środa, 12 lipca 2017

GALA Jérôme BEL FESTIWAL CIAŁO/UMYSŁ 2017


FESTIWAL CIAŁO/UMYSŁ 2017 wystartował zdumiewająco prostym ale mocno chwytającym za serce spektaklem GALA. Koncepcja Jérôma Bela mówi:to nie jest skomplikowane. Sięga do źródła. Wraca do człowieka, każdego człowieka, takiego jakim jest. Sięga po jego potencjał, odrębność, kreatywność. Nie ingeruje w jego świat, nie tresuje go, nie kształtuje na doskonały, perfekcyjny, bezbłędny obraz a daje szansę odwadze podjąć ryzyko wyrażenia siebie. Spontaniczne, dowolne, do końca własne. Jakie by w efekcie nie było. Umożliwia konfrontację jednostki ze światem zewnętrznym. W całokształcie ograniczeń, w krasie wszystkich możliwości. Wraca do początku tego, co może się rozwinąć, bo projekt pozwala na to, stwarza komfortowe warunki do prezentacji, ekspresji, rozwoju  jednostki indywidualnie i zbiorowo. Pokazuje jej przebudzenie, otwarcie się. Umożliwia światu poznanie jej  w formie nie wymuszonej, nie narzuconej a więc w swobodnej ekspresji tańca, ruchu, gestu. Z muzyką i w ciszy. Uczestnik mówi swoim występem: oto jestem jaki jestem, przyjrzyjcie się, przebijcie do mej istoty, wnętrza poprzez powłokę, która jest stereotypowo odbierana, automatycznie oceniana, klasyfikowana, szufladkowana a więc myląca, kamuflująca prawdziwą moją naturę. I te olśnienia mają miejsce. Są to ułamki sekund, nieprzewidziane zdarzenia, przypadkowe sceniczne reakcje. Wysiłek sprostania postawionemu do wykonania tego samego zadania, trud naśladowania tańca osoby wiodącej, tak by wykonać synchroniczny układ ruchów, kroków, gestów, solo w grupie do tej samej muzyki, prezentacja własnych improwizacji tworzą nieprzewidywalną, zaskakującą, emocjonującą dramaturgię. Budują napięcie, które uzmysławia widzowi codzienne sytuacje, działanie, relacje międzyludzkie. Życie w społeczności, w samotności. W trudzie i znoju dostosowywania się do siebie nawzajem. Uważności na siebie. Skupieniu na tym, co inni mają do powiedzenia tylko samym swoim zaistnieniem.  

Jakby Jérôm Bel odwracał spojrzenie na sztukę. Nie poprzez sam efekt estetyczny ale poprzez intencje, potencjał, istotę wykonawcy. Proponuje widzom dostrzec tą czystą, pozbawioną ingerencji, moderacji, manipulacji, edukacji, tresury kreację uczestników projektu. W każdym kraju, gdzie go realizuje, jest ich zawsze dwudziestu, w różnym wieku, płci, o różnym statusie, wykształceniu, narodowości. Tożsamości, temperamencie, osobowości. Ta różnorodność, odrębność, wsobność jest też podstawowym walorem w malowaniu obrazu jednostki i scalającej się na scenie zbiorowości. Jest dla nas, widzów, informacją pobudzającą ciekawość, proponującą radość odkrywania, poznawania, uczenia się siebie nawzajem. Otwiera wszystkich uczestników spotkania w teatrze: zarówno tych na scenie, jak i tych na widowni. Zbliża. Pozwala się utożsamić. Wpatrzeć w siebie nawzajem. Akceptować. Afirmować. Burzyć barierę wstydu, zahamowania, lęku przed kompromitacją, śmiesznością a przede wszystkim innością, obcością. Unieważnia granice poprawności, tego co można i nie można. Ignoruje, choć wykorzystuje kanon. Pokazuje zabawę sztuką. Jej pierwotną, naturalną rolę. Znaczenie. Sięga do jej początku. I pokazuje nam wszystkim kierunek działania: wieczna doskonałość jest niemożliwa, akceptujmy się takimi, jakimi jesteśmy, czerpmy z życia, ze sztuki przyjemność tworzenia i przeżywania, starajmy się być szczęśliwi, wyrozumiali. Bądźmy ciekawi świata i ludzi. Siebie. To piękny i prosty przekaz. 

Jérôm Bel otwiera i uwalnia. Proponuje przestrzeń sztuki jako sposób na zbliżenie. Poznanie. Zaakceptowanie. I udowadnia, że spontaniczna, wolna, szczera forma ekspresji daje ogromną radość wzajemnego ze sobą obcowania. Wyzwala empatię. Ośmiela każdego. Jest komunikatywna. Jasna i zrozumiała.  Może dlatego spektakl rozpoczyna się prezentacją pustych sal teatralnych, widowiskowych, miejsc z różnych krańców świata. Jest zaproszeniem. Jest zachętą mówiącą, że świat czeka na każdego z nas otwarty i gotowy. Ale otwarty i gotowy również na zmianę. Siłą jest sama różnorodność, odrębność, historia świata i nasza własna, która opowiedziana może być dowolnym sposobem; poprzez ciało i umysł. Naszą niedoskonałością i dążeniem do doskonałości. Momentami, gdy to, co brzydkie, wadliwe, ułomne, co ogranicza i więzi przestaje być istotne, widzialne. Ważne jest nieustające próbowanie, działanie, wychodzenie sobie naprzeciw. Dawanie sobie i innym szansy. Tolerancja. Najważniejsza jest wyobraźnia, wrażliwość, szczerość i prawda. A te zdawałoby się niedopuszczalne potknięcia, błędy, omsknięcia/gubiony pantofelek na scenie/w tym wypadku wzruszają, podkreślają  człowieczeństwo. Warto choć raz spróbować wejść w skórę drugiego człowieka/ tu zamiana ubrań/, tak, by umysł zrozumiał inne, obce ciało. Przytulił je z życzliwością, czułością, nieograniczonym kredytem zaufania. Sztuka potrafi to pokazać. GALA umożliwiła to widzom poczuć. 

Projekt Jérôma Bela jest dokładnie przemyślany, zorganizowany i wykonany. Odnosi się do instynktu, dążenia jednostki do życia we wspólnocie, łączy indywidualizm z wymogami zbiorowości i pokazuje ich wzajemne przenikanie się.  Zawierzając wykonawcom wyzwala w nich siłę, wzmacnia pewność siebie, daje poczucie własnej wartości. Pozwala na walkę z tym, co ogranicza, więzi. Uczy akceptować błędy, niedoskonałości. Umożliwia poznanie wartości, wagi porażki, którą oswaja, ignoruje, by dalej realizować przyjęty plan. Wskazuje na to, co łączy ludzi, by pokonać to, co ich dzieli. To plan dla nas wszystkich. Spektakl podzielony na części: BALET/jedna osoba, jedna figura, ten sam fragment muzyki klasycznej/, WALC/dwie indywidualności we wspólnym kroku tańca/, IMPROWIZACJA W CISZY 3 MINUTY WSZYSCY/wow! obraz dowolnych ruchów ciał w ciszy/, MICHAEL JACKSON/odniesienie do popkulturalnych wpływów na indywidualne ciało/umysł/, UKŁONY/o! to bardzo osobisty, intymny pokaz indywidualizmu, wdzięczności i pokory/, SOLO/absolutna wolność, tego co co w duszy gra a wyraża się poprzez ciało/, ZESPÓŁ ZESPÓŁ/ jeśli można razem coś stworzyć, mimo różnic, zróbmy to!/, stwarza jedynie ramy, w których zawiera się oryginalny plan koncepcji jej autora, dającego nieograniczone pole dla uwolnienia indywidualnej kreacji każdej jednostki, która realizuje się i rozwija dopiero w kontakcie, w interakcji z różnorodną, równie wolną, stymulującą zbiorowością. Bo tak naprawdę nothing and nobody's perfekt. Idealnym ciałem, perfekcyjnym umysłem można być tylko przez chwilę, dobrym, otwartym człowiekiem można być zawsze. I tę prostą prawdę o ludziach, ich sztukę wyrażania się poprzez sztukę pokazuje ten spektakl. 

Dlatego publiczność reagowała entuzjastycznie, nagradzała występujących gromkimi brawami, dopingowała, skandowała, bawiła się doskonale, na koniec wyraziła swoje zadowolenie długą owacją na stojąco. Dziękowała uczestnikom projektu i rozmawiała z  nimi jeszcze długo po zakończeniu premiery. Było pięknie, było energetycznie:)

GALA
koncepcja/conception: Jérôme Bel
Assistant : Maxime Kurvers
asystenci/assistants for he local restaging : Sheila Atala, Frédéric Seguette
z udziałem: Stella Walasik, Rinaldo Venuti, Iza Szostak, Wojciech Grudziński, Katarzyna Maria Zielińska, Aleksander Janiszewski, Zuzanna Hartfiel, Franciszek Prętki, Małgorzata Kwiatkowska, Natalia Majewska, Maja Kowalczyk, Ryszard Czubak, Maciej Gośniowski, Oliwia Olczyk, Teresa Ferraris, Yasmina Yasa, Agnieszka Goźlińska, Monika Chodyra, Dariusz Matuszewski, Mamadou Ba

