Atmosfera od samego początku wydaje się groźna, zagadkowa, poważna. Na scenie siedzą widzowie, którzy jedynie słuchają i niemo obserwują, widownia jest pusta, tylko od czasu do czasu przemykają tam zwierzęta, pojawiają się ludzie, jakby jedni i drudzy sobie podobni w ciemnym, niebezpiecznym lesie czegoś szukali, kryli się, uciekali. Centralnie w mrocznej scenerii błotnistej polany z amboną myśliwską o rozmiarach wojennej lub więziennej wieży strzelniczej błąka się drobna, niepozorna, krucha kobieta z plastikową torbą. Jak wystrzelony pocisk szuka celu. Bo właśnie wokół niej głośno strzelają. Znajduje zwłoki Wielkiej Stopy, pijaka i kłusownika, który się udławił sarnią kością, co ją przeraża, wzbudza w niej i gniew, i ból, bo był to człowiek, który na bezsensowną śmierć, jej, i nie tylko jej zdaniem, zasłużył. Tak zaczyna się historia o Janinie Duszejko, osobie wrażliwej, czułej, ale i nieustępliwej, twardej, kochającej zwierzęta, może nawet bardziej niż ludzi, którzy zgodnie z jej doświadczeniem i obserwacją, błądzą, zawodzą, rozczarowują. Tworzą atmosferę gęstą od zagrożenia, przemocy, agresji. Głupoty. Raz swoją naiwnością rozśmieszają, innym razem mordują. Niemiłosiernie hałasują, strzelają, bo wokół trwa nieustające polowanie. Na kogo kto poluje? I właściwie dlaczego?
Ewa Platt zrealizowała projekt, który jednoznacznie piętnuje zakorzenione w polskiej tradycji myślistwo (w spektaklu np. polowania, zabawny parafialny teatrzyk o historii św. Huberta, bal kostiumowy zorganizowany przez stowarzyszenie grzybiarzy PRAWDZIWEK), popierający je kościół jako instytucjonalne formy opresji propagujący działalność szkodliwą, naganną, bo uruchamiające w człowieku najprymitywniejsze instynkty i zachowania: okrucieństwo, bestialstwo, pazerność, bezmyślność, które dezawouują jakiekolwiek zdrowe, empatyczne, ekologiczne działania. Jednak instytucje tworzą konkretne osoby i to ich zło wymusza reakcję Janiny Duszejko, którą gra Dominika Kluźniak, osoba, która samotnie walczy z wszelkimi przejawami wrogości w stosunku do zwierząt, które są tu metaforycznie personifikowane. Oskarża ludzi, że je męczą, zabijają i jak kanibale zjadają. Kolejne morderstwa osób, które przedstawione są jako prymitywne, ograniczone, warte tego, co je spotkało, odczytuje jako zemstę zwierząt za to, co im ludzie zrobili. Zbrodnia tworzy tylko kontekst podejmowanego w tym spektaklu tematu postawy i czynu człowieka, który bezmyślnie, ze szczególnym okrucieństwem i premedytacją oraz dla osobistego interesu ot, tak, bo może, niszczy świat, który tak naprawdę do niego nie należy, a bez którego nie będzie w stanie żyć. Jakby reżyserka, w swojej i Miłosza Markiewicza adaptacji, podkreślała za autorką, Olgą Tokarczyk, że stosunek człowieka do przyrody i zwierząt odkrywa prawdę o tym, jak traktuje on samego siebie i kim jest naprawdę w swojej istocie. Gdy sprzeniewierza się prawu wszelkich istnień do godnego życia i godnej śmierci, sam może doświadczyć tego, co innym czyni - ginie śmiercią bezsensowną, okrutną, przedwczesną. Jakby to była wymierzona im zasłużona kara i prewencyjna przestroga dla żywych.
Ewa Platt polaryzuje świat istnień na bezbronnych, niewinnych zwierząt i dwojaki ludzi: drapieżców, którzy mierżą swoją bezmyślnością, prostactwem, hipokryzją (społeczność) oraz tych milczących, biernych, obserwujących (np. widzowie na scenie). Pierwszy ma wymiar romantycznego matecznika zwierząt, który uwodzi swoim pięknem i niewinnością, więc wzrusza i onieśmiela, co wytrąca adwersarzom wszelkie argumenty. Drugi to mentalność zbiorowości rozdwojonej - tej głośno polującej i tej milcząco obojętnej, aprobującej. I jest jeszcze Janina Duszejko, która reprezentuje tych, którzy nie akceptują tego stanu rzeczy, bo niepozorna z wyglądu kobieta odważnie walczy jak samotny wojownik o rozsądek, godność, umiar z tymi, którzy kłusują, zadają niepotrzebne cierpienie zwierzętom, popierają te haniebne zachowania. Prześwietla też widzów, są przecież częścią spektaklu, anonimową społecznością na scenie. Spojrzeniem wnikliwym, chmurnym i poważnym bezgłośnie pyta ich o winę i karę, o to, po której są stronie, czy są odpowiedzialni i opiekuńczy wobec zwierząt, zaangażowani w ich obronę, czy im pomagają. To rozciągnięte w czasie spojrzenie kobiety jest poważne i groźne, podbite szaleństwem, determinacją. Może Duszejko poluje, szuka kolejnej ofiary - zdrajcy. Wiadomo, że jest chora. Może to długotrwały stres, wywołany poczuciem bezsilności i zmęczeniem walką, jaką toczy ze światem o prawa zwierząt, rodzi u niej, mimo pozorów opanowania i spokoju, ekstremalnie emocjonalne napięcie. Jest nieustępliwa w swoim uporze oskarżania, wyjaśniania i spekulacjach. Sugestywnie, przekonywająco snuje swoje hipotezy. Logika jej wyobraźni i wrażliwości, długoletniego doświadczenia, na które się powołuje, uprawdopodabnia je, bo morał wydaje się być sprawiedliwy. Jest jedyną osobą, która stara się zmienić, a więc informować, tłumaczyć, docierać do środowiska, które wydaje się beznadziejnie niereformowalne i znajduje sposób. To, co robi jest głęboko kontrowersyjne, ale jest doskonale rozumiane i milcząco akceptowane przez otoczenie. Myśliwi dokonują selekcji zwierząt, Duszejko ludzi. Oko za oko, ząb za ząb, śmierć za śmierć, jakby miało to przywrócić sprawiedliwość i równowagę. Sztuka może sobie na to pozwolić, inaczej wygląda to w realnym życiu.
