sobota, 9 stycznia 2016

ZOFIA TEATR POWSZECHNY

Ten spektakl to współuczestniczenie w żałobie, która nigdy się nie kończy. Pogrążenie w różnych odcieniach rozpaczy. Życie dziecka po śmierci w pamięci matki, w jej życiu. Dowód na istnienie wszystkiego, co straciła a kocha nadal. Ten stan jest jak ból fantomowy; nie do opisania, nie do zniesienia. Nie do zrozumienia. Po amputacji najistotniejszej części niej samej, po stracie. Jak można z tym cierpieniem żyć bardzo, bardzo długo jeszcze? Jak można o tym opowiadać? W ograniczonej możliwości słowa bezpośredniej relacji, delikatnej sugestii obrazu? Jaki przekaz powstanie? Czy skomunikuje się z odbiorcą? Czy można zilustrować mękę krajobrazów wewnętrznych matki po stracie dziecka? Teatr próbuje. Stara się. Przybliża.

Wyobraźcie sobie, że giną wasi synowie, młodzi wspaniali ludzie. Potraficie? W życiu Zofii bliskich już nie ma ale w jej świadomości istnieją nadal. Wypełniali całe jej życie, wrośli w nie, nadali mu sens, zaprawili radością, szczęściem. I nagle wszystko się skończyło. Matka dalej musiała żyć.  Ciało wydrążone ze swej istoty poruszało się, wykonywało rutynowe czynności. Wdech-wydech ciała na bezdechu zawieszenia. Jeszcze czterdzieści lat tak funkcjonuje. Wdech-wydech cierpienia prozy życia. Z czasem wyłączało się i ciało coraz bardziej z życia innych ludzi. Niepostrzeżenie sygnalizując swój stan. Coraz ciszej wchodziło w strefę cienia z intensywnym obrazem przeszłości w sobie.

Wyobraźcie sobie, że tracicie sens, istotę swojego życie a istniejecie dalej.  Pozostaje praca, rutynowo wypełniane obowiązki. Kontakt z tym, co po synach zostało. Ubranie, przedmioty, drobiazgi. Miejsce na cmentarzu z nagrobkiem, który się odwiedza, czyści, porządkuje w kompulsywnym, irracjonalnym odruchu. Z pamięcią o synach, która domaga się wspomnienia. Jak twarz przypadkowego przechodnia, któremu trzeba w biegu wszystko opowiedzieć, wytłumaczyć się, objaśnić. Bo rana się nigdy nie zabliźniła. Miłość tęskni. Nie chce zapomnieć, pogodzić się ze stratą. Nie może, nie umie złagodzić bólu.

Właściwie po co te czterdzieści lat życia matki ponad wydzieloną życiem synów normę szczęścia? Po co ta udręka. Czas, który chętnie oddałaby natychmiast dzieciom. Gdyby tylko chcieli, gdyby tylko mogli go przyjąć. Ale oni dokonali wyboru. Ryzykowali, prowokowali śmierć. A ta im nie odmówiła. Zebrała żniwo.

Nie wiadomo skąd Zofia, matki, kobiety, które straciły swoich najbliższych, brały siłę, by żyć dalej. Pomagała im wiara w Boga, poczucie obowiązku, praca, konieczność opieki nad kolejnym dzieckiem, mężem, dopóki i ich nie straciły. Bo nie troska o siebie same. Kobiety takie jak Zofia pozostają pogrążone w wiecznej tęsknocie, w wiecznej miłości do dzieci, męża. Może siłą inercji brnie się dalej i dalej, jak spektakl sugeruje. Ale nieustający ból powoduje, że przeszłość miesza się z teraźniejszością. Wspomnienie z tęsknotą, pragnieniem.  A życie ze snem. Relacja Zofii na konferencji z wywiadem dziennikarskim. A gdy cierpienie staje się nie do zniesienia i traci się zmysły, zapada się cień człowieka, w siebie. Kurczy się. W stanie zawieszenia, dezorientacji, wybicia z realnego bytu ogarnia go czarna rozpacz. Po wielokroć. W długiej przerwie ciszy, bezsilności, strachu.

Bez tej miłości zwrotnej od dzieci można żyć. Swoją własną wypełniać ten brak. Zasypywać rosnącą wyrwę. Spekulować, co by było gdyby. Toczyć walkę z losem na próżno. Gonić marzenia, snuć plany, tworzyć projekcje, które nie maja prawa się ziścić. Galopować w czasie. Wstecz i do przodu. I odbywać wieloletnią pokutę za bezkarnego, winnego oprawcę. Czuć żal za grzechy nie swoje. Udrękę nieodwracalnej straty rozpamiętywać. Bo nic w zamian nie może być dane. Żadne zadośćuczynienie. Rehabilitacja. Zmartwychwstanie. Hiobowe odrodzenie życia rodzinnego. Próba Zofii doświadczanej przez los jest najwyższej miary. Jest niegasnącą miłością. Wiarą w jej wagę i sens. I pewnie to jest czynnik, co ratuje życie tych, którzy tu na świecie pozostają. Świadczenie, przechowywanie w sobie tego skomplikowanego czucia, której nie można się wyrzec, wyrwać z siebie, unieważnić. Zapomnienie byłoby sprzeniewierzeniem się samemu sobie, przyznaniem, że nic nie było. I nic się nie stało.

Nadal nie wiem nic o stracie dziecka przez matkę. Tyle będę wiedzieć o sobie, ile mnie sprawdzono. Czuję jednak tę wielką tajemnicę cierpienia, które musi być w jakiejś niepojętej równowadze z miłością, z życiem, by naturalnie wypełniło się do końca. Jak w tej sztuce. Jak w rzeczywistości, na bazie której sztuka powstała.

Tekst spektaklu Anny Wakulik inspirowany jest biografiami matek Powstańców Warszawskich (m.in. Zofii Rodowiczowej, matki porucznika Jana Rodowicza pseudonim „Anoda”) ale ma wymiar uniwersalny. Jak i cały monodram kontrolujący emocje, wypowiedziany w sugestii, wysublimowanym kontekście scenicznych działań. Poprzez czułą, wrażliwą, subtelną grę aktorską Małgorzaty Pieńkowskiej, minimalistyczną, powściągliwą, surową scenografię, kostium, rekwizyty, mroczną muzykę. Wszystko wydobywa się z otchłani czerni i w nią zapada. A więc i my, widzowie. Przeżywamy impresję, dotykamy tajemnicy ale i tak jej do końca nie zgłębimy. Bo nie jest to możliwe. Nie jest to tak naprawdę możliwe.


ZOFIA  Anna Wakulik
reżyseria - Beniamin Bukowski
kostiumy - Elżbieta Radke
muzyka - Aleksandra Goetzen
światło - Maciej Majchrzak
autorka zdjęcia - Monika Motor
obsada - Małgorzata Pieńkowska

czwartek, 7 stycznia 2016

DZIEWICE I MĘŻATKI ATENEUM


Janusz Wiśniewski w teatrze Ateneum wyreżyserował autorski spektakl DZIEWICE I MĘŻATKI, interpretując w swoim wyrazistym języku artystycznym Moliera UCZONE BIAŁOGŁOWY. I nie rozczarowuje jego spójna, konsekwentna, rozpoznawalna estetyka commedii dell' arte w zabarwieniu czarnego humoru. Umowność doskonale przemyślanego konceptu komunikacji w przekazie wystudiowanego precyzyjnego teatralnego gestu i kompozycji, mocnego kamuflażu charakteryzacji, kostiumu/stroje kobiet nawiązują do sylwetki dziennikarki Sylvii von Harden z obrazu Otto Dixa, podobnie jak charakteryzacja pozostałych aktorów stanowiąca cytat z wcześniejszych postaci artystycznego imaginarium Wiśniewskiego/, znaczącego ruchu scenicznego, diabolicznego opracowania muzycznego Jerzego Satanowskiego. Scenografii niepokojącej jak z koszmaru sennego. Tworzącej scenerię jak z filmu o rodzinie Adamsów, serialu ZMIERZCH. Co buduje nastrój ciepłego horroru w teatrze. Dystansuje do realnych perypetii uczuciowych bohaterów, relacji między nimi, ich poglądów, postaw. Pomysłów emancypacyjnych blaknących wobec potrzeb serca. Łagodzi je i czyni zabawnymi.

Cały zespół z radością podejmuje wyzwania i z mistrzowską perfekcją, niebywałą precyzją, żelazną dyscypliną je wykonuje a widzowi się ta satysfakcja tworzenia przez aktorów udziela. Bo energia emanuje ze sceny; żonglowanie konwencją, przebieranie się, ukrywania, zamiany płci/niektóre role męskie grają kobiety, mężczyźni kobiece/, żywe kompozycje malarskie, portretowe w 3D . Zachwyca. Zapiera dech. Pozwala widzowi wkraść się w świat całkowicie wykreowany, bardzo sugestywny, plastyczny a jednak zanurzony w realnych perypetiach uczuciowych, wyborach działań i postaw, walce o miłość przeciw samotności, zainteresowanie sobą przeciw nudzie wypalającego się związku, nieuniknionego starzenia się postaci, bolesnego szczególnie dla kobiet, nie mającego znaczenia dla mężczyzn. Nic dziwnego, że trzeba użyć podstępu, chwycić się każdego sposobu, przebrania, by zwrócić na siebie uwagę, wyrwać się z koleiny rozczarowania i banału. Jednokierunkowej podróży ku śmierci, bolesnego bezsensu  życia bez uczucia, więzi, znaczenia. Duchy, zombi, makabryczny obraz świata lęków, zawodów, rozczarowań, słabostek ludzkich wypełza ze świata wewnętrznego doświadczenia i personifikuje się na zewnątrz. Napięcie wyzwolenia tego, co ukryte ujawnia się dynamicznie poprzez delikatny, bezpieczny dreszczyk emocji, śmiech, dystans, kondensację artystycznej wypowiedzi. Jak to u Moliera. Jak u Wiśniewskiego. Ciepło, przyjaźnie czule opowiadających o człowieku w jego niedoskonałości, walce, pogoni za szczęściem i spełnieniem.

Spektakl jest piękną wizualnie kreacją. Imponującą, wyrazistą kompozycją o mocy teatralnego znaczącego gestu. Czerpiącego szeroko z kultury masowej ale sublimującego ją do postaci eliksiru odradzającego wiarę w moc sztuki.  Gorąco polecam konfrontację własnej wrażliwości z tym autorskim mocnym przekazem reżysera wizjonera. Warto spróbować. Warto w teatrze być. I cieszyć się jego uzdrawiającym działaniem przez sztukę. Wkraczaniem w świat prywatny widzów w sposób lekki, umowny, wrażliwy. Z przymrużeniem oka. Z poczuciem humoru. Z klasą, w poczuciu misji. Mistrzowskim wyczuciem możliwości działania sztuki teatru.

DZIEWICE I MĘŻATKI  Molier
(LES FEMMES SAVANTES)
wg przekładu TADEUSZA BOYA-ŻELEŃSKIEGO

inscenizacja i scenografia – JANUSZ WIŚNIEWSKI
muzyka – JERZY SATANOWSKI
choreografia – EMIL WESOŁOWSKI
Obsada:
CHRYZAL zamożny mieszczanin, naukowiec i znawca, co zgadł, dlaczego Izaak Newton się mylił – MARIAN OPANIA
FILAMINTA jego żona – EWA TELEGA
ARMANDA ich córka, uwiedziona – OLGA SARZYŃSKA
HENRYKA ich młodsza córka, uwiedziona – KATARZYNA UCHERSKA
BELIZA siostra Chryzala, szalona, uwiedziona– MAGDALENA SCHEJBAL
ARYST brat Chryzala, podróżnik i odkrywca, w nałogach – MARIA CIUNELIS
MARCYNA czarna służąca, kochanka Chryzala– DOROTA NOWAKOWSKA

OSOBY DRAMATU, BIESY:
KLITANDER Pijany Uwodziciel – MAŁGORZATA MIKOŁAJCZAK
TRYSOTYN Poeta Gotycki – DARIUSZ WNUK
Madame WADIUS klasycyzująca pisarka erotyczna – TADEUSZ BOROWSKI
Madame REJENT „ciało mówiące”– JULIA KONARSKA

ŚMIERĆ niegdyś Julien, Prałat Piekła– HENRYK ŁAPIŃSKI

BIESY DO TORTUROWANIA:
NIC NIE WART – xxx
CROCELL-PROCELL – xxx
URBAN (westchnijmy) GRANDIER – xxx
PHI! – xxx

ICH CZWORO MARCIN WRONA TEATR TELEWIZJI

Scena ze spektaklu (fot. TVP)

Po co pisać o spektaklu ICH CZWORO Gabrieli Zapolskiej w reżyserii Marcina Wrony, który po prostu można obejrzeć w sieci/vod.tvp.pl/? Otóż warto, zawsze warto tę pulpę popteatralną oglądać, cieszyć się nią, roztrząsać. Godną kontynuację klasycyzującą w łagodnym przejściu kanonu w nowoczesność. Bo nie tak internacjonalną, jak Rychcikowa. Bo nie tak kosmiczną, jak Garbaczewskiego. Bo nie tak komiksową, jak Klatowa. Bo nie tak radykalnie ucieleśniającą, jak Marciniakowa. Cokolwiek chce się o tej telewizyjnej inscenizacji powiedzieć, już w niej jest. I dobrze, gdy widz sam to odkrywa. Wszystkie  zabawne odniesienia. Popkulturowe, oczywiste, namolne. Malarskie, filmowe, muzyczne. Odważnie przerysowane. Ale z energią, iskrą. Błyskiem przenikania się kultury z życiem. Bezwstydnego przeglądania się wolnego widza w wolnej sztuce. Która tyka czasem bieżącym, która tyka swą żywą materią. Ekspresją farsy, smutkiem tragedii, głębią obserwacji natury ludzkiej, maestrią łączenia sprzeczności. Uzupełnianiem się nieprzystającego.

Nie wiem, czy jest to tragedia ludzi głupich, jak określiła swój dramat sama Zapolska, czy po prostu portret rodzinny we wnętrzu. Samo życie. Również z naszego wymiaru, co pokazuje ironicznie Wrona. Ich dorosłych zawsze troje, z niezmiennym czwartym, instrumentalnie wykorzystywanym elementem, dzieckiem. W tym wypadku znaczącym. Dynamicznym. Sprawdzającym punktem odniesienia. Ponieważ dla nas dzisiaj obłuda i zacofanie moralności w sprawach męsko damskich nie stanowią problemu a trójkąty małżeńskie nie są tematem tabu, reżyser wydobywa na plan pierwszy rodzinne relacje,  charakterystykę postaci, walkę płci, realizację własnych zachcianek, płytkich namiętności gdzie priorytetem jest zaspokojenie miłości własnej, ambicji urażonej, dumy poniżonej, uwolnienie od wdowiej samotności. Wzięcie odwetu za krzywdę i ocalenie świętego spokoju. Słabość mężczyzn, zaradność życiową kobiet. Balansowanie między jawą a snem dziecka, które niewiele jeszcze rozumie ale wiele przeczuwa, bierze na siebie winę zacietrzewionych rodziców w dążeniu do dominacji. Odbywa karę za nie swoje grzechy. Cierpi przechodząc z rąk do rąk. Będąc kartą przetargową, obiektem manipulacji, źródłem informacji, najsłabszym ogniwem gubi się. Obserwuje i czeka uczestnicząc w horrorze życia ufundowanym przez niedojrzałych dorosłych, którzy albo są bierni albo bawią się beztrosko sobą bez myśli najmniejszej o konsekwencjach.

Boże Narodzenia, Nowy Rok, tak zwana Rodzina, tj. ich czworo w różnych konfiguracjach osobowych, choć w świąteczny kostium jak z żurnala ubrani, nie mają nic wspólnego ze świętością. Radością, nadzieją i miłością. To stadium rozpadu, upadku. Piekło głupoty, naiwności, inercji, co nie pozwala znaleźć ratunku dla związków, ocalenia dla ludzi, rozwiązania problemów przez nich samych wygenerowanych.

Świat pozoru, gry się rozpada, znika. Wdziera się neonowy, kolorowy, reklamowy synonim wielkiej pustki. Pięknego, wykreowanego kiczu samozakłamania pozoru układu społecznego. W centrum którego pozostaje uwięzione światłem samotne dziecko. Gdy żona jest Dodą elektrodą, młodą Dulską, anty matką/uwielbiana przez widzów Małgorzata Kożuchowska w formie/ a mąż anty ojcem, ostatni raz buntującym się Felicjanem, fajtłapą, statystą, doskonałym materiałem na męskość zdominowaną, wycofaną, bezwolną/już nie super ojciec Mateusz a sceniczny fajtłapa Artura Żmijewskiego/. Gach narcystycznym fircykiem, playbolem, birbantem żyjącym bez zobowiązań, bezrefleksyjnie dla siebie, na koszt innych/perfekcyjna popkulturowa gwiazdka celebrycka Mariusza Ostrowskiego/. W świetle reflektora wydumanej sławy, pseudo wielkości, niby ważności. Modny przedmiot pożądania kobiet. Do jednorazowego użycia. Z katastrofą podążającą za nim jak cień. Panna Mania uwiedzioną, wykorzystaną przez Fedyckiego dziewczyną, biorącą sprytnie odwet na świecie jej panów. Gdy ma klucze do śpiżarni i reszty, zdobywa władze nad ludźmi. Zaradna, pracowita, cierpliwa. Służąca po przejściach mądrzejsza od swoich pracodawców/ doskonała, wyrazista, charakterystyczna Agata Buzek/. I wzruszająca wdowa. Dramatycznie walcząca o okruchy pozorów czułości, bliskości, zainteresowania. Bez powodzenia. Beznadziejnie pozbawiona szansy zaspokojenia, uwolnienia od ciężaru samotności. Tragicznie śmieszna w swym położeniu/czuła, cierpliwa, wspaniała Maja Ostaszewska/. Ale też trudna rola dziecka, znajdującego się między walczącymi między sobą rodzicami. W zagubieniu, strachu, manipulacji, instrumentalnym wykorzystywaniu przez dorosłych/ świetnie radząca sobie z wymagającą, rozbudowana rolą Lili Aniela Łaniewska/

Satyryczny tekst obyczajowy z dowcipnymi, celnymi dialogami, wyrazistymi, charakterystycznymi, spójnymi postaciami, dojrzała kompozycja dramaturgiczna  komedii Zapolskiej i doskonałe wyestetyzowane kostiumem, scenografią, charakteryzacją, grubą, rozpoznawalną stylizacją na gwiazdy popkultury bohaterowie sztuki, doskonale znani z mediów widzom aktorzy, ich perfekcyjna, profesjonalna, dojrzała gra oraz koncepcja interpretacyjna Wrony wpisująca stary, klasyczny dramat we współczesne realia, mody, trendy popkultury udowadnia, że inscenizacja jest mocną wypowiedzią artystyczną. Nadal śmieszy śmiesznością, tumani nieodpowiedzialnymi wyborami życiowych tumanów, przestrasza konsekwencjami dla następnych pokoleń. Udowadnia, że głupota ma się dobrze, żywi się pozorem zaspokojenia, więzi słabych i bezradnych wobec jej potęgi powszedniości, bezwiednej lekkości rozprzestrzeniania.

To jest ostatni spektakl, jaki zrealizował Marcin Wrona. Już poprzedni, "Moralność pani Dulskiej" również Gabrieli Zapolskiej, odkrywał wielki talent reżyserski młodego, wrażliwego artysty. Mocno sygnalizował zmysł estetyczny, instynkt łagodnego reformatora lekko, delikatnie ale pewną ręką uwspółcześniającego klasykę dramatu. Oba spektakle dawały nadzieję na wielki rozwój, długi, wspaniały ciąg dalszy. Tej nadziei już dziś nie mamy. Pozostaje uczucie wielkiej, bezsensownej, niezrozumiałej straty. Wielki bunt wobec tego, co się dokonało i już nie odstanie. Nie wiem komu mam dziękować za to, że umożliwił Marcinowi Wronie rejestrację jego teatralnych koncepcji twórczych, ale bardzo dziękuję. Bo nie wszystek umarł. Nie wszystek. Jego dzieła świadczą o potencjale, którego do końca nie zrozumiemy, nie ogarniemy, bo nie wyzwolił się, nie rozwinął się, nie wyczerpał do końca. Błysnął. Zalśnił. Zaistniał. Nie wszystek przepadł. Nie wszystek.


ICH CZWORO

Autor: Gabriela Zapolska
Reżyseria i adaptacja: Marcin Wrona
Zdjęcia: Marcin Koszałka
Scenografia: Anna Wunderlich, Agata Przybył
Kostiumy: Aleksandra Staszko
Montaż: Beata Barciś
Opracowanie muzyczne: Joanna Fidos
Dźwięk: Wacław Pilkowski, Marcin Kijo

Obsada: Małgorzata Kożuchowska (Żona), Artur Żmijewski (Mąż), Agata Buzek (Panna Mania), Mariusz Ostrowski (Fedycki), Maja Ostaszewska (Wdowa), Aniela Łoniewska (Lila)
premiera 28.12.2015

poniedziałek, 4 stycznia 2016

PREMIERY TEATRÓW WARSZAWY 2016



NOWY ROK, NOWY REPERTUAR!!! Jeśli interesują nas premiery warszawskich teatrów, oto kalendarz:

3.01. "Żona potrzebna od zaraz...", reż. Tomasz Dutkiewicz, Teatr Komedia
8.01. "Udając ofiarę", reż. Krystyna Janda, OCH-TEATR
8.01. "Cabaret", reż. Ewelina Pietrowiak, Teatr Dramatyczny
8.01. "Godzinka spokoju", reż. Maciej Sławiński, Teatr Kwadrat
9.01. "Książę i żebrak", reż. Teresa Kurpias-Grabowska, Teatr Rampa
9.01.  "Czesław - Spowiedź emigranta", OCH-TEATR
12.01. "Wojna to tylko kwiat", reż. Piotr Ratajczak, Teatr WARSawy
13.01. "Farsa na trzy sypialnie", reż. Anna Seniuk, Teatr Collegium Nobilium
14.01. Edyta Geppert, reż. Piotr Loretz, Teatr 6.piętro
15.01. "Holzwege", reż. Katarzyna Kalwat, Tr Warszawa
15.01. "W starych dekoracjach", reż. Igor Gorzkowski, Teatr Soho
16.01. "Łaskawość Tytusa" Mozarta, Opera Narodowa
16.01. "Pięć ostatnich lat", reż. Wojciech Kępczyński, Teatr Muzyczny ROMA
20.01. "Festiwal Pamięci", reż. Andrzej Pakuła, Teatr Powszechny
23.01. "Juliusz Cezar", reż. Barbara Wysocka, Teatr Powszechny
23.01. "Żarcik a propos", koncert Joanny Trzepiecińskiej, Teatr Polski
29.01. "Dożywocie", reż. Filip Bajon, Teatr Polski w Warszawie
29.01. "Kto się boi Virginii Woolf?", reż. Jacek Poniedziałek, TEATR POLONIA
"Fabryka pięknych gestów", Nowy Teatr


LUTY:
11.02. "Wyznawca",reż. Natalia Korczakowska, Teatr Studio
12.02. "Sklep przy głównej ulicy", reż. Łukasz Kos, Teatr Żydowski
12.02. „Pożar w Burdelu” Michała Walczaka, gościnnie w Teatrze Polskim
19.02. "Kobieta niepotrzebna" - przedstawienie złożone z monologów dwóch samotnych kobiet, próbujących zwrócić na siebie uwagę (w rolach: Halina Łabonarska i Małgorzata Niemirska), Teatr Dramatyczny
25.02. "Frankenstein"według powieści Mary Shelley, reż. Bogusław Linda, Teatr Syrena
26.02. "Simy na stażu", Teatr Druga Strefa
27.02. "Andy", scena Cafe Teatr

MARZEC:
4.03. "Wiosna", brazylijski reż. Leonardo Moreira, Teatr Studio
4.03. "Jezioro", reż. Yany Ross na podstawie tekstu Michaiła Durnienkowa, TR Warszawa
10.03. "Dziady", reż. Eimuntas Nekrośius, Teatr Narodowy
13.03. "Ariodant" Haendla, Opera Kameralna
13.03. "Mistrz i Małgorzata", reż. Wiktor Rubin, Teatr Powszechny
22.03. "Salome" z librettem Richarda Straussa według Oscara Wilde'a, Opera Narodowa


KWIECIEŃ:
3.04."Miarka za miarkę" wg Szekspira, reż. Oskaras Korśunovas, Teatr Dramatyczny
"Krótkie wywiady z obrzydliwcami" wg Davida Fostera Wallace'a, Teatr Dramatyczny
2.04.  „Ateneum, moja miłość”, reż. Marcin Przybylski, Teatr Ateneum
2.04.  " Róbmy swoje", reż. Wojciech Borkowski, Teatr Ateneum
9.04.  "Burza", reż. Krzysztof Pastor, Balet Narodowy (przygotowywana na festiwal szekspirowski)
11.04. "Pozory mylą" Seymour Blicker, Teatr Kamienica
13.04. "Krapp Samuel Beckett Tryptyk", reż Antoni Libera, Teatr Polski
16.04."Głos ludzki" aut. Francis Poulenc, reż. Maja Kleczewska,Teatr Wielki-Opera Narodowa
16.04. "Madame de Sade" Yukio Mishima, reż., Teatr Narodowy
24.04. "Nos" wg Gogola, reż. Janusz Wiśniewski, OCH-TEATR
26.04. "Hawaje, czyli przygody siostry Jane," Teatr Capitol
28.04. "Matki i synowie", reż. Krystyna Janda, Teatr POLONIA
29.04. "Musical o Marcu'68", reż. Monika Strzępka, Teatr Żydowski


Otwarcie Międzynarodowego Centrum Kultury Nowy Teatr. W ramach inauguracji działalności instytucji w nowym budynku odbędzie się przegląd spektakli teatralnych i operowych Krzysztofa Warlikowskiego (zobaczymy m.in. "Francuzów" i "Kruma") oraz cykl projekcji rejestracji spektakli operowych.

MAJ:
1.05. "Faust", IMKA
13.05. "Szkarłatny płatek i biały"na podstawie utworów literackich: powieści Michela Fabera, reż. Kuba Kowalski, Teatr Studio
15.05. „Twoje i moje” Morny Regan, reż. Robert Gliński, Teatr Ateneum
"Niedźwiedź Wojtek" Tadeusza Słobodzianka, reż. Ondrej Spisak, Teatr Dramatyczny
"Księgi Jakubowe" Olgi Tokarczuk, reż. Ewelina Marciniak, Teatr Powszechny
"Cwaniary", reż. Agnieszka Glińska, IMKA

Zakończenie sezonu:
10.06. "Niezwykłe przygody Roberta Robura", reż. Krzysztof Garbaczewski, TR Warszawa
11.06. „Demon Teatru” Bogusława Schaeffera, reż. Andrzej Domalik, Teatr Ateneum
"Hamlet" Szekspira, reż. Mai Kleczewskiej,Teatr Powszechny
"Wściekłość", reż. Maja Kleczewska, Teatr Powszechny
"Tristan i Izolda" Wagnera, Teatr Wielki-Opera Narodowa
"Muzyczna Space Opera o Nauce",Teatr Studio i warszawski Klub Komediowy
"Szkoda, że jest nierządnicą", reż. Dan Jemmet, Teatr Polski


