poniedziałek, 12 listopada 2018

THIS IS THE REAL THING NOWY TEATR

THE IS THE REAL THING, czyli „to jest to / to jest prawdziwa rzecz” , spektakl taneczny w koncepcji i wykonaniu Anny Nowickiej, przedstawia CIAŁO budzące się do życia. Świadomego, giętkiego, stwarzającego siebie i otoczenie bycia, egzystencji, istnienia. Tworzy rzeczywistość widzialną i niewidzialną. Ewoluującą. Poszukującą. W ciągłym rozwoju i zmianie. Przetwarzaniu, tworzeniu.

Na początku dominuje statyka. Minimalizm. Napięcie oczekiwania. Artystka w, wydawać by się mogło białym płaszczu i mięsistych niczym zbroja adidasach, siedzi na podłodze w zupełnie pustej, neutralnej przestrzeni. Wszystko  postrzegamy, jakim nam się  przedstawia. Ale ten świat nie jest ani pusty, ani jednoznaczny, zadany raz na zawsze. Zmienia się światło, kształty jaki tworzy i kolor, znaczenie, jakie podpowiada. Zmienia się muzyka, dźwięk, jego nasycenie, nastrój, jaki swym brzmieniem, intensywnością niesie. Przede wszystkim jednak zmienia się figura artystki, to co sobą reprezentuje, przedstawia i znaczy. To ona niczym martwy robot, zastygła materia ożywa. Najpierw od drgnienia mięśni, delikatnego ruchu dłoni, mechanicznego tiku głowy nabiera sił do dalszego uruchamiania całego ciała. To ono niezdarne, automatyczne, spastyczne jeszcze, jakby pozbawione wystarczającego napędu z trudem komunikuje się z samym sobą. Uczy się, próbuje, ćwiczy, trenuje w kompletnej ciszy. Najprostszy gest rozwija się w bardziej złożone formy, układy, sekwencje.  Ciało poznaje swoje możliwości ale też ograniczenia. Nadal  ruchy są mechaniczne, niezborne, toporne. Muszą być powtarzane, doskonalone, rozszerzane. Bo wyraźnie poczuć można opór materii, hamujących, ograniczających ją przyzwyczajeń. Raz po raz wysiłek kończy się całkowitym wyczerpaniem, zastygnięciem w martwym bezruchu, w położeniu  doświadczanego niepowodzenia, upadku, porażki. Jednak ostatecznie pozornej, bo zawsze po chwili wytchnienia impuls wewnętrzny, może siła woli, moc zaprogramowana albo nadprzyrodzona ożywia na powrót to, co wydawało się wyczerpane, zużyte, pozbawione siły, życia. I ciało zmartwychwstaje, budzi się, ożywa. Dalej się uczy, przeobraża i poznaje siebie. Normalnieje normatywnie, rozpoznawalnie. To co ukryte odsłania, odrzuca wszystko, co je zasłania, więzi, ogranicza, przeobraża. Wizualnie to wszystko zmienia. Ciało odrzucające normy, kody kulturowe, po prostu takie jakie jest, obojętne, naturalne nie przejawia ani wstydu, ani uczuć, ani emocji. W tym względzie pozostaje niewzruszone, zdystansowane, zimne choć piękne, idealne, sprawne. I sprawdza widzów. Spogląda kontrolnie im prosto w oczy. Lub chce naśladować, małpować, szukać inspiracji. Wsuwa się pod dotąd prawie niewidoczną płachtę i pod nią znika. Ale uwidacznia się nowej formy ruch, wizualizuje ekspresja, która  w końcu wypycha, wyrzuca się nowy kształt ciała, tym razem w czarnej powłoce. To nie ciała a jej ruchy porodowe, pulsowanie, witalność znów prowokuje akcję. Ale też wydane na świat sprawne, giętkie, nowe ciało rodzi/przepuszcza przez siebie/tworzy nową powłokę, będącą integralną częścią siebie. Na scenie cały czas leżał obok porzucony płaszcz, adidasy, to co wcześniej okrywało, maskowało ciało. Ta materia bez niego stała się martwa, pusta, bez wyrazu, jak porzucony, zużyty kokon.

