sobota, 28 lutego 2026

FESTIWAL NOWE EPIFANIE 2026: BIOLAND

 

Taniec to w pewnym sensie sztuka abstrakcyjna. Można ją na różny sposób interpretować, ale czy na pewno dowolny? Jedną ze wskazówek jest to, co mówią o swoim dziele sami artyści. Nadają projektowi tytuł, wyznaczają zakres tematyczny, wyjaśniają układy taneczne i ujawniają ich znaczenie, zdradzają inspiracje i proces przekuwania ich w choreograficzną narrację. Rzeczywiście, bez tej słownej nadbudowy, kontekst tego co artysta chciał przekazać, jego formuła i kształt byłby otwarty, prawie niemożliwy do odgadnięcia. Jakby artyści nie ufali widzom. Jakby widzowie nie mogli się obyć bez wskazówek i potrzebowali podpowiedzi przewodnika. W ten sposób rodzi się więź między strefą sceny i rewirem widowni, która w efekcie może stać się jednią. Oto świat przedstawiony przez artystów uruchamia wrażliwość i wyobraźnie widzów, co tworzy ich własną narrację. Czy wizja artystów i odbiorców ich sztuki jest spójna?

Tym razem wiedza o spektaklu jest bardzo pomocna, bo cały jest na takim poziomie ogólności, że każda interpretacja jest możliwa. Scena poza umieszczonym centralnie ekranem i matami ze sztucznej trawy jest pusta. Tancerze ubrani są w ubrania o podobnej kolorystyce. Tę pustkę ma wypełnić ruch ich ciał, które wyrażą treści, nadadzą sens choreograficznej opowieści. To każdy tancerz wnosi swoją indywidualną narrację emocji, uczuć, postawy. Każdy jest inny, każdy jest mikroświatem, który słabiej lub mocniej stapia się z otoczeniem. Ale zawsze jest sobą, nie imitacją, klonem, kopią. BIOLAND jest produkcją Fundacji Crush On Trash i kolektywu Outrun The Bear z Los Angeles, którą tworzą choreografowie Megan Doheny i Ilya Nikurov. Wykonawcami są polscy tancerze. Kostiumy Jakuba Wójcika wykonane są z ubrań pochodzących z secondhandu a zielone maty użyte w scenografii to fragmenty sztucznej trawy, która nie była nikomu potrzebna. Tym gestem artyści pragną podkreślić, ze utożsamiają się z ideą less waste (minimalizacja odpadów, ponowne wykorzystanie materiałów). Dowodzą, że można przyczynić się do ograniczenia konsumpcji, bo każdy człowiek podejmując w różnych sprawach decyzje, ma w większym lub mniejszym stopniu wpływ na ochronę planety, którą zamieszkuje. 

Projekt BIOLAND odwołuje się do tematyki ekologicznej, relacji środowiska i obecnego w nim człowieka. Pokazuje egzystencję ludzi jako samoistnych jednostek na swoich zielonych wyspach, ale też ilustruje rodzące się między nimi relacje, wzajemne oddziaływanie, koegzystencję. I jest to proces skomplikowany, podkreślający podejmowanie prób nawiązania kontaktu i zmagania współistnienia. A wynika to z potrzeby przewartościowania własnego życia, szukania nowej perspektywy, innego spojrzenia, bo dotychczasowe niesie same zagrożenia, nie uszczęśliwia a pogrąża i niszczy. Postęp wyczerpuje i powoduje destrukcję. Działa jedynie chwilowo, uzależnia jak narkotyk. Konsumpcja podobnie - wiedzie donikąd, wyzwala negatywne kompulsywne reakcje. Środowisko jest degradowane, nadmiernie eksploatowane, traktowane instrumentalnie, bez litości. Ludzie podobnie. Jakby wracało niewolnictwo, tyle że narzucone sobie świadomie, dobrowolnie. Ten spektakl choreograficznie ma być próbą powrotu do tego, co ludzkie. Wizualizuje ucieczkę od rzeczy - figury, a więc człowieka, którego się używa i wykorzystuje do ciała - ducha, człowieka, który jest czuły, wrażliwy, empatyczny. Uruchamia ekspresją tańca marzenie o życiu ludzi nie obok siebie, ale ze sobą. Może to utopia, ale jakże piękna!

