niedziela, 14 czerwca 2026

HAMLET TEATR POWSZECHNY

 

William Shakespeare pisał o tym, co zawsze było dla niego i pozostaje chyba dla nas najważniejsze - o władzy w różnych okresach jej dojrzałości. O władzy nad państwem, o władzy człowieka nad samym sobą, o władzy człowieka nad innymi ludźmi. Bo ten, kto ma siłę oddziaływania, zdolność kontroli i moc decydowania, ten ma realny wpływ na kształtowanie obrazu człowieka i świata na podobieństwo swojej wizji. Tak jest z jego HAMLETEM, opisującym stan prenatalny przyszłego władcy. Kamil Białaszek, artysta współczesny, sprawdza w teatrze władzę nad tymi, do których trafia jego sztuka. Potrafi uruchamiać ich wyobraźnię reżyserując celnie, ironicznie i bezkompromisowo. Aktualnie, prawdziwie, ale w zgodzie z intencją autora. Dopisane teksty w jego spektaklu są jak nasze nowe, wspaniałe, spuszczone ze smyczy czasy, które galopują na oślep w ekstremalnie podkręconym przez system obłędzie samozadowolenia, konsumowania, wypierania i wymazywania przeszłości, życia w teraźniejszości w stanie mentalnego splątania, bez planu przyszłości. Reżyser stworzył obraz impotencji intelektualnej stetryczałego patriarchatu kontynuującego zaprzeszłe wartości (Klaudiusz Arkadiusza Brykalskiego, Poloniusz Mateusza Łasowskiego), stary system sprawowania władzy i dziedziczenia, przedstawił brak siły mądrego matriarchatu na wybicie się na samostanowienie i niezależność, zajętego wychowywaniem młodego pokolenia i walką o przetrwanie oraz brak przywódcy z prawdziwego zdarzenia, który udźwignąłby ciężar współczesnych problemów. Shakespeare charakteryzował swoje czasy, Białaszek swoje. Modyfikacje były niezbędne, konieczne. Oczywiste.

Reżyser dotyka i analizuje Shakespearem współczesność. Połączenie starego, kanonicznego tekstu z wtrętami współczesnej narracji pozwala widzom odczuć, jak daleko i jak bardzo zmieniliśmy się jako ludzie i jako społeczności. Śmieciowe kostiumy Sławka Blaszewskiego (rozwinięcie pomysłu z NIEWYCZERPANEGO ŻARTU w Teatrze Narodowym w Warszawie), w których bohaterowie wyglądają jak mega lumpy, bezdomni, scenografia Aleksandry Wasilkowskiej, która sprowadza akcję do kloaki, tak że prawie czuje się odrażający smród fekalii, agresywna muzyka Bartłomieja Garguli (Barto Katt) generująca natrętny hałas, multimedia Michała Mitoraja i Huberta Kozarzewskiego rozszerzające plan sceniczny z obrazu wewnątrz siebie do obrazu tego, co jest na zewnątrz- wszystko to niszczy harmonię rozsądku, myśli, rozbija porządek świata. Podkreśla nastrój niepewności, stan zagrożenia, atmosferę niestabilności.