Co więc tak naprawdę stwarza nas, życie, nadaje mu kształt, znaczenie, napędza rozwój, inicjuje poznanie? Wskazówką jest ruch, jego dynamika, kolor, dźwięk i światło. Obrót materii. Tchnienie niewiadomego. Naśladownictwo. Przez siebie przetwarzanie. Budzenie w sobie nowego. Dążenie do wtopienia się w otoczenie, z nim harmonijne współistnienie. Wzajemne na siebie oddziaływanie. Zwrotne stwarzanie, rodzenie, ożywanie. Dlatego ciało ewoluuje. Dlatego materia staje się nowym choć wyraźnie podobnym poprzedniemu, z ciała narodzonym okryciem, kamuflażem, ubraniem. Zbroją. Wtedy Anna Nowicka się owija urodzoną/przetworzoną przez siebie materią, siada na scenie tyłem do widzów, jest wyodrębnioną ale integralną otoczenia częścią. Patrzy przed siebie na linię świetlistego horyzontu. Podobnie jak my wszyscy w swych ubraniach, mentalnych powłokach na scenie życia, przez chwilę obecni na widowni.

Artyści, z Anną Nowicką w roli głównej, skomponowali piękny estetycznie, hipnotyzujący przekaz. Niesłychanie prosty, czysty, przekonujący. Choć na pewno niejednoznaczny, bo bez słownej narracji pozostaje abstrakcyjnym, ruchomym obrazem, otwartą opowieścią, którą każdy z nas ma prawo interpretować indywidualnie. Proszę więc spróbować, bo warto.:)

THIS IS THE REAL THING
pomysł, realizacja: Anna Nowicka
dramaturgia: Mateusz Szymanówka
muzyka: Adam Świtała
kostiumy: Tanja Padan / Kiss the Future
reżyseria światła: Aleksandr Prowaliński


Spektakl powstał w ramach programu choreograficznego Nowego Teatru i Art Stations Foundation POSZERZANIE POLA
fot.Maurycy Jan Stankiewicz

YOU ARE SAFE NOWY TEATR


To spektakl skierowany do widzów dorosłych. Chodzi o kontrowersyjną sceniczną dominantę- naturalną, swobodną, odważną ekspozycję nagości. Uzasadniony, sensowny, znaczący kostium tego projektu, który hipnotyzuje, jest konieczny, niezbędny, uzasadniony. Dodaje smaku, ostrości, głębi. Szokuje mimo to, bo w bardzo wyszukanym ruchu/choreografii/tańcu odsłaniają się wszelkie szczegóły anatomiczne ludzkiego ciała. Niepokoi, bo jednoznacznie kobiece ciała mają niepokojąco męskie rysy twarzy. Intryguje, bo nie można być pewnym ich tożsamości. Wydaje się, że nic co ludzkie nie jest dojrzałym widzom obce, a jednak każdy ma własne zdanie na temat dopuszczalnej, indywidualnie tolerowanej obecności nagości w teatrze, w sztuce.

Widzowie wkraczając do sali są jak niezależne światy, eony przenikające  dzieła artysty naturę, istotę, przesłanie. Komunikat. Emocję. Tajemnicę. Spotykają na swej drodze w teatralnym wszechświecie zieloną wyspę pokrytą szczelnie plastikową folią a na niej niewielką górkę piasku i siedzące wokół niej trzy androgeniczne postacie, człekokształtne mutanty, które wydają nieokreślone gwiżdżące, charczące, cmokające, mlaskające, mruczące dźwięki  ni to ptaków, ni zwierząt, ni ludzi. Z czasem postacie powoli poruszają się. Niezbornie, z trudem szukają miejsca oparcia, możliwości przemieszczenia w szczególnym, pokręconym tańcu swoich ciał. Jakby one same stanowiły problem, stawiały opór, bo są takie z natury lub nie znają swoich możliwości, potencjału i dopiero się uczą, sprawdzają.