kostiumy: tancerze/costumes: the dancers

koprodukcja/coproduction: Dance Umbrella (Londyn/London), TheaterWorks Singapore/72-13, KunstenFestivaldesArts (Bruksela/Brussels), Tanzquartier Wien, Nanterre-Amandiers Centre Dramatique National, Festival d'Automne à Paris, Theater Chur (Chur) and TAK Theater Liechtenstein (Schaan) - TanzPlan Ost, Fondazione La Biennale di Venezia, Théâtre de la Ville (Paryż/Paris), HAU Hebbel am Ufer (Berlin), BIT Teatergarasjen (Bergen), La Commune Centre dramatique national d’Aubervilliers, Tanzhaus nrw (Düsseldorf), House on Fire przy wsparciu programu kulturalnego Unii Europejskiej/ with the support of the European Union cultural program

produkcja/production: R.B. Jérôme Bel (Paris)
wsparcie artystyczne/executive direction and artistic advice: Rebecca Lee
kierownik produkcji/production manager : Sandro Grando
wsparcie techniczne/technical advice : Gilles Gentner
premiera: Paryż, 2015/premiere: Paris, 2015
_____________
Produkcja w Polsce/production in Poland : Ciało/Umysł Foundation
kurator/curator: Edyta Kozak
kierownik produkcji w Polsce/production manager in Poland: Agnieszka Kiewicz
koordynator zespołu w Polsce/cast coordinator in Poland: Krzysztof Kwiatkowski
polska premiera/Polish premiere: 11.07.2017 | Nowy Teatr, Ciało/Umysł Festival



© Photographer Josefina Tommasi, Museo de Arte Moderno de Buenos Aires (Argentina, August 2015)

środa, 21 czerwca 2017

XVII MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL SZTUKI MIMU SZKOŁA BŁAZNÓW WROCŁAWSKI TEATR PANTOMIMY


WROCŁAWSKI TEATR PANTOMIMY to siła zespołu, sztuki mimu, indywidualności artystycznych. Spektakl SZKOŁA BŁAZNÓW Michela de Ghelderode’a w reżyserii Zbigniewa Szymczyka koncentruje się na nauce, drylu, treningu, tresurze okrucieństwa jako sposobie obrony przed nim samym. I jest to niezwykle przewrotny, ambitny, ważny temat, bardzo trudny do komunikatywnego, czytelnego przekazu mimicznego. Natura ludzka zakodowane ma zło, dziedziczy je z pokolenia na pokolenie. Jeśli mu stworzyć sprzyjające warunki, pozwolić na dominację, uczynić normą relacji międzyludzkich, ma się dobrze, objawia w pełni swe destrukcyjne oblicze. To niekoniecznie sama natura czy złe wychowanie ale banalność okrucieństwa jest tak podstępna. Zarządza tchórzostwem i strachem. Nakręca prowokację, agresję, ćwiczenie w stosowaniu przemocy, narzucanie i utrwalanie nagannych zachowań, ich eskalację, trudną a czasem niemożliwą przed nim obronę. Przy czym w zderzeniu z okrucieństwem świata jednostka nie ma szans. Albo przyjmując jego reguły- milczy, kamufluje się, atakuje-jest oprawcą, albo walcząc- broni się -jest ofiarą. Przy czym ofiara musi być równie bezwzględna jak oprawca, kat, jeśli chce dać sobie szansę na ocalenie. Jakby istniał przymus istnienia, akceptowania okrucieństwa jako gwaranta skutecznej obrony. Inaczej można zginąć. Tylko system, który się przemocy, okrucieństwu przeciwstawia, ma szansę wygrać.

O tym jest sztuka. Słowo"okrucieństwo" stało się inspiracją dla artystów. Dostrzegają jego siłę,  destrukcyjne oddziaływanie. Badają jego genezę. Wizualizują jego źródło, przejawy, skutki. Rolę przewodnika, obserwatora, badacza spełnia FOLIAL. Nauczyciel, którego uczniowie się buntują, osądzają i karzą. Jego motywacje odkrywane są gdy okazuje się, że sam na sobie doświadcza okrucieństwa losu, bo w jego ciele kobiety ukrywa się mężczyzna.  Dla świata w masce, która jest jego prawdziwą tożsamością płciową, jest mężczyzną, fizycznie pozostaje kobietą. I to jest symptomatyczne dla interpretacji tej sztuki. Wszystko nie jest takie, jakim się wydaje. Ma niejednoznaczny wymiar.

