środa, 2 kwietnia 2014

Ale kino!!! 34 WARSZAWSKIE SPOTKANIA TEATRALNE EX ANTE



Już za chwilę, bo 4-go kwietnia rozpoczną się Warszawskie Spotkania Teatralne/link do programu niżej/. Mogłoby się wydawać, że to świetna wiadomość, święto dla teatromanów, głównie warszawskiej publiczności, która będzie mogła obejrzeć spektakle z całej Polski. To gratka dla tych, którzy chcieliby zobaczyć przedstawienia dla nich ważne, a nie mieli do tej pory okazji, środków, czasu, by do nich dotrzeć. Jeśli udało się kupić bilety. Wszystkie spektakle wchodzące w skład WST powstały w 2013 roku i jeszcze nigdy nie były pokazywane warszawskiej publiczności. To anachroniczny wymóg formalny.

Przypominam

Kuratorami poprzednich 33. WST byli Jacek Rakowiecki i Marek Waszkiel (przedstawienia dla dzieci). Widzowie mogli zobaczyć 14 spektakli dla dorosłych i 5 spektakli dla dzieci. Liczba widzów na spektaklach 33 Warszawskich Spotkań Teatralnych przekroczyła 10 tysięcy - to najwyższa frekwencja od czasu wznowienia festiwalu w 2008 roku. Dowiadujemy się, że w gruncie rzeczy najważniejsze jest, by ludzie przyszli do teatru, by impreza się opłacała. Zwróciła. I nie chodzi o artystyczny sukces wypracowany dla publiczności ale ten osiągnięty przez organizatorów. Brak w informacjach, ilu widzów wyszło ze spektakli, ilu się wkurzyło, złorzeczyło a na ilu widownia obsadzona była w jednej trzeciej. A z roku na rok pod względem finansowania WST jest gorzej. W tym roku budżet na WST będzie o 25% mniejszy od zeszłorocznego (Ministerstwo Kultury wesprze organizatorów sumą 250 tysięcy, a w 2013 roku było to 500 tysięcy, miasto dało na festiwal 1,15 mln zł). I będzie mniej spektakli.Jeżeli głównym kryterium oceny WST i działalności teatrów uczyni się tylko frekwencję i wpływy finansowe,  a nie względy artystyczne, estetyczne, poznawcze, integracyjne, to WST nie będzie świętem tylko kolejnym terminem nadrobienia nieobejrzanych spektakli teatralnych.
To smutne, smutne, smutne.

WST 2014

Wyboru spektakli dla dorosłych podjął się Zdzisław Pietrasik, krytyk filmowy i teatralny, dziennikarz, publicysta, szef działu kulturalnego tygodnika "Polityka", współtwórca "Paszportów Polityki" - jednej z najważniejszych nagród kulturalnych w Polsce. Przedstawienia dla dzieci wybrał Marek Waszkiel,  pedagog, historyk teatru lalek, autor i doradca do spraw lalkarskich na świecie, w latach 2005 - 2012 dyrektor naczelny i artystyczny Białostockiego Teatru Lalek,ubiegłoroczny kurator małych Warszawskich Spotkań Teatralnych. A więc co do pryncypiów wyboru kuratorów nic się nie zmieniło. Mimo krytyki zeszłorocznych decyzji i sugestii zmian. Organizatorzy WST krytyki się nie boją. Rad nie słuchają. Idą w zaparte.

Jest mi wszystko jedno, czy filmowiec z roku na rok arbitralnie decyduje o kształcie WST, czy dramatopisarz, wybitnie zdolny krytyk teatralny, kieruje pakietem teatrów stołecznych i jest organizatorem WST, czy i jaki wpływ miał dyrektor Biura Kultury stolicy z ministerstwem na program WST, ale czy z tego tygla zarządczego, organizacyjnego wynika coś wyjątkowego, szczególnego dla teatru, Warszawy i przede wszystkim ludzi, zarówno bezpośrednio z teatrem związanych, jak i wiernej czy potencjalnej publiczności? Dostajemy minimum w maksimum lukrowanym opakowaniu pijaru. Znieczulani retoryką księgowego a nie kreatorów życia kulturalnego musimy się podporządkować i cieszyć. Musimy się przystosować.

 WST nihil novi

Odnoszę wrażenie, może się mylę, że formuła WST się wyczerpała. Brak pomysłu, koncepcji na całość Spotkań. Ograniczenie się do prezentacji spektakli i rozmów publiczności z twórcami, artystami, imprezy to za mało. Zwłaszcza, że główny selekcjoner deklaruje, że nie wybrał dla nas dzieł wybitnych, bo nie zna definicji wybitności w teatrze a sam jej zdefiniować nie chce, nie umie, nie potrafi. Wybrał dla nas nie to, co szczególne, wyjątkowe, ważne pod względem artystycznym, estetycznym czy choćby formalnym, tematycznym, współczesnym tylko, co jego zdaniem, jest zaledwie ciekawe i co mógłby, a wiemy, że może , polecić innym widzom / Zdzisław Pietrasik: "Uznałem, że nie będę dokonywał wyboru sztuk pod względem kryterium "wybitności", ponieważ musiałbym mieć pewność co to jest teatr wybitny () Oglądając te spektakle czułem się jednym z widzów, który idzie do teatru i szuka tego, co najciekawsze i co można polecić"/. Brzmi to asekurancko, zachowawczo, banalnie. I nie o same wybrane przedstawienia mi chodzi, ale o to, w jaki sposób się o programie WST decyduje, mówi. Unieważnia się je, pomniejsza, bagatelizuje. Argumentacja, że selekcjonerem jest filmowiec, bo  jak mówi: "Te dwie sztuki/znaczy:teatr i film/ się przenikają. Proszę zobaczyć, ile w teatrach polskich adaptacji filmów. Można też szukać analogii w estetyce" jest naciągana. Proszę zobaczyć, ile w teatrach w Polsce jest też adaptacji książek, ja mówię. Równie dobrze selekcjonerem mógłby to być krytyk literacki interesujący się, wypowiadający się i piszący o teatrze. Ale też czemu nie, jeśli tchnąłby nowego ducha w WST, w tych, którzy jeszcze w teatrze nie byli, a być powinni. Który potrafiłby rozbudzać zainteresowanie WST, nadać im rangę, na jaką zasługują. Który wykorzystałby WST do przyciągania do sztuki teatru. 
Na szczęście jest nadal obecne WST dla dzieci. Wychowują, edukują i oswajają młodych widzów z teatrem. To cieszy. I daje nadzieję.

Quo vadis WST

Warszawskie Spotkania Teatralne stają się uzupełnieniem Polska w IMCE.Niecodzienny Festiwal Teatralny. Tylko. Tylko. Tylko. Może lepiej byłoby przekazać środki finansowe z WST do IMKI, tak by zasilić finansowo jej inicjatywę spotkań teatralnych w dodatku korzystniej dla widza rozłożoną w czasie. Jeśli się nie ma czegoś wyjątkowego, wybitnego do zaoferowania. Jeśli nie ma pomysłu na WST. 

Bo jeśli mamy mieć do czynienia na WST ze spektaklami nie wiadomo dlaczego wybranymi, bez sensownych, mocnych kryteriów, argumentów , to po co na przykład wozić ludzi z Warszawy do Łodzi, by zobaczyli "Podróż zimową"wg Jelinek . Może pojadą do Bydgoszczy sami? A może nie należy tej sztuki polecać, bo raczej nieprzyjemna jest, trudna, zaporowo postdramatyczna, tylko dla wyznawców?  

Organizatorem 34. WST i małych WST są Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy, Miasto Stołeczne Warszawa oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Tylu prominentnych organizatorów o wystarczającym potencjale finansowono- organizacyjnym, zdawałoby się merytorycznym , a nie są w stanie przywrócić wyjątkowości WST, ich roli informacyjnej, kulturotwórczej, integracyjnej. Nie ma atmosfery, nie ma napięcia, nie ma po prostu ducha. Pozostaje materia twardej rzeczywistości, sprowadzającej się do stwierdzenia, że dobrze jest jak jest, że lepiej być nie może/ brak kasy, brak spektakli na poziomie wybitnym, a może publiczność nie przyjdzie, a właściwie to nigdy nie zadowoli się wszystkich/, że lepiej to na pewno nie będzie. Argument, że WST jest dla warszawskiej publiczności jest śmieszny, bo ilość wszystkiego jest wybitnie ograniczona.

Jeżeli na wejściu ukręca się łeb kreacji, zarówno w dziedzinie koncepcji, organizacji, to nie ma się co dziwić, ze oferta jest taka jaka jest. Mamy się cieszyć, że w ogóle jest. Musimy.

Nie szukam dziury w całym, bo ona już jest. Koncepcyjna, programowa, ideowa.Chyba, że chodzi o reklamę Warszawy, Teatru Dramatycznego m.st Warszawy i promocję jego przedstawień. I przyciągnięcie widzów do tego teatralnego monstrum.Widz przychodzi na spektakle WST to i zacznie przychodzić na bieżący repertuar Teatru Dramatycznego bez imienia. Takie WST to pieniądze i towarzysząca reklama. Normalka. W zeszłym roku teatr: Studio, Polski, Powszechny gościły WST. I to jest dobry pomysł, bo widz ma szansę poczuć, że to Warszawskie a nie Dramatycznego Spotkania Teatralne. Oczywiście, czepiam się. Wiem, wiem: organizacja, koszty, komunikacja, czas. Ale coś było dobrego w tej pielgrzymce teatralnej po Warszawie. Coś wyjątkowego.

A jednak, mimo wszystko 

Radosnych, udanych WST wszystkim zainteresowanym życzę. Cieszmy się tym, co jest. Chodźmy do teatru.Spotkajmy się na WST. Jedźmy koniecznie do Łodzi, też na WST! A jeśli nie na WST, to w innym terminie na Jelinek Kleczewskiej, na przedstawienie boleśnie współczesne. Teatr jest w nas. Potrzeba z nim obcowania. 

Najważniejszy jest TEATR, a my w nim. My w nim aktywnie obecni. Powodzenia.


PS. Może ktoś wie, ja nie wiem, dlaczego w programie nie ma nagrodzonego spektaklu z 2013 roku Pawła Passiniego "Morrison/Śmiercisyn", brak spektakli np :Agaty Dudy- Gracz/wiem, wiem Porcelankę wycofano, ale może na WST by jeszcze przyjechała/, Eweliny Marciniak. To tylko ad hoc moja lista nieobecności. Każdy ma pewnie swoją. Wiem oczywiście, że nie muszę tego wszystkiego wiedzieć. Nie muszę...Przecież, jak zechcę i bardzo się uprę, to zobaczę je w macierzystym teatrze. Jeśli zdążę. Jeśli mi ich nie zdejmą z afisza. Bo wtedy przepadły dla mnie na zawsze. Na zawsze.





http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/178595.html%0A-Warszawa. W kwietniu 34. WST

wtorek, 1 kwietnia 2014

KORZENIEC TEATR TELEWIZJI


Źródło: Teatr Zagłębia w Sosnowcu fot. Maciej Stobierski


Najpierw była książka "Korzeniec" Zbigniewa Białasa/2011/, następnie jej adaptacja dla potrzeb sceny dokonana przez Tomasza Śpiewaka. Spektakl wyreżyserował Remigiusz Brzyk w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu. Autorem zdjęć dla potrzeb emisji telewizyjnej jest Marcin Koszałka. Ta współpraca jest sukcesem, bo to bardzo dobre, ważne przedstawienie, świetnie zagrane, wielokrotnie nagradzane, zapraszane na festiwale.

Akcja „Korzeńca" rozgrywa się w realiach Sosnowca/Sosnowice/ z początku XX wieku/wydarzenia rozpoczynają się w 1913 roku/. Spektakl przedstawia sensacyjną intrygę w historycznych realiach wielokulturowego, carskiego miasta i Trójkąta Trzech Cesarzy, w której udział biorą barwne postacie, zarówno prawdziwe, jak i fikcyjne. Głównym bohaterem opowieści jest miasto Sosnowiec i jego ówcześni mieszkańcy a osnową jest historia tytułowego Alojzego Korzeńca,mistrza sztuki układania kafelków, który schodzi z tego świata w sposób zagadkowy - znaleziono jego głowę odciętą od reszty ciała. Wyjaśnieniem makabrycznej tajemnicy zajmuje się pismo "Iskra" relacjonujące w odcinkach kolejne etapy śledztwa prowadzonego przez dociekliwego inspektora.

To dzięki opowieści, charakterystyce i mentalności bohaterów poznajemy klimat, specyfikę miasta, regionu. Poprzez niuanse szczegółu spektakl odkrywa przed nami koloryt ogółu. A jest to eksploracja o tyle istotna, że dotyczy nas samych: tożsamości, korzeni. Dla wiedzy kim się jest i dlaczego. Znajomość realiów małych ojczyzn wpisanych w historię kraju jest bezcenna. Stajemy się sobie bliżsi, serdeczniejsi, życzliwsi. Poszerzamy obszar wzajemnego zrozumienia, tolerancji, otwartości. I budowanego na tym szacunku. Bo historia kołem się toczy. A człowiek człowiekowi nie może być wilkiem. Winien go poznać, wysłuchać, spróbować zrozumieć. Zobaczyć w nim siebie samego. Teatr doskonale, doskonale to umożliwia.

Opowieść nie nuży, nie marudzi, nie epatuje. Toczy się. Rozwija powściągliwie sentymentalnie. Aktorzy grają cudownie. Szczególnie Edyta Ostojak. Ona sama i jej teatralna historia. Przejmująca. Mija czas a ona  w mej pamięci stoi nadal na scenie, w swym brazylijskim, karnawałowym kostiumie. Z pawim krzykiem w tle. Jak na zdjęciu wyżej. Wzruszająca, krucha, złamana. Porażona brutalnym traktowaniem prymitywnych ludzi, które fundowało jej zawsze upokorzenie, pogardę, marną zapłatę. Ostatecznie beznadzieję i śmierć. Jej bohaterka ma w sobie naturalną delikatność, wyczuwamy, ze łatwo ją skrzywdzić, wykorzystać. To głos, jego brzmienie, prowadzenie roli, paskudny los wzbudza empatię i współczucie. Wyzwala emocje. Myśl, ze dziewczyna nie miała szczęścia, nie trafiła nigdy na dobrych ludzi. A to mocno  się pamięta. Wspomina. Piękna rola. Piękna.

Gdy oglądałam ten spektakl w teatrze, przyszło mi na myśl, że to wspaniały pomysł, by tak opowiadać o historii, korzeniach, tożsamości. Właśnie poprzez losy ludzi i miejsca z którego pochodzą, a które w jakiś szczególny sposób, właściwy sobie tylko, ich kształtuje, programuje, naznacza, określa. Bo każdy ma do opowiedzenia swoją historię. Z całym arsenałem szczegółów wspomnień, sensacji, wrażeń. Te indywidualne życiorysy tworzą historię miejsca i czasu. Książkowych portretów doczekały się Wrocław (w kryminałach Marka Krajewskiego), Gdańsk (dzięki Pawłowi Huelle) czy Śląsk ("Cholonek" Janoscha, "Piąta strona świata" Kazimierza Kutza). To dzięki doskonałej literaturze może tak ciekawie opowiadać teatr.
"Korzeniec" przybliża nam pojmowanie przenikania się losu człowieka z losem jego miejsca na ziemi. Związek historii indywidualnej i zbiorowej. A wrażliwość, współczucie, ciekawość jakie wyzwala, wzmacnia otwartość na drugiego człowieka. Jego odrębność, wyjątkowość, tożsamość, rodowód.  Była "Ballada o Zakaczawiu", "Miłość w Koenigshutte", "Dwanaście Stacji", "Piąta strona świata".

Dziś Teatr Telewizji TVP Kultura o 20.30 emituje "Korzeniec"