Miejsce to jest wizją  zdegenerowanego, sztucznego, plastikowego, sterylnego, pustego świata, które próbują poznać i przywrócić do życia człekokształtne, jakby dopiero narodzone istoty bez właściwości, języka, komunikacji. Noszą w sobie śladową, instynktowną pamięć normalnego, znanego nam tu i teraz, życia. Zagłębiają się ciałem w resztki ziemi, reanimują ją jak ludzi, rozsypują w barwne pióropusze chcąc ją ożywić, poznać jej istotę. Obsypują nią swoje ciała, krocza, licząc na jej życiodajny potencjał /brzuchy pulsują, gwałtownie ożywają/ jakby nadal była jedyną nadzieją na przetrwanie. W końcu przykryte piaskiem zastygają. Czekają. Nie są nasionami roślin. Otulone plastikiem jak błoną płodową znikają, by po chwili móc się ponownie pojawić/narodzić. Tym razem dla odtworzenia rytuału sadzenia roślin w doniczkach. Tyle, że wszystko- kolorowe, przyjemne dla oka, sterylnie czyste -jest z plastiku, sztuczne i zimne. Martwe. Postacie umorusane ziemią, jak dzieci uporczywie na nowo tworzą świat, wyśpiewują: "Gdybym ja była słoneczkiem na niebie...". Komponują plastikowy obraz przeszłej rzeczywistości niemożliwy do wskrzeszenia. Bezrefleksyjnie.

Ironicznie, przewrotnie, groźnie w tym kontekście wybrzmiewa tytuł projektu, deklaracja: YOU ARE SAFE. Horror zanieczyszczania środowiska, mimo świadomości oczywistych zagrożeń i podejmowanych przeciwdziałań, nadal trwa. Plastik, zawarte w nim śmiertelne związki przenikają z powietrzem, jedzeniem, poprzez ubranie do ciała ludzkiego i go zatruwają. Wywołują choroby, uszkadzają kod genetyczny. Modyfikując udziwniają. Obraz istot próbujących przywrócić świat do życia jest alarmem, mocnym ostrzeżeniem, ważną przestrogą. Nikt jest bezpieczny, na pewno nie.

Koncepcja tego krótkiego spektaklu jest bardzo interesująca, szczerość i odwaga przedstawienia niepodważalna. Jego wymowa jasna i przejmująca. Komponuje sugestywny obraz konsekwencji działalności człowieka, który sam sobie gotuje pozornie bezpieczny, wygodny, czysty, kolorowy ale bezrefleksyjnie martwy, głęboko zatrważający, w efekcie nieludzki los.

YOU  ARE SAFE

pomysł: Agata Siniarska / choreografia: Agata Siniarska, Ania Nowak, Kasia Wolińska / dramaturgia: Mateusz Szymanówka / konsultacje: Jeanine Durning, Julia Rodriguez, Karolina Grzywnowicz / reżyseria światła: Joanna Leśnierowska

POSZERZANIE POLA / choreograficzny program Nowego Teatru i Art Stations Foundation / kuratorka Joanna Leśnierowska