BIOLAND


Choreografia: Megan Doheny, Ilya Nikurov – Outrun The Bear
Asystentki choreografów: Zuzanna Strugacz, Agata Kamykowska
Muzyka: Dylan Tedaldi
Reżyseria świateł: Jakub Sztandera
Kostiumy: Jakub Wójcik
Produkcja: Fundacja Crush On Trash

Obsada:
Magda Niedzielska
Iga Włodarczyk
Agata Kamykowska
Michał Przybyła
Kacper Szklarski

Organizatorzy i współorganizatorzy: Fundacja Crush On Trash i Crush On Stage, Narodowy Instytut Muzyki i Tańca i Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Outrun The Bear, Teatr Łaźnia Nowa i Dom Utopii – Międzynarodowe Centrum Empatii

FESTIWAL NOWE EPIFANIE 2026: shirtshow



Biblijny nakaz z Księgi Rodzaju: „Czyńcie sobie Ziemię poddaną” jest hasłem przewodnim 17. Festiwalu NOWE EPIFANIE. Skłania do refleksji nad tym, jak je dziś rozumiemy. Zadaje pytanie, czy człowiek ma realny wpływ na kształtowanie relacji międzyludzkich, czy dysponuje narzędziami komunikacyjnymi (język, metody perswazji, negocjacji) oraz wystarczającą siłą (polityczną, militarną, kapitałową), by móc czuwać i reagować na dokonujące się zmiany. Bo ziemia to nie tylko planeta, ale i dom, jedyne miejsce dla tych, którzy tu żyją. Przyszedł chyba czas, gdy boski nakaz nie oznacza tylko sprawowania władzy, którą ludzkość interpretowała jako przyzwolenie na podbój, niszczenie, eksterminację, zniewalanie w imię przetrwania, ale tę, która przywraca równowagę, ratuje, wyzwala. Szanuje, chroni, toleruje. Powstrzymuje człowieka przed nim samym - przed jego pazernością, zachłannością, nienasyceniem. Zaspokajaniem ambicji egoistycznych, krótkowzrocznych. Hasło to skierowane jest do ludzi z nadzieją, że świadomi i odpowiedzialni zrozumieją błędy swojego dotychczasowego działania i będą w stanie je naprawić, by nie dopuścić do katastrofy. Jednak praktyka dowodzi, jak sprzeczne interesy rządzą światem i jak słaba jest nadal jednostka wobec agresywnej, eskalującej ciągle instytucjonalnej, prawnej, technologicznej presji postępu w obłędzie propagandowej słuszności. Nie ma siły sprawczej, która by uchroniła ludzkość przed katastrofą. Jest wiara, nadzieja i miłość, ale wydaje się, że to wciąż za mało. Mimo wszystko niewiele.
 
Performance choreograficzny "shirtshow", zrealizowany w ramach projektu Muzeum Antropocenu, podejmuje temat polityki, która wywołując konflikty, wojny i potęgując wyścig technologiczny, mimo głoszonych haseł ekologicznych, dalej niszczy planetę. Dowodzi, że czyniąc w ten sposób sobie ziemię poddaną nieuchronnie prowadzi ludzkość do katastrofy. Spektakl Agaty Siniarskiej i Ilji Subkoffa, w ich wykonaniu, z dramaturgią Zuzanny Berendt  i T-shirtem (nośnik sloganów, haseł, różnych treści) w roli głównej ilustruje zagrożenia w sposób zamierzenie delikatny, subtelny, prosty. Wymowa znaku, gestu, ruchu, układu scenicznego buduje mocne i czytelne napięcie, ale nie szokuje, nie prowadzi do wstrząsu czy katharsis. Artyści zdecydowali się na łagodną, dowcipną, symboliczną narrację, którą łatwo można zrozumieć, z którą łatwo można się utożsamić. Odwołują się do języka ciała, jego ekspresji. Wykorzystują to, co jest wszystkim doskonale znane, co sprawia, że komunikat jest szybko rozpoznawany i zrozumiały (hasła zredukowane do jednego słowa, sugestywna grafika umieszczona na koszulkach), co demaskuje propagandowy sposób oddziaływania na ludzi, którzy w dobie współczesnej sami propagują idee, z którymi się utożsamiają. 