Białaszek swoim reżyserskim konceptem tworzy prowokacyjny kontekst, "szyje" nowe szaty dla przyszłego króla, chcąc sprawdzić go, czy jest gotów do należnego mu z mocy urodzenia przywództwa. Czy tli się nadzieja i czy istnieje przyszłość dla jednostki i zbiorowości poza chaosem i wojną. Czy młody, gniewny, nieprzewidywalny sukcesor może walczyć, rządzić korporacyjnym gównem. Bo akcja toczy się współcześnie w kloace z tronem z pisuarów na piramidzie finansowej wzniesionym w rzeczywistości sformatowanej przez korporacyjne mafie. Warunki i system pracy, ideologie i konsumpcjonizm czyni z ludzi niewolników pozbawionych praw, woli i indywidualizmu. Dla przetrwania gotowych do pracy na każdych, nawet na najbardziej uwłaczających godności warunkach. Samotnych, smutnych, sfrustrowanych ludzi - małp, które nic nie mają, bo nic nie odziedziczyły, bo niczego się jeszcze nie dorobiły i prawdopodobnie nie dorobią się nigdy. Dwór dzierżących władzę przeciwnie, ma wszystko. Ale ani Hamlet nie może być przywódcą, ani ci, którym jest potrzebny, nie przeprowadzą rewolucji i nie zbudują nowego ładu. Mimo że na filmie wyświetlanym na ekranie nad sceną dokonuje się anty korporacyjna rewolta. Uciśnieni buntują się, walczą, brutalnie demonstrują rozczarowanie i gniew. Na widowni też nie ma chętnych do dokonania radykalnej mentalnej zmiany, bo na końcu spektaklu nikt nie odpowiada na zadane pytanie: czy jest w stanie wyrzec się dziedziczenia, posiadania, wyścigu szczurów, czegokolwiek. Jakby Białaszek podkreślał, że rezygnując z sukcesji, należnego dobra, pozycji, ale może też z kompulsywnej konsumpcji, można rozwiązać współczesne problemy ludzkości. Bo dziedziczenie jest przekleństwem, styl życia klątwą, pokolenie sformatowane bezstresowym wychowaniem staje się adecyzyjne, samotne, bezwolne. Jedynie kontestuje rzeczywistość, przenosi odpowiedzialność za stan rzeczy na innych, nie rozwiązuje w ogóle piętrzących się problemów. Bo hierarchie wartości zdewaluowały się, ideologie starego świata skompromitowały, ostry kapitalizm pod przykrywką liberalnej demokracji niszczy człowieka, dławi jego kreatywną siłę i kastruje potencjał sprawczości. Wysysa z niego wszystko. Pomysł zawarty w pytaniu -sugestii Andrzeja Kłaka po zrzuceniu maski korporacyjnej małpy, by zerwać więzi z tym, co wypracowano, dokonano, osiągnięto w przeszłości (kapitał, systemy finansowe, ideologiczne, wartości), a więc wyjść z tego w czym się tkwi głęboko od pokoleń i co decydowało o przetrwaniu to mission impossible.


Taką drogą szekspirowskiej próby podąża Hamlet Antka Sztaby. Syn swojego ojca, króla Grzegorza Altmana, w życiu mordercy, żołnierza, króla, po śmierci handlarza garnkami i syn swojej matki, królowej Gertrudy Anny Ilczuk, która definiuje mu, czym jest władza, kim winien być przywódca, jak ma postępować - wyrywa go z krainy mentalnej niewinności i sprowadza do realu piekła na ziemi. I w tej matczynej lekcji życia opowiedziana jest o niej historia, o kobiecie, która musi się przystosowywać, poświęcać, rezygnować z siebie, walczyć tak, by nikt o tym nie wiedział. Mężczyźni dzierżą władzę, kobiety są tej władzy niewidzialnym alter ego. Oni walczą o terytoria i wpływy w świecie, one walczą o przetrwanie i miejsce w świecie mężczyzn. To Gertruda a nie nieobecny wiecznie ojciec wychowuje syna, próbuje go kształtować i to między nią a nim toczy się walka pokoleniowa. Hamlet jest nowoczesnym macho narcyzem, Piotrusiem Panem, który ignoruje świat wokół siebie, również kobiety. A te w spektaklu Białaszka są mocarne - piękne, przebiegłe, czułe, kochające i mądre. Świadome swojej pozycji w cieniu patriarchatu. Zarówno Gertruda, jak i Ofelia w dwóch wiekowo osobowościach - młodej, niewinnej Natalii Szczypki i dojrzałej, doświadczonej, wojującej Ewy Skibińskiej tworzą przejmujące, wyraziste portrety psychologiczne również współczesnej kobiety. Reakcja Ofelii na beznamiętne, instrumentalne, okrutne jej odrzucenie przez Hamleta, na jego od niechcenia rzuconą sugestię, by poszła do klasztoru, mrozi krew w żyłach i uzasadnia, co się później dzieje. Hamlet nie liczy się z jej uczuciami, kompletnie go nie obchodzi, co z nią się stanie, obojętnie przyjmuje informację o jej tragicznej śmierci. Jest nieodpowiedzialnym egocentrykiem, osobą o cechach psychopatycznych (zabija Poloniusza bezrefleksyjnie). I to nie z powodu ważnych powodów, ale dlatego, że kompletnie nic zarówno do niej, jak i do kogokolwiek nie czuje. Najpierw odmawia wygłoszenia najważniejszego monologu dramatu i przenosi rozstrzygniecie "być albo nie być" na podmiot zbiorowy odsuwając od siebie odpowiedzialność za to, co się obecnie dzieje na świecie (np. Gaza, Iran, Ukraina, Liban). Jakby jego samego przerastała polityka, działanie ratujące uciemiężonych, mordowanych. Jakby przerzucał cały ciężar walki na anonimową społeczność - kieruje słowa bezpośrednio do widzów, ich czyniąc Hamletami, którzy mają odpowiedzieć na fundamentalne pytania, którzy mają walczyć i ponosić konsekwencje. On sam swoje być albo nie być rozstrzyga szybko z dezynwolturą, niechęcią. W istocie nic go to gówno świata nie obchodzi. Nawet miłość. Nawet zemsta. Cóż dopiero władza, przywództwo. Hamlet niesie sobą wiedzę internetowego mema, wie, że coś jest nie tak, ale podobnie jak polskie Konrady, nic nie jest w stanie zrobić, nic nie umie zmienić ("miałeś chamie złoty róg", koronę w sukcesji..). Korporacyjne małpy szaleją, a widownia w stuporze milczy i czeka. Tak naprawdę nie ma komu przeprowadzić rewolucji, nikt nie chce, nie nadaje się na przywódcę, nikt nie wie, jak wyjść z tego impasu chaosu. Ani Hamlet, ani Loartes, ani Fortynbras. Ale też kto chciałby nim zostać, gdy mówi się, że każdy przywódca jest kanalią i mordercą (np. Gertruda do syna o ojcu). Po co dziedziczyć niesławną krew na rękach i jątrzyć bliznę winy na sumieniu. Lepiej zrezygnować, lepiej odpuścić. Złapać luzik. Na widzach i zapewne na tych poza nią, też nie można liczyć. Są tak naprawdę nieprzewidywalni. Komunikują to inercją. Milczeniem.