PS Realizacja telewizyjna bardzo, bardzo mi się podobała. Nie był to czas stracony. Wręcz przeciwnie. Przedstawienie równie cudowne. Jest trochę inne, bo oko obserwatora wzbogaciło się o  spojrzenie operatora telewizyjnego, sposób kadrowania scen. Przedstawienie jest bardziej dynamiczne, wychodzi w przestrzeń miejską. A więc scenografia w pewnych momentach ożywa, tętni prawdziwym rytmem, kolorytem, dźwiękiem. Ale to jeszcze bardziej wzbogaca, uwiarygadnia, wzmacnia przekaz. Jest bardzo dobrze. Bardzo.  Monolog Edyty Ostojak jeszcze mocniej boli. To jeden z tych momentów gdy raczej czujemy niż sobie uświadamiamy, czym jest, czy może być teatr. I dla tych magicznych mgnień chcemy w nim być. Czas się zatrzymuje, a my na chwilę z postacią sceniczną, jej historią stanowimy jednię. Tym razem obraz telewizyjny nie zdystansował nas do opowiadanych historii. Wzmocnił je, urozmaicił. Bardzo się cieszę, że spektakl został w takiej formie zarejestrowany. Oczywiście warto go obejrzeć zarówno w teatrze na żywo, jak i w zapisie filmowym. Widać wtedy dobrze, jak sposób i środki budowania przekazu wyzwalają inwencję twórczą, jak działają pomysły inscenizacyjne, które w przekazie bezpośrednim nie byłyby możliwe do uzyskania. Bardzo lubię ten spektakl. Pokazał, że każdy region, miejsce, mała ojczyzna ma swoją historię do opowiedzenia. Na pewno niejedną. I warto próbować nadać jej formę dramaturgiczną, by można ją było przepracować w teatrze. Zachować w pamięci. Nieść w przyszłość.



O spektaklu, twórcach, wykonawcach na stronie :
http://www.teatrzaglebia.pl/spektakle/korzeniec/

Zbigniew Białas / Tomasz Śpiewak – Korzeniec
adaptacja i dramaturgia: Tomasz Śpiewak
reżyseria: Remigiusz Brzyk
scenografia: Brzyk & Śpiewak
kostiumy i współpraca scenograficzna: Iga Słupska (ASP), Dagmara Walkowicz (ASP), Szymon Szewczyk (ASP)
muzyka: Jacek Grudzień
premiera: 26.05.2012r.
premiera telewizyjna: 1.04.2014r.


poniedziałek, 31 marca 2014

Trzy siostry w Wiśniowym sadzie z Braćmi Karamazow w czasach wojny i pokoju


Zastanawiam się na co pójść do teatru. 

Decyzja wbrew pozorom nie jest łatwa. Bo na przykład, czy mam pójść na sztuki z rosyjskim rodowodem? Nie, na znak mego indywidualnego, osobistego protestu. Wobec tego, co się w polityce dzieje. Gra Czechowa Dramatyczny, Studio. Teatr Powszechny gra "Rewizora" Gogola, Studio Gogola "Ożenek" w reżyserii Rosjanina Wyrypajewa. Narodowy "Lód" Sorokina w rosyjskiej Bogołomowa reżyserii. Więc może jednak zbojkotować. Mimo, że to sztuka też o nas dla nas, dla każdego. Współczesna i nowoczesna. Uniwersalna nadal. Sztuka ponad wszystko i dla wszystkiego rozumienia. Zrozumienia. Czucia. Choć Lupa rezygnuje z pracy w Rosji, Olbrychski też. Inni się zastanawiają, ważą. Bo Putin nie waży, nie zastanawia się a działa pewnie, konsekwentnie. Gra doskonale, skutecznie i bardzo wiarygodnie. Z rozmachem, szeroko, odważnie. Szarżowanie mu się udaje. Angażuje wszystkich, interesuje wszystkich, uaktywnia wszystkich do swej gry. I wyciąga wnioski z reakcji publiczności.

A my ambitni całe życie uczymy się, obserwujemy. Analizujemy w najbardziej szczegółowych interpretacjach: ducha, mentalność, naturę rosyjską. Trzymamy rękę na pulsie. Jesteśmy niby otwarci, zwarci i gotowi. Ale nadal bezradni wobec putinowskich faktów dokonanych z możliwym oczywistym ciągiem dalszym. Bo wciąż za mało wiemy, za mało czujemy/?/. I robimy za mało. Odpuściliśmy sobie. Odpuszczamy sobie i będziemy odpuszczać. A Putin nie odpuszcza. Gra doskonale odjechaną inscenizację antycypującą. Teatr totalny. Nie improwizuje, wydaje się być doskonale przygotowany.

Więc rzeczywistość jednak jest mocniejsza. Fakty. Twarda ręka władzy. Teatr politycznych działań zaczepnych. Ich dramaturgia, punkty zwrotne, kulminacja. Propaganda zwana dziś marketingiem, promocją, reklamą. Wszystko to już przerabialiśmy, oglądaliśmy. Znamy, znamy. Wiemy, wiemy. Ale ciągle w międzynarodowym obliczu bezradni, spowolnieni, ciągle krok za faktami dokonanymi Putina.

