niedziela, 2 lipca 2017

iTSelF 2017 projekt zero: WITZELSUCHT


Projekt zero: WITZELSUCHT to teatr tańca. Bez znajomości polskiego znaczenia tytułu, bez przeczytania opisu w programie tego projektu przygotowanego przez młodych ludzi, odbiór i rozumienie przekazu nie jest łatwe, proste, jednoznaczne. Stanowi wyzwanie, bo otwiera się szansa dla widza indywidualnej interpretacji tego, co doświadcza w kontakcie ze sztuką. Czy potrzebujemy takiego przewodnika, prowadzenia za rękę, by się nią w pełni cieszyć  czy też może lepiej przyjąć, że jest to obraz sceniczny bez tytułu, całkowicie otwarty i tym samym zdać się na własną wiedzę, intuicję, by móc poczuć się wolnym, nieskrępowanym odbiorcą? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Ale przyjęty projekt odbiorcy w proponowanym przez artystów zyskuje dodatkowy wymiar badawczy. Jest szerszy, ciekawszy, bardziej inspirujący, wyzwalający wyobraźnię.

Tytuł zobowiązuje ale nie wiąże ostatecznie. Naprawdę nie musi. Czy jest koniecznym drogowskazem interpretacyjnym? Na pewno tak, jeśli chcemy analizować skuteczność wysiłku twórczego z jego ostatecznym efektem. A tu mamy do czynienia ze śmieszkowatością, głupkowatością, działaniami, zachowaniem wynikającym z konkretnej choroby/zaburzenia płata czołowego/ zmieniającej osobowość . Nie jest to więc stan normalny, zdrowy a wynika z konkretnej dysfunkcji mózgu. Aktorzy zastanawiają się i ćwiczą, ilustrują, sprawdzają w układach choreograficznych konkretne kliniczne przypadki.  Wykorzystują to, co już wie nauka o zjawisku i przetwarzają to w wypowiedź artystyczną. Są zdrowi. Świadomi tego, co robią, co chcą pokazać. Są zdystansowani, metodyczni, wykonują plan, realizują koncepcję. I czynią to perfekcyjni.

Można przy okazji pospekulować, czy akt twórczy nie wynika z jakiejś dysfunkcji albo indywidualnej dyspozycji, wady, ułomności. Sama tak często o geniuszach myślę. Ale też czy nie wymaga dla ich zrozumienia, odbioru takiej samej indywidualnej dyspozycji, wady, ułomności od widza, czytelnika, słuchacza? Inna, nowa, niestandardowa artystyczna interpretacja rzeczywistości przekształcająca się w dzieło i związana z tym odwaga, umiejętność podejmowania ryzyka wynika z określonych przyczyn, okoliczności, stanu rzeczy. Nie zawsze je znamy. Nie do końca rozumiemy. Bo tak naprawdę czym jest proces twórczy, zwłaszcza ten rewolucjonizujący, burzący, przewartościowujący wszystko, co zastane, tak naprawdę nikt nie wie. I to jest pretekst, który wykorzystują studenci, by zasiać ziarno domniemania, że bycie artystą może być w pewnym stopniu stanem chorobowym, zaburzeniem, genetyczną mutacją. Darem. Tym złem, które obraca się w dobro dla zbiorowości. Bo ją rozwija, posuwa do przodu, inspiruje, funduje nowe wrażenia, wskazuje inne punkty widzenia, nowe perspektywy. Poszerza pole widzenia, przeżywania, rozumienia.

Ignorowanie tytułu projektu i całej nadbudowy interpretacyjnej autorów projektu, czyli pójście w ciemno na spektakl, może być ciekawym eksperymentem. Myślę, że nikomu nie przyszłoby do głowy to, co podpowiadają, wyjaśniają twórcy w swoim programie projektu. Obawiam się, że niewielu widzów zrozumiałoby bezbłędnie ich intencje, zamysł, formę i treść wypowiedzi bez wcześniejszego rozpoznania. Hulaj dusza, piekła nie ma, gdy uwolni się wyobraźnię! A jednak bez słów trudno się porozumieć. Język mowy ciała, gestu, mimiki, kontekstu, układu nie jest do końca wystarczający. Choć bywa bardzo emocjonalnym, mocnym środkiem wyrazu. Sięga wprost, chwyta bezpośrednio gdzieś u źródła. I wyciąga na wierzch z człowieczej głębi, co ukryte, przyczajone, czułe, bezbronne.

Spektakl jest interesujący, intrygująco zatańczony. Z zaangażowaniem, pietyzmem wystawiony. Korzysta ze środków audiowizualnych, elektroniki, specjalistycznej wiedzy medycznej. Spójny, konsekwentny, metodyczny budzi emocje. I zainteresowanie.

Nie do końca wszystko o nim wiem. Nie do końca da się o nim napisać. W pamięci wirują obrazy, ich sekwencje, które szukają nadal swego ostatecznego uzasadnienia. Podoba mi się to ze sztuką siłowanie, boksowanie, splątanie. Czasem po prostu wiem, że ma rację, sens, właściwy formę jakby była moim wewnętrznym odbiciem, wyrazem, kształtem. Ale z tym niedopowiedzeniem jest mi dobrze. Jest mi dobrze. Może dlatego nie śpieszę się, nie dążę, by je nazwać, sklasyfikować, zamknąć w stereotypie czucia i myślenia. Tak, podoba mi się to sztuki we mnie buszowanie. Z nią błądzenie, szukanie. Mnie wewnętrzne przemeblowanie, psucie, WITZELSUCHTOWANIE:)




projekt zero: WITZELSUCHT
reżyseria i choreografia: Liwia Bargieł

muzyka: Aleksander Kaźmierczak (II rok)
video i światło: Marta Mielcarek
konsultacje dramaturgiczne: Paulina Ozga

Obsada:
Anna Fazja – Patrycja Grzywińska (I rok ATM)
Aga Połowiczna – Sonia Mietielica (III rok)
Agnoz Aj – Vova Makovskyi (III rok)
Wo Korsak/ AlegTostandon II – Błażej Stencel (II rok ATM)
Et Tur/ AlegTostandon I – Piotr Janusz (II rok ATM)

http://festiwal.at.edu.pl/spektakl/projekt-zero-witzelsucht/







0 komentarze:

Prześlij komentarz