudno przesądzić.

Prześwietlona, pusta, pojemna, laboratoryjna przestrzeń tworząca pole wyobraźni, historia pewnego związku z groźną chorobą w tle, komponowana sekwencjami niejednoznacznych performatywnych działań, tworzą partyturę lęków, obaw przed brakiem akceptacji, niebezpieczeństwem wykluczenia czy przymusową alienacją. MELODIĘ Z WIRUSEM. Z wzruszającą niepewnością, poczuciem kruchej równowagi, świadomością trudu osiągania harmonii, która może trwać zaledwie mgnienie, połączeni partnerzy odchodzą. Widzowie, zajmujący podczas spektaklu jedynie pozycję obserwatora, również.



MELODIA Z WIRUSEM
Akademia Teatru i Tańca w Amsterdamie, Szkoła Podyplomowa DAS – Teatr DAS
HOLANDIA
reżyseria: Szymon Adamczak
występują:
Szymon Adamczak
Billy Mullaney
scenografia i przestrzeń:
Paweł Szubert
dramaturgia i muzyka:
Panna Adorjáni
kostiumy:
Stefan Vella
plakat:
Michał Loba
opieka artystyczna:
Manolis Tsipos, Zhana Ivanova
mentor:
Jeroen Fabius
współpraca:
Ahmed El-Gendy, Olga Drygas
tłumaczenie listu:
Paweł Świerczek
premiera: 10. 09. 2019, Amsterdam Fringe Festival

10.iTSelF ANIMAK


AniMak, spektakl Akademii Sztuk w Bańskiej Bystrzycy, czerpie ze spuścizny przeszłości, by przewartościować rzeczywistość, przepracować współczesność, zadać pytania o tożsamość, kondycję mentalną i materialną Słowaków. Jest podróżą w czasie i przestrzeni. Wiwisekcją  jednostki, rodziny, narodu. 

Do Słowacji rewolucja przyszła z zewnątrz, trudno ostatecznie przewidzieć, jakie skutki przyniesie. Nie wiadomo, czy Słowacy sprostają zmieniającym się wymaganiom. Jakie skutki wywoła systemowa transformacja. Są świadomi, że mają prawo być bezradni, zaskoczeni, zagubieni. Ale nie chcą bać się pytać, drążyć, uczyć. Dobrze jest znać stan rzeczy, ocenić jego wartość. Określić punkt, w którym się jest. Zwłaszcza gdy dotyczy to młodości, bo ma jeszcze czas, potencjał, największe możliwości wyboru. Może się dobrze przygotować, by podjąć decyzję, gdzie i jak ma żyć. Kim mogłaby być. Co może zmienić, czego dokonać. Wyjechać z kraju, uciec czy zostać? 

Zapewne dlatego bohaterowie wyposażeni są w walizki, przemieszczają się  po symbolicznej drodze. W tle wycięty z falistego plastiku kontur gór, charakterystyczny dla Słowacji krajobraz, nie pozwala im zapomnieć, skąd pochodzą, gdzie są, dokąd mogą wrócić: nie da się przecież do końca uciec od samego siebie. Środek komunikacji miejskiej z bogatym przekrojem społecznym pasażerów, dom zły z męskim bokserem i uzależnioną od niego żoną, galeria handlowa, która jest dla wielu azylem, świątynią, symbolem nowego konsumpcyjnego świata, siłownia, gdzie można kształtować siebie to miejsca stworzone grą zespołową, zakresem poruszanych problemów, wypowiadanych kwestii. Każde jest przestrzenią wirtualną, uruchamianą siłą wrażliwości i wyobraźni. Skutecznością aktorskiej kreacji.

Ocena  jest krytyczna, surowa, niejednoznaczna. Tradycji, przeszłości nikt nie może i nie chce ignorować. Kultywuje się ją i wykorzystuje. Ale sztuka w introspekcjach, retrospekcjach, pokazując życie codzienne, przyziemne, znojne, udowadnia, jak trudno uwolnić się od dziedziczonych i automatycznie, bezrefleksyjnie powielanych stereotypowych zachowań, myślenia, postaw.  Konsumpcyjny styl życia jest kuszący, przyjemny, wygodny ale też podstępny, wymagający samokontroli. Może być niebezpieczną pułapką. Ludzie z natury są zachowawczy, boją się zmian, bez korzeni, afirmacji rzeczywistości, przystosowania, trudno sobie radzą z problemami, nowymi wyzwaniami. Jednak gdy są twardzi i nieustępliwi w zadawaniu pytań, szukaniu bezkompromisowych odpowiedzi, braniu spraw w swoje ręce, odpowiedzialności, dają sobie szansę na niezależność, szczęście, świadome samostanowienie. 

