wtorek, 27 stycznia 2026

NIEWYCZERPANY ŻART TEATR NARODOWY W WARSZAWIE


Sztuka dokumentuje kulturę, z której się wywodzi. Powstaje z potrzeby wyrażenia emocji, frustracji, traum, buntu, ale i z wiary, że rozpoznanie rzeczywistości, dojście do prawdy odkryje ludziom zagrożenia, wskaże im drogę ratunku i ocali ich, jeśli będą w stanie dokonywać wyborów i decydować. Jeśli znajdą siłę, by walczyć z tym, co ich może zniszczyć. Tak jest w tym przypadku. NIEWYCZERPANY ŻART, spektakl zrealizowany w Teatrze Narodowym w Warszawie przez Kamila Białaszka na podstawie ostatniej książki, monumentalnego opus magnum Davida Fostera Wallace'a,  demokrację amerykańską, która oferuje wolność, ale bezdusznie pozostawia na marginesie życia tych, którzy nie nadążają i nie dają sobie rady w wyścigu po sukces, bogactwo, sławę, bo nie wpisują się w normatywny kapitalistyczny schemat. Sztuka pokazuje rozpad więzi na przykładzie rodziny Incandenzów, w której każdy jej członek jest niezależny, samotny lub chory, z traumą po samobójstwie ojca alkoholika, a dysfunkcyjna elitarna szkoła tenisa formatując uczniów na wiecznych zwycięzców (rywalizacja, presja sukcesu) ma swój niemały udział w kształtowaniu społeczeństwa nadmiernego dobrobytu, rozbuchanego hedonizmu, co jest śmiertelną pułapką, gdy głównym sposobem radzenia sobie z kryzysem jest uzależnienie. Bo styl życia jest stresujący. Bo wymogi są wysokie. Bo każdy może liczyć tylko na siebie. W dodatku opieka zdrowotna zawodzi, a ośrodki leczenia uzależnień nie są miejscem uzdrawiania a soft więzieniem (jak w LOCIE NAD KUKUŁCZYM GNIAZDEM) i pogłębiają problemy potrzebujących pomocy.

W spektaklu udało się wygenerować elektryzujące napięcie wynikające z wymuszonego przez system i sytuację stylu życia (pogoń za sukcesem, brak czasu, spełnianie kanonów mody, presja oczekiwań), z niezaspokojonych potrzeb emocjonalnych (bliskości, czułości, miłości), z silnego poczucia bezsensu i głębokiej samotności, zwłaszcza gdy traci się kontrolę, gdy rodzi się frustracja, którą tłumi, znieczula lub kompensuje uzależnienie. Każde uzależnienie, bo uzależnić się można od wszystkiego. Konsekwencją jest upadek i przegrana. Bo nie ma skutecznych terapii. Bo nie można zapomnieć o traumie, wyprzeć niszczącego doświadczenia, usunąć przyczyny uzależnienia. Nawet z silną motywacją, świadomością skutków, z gotówką umożliwiającą leczenie. W spektaklu skala nieprzystosowania bohaterów i podejmowane przez nich próby przetrwania przedstawione są z ich własnej perspektywy. I choć wchodzimy w dziwny i zabawny świat szalonego majaku, to jego jądrem ciemności jest wzmagający się ból i strach egzystencjalny. Bezsilność wobec rzeczywistości, która przerasta. Uległość, która alienuje i wyłącza. Ilustruje to środowisko i historia pięknego, zdolnego i bogatego Hala, który się  stacza i pogrąża oraz otoczenie i metamorfoza Dona, cudownego brzydala, wegetującego na dnie, który odkrywa to, co go ratuje, pozwala mu przezwyciężyć nałóg. Don udowadnia, że szansą ocalenia, choć może to wydać się naiwne i banalne, pozostaje afirmacja życia i budowanie relacji. Umiejętność cieszenia się tym, co się ma. Na pewno nie ucieczka od rzeczywistości, a stawienie jej czoła.

Reżyserowi udało się przedstawić spektrum problemów współczesnego zachodniego świata, ale nie jest to męczący dydaktyczno-moralizujący teatralny seans, który straszy czy epatuje fizjologicznie odpychającym obrazem. Tu nie ma brutalizmu ZBOMBARDOWANYCH Sarah Kane. Wręcz przeciwnie. Jest ciepło, refleksyjnie, koncyliacyjnie. Zabawnie i radośnie. Akcja toczy się wartko na wielu planach, narracja ma doskonale ożywcze tempo (dynamiczna choreografia Bartosza Dopytalskiego). Bohaterowie nie są pozbawiani godności, człowieczeństwa. Obraz świata przedstawianego nie wstrząsa, nie przeraża. Sztuka porusza poważne, trudne tematy, ale w sposób powściągliwy i metaforyczny, bo publiczność często się śmieje. Nie budzi grozy ruina gigantycznego uzębienia z kolorowym patchworkowym językiem (scenografia Julia Zawadzka). Nie przeszkadzają infantylnie dziecięce ubrania młodych tenisistów, ani wydumane, udziwnione stroje oszpeconych czy odklejonych od rzeczywistości dorosłych, nie dziwi widmo ojca z mikrofalówką na głowie (kostiumy Sławek Blaszewski). Prawda pojawia się w konfrontacji oczekiwań bohaterów z brutalnie rozczarowującą ich rzeczywistością. Samospełniające się słodkie, miłe, dostatnie życie, kojarzone z irracjonalną potrzebą kompulsywnej konsumpcji, galopującym technologicznie postępem, który potęguje chęć posiadania nie zaspokaja realnych potrzeb, nie koi nerwów, nie cieszy zasadnie i szczerze. Nieuchronnie prowadzi do zatracenia, bo nie rozwiązuje żadnych problemów, a tylko je wzmaga i rodzi kolejne. 

Ta lekkość, świeżość, naturalność koegzystencji sprzecznych stanów świadomości, mentalnych odjazdów, szalonych zachowań bohaterów, nagłych zwrotów akcji to zasługa bardzo młodej, zdolnej obsady. Jej energia, dynamika, potencjał dramatyczny wypracował efemeryczno - psychodeliczną atmosferę spektaklu. Zaważył na tym, że bardzo długi, skomplikowany, wielowątkowy, o alinearnej narracji tekst Wallace'a w adaptacji Białaszka, z jego koncepcją dramaturgiczno -reżyserską i zaskakującą oprawą plastyczną, muzyczną okazał się jasny, logiczny i atrakcyjny dla widzów, którzy bez problemu odczytywali kody i linki kulturowe. To duży sukces, bo przeniesienie na scenę ogromnego dzieła Wallace'a wymagało odwagi, ambicji, wyobraźni, talentu. Proces komponowania spójnego stylistycznie przedstawienia musiało być bardzo, bardzo trudne.

Zatriumfowało zespołowe aktorstwo. Hugo Tarres potrafi zaakcentować dramatyzm granej przez siebie niejednoznacznej postaci, ewoluującej osobowości Hala Incandenzy. Hubert Łapacz w roli Orina Incandenzy, brata Hala, zawodowego futbolisty, znanego widzom tylko z ekranu, bo mieszka daleko od Bostonu i rzadko kontaktuje się z rodziną, zbudował postać odrębną, charakterystyczną, intrygującą. Wzrusza Kacper Matula w roli kruchego, dobrego, czułego Maria Incandenzy, niepełnosprawnego intelektualnie. Dominuje na scenie, absolutnie zachwyca Robert Czerwiński jako Don Gately, lump, narkoman, neofita wychodzący z bagna uzależnienia na prostą. Zwraca uwagę też tajemnicza, delikatna, doświadczona boleśnie przez życie Joelle van Dyne Hanny Wojtóściszyn, która jak wszyscy, choć niekoniecznie otwarcie się do tego przyznają, jest spragniona miłości, uwagi, bliskości. Intryguje swoim ekscentrycznym zachowaniem Kate Gompert Ewy Bukały, która używa bogatych środków ekspresji. Bardzo cieszy obecność Sławomiry Łozińskiej w roli Avril Incandenzy, matki trzech braci, w stroju i zachowaniu odjechanej tancerki z dziecięcej pozytywki w tiulowej zwiewnej spódnicy i czerwonej dresowej bluzie - infantylnej, samolubnej, nieobecnej, a przecież nadal potrzebnej dorastającym dzieciom. Wisienką na teatralnym torcie jest Henryk Simon jako Duch Ojca z kuchenką mikrofalową na głowie, którego końcowy efekt samobójczego odpalenia obejmuje zgromadzonych. Jak u Szekspira bez życia padają na scenę wszyscy, jakby nie było już dla nich żadnej nadziei.

Choć przepastna, przeładowana szczegółami powieść Wallace'a jest chaotycznie fragmentaryczna i do bólu realistyczna, a doskonale skomponowany dramaturgicznie i wizualnie spektakl Białaszka konsekwentnie surrealistyczny, to obie formy niosą wspólne przesłanie o pułapkach systemowo narzucanego stylu życia (nadmierna konsumpcja, liczy się tylko sukces, pogoń za przyjemnością), tęsknocie za miłością i normalnością. Kreślą krytyczny, ale czuły obraz współczesnego zblazowanego człowieka zmierzającego po nic, donikąd, paradoksalnie ubezwłasnowolnianego nadmiarem wszystkiego. Dopóki uzależnienie będzie skutkiem kryzysu i rozmemłania egzystencjalnego, głównie deficytu uczuć, braku więzi, wiary w cokolwiek i poczucia jakiegokolwiek sensu, dopóty głód emocjonalny i duchowy nie zostanie zaspokojony.  A poszukiwany w książce i spektaklu tajemniczy film ojca Hala NIEWYCZERPANY ŻART, metafora orgastycznego uzależnienia, jak najbardziej podstępna broń, tych, którzy go oglądają, będzie nadal zabijać. 

NIEWYCZERPANY ŻART  David Foster Wallace

reżyseria i adaptacja: Kamil Białaszek
scenografia: Julia Zawadzka
kostiumy: Sławek Blaszewski
reżyseria światła: Tadeusz Pyrczak
choreografia: Bartosz Dopytalski
multimedia: Michał Mitoraj, Hubert Kozarzewski
muzyka, inżynieria dźwięku: Mateusz Augustyn, Bartłomiej Gargula (Barto Katt)
asystent scenografki: Janek Gugulski

Obsada:
Ewa Bakuła - Kate Gompert
Sławomira Łozińska -Avril Incandenza
Hanna Wojtóściszyn - Joelle van Dyne
Bartłomiej Bobrowski - Steeply
Paweł Brzeszcz - Tiny Ewell, Lamont Chu, Gangster, Ministrant
Robert Czerwiński - Don Gately
Sebastian Dela - Randy Lenz, Zakonnica
Jakub Gawlik - Day, Ortho Stice
Grzegorz Kwiecień - Marathe
Hubert Łapacz - Orin Incandenza
Kacper Matula - Mario Incandenza
Piotr Piksa - Lyle
Henryk Simon - Duch Ojca, Gigarektor, Gigalekarz, Gangster
Hugo Tarres -  Hal Incandenza
Hubert Woliński - Pemulis, Prezenter, Gangster, DuPlessis, Zakonnica (gościnnie)

Fot. Karolina Jóźwiak

0 komentarze:

Prześlij komentarz