Krok po kroku  artyści pokazują w kolejnych scenach, jak niepozorna zabawa, rozwijająca nauka, radosne spotkanie niepostrzeżenie przekształca się w opresyjne zachowanie, uporczywe prześladowanie, brutalną przemoc, a nawet zabójcze okrucieństwo. Zbyt łatwo może przekroczyć granicę miedzy dobrem a złem, która przebiega płynnie, w takiej samej mierze za ogólnym przyzwoleniem jednych, co w postępującej bezsilności drugich.  Mimo obowiązującego prawa, funkcjonujących norm, wdrażanych kanonów zachowań. Mimo rozsądku i wiedzy. Łatwo przychodzi krzywdzenie młodszych, słabszych, obcych, innych, gdy ma się nad nimi przewagę, gdy dzierży się władzę. Natura też potrafi być nieczuła i okrutna, podobnie system bezdusznie traktuje jednostki. Najbardziej jednak zdumiewa siła okrucieństwa, jakie zadaje człowiek drugiemu człowiekowi. Jednostka jednostce.

Folial wybiera prawdę, uwalnia się od maski, kamuflażu. Zdziera męski kostium, zdejmuje perukę, usuwa wąsy. Staje się tym, kim jest w istocie.  Nie chce być błaznem a człowiekiem. Ale dopiero pod presją, gdy nie ma już wyjścia i broni się przed oskarżeniem. W samousprawiedliwieniu odsłania tajemnicę, przyczynę doświadczanego okrucieństwa. Obawiał się przemocy fizycznej i psychicznej, wykluczenia, pogardy. Niezrozumienia.

Spektakl demaskuje zło, pozwala mu się ujawnić w całym jego wymiarze. Odkrywa wiele jego twarzy, masek, kamuflaży. Stara się pokazać złożoną prawdę. Zaczyna się synchronicznym tańcem dwóch jednakowych postaci, jakby dwojaka natura człowieka: dobra i zła potrafiła współistnieć, kontrolowała jedna drugą. Mówi tym samym, że wszyscy jesteśmy do siebie podobni. Przechodzi następnie do pokazania reprezentacji społeczności-różnorodnej, beztroskiej, wolnej- na łące, relaksującej się na słońcu. To ludzie zwyczajni. Na pozór przyjaźni i dobrzy. Nie budzą strachu, nie stanowią dla nikogo zagrożenia. Jakby świat wyuczył ich w szkole na błaznów, by kamuflowali swoją prawdziwą naturę, by umieli przyczaić się, przeczekiwać niebezpieczeństwo, zwodzić innych.

Sceny realistyczne przeplatane są metaforycznymi impresjami. Akt przemocy, okrucieństwa, zbrodni rozpoczęty zabawą zestawiony jest z obrazem alegorycznym. Brutalne, ostre, bezkompromisowe, pozbawione nadziei ilustracje z tymi poetycznie tłumaczącymi naturę człowieka, jego zachowanie w społeczności, we wzajemnych relacjach, w jednostkowej samotności, bezradności wobec zła. Zawsze podkreśla się niejednoznaczność sytuacji, jej teatralność, umowność. Tak, by nie było wątpliwości, że jest to teatr w teatrze.  Optymistyczne zakończenie jest wspólnym wykonaniem ODY DO RADOŚCI Ludwiga van Beethovena, hymnu Unii Europejskiej. Zjednoczona, zgrana, jednomyślna wspólnota, wyłaniająca się spośród widzów, która z nadzieją patrzy w przyszłość, śpiewem zagłusza demony zła. Ale czy na pewno? Nie wiadomo czy wdziewa, czy odrzuca tym aktem kolejną błazeńską maskę. Przemawia jednym głosem, tłumi różnorodność. Co tak naprawdę kryje się ostatecznie pod tym wspólnotowym uniesieniem:prawda czy fałsz?

Sceny rodzajowe wydają się takie oczywiste! Podbite są wyrazistą, dobitną, krystaliczną prostotą ruchu i gestu, co czyni je rozpoznawalnymi i czytelnymi obrazami: synchroniczny taniec jednakowo ubranych mimów, wypoczynek grupy osób w parku czy etiudy okrucieństwa /ze skakanką, obręczą, siłowania się mężczyzn, najczęściej zakończone przemocą, spuentowane biciem, katowaniem, duszeniem, a nawet zadawaniem śmierci/, osąd, wymierzanie kary.  Inaczej jest z kompozycjami jednocześnie filmowanymi i wyświetlanymi na ekranie. Wyrastają z jednego działania ale  tworzą dwie różne rzeczywistości, dwa różne obrazy, bo to, co się dzieje choreograficznie na podłodze sceny-wszystkie zachowania i ruchy ciał- inaczej się komponują na oglądanym filmie. Razem dopiero przedstawiają sens ostateczny. Łączą,to, co bliskie ziemi-upadłe, pełzające, wierzgające, nieporadne, niewidoczne - z tym co ponad nią -ulotne, wolne, wzniosłe, piękne, niezwykłe. Wizualizują dwoistość natury, niejednoznaczność, nieokreśloność. Kreację, jaką jest też zakończenie spektaklu, która jednak ma siłę jednoczącą przeciwko złu, by miało szansę zwyciężyć dobro. Bo życie to walka. Nieustanna czujność, by nie dać się w tłoczyć w maskę błazna, który szyderstwem, obśmianiem, przekonaniem, że więcej może, ucieka przed trudną, niewygodną prawdą. A jej trzeba stawić czoło. Zawsze próbować działać, by zatriumfowała. Nie tylko wyszła na jaw ale też sprawiła, że człowiek nie będzie musiał walczyć z okrucieństwem używając okrucieństwa. Czy jest to w ogóle możliwe? Na to pytanie każdy musi sobie odpowiedzieć sam.