Szukajcie więcej informacji, czytajcie, planujcie wyjście do teatru. Powodzenia:) 

niedziela, 20 grudnia 2015

...coś jeszcze musiało być TEATR ŻYDOWSKI



Zawsze zastanawiamy się w obliczu niepojętej, wielkiej tragedii i jej skutków, ogromu cierpień i ofiar, na przykład II wojny światowej, jak mogło do niej dojść. Jak ludzie mogli do niej dopuścić. Jak to jest, że zło może tak urosnąć w siłę i ma tak wielką władzę nad ludźmi. Rozprzestrzenia się bezwstydnie, bezkarnie, bo nic i nikt nie jest w stanie go powstrzymać. Czy rzeczywiście nic nie można było zrobić, często zastanawiamy się ex post. A jeśli można było, dlaczego tego nie zrobiono. Kto zawinił, kto przyłożył do tego rękę. Jak to się dzieje, że przyzwalamy na to, co sieje niezawinioną śmierć i zniszczenie. Co podsyca nienawiść. Ci, którzy giną, nie zaznają spokoju. W zaświatach. Ci, którzy przeżyli też.  Tu, na ziemi. Nie można już żyć normalnie, bo skala wyrządzonej krzywdy drugiemu człowiekowi jest tak wielka, że odciska się wiecznym przygnębieniem i smutkiem. Skazą niemocy i bezsilności wobec tego, co się wydarzyło. Bo nie można czasu cofnąć, życia przywrócić, krzywdy naprawić. I nic nie może poczucia winy zagłuszyć. Bez względu na to czy jest zawiniona, niezawiniona czy niezarzucalna. Zawsze dotykamy kwestii wyboru, umiejętności podejmowania decyzji w zgodzie z własnym kodeksem moralnym. Uwzględniającym prawo boskie, jeśli jesteśmy ludźmi wierzącymi. Zawsze dotykamy kwestii odpowiedzialności. I ważymy czy potęga uczynionego zła, siła jego rażenia jakimś cudem może się przekształcić w potęgę dobra, która skutecznie będzie przeciwdziałać mu w przyszłości.

Doświadczenie i ostrożność uczy, że to tak nie działa. Zło zawsze może się odrodzić. Gdy człowiek poddaje się  działaniu strachu. Lękowi o własne i rodziny życie. Gdy panuje terror przymusu, nieuniknionej konieczności, walki ze śmiercią o życie. Zawsze jednak człowiek ma wolną wolę, możliwość wyboru. Nawet jeśli jest to wybór pomiędzy jedną śmiercią a drugą. I na jakimś indywidualnym poziomie ukształtowaną dojrzałość do podjęcia ryzyka. By stawiając na szali swoje życie, życie rodziny, ratować życie innych, również zupełnie obcych ludzi.

Strach przed śmiercią to broń potężna przeciw człowiekowi. Instrument przemocy, zniewolenia, podporządkowania. Ale coś jeszcze musiało być poza nim. Jakaś wewnętrzna dyspozycja, gotowość, zgoda, by człowiek w chwili prawdy ostatecznego, sprawdzającego go działania, do końca nie opowiedział się po stronie człowieka krzywdzonego, zagrożonego, w potrzebie. Woli zamknąć za sobą drzwi, by na progu zatrzymać wołanie świata o pomoc, zasłania się wartościami wynikającymi z wiary, by w gruncie rzeczy ratować nie potrzebującego a siebie samego. Grzech kłamstwa przed Bogiem ważniejszy jest od ratowania czyjegoś życia. Lub pretekstem do rezygnacji z podejmowaniem ryzyka. Ucieczką. Zawsze widzi człowiek winę w innych, nie w sobie. I niestety nie jest w mocy ludzkiej wyrwanie zła z niego. Zawsze coś spowoduje w nim-skaza, skłonność, pragnienie, pożądanie- że mimo czynionego dobra nawet przez całe życie, pozostaje bezsilny wobec własnej słabości i grzeszy. Jakby nie był w stanie przechytrzyć, oszukać, kontrolować swojej natury. I jeszcze sam fakt, że zło wydarza się obok niego, już piętnuje go odpowiedzialnością. Zawsze można powiedzieć, że zrobił za mało, nieskutecznie, bo działo się, co się działo. W tym sensie człowiek, który zetknął się ze złem, pochodzącym z niego samego czy ze świata zewnętrznego, zawsze będzie czuł się lub powinien czuć się winny i odpowiedzialny. Za siebie, za innych. Ale czy na pewno?

Ten spektakl stara się wywołać refleksję, zadać pytanie czy doświadczenie ludzkości w perspektywie historycznej przyczynia się do zrozumienia zła- jego natury, przyczyny, kontekstu. Dlatego tak ważne jest utrwalanie pamięci, by czas nie unieważnił prawdy. By nie wypłowiała, zmalała, zanikła. Hanna Krall w swoich książkach daje świadectwo prawdy. Izabella Cywińska czerpie z tej spuścizny, tworząc swój scenariusz sceniczny, bo nadal przepracowujemy traumy wojenne. Nadal roztrząsamy ogrom wojennych nieszczęść, śmierci, cierpienia. Ciągle zastanawiamy się czy można było mu zapobiec. Widzimy, doświadczamy, jak zło łatwo się uaktywnia. Jak jest groźne.

