
MIZANTROP jest nadal grany! Ale można by postawić pytanie: po co dziś wystawiać Moliera? Niewątpliwie klasyka, co prawda poruszającego uniwersalne, ale jednak archaiczne tematy, zmurszałe treści. Ktoś dziś jeszcze wie, co oznacza słowo mizantrop? Co reżyser, Jan Englert, chce nam tą inscenizacją powiedzieć, o co zapytać, co sprowokować? Może chce zwrócić uwagę na pogłębiające się zmiany zachodzące w komunikacji międzyludzkiej, która coraz bardziej przybiera formę bezpośrednią, prostacką, anonimową. Bezwstydną i bezmyślną. Pozbawioną finezji języka, wyrafinowania formy. Daleką od zwykłej przyzwoitości.
Spektakl MIZANTROP w Teatrze Narodowym to lekcja semiotyki, w której proces percepcji jest de facto aktem porozumiewania. Znakiem jest język mowy i ciała, ekspresja siebie i kontekstu otoczenia oraz ludzkie strategie osiągania wyznaczonych celów, których sukces lub porażka zależy od charakteru, osobowości, temperamentu, inteligencji i innych indywidualnych zdolności człowieka.
W pierwszym momencie odczuwa się estetyczny dysonans. Wizualnie wszystko drażni, męczy, boli. Odpycha. Sprzyja temu klaustrofobiczne wnętrze Sceny Studio, które zestawia dwie nie pasujące do siebie, bo jakby w prowokacyjnej kontrze stylizacje: świata nawiązującego do klasyki, bogactwa, wyrafinowanego smaku (kryształowy żyrandol, kotary, ściany, sufit, podłoga w kolorach stonowanych - w głębi sceny) i przestrzeni o absolutnie nieokreślonym charakterze (futurystyczna, barwna, kiczowata - pierwszy plan, blisko widowni). To ekstremalne skontrastowanie przestrzeni zaznacza rewir wszystkiego, co jest wysublimowane, doskonałe, szlachetne z miejscem budzącym niesmak, bo brzydkim, pozbawionym gustu. Kostiumy bohaterów kontynuują ten podział. Odgrywają bardzo ważną rolę w identyfikowaniu portretów psychologicznych postaci. Wizualizują je dosadnie, karykaturalnie, bardzo celnie. Są nieprawdopodobnie sugestywnym źródłem informacji o ich osobowościach i aspiracjach. Szata tu nie zdobi szlachetnie a złośliwie obnaża człowieka. Kostiumy nie kłamią, nie mataczą, nie wodzą na pokuszenie, by wątpić w szczerość ich komunikatu. Nie są kamuflażem a ostentacją. Przemawiają krojem, informują fasonem, krzyczą kolorem, puentują ekspozycją. Dobitnie informują, kto jest kim w tej galerii osobliwości. To dress code mentalności bohaterów.
Martyna Kander, autorka scenografii i kostiumów, podkreśla tą kompozycją kontekst społeczny, poglądowy, filozoficzny definiujący język bohaterów. Ich strategie i taktyki wyrażania się, porozumiewania się, wzajemnego rozumienia. Współistnienia. Pokazuje związki i skutki ich działania na relacje międzyludzkie. Powodzenie lub klęskę ich stosowania. A to jest uniwersum ponadczasowe. Jakże i dziś przydatne! No cóż, patrzysz i wiesz z kim masz do czynienia. Słuchasz i nie masz wątpliwości, co umożliwia właściwą orientację, rozpoznanie, konkretną wiedzę, którą można z sukcesem dla własnych zamiarów wykorzystać.
Sposób wysławiania się bohaterów demaskuje ich system wartości, zdradza temperament, priorytety i potrzeby, obnaża sferę emocjonalną. Znajomość i biegłość w posługiwaniu się językiem pozwala manipulować, knować, prowadzić grę, brylować w gąszczu stereotypów, zasad, konwencji, mieć władzę nad ludźmi, tworzyć konteksty dla uzyskania określonego celu. Być demonstracją siły, czy determinacji woli, co może zarówno wynieść, jak i pogrążyć, a nawet zniszczyć. Zresztą zgodnie z etykietą, hierarchią, stopniem zażyłości. I nastrojem. Albo kaprysem czy fanaberią.
