wtorek, 23 grudnia 2025

DON GIOVANNI TEATR COLLEGIUM NOBILIUM

 

Wersja sceniczna opery DON GIOVANNI Wolfganga Amadeusza Mozarta w reżyserii, z aranżacją przestrzeni i ruchem scenicznym Cezarego Tomaszewskiego przedstawiona przez studentów Akademii Teatralnej w Warszawie w spektaklu dyplomowym uwodzi wykonaniem i interpretacją. Wiele jest w tym spektaklu subtelności, ciepłego poczucia humoru i zdrowego dystansu. Niemały wpływ na uzyskanie efektu świeżości ujęcia tematu i przekazywanych treści ma tekst i dramaturgia Eliasza Niezgody oraz teksty scen wokalnych Lorenzo Da Ponte w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka. Łączy on znaną narrację ze współczesnym kontekstem, wzbogaca, pogłębia i modyfikuje portrety psychologiczne postaci, wyjaśnia ich postawy i motywacje. Uwalnia je od silnie zakorzenionych w powszechnej świadomości stereotypowych odniesień, skojarzeń, znaczeń nie tracąc powidoku pierwowzoru, który tu wydaje się być echem pamięci zamierzchłej przeszłości. Aranżacje muzyczne Mariusza Obijalskiego i Michała Leśniaka podbijają znacząco ten walor spektaklu. Nowocześnie, naturalnie, płynnie wprowadzają musicalowe, jazzujące, nastrojowe klimaty. Tworzą bardzo udane wariacje mozartowskich motywów. Spektakl jest lekko zagrany, solowe i zbiorowe wokalne partie są świetnie wykonane w przestrzennej kompozycji znaków symbolicznych: białej kotary (załóżmy, że wywieszonego po nocy poślubnej ogromnego prześcieradła, które jest czyste, bo nikt nie jest bez skazy, a może abstrakcyjnej tabula rasy czekającej na narracyjny zapis spektaklu), żyrandola, zniszczonego przez czas, wojnę (?) fortepianu, pochłoniętego w finale przez (puśćmy tu wodze fantazji) wojenne piekło, w głębi sceny naturalnej wielkości biały koń czy niezliczone płatki kwiatów w pięknej scenie imitującej romantyczną. 

Bo akcja toczy się współcześnie w miejscu świadczenia usług. Każdy może w niej zaspokoić potrzeby erotyczne, zachcianki, kaprysy, fantazje gdy jest tylko w stanie za nie zapłacić. Nikt nie jest niewinny, wszystko jest na sprzedaż, bo mężczyźni, szczególnie ci posiadający władzę, z wysoką pozycją społeczną stracili wyłączność na autorytarne definiowanie świata kobiet. Dzisiaj rozbuchany hedonizm i zjadliwie egocentryczny styl życia dotyczy obu płci. Kobiety same mogą decydować o swoim losie, o bezpruderyjnym wyrażaniu siebie, swobodnym spełnianiu swoich potrzeb i wyborze ról, jakie chcą pełnić. Dlatego Don Giovanniego gra kobieta, skandalicznie zła reputacja Donny Anny jest powszechnie znana, a upokorzona zdradą Donna Elvira nie kryje swojej chęci zemsty, choć główną motywacją jej działań jest ta, że chce przestać okrutnie cierpieć. Piekło pochłania nie złoczyńcę w osobie głównego bohatera lecz fortepian, symbol sztuki, ekspresji piękna i wolności. W końcowej scenie Don Giovanni z kapeluszem paradnym w ręce, machając nim radośnie, żegna się z obecnymi i na białym koniu - wolny, nieuchwytny, nieposkromiony - z fantazją odjeżdża w świat. Bo natura człowieka tak naprawdę nie łaknie nieba, nie boi się piekła. Tu i teraz pragnie spełnienia, tu i teraz z powodu doznanego cierpienia domaga się rekompensaty, zadośćuczynienia. Odrzuca obietnicę wieczności, bo pożąda, kupuje i konsumuje w teraźniejszości. Jasno i wprost artykułuje swoje potrzeby i oczekiwania, stawia warunki i je egzekwuje. Za pieniądze kupuje symulację prawdy, miłości, szczęścia. Zaspokojona wycisza emocje, ale i potężnieje w swoim nienasyconym narcystycznym egocentryzmie. Nieskończenie szukając potwierdzenia swojej mocy oddziaływania, nie ma nigdy dość, zachłannie sięga wciąż po więcej i więcej. Wiedząc, że po prostu robić to może. Don Giovanni jak rycerz na białym koniu, wieczne kobiet marzenie, jest taki jak wszyscy i może czmychnąć, umknąć, zwyczajnie odjechać. Wszak normą jest, że związki dzisiaj są silnie niezobowiązujące, a jeśli ktoś jest winny, to tylko sam sobie. 