SZKOŁA BŁAZNÓW na podstawie SZKOŁY BŁAZNÓW
Michela de Ghelderode'a
reżyseria: Zbigniew Szymczyk
kostiumy: Wanda Kowalska

poniedziałek, 19 czerwca 2017

XVII MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL SZTUKI MIMU PLAN LEKCJI A3 TEATR

A3 TEATR przedstawił nam PLAN LEKCJI jak plan gry wstępnej do prawdziwego, dorosłego życia. Zastajemy scenograficzną wskazówkę- każdy jest samotną wyspą i musi chcieć znaleźć własną drogę komunikacji ze światem, z innymi ludźmi/kładki/. Szkolne ławki-każda z inną zawartością/ ściągawki, lalki, cały arsenał przedmiotów/, wnętrzem, usytuowane są na drewnianych platformach, jakby były tratwami unoszonymi nurtem życia, jakby wyrastały w naturalny sposób z gruntu istoty rzeczy/rozsypana ziemia/.  Tu nie ma drylu szkolnego, nie ma nauczycieli, przewodników i strażników systemu. Pokazana jest metoda instynktownego dążenia do poznawania, sprawdzania się, naśladowania, walki, w której przejawia się osobowość i charakter natury ludzkiej chcącej postawić na swoim, narzucić swoje, udowodnić własną siłę, rację i przywództwo. Obserwujemy, jak hartuje się stal, jak metodą prób i błędów człowiek zdobywa wiedzę. Ale jakby to czynił przy okazji zabawy, kontaktów z rówieśnikami, w czasie pozalekcyjnym. W gruncie rzeczy, nie ma znaczenia, czy jest młody czy stary. Ten pęd do ciągłego próbowania, uczenia, doświadczania, rozpoznawania poprzez prowokację, zaczepkę, zmaganie się, sprawdzanie -siebie, innych i świata- przypisany jest każdemu. Człowiek czerpie zewsząd, jest ciekawy, potrafi ryzykować, bawić się i bić.  I trwa to przez całe życie. Taki to plan ma na nas natura, instynkt, siła przetrwania. Plan lekcji życia. Nieustanny, uporczywy, sztywny. Jak matryca. Jak genotyp. Jak mus poza świadomością, racjonalnym myśleniem. Oto zamysł tego spektaklu; pokazanie pantomimiczne tego co oczywiste, samoistne, pierwotne. Co wyraża się przede wszystkim w działaniu. W samym istnieniu, obecności ciała w przestrzeni bytu. Dopiero później przychodzi czas na refleksję, myślenie, świadomość. 


Artyści doskonale wyczuwają i wygrywają swoją sztuką ten porządek rzeczy a forma jest adekwatna, nie potrzebuje słów, bo kompozycja obrazu sama mówi za siebie. Pantomima podkreśla tylko jeszcze mocniej ten pozawerbalny aspekt zjawiska, które nie chce do końca przemilczeć. I słusznie. I po to właśnie istnieje. Pokazuje, co pierwotne, instynktowne, uwięzione, zamaskowane, zakłamane, wyparte, ukryte.  W ciele, w środku, we wnętrzu. W istocie, która najwłaściwiej objawia się w ruchu, w działaniu, w mowie ciała. Co zdradza niewypowiadalne, co chce z różnych przyczyn być nie wyartykułowane lub musi być przemilczane. A jednak istnieje. I to istnienie wrażliwe, czułe, słabe ale ważne zdradza ciało, komunikuje otwierając na wrażliwość, czułość odbiorców. 

Spektakl w prosty, niewymuszony, prześmiewczy sposób wprowadza w nas tematykę odrabiania przez człowieka lekcji życia. Stosuje łagodną formę, przyjemną treść. I choć dotyka drażliwych tematów, bo musi, to czyni to w sposób delikatny, zabawny, bezpieczny. Jednak naskórkowy, incydentalny, powierzchowny, bezbolesny. Jakby sięgał do źródła, raczej udowadniając dobro niż zło początku wszystkiego, pokazując przyczynę problemów, jeszcze niewinnych, naiwnych, nieszkodliwych, które widzowie sami sobie rozwiną w wyobraźni, spuentują, z których wyciągną wnioski. Zobaczą już na własnym gruncie wiedzy i doświadczeń ich skutek w czasie przyszłym. Tymczasem lekcja przebiega poprawnie grzecznie, kontrolowanie bezboleśnie. Celowo  metodycznie poprawna nie rani, nie burzy, nie wstrząsa. Nie jest gorzką pigułką, traumą, patologią, wynaturzeniem. Jakby ten plan systematyzował. Czuwał nad szczęśliwym zakończeniem. A ono zawarte jest właśnie w początku, w tej nonszalancji, swobodzie, wolności, naturalności. W dowolności zachowań wszelkich. W luzie, beztrosce, w smaku porażki, sukcesu, z radością poznawania siebie i świata  tym zdziwieniu, któremu towarzyszy wszelkie odkrywanie czegoś nowego. Tu jesteśmy u źródeł, zanim wszystko jeszcze się dokona, spełni. Tu można korygować, poprawiać, ćwiczyć. Taki jest plan, by poznać siebie, swoje możliwości, swoją naturę. 


Ławki, klasa, lekcja zawsze będzie się nam kojarzyć z UMARŁĄ KLASĄ Tadeusza Kantora. Spektaklem, który jest już punktem odniesienia. Ale też z Witolda Gombrowicza FERDYDURKE. Z innymi artystami. Z naszym własnym doświadczeniem szkoły, nauki, jej wymogów, kontekstów.  Każdy patrzy z innej perspektywy. Co innego wnosi. I czy WE DON'T NEED NO EDUCATION musimy ostatecznie odpowiedzieć sobie sami. Powodzenia:)


PLAN LEKCJI

scenariusz, reżyseria: Dariusz Skibiński
muzyka: Jacek Hałas

występują: Dariusz Skibiński, Stanisław Vojtechowski, Jan Kochanowski/ Bartlomiej Ostapczuk

fot: Kasia Chmura-Cegiełkowska

XVII MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL SZTUKI MIMU VAI VEM GATO SA COMPANY



Portugalska grupa GATO SA COMPANY w swym pantomimicznym spektaklu zaprezentowała własną wizję człowieka w drodze, wiecznego tułacza. Uciekiniera, migranta,  podróżnika, marzyciela, który usiłuje dopłynąć do upragnionego lądu, mimo burz, katastrof, nieprzychylnych wiatrów. Który chce uratować życie, choć przedziera się przez nie samotnie, pokonując wiele niebezpieczeństw. Pragnie zachować człowieczeństwo w warunkach nieprzychylnych, wrogich. Który tęskni za lepszym życiem. Stara się ocalić miłość, goni za nią, jej szuka.  Uporczywie, z poświęceniem, z mozołem zmierza ku wyznaczonym celom. Odważnie patrzy w przyszłość uciekając przed przeszłością, choć nie może się od niej uwolnić. Niepozorny tobołek, stary płaszcz, bolesne wspomnienia, wielka nadzieja i głęboka ufność, że się uda są kapitałem, z którego czerpie napęd do podróży, poszukiwań, podejmowania kolejnych prób życia w nowych warunkach, nieznanej sobie rzeczywistości.

Artyści używają prostych, czytelnych metafor. Język mimiczny jest jasny, przejrzysty. Charakterystyki postaci typowe, rozpoznawalne. Ilustracje sytuacji, okoliczności, konteksty nie budzą wątpliwości/efekty dźwiękowe, słowna, animacje graficzne wyświetlane w tle na ekranie/. Kostiumy adekwatnie podkreślające stany psychiczne i uczuciowe bohaterów. Pantomima GATO SA COMPANY nie jest eksperymentem formalnym, odwołuje się do klasyki przez co staje się podróżą sentymentalną, badającą los człowieka prostego, pozbawionego korzeni, szukającego swego miejsca na świecie, gdzie czułby się szczęśliwy i bezpieczny. Odnosi się do  tematu uchodźstwa, obcości, samotności. Poszukiwań, podejmowania prób ocalenia tego, co najważniejsze w warunkach ograniczeń sprowadzonych do ekstremalnego minimum. Jest tęsknotą za lepszym, spełnionym życiem. Ten metaforyczny przekaz aktualny jest dla każdego miejsca i czasu. Dlatego bliski jest wielu ludziom. Dobrze, że odnosi się do wrażliwości, doświadczenia i wiedzy ogólnej. I choć nie wnosi nic nowego w treści i formy, to pozwala się zastanowić nad przyczyną tułaczki, którą ludzie muszą lub decydują się pod wpływem sytuacji podjąć. Mają odwagę zaryzykować. Postawić wszystko na jedną, niepewną kartę. Ten stan zawieszenia jest wyraźnie odczuwalny, ten stan zdania na przypadek, zawierzenia losowi wzruszający. Bo jedyne, co pozostało do stracenia, to dające siłę do życia, determinację do walki marzenia.

Spektakl jednak nie wyszedł  poza trajektorię stereotypu, nie wyniósł widzów na orbitę zachwytu. Zróżnicowany technicznym przygotowaniem, warsztatem mimów, przeładowany nowoczesną wizualizacją osłabił czyste wzruszenie. Opowiadając niejednorodnym językiem stylistycznym rozbijał napięcie. Ale prawdziwi teatromani, sympatycy pantomimy, cieszą się z każdego spotkania ze sztuką mimu. Bo zawsze można poczuć to szczególne porozumienie pomiędzy sceną a widownią, które wynika z wyzwalania emocji i ich odbioru, zderzenia oczekiwań z ich spełnieniem. Zaspokajania ciekawości. Radości tworzenia i przeżywania. Niedosyt wzmaga tylko apetyt. Zachęca, by sprawdzać bez końca, czy realizowane marzenie osiągnęło kształt doskonały.

VAI VEM 

reżyseria: Juan Carlos Agudelo
dramaturgia: Ángela Valderrama
konsultacje, Maski: Mario Primo
światła: Rul Sensos
dźwięk: Jose Oliveira
multimedia, Animacje: Rui Senos, Nuno Cintrão
scenografia: Gato SA Company
zdjęcia: José Mónica, Paulo Chaves
produkcja: Ajagato

obsada: Helena Rosa, Marina Leonardo, Raul Oliveira, Tomás Porto

piątek, 16 czerwca 2017

XVII MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL SZTUKI MIMU LOST HOTEL

LOST HOTEL mógłby być simply story o przypadkowym spotkaniu kobiety i mężczyzny w nieokreślonym miejscu, na neutralnym gruncie w niezwykłych, burzowych okolicznościach gdyby nie przedstawiony pantomimiczny kontekst. Młoda ona, recepcjonistka, młody on, pisarz, tworzą parę, która wyczarowuje dające do myślenia sytuacje, maluje surrealistyczne obrazy. Jedna burzowa noc wyzwała demony. Uwalnia kreatywną wyobraźnię, seksualne pożądanie, pokazuje przełamywanie kryzysu twórczego a może nawet poważną chorobę psychiczną. Oglądamy prozaiczny przygodny romans, który ma wymiar trillera psychologicznego, rozbudowanego o wątek procesu twórczego, związku sztuki z rzeczywistością, konfrontacji pragnienia miłości, bliskości z przeżyciem erotycznej przygody, która mogłaby się przekształcić w stały związek/piękna metaforyczna papierowa projekcja teraźniejszości w przyszłość/. Czy dzieje się cała akcja tylko w głowie pochłoniętego pracą nad powieścią artysty, jest wynikiem bujnej wyobraźni samotnej dziewczyny czy jest wersją wizualizującego się snu każdego z nich, a może jest cała tylko procesem twórczym, obrazem mogących się spełnić pragnień i marzeń, rozbudowanym, emocjonującym wspomnieniem, a może jest jeszcze czymś więcej-trudno przesądzić. Dzieją się rzeczy niezwykłe, sytuacja jest elektryzująca. Dominuje zaskoczenie, dwuznaczność, groza zneutralizowana komizmem niezwykłych sytuacji. Króluje pantomimiczny teatr absurdu. Miesza się w nim proza zwyczajnego życia z uczuciowym, wrażliwym, czułym światem wyobraźni.

Spektakl jest debiutem Eweliny Grzechnik i Artema Manuilova, młodych, obiecujących artystów, którzy zaprezentowali w zeszłorocznym Festiwalu Sztuki Mimu etiudę POMIĘDZY STRONAMI/BETWEEN THE PAGES, której główne elementy wykorzystali w spektaklu LOST HOTEL. W obu przypadkach wykorzystali papier, kartki i olbrzymie płachty, by budować kontekst przekazu. Spotkanie jest opowieścią o relacjach, pragnieniach, marzeniach, zwyczajnym, powszednim życiu, jakie mogliby wieść kobieta z mężczyzną-spotkanie, zauroczenie, ślub, ciąża, dziecko, rozstanie. Papier ilustruje stany ducha i ciała, pozwala pokazać i skrywać, co i jak mocno czują, przeżywają, umożliwia parze komunikować się ze sobą i z nami, widzami.  Skrót, intensywność, tempo, odniesienia do doświadczenia każdego człowieka wzruszały, bawiły, dawały do zastanowienia. Było pięknie. Magicznie i blisko życia.