Tak więc układ widowni to pokład samolotu, którym przybyli na spektakl pasażerowie lecą w przestworzach współczesnego świata. Wydaje się, że to miejsce nowoczesne, bogato wyposażone i bezpieczne. Agata Siniarska i Ilja Subkoff, stewardzi, czuwają nad pasażerami, z offu dobiegają komunikaty procedur bezpieczeństwa w różnych językach, z charakterystyczną intonacją, jakby obecni byli na pokładzie samolotu pochodzącego z coraz to innego kraju. Artyści zakładają niezliczone T-shirty z nadrukami wszelkiej tematyki i treści. Prezentowane w zaaranżowanych okolicznościach i sytuacjach determinują wymowną w znaczenia choreografię, która rozszerza plakatowy komunikat koszulki w działanie o adekwatnym charakterze. Tak więc pasywny wyraz poglądów, postaw, światopoglądu, z którymi się identyfikuje osoba, która je nosi, ma swoją kontynuację, bo potencjalnie może eskalować w złym/dobrym, bo niszczącym/ratującym kierunku. Instynktowny, naturalny gest podania ręki jako pokojowy akt pojednania, otwartości na dialog, porozumienia, zgody przeradza się w agresywny symbol totalitaryzmu (salut rzymski, "Heil Hitler", czy zaciśnięta w pięść uniesiona w górę ręka). Założone na głowy widzów/pasażerów białe bawełniane koszulki z wyciętymi na oczy otworami mogą symbolizować przejście na złą stronę mocy (Ku-Klux-Klan) lub fakt, że nie przeżyli katastrofy (lotniczej, ekologicznej, wojennej, technologicznej, itp.). Nie potrzeba słów, by zrozumieć, jak bez wyraźnej, sprowokowanej przyczyny rodzi się zło i jak łatwo można mu ulec. Jak niewiele trzeba, by zwyciężyło, zapanowało i niszczyło. Jak łatwo ten moment można przegapić, zbagatelizować, uznać za nieważny. Wystarczy impuls, sugestia, moda, presja, tak naprawdę coś niedefiniowalnego i nieuchwytnego. Sztuka potrafi to przejmująco pokazać. Jakby włączała w nas wszystkie sygnały ostrzegawcze. 




shirtshow

Choreografia: Agata Siniarska, Ilja Subkoff
Dramaturgia: Zuzanna Berendt

Centrum Dialogu im. Marka Edelmana, Festiwal Łódź Wielu Kultur

Fot. Karolina Sołtys









czwartek, 12 lutego 2026

KLUB KAWALERÓW OCH-TEATR


Krystyna Janda znów wyreżyserowała KLUB KAWALERÓW Michała Bałuckiego. Znów miała pomysł na wystawienie tej sztuki. Po wspaniałym, mistrzowskim, nadal zdumiewająco zabawnym spektaklu Teatru Telewizji w niezapomnianej  znakomitej obsadzie powstałym lata temu, jest okazja obejrzenia tej komedii na żywo w nowej odsłonie. Tym razem w OCH-TEATRZE. 

Nadal działa kunszt dramatopisarski Michała Bałuckiego, jego doskonała znajomość natury ludzkiej, wsparta wnikliwą obserwacją i życzliwym stosunkiem do ludzi, tu szczególnie pogubionych zakochanych. Nie bez znaczenia jest też biegłość inscenizacyjna Krystyny Jandy, jej zmysł komediowy, instynkt reżyserki, który wprowadził pomysł czytania przez nią z offu tekstu zabawnego słowniczka autorstwa Szymona Majewskiego, w którym tłumaczone są archaiczne słowa i sformułowania na język współczesny. Wszyscy bawią się setnie!

Publiczność lubi manewry miłosne, perypetie towarzyskie, szczęśliwe zakończenia. Przekuwanie niepowodzeń w sukcesy. Przy okazji ma szansę obserwowania, jak bardzo zmieniły się czasy, obyczaje, sposoby komunikowania się, radzenia sobie z problemami w związkach. Ile wysiłku pochłania naprawa błędów, korekta relacji, ile pomysłowości wymaga przywrócenie porządku rzeczy oczywistych, ile zabiegów trzeba podjąć dla taktownego zakończenia kryzysów. Bez szkodliwych kompromitacji, niszczących reputację skandali, nieprzyjemnych kłótni, żenujących scysji. Uwaga, bez wieloletniej, kosztownej psychoanalizy u specjalisty!

To pewne - widzowie potrzebują błyskotliwych komedii, również tych klasycznych, z werwą, finezyjnie i z polotem zagranych, pięknie wystawionych. Angażujących ich emocjonalnie. Potrzebują sztuk, na których będą się wzruszać. Ta komedia wyzwala jedynie pozytywne emocje. Opowiada historie z przymrużeniem oka, z poczuciem humoru, charakteryzuje bohaterów z życzliwością. Ich błędy, przywary, słabości traktuje ciepło i czule, dąży do pozytywnego dla wszystkich rozwiązania. Przekonuje łagodnie o tym, że każdy problem można rozwiązać,  że można wyjść z każdego kryzysu, w każdym ograniczeniu można odkryć nową perspektywę, jeśli dostatecznie mocno jest się zaangażowanym w proces naprawy. Nie ma sytuacji, które nie mają alternatywnych, pozytywnych stron. Trzeba się tylko postarać, wysilić, działać i to niekoniecznie samotnie. 