Zachód ciągle kocha Rosję. Jest w jej sentymentalno- nostalgicznym klinczu szalonej duszy, jej mentalnym zapętleniu uwięziony. Imperialnej ambicji. Lewicowości. Rozrzewnieniu. Nieprzewidywalnej konsekwencji. I niczego się nie nauczył, nie wyciągnął wniosków. Ubezwłasnowolnił swój racjonalizm interesem indywidualnych, bieżących zachcianek, potrzeb, fanaberii. Dla utrzymania swojego merkantylnego status quo. Odpuścił sobie. A Putin testuje, sprawdza i nie odpuszcza.I jeździ ze wschodnią, rosyjską fantazją jak po łysej zachodu kobyle. 

Pójdę jednak na Czechowa. Skonfrontuję tych popapranych, zagubionych, bezwolnych, nieprzystosowanych do życia nieudaczników z dzisiejszymi wyzwaniami miejsca i czasu. Przegranych inteligentów, wykształconych nie wiedzieć po co, na co. Chyba na zatracenie, ignorowanie, wyśmianie. Kontemplowanie własnej niemocy. Na łatwą manipulację. Przyjrzę się tym zastygłym figurom woskowym, które mając wszystko, nie sięgają po nic. To nieprawda, że winien jest system. To nie system zawodzi, a w ostateczności ludzie. Poprzez samoograniczanie wolności w sobie, inicjatywy inteligencji i rozumu. Dla wygody, bezpieczeństwa, przeżycia, wegetowania w słabości niby wolnego, świadomego siebie ducha. Biadolenia, płakania nad sobą, narzekania, rozczulania się nad sobą. Z braku woli, determinacji, z szaleństwa trwonienia wszystkiego, by mieć uzasadnienie dla zaniechania wszelkich działań prowadzących do wymarzonego celu. 

Inaczej Putin. Ten działa i to hej do przodu. Chochole społeczeństwo go popiera. Akceptuje bezwolnie poddańczo. Zadowolone, szczęśliwe/Duma narodu prawnie poparła, zatwierdziła wszystko a więc naród cały/. 

Jak zachodnie. Z wolnością, równością i braterstwem wpisanymi w genotyp gwarantujący słodkie, miłe, dostatnie życie z gwarancją na spokój.

Bo żyć trzeba/praca i praca, pracować i pracować/. Jak? Jak żyć towarzyszu Putin, Imperatorze rozrastającej się Wszechrusi? Niedługo się dowiemy. Już program działania został odpalony. Dawno, nie wczoraj, nie dzisiaj.  I nie jest to symulacja. Przedstawienie trwa. LIVE/dziś Miedwiediew na Krymie, Merkel dzwoni do Putina, ten jej słucha/. Tak więc to teatr realu jest targetem wszelkich działań. Teatr działań wojennych. Wschód gra na scenie, Zachód na widowni biernie się przygląda. Ciekawe, czy jak u Szekspira, zostanie wyrżnięty, jeśli by przyszło na to przyzwolić, jak się już przyzwala , nie tylko do trzeciego rzędu. Gdzie zaczynają grać Ryszarda III? Wczoraj na Majdanie, dziś na Krymie, w Estonii, Litwie, Moskwie...? Bo na Zachodzie bez zmian. Zachód wie i czeka na Godota dobrej nowiny, Godota pokoju. 

Wrócę do "Wojny i pokoju" Lwa Tołstoja. Indywidualnie wybiorę wojnę lub pokój. Aktywnie czy biernie, świadomie czy nie- każdy z nas współczesnych- wybiera. I nie ucieknie od odpowiedzialności. Do tego już chyba dojrzeliśmy. Bo jeśli nie, to wpłynęliśmy na suchego przestwór oceanu i toniemy, toniemy w znieczuleniu pięknie brzmiącej propagandy, że to nas nie dotyczyło, nie dotyczy, nigdy nie będzie dotyczyć.


piątek, 28 marca 2014

MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ TEATRU


Theatre Royal przy Drury Lane 


Najlepsze życzenia dla wszystkich z teatrem związanych. Wszystkiego dobrego!