Alcest Grzegorza Małeckiego nosi kostium współczesny (biała koszula, czarny garnitur, czyli zerojedynkowa informacja). Pewny siebie jak nikt inny, pyszny z premedytacją, jest tym, który nie owija w bawełnę, mówi prawdę bez zbędnych ogródek (prawość, szczerość, odwaga). To on jest mizantropem. I mizoginem. Czy rzeczywiście nienawidzi ludzi, nie znosi kobiet czy może siebie samego? Jego bezkompromisowość, dosadność w oznajmianiu tego, co naprawdę o każdym myśli i jak krytykuje ma wydźwięk negatywny. Jego opinie są surowym osądem prowadzącym do wyroku bez możliwości obrony. Doskonale argumentowane, pozbawione wątpliwości niszczą adresata, kończą z nim wszelkie relacje. Pozostawiają niesmak. Ostatecznie Alcest przegrywa. Nic dziwnego, swoją apodyktyczną, merytorycznie uzasadnioną postawą może tylko sobie przysporzyć wrogów. Nikt nie lubi, gdy się go publicznie krytykuje, bezpardonowo obnaża, zaciekle poniża. A w efekcie traktuje z pogardą. Bo oceny Alcesta są celne, słuszne i druzgocące. Jednak krytykowany postrzegany jest przez otoczenie jako ofiara. Obserwatorzy upokorzenia nie chcą ryzykować, by ich podobnie traktowano. Flint Pawła Paprockiego, który jest rzecznikiem zdrowego rozsądku, konformizmu, co pozwala mu uniknąć wielu kłopotów, stosuje strategię kontaktów międzyludzkich zupełnie inną niż Alcest. Nie jest to łatwe, ale spokój i brak kontrowersji wokół własnej osoby jest dla niego wart wysiłku. Aktor jest autorem muzyki, która komentuje, dystansuje, tonuje nastroje. Finezyjnie podkreśla, dyskretnie akcentuje, łagodnie nastraja.
Alcest kocha Celimenę, trzpiotującą, zuchwałą, piękną w tej roli Justynę Kowalską, duszę towarzystwa (jak współczesna fluencerka), która potrafi z niezwykłą biegłością skomentować zachowanie każdego, wydać opinię, posłużyć się plotką. Pewnie dlatego jej kostium łączy z pozoru sprzeczne elementy: spodnie i bufiastą suknię. Jednak Alcestowi to nie przeszkadza. W tym wypadku milczy, akceptuje ją i niczego od niej nie wymaga. Jej zachowanie go nie zniechęca, nie razi. Z kolei Arsinoe Beaty Ścibakówny to elegancka, dystyngowana, posągowa dama w obcisłej, gorsetem ściśniętej czarnej sukni, sygnalizującej pancerz wyrafinowanej formy, ukrywający lub trzymający w ryzach jej naturę zazdrosną, podstępną, przebiegłą, mściwą. Arsinoe wykorzystuje wszystko, co wie, nawet najbardziej kompromitujące informacje, by zniszczyć przeciwnika, osiągnąć swoje cele. I to działa, Jak działa! Naiwny fircyk, grafoman, galant Oront, doskonałego w tej roli Przemysława Stippy, ubrany w przeładowany słodyczą nadmiaru kostiumie, za wszelką cenę chce przedstawić światu swoją poezję i wymusza na Alceście, by jako erudyta i osoba, której ufa nie tylko on, ale całe towarzystwo, ocenił jej treść i formę. Właściwie potrzebuje, by autorytet publicznie potwierdził, co on, autor, myśli o swojej sztuce. Nie dziwi więc, że nie jest w stanie znieść krytyki Alcesta, bo ta tak brutalnie wyraża prawdę, że obrażony i wzburzony, nie przyjmuje jej do wiadomości. Wie przecież lepiej.
Wszystkie te zachowania, sposoby komunikacji, spontaniczne, intuicyjne czy wyrafinowane, ujawniają prawdziwą naturę człowieka. Nie takiego, jakim się wydaje, ale jaki jest z gruntu. Jednak w irytujący, bolesny sposób. Forma wprost ilustruje treść, charakter, osobowość. Sztuka informuje poprzez jednoznaczny symbol postawę (np. rękawice bokserskie Alcesta). Wszystko ma swoją wymowę, każdy znak, szczegół wagę.
W dzisiejszej dominacji wszelkiej różnorodności sposobów porozumiewania trudno jest szukać szczerości, autentyczności, przejrzystości. Prawdy. Mizantropi buszują w sieci. W dobie łamania wszelkich norm, ignorowania zasad w celu brutalnego, bezpośredniego, jednoznacznego sposobu wysławiania się, dla formułowania komunikatów (np. memy, komentarze), tak, by były zrozumiałe, dosadne, mocne potrzebna jest tylko odpowiednia doza bezczelności. Wydaje się, że umiejętność rozszyfrowania, co jest fałszem a co prawdą, bardzo się przydaje. Ale nadal istnieje dylemat: warto być prawdomównym, autentycznym, szczerym i narazić się na atak czy grać wybraną rolę adekwatnie do sytuacji i tak postępować, by wilk był syty i owca cała. Wszystko zależy od tego, czy w ogóle się nad tym zastanawiamy. Sztuka, jej bohaterowie są dobrym pretekstem do analizy tego zagadnienia.
Mizantropi są wśród nas, dzisiaj lepiej się maskują. Wtłaczają w tło. Nie tak, jak w sztuce Moliera, w której Alcest działa z otwartą przyłbicą.
MIZANTROP Molière
reżyseria: Jan Englert
scenografia i kostiumy: Martyna Kander
muzyka: Paweł Paprocki
reżyseria światła: Karolina Gębska
obsada: Paweł Paprocki (Filint), Przemysław Stippa (Oront), Damian Mirga (Bask), Robert Czerwiński (Drewniak), Robert Jarociński (Akast), Beata Ścibakówna (Arsinoe), Edyta Olszówka (Elianta), Hubert Paszkiewicz (Klitander), Justyna Kowalska (Celimena), Grzegorz Małecki (Alcest)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz