Spektakl TERMOPILE POLSKIE Jana Klaty w Teatrze Narodowym w Warszawie zachwyca kompozycją treści i formy. Intensywny plastycznie, aktualny tematycznie, kontekstowo współczesny uderza huraganowo heavy/black metalową muzyką i przykuwa uwagę najwyższej próby aktorstwem. Porusza narracją opartą na faktach historycznych i artystyczną kreacją sugestywnej wrażliwości, siły wyobraźni, talentu i przenikliwości Tadeusza Micińskiego - autora, Jana Klaty - reżysera, aktorów, artystów, opowiadając o genotypie klęski Polaków, o przyczynach dziedziczonej z pokolenia na pokolenie słabości państwa polskiego i naturze władzy - tej skutecznej, która sięga po niemożliwe cele i osiąga je, mimo ponoszonych kosztów, i tej słabej, bo pozbawionej kręgosłupa politycznego oraz intelektualnego i wojskowego zaplecza.
Przeżywamy w teatrze sen umierającego księcia Józefa Poniatowskiego (Karol Pocheć) po przegranej pod Lipskiem i przeglądamy się w nim jak w lustrze. Jako naród istniejemy od jednego do kolejnego heroicznego patriotycznego zrywu, który pieczętuje brak politycznej i gospodarczej siły, sprawczego dowództwa, pragmatycznych programów budowania stabilnego państwa. Zaciekła odwaga, bezkompromisowa determinacja, by walczyć do ostatniej kropli krwi, prowadzi do samobójczej szarży, staje się spuścizną, napędem przetrwania i wzorem do naśladowania dla ocalałych. Spełniamy się w heroicznym, desperackim geście w sytuacji gdy nie ma alternatywnych perspektyw, gdy nie ma już możliwości wyboru. Tylko straceńcza walka i śmierć za ojczyznę jest godną decyzją dla Polaków, właściwym dla nich postępowaniem. Pozostaje jedynym godnym sposobem wybicia się na wolność, niezależność, wielkość. Niestety brakuje modelu mentalności zbiorowej dla czasów pokoju i praktycznej umiejętności działania oraz mechanizmów zarządzania gwarantujących stabilny rozwój państwa. Czas pomiędzy kolejnymi bohaterskimi zrywami, zaciekłymi walkami, wyniszczającymi wojnami jest marnotrawiony. Spektakl dowodzi tego boleśnie. Reżyser liczy na przebudzenie i reakcję tych, do których się zwraca. Czy ten dojrzały, gromowładny głos sztuki najwyższej w nas, upadających zawsze najniżej, coś zmieni?
Spektakl jest doskonały w swym całokształcie. Monumentalny. Zbalansowany. Skomponowany harmonijnie. Piękny plastycznie - w formie barwnej, alegorycznej niejednoznaczności (scenografia, kostiumy, wideo). Ojczyzna winna zapewniać bezpieczeństwo, spokój i pracę. Scena to orne pole, pole walki i klęski. Polska jest jednak słaba, bezbronna, opuszczona jak w czerwonej sukni kobieta (Wita) z dzieckiem (Powstaniec Warszawski). To kraj łatwy do podboju i podziału przez sąsiadujące państwa, zwłaszcza że mają mocarnych przywódców.
Takim jest Katarzyna Wielka, bo choć jest kobietą, to typu pokerowego gracza, który ma doskonałe wykształcenie, błyskotliwą inteligencję, bogactwo i ogromną władzę, by triumfować w każdej rozgrywce. Danuta Stenka genialnie personifikuje tego potwora - carycę - fighterkę, która potrafi swoje słabości obrócić w siłę, umie skutecznie wykorzystać zdolność argumentowania i manipulowania, by móc podporządkować swojej woli każdego. Używa różnych języków (niemiecki, francuski, rosyjski), obraca tematami rozmów, zarządza emocjami adwersarzy, dokonuje nagłych metamorfoz postaw i zaskakuje zmianami nastrojów (raz infantylne, raz okrutne zachowanie). Dezorientuje i obnaża zaskoczonego przeciwnika. Dyscyplinuje go i pozycjonuje - obłaskawia, rzuca go na kolana albo wysyła na śmierć, bo życie jednostki nie ma w Rosji żadnej wartości. Aktorka daje odczuć, kim jest Katarzyna, na czym polega jej mocna, niezachwiana pozycja i tworzona przez nią potęga władzy, zarówno dla jednostki (sól ziemi, choć dla niej pył u stóp), ludu (czarna, anonimowa masa), jak i swojego najbliższego otoczenia (demoniczny, nienasycony, zachłanny książę Patiomkin Oskara Hamerskiego - wielka rola), które dba o niezbędne wsparcie.
Danuta Stenka pokazuje klasę mistrzowską. Jej kreację śledzi się z zapartym tchem, ze zdumieniem. Fenomenalna scenografia i reżyseria światła Justyny Łagowskiej i spektakularne kostiumy Mirka Kaczmarka oraz choreografia i ruch sceniczny Maćko Prusaka, sprawdzające się doskonale również w związku z tą postacią, wynoszą ją na szczyt szczytów, z którego, jak mówi Katarzyna, najlepiej widać pustkę nieba i nędzę świata. Widok ją rozczarowuje więc nie o zdobycie i utrzymanie władzy chodzi, ale o wieczne niezaspokojenie, nienasycenie, nieskrępowanie. Uzależniające poczucie wszechmocy, którą nie powstrzymają żadne - ani boskie, ani ludzkie - granice. Tylko pierwotnie podprogowe uwarunkowanie, pazerny napęd: nigdy dość, wiecznie za mało. Jej Imperatorowa jest nie tylko Wielka przerażającą złożonością przedstawianej postaci, ale i skutecznością umiejętności wykorzystania wszystkich instrumentów i talentów, które pozwalają wygrywać, zwyciężać, triumfować. Wielkość nie jest przypadkowa, nie jest zbiegiem okoliczności, spuścizną genów i dziedziczonego bogactwa, ale wynikiem kreacji inteligencji konsekwentnie, na zimno kalkulującej i zarządzającej, z niezaspokojonym apetytem na więcej. Z odwagą, arogancją, szaleństwem. Aktorka to genialnie zagrała.