Don Giovanni Mary Pawłowskiej ma delikatną, subtelną posturę, osobowość złamaną, kruchą. To rzeźba cmentarna na grobie rodzica ją ciągle fascynuje i swą tajemniczością, która może być tęsknotą za kochającym, o silnym kręgosłupie moralnym ojcem, przyciąga (vide skamieniały Komandor). Don Giovanni jest mrocznym, cudownym obiektem pożądania, który potrafi zadowolić każdego. Może być hybrydą łączącą to, co kobiece i męskie. Płynnym archetypem postaci, figurą zanurzającego się jednego człowieka w drugim, pragnącym mu służyć, zaspokajać go, dogadzać. Być z nim w relacji intensywnej, namiętnej, zatracającej własne jestestwo. Pozwalającej na jawie śnić marzenie. Cóż z tego, że szczęście trwa często krótko, a spragnieni bliskości, czułości, miłości zmuszeni są płacić za nią monetą a nie wzajemnością, gdy są one synonimami żądzy. Tytułowy bohater jest jedną z wielu kobiet, która będąc równa mężczyznom, robi, podobnie jak oni, co chce i z kim zechce. Tajemnicą poliszynela jest rozwiązłość Donny Anny Marty Noemi Tabęckiej, bo choć wygląda niewinnie, płomień namiętności i pożądania w niej nigdy nie gaśnie. Niejednoznacznie dramatyczna jest Donna Elvira Urszuli Rossowskiej, bo wzrusza jej cierpienie i imponuje jej determinacja podszyta zimnym, konsekwentnym dążeniem do poradzenia sobie z emocjami. Piękna rola. Z kolei Zerlina Karola Jankiewicza ma dzięki aktorowi męską pewność i odwagę. Nie jest naiwna, prosta, czysta i niewinna a gotowa na przeżycie ryzykownej przygody, kosztowanie owocu zakazanego. Leporello Martyny Burchały jest czułą bizneswoman. Czuwa nad wszystkim, dba o wszystkich. Kobiety sobie radzą. Świadome siebie, swojej sytuacji potrafią dostawać to, po co sięgają. Gdy trzeba płacą i wymagają. Wchodząc w kolejne  życiowe role, zakładają nowe suknie jak męskie zbroje obrazując tym gestem złożoną, gorzko - słodką, ale afirmatywną twarz postępującej emancypacji, opisywanej wspaniale przez mężczyzn, Mozarta (cudowna muzyka)  i  Tomaszewskiego (pasjonująca wizja), głównych architektów tego scenicznego obrazu.  

Nie tylko sława i geniusz kompozytora winny skłaniać widza do obejrzenia tego spektaklu, ale przede wszystkim to, co nowego w zgodzie ze starą, dobrze znaną, doskonałą konwencją operową można z perspektywy współczesnej zobaczyć i przeżyć dzięki wyobraźni i kreacji artystycznej całego zespołu realizującego to dzieło. A warto. Naprawdę warto. 
 