premiera: 12 lipca 2018

foto: Jakub Wittchen

niedziela, 11 listopada 2018

KAŻDY MUSI KIEDYŚ UMRZEĆ PORCELANKO, CZYLI RZECZ O WOJNIE TROJAŃSKIEJ COLLEGIUM NOBILIUM


Agata Duda-Gracz ze studentami Akademii Teatralnej w Warszawie skomponowała mocny, nasycony negatywną emocjonalną paletą barw obraz śmiercionośnej, zaszczepiającej w ludziach autodestrukcyjny gen beznamiętnie pożerającej wszystko wojny.  Piękno, witalność, dobro, młodość/wszyscy, oprócz Priama, są bardzo młodzi/ zbrukane jest wpływem działania jej przyczyny, skutku, złej natury. Naznaczone piętnem słabości, cierpienia, bólu, straty, żałoby. Totalnej klęski.
Rzecz o wojnie trojańskiej zaczyna się nonszalancko, buńczucznie, prześmiewczo. Wydaje się być- rozbuchaną światłem i kolorem, kostiumem, przerysowaną charakteryzacją - halloweenową zabawą, konwencją, grą. Z czasem zaczyna przerażać, rozpraszać jasność i jednoznaczność wszelkich racji. Wchodzi w poważną  tonację. Pozwala przedstawić wszystkim bohaterom swoją traumę, trudną prawdę, która pozbawia złudzeń, powoduje rozpad więzi, prowadzi do samozniszczenia. Burzy wszelki spokój, pozbawia poczucia bezpieczeństwa. Nie daje żadnego usprawiedliwienia dla agresji, nienawiści, konfliktów zbrojnych. Odrażająca, brudna, zła wojna degraduje, niszczy, uśmierca brutalnie, okrutnie, na zimno bez wyjątku wszystko i wszystkich. Do cna.

Intensywność kolorów zabałaganionej zużytymi sprzętami podzielonej przestrzeni/scenografia i światło/, ostentacja prowokacyjnych zachowań, karykatura nieszczęśliwych, walczących ze sobą Greków i Trojan gasi każdą nadzieję na uzasadnienie sensu wszelkiej walki, zarówno ataku, jak i obrony. Po scenie poruszają się zombie, karykatury bogów, bohaterów, wojowników, herosów, kobiet i mężczyzn, ojców i matek, ich dzieci. Wyjałowione, zużyte, puste archetypy postaw, ról, relacji, które przedstawiają sugestywny, zaczepny, przegrany świat ludzi, napędzają dynamiczną wizualizację rozpadu, głupoty, brzydoty wiecznej wojny, każdej wojny /politycznej, rodzinnej, rasowej, płciowej/.


Spektakl buduje konsekwentnie mocno argumentowaną  tezę, że wojna wpisana jest w każdy czas, w każde życie, w każdą relację. Powoduje zatarcie różnic pomiędzy walczącymi stronami/ katem a ofiarą, agresorem a broniącym się, upokarzającym a upokarzanym/. Wszystkich boleśnie dotyka, nieuchronnie naznacza, głęboko udziwnia. Zmienia. Nie ma zwycięzców, bo wszyscy są w równym stopniu pokonani, okaleczeni, martwi. Bohaterowie budzą ambiwalentne uczucia obrzydzenia i współczucia, podziwu i krytyki, uwielbienia i pogardy, miłości i nienawiści. Nikt nikomu nie ufa, nie może lub nie chce pomóc. Każdy każdego wykorzystuje, instrumentalnie traktuje. I choć z góry widzowie sami zdecydowali, po czyjej, Greków czy Trojan, chcą być stronie,  okazało się, że w swym wyborze przegrają. Każdy musi kiedyś umrzeć bez szansy na odrodzenie, zmartwychwstanie. Nie ma powrotu do czasu niewinności. To, co wydaje się w wojnie słuszne, konieczne, uzasadnione, zabawne, zawsze jest wynikiem manipulacji, n ieczystych, interesownych ambicji, intencji, zamiarów. Podszyte jest grozą. Skutkuje wyrachowaną brutalnością i wyrafinowanym okrucieństwem. Wulgarnością i wyuzdaniem. Rozpasaniem kumulacji szaleństwa, absurdu, brzydoty. Głupoty i otępienia. Bezradności i uwięzienia.

Agata Duda -Gracz, artystka wyrazista plastycznie, mocna koncepcyjnie, spójna dramaturgicznie, pięknie poprowadziła studentów Akademii Teatralnej, którzy udowodnili, że tworzą zgrany zespół. Reżyserka zaproponowała każdemu interesującą, charakterystyczną, złożoną rolę. Wszystkie postacie i sceny zaistniały znacząco. Przekonująco zilustrowały krytykę zła, które niszczy i zabija od środka. Roznieca wojnę w człowieku. Wyjaławia go i degraduje. Wyniszcza ciało, wycieńcza duszę. Udziwnia. Nie daje żadnej, najmniejszej nawet nadziei na ocalenie człowieczeństwa. Zanim zabije, nieludzko upadla i zezwierzęca.