Minął Międzynarodowy Dzień Teatru. Bez specjalnych fajerwerków. A przecież teatr jest ważny, szczególny, wyjątkowy. Chyba jednak ważny dla niewielu. Szczególny swoją otwartą żywej materii komunikacją. Wyjątkowy, bo różnorodny, ogniskujący wszystkie rodzaje sztuki i kreujący stare w nowe, antycypujące. 

Teatr to wieża babel. Sztuka. Ambicja. Kreacja wbrew i na przekór. Marzenie przekroczeń bogom podobne. Wyznanie wiary, nadziei, miłości. I wszystkiego, co uwiera, boli, cierpi, rodzi się, żyje i umiera. Sięganie po rząd dusz, posłuszeństwo drażnionego rozumu, sławy nieśmiertelność. Proza i poezja zwierciadła duszy i ciała rzeczywistości realnej czy też urojonej. Zawrót głowy, palpitacja serca. Stan przeklęty i błogosławiony. Upojenia, uniesienia, ułudy. Walki. Ryzyka. Upadku. Zabawy. Poszukiwań. Eksperymentu. Przygody. Konfrontacji. Dekonstrukcji. Przeprogramowania. Edukacji i wychowania. W oczekiwaniu na katharsis. Tworzenia w ciężkim, żmudnym wysiłku rzemiosła w okowach talentu, doświadczenia i intuicji. Zawsze tu i teraz. Jeśli kiedyś i gdzieś, to w odniesieniu do dziś i jutra. Dla iluminacji prawdą. Obnażenia fałszu. Dla harmonii, czucia i wiedzy, piękna. I wyjścia z kolein egzystencjalnego matecznika no way out. 

Kruche, delikatne, ulotne to zjawisko.  Wrażliwe ponad wszelką miarę i wytrzymałość. O możliwym efekcie motyla. 

Teatr. Wykorzystywany , w kagańcu pieniądza i polityki. Manipulacji. Ograniczeń instytucjonalnych i osobowych. A jednak wolny. Wolnością rozpasanie anarchistycznej twórczości.

Śpieszmy się kochać TEATR, tak szybko jego sztuka przemija, odchodzi.
Mimo wszystko i cokolwiek się zdarzy.



Orędzie Międzynarodowego Instytutu Teatralnego na Międzynarodowy Dzień Teatru
27 marca 2014

Gdziekolwiek na Ziemi mieszkają ludzie, rodzi się tam niepowtarzalny Duch Teatru.

Pod drzewami w małych wioskach a także na nowoczesnych scenach światowych metropolii; w szkolnych korytarzach, na polach i w świątyniach; w slumsach i na miejskich placach, w domach kultury i piwnicach biedaków,ludzie zbliżają się do siebie, by współuczestniczyć w efemerycznych światach teatralnych, które tworzą, by wyrazić swą ludzką złożoność, różnorodność, słabość, w żywym ciele, w oddechu, w głosie.
Spotykamy się, by szlochać i by pamiętać;by śmiać się i rozmyślać;by uczyć się, by zaświadczać, by marzyć.Spotykamy się, by zamyślić się nad zręcznością techniki i by ucieleśnić bogów.Aby wspólnym westchnieniem zachwycić się pięknem, połączyć współczuciem, czy przerazić złem.Przychodzimy po energię i siłę.
By uczcić bogactwo naszych kultur i wymazać granice, które nas dzielą.

Gdziekolwiek na Ziemi mieszkają ludzie, rodzi się tam niepowtarzalny Duch Teatru.

Zrodzony ze wspólnoty, przebiera się w przeróżne maski i kostiumy naszych tradycji.

Zaprzęga nasze języki, rytmy i gesty, by oczyścić przestrzeń pośród nas.

I my, artyści obcujący z tym pradawnym Duchem, czujemy się zobowiązani przekazywać go poprzez nasze serca, nasze umysły i nasze ciała, by ukazywać nasze realia w ich codzienności i tajemnicy.

Jednakże dziś –gdy miliony ludzi walczą o przetrwanie, cierpiąc pod władzą reżimów lub drapieżnego kapitalizmu,uciekając przed wojną, czy ubóstwem; dziś, w świecie, w którym nasza prywatność jest naruszana przez tajne służby, a nasze słowa są cenzurowane przez wścibskie władze;gdy lasy są unicestwiane, gatunki skazywane na wyginięcie, a oceany – zatruwane,– co winniśmy przekazywać?