Artyści wykonali kawał dobrej roboty. Ważnej dla nich samych, dla ich rodaków. Niewykluczone, że i dla Polaków.  Podjęli niełatwy temat, przepracowali go i stworzyli ciekawy rozliczeniowy spektakl. Pojawiająca się w nim publicystyka, ideologia, polityka jest w pełni uzasadniona. Zwłaszcza, że zjawiska, problemy, dylematy zostały zilustrowane scenami rodzajowymi, typami bohaterów wziętymi prosto z życia. Łatwo rozpoznawalnymi, z którymi łatwo się utożsamić. Dlatego tak silnie działają. Ich bohaterowie zadają pytania o tożsamość, rolę tradycji, wskazują, że to z niej wypływa nie tylko siła jednostki, społeczności, narodu ale i autorytarne zagrożenia/akceptowana przemoc w rodzinie, niechęć do zmiany, lęk przed podejmowaniem ryzyka, obojętność, brak zaangażowania w życie wspólnoty, niebezpieczeństwo populizmu, rządów silnej ręki/.  Rodzi nadzieję, że jeśli studentom Akademii Sztuk w Bańskiej Bystrzycy się udało, to każdy ma szansę na sukces. To za odwagę, konsekwencję, upór w podejmowaniu ważnych tematów, wypracowanie ich artystycznego kształtu, pracę zespołową otrzymali Nagrodę Jury Dziennikarskiego. 

AniMak Katarína Vozárová, Petra Kovalčíková, J. C. Hronský oraz kreacja zbiorowa

Akademia Sztuk w Bańskiej Bystrzycy SŁOWACJA
reżyseria: Petra Kovalčíková
kostiumy: Alžbeta Vakulová
muzyka: This is Kevin
scenografia: Michal Bugáň
choreografia: kreacja zbiorowa

obsada:
Katarína Gurová
Katarína Baranyai
Eva Javorská
Adriána Gandžalová
Andrea Juhásová
Andrej Polakovič
Filip Sirotiar
Pavol Olešňan
 premiera: 26. 10. 2018

10.iTSelF DZIECI U WŁADZY



W centrum sceny, w ciemności stoi symboliczny dom: cztery białe ściany z pustymi otworami  drzwi i okien. Rozpadnie się i na powrót zostanie złożony. To struktura do cna zła, słaba, pusta. Już na pierwszy rzut oka nietrwała. Prowizoryczna. Symbolicznie pozbawiona cech indywidualnych. Szczególnych. Zimna, diaboliczna.

Ale atmosfera jest gorąca. Trwa przyjęcie urodzinowe. Głośno gra muzyka.  Bawią się dobrze dorośli jak dzieci i dzieci jak dorośli. Ale ich egzystencja jest skomplikowana, zachowania zaburzone, relacje rozpustne, dusze zepsute. Liczy się tylko tu i teraz. Zachcianka spełniona natychmiast. Funkcjonują w schizofrenicznym zwidzie. W niezrozumiałej głębiej naiwności, śmieszności, infantylizmie. Bogactwo nic nie znaczy, władza jest pozorna. Do czasu tylko kłamstwa, zdrady, tajemnice nieudolnie skrywa hedonistyczne życie. Bohaterowie piękni, młodzi, zdegenerowani, doprowadzają je do ruiny, oprzytomniawszy starają się nadać mu na powrót kształt, sens, wartość. Ale nie można niszczyć bezkarnie. Budować na piasku.Tworzyć z niczego. Jest już na zmianę za późno. Zbyt głęboki jest rozpad wszelkich hierarchii, struktur, wartości. Rodziny, społeczności, a patrząc szerzej narodu. Bliskość gubi się w chaosie zdrad. Krzyk jest oznaką słabości. Zachowanie pozorów uzależnieniem. Ogłupienie pułapką. Upadek jest nieunikniony. Pewny.

Nadwątlone więzi przestaną łączyć, będą dzielić. Miłość nie była miłością lecz tylko przyjemnością. Towarzyska zażyłość to interes. Rodzina jest prowizorycznym układem. Glamour kostium kryje kompleksy i lęk, że cokolwiek z wartościowego życia pozostało, niechybnie przepadnie. To przeczucie widoczne jest w każdej bohaterów relacji, rozmowie, geście.  Dorośli są żałośni, zagubieni, dzieci  koszmarnie świadome, co się naprawdę dzieje i jak to mogą wykorzystać.Nikt tu nie jest niewinny.

Aktorzy grają z oddaniem. Energetycznie. Dynamicznie. Ich bohaterowie-przestylizowani, groteskowi, karykaturalni- nie budzą grozy lecz politowanie, śmieszność. To za mało, by można było się było przejąć negatywną diagnozą społeczną sztuki. Krytyką zblazowanych dorosłych, którzy zachowują się dziecinnie, nieodpowiedzialnie, samolubnie. Obrazem dzieci, które cynicznie, bezstresowo wchodzą w rolę dorosłych i przejmują nad ich życiem kontrolę. Jedni czy drudzy, to dzieci u władzy. Ujawnienie prawdy nie zerwało z ich twarzy masek hipokryzji ale przyprawiło im nowe gęby. Namalowane zostały jednak aktorstwem grubą, zbyt jaskrawą kreską.



Dzieci u władzy na podst. sztuk Regera Vitraca i Dušana Jovanovića

Uniwersytet Lublański – Akademia Teatru, Radia, Filmu i Telewizji
SŁOWENIA
reżyseria Luka Marcen
 obsada:
Luka Boksan
Zan Brelih Hatunic
Andras Haraurer
Martin Mlakar
Gal Oblak
Lana Buceec
Lana Fortuna
Julija Klavzar
Nika Vidic
Lara Wolf
dramaturg: Tery Zezelj
kompozytor, muzyka na żywo:Martin Vogrin
scenografia: Nika Curk
kostiumy: Ana Janc
reżyser światła: Nastja Miheljak

sobota, 12 października 2019

10. iTSelF NASZA KLASA


NASA KLASA, sztuka Tadeusza Słobodzianka, miała na świecie już wiele inscenizacji. Wyreżyserowana w 2010 roku przez Ondreja Spišáka w Warszawie na Scenie na Woli im. Tadeusza Łomnickiego nadal jest z powodzeniem grana, budzi duże zainteresowanie. To dramat o prostej strukturze, jasnej fabule, przejmującej treści. Porusza temat zła natury ludzkiej w kontekście sytuacji, która sprzyja, kusi, umożliwia jego wyzwolenie. Mówi o tym, jak okrutny, bezwzględny, nieczuły może być człowiek dla człowieka. Do czego jest zdolny się posunąć w podłości, niegodziwości, zdradzie w godzinie próby. Jak trudno mu przychodzi być przyzwoitym kolegą, koleżanką z klasy, sąsiadem, sąsiadką, obywatelem. Udowadnia, że instynkt przetrwania, chęć odwetu, łatwego wzbogacenia unieważnia dekalog a deklarowana miłość do bliźniego jest synonimem niczym nie uzasadnionej nienawiści. Jednostka jest marionetką we władzy systemów tego świata skazaną na upadek, klęskę. Jeśli nie wierzy.

Sztuka stawia problemy, których nikt jeszcze nie rozwiązał, nie jest w stanie wyjaśnić: dlaczego dzieje się, co dzieje w czasach wojny, zagłady, dlaczego zło może być tak silne, że pokonuje dobro?, jak ocenić relacje ofiara, świadek, kat w czasach panowania totalitaryzmów?  Nie gwarantuje, że historia się nie powtórzy. Daje prawo do niewybaczenia. Na szczęście pozostawia widza z nadzieję, że co umarło może zmartwychwstać w nowym życiu. Jeśli wierzy.

Spektakl rosyjski grany jest przez bardzo młodych ludzi w scenografii, której głównym elementem jest ekran na całą szerokość sceny z konturami przedwojennej Polski i imionami uczniów klasy. Na nim wyświetlane są projekcje wideo.  Do ścian przytwierdzone są niezliczone czarne tabliczki z imionami i nazwiskami ofiar, prawdopodobnie nie tylko wojny.