KAŻDY MUSI KIEDYŚ UMRZEĆ PORCELANKO, CZYLI RZECZ O WOJNIE TROJAŃSKIEJ  
scenariusz inspirowany „Troilusem i Kressydą” Williama Shakespeara
reżyseria, scenariusz, scenografia, kostiumy: Agata Duda-Gracz
muzyka: Maja Kleszcz, Wojciech Krzak,
światło: Katarzyna Łuszczyk
choreografia: Tomasz Wesołowski
asystenci reżysera: Katarzyna Post, Wiktor Stypa

obsada: Klaudia Kulinicz. Konrad Szymański, prof. Aleksandra Górska, Kamila Brodacka, Mateusz Burdach, Szymon Owczarek, Jakub Kordas, Jakub Gąsowski, Marta Sutor, Katarzyna Gałązka, Aleksander Kaźmierczak, Aleksandra Boroń, Maja Szopa, Vanessa Aleksander, Monika Szwajnos, Marcin Franc, Karol Biskup, Małgorzata Kozłowska

premiera 27 października 2018


fot.Bartek Warzecha

SEN NOCY LETNIEJ TEATR DRAMATYCZNY

SEN NOCY LETNIEJ Williama Shakespeare'a wyreżyserował  Gábor Máté w tonacji ekscesu, absurdu, współczesnego horroru erotycznego. Rzecz dzieje się nie w lesie ale w przestrzeni obskurnej, brzydkiej, pustej. Nie magia, miłość, tajemnica bohaterów szukających spełnienia czeka ale wyuzdanie, zagubienie, uczuć a może tylko emocji pomieszanie. Nic nie jest w stanie się ukryć, wszystko, co przedstawiają aktorzy jest namacalne, przerysowane, dosadne. Boleśnie jednoznaczne. Co w marzeniach, snach, osobowościach, skłonnościach, preferencjach bohaterów jest zdefiniowane i stłumione ma całą przestrzeń dla wyrażenia, wyzwolenia, zaspokojenia swej ekspresji. I tak się dzieje ale w pozbawionej poezji, finezji, smaku formie. Nie mając wzmocnienia kontekstu, z pustki w pustkę się obraca. Trwoni całą swoją energię. Potencjał.

Natura nie istnieje, jest scancelowana. Może więc i snu nie ma, jest niemożliwy w czasach epidemii bezsenności. Czary, zioła, eliksiry to dopalacze, narkotyki, triki podkręcające tylko ostrość bezwstydu przeżywania. Puk jest posłusznym dealerem. Elfy są tetrykami śliniącymi się na widok zjawiskowej, bezpruderyjnej, rozpalonej pożądaniem, ziołem Tytanii/Zuzanna i starcy/. Oberonowi zależy tylko na młodzieńcu. Miłość, zazdrość, wiedza o sobie młodych  jest płytka, bezradna, infantylna. Naiwna. Zdeklarowana i wyrażona ostentacyjnie. Przygotowania i prezentacja sztuki przez robotników, stanowiących amatorską trupę aktorów, pozbawione sensu, komizmu. Z trudem są znoszone, tolerowane przez dwór Tezeusza/Oberona i Hipolity/Tytani. 

Pozbawiani jesteśmy złudzeń. Wszystko, wbrew pozorom, dzieje się na jawie, jest proste, nieskomplikowane, jasne. Dosłowne. Namacalne. Boleśnie realne. Nic nie jest trudne, bo w zasięgu zaspokojenia, zdobycia. Przywileje Nocy świętojańskiej są nieograniczoną niczym normą. Nie poznajemy natury miłości a wyuzdanie  rozpasanego pożądania, zaspokajanie każdej bezwstydnej, wulgarnie wyrażonej żądzy. Bezwzględne, wyrachowane dążenie do osiągania egoistycznych celów. Erotycznie podszyte upojenie władzą. 