Symboliczna, prosta, ale podkreślająca styl XIX-wieczny (kolorowe secesyjne witraże, ażurowa metalowa altanka, stare meble) scenografia Zuzanny Markiewicz daje pole do popisu aktorom, którzy z powodzeniem tę szansę wykorzystują. Olbrzymi wpływ na budowanie atmosfery gorączki uczuć, charakterystykę bohaterów ma obłędna choreografia Emila Wesołowskiego, która potęguje tempo akcji. Generuje wigor i werwę, pozytywne doznania. Scena wiruje, pulsuje, tętni życiem, co jest wynikiem wspaniałego konceptu i wykonania. Każdy bohater to wsobny portret w charakterystycznym zachowaniu, reakcji, ruchu, co w efekcie fenomenalnie celnie podkreśla jego ekspresję. Oczu nie można oderwać od bohaterów w kostiumach z epoki. Szczególnie kobiety wyglądają zjawiskowo w sukniach  codziennych i balowych, w fantazyjnych kapeluszach, z wachlarzami i parasolkami, dodatkami. Kompozycje są bogate, piękne w swojej różnorodności i finezji - to projekty autorstwa Tomasza Ossolińskiego ze wspomaganiem modystki Marty Galik w klasycznie perfekcyjnym kroju, fasonie, opracowaniu. Kradną uwagę - podejrzewam, że nie tylko kobiet.

Galeria postaci zachwyca różnorodnością typów komediowych. Bawi Izabela Dąbrowska - zaaferowana kojarzeniem par Dziudziulińska, Justyna Ducka - panna Mirska sprytnie rozbudzająca sobą zainteresowanie Wujciunia, nachmurzona na narzeczonego urocza trzpiotka; Monika Fronczek - adorowana przez mężczyzn, walcząca o swojego męża kochająca go żona; Maria Seweryn - zatroskana, odpowiedzialna matka, ukrywająca swoje uczucia kobieta; Tomasz Drabek - przestraszony, nieporadny, wycofany Nieśmiałowski; Maciej Karbowski - szczery, prostolinijny, nieopierzony narzeczony Topolnicki; Michał Zieliński - wirujące  w śmiesznych do łez pozach męskie ciało absztyfikanta Motylińskiego; Maciej Wierzbicki- zasadniczy choć niepewny swej postawy zatwardziałego przeciwnika małżeństwa prezes Sobieniewski; Józef Mika - usłużny kelner,  cierpliwy nauczyciel tańca Nieśmiałowskiego; Rafał Rutkowski - Piorunowski, ów mąż naburmuszony. a okrutnie zazdrosny, bo zakochany po uszy w żonie; Adam Krawczuk - jakby nieświadomy tego, co się wokół niego dzieje Wujciunio Wygodnicki jakby protoplasta wszystkich Felicjanów Dulskich, choć i inni są też dobrym materiałem na pantoflarzy, mimo ostentacyjnie deklarowanej niezależności.

Narracja jest głęboko osadzona w realiach życia praktycznego. A reżyserski zamysł, by choreografia akcentowała zaangażowanie, ruch, działanie jako główny napęd naprawy i kształtowania relacji międzyludzkich (możliwy do zastosowania współcześnie) jest bardzo dobry. Scena tętni życiem. Okopywanie się, izolowanie od niewygodnych, bo wymagających podejmowania ryzyka działań oraz uleganie własnym słabościom, bezsensowne celebrowanie urazów, pielęgnowanie w sobie złości, brak umiejętności przebaczania, wypracowywania kompromisów jest błędem, zachowaniem uważanym dzisiaj za niedojrzałe, bo jest to kiepska wymówka, by nie stawiać czoła wszelkim przeciwnościom, ograniczeniom. Tu  demonstracja dezercji z walki o związek, wybór wygodnictwa, brak umiejętności wyrażania uczuć, zdolności komunikacyjnych i budowania więzi jest ucieczką w członkostwo w Klubie Kawalerów. To inicjatywa i ofensywne zabiegi kobiet przynoszą pozytywne efekty. Dzięki sprytowi, perswazji, podstępowi płeć żeńska, jak kolorowe piękne rajskie ptaki zwraca na siebie uwagę, wymusza decyzje, aranżuje sytuacje, które zmieniają zachowanie mężczyzn i doprowadzają do szczęśliwego rozwiązania problemów. Okazuje się, że można było im zaradzić nie wchodząc na wojenną śc ieżkę. Da się? Gdy zna się instrukcję zdobywania, temperowania, naprawy i obsługi mężczyzn, tak, da się. I to w sposób lekki, łatwy i przyjemny. Komediowy.