Inscenizacja ma charakter lekcji historii, socjologii, psychologii. Empatii. Ku nauce, przestrodze. Uświadomieniu. Pamięci. Poruszane problemy mają wymiar uniwersalny. Studenci, doskonale do swych ról warsztatowo przygotowani, więcej relacjonują, opowiadają, opisują niż grają. Czytają z zeszytów, książek. Tworzą sugestywne, emocjonalnie silne kompozycje. Jakby temat był abstrakcyjny, odległy, obcy. Zbyt trudny do przepracowania. Niemożliwy do przedstawienia.  Zilustrowania. Głównie surowe słowo, obraz przez nie budowany, sytuacja opisywana, więź, relacja ma uruchamiać wyobraźnię i budzić wrażliwość. Poruszać. Wstrząsać.

Młodość, dynamiczna, żywiołowa, niewinna, sama sobą złu zaprzecza. Daje nadzieję, że ocalenie sensu życia, szczęścia jest możliwe wobec niemożliwego status quo historii, obecnej rzeczywistości, niezaprzeczalnych faktów. Witalność młodości silnie kontrastuje z suchą, rzeczową relacją o złu. Dociekanie dlaczego człowiek człowiekowi gotuje tak okrutny los, pozostaje poza logiką, rozumieniem, oceną. Odwołać się można tylko do człowieczeństwa doświadczanego w sferze silnych emocji. Ten dramat, ten spektakl je uruchamia. Eskaluje. I zostaje nagrodzony hojnie przez publiczność owacją i jej nagrodą. Całkowicie zasłużenie.



NASZA KLASA  Tadeusz Słobodzianek
Rosyjski Państwowy Instytut Sztuk Scenicznych w Petersburgu
ROSJA
reżyseria: Daria Shamina
choreografia: Yuri Vasilkov 
scenografia: Natalia Pavlova
video: Anastasiya Gordymanova
dźwięk: Alina Pokrovskaya
światło: Anton Astakhov
technika: Regina Petrova
obsada:
Anna Zavtur
Ekaterina Tikhonova
Diana Zhdanova
Ilia Yakubovskii
Sergei Goroshko
Nikita Kokh
Denis Prytkov
Alexander Drugov
Piotr Siwek
Ivan Kirillov





środa, 9 października 2019

10.iTSelF Z BLISKA


Zwycięski spektakl 10-tego iTSelF, w pełni zasłużone Grand Prix, jest ważny z wielu powodów. Z BLISKA pozwala przyjrzeć się przyczynom i skutkom erozji, rozpadu i zaniku więzi międzyludzkich. Prowadzącym do depresji, bezsenności, izolacji, zaburzeń komunikacji. Dezorientacji, braku rozpoznania, co jest jawą, co wyobrażeniem, snem, projekcją. W konsekwencji uświadamia jak bardzo nieszczęśliwa i zagubiona jest jednostka we współczesnym świecie. Im więcej ma dóbr materialnych, tym mniej duchowości. Im więcej technologii, tym głębsza samotność.  Im więcej informacji, tym większy chaos. Im ambitniejsze kariery, tym uboższe życie rodzinne. Priorytetowy, rozbuchany indywidualizm zabija wspólnotowy styl życia. Wyklucza bliskość, kompromis, zrozumienie. Wirtualny świat sztuki, mediów buduje i konstytuuje zoombie second life, w którym mając nieograniczoną ilość anonimowych znajomych, traci się kontakt z osobami realnymi, najbliższymi. Przyjaciel, przywódca, mentor, matka, dziewczyna stają się zbędni. Stracili swoją funkcję, są pozbawieni znaczenia, nie mają na nic wpływu. Rozpasana wolność, bezproblemowa niezależność oddala, nie przybliża. Człowiek współczesny porusza się we wszystkich możliwych kierunkach jedynie po prostych równoległych prowadzących donikąd. To paradoks, że można mieć wszystko ale nic wartościowego, ważnego. Zaspokajającego podstawowe potrzeby emocjonalne. Nie zna miłości, ani stabilizacji. Kontakt, jakiego pragnie, porozumienie, którego szuka, bliskość, której pożąda jest poza jego zasięgiem. Tym bardziej wspólne działanie z innymi ludźmi. Rośnie w nim głód uczuć, zainteresowania. Świadomość niemożności zaspokojenia. Spełnienia. Jakby cierpiał na nową jednostkę chorobową, miał cywilizacyjną niepełnosprawność. Bo ojca nie ma, matka robi karierę. Firma jest jej domem. Jako dziecko uczył się życia z filmów, których nie rozumiał. Nie zna innego świata niż fikcyjny. Język się rozpada. Czas się to zamraża, to topi. Czuje, że w jego ciele mieszka obcy, którego nigdy nie pozna. Pozbawiany więzi nie potrafi ich nawiązywać, uznaje je za zbędne. Nie zna miłości, czułości. Wie, że ma być przyjemnie, miło. Żyje wyobrażonym życiem innych ludzi. Nie ma swojego. W wieku 14 lat leczy się psychiatrycznie. Cierpi na bezsenność. Wpada w panikę. Jest zdezorientowany, zagubiony. Zna tylko samotność, powiększającą się w nim pustkę.

