Zapewne ten odświeżony, nowoczesny kontekst arcydzieła filmowego Buñuela, podkręcony efektami specjalnymi (stół spuszczany na linach do salonu z dużej wysokości) potwierdza cykliczność upadku elity (uprzywilejowanej, wpływowej, bogatej warstwy społecznej), która przedstawiona w fazie schyłkowej już zdegenerowana, bezwartościowa, niezdolna do najprostszych działań, dezintegrująca język (co zawsze zaburza wszelką komunikację) skazana jest na zagładę. Bo na nią zasługuje, bo do niej doprowadziła i w swojej niemocy bezsilna, ograniczona nie znajduje sposobu na wyjście z dramatycznie beznadziejnego położenia. Uwięziona tym, co ją dotąd definiowało, jednoczyło, dawało siłę, ale już się zużyło, wyczerpało, skompromitowało, musi sczeznąć. Sztuka ta pokazuje właśnie moment postępującej agonii wyrafinowanej, ale starej formy, etykiety, władzy, wartości i więzi międzyludzkich. Bo jest już pusta, pozbawiona siły i uzasadnienia wszelkiego działania. Zagłodzona, osłabiona, zdezorientowana powraca do pierwotnych, prymitywnych sposobów przetrwania. Dziczeje, karleje i dlatego reaguje instynktownie, spontanicznie, agresywnie, co wzmaga chaos, pogłębia rozpad osobowości, więzi. Maski spadają, dotychczasowy uprzywilejowany, atrakcyjny i wygodny styl życia staje się nie tylko swoją najgorszą karykaturą, ale i oskarżeniem.
To mógłby być genialny spektakl o przemijaniu systemu wartości, wyczerpywaniu się każdej idei, braku sprawczości elity, bo przestała jednoczyć i przewodzić społeczeństwu, być kreatywna i nie jest już zdolna do przystosowania się do nowych, zmieniających się okoliczności. Zgromadzeni na wystawną kolację nie mają co konsumować. W stworzonym przez siebie świecie nie mogą wyjść poza ograniczenia kanonu zachowania, poza dysfunkcyjność, jałowość dyskusji, jakby zawiodły ich wewnętrzne mechanizmy motywacyjne, obronne, a nie mają odwagi, siły ani pomysłu na to, jak zachować kontrolę nad sobą, jak utrzymać kontrolę nad światem. Zatomizowani, bełkotliwi, nudni jak flaki z olejem, coraz bardziej wyczerpani w sposób oczywisty skazani są na klęskę. Groteskowi, śmieszni w surrealistycznych, odjechanych zachowaniach, mogą być tylko ignorowani. Pozostawieni w swoim żałosnym rozkładzie. Nie tylko oni nie rozumieją, dlaczego nie są w stanie znaleźć z tej sytuacji racjonalnego wyjścia. Gaśnie więc światło, kurtyna zasłania ostatni akord agonii elity. Ci, którzy przyjdą po nich albo wejdą w stare koleiny sprawdzonych systemów i struktur, albo przeprowadzą rewolucję. Przyjdą. Bo zawsze przychodzą.Gra aktorska jest bez zarzutu. Wszyscy jednako starają się przeprowadzić na oczach widzów proces rozpadu osobowości granych postaci, uwiarygodnić mechanizm upadku systemu, którego etykieta nie jest już w stanie gwarantować harmonijnego rozwoju, szczęśliwego życia generującego siłę i dostatek, ale ubezwłasnowolnia, degeneruje i eliminuje. Jak Anioł Zagłady.
ANIOŁ ZAGŁADY
reżyseria: Data Tavadzedramaturgia: Paweł Sztarbowski
scenografia i światło: Agata Skwarczyńska
muzyka: Nika Pasuri
tłumaczenie scenariusza: Magda Nowakowska
asystentka reżysera: Antonina Wąsowicz, Maciej Jaszczyński
charakteryzacja: Marta Krasowska, Aleksandra Rubersz
inspicjent: Tomasz Karolak
kierowniczka produkcji: Adrianna Gołębiewska
producent: Kinga Kostoń-Hayatullah
koordynacja produkcji: Lena Tworkowska
obsada:
Mariusz Drężek, Agata Góral, Jakub Jankiewicz (gościnnie), Anna Kłos, Michał Klawiter, Marianna Linde, Anna Moskal, Agata Różycka, Jan Sałasiński/Mateusz Weber, Konrad Szymański, Krzysztof Szczepaniak/Damian Kwiatkowski, Anita Sokołowska



0 komentarze:
Prześlij komentarz