W świecie nierównych sił, gdzie hegemoniczne rozkazy próbują nas przekonać, że jedna 
narodowość, jedna rasa, jedna płeć, jedna orientacja seksualna, jedna religia, jedna ideologia, czy jeden szablon kulturowy jest ponad innymi – czy w takim świecie naprawdę da się bronić wolności sztuki od porządków społecznych?

Czy my, artyści scen, przystajemy na zdezynfekowane żądania rynku, czy też korzystamy z naszej władzy, by oczyszczać serca i umysły, gromadzić ludzi wokół nas, inspirować, oczarowywać i komunikować, aby stwarzać świat z nadziei i szczerego współdziałania?

Brett Bailey

Z języka angielskiego przełożył Paweł Paszta
Polski Ośrodek ITI

http://www.dotknij-teatru.pl/

DANUTA SZAFLARSKA PORA ŻYĆ, ŻYĆ


Danuta Szaflarska w przedstawieniu "Między nami dobrze jest", fot. Kuba Dąbrowski/TR Warszawa


Danuta Szaflarska wkroczyła w setny rok życia. Krokiem pewnym, aktywnym, coraz młodszym. Bo teraz już może tylko młodnieć. Rozkwitać absolutną naturalnością mądrości. W naszych oczach, sercach, jaźni.  Bo czas niektórym sprzyja. Tym wyjątkowym, szczególnym, wybranym. Nie ogranicza, nie uwiera, nie stanowi przeszkody.  Jakby nie miał żadnego znaczenia. Mimo napierających mód, tendencji, presji, poprawności. Mimo ciężaru fizyczności. Oczywistości zmiany, przemijania. Zawodnej materii.

A więc liczy się nie rys metrykalny ale ten osobowościowy. Nie jak wyglądamy, a co sobą reprezentujemy. Jak jesteśmy postrzegani, co możemy zaoferować, czym obdarzać. Kim byliśmy, jesteśmy, będziemy. A więc mimo wszystko treść w ignorowanej formie o ograniczenie istotnym znaczeniu. To jakoś niedzisiejszo brzmi. Zaprzeszło. Zabyło. A jednak działa. Oczarowuje. Ten triumf ducha w harmonii z ciałem.

Danuta Szaflarska jest piękna, młoda, radosna. Silna. Mocą siebie samej. Wystarczy, że pomyślę, że była, jest i będzie. Siłą wykreowanych postaci. Już zadomowionych we mnie.

Nie mam wątpliwości. Takich zjawisk jak Danuta Szaflarska w polskim teatrze było i jest więcej. To pokaźny kapitał, który pozwala nam pozostać przy zdrowych zmysłach. Który udowadnia, że upływający czas nie zawsze pożera urodę życia a ją kreuje. I pogłębia znaczenie piękna. Poprzez działanie rozwijającej się osobowości, pielęgnowanego talentu, rosnącego doświadczenia nie niszczy a tworzy. Sztukę. Kreującą sztukę życia. I kształtuje nas, widzów. Na swój obraz i podobieństwo.

Helena Modrzejewska. Piękna. Zdolna. Międzynarodowa. Legenda.
Hanka Bielicka, never ending eksplodujący wulkan temperamentu. Kobiety z sąsiedztwa.
Irena Kwiatkowska, kobieta , która żadnej pracy się nie bała. Nad urodą zwyczajności.
Halina Mikołajska, która żadnego wyzwania się nie bała. Dla sensu życia.
Nina Andrycz, posągowa dama na wysokościach w oparach absurdu. Zawsze. 
Maja Komorowska, kobieta kameleon. Scenicznych metamorfoz prozy życia w poezję.
Stanisława Celińska, dowód prawdy objawionej. Zwierzę sceniczne. Feniks.
Krystyna Janda, Człowiek z mężczyzny.
Anna Dymna, kobieta przemieniająca sztukę w miłość. Bezinteresowną, czystą, oczywistą.
......
....
Danuta Szaflarska, ciepło, czulej, najzwyczajniej... najcudowniejszy człowiek, artysta.
Wkroczyła w setny rok życia. Jakby przekraczała rubikon wieczności. 
Jakby mówiła: "Pora żyć, pora żyć. Żyć, nie umierać".
http://pytanienasniadanie.tvp.pl/16634339/rozmowa-z-danuta-szaflarska

Agencja foto: © AKPA