DON GIOVANNI

Reżyseria / Przestrzeń / Ruch sceniczny: Cezary Tomaszewski
Tekst i dramaturgia: Eliasz Niezgoda
Teksty scen wokalnych: Lorenzo Da Ponte w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka
Muzyka: Wolfgang Amadeus Mozart
Aranżacje: Mariusz Obijalski, Michał Leśniak
Przygotowanie wokalne: Anna Serafińska
Reżyseria światła: Jędrzej Jęcikowski
Fryzury i make up: Sandra Sarnicki

Obsada:
DON GIOVANNI: Mary Pawłowska 
DONNA ELVIRA / MASETTO: Urszula Rossowska 
DONNA ANNA: Marta Noemi Tabęcka 
DON OTTAVIO / KOMANDOR / ZERLINA: Karol Jankiewicz 
LEPORELLO: Martyna Burchała (lll rok)

Fot.Zuzanna Mazurek

sobota, 6 grudnia 2025

SCHODY, SCHODY, SCHODY TEATR COLLEGIUM NOBILIUM

 

Spektakl podejmuje i analizuje bardzo ważny temat ofiary i jej obserwatora. Dowodzi, że trudne jest prawdziwe zrozumienie czy udzielenie skutecznej pomocy osobom złamanym okrucieństwem wojny przez tych, którzy jej nie doświadczyli a uczciwe i szczere nawiązanie relacji między nimi wydaje się niemożliwe. Brakuje oddającej prawdę komunikacji, głębokiej empatii, skutecznych rytuałów. Czystych intencji, naturalnego odruchu, profesjonalnych działań. Woli bycia z ofiarą jedynie dla niej samej. Ofiara -sparaliżowana bólem, porażona traumą, bezsilnością wobec losu - nie potrafiąc wyrazić tego, co czuje, pozostaje hermetycznie zamknięta, odizolowana od świata zewnętrznego, bo ten - egoistycznie interesowny, szukający za wszelką cenę sensacji, samolubny, przesiąknięty hipokryzją - potrafi ją tylko nękać, drażnić, upokarzać i wykorzystywać swoim bezdusznym zainteresowaniem i infantylnym zachowaniem. Świat ofiar i świat deklarujących, że chcą im pomóc, pragną przedstawić fakty o ich krzywdzie, chcą być z nimi jest niekompatybilny. Nie zrozumie syty głodnego, szczęśliwy nieszczęśliwego, bogaty biednego. 

Tytuł "Schody, schody, schody" kojarzy się z wodewilem, rozrywką, piosenką, niezobowiązującą do myślenia zabawą, ale w tym wypadku pochodzi z filmu „Pancernik Potiomkin" Siergieja Eisensteina a spektakl bezpośrednio nawiązuje do krótkometrażowego filmu „Schody” Zbigniewa Rybczyńskiego, w którym grupa amerykańskich turystów zostaje umieszczona w samym środku odeskiej masakry cywilów. Wojciech Faruga wpisuje w ten kontekst swój krytyczny i oskarżycielski ogląd wojny, jej ofiar i obserwatorów. Zapewne dlatego na scenie dominuje czerń (scenografia, kostiumy), wizualny wyraz świata w żałobie, oziębłości uczuciowej, pustki emocjonalnej, rozpaczy osób doświadczonych przez zły los. Ludzkość zatraciła sprawczość ocalenia samej siebie. Niczego się nie nauczyła na własnych błędach, choć historia kołem się toczy. Nie potrafi zapobiegać wojnom, nie umie radzić sobie z nieszczęściem, nie walczy skutecznie ze złem. Pokrzywdzeni stykający się ze szczęśliwcami, którym udało się uniknąć tragedii widzą, że ci żyją w kokonie własnych potrzeb, oczekiwań, wyobrażeń, stereotypów. Tym bardziej czują się opuszczeni. A przecież tak niewiele trzeba, by choć na chwilę świat wydał się znośniejszy, a jego okrucieństwo tak bardzo nie dotykało - wystarczy rozmowa (Olgi Neli Maciejewskiej z Saszą Zofii „Cynka” Derwich), zapach i smak jabłka.