W spektaklu pokazana jest próba teatralna o Cadyku z Kocka, w czasie której reżyserka z aktorami i postaciami z książek Hanny Krall/ Hipnoza”, „Tam już nie ma żadnej rzeki” i „Dowody na istnienie”/podejmuje spór nad prawem do sądzenia winy. Szczególnie mocno wybrzmiewa wina niezarzucalna - „Nie można jej zarzucić, nie można za nią ukarać, w sobie ją się nosi, czasami przez całe życie”. Spotykają się dwa światy. Ten przeszły wkracza do teraźniejszego. Miesza się, co umarło z tym, co żywe. Upomina o pamięć, roztrząsa poczucie winy. I karą jest to poczucie winy. Żydów, że narażali ratujących ich od śmierci. Polaków, że ze względu na własny strach i wahania, co jest najważniejsze: moje życie czy twoje, córki czy ojca, dzieci swoich czy nie swoich, życie ludzkie czy wiara. Poczucie winy, że nie znajdujemy dostatecznego wytłumaczenia na to, co się działo i dlaczego. Czujemy się winni za to, co wydarzyło się z kukłą Żyda we Wrocławiu. I nie potrafimy wytłumaczyć, jak to było możliwe po doświadczeniach II wojny światowej, latach edukacji, wychowania. Skąd to zło się w człowieku bierze.

A ono po prostu jest.

Można zło spróbować zrozumieć, nie zawsze można wybaczyć. Na pewno nigdy nie należy zapomnieć o dylematach moralnych, religijnych, po prostu ludzkich. Ale bardzo skomplikowanych, niejednoznacznych. Tym bardziej, gdy są graniczne. Decydują o życiu lub śmierci. Zaistniały poza literą prawa. Jakby nie dawały ostatecznego rozstrzygnięcia  o winie. Bo czy można wymagać od innych poświęcenia życia za swoje życie? Czy można wymusić wybór miedzy jednym a drugim życiem? Cokolwiek człowiek postawiony wobec takiego wyboru zrobi lub nie,  czuje się winny. Bardzo winny. I nigdy od tego poczucia winy się nie uwolni. Nawet w naszych współczesnych oczach, które nie znają do końca kontekstów wyborów wojennych. Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. Ale czy nas sprawdzono? Ależ tak, rzeczywistość ciągle stawia przed nami wyzwania. Bo brak reakcji na każde wcielenie zła, może spowodować równie tragiczne skutki. Ono nie śpi. Ciągle stara się powielać dawne scenariusze.

Nic dziwnego, że  w spektaklu duchy przeszłości nawiedzają żyjących. Nie dają im spokoju. Nic dziwnego, że żyjący wspominają tych, którzy zginęli. Okrucieństwa wojny przeprogramowują człowieka, łamią go, niszczą. Sama świadomość wystarczy. To, że się wie. Poczuło dotyk zła. Czas zaciera ślady, rzeczywistość się zmienia-ludzie, krajobrazy, systemy. Nawet poczucie przyzwoitości i zakres winy. I kary. Ale ...coś jeszcze musiało zostać -pytania powinny pozostawać ciągle te same. Pytania, które będą wywoływać zastanowienie, dyskusję, refleksję. Odnosić się będą do rzeczywistości, w której zło rodzi się i zwycięża dobro. Bo jest na nie przyzwolenie na tyle duże, że rośnie w siłę. Ważne też, by był kontekst współczesny. Rewizja tu i teraz. By winny spalenia kukły Żyda na wrocławskim rynku był osądzony zgodnie z prawem boskim i ludzkim. Poniósł sprawiedliwą karę. By zło zostało nazwane, ukarane, zniszczone w zarodku.

Teatr Żydowski staje się bardzo ważnym miejscem dla nas wszystkich. Oferuje ciekawy, różnorodny repertuar, który łączy przeszłość z teraźniejszością. Zadaje ważne pytania, stawia fundamentalne kwestie do dyskusji. Uczestniczy poprzez sztukę w kształtowaniu nie tylko życia kulturalnego ale i społecznego. Tworzy teatr żywy, aktualny, odważnie wkraczający w naszą sferę duchową, moralną. Warto otworzyć się na jego propozycje, bo oprócz przeżycia artystycznego oferuje treść i formę sztuki, która nas wzbogaca i buduje. Mobilizuje i angażuje. Nie pozostawia widza obojętnym.  ...coś jeszcze musiało być i na pewno jest w tym teatrze, co przyciąga, fascynuje, daje do myślenia. Ale każdy na własny sposób musi dojść do tego poprzez własny ogląd, poprzez bezpośrednie, aktywne uczestniczenie w teatralnej sztuce. Na początek wystarczy być w tym teatrze, otworzyć się na jego szerokie otwarcie na widza współczesnego, który szuka, który pragnie kontaktu, dyskursu w tematyce, która go bezpośrednio dotyka, interesuje, jest ważna. Powodzenia.:)



...COŚ JESZCZE MUSIAŁO BYĆ
Hanna Krall