środa, 8 lutego 2023

NIE DO POWIEDZENIA TEATR POTEM-O-TEM

Twórcy deklarują, że  spektakl, na który zapraszają "to horror o naszych obawach i lękach. Opowieść o ukrytych, ciemnych stronach osobowości. O niespełnionych marzeniach i obezwładniającej zazdrości." Na pierwszy rzut oka trudno powiedzieć, o czym jest spektakl NIE DO POWIEDZENIA wyreżyserowany według własnego scenariusza przez Marcina Zbyszyńskiego. Bo nie dopowiada. Bo nie sposób przyznać, że dotyczy tematu zaburzonej a właściwie niemożliwej komunikacji. Zmusza bohaterów do spojrzenia prawdzie w oczy i w konsekwencji stwierdzenia, że żyją w świecie niedopowiedzeń, manipulacji, pospolitości i zakłamania. Na co dzień nie znajdują słów do wyrażenia siebie w sposób jasny i szczery. Nie sięgają do istoty rzeczy, nie zgłębiają problemów, nie dyskutują, chyba uznając, że to jest ponad ich siły. I tak, co nie jest wypowiedziane, pozostanie w konsekwencji nierozwiązane. Nie ma spięć, kłótni, wywierania presji. Można uniknąć nieprzyjemnych sytuacji. Choć bohaterowie deklarują, że są sobie bardzo bliscy. Długoletni przyjaciele (Kuba i Jakub), para muzyków, która planuje ślub(Adela i Jakub), siostry(Adela i Marlena) tak naprawdę nawzajem siebie nie znają, nie wiedzą, co jest dla ich najbliższych najważniejsze. Nie potrafią ze sobą rozmawiać. Można odnieść wrażenie, że nie chcą lub się boją. Nie są do nich dostatecznie dobrze przygotowani. Bo to wymagałoby argumentów, podejmowania ryzyka, zdjęcia wygodnej maski.

Dopiero po zażyciu tajemniczej substancji, w dodatku nie jednej działki, każdy otwiera się i to głównie przed samym sobą. Komunikaty o tym, co bohaterom w duszy gra, są jedynie wyznaniem, spowiedzią, skargą, której nikt nie będzie pamiętać. Tak więc ma być jak było. Pozostaje doskonalenie sztuki uniku, kontynuacja kluczenia, wymigiwania się od mówienia prawdy, przeciąganie podjęcia decyzji(tu o ślubie). Rozkwita gra pozorów.  Pośpieszność w lakonicznym informowaniu. Życie na dystans, bez zaangażowania, bezpośredniego bliskiego kontaktu jak ta scena z teleporadą dentystyczną, która wydać się może niektórym niepotrzebna, jakby z innego porządku. A jednak jest symptomatyczna, dla zrozumienia spektaklu ważna. Oto obcy sobie ludzie-pacjent(Jan Marczewski) i stomatolog Kuba (Piotr Piksa)- wiedzą, że jest problem-coś, gdzieś w jamie ustnej boli- mają wolę, by go rozwiązać, ale właściwa diagnoza, dokonana na dystans(lekarz jest daleko na wakacjach, pacjent z telefonem) jest niemożliwa a zaordynowane lekarstwo może być tylko doraźne. Kontakt sporadyczny, płytki, powierzchowny nie rozwiąże problemu, może go tylko pogłębić. Nie zbuduje mocnej,  wytrzymałej na poważniejsze krytyczne sytuacje, więzi.  I w tym sensie jest to prawdziwy horror generujący lęk przed życiem, samotnością, uniemożliwiający radzenie sobie w  o wiele poważniejszych sprawach. Spektakl celnie punktuje objawy choroby komunikacji międzyludzkiej. Przepracowuje je z przymrużeniem oka, na wesoło. Co nie przytłacza, nie pogrąża.

Temat spektaklu jest ważny, ma duży potencjał. Lekko, komediowo zagrany przyczynia się do jego niedopowiedzenia. Ani bawi do łez, ani gnębi do szpiku kości. Jakby twórcy nie mogli zdecydować się na konwencję. Na mocne akcenty doprowadzające do wstrząsu. Tym jest niewątpliwie filmowy występ Jerzego Radziwiłowicza, dostarczyciela nie tylko żywności ale też tajemniczej substancji. Aktor fantastycznie parodiuje intonację, frazę WESELA Stanisława Wyspiańskiego. Jest jak Chochoł, który się pojawia, by stworzyć psychodeliczną atmosferę, która paradoksalnie wpływa na demaskowanie sekretów, ujawnienie wstydliwych tajemnic, prawdy, z tym, że narkotyczny trans uniemożliwia bohaterom jakiekolwiek działanie. Nie rozwiązuje problemów, nic nie zmienia. Wszyscy pozostają w stuporze bezsilności wobec swojej samotności, która jest trudna do wytrzymania ale też gwarantuje neutralność, wolność, bezpieczeństwo. Brak zobowiązań. Życie obok siebie, nie ze sobą wykluczające głębsze zaangażowanie. Bo to wymagałoby odpowiedzialności, poświęcenia innym czasu, spojrzenia z ich perspektywy. Ofiarowanie siebie, wypracowywanie kompromisu, co zawsze wiąże się z rezygnacją, trudnością dawania i brania.

Doskonała wokalnie Adela (Eliza Rycembel)  jest jak syrena pragnąca swym pięknym, przejmującym śpiewem zatrzymać przy sobie Jakuba (Filip Kosior) a może i nas, widzów.  Otwiera i zamyka spektakl- seans psychoterapeutyczny zakończony klęską. Mimo uników, przemilczania, niedopowiedzeń, próby otwarcia się czy zbliżenia do innych, każdy jest skazany wyłącznie na siebie, tylko z nadzieją na krótkie chwile przyjemności, bo przecież nie szczęścia.

NIE DO POWIEDZENIA

reżyseria, scenariusz: Marcin Zbyszyński
scenografia: Joanna Załęska
choreografia: Natalia Kielan
muzyka: Filip Grymachrer
kostiumy: Irma Tylor
światło/video: Darek Redos
grafika: Stefania Michera
realizacja dżwięku: Ernest Grabowski
organizacja produkcji: Joanna Młynarska
asystent reżysera: Jakub Lebiedziński

odsada: Małgorzata Mikołajczyk(Marlena), Eliza Rycembel(Adela), Filip Kosior(Jakub), Jan Marczewski(pacjent, Człowiek z bolącym zębem), Piotr Piksa(Kuba), Marcin Bubółka(Kuba), Jakub Strach(Kubuś), Jerzy Radziwiłowicz(gościnnie, Widmo)

https://www.potemotem.com/nie-do-powiedzenia

fot.: materiały teatru

0 komentarze:

Prześlij komentarz