Obejrzyjcie koniecznie. Powodzenia:)


KLUB KAWALERÓW MICHAŁ BAŁUCKI

Reżyseria: Krystyna Janda
Scenografia: Zuzanna Markiewicz
Kostiumy: Tomasz Ossoliński
Światło: Katarzyna Łuszczyk
Choreografia: Emil Wesołowski
Modystka: Marta Galik
Asystent scenografki i kostiumografa: Małgorzata Domańska
Realizacja dźwięku: Michał Cacko
Realizacja światła: Maciej Gendek
Producent wykonawczy i asystent reżysera: Cezary Margiela
Asystent producenta wykonawczego: Konrad Karpiński

Obsada:
Izabela Dąbrowska, Justyna Ducka, Monika Fronczek/Agnieszka Sienkiewicz-Gauer, Maria Seweryn, Tomasz Drabek, Maciej Karbowski, Aleksander Kaźmierczak, Adam Krawczuk, Józef Mika, Rafał Rutkowski, Maciej Wierzbicki, Michał Zieliński


Fot. Krzysztof Opaliński

środa, 11 lutego 2026

EUROPA NOWY TEATR


W Nowym Teatrze Krzysztof Warlikowski wyreżyserował spektakl EUROPA według tekstu PRZYSIĘGA EUROPY Wajdiego Mouawada o porażającej sile rażenia, który wciąga bez reszty, mrozi krew w żyłach. Jest sztuką dla dorosłych. Diagnozuje stan mentalny starego kontynentu, będącą w klinczu moralnej zapaści cywilizację Zachodu - zdezorientowaną, osłabioną, bezsilną, nie potrafiącą poradzić sobie z winą i karą zbrodni konfliktów lokalnych, wojen, w które uwikłani są zwykli ludzie, również dzieci, za które jest odpowiedzialna, bo nie umie/nie chce/nie potrafi im zapobiegać, nie wie jak je kończyć, jak je rozliczyć. Jak o nich mówić, jak o nich informować.

Kontekst buduje ascetyczna scenografia Małgorzaty Szczęśniak z krzesłami po lewej stronie a po prawej z ławkami szkolnymi w pustej klasie, za nią ścianą ze zdjęciami w rewirze przebieralni/szatni/wstydliwej izbie pamięci. W centrum scena jest pusta, z tablicą/ekranem w głębi. Nastrój thrillera psychologicznego buduje dramaturgia Piotra Gruszczyńskiego, Anny Lewandowskiej, Carolin Losch, muzyka Pawła Mykietyna podkreślającą skrajnie różne emocje i dramatycznie eskalujące napięcie, choreografia Claude'a Bardouila wzmagająca grozę, wideo Kamila Polaka tworzące jej filmowe mroczne obrazy oraz perfekcyjna, stwarzająca indywidualne światy i portrety emocjonalne, psychologiczne bohaterów gra aktorska całego zespołu. Europa to ośmioletnia dziewczynka, która jest świadkiem zbrodni dorosłych, ale i sama przyczyniła się do śmierci osiemnaściorga dzieci, rozszarpanych na jej oczach przez psy. Śmierć brata, który ośmielił się sprzeciwić swojej społeczności i za to został zamordowany przez najbliższych (ojciec zabijał a pozostali na to przyzwalali), zobowiązała ją do opowiedzenia światu o tym, co się wydarzyło. Europa milczy przez 75 lat - nie umie spełnić obietnicy, tak trudno jest jej zrozumieć, nazwać, wyrazić uczucia, opisać wydarzenia, które spowodowały jej traumę, które zniszczyły życie wielu niewinnych ludzi. Z poczucia winy Europa wymierza sobie karę i w imię rozumianej przez siebie sprawiedliwości (oko za oko) topi własne dzieci (chciała, by było ich osiemnaścioro). Oszczędziła trzy córki (Megara, Jovette, Wediaa), które łatwiej byłoby jej zabić niż zostawić przy życiu, porzucić. Każda z nich jest nosicielką pamięci zbrodni, choć o tym nie wie, i jest za nią karana. Podobnie jak wnuk Europy, Zachariasz, morderca i kanibal, będący trzecim pokoleniem sprawców, syn bezwarunkowo kochającej go Wedii. Stara Europa musi zacząć mówić, obecna na scenie młoda Europa w masce, nie może już milczeć.