Niestety w Polsce Katarzyna Wielka nie ma nawet imitatora. Stanisław August Poniatowski, pod jej przytłaczającym wpływem i w głębokiej zależności, nie był w stanie powstrzymać nadciągającej klęski, mimo zwołania Sejmu Czteroletniego i uchwaleniu Konstytucji 3 Maja. Był to wynik braku wizji, idei, konsekwencji, ciągłości politycznej władzy, jedności wiernego zaplecza, pomysłu na przetrwanie narodu i istnienie wolnej ojczyzny. Jerzy Radziwiłowicz w roli króla jest przywódcą zagubionym, słabym, wypalonym. Rozdartym. Ocalenie Polski było dla niego misją niemożliwą do przeprowadzenia i ma tego gorzką świadomość. Pozostając na postronku i garnuszku Moskwy jest marionetką pięknie malowaną, ale władcą ubezwłasnowolnionym, idealnym tancerzem tańczącym jak mu zagrają (fenomenalna scena króla przebieranego się w różowy strój baletnicy, wykonującego niezborne ruchy). Jak mógłby chronić ojczyznę, walczyć o wolność, budować zgodę narodową i prowadzić naród ku samostanowieniu? Aktor przedstawia króla samotnego, zmęczonego, zdezorientowanego. W pełnym majestacie klęski. W afirmacji upadku. Stanisław August jest archetypem wszystkich polskich przegranych przywódców, których wielkość definiuje nie czyn a wizja trwająca mgnienie, bo na polu wycinki, gdzie na pieńkach mają stracić swoje głowy (kolejna mocno zapadająca w pamięć scena). Krew, która spłynie, użyźni glebę, z której wyrośnie mesjanizm - romantyczna idea poświęcenia. Narodowi pozostała tylko szarża na szaniec. Mit. Wiara. Nic nie znacząca historia tocząca się kołem, wzniosłe gesty, święte artefakty, harda dusza uzbrojona w liberum veto. W walce czeka tylko śmierć, bo wszyscy ją kończą utwierdzeni w konieczności złożenia ofiary ze swojego życia przez Mnicha w monologu Cezarego Kosińskiego.
Akt pierwszy kończy się nieśmiało zainicjonowanym przez Stanisława Augusta odśpiewaniem Mazurka Dąbrowskiego, hymnu polskiego, który ma jednoczyć naród, wzmacniać ducha, uruchamiać ciało, by było gotowe na bój choćby ostatni, kiedy my żyjemy, ale jeśli mit heroizmu nie działa, bo wyczerpała się moc patriotycznej nuty a Polacy zdezerterowali z walki o siebie, nie dziwi, że na koniec spektaklu musi wybrzmieć amerykańska piosenka "Que sera, sera" z prowokacyjnie słodko - gorzką puentą: co ma być, niech będzie. Jan Klata, rzuca nam w twarz nią wyzwanie. Daje swą sztuką historyczny rys wzlotów i upadków Polski, Polaków i wieszczy, że ona też kompletnie niczego nie zmieni - ani pracy u podstaw, ani wspólnego, pragmatycznego działania, ani cudu nie będzie. Może - mimo kolejnych szans i larum muzyki zespołu Gruzji, potężnie wstrząsającej sceną od czasu do czasu - nijaka Polska, słabi Polacy w strumieniu magmy światowych zmian się rozpłyną? W końcu nastąpi ostatni rozbiór. Czy się myli?TERMOPILE POLSKIE Tadeusz Miciński
reżyseria, adaptacja i opracowanie muzyczne: Jan Klatascenografia i reżyseria światła: Justyna Łagowska
kostiumy: Mirek Kaczmarek
dramaturgia: Miłosz Markiewicz
choreografia: Maćko Prusak
projekcje wideo: Natan Berkowicz
muzyka na żywo: Gruzja / zespół w składzie: Artur Rumiński – gitara/elektronika, Bartosz Lichołap – perkusja, Patryk Rzeszutek – wokal/syntezator, Mateusz Maryjka (wystąpi w przedstawieniach 14, 15, 16, 17 i 18 stycznia) / Kamil Staszałek / Piotr Gruenpeter – bas
asystentka reżysera, suflerka: Magdalena Markowska
asystentka kostiumografa: Maria Mordarska
przygotowanie wokalne: Mariusz Chojecki
inspicjent: Krzysztof Kuszczyk
obsada: https://narodowy.pl/repertuar,spektakle,450,termopile_polskie.html
W spektaklu wykorzystywane są następujące utwory muzyczne: Brutalismus 3000 alleswirdgut, Brutalismus 3000 Europaträume, Gruzja Aleksandria, Gruzja Jeszcze nie mamy na was pomysłu III, Gruzja Kamera Dionizosa, Gruzja Manam, Gruzja Niedostatkiem w piękny rejs, Gruzja Ratyzbona, K Foundation (The KLF) K Cera Cera (War Is Over If You Want It), William Onyeabor Better Change Your Mind, Chris Watson El Tren Fantasma 10 Veracruz.