Scena końcowa wnosi spokój i kompromis. Afirmację konieczności. Jedzący zupę w spektaklu Ewy Platt są jak JEDZĄCY KARTOFLE Vincenta van Gogha. Słychać tylko dźwięk stukających talerzy, metalowy brzęk sztućców, nalewania zupy i siorbania - komunię konsumpcji. Łączy wszystkich, zamyka im usta. Godzi z rzeczywistością, jaka jest. Winowajcy nie żyją, reszta jest tajemnicą. Milczeniem niepokojącym i nieodgadnionym.
Eay Platt jest reżyserką wierna tekstom, na podstawie których powstawały adaptacje jej spektakli. Interesująco je odczytuje, współcześnie interpretuje. Ale język sceniczny jej spektakli złagodniał. Wysubtelniał. Ugiął się pod dyktatem zamysłu autora. Nie jest już drapieżny, bezkompromisowy, zaciskający emocjonalną pętlę tak, że nie można złapać tchu, nie da się nic usprawiedliwić czy uratować. Nie wstrząsa brutalną, mocną, bezpretensjonalną wymową ZBOMBARDOWANYCH, CLEAN GIRL, PRZEŁAMUJĄC FALE. Bo PROWADŹ SWÓJ PŁUG PRZEZ KOŚCI UMARŁYCH, czym był już FELUNI, to brzmienie poezji, obraz metafory, nastrój subtelny i łagodny, mimo mroku wątków drastycznych, mimo ogłuszającej kanonady strzałów. Jest nadzieja - sztuka działa podprogowo, jeśli tylko padnie na podatny grunt. Czy widzowie są na to gotowi?
Bo skład aktorski spektaklu na pewno tak. Dominika Kluźniak jest doskonała w roli Janiny Duszejko. To jej bohaterka jest postacią wiodącą i o postawie, poglądach i działaniu takich ludzi jak ona opowiada Ewa Platt. Justyna Kowalska grająca promienną, uroczą Dobrą Nowinę wraz z rozbrajająco nieśmiałym Dyziem Adama Szczyszczaja tworzą parę (dzieci?) owładniętą nieznośną naiwnością bytu. Silny, rozsądny, mocno stojący na ziemi, niezawodnie pomocny sąsiad to Matoga Oskara Hamerskiego. Wiktoria Gorodecka buduje groteskową postać Czarnej, podobnie jak Paweł Paprocki Lekarza. Ksiądz Jacka Mikołajczaka - hipokryta płomiennym kazaniem na ambonie popiera polowania i prowokuje tym Duszejko do czynu. Karol Perchuć gra subtelnie i czule naukowego fascynata, entomologa Borosa, przejętego swoimi odkryciami dotyczącymi chrząszcza zgniotka szkarłatnego. Magdalena Warzecha w roli Żony Prezesa to postać niejednoznaczna. Prawdziwym myśliwym podobni aktorzy: Jacek Mikołajczak, Mirosław Konarowski, Piotr Grabowski są ubrani w odblaskowe myśliwskie kurtki (kostiumy, ale i scenografia Anny Rogóż). Solidarni w działaniu, niereformowalni mentalnie, chroniąc się nawzajem, jak niebezpieczne zwierzęta jaskrawymi barwami ostrzegają, że zagrażają swoją obecnością innym.
Nie wiadomo, czy sztuka ta cokolwiek zmieni. Może potrzebne są bardziej drastyczne środki. Duszejko już je stosuje. A widzowie umiejscowieni na scenie, co myślą i czują? Co po zejściu z niej zrobią?
PROWADŹ SWÓJ PŁUG PRZEZ KOŚCI UMARŁYCH
NA PODSTAWIE PROZY OLGI TOKARCZUK
Adaptacja: Miłosz Markiewicz i Ewa Platt
Dramaturgia: Miłosz Markiewicz
Scenografia i kostiumy: Anna Rogóż
Muzyka: Dominik Ossowski
Multimedia i reżyseria światła: Antoni Grałek
Obsada:
Dominika Kluźniak (Janina Duszejko), Oskar Hamerski (Matoga), Adam Szczyszczaj (Dyzio), Wiktoria Gorodecka (Czarna), Paweł Paprocki (Lekarz, Wilcze Oko), Karol Pocheć (Boros), Justyna Kowalska (Dobra Nowina), Magdalena Warzecha (Żona Prezesa), Jacek Mikołajczak (Wielka Stopa, Ksiądz), Mirosław Konarowski (Wnętrzak, Prezes) i Piotr Grabowski (Komendant).
Fot. Marta Ankiersztejn / Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego



0 komentarze:
Prześlij komentarz