Tekst Wajdiego Mouawada i spektakl Krzysztofa Warlikowskiego przepracowuje na wielu poziomach (mitologia, dramaturgia europejska, dotychczasowa twórczość reżysera) fakt zaistnienia i skutków bestialskich zbrodni, dziedziczenia głębokich traum, nieradzenia sobie z poczuciem winy. Dotyczy pamięci i przemilczania oraz języka, który winien adekwatnie opisać barbarzyństwo zabijania, gwałcenia i upadlania ofiar ze szczególnym okrucieństwem. Ostatecznie bada, opisuje i analizuje istotę zła, dąży do zrozumienia jak i z czego się ono rodzi. Poszukuje ratunku, ocalenia dla tych, których zło dotknęło, naznaczyło, zniszczyło. Upomina się o prawdę i sprawiedliwość. Zadaje pytanie o kres samonapędzającej się tragedii. I ma nadzieję, że odpowiedź narodzi się w każdym widzu. Bezskutecznie.

Matkę Europę gra mężczyzna, Andrzej Chyra, nadając starej, zawoalowanej czarnym kostiumem, futrem z norek, okularami kobiecie rys męskiej zaciekłości, nienawiści, nieludzkiego okrucieństwa. Tworzy monstrum, potwora, zmorę tajemniczą, odpychająca i tragiczną. Szczególnie w kontakcie z Młodą Europą Claude'a Bardouila, która jest jej integralną pamięcią siebie z okresu zbrodni i wizualizacją niejednoznacznego poczucia winy, bólu i niezrozumienia swoich czynów i ich konsekwencji. Maja Ostaszewska w roli zbuntowanej, stawiającej ciągle opór córki jest agresywna, zaczepna, niepokorna, bo trawi ją niepokój, lęk, których przyczyn nie zna. Paradoksalnie wzrusza i intryguje jej zachowanie. Magdalena Popławska to córka, która w inny sposób reaguje na to, co ją spotyka w życiu i jak bardzo ją to gnębi. Równie niezależna, uparta nie ustaje w próbach życia po swojemu, ale dopadają ją podobne wątpliwości i pytania, na które nie znajduje odpowiedzi. Małgorzata Hajewska-Krzysztofik w roli Wedii, trzeciej córki Europy, wydaje się być łagodna, opanowana, czuła. Jakby z pokorą przyjmowała ciosy zadawane przez los (morderstwo, kanibalizm syna), które ją głęboko ranią, ale ich też nie rozumie. Z godnością, poświęceniem i przekonaniem bierze na siebie winę i ją otwarcie wyznaje. W jakiś logiczny dla siebie sposób tłumaczy, co pozostaje w istocie dla niej niewytłumaczalne. Swoją słabością jest w niepojęty sposób silna i to właśnie tak w niej wzrusza i ujmuje. Zwłaszcza, że jej syn grany przez Bartosza Gelnera, długo milczy w sprawie swoich okrutnych czynów i ciągle ją prowokuje. Magdalena Cielecka jako reporterka ONZ jest córką ofiary pogromu i w swej wyrazistości osoby nieustępliwej, dążącej do poznania prawdy, osiągnięcia celu jest szorstka, podstępna, zmysłowa. Ona też pragnie uwolnić się od traumy. Bo tu wszyscy są ofiarami. Jakby prawdziwy oprawca pozostawał do końca nienazwany, nieuchwytny, bezkarny.

Spektakl ma wymiar antycznej tragedii. Jego osią jest wiara, że ważna jest opowieść (pamięć, świadczenie prawdy), która daje wiedzę poszerzającą świadomość, uzasadnia premedytację metodycznego, zaplanowanego działania, które zawsze rodzi konsekwencje, a więc i odpowiedzialność sprawcy. Z jednej strony prawda wyzwala, z drugiej zobowiązuje do neutralizowania i trzymania zła na wodzy. Priorytetem w sztuce jest wyjaśnienie tego, co niewytłumaczalne, niezrozumiałe, tajemnicze (motywacje, losy, działanie), co czyni ją wyjątkowo fascynującą. Zakończ enie sztuki jest propozycją postawy Assi, dziecka pokolenia ofiar, kobiety kameleona, która przybierając barwy ochronne działa na rzecz ujawnienia prawdy (o złu) i jest uzbrojona w metody i atrybuty, które pomagają walczyć (o dobro), choć w określonych okolicznościach mogą dotkliwie ranić a nawet zabijać. Ale ONZ, której Assia jest pracownikiem, jak powszechnie wiadomo, jest w efekcie mało skuteczna. Interweniuje, ale nie zapobiega przemocy. To kolejna, tym razem instytucjonalna niemoc, która szczególnie rozczarowuje. Właściwie widzowie zostają z zadaniem rozwiązania tego węzła gordyjskiego. Jak zamknąć Puszkę Pandory nikt jak dotąd nie wie. Deus ex machina się nie pojawi.