Papier w LOST HOTEL odgrywa ogromną rolę. Jest czystą, nie zapisana kartą, stronami niedokończonej powieści, materiałem kamuflującym, z którego raz wyłania się, raz skrywa kształt rzeczy i osób, umożliwiając zmianę, przemianę. Pozostałe rekwizyty pełnią podobna rolę, przez co rozszerza się paleta absurdalnych zdarzeń. Gęstnieje atmosfera niezwykłości, zaskoczenia. Spod łóżka wysuwają się stopy, co jest zaskakujące, bo nie powinno ich tam być. Spod kołdry wynurza się kobieta, której tam się nikt nie spodziewał. Wiszący obrazek morza rozświetlony od środka ukrywa wnętrze łazienki. Barek hotelowy to miejsce snu, lektury, posiłku. Etażerka wyrzuca strony rękopisu, wysuwają się z niej ręce, można do niej wejść. Ze ścian też wychodzą ręce, nogi, stopy, postaci. Lampka tajemniczo mruga, zapala się niespodziewanie i równie nagle gaśnie. Ebonitowy telefon, gdy dzwoni zapowiada przekaz szumiących, rozbijających się o skały fal. Przedmioty w tym spektaklu są równie ważne, jak ludzie. Są otuliną ciała. Zdradzają stany emocjonalne, psychiczne. Ale nie tylko one, bo także dźwięki- brzdęk recepcyjnego dzwonka, trzask przekręcanego klucza w zamku drzwi, szum włączonego prysznica, ulewy, rozbijających się kropel wody  kapiących z kranu lub deszczu, silnego wiatru, zawodzące wichury, grzmotów o różnej intensywności, w końcu muzyka, piosenki-odgrywają znaczącą rolę. Tworzą nastrój, budują kontekst. Dramatyzują napięcie. Podbijają emocje.

W zaginionym hotelu przygodny podróżny, samotna dziewczyna zdarzeniem kondensują pantomimicznie pięknie, dramatycznie swoją sytuację życiową, stan psychiczny, kondycję. Chcą kochać, być kochani, tęsknią za wymarzoną lub straconą miłością, widzą ją w innych osobach, nie podobnych do pierwowzoru. Nie mając czego pragną, zadowalają się tym, co przyniesie los. I to pomaga przetrwać kryzys, pokonać nudę, pogodzić się z prozą życia. Umożliwia wydobycie się z impasu, wykonanie kroku się naprzód,  dalszą egzystencję. Artyści pokazują stany emocjonalne jakich doświadczają ich bohaterowie, jak sobie radzą w życiu, mimo że kolejne szanse na sukces się wymykają. A to, co przeżywają już wcześniej zaistniało wiele razy, w innej formie, w innym kształcie. To, co stwarza pisarz już ktoś wcześniej opisał, jak to widzimy w scenie, gdy chłopak porównuje treść książki dziewczyny z własnym rękopisem. Bohaterowie szukają sposobu na przełamanie impasu w swoim życiu, które związane jest ze sztuką, bo ona ciągle czyta a on pochłonięty jest pracą nad książką. W twórczości, sile wyobraźni, umiejętności kompensowania widzą źródło swojej siły. Zawsze jest sposób, by nudna, powszednia, depresyjna rzeczywistość przekształciła się w coś niezwykłego, nieoczekiwanego, pozwalającego przekroczyć ograniczenia, przełamać kryzys. Czego i my, widzowie, doświadczamy na tym przedstawieniu. Dzięki kreacji. Dzięki sztuce. Dzięki pantomimie.

SINART COMPANY pięknie zadebiutowała spektaklem intrygującym, wieloznacznym, otwartym. Formą teatru absurdu, budującą surrealistyczne sceny, nastrój trillera trafia w punkt przedstawianych problemów, sytuacji życiowej bohaterów. I choć na początku akcja dzieje się niepośpiesznie, środki wyrazu sztuki mimu mogłyby być bardziej zróżnicowane, precyzyjne, mocniejsze, charakterystyki bohaterów aktorsko bardziej wyraziste, co jeszcze wzmocniłoby dramaturgię narracji, to jest to bardzo pomysłowy projekt autorski. Udało się artystom złagodzić grozę  komizmem.  A to, choć osłabia napięcie, wydaje się ryzykowne, jest zawsze bardzo trudnym zadaniem. Warto było, bo odnieśli w tej mierze sukces.


LOST HOTEL   SINART COMPANY
Ukraina/Polska

scenariusz i reżyseria: Ewelina Grzechnik, Artem Manuilov
asystentka sceniczna: Paulina Szczęsna
muzyka: DVA (Bara Kratochvil, Jan Kratochvil)
scenografia: Barbara Wojtkowiak
projekcje video: Volidymyr Stetskovych, Andrii Voronov
występują: Ewelina Grzechnik, Artem Manuilov

Termin: 13-06-2017 19:00
Miejsce: Scena Przodownik

zdjęcia: Festiwal Sztuki Mimu