Spektakl zbudowany jest ze scen ascetycznych, precyzyjnych, mocnych, jak ta na początku, gdy obserwujemy dwóch młodych ludzi /przyjaciół, kolegów/ przy fortepianie: jeden gra jazz, drugi klasykę. Nie wsłuchuje się jeden w drugiego, na jotę nie stara się ustąpić, dostosować. Improwizować. Eksperymentować. Za to konkurują ze sobą, coraz mocniej akcentują swoją odrębność. W końcu agresywnie walczą. Upadają, wierzgają, kopią siebie, instrument. Czym mogą uderzają w klawisze. Zamiast harmonijnej melodii słychać kakofonię przypadkowych dźwięków. Chaos. Indywidualizm wykluczył wzajemną inspirację. Wspólną zabawę. Nie przybliżył ich do siebie lecz oddalił. Brutalnie. Skutecznie.

Kolejne rozwinięcia poszerzają pole walki, zakres klęski. Słowotok, który oznajmia, relacjonuje. ale nic nie jest w stanie zmienić. Stwierdza stan rzeczy, obnaża wszelki deficyt. Treść, która boli, nie może obiecać ocalenia. Punktuje bezwzględnie, na zimno. Krzykiem się domaga. Jak pustka scenografii, chłód jej barwy. Jak język choreografii, która pokazuje w kieracie samotnego drylu ciała, łączące się w dramatyczne układy na krótko, za krótko. Prowadząc do kulminacji, w której ON i ONA, wirtualni, uwięzieni, każde w swoim telewizorze, śpiewają razem tę samą piosenkę. Nie mogą się zobaczyć, poczuć, dotknąć. Oboje osobni, odrealnieni, odlegli są tęsknotą za czymś, czego nie potrafią nazwać,  zdefiniować, spełnić. Automatycznie odtwarzają zasłyszane teksty, instynktownie naśladują podpatrzone sceny, gesty. Bo tylko takie wzorce znają. Są jałowi, bezpłodni. Trwają w stuporze smutku, przygnębienia. Bez miłości, więzi, bliskości. Bezbronni. Nieszczęśliwi.

Jest w tym spektaklu konsekwentnie budowany nastrój klinczu, niemocy, bezradności. Redukcja człowieka w człowieku. Rosnące napięcie pomiędzy pragnieniem a niespełnieniem. Równowaga mowy ducha i ciała. Reżyseria, dramaturgia, kompozycja kontrolująca porządek rzeczy, bo wszystko się tu uprzedmiotawia. Równo rozłożone akcenty ruchu i treści. Młodzi aktorzy, doskonale warsztatowo przygotowani, tworzą swoje role powściągliwie. Stanowią zgrany zespół. Widzowie z bliska  mogą to zaobserwować. Docenić. Mają możliwość projekcji własnych lęków, obaw, przeżyć. Okazję wsłuchania się w puls zachodniego świata. Z bliska poczuć graną przez młodość napierającą z zewnątrz ku wewnątrz współczesnego człowieka coraz większy wszystkiego bezsens, coraz bardziej przerażająca pustkę. Niemiłość.

Z BLISKA
Na podstawie "Play Loud" i "2 Uhr Nachts" Falka Richtera
Akademia Teatralna Augusta Everdinga  NIEMCY
reżyseria, choreografia, scenografia: Katja Wachter
obasada:
Lavinia Thelan Nowak
Enea Boschen
Benedict Sieedin
Havdy Punzel
Almut Kohnle
Leonard Dick
Lisa Schwarzer
Andriej Aranowski

kompozytor: Florian Paul

fot. Karolina Jóźwiak