I właśnie w tym względzie przesłanie sztuki jest pesymistyczne. Opowiadanie historii o zbrodniach, pogromach czy świadectwa o Zagładzie jest bardzo ważne, ale nic tak naprawdę nie zmienia. Nadzieja, że pamięć o tym, co człowiek człowiekowi jest w stanie zrobić, czegoś ludzkość nauczy, jest z gruntu fałszywa. Zła nie powstrzymuje, bo ono podstępnie odradza się, bezwstydnie ewoluuje. Historie prawdziwe są inspiracją narracji zmyślonych (obszar kultury), które epatują eskalującym do granic absurdu okrucieństwem i tak naprawdę nie przerywają klątwy dziedziczenia traum, zacierają różnice między katem i ofiarą, relatywizują winę i adekwatnie do niej nie karzą, bo wypierają winę u oprawców, oswajając z okrucieństwem znieczulają. A bezkarność nie uzdrawia a deprawuje. Ośmiela.

Krzysztof Warlikowski kontynuuje tworzenie doskonałego teatru. W obszarze zainteresowań tematami fundamentalnymi, uniwersalnymi, ważnymi dla każdego człowieka, które nie zostały jeszcze wystarczająco przepracowane, bo są nadal wypierane. W estetyce wysublimowanej powściągliwości i niezbędnych kontekstów oraz wybornego aktorstwa, bo to aktorstwo - dojrzałe, głębokie, różnorodne - zachwyca, działa, najskuteczniej przemawia. Reżyser za autorem pyta o to, czy można zakończyć tragedię, czy można się zmienić, czy po dokonaniu zbrodni można odzyskać człowieczeństwo. Gdy wyznało się winę, poniosło karę. Gdy się opowiedziało ludziom potworną historię. Tak, te pytania pozostaną retoryczne. Ale samo ich zadanie, podobnie jak wyznanie Europy, przyznanie się Zachariasza w sądzie do winy, przynosi ulgę. Daje szansę. Wiarę.



EUROPA

Adaptacja: Krzysztof Warlikowski, Piotr Gruszczyński
Przekład: Jacek Poniedziałek
Reżyseria: Krzysztof Warlikowski
Scenografia i kostiumy: Małgorzata Szczęśniak
Reżyseria światła: Felice Ross
Dramaturgia: Piotr Gruszczyński, Anna Lewandowska, Carolin Losch
Muzyka: Paweł Mykietyn
Choreografia: Claude Bardouil
Wideo: Kamil Polak
Charakteryzacja: Monika Kaleta


Inspicjent: Łukasz Jóźków
Asystent reżysera: Jeremi Pedowicz
Współpraca scenograficzna: Saskia Hellmann
Koordynacja techniczna budowy scenografii: Paweł Kamionka
Współpraca kostiumograficzna: Ewa Gronowska
Asystentka kostiumografa: Olga Przylipiak
Asystentka reżyserki światła: Helena Rakovich
Maski: Dominik Dlouhy
Tłumaczenie napisów na język angielski: Artur Zapałowski
Przygotowanie i realizacja napisów: Zofia Szymanowska

W nagraniach muzyki wzięły i wzięli udział:
Maria Sławek – skrzypce
Jakub Haufa – skrzypce
Tomasz Rosiński – altówka
Katarzyna Drzewiecka-Szlachcikowska – wiolonczela
Michał Sobuś – kontrabas
Paweł Mykietyn – flety, bębny, klawisze
Realizacja nagrań: Jarosław Regulski, Studio Buffo


Produkcja: Nowy Teatr
Koprodukcja: Théâtre de Liège

Premiera: 7 stycznia 2026

Obsada: Europa (Andrzej Chyra), Europa-dziewczynka (Claude Bardouil), Magdalena Cielecka: Assia, Małgorzata Hajewska-Krzysztofik (Wediaa), Magdalena Popławska(Megara), Maja Ostaszewska (Jovette),  Bartosz Gelner