Reżyser zimno patrzy na bohaterów, surowo ich ocenia. Bezceremonialnie obnaża. Tekst Shakespeare'a zaprawia goryczą, traktuje poważnie. Zapewne rozczarowany swoim rozpoznaniem współczesności nawet w komedii geniusza nie znajduje pocieszenia, nadziei, światła. Spontaniczności zachowań, czystości uczuć, prawdziwych porywów miłości. Świat jest karykaturą. Brudny, okrutny i zły, pusty. Żyjący w nim ludzie, stworzeni na jego obraz i podobieństwo, są tacy sami. Bo nawet magia jest na służbie zepsucia. Nie uczy a upadla. Nie znieczula a boleśnie doświadcza.

Agnieszka Warchulska, wystarczy, że jest na scenie. Piękna w swych rolach hipnotyzuje. Sławomir Grzymkowski pozostaje władczym, samolubnym egoistą. Tyranem. Agnieszka Wosińska intryguje tajemniczą, wypełnioną cierpieniem postacią. Zabawną grupę stanowią panowie grający robotników/starych elfów/amatorów aktorów. Ale to pusta, brzydka, odpychająca przestrzeń dominuje, narzuca wrażenie, że cała sfera działalności, uczuciowości, marzeń, pragnień człowieka nie jest w stanie wypełnić, zmienić, przekształcić w pozytyw jej negatywnego charakteru, który do końca smuci, gasi nadzieję, ostatecznie przygnębia. Dlatego SEN NOCY LETNIEJ okazał się mrocznym snem marą. Męczącym majakiem. Zawodem. Obrazem straconych nadziei na piękno miłości, transparentność władzy, szlachetność natury ludzkiej. Ta jest albo irytująco naiwna, albo perfidnie bezwzględna. Nieskończenie przebiegła lub głupia. Tak, ta wersja świata nie ma pozytywnych bohaterów, szczęśliwego zakończenia. Niestety, nie ma. 


SEN NOCY LETNIEJ William Shakespeare

przekład: Konstanty Ildefons Gałczyński
reżyseria: Gábor Máté
scenografia: Balázs Cziegler
kostiumy: Anni Füzér
kompozytor: András Monori
tłumacz i asystent reżysera: Patricia Pászt
tłumacz scenografa i kostiumologa: Daniel Borzon
kierownictwo muzyczne: Małgorzata Hauschild
współpraca reżyserska: Anna Gryszkówna, Aldona Figura
asystentka kostiumografki: Olga Hofman
kierownik produkcji: Zuzanna Rutkowska


obsada:
Sławomir Grzymkowski - Tezeusz/Oberon
Agnieszka Warchulska - Hipolita/Tytania
Agnieszka Wosińska - Filostrata/Puk
Tomasz Budyta - Egeusz/Elf
Agata Różycka - Hermia
Anna Szymańczyk - Helena
Marcin Stępniak - Lizander
Kamil Szklany - Demetriusz
Adam Ferency -Pigwa
Robert Majewski - Spodek/Pyram
Mariusz Wojciechowski - Duda/Tyzbe
Zbigniew Dziduch - Spój/Lew
Henryk Niebudek -Ryjek/Ściana
Maciej Wyczański - Zdechlak/Księżyc
Mariusz Drężek/Kami Siegmund - Ksiądz
Konrad Żygadło (AT) – Indyjski chłopiec/Ministrant