Spektakl jest przygnębiającym, pesymistycznym, smutnym obrazem bezsilności, bezradności i samotności ofiar pozostawionych samym sobie. Demaskuje bezmyślny, ślepy na zdrowy rozsądek zachodni styl życia zwykłych ludzi (podróż poślubna w strefie wojny Żony Małgorzaty Nowińskiej i Męża Piotra Zaperta, kuriozalny wywód na temat tego, że kryzys jest dobry, potrzebny, postępowy). Piętnuje pogoń mediów za sensacją bez względu na etykę zawodową (przebojowa Dziennikarka Katarzyny Łubik, cyniczny Fotograf Damiana Pelca), która wymusza manipulowanie faktami, wywieranie presji, szantażowanie poszkodowanych (zdesperowana Asystentka Oliwii Hołozubiec histerycznie molestująca wycofaną, milczącą/ego Saszę Zofii „Cynka” Derwich). Wieńcząca spektakl prośba Żołnierza, by go ktoś zastrzelił i skończył w ten sposób jego mękę, czyni z niego kolejną ofiarę wojny, nie dotyka tych, którzy są jej demiurgami, beneficjentami, obserwatorami. Wydaje się, że gdy ofiara zabija ofiarę, bo tylko jedna drugą rozumie, wie, co przeżywa i czuje to symbolicznie wyrównuje rachunki, ale też kładzie kres jego udręce. A jednak był to bezmyślny czyn osoby, która myląc rzeczywistość ze światem gier komputerowych, twierdzi, że nic złego się nie stało. Jest przekonana, że to nie było realne a wirtualne. Strzelanie do ludzi, wojna nie rodzi dla nikogo konsekwencji.

Studenci Akademii Teatralnej podjęli się bardzo trudnego zadania. Stworzenie z materii natury ludzkiej i zdeterminowanych przez fatum losów wyrazistych, odrębnych, charakterystycznych postaci nie było proste i łatwe. Pomogła w tym procesie dramaturgia i opracowanie muzyczne Macieja Jaszczyńskiego, współautora scenariusza spektaklu (z Wojciechem Farugą). Wstrząsająca jest scena cierpiącej Olgi Neli Maciejewskiej, perfekcyjnie rezonująca z obrazem filmowym kobiety w rozpaczy na ekranach  monitorów - ikony wiecznej trwogi wojennej. Matki, która traci  Dziecko jak ludzkość w czasie wojny niewinność, szczęście i przyszłość. 

Mrok sceny jak czarna dziura potężnieje i pochłania wszystko. Zaciera granice. Pozbawia nadziei na ratunek, na przetrwanie. Generuje ból przegranej i pustki. Wyczerpania. Zapewne metaforycznie zamyka jedną z wielu współcześnie toczących się wojen, by świat mógł znów zacząć przygotowania do rozpoczęcia kolejnej. Po niej do kolejnej. I kolejnej. Ten koszmarny proces, co sugeruje spektakl, nigdy się nie skończy. Bo nie ma woli i siły sprawczej, by móc go powstrzymać. Same ofiary -atakowane przez agresorów i obojętność reszty świata- nie dadzą rady. Nie dadzą.


SCHODY, SCHODY, SCHODY

Reżyseria i koncepcja wizualna: Wojciech Faruga
Dramaturgia i opracowanie muzyczne: Maciej Jaszczyński
Scenariusz: Wojciech Faruga, Maciej Jaszczyński
Asystentki reżysera: Nela Maciejewska, Olga Głowińska
Konsultacje fortepianowe: Ewa Bukała
Asystentka reżysera światła: Helena Rakovich

Obsada:
Zofia „Cynka” Derwich - Sasza
Oliwia Hołozubiec - Asystentka
Jakub Jankiewicz - Gospodarz, Żołnierz 2
Katarzyna Łubik - Dziennikarka
Nela Maciejewska - Olga
Małgorzata Nowińska - Żona
Damian Pelc -Fotograf, Żołnierz 1
Piotr Zapert - Mąż

Fot. Bartek Warzecha