Fot: Magda Hueckel/ Nowy Teatr

poniedziałek, 9 lutego 2026

SOLO INACZEJ: JADWIGA MAZOWIECKI INSTYTUT KULTURY


Talent Agnieszki Przepiórskiej jest doskonale znany. Aktorka jest doceniona, uhonorowana. Nieustannie obecna w życiu teatralnym. Odkryła bardzo osobistą, niezwykle intensywną formę ekspresji dla przedstawiania swoich bohaterek. To monodram. Artystka tworzy w nich niezwykle emocjonalnie gęste mikro światy, by wydobyć ich wagę i ocalić je od zapomnienia. Każdy jest odrębny, wnikliwy, czuły. Skupiony na możliwie prawdziwym odtworzeniu przeżyć, marzeń, pragnień, cech charakteru bohaterek. Wyjątkowości, która przejawia się w codziennej zwyczajności, prostocie, naturalności, źródle autentyczności ich człowieczeństwa. Tak, że widz odnajduje w ich losach, postawach, sytuacjach siebie. To bardzo cenne i piękne. Tak jest i tym razem.

"SOLO INACZEJ: Jadwiga", autorstwa Piotra Rowickiego, w reżyserii Anny Gryszkówny to historia życia i portret Jadwigi Stańczakowej na podstawie książki "Jadwiga. Opowieść o Stańczakowej", którą napisała Justyna Sobolewska, wnuczka bohaterki. Doprawdy godne jest podkreślenia, jak trudno ująć w godzinie i dwudziestu minutach życie i osobowość człowieka z całym bagażem doznań, doświadczeń, emocji. Sztuka to umożliwia. Teatr to potrafi. Aktorstwo to magia. 

Poznajemy Jadwigę żyjącą w dwóch światach: przed i powojennym, przed i po utracie wzroku. Tą od Białoszewskiego i tą cudowną, która jest tylko od siebie samej. To wspaniałe spotkanie, bo pokazuje kobietę niezłomną, pogodną, poetkę walcząca o swoje miejsce w świecie, człowieka o wyjątkowym harcie ducha. Wrażliwą, poszukującą, nieustępliwą osobę. Mimo przeciwności losu, straty najbliższych, okrutnej choroby. W pewnym sensie jej podejście do bolesnych doświadczeń i trudnych zmian, sposób radzenia sobie z problemami, jakie niosą - szukanie światła w ciemności - uczy pokory i jest pocieszeniem dla tych, którzy tracą sens życia, zdrowie, siłę i wiarę, bo jej postawa dowodzi, że zawsze jest nadzieja, choćby w najczarniejszej godzinie. Młodość Jadwigi to czas rozświetlony, dostatni, szczęśliwy, beztroski, natomiast wojna to ekstremalna szkoła przetrwania (getto, śmierć brata, początek utraty wzroku). Po wojnie zaczyna się okres przystosowania do życia w PRL-u, funkcjonowania w ciemności, akceptowania i walki z chorobą psychiczną, odkrywania talentu pisarskiego i tworzenia poezji oraz zabiegania o akceptację. Całe życie Jadwiga starała się wyjść z cienia i ten monodram jest też tego dowodem. W nim jest bohaterką pierwszoplanową. Wiecznie radosną i młodą. Z fantazją i werwą.

Monodram ogląda się świetnie. Duża przestrzeń ze schodami, ciężkimi kotarami, z nielicznymi rekwizytami pozwala aktorce uruchamiać wyobraźnię widzów, przenosić ich w różne miejsca, w różne czasy, (scenografia i kostiumy Matyldy Kotlińskiej), różne nastroje, klimaty i stany emocjonalne (światło Michała Głaszczka, muzyka Piotra Skotnickiego). Tekst sztuki jest znakomity, a akcja toczy się wartko. Spektakl jest sprawnie wyreżyserowany (Anna Gryszkówna) więc bohaterka będąc w ciągłym ruchu (choreografia Karolina Kraczkowska), w autentycznej narracyjnej wersji (archiwalne taśmy Jadwigi, przez nią nagrane i czytane) i w sytuacyjnej przemianie ilustracyjnie przedstawia swoją historię, przywołuje spotkania, z celnie charakteryzowanymi przez nią Białoszewskim i Broniewskim. Nie ma cienia nudy, ani chwili spokoju - tyle się dzieje! Naprawdę.:)


SOLO INACZEJ: JADWIGA  Piotr Rowicki

Reżyseria: Anna Gryszkówna
Scenografia: Matylda Kotlińska
Kostiumy: Matylda Kotlińska
Muzyka: Piotr Skotnicki
Choreografia: Karolina Kraczkowska
Światło: Michał Głaszczka
Współproducenci spektaklu: 
Act&Flow Agnieszka Przepiórska i Muzeum Jana Kochanowskiego w Czarnolesie

Obsada: Agnieszka Przepiórska

Fot. Kinga Skalik