Reżyser surowo ocenia pokolenie, które coś ma, coś wie, czegoś chce, ale nie wymaga niczego od siebie. Coś czuje, ale nie interesują go uczucia innych. Jedynie hasłowo markuje zaangażowanie. Gdy pojawiają się wątpliwości czy pytania, to wszelkich odpowiedzi i działań oczekuje od innych. Nie zna sposobu, by swoje życie i świat ratować, kształtować, zmieniać. Powiela internetowe wzorce, pozwala sobą łatwo manipulować. Postawa roszczeniowa, pomieszanie uczuć i myśli, niezdolność do samodzielnego decydowania, ucieczka od odpowiedzialności uniemożliwia mu przetrwanie. Młodość ma ogromny potencjał, ale nie pozbawiona jest wad. Niczego się nie boi, niczego jeszcze nie wie. A priori neguje, va bangue szarżuje i na żądanie co chce dostaje, a na dodatek dziedziczy wszystko. I nie nauczona samodzielnej walki, rozwiązywania problemów, znoszenia ciosów, podnoszenia się z porażek wszystko odpuszcza i trwoni. Zaprzepaszcza.

U Shakespeare'a zemsta za morderstwo ojca (duch starego systemu wartości) umożliwiała ukaranie sprawców, przywrócenie porządku, przejęcie władzy. Byłaby dowodem na dojrzałość syna, godnego dziedziczonej schedy po ojcu. Zwycięstwo zła zemsty nad złem włazy przejętej w wyniku zbrodni oznaczałoby kontynuację i rozwój oparty na bazie spuścizny hierarchii wartości. Hamlet Białaszka odrzuca to, błądzi w chaosie współczesnego świata. Jest jego personifikacją. 


HAMLET 
  • reżyseria – Kamil Białaszek
  • scenografia – Aleksandra Wasilkowska
  • kostiumy – Sławek Blaszewski
  • multimedia – Michał Mitoraj, Hubert Kozarzewski
  • muzyka – Bartłomiej Gargula (Barto Katt)
  • choreografia – Bartosz Dopytalski
  • reżyseria światła – Jędrzej Jęcikowski

Przekład: wykorzystano polskie tłumaczenie „Hamleta” autorstwa Stanisława Barańczaka.
Opracowanie dramaturgiczne: Kamil Białaszek.

HAMLET 
obsada:
Grzegorz Artman – Duch Ojca
Mamadou Góo Bâ – Aktor
Arkadiusz Brykalski – Król Klaudiusz
Michał Czachor – Horacjo
Grzegorz Falkowski – Guildenstern
Anna Ilczuk – Królowa Gertruda
Andrzej Kłak – Rosencrantz
Mateusz Łasowski – Poloniusz
Ewa Skibińska – Ofelia - Duch
Natalia Szczypka – Ofelia
Antek Sztaba – Hamlet
Adam Szustak – Laertes
Wojan Trocki – Grabarz
Olivier Woodcock – Grabarz 

fot. : Magda Hueckel; sesja kontekstowa: Paweł Jaśkiewicz materiały prasowe Teatru Powszechnego


0 komentarze:

Prześlij komentarz