premiera: 12.10.2018 r.
fot.Katarzyna Chmura-Cegiełkowska

niedziela, 28 października 2018

PRAWIEK TEATR OCHOTY

PRAWIEK, spektakl Teatru Ochoty,  to efekt doskonałej teatralnej roboty. Wyreżyserowany przez Konrada Dworakowskiego, zagrany koncertowo przez bardzo, bardzo młodych ludzi wyłonionych w konkursie POLOWANIE NA MOTYLE, jakby na przekór dojrzałości mądrych, z życia wziętych historii zaczerpniętych z powieści PRAWIEK I INNE CZASY Olgi Tokarczuk, będących inspiracją scenariusza inscenizacji, która jest z jednej strony świeża i spontaniczna, intuicyjna i energetyczna, z drugiej mocno wpisana w to, co już od dawna w teatrze polskim widzów interesuje i zachwyca/zajmująca opowieść generująca mocne emocje/. Dynamicznie dominująca, galopująca niczym czas, napierająca swoją wewnętrzną i powierzchowną siłą młodość opowiada, przedstawia, wizualizuje wiecznie aktualną w swej przypowieściowej strukturze zaprzeszłość. Czule, pewnie, wiarygodnie wbija się ostrym klinem interpretacyjnym w rzeczywistość ponadczasowej mitologii. Wyłaniającej się z niebytu, z ciemności i na powrót w nią zanurzającej jak intensywne, nastrojowe, malarskie obrazy teatru Leszka Mądzika.

W tym przypadku to ilustrująca, sugestywna muzyka Tomasza Krzyżanowskiego, symboliczna scenografia Martyny Štěpán-Dworakowskiej, pomysłowe rekwizyty, kostiumy, syntetyzujący znaczenia ruch sceniczny Krystyny Dębickiej są kołami napędowymi generowanego przekazu. A ten, dzięki znakomitej, celnej, spójnej adaptacji urzekającej prozy Tokarczuk, wybrzmiewa magicznie. Jak mądra bajka, pouczająca przypowieść, zaskakująca alegoria. Czysta sceniczna poezja.

Sukces Teatru Ochoty i Konrada Dworakowskiego wynika z zawierzenia młodości, umiejętnego jej pobudzenia i wydobycia wszystkiego, co w niej najlepsze. Ze stymulowania i powściągania emocji. Profesjonalnego ich kształtowania. Wykorzystania potencjału talentu, który nie zna jeszcze dobrze sam siebie. Nie ma mowy po sięganie po doświadczenie, wiedzę, warsztat. Raczej po pasję, chęć naiwną ale otwartą, szczerą. Trzeba pamiętać i mocno podkreślić, że grają w tej sztuce osoby niespełna osiemnastoletnie. Nie są to studenci czy absolwenci artystycznych uczelni. Tym większa ich zasługa. I wielka, wielka radość, satysfakcja, przyjemność dla widzów.

Bo  spektakl PRAWIEK jest wspaniale zajmujący. Wciąga, podobnie jak książka, bez reszty. A ta teatralna młodości perspektywa tylko sprawia, że prawda o człowieku, jego losie, historii, miejscu na ziemi jest jeszcze bardziej bolesna, trudna do zrozumienia i zaakceptowania, mimo siły, pojemności, sugestywności użytej metafory. Uświadamia, że piękno i ból istnienia ciągle będzie powracać, zaskakiwać, zdumiewać. Nigdy się nie zniechęci, bo się za w każdym  człowieku odradza, rośnie i dojrzewa. I tak w czasie ewoluuje w zmiennej tylko formie, póki co, bezwstydne, wolne bez końca. Bez końca.


PRAWIEK
scenariusz i reżyseria: Konrad Dworakowski
asystentka reżysera: Hanna Kłoszewska
scenografia i kostiumy: Martyna Štěpán-Dworakowska
muzyka: Tomasz Krzyżanowski
ruch sceniczny: Krystyna Dębicka
projekcje video: Piotr Osak
charakteryzacja: Agata Król

obsada: Julia Barbasiewicz, Julia Borowska, Maciej Domański, Kalina Gawrysiak, Maria Gojło, Dorota Goljasz, Maksymilian Hojka, Alicja Kenny, Zofia Kowalczyk, Oliwia Paradowska, Michał Prus, Olga Turno